Jump to content
Opętana wg męża

Przeklenstwo karmy?

Recommended Posts

Opętana wg męża

Spotkałam go pierwszy raz na tej planecie w Egipcie. Kochałam - poświęcił mnie dla bogactwa i bycia kapłanem zabijając w mordzie rytualnym utopienia.

Kolejne wcielenia - za każdym razem : ja kochałam, a on mnie w taki lub inny sposób mordował, zostawiał, niszczył psychicznie. Zawsze przy tym czuł się gorszy ode mnie tak pod względem ziemskim jak i duchowym. Ostatnie nasze wcielenie - ja zakochany mężczyzna, on - kobieta, która mnie zdradza z moim przyjacielem. Kochałam jako mężczyzna do końca tę duszę, aż doprowadziła do dostania się przez nas do Oświęcimia. Umarłam/ łem spalony w piecu. To wcielenie pamiętałam już od dziecka. Opowiadałam je mojej mamie. Trafiłam do rodziny, w której mama kochała ojca, dbała o dom starając się stworzyć rodzinę i gdzie ojciec niszczył to wszystko nie okazując miłości mamie. Wcześnie odeszłam z domu. Pierwszy związek - dbałam o wszystko, starałam się, mąż niszczył mnie psychicznie wyzywając od głupich. Odpuściłam. Odeszłam zostawiając mu wszystko, zabierając tylko ze sobą dziecko. Byłam przez kilka lat sama, odreagowałam związek, poznałam Boga, zrozumiałam co to miłość do samego siebie, do całego świata. Zaprzestałam wydawać opinii o innych, otworzyło mi się trzecie oko. Zyłam w miłości, szczęściu, radości. Świat mi sprzyjał. Poznałam mężczyznę, miałam wrażenie, że znamy się od zawsze, widziałam jego kompleksy, ale w swoje pysze uznałam, że miłość jest w stanie wszystko zwyciężyć. Pokochałam go i .. z czasem zapomniałam o Bogu. Do Boga zwracałam się tylko wówczas, gdy płynęły łzy. Mąż okazał się człowiekiem, który wie najlepiej jak inni mają żyć, co mówić, jak zachowywać się. Uznał, że ze mną zrealizuje swoje fantazje seksualne, tylko nie wziął pod uwagę tego, że może ja nie chcę. Z czasem zaczęłam słyszeć, że jestem głupia, opętana, chora psychicznie, mam wejścia. Mąż robił mi kolejne analizy i widząc, że moja dusza wypada w tych "rankingach" duchowych lepiej od jego - robił kolejne awantury. Ja tylko mówiłam jedno : że nikt nie ma prawa dokonywać oceny czyjejś duszy, bo tylko Stwórca ma do tego prawo. Jednak dla mojego męża było wyznacznikiem słowa obcych ludzi. To obcy ludzie mówili mu co ma robić, kim ja jestem i na proste rzeczowe argumenty zbierałam coraz mocniejsze ataki ze strony męża i tych ludzi rozwiniętych duchowo. Odcięłam się od tego wszystkiego. Zaczęłam stopniowo wracać do miłości do samej siebie i do Stwórcy, całego świata. Czym ja miałam w sobie większy spokój, tym większe były ataki na mnie. Na poczatku panowałam nad emocjami, moim ego nie dając się wyprowadzać z równowagi, aż uległam. Jak długo można słuchać, że się jest głupim, chorym psychicznie, ma się demona, jest się opętanym? W końcu powiedziałam co mi nie pasuje w naszym związku, ale zamiast rzeczowej rozmowy usłyszałam, że mam .. operatora. Dotarło do mnie, że mój mąż nie przyjmuje do wiadomości, że ja mogę mieć inne zdanie niż on. Ciekawie zachowywali się natomiast ci "rozwinięci duchowo" - wariując na moim punkcie, po czym gdy ja nie odpowiadałam na ich "zdolności", nie pasjonowałam się tym - napuszczali mojego męża na mnie , robiąc z niego ofiarę. Dzisiaj po latach mój mąż obarcza mnie winą za wszystko i nie ważne czy byłam już w jego życiu czy nie, potrafi tak przedstawić swoją wersję zdarzeń, że można z ironią ująć, iż jeszcze się nie narodziłam jak już byłam winna jego niepowodzeń życiowych jako kilkulatka. Od lat utrzymuję rodzinę. Poprzednia żona mojego męża zdradzała go jak ten był dyrektorem i zarabiał dużo kasy. Zaciął się jeszcze w poprzednim związku na pracę i zarabianie, ale to mnie obarcza, że nie ma pracy i nic mu się nie udaje. Przez wiele lat nie naciskałam, milczałam, gdy leżąc w szpitalu w ciężkim stanie psychicznym z zagrożoną ciążą pisałam biznes plany by utrzymać rodzinę, a w tym samym czasie mój mąż odwiedzał kolejne strony rozwoju duchowego i porno. Gdy urodziła się córka wyzywał ją od głupoli, ubliżał jej, dziecku, które nie było nic winne. Prosiłam by jej nie ubliżał. W końcu przestał. Skupił się na mnie, a ja .. nadal kochałam, wybaczałam i tłumaczyłam sobie to kompleksami, problemami z pracą, że nie spełnia się jako mężczyzna zawodowo. Na wszystko, dla wszystkich miałam wytłumaczenie odnośnie mojego męża, bo go kochałam, a on.. znęcał się dalej wynajdując we mnie po przez swoich rozwiniętych duchowo znajomych kolejne wyjaśnienia na to, czemu on nie dostaje tego czego tak bardzo pragnie.

