Jump to content

Coś mnie napastuje w nocy


LauraP
 Share

Recommended Posts

W wieku 17-18 lat zaczęła się moja 'przygoda' ze sprawkami nie z tego świata, od tamtej pory złe rzeczy dzieją się wokół. Paraliż przysenny towarzyszy mi z różnym natężeniem od kilku lat, niestety zawsze też jest przy mnie "coś", dusi mnie i wykonuje ruchy jednoznacznie kojarzące się z kopulacją:/. Kiedyś przy przebudzeniu widziałam nad sobą przerażając twarz, kiedy indziej z kolei mój dusiciel wyciągnął mnie z ciała i zmuszał do klęku. Od czasu jak praktykuję buddyzm jest lepiej, kiedyś paraliż np zakończył się pięknym unoszeniem się nad ciałem, niestety szybko się to skończyło. Ostatnio znów miałam odwiedziny niewyżytego gościa. Może związane jest to z tym, że pozwoliłam by narosło we mnie bardzo dużo negatywnych emocji, z którymi nie umiem sobie poradzić... Często wieczorami, gdy czuję obecność kogoś jeszcze, pojawiają się małe migające światełka wokół, czuję wtedy uspokojenie, ale generalnie świat potrafi dla mnie czasem wyglądać całkowicie inaczej, inaczej go odczuwam...ciężko mi to plastycznie przedstawić, widzę i czuję niemal fizycznie takie nitki, lśniące różnymi kolorami, wydobywają się z moich palców, czasem też z ciała i biegną w różnych kierunkach, wykonując ruchu dłonią ciągnie się ich powidok za ciałem, innych ludzi, czasem przedmioty widzę podobnie. Ale to zdarzyło mi się kilka razy w życiu, zawsze wtedy też pojawia się jakiś gość niematerialny, nie wiem co tym wszystkim sądzić, może to wymysł, ale bardzo mnie ta nocna zmora męczy i na prawdę się jej boję. To też nic przyjemnego, gdy dwumetrowa czarna postać stoi nad tobą i dotyka wywołując paskudne mrowienie...

Link to comment
Share on other sites

Laura przedewszystkim musisz zadbać o ochrone - przed zaśnieciem proś swojego Opiekuna o pomoc. Anioła Stróża.

Propponowałabym iść gdzieś do lasu na spacer z muzyką relaksujacą w uszach.

I dużo medytować.

Link to comment
Share on other sites

Guest Asvadmadh
Laura przedewszystkim musisz zadbać o ochrone - przed zaśnieciem proś swojego Opiekuna o pomoc. Anioła Stróża.

Propponowałabym iść gdzieś do lasu na spacer z muzyką relaksujacą w uszach.

I dużo medytować.

 

Ja radziłbym jednak polegać na sobie - gdyby Anioł Stróż (jak zwał tak zwał)

w ogóle był i w ogóle coś mógł, to już pewnie coś by w tej sprawie zrobił.

Najwyraźniej albo go nie ma, albo nic nie może - tak czy inaczej nie wydaje się

użyteczny...

 

;-)

 

Do lasu z muzyką relaksacyjną w uszach???

 

Toż to świętokradztwo!!!

 

;-)

 

Medytacja - tak!

 

Satti Sutta: The Spear

Link to comment
Share on other sites

Ja radziłbym jednak polegać na sobie - gdyby Anioł Stróż (jak zwał tak zwał)

w ogóle był i w ogóle coś mógł, to już pewnie coś by w tej sprawie zrobił.

Najwyraźniej albo go nie ma, albo nic nie może - tak czy inaczej nie wydaje się

użyteczny...

Niekoniecznie... Ja dlugi czas nie rozmawiałam z moim Opiekunem ani nic to były zmory. Teraz osobiscie - nie pamietam kiedy ostatni raz miałam zmore przy sobie.

To, ze ktos jest nie oznacza, ze nam pomoze,. czasami trzeba ich zaprosic do naszego zycia :)

 

Do lasu z muzyką relaksacyjną w uszach???

Toż to świętokradztwo!!!

a robiłeś tak kiedys :)? Ja ostatnio pojechałam nad wodę z muzyka na uszach zeby medytowac. Pierw szum wody, zeby sie wpriwadzic w stan a póxniej odpoweidnia muzyka, by go pogłebić.

