Jump to content

Jakich przyciągamy ludzi?


gloria
 Share

Recommended Posts

Wczoraj nie mogłam zasnąć. Jakoś prześladowała mnie myśl, że przyciągam do siebie ludzi z podobnymi problemami.

Kilkanaście lat temu moja koleżanka powiedziała, że przyciąga samych dziwaków ( maminsynków, kryminalistów, dużo starszych rozwodników itp). To właśnie oni się do niej zalecali, nie chcieli popuścić, szaleli za nią, a inni jakby nie zwracali na nią uwagi.

Wczoraj sobie uświadomiłam, że i ja przyciągałam do siebie pewny rodzaj ludzi. Już w szk. średniej słyszałam nieraz tekst: "jesteś prawdziwą przyjaciółką, umiesz wysłuchać, doradzić" "jesteś świetnym psychologiem" lub " jesteś wymarzonym przyjacielem". Tylko, że ja nigdy tego samego nie mogłam powiedzieć o nich. Byłam takim jednostronnym przyjacielem, a sama nigdy nie czułam bym miała przyjaciela. Dlaczego teraz sobie o tym przypomniałam? Moja mama nie chodzi do psychologa, bo woli zwierzać się mi, dwie inne kobiety uważają mnie za swojego przyjaciela, a ja tego samego nie mogę powiedzieć o nich. Nie mam im nic do zarzucenia, nawet je lubię ... ale jakoś tak nie umiem się otworzyć, zaufać im i nazwać je przyjaciółkami, chwilami irytują mnie. Jednak to co mnie najbardziej martwi, to fakt, że moja matka i te dwie osoby to są osoby z problemami typu depresja, niedojrzałość emocjonalna, autodestrukcja itp. Takich osób "przewinęło" się przez moje życie sporo. Jedni zniknęli, ale w ich miejsce pojawiali się nowi. Tak jakbym się nie mogła od nich uwolnić.

A ja czuję się już zmęczona. Chciałabym, aby nazwali mnie przyjacielem ludzie bez problemów psychiczno-emocjonalnych. Tacy z jakimi ja czułabym się dobrze, którym mogłabym się sama zwierzyć, których ja mogłabym nazwać przyjaciółmi.

Jak to jest, że przylgaja do nas osoby, których za bardzo nie chcemy, a te, których poszukujemy w ogóle się nie chcą do nas przykleić? Coś robimy nie tak? Same je przyciągamy pewnymi zachowaniami?

Link to comment
Share on other sites

Jak to jest, że przylgaja do nas osoby, których za bardzo nie chcemy, a te, których poszukujemy w ogóle się nie chcą do nas przykleić? Coś robimy nie tak? Same je przyciągamy pewnymi zachowaniami?

 

Jestem skłonny przypisać to właściwościom kryjącym się w ostatnim zdaniu posta. Może nie idzie tu całkiem o zachowanie ale charakterystyczne reakcje mające moc przyciągania osób niechcianych. Kojarzy mi się to trochę z lepami zapachowymi. Odkrywam, że ludzkie powodzenia i niepowodzenia są jakby zagnieżdżone w danym człowieku i chociaż się tego nie chce, nie lubi a nawet nienawidzi, nie ma za bardzo sposobu na zapobieżenie pewnym przykrym sytuacjom. Na obecnym etapie sam nie wiem jak temu przeciwdziałać. Jeżeli pewne reakcje w organizmie mają cechy odruchów, to będzie bardzo trudno zmienić ten stan. Konieczna jest przebudowa stanów emocjonalnych, ich priorytetów dających w sumie obraz ludzkiego wnętrza w połączeniu z posiadanymi zmysłami.

Zwróć uwagę jak ciężko jest wyprzedzać myślą wrażenia emocjonalne. Szybciej reagujące emocje potrafią zniekształcić rozsądek i chłodne myślenie. Skutki mogą być opłakane a w najlepszym razie dokuczliwe lub postawić w niezręcznej sytuacji. Czy potrafisz zmienić model myślenia, tworzenia zdań o podobnej konstrukcji, sposoby argumentowania, przedstawiania swoich racji lub protestu? Te nieliczne ( jest ich znacznie więcej) czynniki tworzą Twój wizerunek a ten z kolei jest w jakiś sposób odbierany przez osoby z którymi się stykasz. Jak widzisz przeciwdziałanie (zmiana) przyciąganiu polega nie tylko na zmianie feromonu, tak jak w przypadku lepu, lecz szeregu elementów, które wykształtowały się w Tobie przez lata wzrostu i rozwoju fizjologicznego oraz psychicznego.

Zadanie wprowadzenia istotnych zmian byłaby łatwiejsze, gdybyś mogła ustalić co się w Tobie "podoba" osobom niechętnie przez Ciebie widzianych. Z pewnością nie uda Ci się zdobyć lub stworzyć portretów psychologicznych wymienionych osób, gdyż wówczas mogłabyś drogą analizy własnej lub z pomocą psychologa wyodrębnić cechy krytyczne. Na podstawie powierzchownych informacji (z wyglądu), nie ustalisz, co powinnaś w sobie poprawić.

Być może pewnym sposobem byłoby jak najczęstsze przebywanie w towarzystwie osób mile widzianych, co dałoby szanse wzmocnienia Twoich dotychczas ukrytych (uśpionych) cech. Prawda jest taka, że nie znając przyczyn, nie zapobiegniesz niechcianym następstwom. Nie mając odpowiedniej wiedzy każde doświadczenie jest zagadką oczekującą na rozwiązanie.

Link to comment
Share on other sites

Ja mam podobnie...

Czasem zauważam, że przyciągam do siebie ludzi, którzy mają jakieś problemy. Szukają ukojenia i wsparcia. Lubię pomagać innym, ale czasem problemy innych mnie przerastają i za bardzo biorę do siebie. Jestem zbyt wrażliwa... nie mniej zawsze staram się pomóc... czyżby taka była moja misja? Wiem, że dzięki mnie wiele ludzi zmieniło się na lepsze. To jest bardzo budujące...

Link to comment
Share on other sites

Zadanie wprowadzenia istotnych zmian byłaby łatwiejsze, gdybyś mogła ustalić co się w Tobie "podoba" osobom niechętnie przez Ciebie widzianych.

Być może pewnym sposobem byłoby jak najczęstsze przebywanie w towarzystwie osób mile widzianych, co dałoby szanse wzmocnienia Twoich dotychczas ukrytych (uśpionych) cech.

Osobom, które przyciągam, a nie czuję się z nimi dobrze, podoba się u mnie to, ze je słucham, staram się doradzić ale nie narzucam swojej woli, podpowiadam i drogą sugestii naprowadzam je na rozwiązanie problemu. Jestem obecna, skłonna do pomocy ale bez narzucania się. Jestem raczej spokojna (raczej, bo czasem nie wytrzymuję i po nastu tłumaczeniach ostrzej reaguję). Te osoby czują we mnie wsparcie, mają poczucie, że nie są same, że ktoś się nimi interesuje.

Choć ja tak naprawdę wolałabym z nimi spędzić czas na czymś innym, niż użalaniu się nad sobą, wysłuchiwaniu ich pesymistycznych/sceptycznych/czarnych teorii.

A jak ja mam znaleźć osoby, które chciałabym mieć w swoim otoczeniu, czyli optymistów, nie egoistów, wesołych ale nie szalonych? Ja takich osób nie zauważam.... serio :( . Są pewnie, ale jeśli one same na mnie nie zwracają uwagi, a ja nie umiem ich znaleźć.... . A one pewnie unikają mnie, bo z kolei nie lubią takich jak ja, źle się czują w ich towarzystwie (tak ja ja wśród tych, których przyciągam).

Zauważyłam nawet w horoskopach, ze jest napisane np. Ryba dobrze się czuje w towarzystwie barana, ale już w horoskopie barana jest napisane, że baran źle się czuje w towarzystwie ryby. Dziwne- prawda? A to niby logiczne, że jak ryba się dobrze czuje z baranem, to baran z ryba tez powinien... .

Link to comment
Share on other sites

Wiem ze wżyciu jeden człowiek ma twardą pupę a miękkie serce a drugi twarde serce a miękką pupę. Oczywiście ze swoi charakterem przyciągamy takich samych ludzi jak my. Bo tylko taka osoba z takim samym charakterem, która w tą samą stronę na życie patrzy, z takimi samymi problemami Co do partnerów to delikatny temat. Jest tys. pytań a zero odpowiedzi. Tu możemy tylko gdybać

Link to comment
Share on other sites

Osobom, które przyciągam, a nie czuję się z nimi dobrze, podoba się u mnie to, ze je słucham, staram się doradzić ale nie narzucam swojej woli, podpowiadam i drogą sugestii naprowadzam je na rozwiązanie problemu. Jestem obecna, skłonna do pomocy ale bez narzucania się. Jestem raczej spokojna (raczej, bo czasem nie wytrzymuję i po nastu tłumaczeniach ostrzej reaguję). Te osoby czują we mnie wsparcie, mają poczucie, że nie są same, że ktoś się nimi interesuje.

A zatem rozpoznajesz jakie są motywy strony przeciwnej. Te osoby Cię akceptują i być może nawet nie wiedzą a Twojej swego rodzaju antypatii. Ty je zadowalasz i im to wystarcza bez zastanawiania się nad tym na ile ich obecność jest przez Ciebie tolerowana. Można powiedzieć, że poprzez akceptację wybierasz spośród wielu. Wygląda to dość normalnie. Z jednej strony lubisz pomagać ale chwilami masz tego dość. Ta okresowa niechęć, jak sądzę, wywołuje frustracje i wrogość do tego typu ludzi.

Zrozumiałem, że nie czujesz się dobrze w roli cichego, bezwolnego doradcy. Wydaje mi się, że podświadomie buntujesz się, będąc skazana tylko na pomaganie i wysłuchiwanie czyichś żalów. Potrzebujesz odmiany, energiczniejszych działań a nie ciągłego zajmowania się kłopotami obcych. Owe osoby nie rozumieją Cię, że Twoje życie nie może się składać z monotonii życzliwości jednostronnych. Uważam, że powinnaś to w jakiś sposób zasygnalizować, dać do zrozumienia, że jeszcze masz coś do zrobienia w swoim życiu.

Nie wykluczone, że innego typu ludzie się do Ciebie nie kleją, gdyż potrafisz tylko pomagać i radzić. Trzeba umieć znaleźć wspólne zainteresowania, bo to przecież zbliża. Na przykładzie forum uda Ci się dostrzec, że tematy przede wszystkim przyciągają, pozwalają poznać poglądy strony przeciwnej a w dalszej kolejności także bliżej siebie. W kontaktach bezpośrednich oprócz osobistego uroku należy umieć przyciągać intelektem, humorem, wspólnotą tematów ogólnych i bardziej osobistych. Coraz bardziej nabieram pewności, że kluczem będzie uaktywnienie czegoś więcej niż skłonności do pomagania, które pomimo swych pozytywów nie pozwalają ukazać innym Twojej pełni osobowości i talentów. Postaraj się spojrzeć na siebie jak na istotę obdarzoną bogactwem walorów, które chcesz zademonstrować jak coś czego nie należy ukrywać, jak coś na co czekają spragnieni widzowie, jak coś czym zachwycisz i zadziwisz patrzących na Ciebie.

Sukces tli się w Tobie. Tchnij i ruszaj. To Ty masz wyjść światu na przeciw, bo inaczej jego piękno zmarnieje z braku Twojego światła.

