Skocz do zawartości
Soleil

Bliźniacze płomienie

Rekomendowane odpowiedzi

Soleil

Witam wszystkich :-)

Poruszyłam ten temat, ponieważ przejrzałam forum i nie znalazłam niczego konkretnego, a bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej niż to, co wyszukuje mi Google.

Co myślicie na temat bliźniaczych płomieni (inaczej - bliźniaczych dusz)? Podobno są to 2 połówki tej samej istoty, duszy, rozdzielone "dawno temu". Przybywają w kolejnych inkarnacjach jako 2 odrębne osoby i... No właśnie, i co dalej? Następuje nieuchronne spotkanie i wielka miłość, mają jakąś misję do spełnienia, czy też w ogóle mają problem z odnalezieniem się?

Na tej stronce jest co nieco napisane:

Jeśli ktoś ma jakąś opinię lub konkretne informacje, zapraszam do dyskusji :-)

Edytowane przez zoska1977
link niezgodny z regulaminem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Witaj. :) Z tego, co ja wiem i jeśli chodzi o koncepcję, która mnie osobiście najbardziej przekonuje, wydaje się najsensowniejsza, to każda z dusz ma kilka swoich bratnich dusz. Z tym, ze jedna z nich jest jej główną, bratnią duszą, powiedzmy "przyznaną odgórnie". Najczęściej jest tak, że bratnie dusze często towarzyszą sobie w wielu inkarnacjach w różnych życiowych powiązaniach. Tzn. bratnią duszą może okazać się osoba ukochana, ale niekoniecznie - może być to np. ktoś z rodziny (ojciec, matka, rodzeństwo), może też być najbliższy przyjaciel, a nawet szef, czy współpracownik. W każdym razie często bratnie dusze mają coś razem do przepracowania (wspólną karmę). Oczywiście najpiękniej by było, gdyby bratnią duszą była osoba ukochana w sensie miłości romantycznej, aczkolwiek - wbrew temu, co ludzie często uważają - bratnia dusza, to nie zawsze to samo, co wielka miłość. ;) Aczkolwiek w przypadku bratnich dusz tworzących ze sobą w danej inkarnacji związki, to zawsze, czy prawie zawsze są one piękne, wspaniałe, cudowne i takie tam. ;) Może być też tak, że w danej inkarnacji - czy nawet w kilku, czy kilkunastu inkarnacjach - wcale nie będzie się miało styczności ze swoją bratnią duszą. Z bratnią duszą można się więc znać całe życie, od młodości, poznać ją dopiero w konkretnym wieku, albo w ogóle jej w danej inkarnacji nie spotkać. Może też być tak, że bratnia dusza pojawi się w życiu człowieka w danej inkarnacji na krótko, na moment, etc. Ale np. właśnie taka jest dana lekcja karmiczna, czy też to właśnie ma dusza przeżyć w danej inkarnacji (w końcu dana lekcja duchowa może polegać np. na doświadczeniu samotności itp - wtedy celowo dusza nie będzie miała dane spotkać swojej głównej, bratniej duszy). Także praktycznie może być bardzo wiele możliwości tego, w jakich okolicznościach, w jakich rolach życiowych na jak długo i w jakim celu spotkają się ze sobą swoje bratnie dusze w danym życiu. :) Najczęściej idzie za tym lekcja duchowa (bo też i życie jest jedną wielką lekcją, pod względem wzrostu duchowego).

Warto też wspomnieć, że bratnie dusze są najczęściej na podobnym poziomie rozwoju i razem, wspólnie wzrastają w kolejnych inkarnacjach. Oczywiście uczą się również od siebie wzajemnie (zresztą każdy człowiek, którego spotykamy w życiu może być naszym nauczycielem z i kontaktu oraz doświadczeń z nim możemy wysnuć jakieś wnioski potrzebne do naszego dalszego wzrostu, rozwoju duchowego :) ).

Co do wielkiej miłości, to jeszcze przypomnę, że nawet największa miłość nie znaczy, że masz do czynienia z bratnią duszą (wbrew powszechnej opinii, że bratnią duszą musi być koniecznie druga połówka) - wielka miłość jest tak naprawdę efektem i może służyć jako lekcja duchowa do jakiegoś głębszego, duchowego celu (a Twoją drugą połówką może być równie dobrze jakaś inna, znana Ci z poprzednich inkarnacji, ale niekoniecznie bratnia dusza, albo nawet Twój opiekun duchowy! - różnie to może być ;) ).