Link to comment
Share on other sites

Można tak powiedziec objawy mam takie same .Tylko że ja mam to od dzieciństwa czuję obecnośc ,a nieraz dotyk .Paraliże miewam bardzo rzadko.Migawki też mam ,na pewno masz podłączenia .Ale z tym to do eksperta .

Link to comment
Share on other sites

W wieku 17-18 lat zaczęła się moja 'przygoda' ze sprawkami nie z tego świata, od tamtej pory złe rzeczy dzieją się wokół. Paraliż przysenny towarzyszy mi z różnym natężeniem od kilku lat, niestety zawsze też jest przy mnie "coś", dusi mnie i wykonuje ruchy jednoznacznie kojarzące się z kopulacją:/. Kiedyś przy przebudzeniu widziałam nad sobą przerażając twarz, kiedy indziej z kolei mój dusiciel wyciągnął mnie z ciała i zmuszał do klęku. Od czasu jak praktykuję buddyzm jest lepiej, kiedyś paraliż np zakończył się pięknym unoszeniem się nad ciałem, niestety szybko się to skończyło. Ostatnio znów miałam odwiedziny niewyżytego gościa. Może związane jest to z tym, że pozwoliłam by narosło we mnie bardzo dużo negatywnych emocji, z którymi nie umiem sobie poradzić...

 

Jak widać wchodzenie w wiek dorosłości nie każdemu służy, zwłaszcza gdy towarzyszy temu strach. Twój strach przeobraził się w postać pogłębiającą Twoje przerażenie. Początki wieku dojrzałego przesiąkły energią negatywną, gdyż w Twoje myśli i zmysły wcisnął się jad zagrożenia. To sugeruje, że czujesz się bardzo niepewnie w roli dorosłej kobiety. Owa słabość zmniejsza odporność na stres, tracisz panowanie i kontrolę nad emocjami odpowiedzialnymi za ponure widzenie własnej rzeczywistości. Sądzę, że powinnaś bardziej krytycznie spojrzeć na własne widzenie świata i ludzi. Musisz wykrzesać z siebie więcej zaufania i wiary, bo przecież nie wszyscy są tacy jak ten paraliżujący potwór. Skoro jesteś wiekowo dojrzała, to i Twoje spojrzenie na otoczenie ma być także tej samej miary. Jest Ci potrzebna odwaga, rozsądek, zdecydowane podejście do problematyki dnia codziennego. Musisz koniecznie odprowadzić z siebie ten nadmiar złej energii, bo ona zatruwa Cię od wewnątrz.

Z postu nie wynika jaki tryb życia prowadzisz. Plan dnia i całego tygodnia może zadecydować jakie środki profilaktyczne byłyby dla Ciebie i dostępne i najlepsze. Nic nie wiadomo o Twoim życiu towarzyskim, o kondycji fizycznej i zainteresowaniach. Generalnie zakładam, że potrzebne Ci jest większe zaangażowanie intelektualne, wysiłek fizyczny i odpowiedni dobór osób towarzyszących. Wszystko po to, abyś dążyła do zmiany poglądów na bardziej pozytywne, nawet wbrew doniesieniom mediów, pracując równocześnie nad wzmocnieniem swojej odporności psychicznej przy wykonywaniu życiowych zadań, także tych do których czujesz niechęć oraz niezrozumiałą bojaźń. Myśl o rzeczach przyjemnych. Chociaż strach ma wielkie oczy ale przy mądrym i świadomym podejściu, nie wykluczając pomocy osób Ci bliskich ( o ile masz do nich zaufanie ), na pewno uda Ci się go pokonać.

Link to comment
Share on other sites

Wygląda to na wręcz klasyczny przypadek dręczenia demonicznego. Spowodowany najprawdopodobiej uwikłaniem w okultyzm (wróżbiarstwo, magia) lub/i nierządem. Duch, który Cię nęka to albo Asmodeusz, albo któryś z jego podwładnych. To nie są przelewki. Te duchy odpowiadają m.in. za niemożność zbudowania trwałej relacji narzeczeńskiej/małżeńskiej, rozbicie rodzin, nierząd i inne grzechy zwiazane z seksualnością.