Link to comment
Share on other sites

Nie wykluczone, że innego typu ludzie się do Ciebie nie kleją, gdyż potrafisz tylko pomagać i radzić. Trzeba umieć znaleźć wspólne zainteresowania, bo to przecież zbliża. Na przykładzie forum uda Ci się dostrzec, że tematy przede wszystkim przyciągają, pozwalają poznać poglądy strony przeciwnej a w dalszej kolejności także bliżej siebie. W kontaktach bezpośrednich oprócz osobistego uroku należy umieć przyciągać intelektem, humorem, wspólnotą tematów ogólnych i bardziej osobistych. Coraz bardziej nabieram pewności, że kluczem będzie uaktywnienie czegoś więcej niż skłonności do pomagania, które pomimo swych pozytywów nie pozwalają ukazać innym Twojej pełni osobowości i talentów. Postaraj się spojrzeć na siebie jak na istotę obdarzoną bogactwem walorów, które chcesz zademonstrować jak coś czego nie należy ukrywać, jak coś na co czekają spragnieni widzowie, jak coś czym zachwycisz i zadziwisz patrzących na Ciebie.

Sukces tli się w Tobie. Tchnij i ruszaj. To Ty masz wyjść światu na przeciw, bo inaczej jego piękno zmarnieje z braku Twojego światła.

 

Kiedyś przeczytałam w internecie wypowiedź jednej forumki do drugiej, coś w tym stylu: " A Ty uważasz, ze jesteś fajna? Dobrze byś się czuła w swoim własnym towarzystwie?". To pytanie czasami sobie zadaję i sama nie wiem co odpowiedzieć. Wydaje mi się, że jestem fajna, ale może mi się tylko wydaje? Sama nie jestem rozmowna, kontaktowa, nie tryskam humorem, nie jestem dusza towarzystwa. Jestem raczej chłodnym obserwatorem, lubi mnie ktoś kto zechce mnie poznać i pozna. A jeśli ktoś tę moją nierozmowność i chłodną obserwacje weźmie za nudę, mrukowatośc i bezwyrazistość.... czyli oceni mnie z pozoru.... to już nie zechce poznać. To chyba prawda, że umiem głównie doradzać i pomagać. Aby poznać czyjeś zainteresowania lub też zaprezentować swoje, trzeba być śmielszym, odważniejszym, bardziej otwartym.

 

Oczywiście ze swoi charakterem przyciągamy takich samych ludzi jak my. Bo tylko taka osoba z takim samym charakterem, która w tą samą stronę na życie patrzy, z takimi samymi problemami

 

Właśnie wydaje mi się, że nie jestem taka jak one. Nienawidzę się żalić, rozczulać, zwracać na siebie uwagę swoimi problemami. Jeśli mam problem, nawet psychiczny, to idę do specjalisty/fachowca i rozwiązuję go zamiast latami płakać nad swoim losem. Poza tym ja głównie słucham i wyciągam wnioski, a one nie potrafią słuchać, są tak zaślepione swoimi problemami, że choćby chciały, to nie potrafią się skupić nad cudzym problemem. Ja ogólnie czuję się zadowolona z życia, jestem mimo wszystko optymistką (wątpiąca czasem, ale jednak), a one są chronicznie nieszczęśliwe. Nie pasuje to do tego co napisałaś, że przyciągamy osoby, takie jak my, z tym samym charakterem.

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście ze są też takie osoby które umieją słuchać i dla innych to wystarczy. Wtedy dla nich wyrzucenie z siebie tych swoich problemów, żalów dużo daje. Mnie takie osoby nie przeszkadzają lubię słuchać innych ludzi a tym bardziej obserwować ich gesty, minę co mówią...... Obserwacja i słuchanie dużo mówi o człowieku.

Link to comment
Share on other sites

Niedawno przyczepił się do mnie pewien staruszek na przystanku. W 10 minut opowiedział mi historie swego życia i rozczarowany był, że już przyjechał mój autobus. Tak po prostu.... podszedł jakby mnie znał i zaczął opowiadać, zadawał pytania typu; "co o tym sądzę?" ale nie czekał na odp. To nie był odosobniony przypadek. Juz kilka razy ludzie do mnie podchodzili, dosiadali się i zwierzali się.... tylko zawsze ludzie słabi, chorzy i nieszczęśliwi. Czuję się tym już zmęczona. Żal mi tych ludzi, przykro mi, że spotkało ich tyle przykrości, ale czemu akurat mi muszą to mówić? Czasem mam wrażenie, że jestem jak magnez przyciągający nieszczęśliwych ludzi.

 

Obserwacja i słuchanie dużo mówi o człowieku.
No właśnie to dla mnie jest załamujące. Mówią, że ten człowiek jest nieszczęśliwy, w dodatku nie chce być szczęśliwy. Czasem mogę posłuchać, ale jeśli jednego dnia zaczną demonstrować mi swoje nieszczęście 3 osoby.... przerasta mnie to. Wtedy mam serdecznie dość i chciałabym posłuchać szczęśliwszej osoby... ale takiej nie mam w swoim otoczeniu. W każdym razie nie ujawnia się, nie chce mi się tym szczęściem pochwalić. Ja ogólnie lubię słuchać (dlatego mi się zwierzają), ale stale o ludzkich nieszczęściach, niepowodzeniach, chorobach i czarnowidztwie.... to nie specjalnie.
Link to comment
Share on other sites

Uważam, że powinnaś to w jakiś sposób zasygnalizować, dać do zrozumienia, że jeszcze masz coś do zrobienia w swoim życiu.

Próbowałam. Z moją mamą skończyło się to lawiną płaczu, jeszcze większych żalów i lamentów; że jest nikomu niepotrzebna, że nie pozostaje jej nic innego jak usunąć się z tego świata, że nie ma na kogo liczyć, że to i tamto. Inne osoby albo nie zrozumiały moich sugestii, albo nie chciały zrozumieć, albo się usuwały całkowicie sądząc, że nie chcę ich znać. Być może to moja wina, nie umiem czasem wyrazić swoich myśli, moje słowa są inaczej interpretowane. Może dlatego mało mówię, bo zrażam do siebie ludzi swoją bezpośredniością, szczerością. Zachęcanie ich do tego by gdzieś razem wyjść, coś razem porobić jest bezcelowe. Niczym się nie interesują, nigdzie nie chodzą, nic nie chcą robić.... tylko mówić i aby ich słuchano. Nie rozumiem dlaczego nie pójdą do psychologa/terapeuty... on będzie ich słuchał do woli.

Wiem, że wyczuwa się u mnie rozgoryczenie i słusznie.... jestem rozgoryczona i trochę przygnębiona. Jestem za słaba psychicznie, by brać na siebie życiowe problemy tych wszystkich ludzi. Czuję się nieco inna, a chciałabym się poczuć normalnie, mieć "normalnych" znajomych, żyć swoim życiem. A nie wiem jak to zrobić, jednocześnie nie pogarszając samopoczucia tych biednych ludzi?

Edited by gloria
dopisek
Link to comment
Share on other sites

Sama nie jestem rozmowna, kontaktowa, nie tryskam humorem, nie jestem dusza towarzystwa. Jestem raczej chłodnym obserwatorem, lubi mnie ktoś kto zechce mnie poznać i pozna. A jeśli ktoś tę moją nierozmowność i chłodną obserwacje weźmie za nudę, mrukowatośc i bezwyrazistość.... czyli oceni mnie z pozoru.... to już nie zechce poznać. To chyba prawda, że umiem głównie doradzać i pomagać. Aby poznać czyjeś zainteresowania lub też zaprezentować swoje, trzeba być śmielszym, odważniejszym, bardziej otwartym.

 

I oto sedno bolączek. Ludzie bardzo często osądzają w oparciu o pozory. Choć ludzkie wartości kryją się wewnątrz ale nikogo nie przekona się, żeby popatrzał w serce a nie na okrywę zewnętrzną. Toteż dlatego oszuści wykorzystują tę cechę pozornej prawdziwości. Jesteś jak jesteś i sama wybierasz po części jak Cię widzą, choć jesteś osobą uczuciową i godną zainteresowania. Twoje przeżycia wewnętrzne są zakryte, zduszone pod maską pozorów.

Tobie trudno wpłynąć na zmianę swojego wizerunku a druga strona nie podejmie się analizy jaka naprawdę jesteś. Jesteś świadoma kim jesteś i jedynie Ty sama potrafisz odmienić ocenę innych. To co wiesz o sobie jest wystarczającym powodem, że nie jesteś widziana inaczej. Scenka z rozmowy koleżanek pozwala przypuszczać, że nie potrafiłabyś się sama zaakceptować, gdyż nie byłoby podstaw do zawiązania się kontaktu. Nie uważam to za wadę ale trudność w znalezieniu sobie w szerszym znaczeniu miejsca w grupie znanych Ci osób. Masz w sobie coś z koziorożca. Czujesz, że nie jesteś pozbawiona rozsądku i rozumu lecz to nie wystarcza do zmiany opinii o Tobie przez więcej lub mniej znane osoby. Samo się nic nie zrobi. Jeżeli nie popracujesz nad sobą możesz w przyszłości być widziana jako kura domowa, która poza garami, sprzątaniem, zajmowaniem się dziećmi, na nic więcej się nie zdobędzie. Jeżeli cokolwiek miałabyś zmienić w swoim życiu, nie obejdzie się bez trudów i wyrzeczeń. Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Myślenie o przyszłości i celach stawia wymagania w zależności od wysokości ustawionej poprzeczki. Człowiek ma wyobraźnię i musi ją wykorzystywać choćby do symulowania następstw takiego a nie innego postępowania. Jeżeli nie rozbudujesz swoich ambicji w kierunku do ludzi nie tylko potrzebujących pomocy, życie stanie się monotonne, a niebezpieczeństwo samotności stanie się bardziej realne. Decydujesz sama o sobie lecz wydaje się, że przydałby Ci się ktoś na podobieństwo podpory oraz zmobilizowania Cię do znaczniejszego wysiłku, do przebudowy obecnych niedociągnięć stwarzających barierę pomiędzy Twoimi możliwościami a oczekiwaniami towarzystwa.

Link to comment
Share on other sites

lecz wydaje się, że przydałby Ci się ktoś na podobieństwo podpory oraz zmobilizowania Cię do znaczniejszego wysiłku, do przebudowy obecnych niedociągnięć stwarzających barierę pomiędzy Twoimi możliwościami a oczekiwaniami towarzystwa.

Też tak podejrzewałam, ale skąd ja mam wziąć taką osobę? Ktoś musi sam chcieć być dla mnie podporą, moralizatorem. Skoro do tej pory nie natrafiłam na taką osobę, to jej sobie nie wyczaruję.... niestety.

