rossa79 Napisano 11 Czerwca 2013 Napisano 11 Czerwca 2013 Witam, No ludzie tłumaczę mojemu dziecku, żeby się tak nie przejmowała wszyskim, że musi być twarda, żeby w życiu sobie poradzić... a sama czasem nie wyrabiam... Już parę lat do tyłu wyprowadziłam się z domu, który miał być nasz. Inwestowaliśmy w niego pieniądze, pracę, serce jak mogliśmy. Dopóki żył mój tatko. Później wszystko się pochrzaniło. Mama moja słuchała podszeptów innych, chcieli nas sie pozbyć i sie pozbyli. Nie wytrzymałam psychicznie, wyprowadziliśmy się, wszystko zostawiliśmy, no bo w życiu nie poszłabym do sądu przeciwko matce, mimo wszystko. Moja mama skrzywdzila mnie najbardziej na świecie (na szczegóły brakłoby czasu), no ale trudno. Rozpoczęliśmy życie od nowa, ja lepiej, męża bardziej to wszystko ruszyło psychicznie, ale jakoś daliśmy radę. Uspokoiliśmy się, a nawet uwolniliśmy się (bo majątek to nie wszystko, są warzniejsze wartości w życiu). Ktoś mi kiedyś powiedział, że bardzo dobrze, że się wyprowadziliśmy się, bo to jest toksyczna rodzina i chyba tak jest. Zaraz po nas wprowadził się do tego domu brat z rodziną. Na początku był fajnie miedzy nimi a mamą, my byliśmy tymi złymi, było o kim mówić. Pamiętam jak po jakims mięsiacu pojechałam do cioci po sąsiedzku i jak spojrzalam na "nasze" podwórko, to serce mi rozdzierało. Przez 1,5 roku z nami mieszkali, bo tak się zadłużyli, że musieliśmy im pomóc ( bo prosił nas o to żyjący jeszcze wtedy tatko). Mój brat wyjechał zagranicę i po jakimś pół roku się zaczęło... Moja mama stała się popychadłem w swoim własnym domu, zero szacunku ze strony bratowej. Musiała i musi do tej pory ręcznie robić pranie, chodzić na zakupy i nawet jak zapyta czy może się zabrać do miasta samochodem, to bratowa jej nie weźmie. Żal mi sie zrobiło mamy, bo jakby nie było między nami, ale to moja matka. Zaczęłam ją zabierac na obiad od czasu so czasu, na święta (bo tak to by sama w domu siedziała), czasem zakupy zrobiłam, okna pomyłam, węgla w zimie naniosłam (bo tak to sama to wszystko robi). Kiedy zaczęła się żalić, to ucinałam rozmowę i mówilam, że nie chcę się wtrącąć w ich życie, bo kiedyś ktoś się wtrącał w nasze i musiałam się wyprowadzić, dzięki dobrym radom innych. Wykorzystywali mame jak mogli, nie płacili rachunków. Mama była dobra tylko wtedy gdy potrzebowali pieniędzy. Nie powiem, żeby im w życiu wiodło się super. Brat jest kilkanaście lat za granicą. Jedno dziecko, miało kłopoty ze zdrowiem, miało operację. rzeba było pomóc, pomagałam, czy finansowo, czy jeździłam do szpitala, w czasie pobytu w szpitala wysprzątałam dom, wykosiliśmy trawę, tak żeby po powrocie nie musiała myśleć o niczym, tylko zając się dzieckiem. Zero wdzięczności ale nie liczyłam na to, bo wiedziałam, że tak będzie, wię zawiedziona nie byłam. I już tak po krótce, brat śle z zagranicy pieniądze, które tu nie mają żadnej wartości, rozchodzą się pomiędzy palcami, dzieci są zanniedbane,niedopilnowane. Dom w ciągu pięciu lat powoli zamienia się w ruinę, wymaga remontu. Już się zastanawiają czy nie iść do bloku, oczywiście zostawiając starą matkę, prawie już bez oszczędności, a co tam niech sobie radzi.... Kiedyś bratowa słyszała jak mój maż mówił do mnie, że mam nie pożyczać pieniędzy, bo na rachunki nie ma, a po ciuchy jeździ do miast oddalonych o 120km, czy 50km. Obraziła się na nas, choć ze mną rozmawiała tyle o ile. Wiem, że haotycznie, ale coś się można z tego dowiedzieć. I powiedzcie mi, tylko szczerze, czy ja jakaś jestem pokręcona???? Bo czasem z tym wszystkim sobie nie radzę. Chciałabym bardzo żyć w zgodzie z rodziną (bo jest to dla mnie ważne) ale nie wiem czy się da... Nie wiem czy potrzebnie robię sobie zludzenia, nadzieję???? Czasem mam ochotę sprzedać działkę, ktorą mamy obok, żeby się uwolnić od tego wszystkiego... Powiedzcie mi coś, albo że ja jestem walnięta, albo ktoś inny, bo czasem sobie nie radzę.... Cytuj