Jestem w drugiej ciąży, podjęłam decyzję o rozwodzie. Nie chcę by moje dzieci przechodziły piekło wyzwisk i kłótni. Wiem jaki błąd popełniłam w moim życiu : za każdym razem pokochałam drugiego człowieka mocniej niż Boga nie szanując tym samym siebie samej i pozwalając by w imię tzw. pseudo miłości niszczyli mnie ludzie, których pokochałam ponad Boga. Obecny mój mąż swoimi kłótniami, nienawiścią doprowadził mnie na skraj wyczerpania nerwowego. Jestem człowiekiem rozchwianym emocjonalnie, którego przy życiu trzymają tylko dzieci. Dusza, którą spotkałam w Egipcie jest blisko osiągnięcia swojego celu - a ja wiem, że w końcu powinnam inaczej zachować się niż za każdym razem, gdy go spotykałam. Żal mi córci, która kocha swojego ojca, żal mi nienarodzonego dziecka, które każdego dnia słyszy, że jego matka jest opętana, ma operatora itp. Czy ta karma jest dla mnie przekleństwem? Czego jeszcze nie zauważam, że to się dzieje? Może wy, którzy czytacie to forum zauważycie jeszcze coś innego, oprócz tego co ja dostrzegłam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Daffne

Witaj,

 

Przede wszystkim w życiu uczuciowym powielałaś schemat modelu rodzinnego, jaki wyniosłaś z domu. Ojciec niszczył to co budowała mama. Takie model rodziny podświadomie zakodowuje się i niechcący sami w późniejszym czasie często bo to nie reguła pakujemy się w podobny schemat. Teraz myślę, że jak znasz źrodło przyczynowe łatwiej może Ci być zrozumieć dlaczego wchodziłaś w takie związki i dlaczego zostałaś tak doświadczona... Nie sądzę jednak by ktoś miał na celu Cię zniszczyć, ani mąż, ani człowiek z Egiptu, który jak zrozumiałam mógł być duszą męża? :mysli:

 

jak sądzisz co mialaś się nauczyć? Co zrozumieć poprzez te relacje?

 

Wg mojego rozumienia to jedna z wielu lekcji życiowych, ktorej celem było wyzbycie się braku poczucia własnej wartości wpajanego z mlekiem matki i umiejętność szanowania i kochanie siebie na tyle by nie dopuszczać do siebie niewłaściwych osób. Zapewne pociągali Cię podświadomie mężczyni w typie osobowości ojca (władczy, stanowczy)...to schemat, który należałoby zdecydowanie przerwać i wziąć sprawy w swoje ręce i to zmienić.