Link to comment
Share on other sites

Powstaje błędne koło: Nie masz tego z powodu tamtego a tamtego wymuszanego przez tego. Każda porada okaże się bezskuteczna, bowiem przeszkadzają trudności dość obiektywne. Mama jest mamą i na tym polu nic nie zdziałasz. Teraz to nawet nie wiem, czy mając oprócz niej kogoś bliskiego, Twoja sytuacja radykalnie by się zmieniła. Wysłuchiwanie wynurzeń minorowych bez innych dodatków rozpraszających ludzkie dramaty działa na psychikę niezbyt budująco. W życiu oprócz płaczu potrzebny jest uśmiech i powody do radości. Ty ich raczej nie masz. Ja osobiście nie przepadam za smutkiem i płaczem i dlatego lubię to co rozśmiesza, właśnie ze względu na to, że samo życie dostarcza sporo łez i to wcale nie szczęścia. Nie myślę akurat o sobie ale historiach rejestrowanych przez media. Możesz spróbować oderwać się od smutnych zwierzeń poprzez zaangażowanie umysłu akcentami komizmu. Śmiech przecież ma działanie rozładowujące i poprawiające nastrój. Czy jednak uda Ci się uskutecznić ten rodzaj próby, czując na plecach oddech mamy gotowej do zaaplikowania Ci codziennej porcji narzekań? Przestając słuchać mamy wpadasz z deszczu pod rynnę. Sytuacja podbramkowa, ponieważ Twoją mamę nie obchodzi zbytnio Twoje przesycenie wysłuchiwaniem gadania nie mającego nic wspólnego z zadowoleniem z własnego losu. Biorąc to po uwagę, Twój ratunek leży także w rękach rodzicielki. Czy zdołasz ją przekonać o swoich potrzebach i konieczności zmiany (ograniczenia) narzekaniowego rytuału? Po prostu nie widzę nic wesołego. Mama, jak sądzę, storpeduje Twoje wysiłki. Mam więc uważać, iż mama jest niewyrozumiała, apodyktyczna i nie interesuje się dobrem swojej córki? Mam rozumieć, że całe poświęcenie obowiązuje tylko Ciebie a mama nie przejmuje się stanem swego dziecka? Ja nie dam rady Cię pocieszyć, bo żeby wyleczyć zranienie, trzeba tej rany nie rozgrzebywać. W Twojej sytuacji nie jest to możliwe od zaraz. Gdy lekarz zaleci niezbędny godzinny relaks a Ty nie zastosujesz się do jego życzenia, wówczas leczenie mija się z sensem. Gdy na drodze prowadzącej do uwolnienia się od bólu pojawi się konieczność przecięcia wrzodu a Ty z jakichś powodów na to się nie zdecydujesz, bądź pewna, iż Twoje cierpienia z pewnością nie zmaleją, stwarzając groźbę pogorszenia stanu ogólnego. Nie wskazuję co mogłoby być ewentualnym wrzodem. Sama, na podstawie obserwacji i analizy własnego przypadku, mogłabyś zdecydować jakie kroki powinnaś przedsięwziąć. Jesteś zdana na własne siły, ponieważ Twojego problemu nie rozwiąże się na drodze korespondencyjnej. Zdaję sobie sprawę, że radzić zawsze jest łatwiej niż zrobić wyłom na torze przeszkód. Doradca nie musi odczuwać rozterki i dzielić zmartwień osoby przeżywającej katusze. Przykro mi, że na tak niewiele mogę sobie pozwolić.

Link to comment
Share on other sites

A co jak dana osoba żyje w społeczeństwie, nie jest aspołeczna a jeżeli chodzi o płeć przeciwną to nie przyciąga... Nikogo? Każdy związek się rozpada zanim tak naprawdę się zacznie.

 

Ja osobiście jestem w stanie budować bardzo silny związek (lub przyjaźń) jedynie z osobami, które mają braki ojcowskie. Albo ojciec tyran/pijak/ćpun, albo zostawił i uciekł albo był zły i umarł. O czym to świadczy? Mój akurat mieścił się w granicach normy.

Link to comment
Share on other sites

Guest pideha
A co jak dana osoba żyje w społeczeństwie, nie jest aspołeczna a jeżeli chodzi o płeć przeciwną to nie przyciąga... Nikogo? Każdy związek się rozpada zanim tak naprawdę się zacznie.

 

Ja osobiście jestem w stanie budować bardzo silny związek (lub przyjaźń) jedynie z osobami, które mają braki ojcowskie. Albo ojciec tyran/pijak/ćpun, albo zostawił i uciekł albo był zły i umarł. O czym to świadczy? Mój akurat mieścił się w granicach normy.

 

"robisz" za ojca, jesteś typem ojca, masz ten rodzaj ciepła lub miekkości które kobiety z brakami na kilometr wyczuwają:P

tylko to niełatwe związki

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...

Przeczytałam dziś przypadkiem, że moje imię:

posiada cechy przypisywane numerologicznej SZÓSTCE.

Szóstki są prawe, szlachetne i łagodne. Gotowe poświęcić swoje cele, jeżeli uznają, że dobro bliskich osób jest ważniejsze. Nie radzę wchodzić szóstkom w drogę, jeżeli ktoś zagrozi komuś, kogo kochają. To osoby szalenie rodzinne. Nie interesują się sukcesami ambicjonalnymi, ponieważ zawsze najważniejsze jest szczęście rodzinne.

 

Imię to również MISTRZOWSKA LICZBA 33.

 

Jeżeli jesteś mistrzowską trzydziestką trójką, to ce****e cię prawdomówność, poszanowanie tradycji i praworządność. Masz olbrzymie zdolności twórcze, jesteś idealistką i czegokolwiek byś nie robiła, to i tak powinnaś, choćby dla własnej satysfakcji, robić coś twórczego. Jesteś podporządkowana nakazom etyczno-moralnym. Są one dla Ciebie drogowskazem i metodą na życie. Uważaj, by nie zdominowały Twoich zadań. Emanuje z Ciebie harmonia i spokój, co często przyciąga ludzi nieszczęśliwych.

 

Być może, to jest też dodatkowa przyczyna, ze przyciągam do siebie samych nieszczęśliwców. To byłaby wina mojego ojca ;) , on się uparł na takie imię i bez mamy zgody zgłosił mnie z takim imieniem w Urzędzie ;) .

Edited by gloria
poprawa błędów ;)
Link to comment
Share on other sites

Guest Waldarius

Samo imię ma kilku, może kilkunastoprocentowy wpływ na charakter człowieka, w numerologii jest wiele liczb oddziałujących na nas, najsilniej działa data urodzenia, jeśli chodzi o imiona i nazwisko, to należy brać je całościowo, z nich wszystkich oblicza się jedną liczbę.

Z tymi ludźmi, których się do siebie przyciąga, też długo starałem się uwolnić od pewnego rodzaju towarzystwa, ale nie wiem czy dobrze robiłem. O wiele lepsze rezultaty osiągnąłem, gdy zaakceptowałem pewne sprawy, zaakceptowałem ludzi, od których pragnąłem się uwolnić. Są ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy, czasami tylko dobrego słowa, i jest im wtedy lżej, mimo że czasami nas to kosztuje sporo energii, to zdaje się taka jest nasza rola, ci co w danej chwili czują się silniejsi, powinni wspierać tych, którzy mają chwile słabości, tym bardziej, jeśli sami o tą pomoc proszą. Ja nigdy się nikomu nie narzucam ze swoją pomocą, ale jak widzę, że ktoś daje mi znak, że tej pomocy potrzebuje, to tak ciężko by mi było odmówić. Ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy są w trudnej sytuacji, sam fakt, że tak się dzieje świadczy o tym, że brakuje im energii, więc pomagając im zasilamy ich własną energią, stąd poczucie, że ci ludzie nas męczą, czuć to jak ubywa nam sił w zetknięciu z nimi, ale nie wiem czy warto stawiać opór, sprzeciwiać się losowi że taką rolą nam powierzył, na ten opór traci się więcej energii niż by się zużyło pomagając tym, od których pragnęliśmy się uwolnić. Z drugiej strony zamiast łowić komuś ryby, lepiej nauczyć go wędkowania, pomoc musi mieć jakiś sens, jeśli wydawać swoją energię na pomoc innym, to trzeba robić to z głową, inaczej tonący pociągnie nas ze sobą na dno. Wiele lat zajęło mi uwalnianie się od pewnych tendencji, ale prawdę mówiąc wróciłem do punktu wyjścia, to jakbym w tarocie zaliczył pełny cykl, startowałem z pozycji głupca i na końcu do niej powróciłem, zdobywając jednak pewne doświadczenie, na końcu po prostu pogodziłem się z pewnymi sprawami, zaakceptowałem je, przestałem stawiać opór.

Link to comment
Share on other sites

Hej mam dokładnie taki sam problem. Zwykle przyciągam ludzi na jakiś czas, są blisko mnie i korzystają z mojego wsparcia do póki nie załatwią jakiejś własnej sprawy, a potem znikają... No i w bliższe relacje wchodzę prawie wyłącznie z ludźmi "zaburzonymi", co zwykle wychodzi oczywiście dopiero po jakimś czasie. A od roku to jestem uwikłana chyba w najbardziej chorą "przyjaźń" jakiej udało mi się doświadczyć i już brak mi sił... Czuję jak ta osoba wysysa ze mnie energie. Na początku byłam bardzo empatyczna i starałam się ją rozumieć i wspierać, w sumie nadal się staram bo myślę sobie, ze przecież też mogłabym być kiedyś w takiej sytuacji i nie chciałabym, aby wtedy ktoś źle mnie potraktował, ale jednocześnie czuję, że co raz bardziej mam tego dość, czuję straszny ciężar i ochotę zbuntowania się.. Mam ochotę zostawić tę osobę, olać ją kompletnie bo nie mogę już znieść tego jak mnie emocjonalnie wyczerpuje, ale jednocześnie nie potrafię tego zrobić, bo wiem, że ta osoba ma problemy ze sobą, potrzebuje wsparcia, a nikogo innego nie ma (wielokrotnie namawiałam tę osobę na psychoterapię lub wizytę u psychologa, jednak ona wciąż znajduje argumenty przeciw)... Mam straszny dylemat, bo nie wiem jak w takiej sytuacji postąpić. Niestety ostatni rok wyglądał trochę tak, że mimo iż miałam własne poważne sprawy do załatwienia, to bardziej angażowałam się w wspieranie tamtej osoby, bo ona w pewien sposób to wymuszała ciągłymi telefonami, płaczem, błaganiem wręcz o uwagę, o radę i to często w dość pozornie błahych sytuacjach. Wygląda to tak, że ta osoba nie potrafi sama podejmować dedycji i prosi mnie za każdym razem o rady (a nawet o prognozy i przewidywania przyszłości!), ale mam wrażenie ze to są prośby o przejęcie odpowiedzialności za jej życie... Mam tego dość, to mnie wykańcza, czuje się duszona tą relacją, choć czuję sympatię do tej osoby jako takiej, to jednocześnie okropnie mnie meczy, tym jak się na mnie "uwiesiła", karze mi podejmować decyzje dotyczące jej życia, wielokrotnie muszę jej tłumaczyć w kółko te same sprawy. Ona co raz bardziej próbuje wkraczać do mojego życia, zaczyna interesować się tym co ja, sugeruje się moimi decyzjami w różnych dziedzinach i podejmuje za mną te same decyzje i wybory. Mimo, że jest starsza ode mnie, to jest bardzo niesamodzielna, tak jakby przywykła, że zawsze ktoś robił coś za nią i nie próbuje tego zmienić, nawet wprost powiedziała kiedyś, że boi się, że rodzice są już w takim wieku, że mogą umrzeć i wtedy nie będzie miał kto się opiekować. Waldarius wyżej pisał o dawaniu wędki zamiast ryby, właśnie tak staram się postępować z tą osobą, dawać jej kilka opcji, pewne sugestie, próbuje uczyć ją rzeczy, których nie umie zamiast robić to za nią, próbuje pokazywać jej sens i satysfakcję z bycia samodzielnym (choć takie próby z mojej strony często mierzą się z dużym oporem ze strony tamtej osoby). Zamiast inwestować w swój rozwój każdy dzień kręci się wokół ciągłego wspierania tamtej osoby i tłumaczenia jej w kółko tych samych rzeczy... To jest mocno wykańczające i mimo, że jestem z natury raczej baaardzo cierpliwą osobą, to zaczynam tę cierpliwość już tracić.