milenaEl Napisano 12 Czerwca 2013 Napisano 12 Czerwca 2013 witaj...pozwól że napiszę swoje zdanie na ten caly temat. Czytam Twoj post i pierwsza myśl ,która wyrażnie się nasówa to taka że mając matkę- nie czułas jej, nie byla taka jak matki kolezanek..nie wiem dokładnie co masz na myśli. CZy to ze poza rygorami nakazami i krytyka nie było czułych słow i pochwał (dzieciństwo) czy o jakies pozniejsze konflikty.Spotykajac takich ludzi jak ty zawsze sobie myśle jakie to niesprawiedliwe że jedni dostają bezwarunkową milość od rodziny a ty w tym przypadku musisz radzić sobie sama- zamiast dostać to za darmo. Może ciągle jest w tobie takie pragnienie żeby rodzina była jednoscią, pomagała sobie i w bogactwie i biedzie, stąd twoje dobre serce i wielkodusznosc. Bo masz nadzieję że może to cos zmieni...Ale to niczego nie zmieni...Mysle ze powinnas nauczyc sie radzic sama i uzupelniac to czego nie dostajesz. Bo z tego chyba to wszytsko wynika. Czy masz zludzenia...kochanie to bardzo ciężkie pytanie , myśle że nikt na forum nie powinien tego oceniać.To Wszystko każda odpowiedż na twoje pytanie jest w tobie. Wzbudzaj w sobie zaufanie.Pytaj się sama co sądzisz o tym lub o tamtym, Potem spytaj się przed sobą DLACZEGO tak sądzisz.Potem spytaj się czy to co sądzisz jest dobre dla ciebie ). Jeżeli nauczysz się tak rozważac to wyrobisz w sobie cnotę rady i będziesz wolna od takiego myslenia i zadreczania sie. Badz roztropna kieruj sie miłościa do innych ale do siebie także. Cytuj
rossa79 Napisano 13 Czerwca 2013 Autor Napisano 13 Czerwca 2013 Dziękuję, mądre to co piszesz. Rzeczywiście tak jest jak piszesz, chciałabym żeby było dobrze. Dojrzałam też do tego, że świata nie naprawię sama i najważniejsza jest moja własna rodzina i o nią muszę dbać i nią się przejmować, a nie problemami wszystkich wkoło. Naprawdę to rozumiem, tylko czasem mam takie dni jak przedwczoraj, gdzieś ucieka pewność siebie i pewne sprawy mnie bolą bardziej niż zwykle. Ale na szczęście czasem są takie dni. Pozdrawiam Cytuj
vinitor Napisano 12 Lipca 2013 Napisano 12 Lipca 2013 Czujesz się kobietą czynu lecz warunki ku temu nie są sprzyjające. W pojedynkę osiągnięcia są lub mogą być bardziej niezadowalające niż się spodziewasz. Nadmiar problemów przytłacza i często obezwładnia, traci się ochotę do robienia czegokolwiek. Na szczęście są to tylko momenty i mimo wszystko potrafisz wrócić do równowagi i iść dalej. Są jednak granice ludzkich możliwości ze względu na układy i osoby biorące udział w tej losowej grze. W każdej sytuacji mają miejsce jakieś priorytety i to one narzucają profil działań. Ty je ustalasz i musisz się im podporządkować. Z pewnością nikt z zewnątrz nie rozwiąże Twoich problemów a i radzić cokolwiek trudno. Wiadomo, rada jest słowem, wykonanie spoczywa na odbiorcy a to nie polega na policzeniu zapałek w pudełku. Myślę, że w takich przypadkach potrzebna jest pomoc bardziej bezpośrednia ale to raczej niewykonalne. Przydałaby Ci się godna zaufania osoba wspierająca Cię w trudnych chwilach. Ale któż niezobowiązująca podejmie się takiej misji? Pomarzyć można. A nuż wreszcie uśmiechnie się do Ciebie szczęście i więcej słońca pojawi się nad Tobą i rodziną? Oto nadzieja... Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.