 

Jaka jest na to rada? Po pierwsze: zerwanie z grzechem (koniec z kartami, zerwanie toksycznych związków partnerskich, seksem bez ślubu etc). Po drugie: nawrócenie, powrót do życia chrześcijańskiego, praktyktyk religinych. Oczywiście zawsze masz wybór, ale jeżeli się na to nie zdecydujesz to Twoje cierpienie znacznie się pogłębi.

Link to comment
Share on other sites

Szczerze mówiąc, powrót do wiary chrześcijańskiej ze względu na strach, a nie ze szczerego rozkwitu wiary i wewnętrznej potrzeby jest jak dla mnie czymś mega słabym. Wolę już chyba Asmodeusza niż wewnętrzną hipokryzję i chodzenie w cudzym ubraniu.

Link to comment
Share on other sites

Spróbuj takiej sztuczki: Gdy kładziesz się spać wyobraź sobie, że wytwarzasz wokół siebie kapsułę bezpieczeństwa składającą się z białego, silnego i ciepłego światła, które jednocześnie odpycha niepożądane istoty, przez które nic nie może przedostać. Poza tym powiedz ostro i stanowczo w myślach tej zjawie niech się wynosi i da ci spokój. Pewnie tak szybko nie odpuści, ale próbuj.

Link to comment
Share on other sites

Jaka jest na to rada? Po pierwsze: zerwanie z grzechem (koniec z kartami, zerwanie toksycznych związków partnerskich, seksem bez ślubu etc). Po drugie: nawrócenie, powrót do życia chrześcijańskiego, praktyktyk religinych. Oczywiście zawsze masz wybór, ale jeżeli się na to nie zdecydujesz to Twoje cierpienie znacznie się pogłębi.

 

Czy narodziny Asmodeusza i jego podwładnych przypadają na okres powstania wiary chrześcijańskiej a konkretnie kościoła katolickiego? Bardzo wątpię. Chrześcijanizm jest jedną z wielu religii i nie jest żadnym panaceum na bolączki tego świata. Niemoralność datuje się od czasów pradawnych i nie leczy się jej przynależnością do Kościoła. Obecnie szaleje wyuzdana pornografia, prostytucja, homoseksualizm i wiele innych anomalii społecznych, których uczestnicy o wiele bardziej zasługiwaliby na demoniczną odprawę. A jednak to moralne wykoślawienie nie jest atakowane przez złe moce. Czyżby większe zło cieszyło się powodzeniem wśród duchowych odszczepieńców, dzięki czemu jego rozwój nie zasługuje na demoniczne złośliwości? A może to większe zło cieszy się szczególnym względami, gdyż przewyższa zdolności upadłych aniołów?

Przypadek LauraP nie musi być nieuleczalny, nie musi być skutkiem ataku demonów. Bardzo często koszmary i nieprzyjemne wizje są wytworem rozładowań energetycznych. Ileż to razy się zdarza, że nadmiar energii w czakrach doprowadza do wręcz odwrotnych skutków od zamierzonych. Być może LauraP nie radzi sobie z uporządkowaniem swojego życia a to odbija się na niekorzystnych zakłóceniach w sferze duchowej. Czasem, gdy ktoś to potrafi, wystarczy popatrzeć na siebie z pewnego dystansu i pomyśleć co jest nie tak, co wymaga poprawy, co mogę z sobą jeszcze zrobić, aby żyło mi się lepiej. Warto chwilami pomedytować, bo a nuż koleje losu tak się pogmatwały, że koniecznie trzeba je starać się wyprostować lub przejść na całkiem nowe tory.

Uważam, że znalezienie punktu początkowego występowania udręki, będzie pomocne przy próbach podjęcia likwidacji zaburzeń dobrego samopoczucia. Akceptacja siebie bez względu na rodzaj odczuwanej winy, uwierzenie w siebie, świadomość robienia czegoś co w danym momencie uważasz za słuszne powinny zaowocować

zmianą nastroju i wyhamowaniem wewnętrznych napięć.