To jest chyba najskrajniejszy przykład takich relacji w moim życiu, jednak od najmłodszych lat pamiętam, że tak to zawsze wyglądało, że ja byłam po to, by kogoś wspierać, a moje potrzeby nieszczególnie się liczyły. Myślałam sobie, że może taki mój los, że może tak to musi być i właściwie lubiłam to, kiedy mogłam czuć się komuś potrzebna, ale z drugiej strony mam już mocno dość ciągłego "niszczenia" siebie po to by ratować innych. Nie wiem, czy to dobrze, że mam dość, czy jednak powinnam zdusić w sobie ten bunt i zaakceptować los? Mam dość silny dylemat moralny. Z jednej strony bliskie mi są wszelkie poglądy o sensie życia dla innych ludzi, o tym że należy pomagać, że czasem lepiej nie patrzeć na siebie. Ale to męczące kiedy już prawie 20 lat żyje w ten sposób, że ja zawsze jestem dla innych, będąc jednocześnie samotną, bo dla mnie nie ma nikogo. Właściwie nie mam prawdziwych przyjaciół, to zawsze są jakieś relacje na chwilę, albo relacje jednostronne (ja daję, a ktoś bierze). Być może to dlatego, że ja tak przywykłam do pomagania, że nie umiem prosić/domagać się o pomoc dla mnie? Może przez to ludzie podświadomie zostawiają mnie kiedy już załatwią przy mnie swoje sprawy? Idac tym tokiem myślenia, to może ta chęć buntu, którą odczuwam teraz jest czymś dobrym, czymś rozwojowym? Może jednak powinnam na jakiś czas chociaż stać się trochę egoistyczna (a może powinnam powiedzieć asertywna)? Myśleć o sobie i nie zatracać się w przesadnej empatii? Czuję się trochę zagubiona i nie wiem w którą stronę pójść...

Edited by Darjiik
Link to comment
Share on other sites

Guest Waldarius

Najczęściej jest tak, że wobec pewnych osób mamy dług karmiczny, który czy chcemy czy nie, musimy spłacić. Moje sny, moje medytacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że w minionych wcieleniach wciągnąłem kilka osób w podejrzane praktyki duchowe, gdzie te osoby nie były jeszcze na coś takiego gotowe, zdobyta w ten sposób moc była wykorzystywana przez nie w skrajnie egoistycznych celach, mi udało się jakoś stanąć na nogi, ale mój los silnie się związał z tymi osobami, teraz przyszedł czas, by wyciągnąć pomocną dłoń, by wyciągnąć te osoby z bagna, w które sam je wciągnąłem. Więź z tymi osobami jest tak silna, że nie sposób jej zerwać, przynajmniej ja takich sposobów nie znam, ale też nie widzę powodów, by to robić, ciąży na mnie pewna odpowiedzialność, której muszę stawić czoła a nie przed nią uciekać. Przyznam, że wspieram się różnymi amuletami, kamieniami, medytacjami, ćwiczeniami jogi, bo sporo energii kosztuje mnie przebywanie wśród tych osób, mam wrażenie, że bez odpowiedniego wsparcia osoby te mogłyby mnie wciągnąć w swój chaotyczny, momentami dość mroczny świat, zresztą tak czasami bywało.

Link to comment
Share on other sites

To, co opisujecie to nie tylko jakies tam rzeczy zwiazane z duchowoscia tylko nasza polska, zasciankowa mentalnosc :). Nie od dzis wiadomo, ze brat bratu u nas wilkiem....niestety. Polecam ontakty z ludzmi z poza naszego obszaru kulturowego. Roznica odczuwalna niemal od razu.

Link to comment
Share on other sites

Najczęściej jest tak, że wobec pewnych osób mamy dług karmiczny, który czy chcemy czy nie, musimy spłacić.

 

Jeśli tak jest powinnam to widzieć w dacie urodzin. Nie każdego znam datę, bo logiczne, że nie będę wypytywać o dokładna datę każdego, kto zwraca się do mnie o pomoc lub chce mi się wyżalić. Jednak jeśli mam taką możliwość, to wyliczam.... i wcale nie ma miedzy nami karmy.

Nie licząc mojej mamy, bo ona ma karmę z sumy dnia i m-ca, mistrzowską 33-kę z daty i jest w związkach karmicznych z mężem, dziećmi, wnukami, zięciem i kto wie kim jeszcze. Krótko mówiąc... jedna wielka karma :hmmm: .

Poza tym sprawdziłam inne osoby, które "przyczepiły" się do mnie i nie mamy ze sobą karmy.... chyba, że wynika ona jeszcze z imion i nazwisk..... tego nie liczyłam.

Link to comment
Share on other sites

Polecam ontakty z ludzmi z poza naszego obszaru kulturowego. Roznica odczuwalna niemal od razu.

A ja nie polecam. Rożnica faktycznie odczuwalna od razu..... ale negatywnie.

Pod jakim względem polecasz osoby z innego kręgu kulturowego?

Edited by gloria
"zjadłam" wyraz ;)
Link to comment
Share on other sites

Zalezy od doswiadczen. Z moich wynika obraz przecietnego Polaka jako osoby o dosc zawezonych granicach myslenia, bardzo mocno przywizanych do tradycji i w ogole sie nad nia niezastanawiajacy, czesto o malomiasteczkowej mentalnosci charakteryzujacej sie zazdroscia, ukryta zawiscia oraz wszechobecna zlosliwoscia wobec wszystkich, ktorzy nie wyznaja podonego wachlarza przekonan (szczegolnie w odniesieniu do tych, ktorzy w ich mniemaniu zlamali tzw. kodeks spoleczny, np. odmawiajacac wspoluczestniczenia w zyciu ustalonym przez dana grupe).

 

Dla mnie osoby z poza naszego kregu kulturowego (te, ktore spotkalem), okazaly sie bardzo otwarte na swiat (podobnie jak i ja staram sie byc otwarty), nie czuly zbytniego przymusu do kultywowania jakis zasad wylacznie dlatego, ze wiazaly sie z ichnia tradycja (choc umialy ja szanowac) oraz byly bardzo obiektywnie nastawione do tego, co je otacza. Dla mnie bylo to jak wyjscie poza duszacy schemat, ktorym otoczony jestem zyjac w Polsce.

Link to comment
Share on other sites

Zalezy od doswiadczen. Z moich wynika obraz przecietnego Polaka jako osoby o dosc zawezonych granicach myslenia, bardzo mocno przywizanych do tradycji i w ogole sie nad nia niezastanawiajacy, czesto o malomiasteczkowej mentalnosci charakteryzujacej sie zazdroscia, ukryta zawiscia oraz wszechobecna zlosliwoscia wobec wszystkich, ktorzy nie wyznaja podonego wachlarza przekonan (szczegolnie w odniesieniu do tych, ktorzy w ich mniemaniu zlamali tzw. kodeks spoleczny, np. odmawiajacac wspoluczestniczenia w zyciu ustalonym przez dana grupe).

 

I jak tu nie załamać rąk. W Polsce wszystko i wszyscy są "be". Ludzie z okresu kamienia łupanego takiego problemu nie mieli. Niech żyją mamuty i ich dwunożni pogromcy z maczugami!

Link to comment
Share on other sites

Z moich doświadczeń wynika coś innego i to nie tylko z moich. Za granicą był też kilka lat mój brat i moja kuzynka (w rożnych krajach). W naszym kraju są jak wszędzie, ludzie dobrzy i źli, ale za granicą (ja akurat pisze o Francji, Anglii) ludzie maja wszystko w nosie. Zero tradycji, zero przywiązania do rodziny, walka kogutów o wszystko. Ta otwartość na świat, to nic innego jak bezczelność, przepychanie się łokciami, kpina z drugiego człowieka i obojętność.

Mam wrażenie, że wyrwałeś się z jakiejś wiochy zabitej dechami (bez urazy oczywiście, nie piszę tego złośliwie) i wyruszyłeś od razu w wielki świat.

Ja mieszkałam już na wsi, w dużym mieście i obecnie w małym miasteczku (pisze o Polsce) i nie ma znaczenia gdzie mieszkałam, wszędzie byli ludzie, którzy kultywowali tradycyjny schemat życia, ale tez tacy, którzy mieli to w nosie.

 

Jednak nie będę narzekać na swój kraj. Tych, którym tak źle w Polsce, zapraszam do Afryki i Azji... gdzie jest głód i ubóstwo, zero tradycji, otwartość dla złodziei, morderców, pedofilów i innych zwyrodnialców, gdzie stale panuje wojna. Ja dziękuję.... proszę zatrzymać pociąg, ja wysiadam!!!

Edited by gloria
sprecyzowanie
Link to comment
Share on other sites

Bo generalnie kultura anglosaska i kultury Zachodu sa dosc materiaistycznie nastawione, co nie oznacza ze nasza jest lepsza. Czy lepsza jest tradycja, nad ktora nie wolno sie zastanawiac i ktorej nie wypada sie przeciwstawiac (nawet jesli ktos ma do zaoferowania cos lepszego)?

 

Mysle, ze problemem u nas jest nadmiar tradycji i jej kurczowe trzymanie sie schematow, a na Zachodzie jej zanik z calym bagazem pogoni za sukcesem i materia.

 

Mieszkam w jednym z wiekszych miast w Polsce i moje obserwacje popieram wylacznie wlasnymi doswiadczeniami. Nie da sie ukryc, ze u nas tez coraz czesciej ludzie zarzucaja tradycje na rzecz sztucznie kreowanych przez media pedow za rzeczami, co do ktorych nie warto przykladac az takiego znaczenia jednak nie widze tu rownowagi, postepu....nie widze tutaj wiekszej roznicy miedzy materialnie nastawionym czlowiekiem wytykajacym prowincjonalnosc a tradycjonalista wysmiewajacym kazdy przejaw otwartosci na cos nowego. I wlasnie tak kojarzy mi sie Polska-brakuje mi w niej umiaru, rownowagi; z jednej strony spora liczba osob omamiona jest perspektywa szybkiego zarobku i byciu kims a z drugiej jest tez ogromna grupa osob, ktore wola za wszelka cene trzymac sie starego (choc niewazne, czy to jest dobre czy nie), niz probowac sie otworzyc na nowe. Mysle, ze zrodlo w tym tkwi w katolicyzmie jako systemie dosc konserwatywnych przekonan i gdzie nie ma miejsca na jakas glebsza filozofie i refleksje. Stad bardzo dobrze czuje sie w otoczeniu naszych sasiadow: Czechow, Slowakow czy Litwinow, gdzie tradycja rownez jest silna, jednak nie ma tego negatywnego bagazu samoumartwiania sie i zamykania na to, co niesie terazniejszosc (byc moze umieja oni w bardziej selektywny sposob brac to, co dobre a omijac to, co zle; nie wiem....).

 

Generalnie, jesli mialbym wymieniac przywary, ktore powoduja u mnie niechec do Polski to bylyby to m. in. nadmierna klotliwosc, wscipskosc (w imie ,,sasiad zawsze powinien pomagac drugiemu sasiadowi bo wie lepiej od niego", z podtesktem "wlasne brudy pierzemi jednak w naszym domu a wytykamy je tylko innym"), buta, sklonnosc do pijanstwa i wynikajaca z tego nadmierna gresja i frustracja, rozpamietywanie przeszlosci (tutaj chyba wiedziemy prym, uwielbiamy narzekac na historie i bardzo chcielibysmy aby wreszcie swiat oddal nam to, co jest nam zalezne za lata krzywd i cierpien (tutaj silny kult maryjny mi sie kojarzy oraz caly bastion katolickich pogladow na swiat), niechec na bycie otwartym (prawdopodobnie dlatego, ze przez dlugi czas wszystko, co przychodzilo z zewnatrz oferowalo nam wojny badz kolejne rozbiory). To wszystko tworzy w/g mnie jakas blizej niezidentyfikowana tradycje (badz ja po czesci tlumaczy), a ktore to rzeczy z prawdziwa tradycja (w moim mniemaniu) nie maja wiele wspolnego a wynikaja z zasciankowosci oraz tchorzostwa i braku umiejetnosci przyznawania sie do wlasnych bledow.

 

A co do Afryki czy Azji to chyba mamy dosc mylny obraz tych swiatow, bo w mediach przewaznie pokazuja nam tylko kolejne wojny, a nigdzie nie mowi sie np. o rodzimych kulturach czy wierzeniach, ktore sa bardzo ciekawe i z relacji osob, ktore tam byly wynika, ze ludzie w wiekszosci przypadkow sa bardzo milo nastawieni do przyjezdnych.