 

A mąż...cóż mogę powiedzięć...niestety czuł się gorszy, gorcz tego co sam o sobie myślał przelewał wraz z frustracją na Ciebie. Oczywiście każde dopieczenie Ci i wyzwiska sprawiały mu ulgę...a może nawet radość...gdyż poczuł się bardziej wartościowy kosztem Ciebie. Miej świadomość że to człowiek bardzo sfrustrowany i mógł jedynie z własnymi problemami wyzywać sie na Tobie bo inaczej nie potrafił...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Opętana wg męża

Witaj,

 

Miałam sesje regresingu - dusza, z którą obecnie jestem, to dusza z Egiptu i wszystkich kolejnych wcieleń, w których umierałam. W moim związku jest źle, na tyle źle, abym mogła napisać, że myślę o skończeniu ze sobą. Nie wytrzymuje już psychicznie znęcania się jego nade mną, to trwa od kilku lat. Szukam rozwiązania, wyjaśnienia całości powtarzającej się historii życia z tą duszą - wniosku. Wiem, że jak wyciągnę odpowiedni wniosek już więcej mnie to nie spotka. Masz rację - schemat rodzinny, ale prócz tego schemat nawracającej karmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Erza

a może teraz jest pora zerwać z tym? skoro on od Ciebie powraca w każdym wcieleniu może pora mu wybaczyć i odejść, przerwać ten łańcuch, bo on się w tym wcieleniu nie zmieni, skoro wcześniej tego nie uczynił. Kochana dbaj o siebie i o swoje dzieci. Skoro znasz całą waszą historię, to w niej jest klucz do rozwiązania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Daffne
Witaj,

 

Miałam sesje regresingu - dusza, z którą obecnie jestem, to dusza z Egiptu i wszystkich kolejnych wcieleń, w których umierałam. W moim związku jest źle, na tyle źle, abym mogła napisać, że myślę o skończeniu ze sobą. Nie wytrzymuje już psychicznie znęcania się jego nade mną, to trwa od kilku lat. Szukam rozwiązania, wyjaśnienia całości powtarzającej się historii życia z tą duszą - wniosku. Wiem, że jak wyciągnę odpowiedni wniosek już więcej mnie to nie spotka. Masz rację - schemat rodzinny, ale prócz tego schemat nawracającej karmy.

 

Rozumiem, nie bez powodu mierzysz się ponownie z tą samą sytuacją i mierzyć będziesz dopóki w sobie nie zmienisz podejścia do sytuacji.

 

Pojawia sie tu nawykowe poczucie bycia ofiarą, skupiasz się na tym jaki mąż zły i niedobry, a rozwiązaniem wszelkich problemów w tej sytuacji jest tylko i wyłącznie skupienie się na sobie i rozpoczęcie pracy nad samą sobą i własnymi słabościami, ktore dzięki związkowi się wyłaniają. Im więcej w sobie przepracujesz tym mniej będziesz doznawać bólu...bo boli zazwyczaj to co jest w jakiś sposób słabością w nas. Jeśli nie jesteś w stanie zacząć wprowadzać zmian w życiu bo uniemożliwia Ci to aktualne życie i mąż z którym mimo prób,rozmów nie jestes w stanie sie porozumieć...należy ten negatywny wpływ od siebie odsunąć, odważnie i zdecydowanym ruchem! Powiedziec NIE, a do samej siebie, że to dzień,kiedy kończysz z byciem ofiarą bo od dziś nie pozwolisz się krzywdzić z szacunku do samej siebie czy jakiegokolwiek innego powodu,który będzie do Ciebie przemawiać.

 

Karmą karmą, ale żyjesz tu i teraz i ważne jest to co robisz by wyzwolić się z niewygodnej sytuacji?

Czy masz w sobie siłę by przeciwstawić się?

czy potrafisz zdobyć sie na odwagę w walce o samą siebie?

 

można szukać przyczyn we wcielaniach i wiele z tych spraw faktycznie miewa spotęgowane podłoże w kolejnych życiach i problem będzie narastać jeśli nie nauczysz się szacunku do samej siebie i odwagi by odejść od kogoś kto Cię wyniszcza... Twoją lekcją jest nauka odwagi i skupienia na sobie. I w sumie tylko tyle albo aż tyle! Bo by odejść od kogoś kto wyniszcza trzeba umieć kochać siebie bardziej, a przynajmniej dobrze chcieć dla samego siebie i myślę, że tego Twoja lekcja karmiczna wciąż chce CIę nauczyć.

Edited by Daffne

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiedźmin
Spotkałam go pierwszy raz na tej planecie w Egipcie. Kochałam - poświęcił mnie dla bogactwa i bycia kapłanem zabijając w mordzie rytualnym utopienia.