Link to comment
Share on other sites

Do tego leżenie krzyżem, dieta z wody i suchego chleba, post trzy dni na tydzień, biczowanie się co rano, włosiennica i majtki drutu kolczastego, żeby brudne myśli o seksie się nie pojawiały ;-)

 

Ja bym powiedziała, że to co widzisz ma spore szanse być pragnącym zauważenia kawałkiem ciebie. Doradzałabym obserwację własnych emocji, snów, własnego ciała. Czy i kiedy czujesz się dobrze lub źle, co cię wkurza w sobie, a co lubisz. Podświadomość pragnąca przekazać coś potrafi się posuwać do efektów trudno odróżnialnych od wizyt obcych nam bytów. Jeżeli okazałoby się to, że to podświadomość, a ty zaczniesz ją tłamsić może uznać to za akt wrogości, ale też jeżeli schwycisz jej przesłanie będziesz miała w niej przydatnego sprzymierzeńca.

 

Oczywiście nie potrwa to godziny, ale od paru miesięcy w górę, ale praca nad sobą i samopoznanie jest warte wysiłku.

Link to comment
Share on other sites

Obawiam się, że nie wiesz co mówisz. Do Boga się wraca, bo jest światłem. Poza Nim jest ciemność. Nie chciałaś wrócić z miłości do Niego to wróć chociaż ze strachu przez złem. Mówienie: "nie wrócę do Boga, bo z wewnętrznej potrzeby wolę piekło na ziemi i po śmierci" nie jest ani zbyt roztropne ani mądre.

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję wszystkim, którzy się wypowiedzieli, Siloam również, choć nawet stosem mnie nie nawrócisz, strach nie jest dobrym narzędziem wzbudzającym miłość, a ludzie nie dzielą się na chrześcijan i opętanych nierządników. Trochę mnie każdy natchnął, grunt, że wiem w którą stronę będę zmierzała z 'ogarnięciem' wszystkiego. Wciąż oczywiście jestem otwarta na sugestie, pomijające te związane z noszeniem pokrzywy w majtkach i biczowanie.

Link to comment
Share on other sites

stosem mnie nie nawrócisz, strach nie jest dobrym narzędziem wzbudzającym miłość

 

Nie straszę Cię stosem. Straszna będzie Twoja przyszłość jeżeli nie zmienisz obecnej sytuacji. Sama kształtujesz swoją przyszłość. Wybieraj mądrze, tak abyś była szczęśliwa.

Edited by siloam
Link to comment
Share on other sites

I w tym się z Tobą zgadzam Siloam:), choć bardziej wierzę, że moje problemy biorą się raczej z ciemności we mnie, nie z ciemnością związanej z Asmodeuszem. Szanuję jak najbardziej chrześcijaństwo, Jezus to był super gość, ale uważam, że Kościół(czyli po prostu ludzie pogrążeni w swoich słabościach) wypaczyło wiele słów i sensów, ale pisma mistyków, jak np mistrza Eckharta są dla mnie niesamowicie cennym punktem do przemyśleń i zawsze będą mi bliskie. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Link to comment
Share on other sites

I w tym się z Tobą zgadzam Siloam:), choć bardziej wierzę, że moje problemy biorą się raczej z ciemności we mnie, nie z ciemnością związanej z Asmodeuszem. Szanuję jak najbardziej chrześcijaństwo, Jezus to był super gość, ale uważam, że Kościół(czyli po prostu ludzie pogrążeni w swoich słabościach) wypaczyło wiele słów i sensów, ale pisma mistyków, jak np mistrza Eckharta są dla mnie niesamowicie cennym punktem do przemyśleń i zawsze będą mi bliskie. Pozdrawiam Cię serdecznie!

 

Podzielam opinię o KK i jego wyznawcach. Oczywiście takie wypaczenia nie dotyczą tylko tej religii. Nigdzie nie ma, żeby w skład jakiejś grupy wchodzili sami mistycy i mistrzowie, co owocuje mieszanką charakterów, ludzkich wad i zalet.

Sławna od zarania wolna wola jest niewyczerpanym źródłem dobrych i złych uczynków, myślenia pozytywnego i na wskroś negatywnego. Nadmiar negacji sprzecznej z ludzkimi ideałami roztacza mroki trudne do rozproszenia. A jednak gdzieś w dali tli się światełko nadziei, że gdzieś tam świeci upragnione słońce. Kierując się z uporem praktycznymi myślami przewodnimi wielkich myślicieli, każdy ma szanse na osiągnięcie wyznaczonego celu, który nie przyniesie zawstydzenia oraz rozczarowania.