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

A co do Afryki czy Azji to chyba mamy dosc mylny obraz tych swiatow, bo w mediach przewaznie pokazuja nam tylko kolejne wojny, a nigdzie nie mowi sie np. o rodzimych kulturach czy wierzeniach, ktore sa bardzo ciekawe i z relacji osob, ktore tam byly wynika, ze ludzie w wiekszosci przypadkow sa bardzo milo nastawieni do przyjezdnych.

Mój brat był w Afryce kilka m-cy, kuzynka mieszkała tam ponad rok. On w innej części i ona w innej. Do tego jeździli w inne okolice niz miejsce zamieszkania. Wiem o czym piszę. Dzieci przeraźliwie chude z wielkimi brzuchami leżały na chodniku, bieganina po ulicach ze strzelbami jak na słonia, zakratowane domy jak w więzieniach. To tylko mała garstka z tego co mi opowiadali. A kraje muzułmańskie? Jak tam sie kobiety traktuje? Albo Irak, gdzie wieczna wojna. Tam nikt z mojej rodziny na szczęście nie był. Co nie znaczy, że nie wysłałabym właśnie tam tych co strasznie narzekają na Polskę. Gwarantuje, ze po kilku m-cach uczestniczenia nawet biernie w wojnie, a zatęsknią za swoim krajem. Jaki on będzie wtedy kochany... .

 

Nie chodzi mi licytowanie się teraz, gdzie kto był i czego doświadczył. Chodzi mi o sam fakt niedoceniania tego co się ma. Mieszkamy w kraju gdzie nie ma takiego głodu jak w wielu częściach Afryki, gdzie nie ma wojny, gdzie pedofilia, handel dziećmi i inne są nielegalne, gdzie jest piękny krajobraz (mamy morze, góry, jeziora).... a jeszcze nam źle??? Zamiast cieszyć się, ze nie urodziliśmy się właśnie w takich rejonach świata, gdzie byłoby nam 100 razy gorzej.

Link to comment
Share on other sites

Zalezy, na co zwracamy uwage i jakie mamy potrzeby. Ja w Polsce czuje sie przytloczony malomiasteczkowa mentalnoscia (glownei przez fakt nieudanych relacji z rowiesnikami w szkole i pozniej na studiach, gdzie liczylo sie bycie razem, dzialanie w grupie) i choc jest w nas sporo serdecznosci, denerwuje mnie fakt, ze bycie u nas innym, odmiennym wielu ludzi drazni (spoleczna potrzeba ,,gadania tak jak inni", patrzenie sie na drugiego czlowieka wzgledem podejmowania wyborow dotyczacych naszego prywatnego zycia) Ale moze tak jest wszedzie...nie wiem. Z moch kilku doswiadczen wyniklo, ze poza naszym kregiem kulturowym czulem sie nieco mniej przytloczony. Moze tez tak jest poniekad dlatego, ze inaczej sie wychowalem, nie mialem w domu nacisku na konkretna religie czy filozofie zyciowa i zawsze bylem otwarty na to, co z poza naszego kregu kulturowego (nie odrzucajac jednak tego, co rodzime).

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

A jak te kulturowe kwestie Twoim zdaniem pizzacanto, wpływają na problem opisywany przez Glorie i mnie ?

 

Moim zdaniem nie ma tutaj winy w kulturze, tradycji i tym podobnych, a raczej w indywidualnym funkcjonowaniu psychicznym naszym i innych ludzi, które to powoduje, że w taki, a nie inny sposób wyglądają nasze relacje.. Oczywiście na funkcjonowanie psychiczne i osobowość wpływa też kultura, ale myślę, że to nie jest aż tak bardzo znaczące w tej sprawie.

Link to comment
Share on other sites

Guest Waldarius
Jeśli tak jest powinnam to widzieć w dacie urodzin. Nie każdego znam datę, bo logiczne, że nie będę wypytywać o dokładna datę każdego, kto zwraca się do mnie o pomoc lub chce mi się wyżalić. Jednak jeśli mam taką możliwość, to wyliczam.... i wcale nie ma miedzy nami karmy.

Sam interesuję się numerologią, ale co do połączeń karmicznych, to nie wiem czy te wyliczenia mają jakiś sens. Jeśli bierzesz datę urodzenia drugiej osoby i sprawdzasz, czy łączy Cię z nią karma, to musisz być świadoma, że biorąc liczbę ludności 7 mld, liczbę dni w roku 365 i powiedzmy, że średnią życia 70 lat, to wyjdzie Ci, że tą samą datę urodzenia ma średnio ponad ćwierć miliona ludzi, czy z wszystkimi tymi ludźmi powinna łączyć Cię karma, to tylko dla jednej daty policzone. Chyba że źle rozumuję.

Link to comment
Share on other sites

A jak te kulturowe kwestie Twoim zdaniem pizzacanto, wpływają na problem opisywany przez Glorie i mnie ?

 

Moim zdaniem nie ma tutaj winy w kulturze, tradycji i tym podobnych, a raczej w indywidualnym funkcjonowaniu psychicznym naszym i innych ludzi, które to powoduje, że w taki, a nie inny sposób wyglądają nasze relacje.. Oczywiście na funkcjonowanie psychiczne i osobowość wpływa też kultura, ale myślę, że to nie jest aż tak bardzo znaczące w tej sprawie.

 

W/g mnie kultura wynika z pojedynczych cech przedstawicieli danej spolecznosci/narodowosci i jest suma ilus tam jednostek (usrednieniem cech, ktore indywidualnie moga sie roznic od tych zlych po te pozytywne).

 

Tak, jak powiedziales; sama kultura czy tradycja to tylko wynik sposobu myslenia i dzialania ludzi na polu psychicznycm czy duchowym. Nie da sie ukryc, ze u nas jakby wylaza teraz te nieco mniej pozytywne rzeczy, bo nasze spoleczenstwo, znane przez dlugie wieki z goscinnosci i tolerancji staje sie zimne i obojetne, a zlosliwosc zaczyna byc cecha wrecz porzadana w wyscigu szczurow, pewnie tez dlatego spora liczba osob ktora jest temu przeciwna zamyka sie na to (ale rowniez zamyka sie na wiele pozytywow z zewnatrz). Najlepszym przykladem tego sa skrajne stanowiska politykow, od glebokiego patriotyzmu i osobliwego nacjonalizmu po hiper-liberalizm a brakuje tutaj czegos posrodku.

 

Nie wiem... czasami mam wrazenie ze Polska to w sensie duchowym troche taki jakby ,,Czysciec" czy nawet nieco nizszy plan dla wiekszosci dusz wcielajacych sie w naszych obywateli i ze spora iloscia obciazen, glownie w relacjach (u nas dominuja problemy typowo spoleczne, takie jak wadliwe funckjonwoanie rodziny czy relacji miedzyludzkich; duza role odgrywa tutaj niestety problem z naduzywaniem alkoholu i przemoc fizyczna, nieopanowane emocje, niechec do obowiazku, buta [ stad pewnie problemy z praca u nas-niewyrobienie sobie stalosci, brak szacunku dla pracy samej w sobie ]). Duzo ludzi proboje nawzajem na sile cos sobie udowadniac, wychodzac poza przyzwoite granice i czesto naruszajac czyjajs przestrzen [ typowo polskie sasiedzckie patrzenie komus na rece i wytykanie czyis bledow z jednoczesnym popelnianiem wlasnych ] (mozliwe, ze takie osoby maja cos podczepione, co ssie energie z innych w takich kontaktach, nie wiem....). No i dosc skomplikowane relacje na poziomie partnerskim: od niedostepnosci kobiety po zbyt duza rozwiazlosc czyli znowu brak srodka ktory by rownowazyl takie relacje.

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

Sam interesuję się numerologią, ale co do połączeń karmicznych, to nie wiem czy te wyliczenia mają jakiś sens. Jeśli bierzesz datę urodzenia drugiej osoby i sprawdzasz, czy łączy Cię z nią karma, to musisz być świadoma, że biorąc liczbę ludności 7 mld, liczbę dni w roku 365 i powiedzmy, że średnią życia 70 lat, to wyjdzie Ci, że tą samą datę urodzenia ma średnio ponad ćwierć miliona ludzi, czy z wszystkimi tymi ludźmi powinna łączyć Cię karma, to tylko dla jednej daty policzone. Chyba że źle rozumuję.

 

Też o tym myślałam, ale jednak coś w tym musi być. Zwłaszcza, że z tymi osobami, z którymi łączy mnie karma, nie mam zbyt dobrych relacji, bądź nie miałam. Do tej pory nie wiedziałam dlaczego tak jest i dopiero gdy zaczęłam się interesować numerologią (stosunkowo niedawno), to zaczęło mi się to układać w jedną całość. Tym bardziej, że umiem ocenić w jakich sprawach najczęściej nie mogę się dogadać z innym człowiekiem, a gdy wyszła mi np. karma wolności, to zrozumiałam dlaczego akurat w tych sprawach nie możemy dojść do porozumienia.

 

Możliwe, ze nie spotkam się z 7 mld ludzi, bo nie muszę.... bo np. spotkałam się z nimi w poprzednim wcieleniu i już naprawiłam co miałam, a ślad po nich został (?). Nie wiem.... trzeba by o to zapytać specjalistów numerologii. A jakie źródło dałoby Ci większą pewność długów karmicznych w związkach, niż numerologia?

Link to comment
Share on other sites

Nie wiem... czasami mam wrazenie ze Polska to w sensie duchowym troche taki jakby ,,Czysciec" czy nawet nieco nizszy plan dla wiekszosci dusz wcielajacych sie w naszych obywateli

 

Czyściec to w ogóle życie tu na ziemi, nie ważne w jakim kraju. Narodziliśmy się ponownie by naprawić błędy. Być może właśnie do tego kraju Cię wysłano, bo tu masz się nauczyć pokory, akceptacji drugiego człowieka, tolerancji dla tradycji i innych takich, które Cię rażą. Może w następnym wcieleniu narodzisz się w kraju gorszym od Polski, abyś docenił to co straciłeś?

 

i ze spora iloscia obciazen, glownie w relacjach (u nas dominuja problemy typowo spoleczne, takie jak wadliwe funckjonwoanie rodziny czy relacji miedzyludzkich; duza role odgrywa tutaj niestety problem z naduzywaniem alkoholu i przemoc fizyczna, nieopanowane emocje, niechec do obowiazku, buta [ stad pewnie problemy z praca u nas-niewyrobienie sobie stalosci, brak szacunku dla pracy samej w sobie ]). Duzo ludzi proboje nawzajem na sile cos sobie udowadniac, wychodzac poza przyzwoite granice i czesto naruszajac czyjajs przestrzen [ typowo polskie sasiedzckie patrzenie komus na rece i wytykanie czyis bledow z jednoczesnym popelnianiem wlasnych ] (mozliwe, ze takie osoby maja cos podczepione, co ssie energie z innych w takich kontaktach, nie wiem....). No i dosc skomplikowane relacje na poziomie partnerskim: od niedostepnosci kobiety po zbyt duza rozwiazlosc czyli znowu brak srodka ktory by rownowazyl takie relacje.

Ale przecież tak jest na całym świecie!!! Nie tylko w Polsce!!! Naprawdę tego nie widzisz?

Link to comment
Share on other sites

Czyściec to w ogóle życie tu na ziemi, nie ważne w jakim kraju. Narodziliśmy się ponownie by naprawić błędy. Być może właśnie do tego kraju Cię wysłano, bo tu masz się nauczyć pokory, akceptacji drugiego człowieka, tolerancji dla tradycji i innych takich, które Cię rażą. Może w następnym wcieleniu narodzisz się w kraju gorszym od Polski, abyś docenił to co straciłeś?