 

Nie martw się. Przy regresingach to norma. Z regresji wynika, że ogólnie wszyscy byli egipskimi kapłanami. Albo chociaż z Mu czy Lemurii.

To musiał być niezwykły kapłan. Jedyne relacje uznawane za prawdziwe w nauce nt ofiar z ludzi w Egipcie,to te o ofiarach ze sług przy pogrzebach faraonów. I to tylko faraonów I Dynastii. Potem tego nie praktykowano. Zginąc w Egipcie w mordzie rytualnym to rzeczywiście musiał być bad luck. Powinnaś napisać do jakiejś zacnej uczelni. Trzeba przepisać podręczniki o religii Egiptu.

 

 

Kolejne wcielenia - za każdym razem : ja kochałam, a on mnie w taki lub inny sposób mordował, zostawiał, niszczył psychicznie. Zawsze przy tym czuł się gorszy ode mnie tak pod względem ziemskim jak i duchowym. Ostatnie nasze wcielenie - ja zakochany mężczyzna, on - kobieta, która mnie zdradza z moim przyjacielem. Kochałam jako mężczyzna do końca tę duszę, aż doprowadziła do dostania się przez nas do Oświęcimia. Umarłam/ łem spalony w piecu.

 

Straszna karma. Pewnie w pierwszym swoim wcieleniu spaliłaś Rzym, zaprojektowałaś Pałac Kultury i Nauki, albo popełniłaś inne równie wielkie bezeceństwo. Stąd tyle zabójstw. Naprawdę. Adolf Hitler przy tobie musiał być niewiniątkiem.

 

Mąż okazał się człowiekiem, który wie najlepiej jak inni mają żyć, co mówić, jak zachowywać się. Uznał, że ze mną zrealizuje swoje fantazje seksualne, tylko nie wziął pod uwagę tego, że może ja nie chcę. Z czasem zaczęłam słyszeć, że jestem głupia, opętana, chora psychicznie, mam wejścia. Mąż robił mi kolejne analizy i widząc, że moja dusza wypada w tych "rankingach" duchowych lepiej od jego - robił kolejne awantury. Ja tylko mówiłam jedno : że nikt nie ma prawa dokonywać oceny czyjejś duszy, bo tylko Stwórca ma do tego prawo. Jednak dla mojego męża było wyznacznikiem słowa obcych ludzi. To obcy ludzie mówili mu co ma robić, kim ja jestem i na proste rzeczowe argumenty zbierałam coraz mocniejsze ataki ze strony męża i tych ludzi rozwiniętych duchowo. Odcięłam się od tego wszystkiego. Zaczęłam stopniowo wracać do miłości do samej siebie i do Stwórcy, całego świata. Czym ja miałam w sobie większy spokój, tym większe były ataki na mnie. Na poczatku panowałam nad emocjami, moim ego nie dając się wyprowadzać z równowagi, aż uległam. Jak długo można słuchać, że się jest głupim, chorym psychicznie, ma się demona, jest się opętanym? W końcu powiedziałam co mi nie pasuje w naszym związku, ale zamiast rzeczowej rozmowy usłyszałam, że mam .. operatora. Dotarło do mnie, że mój mąż nie przyjmuje do wiadomości, że ja mogę mieć inne zdanie niż on. Ciekawie zachowywali się natomiast ci "rozwinięci duchowo" - wariując na moim punkcie, po czym gdy ja nie odpowiadałam na ich "zdolności", nie pasjonowałam się tym - napuszczali mojego męża na mnie , robiąc z niego ofiarę. Dzisiaj po latach mój mąż obarcza mnie winą za wszystko i nie ważne czy byłam już w jego życiu czy nie, potrafi tak przedstawić swoją wersję zdarzeń, że można z ironią ująć, iż jeszcze się nie narodziłam jak już byłam winna jego niepowodzeń życiowych jako kilkulatka. Od lat utrzymuję rodzinę. Poprzednia żona mojego męża zdradzała go jak ten był dyrektorem i zarabiał dużo kasy. Zaciął się jeszcze w poprzednim związku na pracę i zarabianie, ale to mnie obarcza, że nie ma pracy i nic mu się nie udaje. Przez wiele lat nie naciskałam, milczałam, gdy leżąc w szpitalu w ciężkim stanie psychicznym z zagrożoną ciążą pisałam biznes plany by utrzymać rodzinę, a w tym samym czasie mój mąż odwiedzał kolejne strony rozwoju duchowego i porno. Gdy urodziła się córka wyzywał ją od głupoli, ubliżał jej, dziecku, które nie było nic winne. Prosiłam by jej nie ubliżał. W końcu przestał. Skupił się na mnie, a ja .. nadal kochałam, wybaczałam i tłumaczyłam sobie to kompleksami, problemami z pracą, że nie spełnia się jako mężczyzna zawodowo. Na wszystko, dla wszystkich miałam wytłumaczenie odnośnie mojego męża, bo go kochałam, a on.. znęcał się dalej wynajdując we mnie po przez swoich rozwiniętych duchowo znajomych kolejne wyjaśnienia na to, czemu on nie dostaje tego czego tak bardzo pragnie.