Link to comment
Share on other sites

Medytacja - ok.

Wszystko i tak jest iluzja.

 

Podobne doswiadczenia, jakie opisujesz, moze nieco nawet bardziej hardcorowe, mialam od kiedy w sumie pamietam.

 

Medytacja tak, ale nie ta polegajaca na odlatywaniu, a ta, polegajaca na trenowaniu uwaznosci.

 

Zen w tym jest dobry. Zazen.

 

Czysty umysl, obserwowac. Potem to przechodzi na obszar snu. Jak cos sie pojawia, z czasem juz tylko obserwujesz. Nie robi to na Tobie wrazenia. Co nie wywoluje Twoich emocji to nie dostaje pozywienia, nie karmisz tego, to znika samo wtedy.

 

Wiem, wyprobowane.

 

Ale jak medytujesz, to to przychodzi z czasem samo.

 

Mozesz zadbac rowniez o ochrone straznikow (w buddyzmie jest tego troche). Taka opieka tez zla nie jest. I medytowac.

 

 

W buddyzmie demony nigdy nie beda rowne czlowiekowi, bo tylko czlowiek moze sie oswiecic.

 

Takze jedyne co, moga pelnic role sluzebna, jakby sie ludziom nie prezentowaly.

Link to comment
Share on other sites

Moja praktyka to właśnie zazen(kwan um), nigdy nie stosowałam innej medytacji, wizualizacje, vipassana itp jakoś do mnie nie docierały. Wierzę w umysł, cięzka pracę, która ma pozbawić chorobliwych nawyków myśli, ale to, co wypracowało się przez lata, te wszystkie 'lgnięcia' myśli to nie jest taka prosta sprawa, żeby w ciągu kilku miesięcy pozbyć się...plus jakoś chyba sam kamienny zen, który nie zajmuje się zbytnio 'mistyką' zostawia na boku pewne moje bolączki. Jestem człowiekiem zachodu, wychowana w kulcie indywidualizmu, w kręgu jeudeochrześcijańskim, dla mojego umysłu (jak i dla każdego Europejczyka, człowieka zachodu) niesamowitym i ciężkim przeskokiem jest zaangażowanie się w zen/buddyzm, który ulega tutaj często jakimś dziwacznym wypaczeniom...zen mnie zawiodło, bo oczekiwałam czegoś, czego nie może mi dać, traktowałam zen jako swego rodzaju narzędzie... Doszłam do wniosku, że jestem w wielkim konflikcie między hmmm...dwiema naturami, tą stricte zdroworozsądkową, opartą na wierze w ciężką pracę, w której nie ma miejsca na szaleństwa a jest jedynie czysty wgląd w umysł, a tą drugą, nielogiczną, magiczną(?). Ciężko mi pogodzić to... raz jedna strona bierze górę, raz druga i popadam w paranoje, przez które tkwię w jednym miejscu. Paranoja suchej nadświadomości, bądź powikłanej podświadomości... Życiowo też jest pod tym względem niefajnie, bo moją wielką pasją i największym szczęściem jest malowanie, jest to coś, co daje mi wielką radość, na czym na nawet zarabiam, a z drugiej strony czasem uważam to za zajęcie niepoważne, bo w gruncie rzeczy zajęcie niepewne, bo nie mam do końca talentu, bo to, bo tamto, bo powinnam pisać magisterkę a nie trawić czas na coś, co nie da mi żadnego startu, bo to jedynie zabawa w mało zdolnych rękach.... Startując na malarstwo uciekłam z egzaminu, bo byłam niezadowolona z pracy i załamałam się swoim beztalenciem, przyjęto 6 osób, byłam 7 na liście pomimo niedokończonej pracy... i tak wygląda całe moje dorosłe życie, wieczne niedokończenia.

Link to comment
Share on other sites

Żadna z dróg nie jest lepsza ani gorsza, liczy się sposób jej realizacji.