 

Mozliwe. Ja odnoze wrazenie, ze jestem jkaby nomadem; wcielam sie nie tylko aby realizowac plan karmiczny ale tez po to, aby badac, doswiadczac. Stad prawdopodobnie u mnie wewnetrzna niemoc do trzymania na dluzej jednego zajecia, stalosci. W glebi duszy czuje potrzebe wolnosci, to jakby ta czastka siebie, ktora na codzien jest jakby w uspieniu ale jednoczesnie gdzies w naszej glebi determinuje wszystkie nasze spotkania, czyny, wydarzenia...krotko mowiac pcha nas przez zycie.

 

Co zaskakujace, obserwujac siebie i swoje relacje dochodze do wniosku ze czesto nie sa to relacje karmiczne typowego pochodzenia (czyli odrabiania kramy) a jakby spotkania po latach z kims, kogo bardzo dawno nie widzialem. Generalnie moje zycie jest w porownaniu do zycia innych dosc ,,dziwne", nie jest nacechowane wieloma cechami ktore zauwazam spotykajac innych.

 

Ja jako ze nie wychowalem sie w okreslonej religii pojecie czystaca traktuje bardziej symbolicznie. Uwazam, ze Ziemia to plan doswiadczalny, i tylko od nas tutaj zalezy, czy bedzie to przyslowiowy Raj, Czysciec czy Pieklo. Te wyobrazenia wystepuja w/g mnie tylko w naszych umyslach (a wiec sa projektowane na poziomach astralnych) i de facto nie istniaja naprawde, sa maya, uluda, halucynacja zaslaniajaca prawdziwy obraz rzeczy.

 

Ale przecież tak jest na całym świecie!!! Nie tylko w Polsce!!! Naprawdę tego nie widzisz?

 

Nie moge sie z tym zgodzic w taki sposob. To, ze inne spolecznosci/narody maja swoje obciazenia to nie ulega watpliwosci jednak cechy, ktore wymienilem w/g mnie sa bardzo charakterystyczne dla nas. Odbijamy sie tym na tle chocby od innych spoleczenstw europejskich. Mowia o tym chocby statystyki czy raporty z badan socjologicznych.

Link to comment
Share on other sites

Wczoraj nie mogłam zasnąć. Jakoś prześladowała mnie myśl, że przyciągam do siebie ludzi z podobnymi problemami.

 

 

 

 

Jak patrzę na swoim znajomych to aż sie dziwię że mam tylu "dziwnych" przyjaciół, kolegów.

 

Może dlatego że sam jestem troche dziwny, pewnie dlatego się do siebie pryciagamy :P

 

mam takich znajomych których inni by się wstydzili, bo uważaja ich za gorszych

(np. kumpla ze szkoły "specjalnej" jest trochę dziwny, po pijaku (na trzeźwo czasami niestety też) gada straszne głupoty, jakby żył w innym świecie,

przez co ludzie sie z niego śmieją, i unikają kontaktu, ale jak sie go bliżej pozna to naprawdę wychodzi że jest z niego dobry kolega, zwykły człowiek który ma zwykłe problemy ludzkie i cheć pogadania z kimś - jestem jego jedynym kolegą)

 

albo inny kolega (przyjaciel) który kiedyś mnie odwiedził wśród "normalnych ludzi" i zaraz komentarze z "kim się zadajesz", albo "ten twój kolega jest jakiś dziwny, nie mógłbym miec takiego znajomego"

 

czasami wydaje mi się że "normalni" ludzie wcale nie są normalni ;) ale jak im sie to wypomni to niestety bardzo źle to na nich działa

 

już czasami mam dość komentarzy ludzi którzy uznają się za "lepszych" :)

 

może dlatego właśnie otaczają mnie osoby troche dziwne, ale szczere, które nie obgadują mnie za plecami

 

 

@edit

przypomniały mi się słowa pewnego *****a ze studiów który nienawidził mojego "dziwnego" kolegi i za każdym razem mu dokuczał słownie

 

pewnego razu powiedział do mnie takie zdanie "po co się zadajesz z tym idiotą, popatrz wszyscy się z niego śmieją (głównie z jego winy, bo go obrażał) chcesz być takim zerem jak on?"

 

wtedy zdałem sobie sprawę że mam doczynienia z toksycznym czlowiekiem, i zakończyłem z nim znajomość :)

 

oczywiście potem sie do mnie przyczepiał przy każdej możliwej okazji, próbował mnie wyprowadzić z równowagi, ale odpuszczałem i ignorowałem jego słowne zaczepki

Edited by Wrath
Link to comment
Share on other sites

Guest Waldarius
A jakie źródło dałoby Ci większą pewność długów karmicznych w związkach, niż numerologia?

Parę miesięcy temu pewna znajoma zajmująca się numerologią i tarotem, w tym przypadku tarotem karmicznym zbadała moje powiązania z pewną kobietą i odkryła wiele ciekawych rzeczy, których wcześniej domyślałem się jedynie intuicyjnie, miałem jedynie ogólną wizję, a tu otrzymałem dość szczegółową analizę. Według mnie numerologia nie pokazuje na sto procent, czy łączy Cię z kimś karma czy nie, w numerologii pewne liczby się przyciągają a inne odpychają, ich wibracje albo się lubią albo nie, stąd możesz mieć wrażenie, że jeśli Twoje liczby się gryzą z liczbami numerologicznymi innej osoby, to to oznacza, że związani jesteście negatywną karmą. Jeśli chodzi o tarota, to może on pokazać różne szczegóły z poprzednich wcieleń, ale prawdę mówiąc, jeśli nie miałaś nigdy do czynienia z tarotem, to Cię do tego nie namawiam, przynajmniej nie chcę do tego przykładać ręki, jest to dość kontrowersyjna dziedzina, tym bardziej, jeśli zaczniesz w to się bawić sama. Próbowałem dość długo rozgryźć, co tak naprawdę kryje się za tarotem, ale nigdy nic nie udało mi się konkretnego ustalić, tak jakby tajemnicy o nim strzegły potężne istoty, potrafiące omamić i zwieść tego, który chciałby poznać ich tajemnicę.

Link to comment
Share on other sites

Watpie, aby byla jakakolwiek technika umozliwiajaca poznanie tego poza wlasna intuicja. To sie wyczuwa niemal od razu, czy z dana osoba laczy cie cos ,,szczegolnego" czy nie. Kazdy w swoim zyciu spotyka takie osoby i w zaleznosci od ladunku sytuacja rozwija sie na rozne sposoby, a przewidywanie co moglibysmy zrobic zeby np. poprawic taka sytuacje, to jak przywozenie przyslowiowych drzew z powrotem do lasu. Stad troche z usmiechem spogladam na te wszystkie praktyki, tym bardziej, ze w przewazajacej czesci zajmuja sie nimi ludzie o dosc malych kompetencjach (jesli w ogole jakies sa w tej materii). A wiekszosc problemow z komunikacja miedzyludzka wynika dzis nie z jakiejs tam karmy tylko z ogolnego podejscia do drugiej osoby (a raczej braku tego podejscia i koncentracji na atrybutach zewnetrznych).

Link to comment
Share on other sites

Poza tym mi osobiscie w Polsce przeszkadzaja dwie rzeczy: niska stopa materialna zycia oraz niedostepnosc kobiet wzgledem zawierania znajomosci.

 

Co do pierwszego to zawsze mialem problem z dogadaniem sie z rowiesnikami, ktorzy wysmiewali mnie ze ciagle mieszkam z rodzicami zamiast wyprowadzic sie od nich. Nigdy nie potrafilem sobie wyobrazic, jak mozna mieszkac w kilka osob na stancji i nie miec swojej prywatnosci. Nie rozumiem tego. Dzisiaj mam cale mieszkanie dla siebie i jest super.

 

Nie czaje tez czegos takiego, jak dzielenie sie czyms z kims tylko i wylacznie dlatego, ze ja mam cos a ktos inny nie (najczesciej pieniadze). Nie masz, nie bawisz sie i tyle. Zero sepienia i gadania glupot o jakims braterstwie.

 

A co do kobiet.....kilka porazek skutecznie wyleczylo mnie we wchodzenia w jakiekolwiek emocjonalne zwiazki. Seks i tyle. Niedostepnosc i ksiezniczkowatosc, wynioslosc Polek przeraza mnie. Wlasciwie chyba mam tylko ze dwie kolezanki, z ktorymi utrzymuje jako taki staly kontakt bo z reszta nie idzie mi sie po prostu dogadac.

 

A z dobrych rzeczy mamy fajna kuchnie, goscinnosc, piekna przyrode, jeszcze nie az tak zindustrializowane soleczenstwo i kilka innych rzeczy. Niestety, wiekszosc z nich brzucha nie nakarmia ani portfela nie zapelnia i chyba tym roznimy sie od Zachodu - jestesmy mniej pragmatyczni, bardziej pozamaterialni ale przez to ciezko sie tu zyje jesli idzie o swiat materialny.

Link to comment
Share on other sites

pizzacanto księżniczkowatość o której piszesz często bywa tylko maską zakompleksionej, niedwartościowanej dziewczyny. Wiem doskonale bo sama tak miałam, paradoksalnie pokora przyszła wraz z dowartościowaniem ;)

Skoro mowa o Polakach to mnie u mężczyzn przeszkadza, że często im brzydszy facet i głupszy, tym większe wymagania ma wobec kobiet. I tu znów paradoks, bo przystojni nie mają problemu by byc z przeciętną dziewczyną

 

Hmm sama sie czesto zastanawiam kogo przyciągam, ale najczesciej, moze nie odpycham ale jakos nie potrafię mtrzymac przy sobie ludzi. Zawsze kiedy zaczynałam jakis kierunek, szybko poznawalam fajne osoby, tworzyla sie paczka po czym jedna osoba po drugiej owracaly sie ode mnie tak ze pod koniec wiekszosc z ktorymi kumplowalam sie na początku, kompletnie mnie nie zauważala na korytażu. Dawne kolezanki z lo czy staży udają ze mnie nie znają. Czuje sie jak trendowata, nie wiem o co chodzi jestem calkiem atrakcyjna ale nie na tyle by budzic zawisc kobiet, jestem po prostu spokojna ale wokol jest wiele takich dziewczyn i choc nie sa duszami towarzystwa to nikt nie wyrzeka się znajomosci z nimi. Moze wydaję sie zbytniedostępna? tylko nie rozuiem czemu ktos moze sie wstydzic znajomosci ze mna i nie odpowiadac nawet niezobowiazujacego czesc?

Co do fcetow, to poza moim prywatnym, i dwoma innymi ktorzy kiedys o mnie sie "starali", to lecą na mnie sami frajerzy i nieudacznicy

Jak to o mnie wiadczy? jestem frajerką? ;)

Link to comment
Share on other sites

Tez mam takie wrazenie, ze wiekszosc z tych dziewczat ma jakies problemy, zreszta zgadzaloby sie to z tymi, ktore poznawalem, bo wiele z nich np. mialo w rodzinie ojca alkoholika albo ktorys z rodzicow (tez przewaznie ojciec) zostawial rodzine. Moze one dlatego tak reagowaly niedostepnoscia na faceta bo baly sie powtorki z domu rodzinnego?.... Tylko widze, ze strasznie duzo jest takich dziewczyn u nas.

 

Jak Twoim zdaniem rozmawiac z takimi osobami? Co Tobie pomoglo sie dowartosciowac? Ja probowalem wielu sposobow ale wczesniej czy pozniej dawalem za wygrana, bo po prostu nie moglem przewidziec reakcji, troche to bylo na zasadzie, ze ja staralem sie dawac od siebie jak najwiecej i paradoksalnie zamiast przyciagac, one uciekaly :). Czasem moze bylem zbyt natarczywy a moze po prostu wmoilem sobie to?...