 

Twój mąż jak i jego "rozwinięci duchowo" koledzy wyglądają na wzorcowych ezoteryków - Ludzi z problemami psychicznymi, opętanych manią na punkcie seksu i pieniędzy. To powszechne w tej branży równie mocno jak gadanie o egipskich wcieleniach, karmie, czakrach etc. Jak poznasz więcej ezoteryków sama się o tym przekonasz. A może nawet uznasz, że nie chłopina był jeszcze wcale taki najgorszy.

 

 

Jestem w drugiej ciąży, podjęłam decyzję o rozwodzie. Nie chcę by moje dzieci przechodziły piekło wyzwisk i kłótni. Wiem jaki błąd popełniłam w moim życiu : za każdym razem pokochałam drugiego człowieka mocniej niż Boga nie szanując tym samym siebie samej i pozwalając by w imię tzw. pseudo miłości niszczyli mnie ludzie, których pokochałam ponad Boga.

 

Jedyne błędy jakie popełniłaś to wiązanie się ze świrami i nie zabranie nóg za pas w porę, kiedy wyszło szydło z worka. Nie wiń żadnego Boga za swój brak myślenia. Żaden Bóg myśleć za ciebie nie będzie.

 

 

Obecny mój mąż swoimi kłótniami, nienawiścią doprowadził mnie na skraj wyczerpania nerwowego. Jestem człowiekiem rozchwianym emocjonalnie, którego przy życiu trzymają tylko dzieci. Dusza, którą spotkałam w Egipcie jest blisko osiągnięcia swojego celu - a ja wiem, że w końcu powinnam inaczej zachować się niż za każdym razem, gdy go spotykałam. Żal mi córci, która kocha swojego ojca, żal mi nienarodzonego dziecka, które każdego dnia słyszy, że jego matka jest opętana, ma operatora itp. Czy ta karma jest dla mnie przekleństwem? Czego jeszcze nie zauważam, że to się dzieje? Może wy, którzy czytacie to forum zauważycie jeszcze coś innego, oprócz tego co ja dostrzegłam.

 

Karma srarma. Po prostu jak następnym razem poznasz chłopa co gada ezoteryczne pierduły, to uciekaj co sił w nogach. Bo to znaczy, albo jest naiwny życiowo wierząc w takie brednie(a po co komu chłop majacy X lat i umysłowość dziecka). Albo jak to często bywa pod tą zbieraniną frazesów trzyma prawdziwe oblicze, które niedługo ujawni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
sosnowiczanin

jest taka karma, żeby poznać bycie z kimś w związku, jest też karma uwolnienia od kogoś/wzorca.

 

może się zastanów nad tymi możliwościami... w życiu są oczywiście wyzwania ogromne, ale nie wierzę żeby taka męka jaką opisujesz miała wyższy sens.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cadaveris

Hmm zakładając, ze informacje o "pechowych" poprzednich wcieleniach są prawdziwe i ten " pech" kręci się mniej więcej wokół jednego problemu to najszybszym wnioskiem jest to, że nie wyciągnęłaś z tych wcieleń i przeżyć odpowiednich "mądrości", które są Ci potrzebne do dalszego rozwoju. Niektórzy mówią że z życiem to jest jak z klasą, jak nie zaliczysz to musisz powtarzać. Czasem jest tak że nawet kilka wcieleń to za mało by dojść do pewnej mądrości ;/ Może uciekasz od niej ? Nie wiem, nie wnikam... ale sugeruję przeanalizować swoje postępowanie i wyciągnąć jakieś wnioski :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...