 

Zbyt wielkie uproszczenie. Gdy do celu prowadzą jednakowe drogi - tak. Czy trudności, przeszkody pojawiające się na tych drogach są równorzędne? Życie to nie bajka a sposoby do pokonania obranej drogi mogą przerastać siły i możliwości wędrowca. Mierz siły na zamiary zmusza do zapobiegania życiowym komplikacjom, które w przyszłości mogą stać się dla najbardziej wymyślnych sposobów uciążliwą zmorą. Są drogi mające dźwięczną nazwę "ślepy zaułek". Nikomu nie życzę trafić na taką odnogę. Prawda jest taka, że nie zaleca się pokonywania drogi za wszelką cenę, gdyż Pyrrusowe zwycięstwo stanie się porażką. Nie jest hańbą porzucić syzyfowe prace i w razie konieczności wybrać łatwiejszą drogę, na której nie zabraknie okazji do zastosowania swoich sposobów.

Link to comment
Share on other sites

No ale zobacz... np. pani Dorota Krzyzanowska... jest malarka... i nauczycielem Zen.

 

Wlasnie malarstwo jest jedna z form, gdzie masz czysty umysl lub masz wieksza szanse go na czas malowania chocby zachowac.

Przeciez Zen to nic innego jak utrzymanie tego stanu na co dzien.

 

Kazdy ma jakies trudnosci i nikomu nie jest latwo. Zen to ciagle proby. Ja tez probuje... ciagle. Roznie mi wychodzi. Czasem zle a czasem jeszcze gorzej... a czasem... dobrze. ;)

 

Ktos mi powiedzial kiedys, ze czasem musi byc bardzo zle, zeby bylo dobrze... i z medytacja jest podobnie, z praktyka zen takze... po drodze moze byc zle, zeby moglo byc dobrze.

 

 

A praktykujesz sama czy w jakiejs sandze? (pytam, bo ja sama lece po omacku na razie... i szczerze polecam jednak sange, kogos obok... Takze jak masz... to wspaniala sprawa... jak nie... to wspaniala sprawa i poszukaj sobie).

Link to comment
Share on other sites

Wygląda to na wręcz klasyczny przypadek dręczenia demonicznego. Spowodowany najprawdopodobiej uwikłaniem w okultyzm (wróżbiarstwo, magia) lub/i nierządem. Duch, który Cię nęka to albo Asmodeusz, albo któryś z jego podwładnych. To nie są przelewki. Te duchy odpowiadają m.in. za niemożność zbudowania trwałej relacji narzeczeńskiej/małżeńskiej, rozbicie rodzin, nierząd i inne grzechy zwiazane z seksualnością.

 

Jaka jest na to rada? Po pierwsze: zerwanie z grzechem (koniec z kartami, zerwanie toksycznych związków partnerskich, seksem bez ślubu etc). Po drugie: nawrócenie, powrót do życia chrześcijańskiego, praktyktyk religinych. Oczywiście zawsze masz wybór, ale jeżeli się na to nie zdecydujesz to Twoje cierpienie znacznie się pogłębi.

 

 

Co za bujda. A co powiesz o dzieciach, ktore sa wychowywane w bogobojnych rodzinach i maja takie wlasnie doswiadczenia od pieluchy niemalze? No bez przesady. Juz nie idzmy dalej w kierunku tego, ze sam KK jest oaza grzechu, rozwiazlosci i praktyk niechrzescijanskich. Wystarczy popatrzec na korzenie swiat takich, jak boze narodzenie, wielkanoc i inne przeinaczenia. ;) A takze na moralnosc ksiezy.

 

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

SacralNirvana, byłam w sandze, teraz mieszkam z rodzicami i nie mam możliwości uczęszczania a bardzo mi tego brakuje, wspólna praktyka jest dla mnie czymś mega ważnym. Miałam też wokół siebie osoby zaangażowane, ale po przeprowadzce jestem zupełnie sama, w dodatku niechęć rodziców...Sam internetowy kontakt z ludzmi zanurzonymi w zen niekoniecznie mi wystarcza. Osamotnienie, moja przewodnia emocja ostatnimi czasy, pogłębiona przy przeprowadzce. No cóż pozostaje robić swoje i nie poddawać się przy kolejnych niepowodzeniach. Co do malowania i czystego umysłu, to mam ostatnio wrażenie, że malowanie raczej dziwne gorączki we tworzy i poczucie winy, nie chcę się bardziej w to zagłębiać, bo to dla mnie złożona sprawa i w kilku zdaniach ciężko mi wyjaśnić.