 

Z brzydkimi facetami jest tak, ze jesli w to wierza to wtedy chca na sile udowodnic, ze nie sa i dlatego zaliczaja kolejne dziewczyny (choc powodow niedowartosciowania moze byc wiecej). Ja tez nigdy nie szukalem wylacznie z uwagi na sam wyglad. Raczej tak zwyczajnie, jesli szlo sie dogadac, to bylo ok. Osoba musi miec ,,to cos" w srodku.

 

A jestes moze indywidualistka, stawiasz czesto na swoim i masz wlasne zdanie na kazdy temat?

Link to comment
Share on other sites

Kobiety, ktore miały ciężkie relacje z ojcem lub ich brak, nie potrafią nawiązać relacji z facetami, nie zawsze dlatego,że się boją ale poprostu nie umią, ponieważ ojciec nie dał im właściwego wzorca. Dlatego strasznie cisnę swojego partnera w relacjach z córką od najmłodszych lat;) Na przykład mój ojciec był strasznie zamknięty w sobie, raczej nie zwracał na mnie uwagi nie chwalił,nauczył mnie zwracać uwagę na swoje słabosci i ignorować mocne strony. W efekcie jestem uzależniona od opinii mężczyzn na swój temat, panicznie poszukuje męskiej aprobaty nawet za cenę zatracenia samej siebe, do tego ciężko mi ułozyc sobie zycie uczuciowe.

Jak rozmawiać z takimi kobietami? To trudne pytanie, bo to one muszą sobie zdac sprawę z problemu i zaczac pracować nad sobą. To że bedziesz dużo dawał, nie pomoże ponieważ one nie są nauczone, brać i to będzie je płoszyło, lub bedą Cię testowaly wymagajac coraz wiecej a potem uciekna do faceta ktory bedzie drugim tatusiem, poniewaz tylko taki schemat relacji znają i czuja sie w nim na swój sposób bezpieczne. Polecam książkę Toksyczni rodzice :) tam są opisane przeróżne relacje i problemy z nich wynikające.

Jeśli szukasz towarzyszki zycia najlepiej szukaj w kobiecie na Twoim poziomie - jesli miales w miare norlmalną rodzinę ;) a te dziewczyny wogole nie powinny zkladac zwiazkow, dopóki nie popracują nad sobą.

 

Masz racje u nas jest tego duzo bo wieszosc polskich facetow to szowinisci ;) nie mowie ze wszyscy ale jednak pokutuje mit pana i wladcy

 

Do końca jeszcze się nie dowartościowałam, ale patrzac wstecz widze gromny postep. Przede wszystkim zaczelam czytac duzo o rozwoju osobistym, duchowym, co ciekawsze cytaty sobie zapisalam i pwtarzam kiedy mam kryzys. Duzo czytalam o karmie to tez mi pokazalo co i jak, i zdalam soebie sprawe ze nie wszystko musi byc takie na jakie wygląda. Najważniejsze,chyba to zrozumiec ze nie mozemy postrzegac się poprzez pryzmat ocen innych na nasz temat a ludzie nie są bogami ich opinia jest tylko obrazem poskładanym z ich wyobrazen na nasz temat poskładanym ze zlepków informacji, dlatego dla jednych jestesmy zajebisci a dla innych nie. Ale kiedy mam doła to i tak dopadaja mnie stare schematy ;)

 

Czy jestem indywidualistką? Chyba tak ale raczej jestem cicha przy ludziach chyba ze dobrze znam, niesmiala moze zbyt powazna

Link to comment
Share on other sites

To sie pokrywalo z moimi obserwacjami na temat tych dziewczyn. One jakby rzeczywiscie nie potrafily normalnie interpetowac relacji z plcia przeciwna. Mam taka daleka kolezanke, ktora poznalem w sumie i wylacznie dlatego, ze ma dosc podobne zainteresowania do moich i chcialem wylacznie wejsc z nia w relacje czysto kolezenska (bez zadnych podtekstow, przynajmniej na poczatku znajomosci), ale bardzo szybko ta osoba zaczela sie dziwnie zachowywac, zreszta potem dowiedzialem sie o niej kilku rzeczy ktore potwierdzily moje domysly. Z jednej strony zachowuje sie wyniosle (w stosunku do mnie na przyklad; ponadto pewnie wie, ze ja swiadomy jestem jej i ja odbrze wyczuwam wiec mozliwe, ze to ja dodatkowo odstrasza), a lgnie do - jak sama to nazwalas - facetow, ktorzy z mojej perspektywy sami maja spore problemy. Co ciekawe, kiedys mi sie zwierzyla ze marzy o milosci romantycznej no i ma chlopaka, spokojnego i milego raczej w obejsciu. Dosc sprzeczne ma te impulsy chyba. Czyli jak powiedzialas schemat, ktory znaja...

 

Tak sobie teraz pomyslalem, czy i ja nie mam jakiegos dziwnego schematu w sobie, bo niby moja rodzina jest w ,,miare normalna" ale np. moj ojciec nigdy nie potrafil zachowywac sie wobec kobiety szrmancko, moze bez przesady, ale nie bije od niego, mimo jego najszczerszych checi, ta specyficzna emojconalnosc, ktora kobiety bardzo pozadaja i dzieki czemu latwiej jest pozyskac czyjes wzgledy (nie chodzi mi o typowa umiejetnosc bycia wygadanym tylko o to ,,cos", co na kobiety dziala dosc magnetycznie). Czasami wydaje mi sie, ze jestem oschly w kontaktach z kobietami, nawet bardziej wychodzi mi utrzymywanie relacji z tzw. chlopczycami czy kobietami o bardziej meskim, silnym charakterze niz z typowo kobiecymi kobietami, ktore licza na wparcie i opieke ze strony mezczyzny.....to by tlumaczylo tez, czemu lepiej idzie mi dogadywac sie z dziewczynami z panstw krajow zachodnich, gdzie u n ich nie ma tak jak u nas tej calej tradycji zdobywania wzgledow, tam jest to bardziej ,,wyplycone" chociaz ja nie czuje sie romantykiem i nie przepadam ze tego typu idealami. Z tego co wiem, to od strony ojca rodzina byla - nazywajac to dzisiejszym jezykiem - troche dysfunkcyjna, bo ojciec mojego ojca zmarl wczesnie, wychowywalala go matka, ktora byla osoba wlasnie dosc szortka wlasnie i to by tlumaczylo moje zachowania.

 

W Polsce panuje patriarchat pod wodza Kosciola, i neistety nie ma szacunku zarowno dla ludzi jak i dla plci przeciwnej, czesciej od mezczyzn wobec kobiet ale zdarza sie i na odwrot.

 

Jesli jestes malomowna, masz swoje wlasne zdanie to masz podobnie jak ja - wiekszosc osob jakby nie chce z Toba rozmawiac bo wydajesz im sie zamknieta w sobie (moze nawet zarozumiala, bo patrzysz z gory, z dystansu, nie bierzesz emocjonalnie udzialu w zyciu grupy), choc w rzeczywistosci mysle, ze to prostu nie potrzebujesz gadac o byle czym (zreszta jak i ja) i masz bogate zycie wewnetrzne, stad i taka osobowosc. Troche tez jest tak, ze im czlowiek bardziej wybredny i ambitny, tym mniej spotyka ludzi, z ktorymi sie dogaduje.

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

Guest enke89

właśnie sobie zdałam sprawę, że przyciągam (najczęściej) facetów w jakiś sposób prawie toksycznie zależnych od swoich rodziców/matki... i takich, który potrzebują dużo wsparcia - zdecydowanie za dużo na moje nerwy... a tak, to różni ludzie mi się trafiają na co dzień :)

Link to comment
Share on other sites

właśnie sobie zdałam sprawę, że przyciągam (najczęściej) facetów w jakiś sposób prawie toksycznie zależnych od swoich rodziców/matki... i takich, który potrzebują dużo wsparcia - zdecydowanie za dużo na moje nerwy... a tak, to różni ludzie mi się trafiają na co dzień :)

 

Ja natomiast niedostepne ksziezniczki :) ale....

 

U nas ludzie w wiekszosci nie sa nauczeni samodzielnosci emocjonalnej. A dzieje sie tak dlatego, ze zyjemy na dosc niskim standardzie materialnym gdzie osiagniecie samodzielnosci de facto jest po prostu ciezkie. Nie mamy systemu gospodarczego, ktoryby sie przekladal na warunki spoleczne. Na Zachodzie statystyczny 18latek ma mozliwosc samodzielnego zamieszkania badz na stancji, badz we wlasnym domu i samodzielnego utrzymywania sie nawet z prac niepelnoetatowych. U nas ciagle trzeba byc od kogos zaleznym: od rodzicow, od jednego pracodawcy, od innych ludzi....z jednej strony tworzyc to moze krepujace wiezy a z drugiej powoduje, ze z perspektywy kogos z zewnatrz Polacy sa rodzinni i chetnie lacza sie w w grupy. To pewnie dlatego dla przecietnego Polaka mentalnosc ludzi z panstw zachodnich jest nie do przyjecia, ta ich jakby ozieblosc w kontaktach i materialne podejscie do zycia a dzieje sie tak dlatego, ze tam ludziom latwo zyje sie samemu wiec samoistnie nie wypracowywuja sobie tego calego schematu zaleznosci od innych (bo nie musza).

 

Popatrzmy, jak reaguje sie u nas na kogos, kto nie lubi sie dzielic z innymi z mamego factu a priori. Albo jak ciagle (szczegolnie w mniejszych miastach) postrzega sie indywidualizm. Nie sa to cechy mile widziane. U nas uwaza sie, ze powinnismy zyc wspolnie, dzielic sie z innymi, nie wychylac sie poza grupe, odwiecznie ustalone wzorce. Wsrod Polakow pokutuje wiele przestarzalych wzorcow, ktorych oni sami nie sa swiadomi, stad tego typu problemy.

 

Pamietam tez, jak idac na studia moj kolega powiedzial: pamietaj, zeby nie chwalic sie ze masz pieniadze bo studenci (w podtekscie mlodzi ludzie) nie lubia takich osob. Niestety, ale to jest prawda o nas, Polakach. Mamy mnostwo kompleksow i niestety nie jestesmy bogaci, a nie jestesmy bo nie umiemy przelamac w sobie naszej wynioslosci i urazonej dumy i wziasc sie do zwyklej roboty :).

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

Poza tym mi osobiscie w Polsce przeszkadzaja dwie rzeczy: niska stopa materialna zycia oraz niedostepnosc kobiet wzgledem zawierania znajomosci.

 

Miejsca urodzin się nie wybiera, więc nie mogę mieć żalu, że w Polsce jest akurat taki standard życia. Czy wina leży po stronie narodu, czy inne czynniki zadecydowały o powstaniu niezadowalającej każdego sytuacji? Kto chce, cieszy się z tego co ma; kto chce, wybiera się w świat na poszukiwanie swojego Eldorado.

Przystępność kobiet ma szersze znaczenie i dla oceny problemu należałoby sprecyzować o jaki rodzaj kontaktu toczy się gra. Ważny jest poziom intelektualny oraz czego się oczekuje od tej na przyszłą znajomą. Niezbędny będzie udział płci przeciwnej w dyskusji , aczkolwiek nie sądzę, żeby wpływ na to miało wychowanie rodzicielskie. Dojrzewanie staje się bardziej publiczne a domowa kolebka traci swój wychowawczy parytet.

Przejście z socjalizmu do współczesnego kapitalizmu poczyniło spore zmiany w ludzkiej psychice oraz charakterach. Musiało się to odbić na stopie nawiązywania znajomości. Naród jest niby ten sam ale uległy usztywnieniu relacje międzyludzkie. Temat właściwy dla socjologów, bo udział w tym ma też i polityka, agresywny biznes, wzrost funkcji pieniądza, pragnienia dorównania innym itp.

Link to comment
Share on other sites

Kto chce, cieszy się z tego co ma.