Link to comment
Share on other sites

Życiowo też jest pod tym względem niefajnie, bo moją wielką pasją i największym szczęściem jest malowanie, jest to coś, co daje mi wielką radość, na czym na nawet zarabiam, a z drugiej strony czasem uważam to za zajęcie niepoważne, bo w gruncie rzeczy zajęcie niepewne, bo nie mam do końca talentu,

 

Hej, więcej optymizmu. Rób to co lubisz i doskonal się w tym. Nie ma zajęć niepoważnych i nikt nie ma prawa oceniać czy to co robisz jest poważne czy nie.

Link to comment
Share on other sites

Guest Daffne
W wieku 17-18 lat zaczęła się moja 'przygoda' ze sprawkami nie z tego świata, od tamtej pory złe rzeczy dzieją się wokół. Paraliż przysenny towarzyszy mi z różnym natężeniem od kilku lat, niestety zawsze też jest przy mnie "coś", dusi mnie i wykonuje ruchy jednoznacznie kojarzące się z kopulacją:/. Kiedyś przy przebudzeniu widziałam nad sobą przerażając twarz, kiedy indziej z kolei mój dusiciel wyciągnął mnie z ciała i zmuszał do klęku. Od czasu jak praktykuję buddyzm jest lepiej, kiedyś paraliż np zakończył się pięknym unoszeniem się nad ciałem, niestety szybko się to skończyło. Ostatnio znów miałam odwiedziny niewyżytego gościa. Może związane jest to z tym, że pozwoliłam by narosło we mnie bardzo dużo negatywnych emocji, z którymi nie umiem sobie poradzić... Często wieczorami, gdy czuję obecność kogoś jeszcze, pojawiają się małe migające światełka wokół, czuję wtedy uspokojenie, ale generalnie świat potrafi dla mnie czasem wyglądać całkowicie inaczej, inaczej go odczuwam...ciężko mi to plastycznie przedstawić, widzę i czuję niemal fizycznie takie nitki, lśniące różnymi kolorami, wydobywają się z moich palców, czasem też z ciała i biegną w różnych kierunkach, wykonując ruchu dłonią ciągnie się ich powidok za ciałem, innych ludzi, czasem przedmioty widzę podobnie. Ale to zdarzyło mi się kilka razy w życiu, zawsze wtedy też pojawia się jakiś gość niematerialny, nie wiem co tym wszystkim sądzić, może to wymysł, ale bardzo mnie ta nocna zmora męczy i na prawdę się jej boję. To też nic przyjemnego, gdy dwumetrowa czarna postać stoi nad tobą i dotyka wywołując paskudne mrowienie...

 

Przede wszystkim uzmysłów sobie, że sama własną wolą lub/i odpowiednią modlitwą możesz to odprawić tam gdzie jego miejsce, musisz jednak przestać się bać bo dopóki będziesz czuć strach to będzie Ci towarzyszyć (poszukaj na necie modlitwy o uwolnienie). Z tego co opisujesz może to być inkub, ale równie dobrze ktoś może się bawić..

Link to comment
Share on other sites

Dodatkowo im glebiej wchodzisz w stan medytacji, im glebiej idziesz wewnatrz siebie, zaczynasz zajmowac sie swoja przestrzenia wewnatrz, tym bardziej mozliwe, ze napotkasz na swoje wlasne demony.

 

Tak jest juz. Budda zanim sie oswiecil natknal sie na mase roznych nieciekawych istot, ktore probowaly go zastraszyc. Wazne, aby nie dac sie poniesc lekom i nie zywic tego swoim strachem. Jestes duzo silniejsza i dasz sobie rade. Pamietaj o tym.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...

A ja mam podobne "spotkania" od dziecka. na szczęście to co mnie nęka, chce mnie raczej wystraszyć lub zawładnąć moim ciałem i umysłem, nic sexualnego. Nigdy mu się to nie udało, jedyne czego dokonywał to strach we mnie, ale nic po za tym. Od czasu do czasu medytuję, staram się uspokoić umysł i ciało. Ale jeśli chodzi o tego wrednego "kogoś" kto mnie odwiedza w różnych odstępach czasu znalazłam tylko jeden sposób, żeby się go pozbyć. Zaczęłam stawiać mur ochronny w mojej głowie, przez, który nie mógł się przebić. Czułam jak naciska, ale nie może. Dziś bardzo rzadko zdarza się, że mnie nawiedza. Kiedyś robił to nawet gdy stałam w kuchni i gotowałam. Ale chyba zaczęła mu się nudzić porażka jaką teraz doświadcza. Mur stał się nieodłączną częścią mojego umysłu, stał się obrońcą mojej świątyni, mojego ciała i umysłu. A tak na marginesie, jestem osobą nie wierzącą. A jednak bez wiary w Boga, też można sobie poradzić i obronić się przed czymś nie z naszego świata. Bo temu nie zaprzeczę, duchy i inne tego typu stwory istnieją, dobre lub złe. Nieliczni mogą się o tym przekonać na własnej skórze. W moim przypadku, patrząc na ubiegłe lata, kiedy nie wiedziałam co mam z tym zrobić ( jako 14-latka spałam z rodzicami ze strachu!) chciałam, żeby to mnie w końcu zostawiło i dało mi spokój, a dziś gdy wiem jak sobie z tym poradzić jestem dumna z siebie, że mam siłę i umiejętności, żeby dać sobie z tym radę. Trzeba być silnym i wierzyć w siebie! Nie pozwolić, żeby ktoś naruszał nasz umysł i ciało, bez naszej zgody.

Link to comment
Share on other sites

To, że po przebudzeniu nie pamiętasz, co się działo, nie znaczy, że się nic nie działo tak jest np w uprowadzeniach przez ufo ludzie dopiero po regresji hipnotycznej przypominaja sobie wszystko. Ktoś ich pamięć kasuje.... Ale w tym wypadku chyba mówimy o duchach, chociaż ufolodzy twierdzą, że obcy są i istotami materialnymi jak i niematerialnymi, ich statki potrafią być widoczne i niewidoczne. Dobrze, że sobie z tym poradziłaś.

Link to comment
Share on other sites

A czy ktoś z was nosi jakieś amulety ochronne (no może nie czosnek na szyi :-)? Pomagają? Podobno na nocne zjawy pomagają ostre przedmioty przy łóżku, np. nóż, rozwarte nożyczki, bo przecinają tą niepożądaną energię.

Link to comment
Share on other sites

Podobno na nocne zjawy pomagają ostre przedmioty przy łóżku, np. nóż, rozwarte nożyczki, bo przecinają tą niepożądaną energię.

To nic innego jak autosugestia lub wiara, że kwadratowe koło też się potoczy, zwłaszcza w odpowiednich warunkach terenowych.

Link to comment
Share on other sites

Staropolska metoda radziła wysmarować palec ekskrementami i spać trzymając go na kołdrze, coby zmora poczuła smród i oddaliła się zniesmaczona. :D

 

A tak serio..wyobraźmy sobie, że jestem nocną zjawą zdeterminowaną przydusić każdego kto się nawinie, wyłażę skąd tam zjawy zwykle wyłażą, ostrzę pazury, zbliżam się do łóżka i już już...mam złapać kolesia za gardło...kiedy nagle -Ach nie! Nożyczki! Strasznie się boję nożyczek! Musze uciekać, zanim same z siebie przetną moją energię...

Taaaaa.... ;-) Niby różne bywają fobie...ale jednak głupio jakoś. I co ja powiem innym zjawom? Będą się śmiać.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Jaka jest na to rada? Po pierwsze: zerwanie z grzechem (koniec z kartami, zerwanie toksycznych związków partnerskich, seksem bez ślubu etc). Po drugie: nawrócenie, powrót do życia chrześcijańskiego, praktyktyk religinych. Oczywiście zawsze masz wybór, ale jeżeli się na to nie zdecydujesz to Twoje cierpienie znacznie się pogłębi.

 

To co powiedziałeś to czyste przekleństwo.

" jeżeli się na to nie zdecydujesz to Twoje cierpienie znacznie się pogłębi. "

To coś w rodzaju "Zrób to albo xyz" [gdzie xyz = coś co budzi strach]

 

Nieświadomie możesz tym zrobić jej większą krzywdę, niż pomóc.

Edited by Light in the Dark
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...