 

To bardzo bierna postawa, charakterystyczna dla spoleczenstw uciemziezonych z duza iloscia wzorcow na linii kat/ofiara (w podtekscie ,,nie wierze, ze moze byc lepiej wiec akceptuje to, co jest"). Wplywa to bardzo niekorzystnie na motywacje i pozytywne myslenie, przedsiebiorczosc, zaradnosc, samodzielnosc.

 

kto chce, wybiera się w świat na poszukiwanie swojego Eldorado.

 

Bardzo ciekawa mieszanka slowianskiego romantyzmu poszukiwania szczescia z podswiadomym oczekiwaniem, ze gdzies daleko za gorami,za lasami czeka na nas przyslowiowe Eldorado. Nie czeka! My sami powinnismy je zbudowac tutaj, gdzie jestemy bo jak slusznie zauwazyles, prawdopodobnie nie przypadkowo sie rodzimy tu a nie gdzie indziej.

 

Niezbędny będzie udział płci przeciwnej w dyskusji , aczkolwiek nie sądzę, żeby wpływ na to miało wychowanie rodzicielskie.

 

Wlasnie z dysusja sa tutaj probemy, poniewaz wynioslosc i osobista duma nie pozwala wielu z nich ,,znizac" sie do pewnego (w ich miemaniu poziomu. Uwierz mi, ale to siega kwestii wychowania i ma swoje korzenie w sarmackich dogmatach wychowania, gdzie kobiete zwyklo traktowac sie jak przyslowiowa ksiezniczke.

 

Dojrzewanie staje się bardziej publiczne a domowa kolebka traci swój wychowawczy parytet.

 

Nie to, zebym przyklaskiwal wszystkiemu, co plynie z poza naszej kultury ale nie bede oszukiwac, ze to dobrze, ze tak sie dzieje. Gorzej, ze niestety jakims trafem przyciagamy i akceptujemy te gorsze z cech, a nie te, ktore pomogly naszemu spoleczenstwu stac sie bardziej liberalnym i pozbyc sie klapek na oczach.

 

Przejście z socjalizmu do współczesnego kapitalizmu poczyniło spore zmiany w ludzkiej psychice oraz charakterach.

 

Tylko ze w Polsce nie ma kapitalizmu, taki jaki mozna obserwowac na Zachodzie. My mamy ciagle postsocjalistyczny monopol plus tzw. woly rynek ktore w polaczeniu daja to, ze przecietny obywatel musi zmagac sie z wymogami tego, co nazywasz apitalizmem podczas gdy elity ciagle zagarniaja w imieniu prawa wszystko dla siebie. To jest jak najbardziej socjalistyczne.

 

Musiało się to odbić na stopie nawiązywania znajomości. Naród jest niby ten sam ale uległy usztywnieniu relacje międzyludzkie.

 

Usztywnieniu? Raczej zanikowi... :)

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

To bardzo bierna postawa

Czyli obowiązuje zasada „apetyt rośnie w miarę jedzenia” i trzeba stanąć na głowie, aby stało się jej zadość.; nie przebierać w środkach dla

osiągnięci sukcesu.

 

Bardzo ciekawa mieszanka slowianskiego romantyzmu poszukiwania szczescia z podswiadomym oczekiwaniem, ze gdzies daleko za gorami,za lasami czeka na nas przyslowiowe Eldorado.

Dziesiątki tysięcy Polaków wyjeżdża z kraju właśnie w tym celu. W pewnym sensie jest to ucieczka przed miejscowymi problemami, a więc ujawnia się niechęć do zmiany sposobu myślenia tych, co doprowadzają do takiej sytuacji. Typowa bierność w przypadku przeciwności losu.

 

Wlasnie z dysusja sa tutaj probemy, poniewaz wynioslosc i osobista duma nie pozwala wielu z nich ,,znizac" sie do pewnego (w ich miemaniu poziomu.

Nie zgadzam się z osądem, że wychowanie obecne czerpie wzorce z okresu arystokracji. Źle rozumiana wolność i demokracja wypaczyła osobowość i przesunęła w złym kierunku języczek na wadze wartości. Nie jest winą sarmatów, że młode dziewczyny z podstawówki, gimnazjum czy średniej kopcą jak stare parowozy, uprawiają seks, że starają się w wielu dziedzinach na siłę pokazać, że są zdolne do wszystkiego. A zaczęło się to dziać po obaleniu idei socjalistycznej.

Nie to, zebym przyklaskiwal wszystkiemu, co plynie z poza naszej kultury ale nie bede oszukiwac, ze to dobrze, ze tak sie dzieje.

Pisząc o dojrzewaniu w stylu publicznym miałem na myśli, że zbyt wiele spraw rozwiązywanych jest lub dzieje się jest nie w zaciszu domowym ale poza nim. Dawniej nawet sąsiedzkie kontakty miały jakieś znaczenie. Teraz trudno spodziewać się zadowalającej gościnności. Wyobcowanie, oziębłość, separowanie się daje oszczędności ale i szkodzi osiągnięciu wspólnoty myśli, celów, zamiarów, współpracy potrzebnej do zmiany wadliwych struktur.

 

T

Tylko ze w Polsce nie ma kapitalizmu, taki jaki mozna obserwowac na Zachodzie.

Żądza pieniądza jest jak najbardziej kapitalistyczna. Szalona gonitwa za nim zmienia człowieka i odbija się na stosunkach międzyludzkich. Dawniej łatwiej można było liczyć na pomoc bliźniego. Większość nowobogackich odrzuca taki ruch społeczny. Pazerność dostrzegalna na każdym kroku a to nie wyszło od komunistów, chociaż apetyt na lepsze kąski nie omija i idealistów.

 

Usztywnieniu? Raczej zanikowi...

Podtrzymuję „usztywnienie w nawiązywaniu znajomości”. One nie zanikły ale zostały ukierunkowane pod kątem „a co ja z tego będę miał”, co jest czysto materialnym podejściem.

Przedstawiłeś swój punkt widzenia. Krytyka i narzekanie niczego nie zmieni, gdy nie znajdą się chętni do naprawienia usterek. A jaki będzie Twój udział w tych pracach naprawczych?

Link to comment
Share on other sites

Czyli obowiązuje zasada „apetyt rośnie w miarę jedzenia” i trzeba stanąć na głowie, aby stało się jej zadość.; nie przebierać w środkach dla

osiągnięci sukcesu.

 

To jest reakcja maksynalnie przeciwna, skrajna. A gdzie srodek pt. dazyc do tego co sie chce jednoczesnie zwazajac na innych (w dobrym tonie ozywiscie, bo jak sie tafi na chama to nie ma co sie pierdzielic).

 

Dziesiątki tysięcy Polaków wyjeżdża z kraju właśnie w tym celu. W pewnym sensie jest to ucieczka przed miejscowymi problemami, a więc ujawnia się niechęć do zmiany sposobu myślenia tych, co doprowadzają do takiej sytuacji. Typowa bierność w przypadku przeciwności losu.

 

To prawda. Jednak idealistyczne myslenie, ze Zachod to przyslowiowe ,,Eldorado' juz niejendmu pokazalo prawdziwe oblicze tamtejszej rzeczywistosci. Mi chodzi o sama postawe a nie o fakt wyjazdu; samemu licze sie z taka mozliwoscia.

 

Nie zgadzam się z osądem, że wychowanie obecne czerpie wzorce z okresu arystokracji. Źle rozumiana wolność i demokracja wypaczyła osobowość i przesunęła w złym kierunku języczek na wadze wartości. Nie jest winą sarmatów, że młode dziewczyny z podstawówki, gimnazjum czy średniej kopcą jak stare parowozy, uprawiają seks, że starają się w wielu dziedzinach na siłę pokazać, że są zdolne do wszystkiego. A zaczęło się to dziać po obaleniu idei socjalistycznej.

 

Nie czerpie ale gdzies to jednak przeslo do spoleczenstwa, nawet nie wiem czemu ale tak to obserwuje. Tutaj sie zgadzam, ze nadmierny liberalizm i myslenie typu ,,wolno mi wszystko" jest tak samo wypaczone jak fundamentalne trzymanie sie reguli zasad. Znowu wiec dochodzimy do pytania, gdzie jest postawa posrednia, swiadoma....

 

Pisząc o dojrzewaniu w stylu publicznym miałem na myśli, że zbyt wiele spraw rozwiązywanych jest lub dzieje się jest nie w zaciszu domowym ale poza nim. Dawniej nawet sąsiedzkie kontakty miały jakieś znaczenie. Teraz trudno spodziewać się zadowalającej gościnności. Wyobcowanie, oziębłość, separowanie się daje oszczędności ale i szkodzi osiągnięciu wspólnoty myśli, celów, zamiarów, współpracy potrzebnej do zmiany wadliwych struktur.

 

Niestety......tez mi sie to nie za bardzo podoba.

 

Żądza pieniądza jest jak najbardziej kapitalistyczna. Szalona gonitwa za nim zmienia człowieka i odbija się na stosunkach międzyludzkich. Dawniej łatwiej można było liczyć na pomoc bliźniego. Większość nowobogackich odrzuca taki ruch społeczny. Pazerność dostrzegalna na każdym kroku a to nie wyszło od komunistów, chociaż apetyt na lepsze kąski nie omija i idealistów.

 

Zgoda, jednak przyznasz, ze gdyby rynek pracy i gospodarka bylaby u nas porownywalna z ta w panstwach Zachodu wieksza ilosc ludzi wolalaby spokojnie spedzac zycie zamiast uczestniczyc w tej calej gonitwie. Wlasnie to jest jedna z tych cech, ktora podoba mi sie na Zachodzie-tam chcac zyc spokojnie...mozesz tak zyc.

 

Podtrzymuję „usztywnienie w nawiązywaniu znajomości”. One nie zanikły ale zostały ukierunkowane pod kątem „a co ja z tego będę miał”, co jest czysto materialnym podejściem.

 

No to tez fakt.

 

Ale nalezy tez pamietac, ze socjalizm nauczyl Polakow zycia ,,pod kloszem" i nie wymuszal na nich przez dlugi czas umiejetnosci radzenia sobie samodzielnie w zyciu. Naszym najwiekszym problemem do dzis jest kreatywnosc czyli umiejetnosc wykorzystywania swoich zdolnosci do tego, na co jest aktualnie zapotrzebowanie. Polacy sa idealistami, ktorzy bardzoby chcieli zyc bez zadnych problemow i przede wszystkim bez pracy wlozonej w to. Ale tak sie nie da. A to, ze dzisiaj sa zlosliwi moze pokazuje, ze byli tacy juz wczesniej, ale ze wzgledu na socjalizm bylo to bardziej ukryte?

 

Ja bedac na Zachodzie czy spotykajac ludzi z tamtego kregu odniosilem wrazenie, ze oni wcale nie sa zestresowani sprawami codziennymi i ze ta ich chlodnosc nie jest wynikiem niecheci do innych ludzi tylko bardzo spokojnym, unormowanym trybem zycia, jaki prowadza. Poza tym co innego zyc w wielkim miescie typu Londyn albo Warszawa a co innego male lub srednie miasta, gdzie zycie plynie spokojniej. Nie ma co demonizowac tego kapitalizmu az tak.

 

Przedstawiłeś swój punkt widzenia. Krytyka i narzekanie niczego nie zmieni, gdy nie znajdą się chętni do naprawienia usterek. A jaki będzie Twój udział w tych pracach naprawczych?

 

Staram sie po prostu zyc po swojemu. W zadne angazowanie sie spoleczne i utopijne nawolywanie do zmian chybaq mnie raczej nie interesuja. Moge zmienic tylko siebie. I chyba nie za bardzo juz chce pomagac innym po tym, jak widze jak nazwajem ludzie siebie traktuja.

Edited by pizzacanto
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...