 

Moją opinię w dużej mierze wziąłem z książek Michaela Newtona (Wędrówka Dusz, Przeznaczenie Dusz), które uważam za najlepsze tego typu... także jak temat Cię interesuje, to polecam je przeczytać... :)

 

Mam nadzieję, że pomogłem. :)

Edytowane przez arkenas
literówka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Soleil

Z publikacjami M. Newtona miałam kiedyś styczność, chyba nawet jeszcze mam jakieś w pdf ;-) Twoja opinia jest jak najbardziej logiczna i możliwe, że słuszna. Ty posługujesz się tutaj nazwą "główna bratnia dusza", a ja (nie wiedzieć czemu) uparcie obstaję przy teorii bliźniactwa dusz. Owszem, można mieć też bratnie dusze, nawet wiele, jak sądzę. Ale jest jedna w całym wszechświecie, która dopasowuje się do naszej jak żadna inna, jak bardzo skomplikowane puzzle :-) Nie chodzi tu bynajmniej o to, że osoba taka jest identyczna, wręcz przeciwnie. Wg mnie działa to na zasadzie przeciwieństw, zaś razem tworzy się całość itd.

Różnych lekcji, oczywiście, można w życiu otrzymać wiele, ze strony wielu ludzi. Ja jednak mam dziwne odczucie, że bliźniactwo dusz to coś, co jest nieco ponad tę całą karmę. Pewnie sporo jej w takich połączeniach występuje (w końcu chyba jest wszędzie), ale ja jednak uważam, że to coś więcej. Nie do końca umiem to określić.

Najłatwiej byłoby stanąć obok i wypytać swoją duszę, skąd się wzięła, z kim jest spokrewniona i po co tu jesteśmy. No ale tak się nie da :P Szkoda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Logiczność według mnie powinna mieć miejsce wszędzie - nie tylko w tym świecie fizycznym, ale również w duchowym. ;) Za to też m.in. lubię książki Michaela Newtona - jest tam w sumie wszystko w logiczny i sensowny sposób wyjaśnione. Ogólnie jego publikacje, to najlepsze mi znane pozycje tego typu - najwięcej chyba można się od nich dowiedzieć w zakresie tematyki m.in. bratnich dusz. :)

 

Dla mnie to, czy nazwiesz ich główną bratnią duszą, czy też bliźniaczą duszą - to właściwie tylko inne nazewnictwo tego samego. ;) W swojej książce M. Newton sporo pisze on o tzw. grupach dusz - czyli dusze dzielą się na grupy z którymi często razem dana dusza inkarnuje w różnych konfiguracjach połaczeń mentalnych podczas życia Ziemi. To generalnie o nie chodzi, jeśli mówimy o "innych" bratnich duszach. Ale tak jedna główna bratnia dusza - czy jak wolisz - bliźniacza dusza, mimo, że również należy zazwyczaj do tej naszej grupy dusz, to jeszcze jest ona jakby najbliższą nam energią. Jest teoria, że bratnie dusze (bliźniacze dusze) są kreowane zawsze wspólnie we dwójkę i towarzyszą sobie praktycznie od początków stworzenia.

 

Czy taka osoba (zakładając, że będzie tą naszą główną bratnią duszą) będzie identyczna. Myślę, że nie, gdyż tak naprawdę każda dusza jest unikalna i ma swoją, niepowtarzalną energię, to raz. A dwa, to fakt, iż poza duchową tożsamością, żyjąc jako dusza inkarnowana na Ziemi w ciele człowieka - dotyczy nas również ziemska osobowość naszego mózgu. A nie zawsze skłonności i cechy osobowości mózgu, człowieka jako istoty fizycznej, są zgodne z tożsamością, cechami danej osoby duszy. Myślę, że charaktery dwóch osób, które są inkarnowanymi bratnimi (bliźniaczymi) duszami są w taki sposób dobrane, aby otrzymać odpowiednie lekcje karmiczne. Osobiście myślę jednak, iż na pewno nigdy bratnie dusze nie powinny stać się wrogami, choć i takie teorie czytałem (tzn. że i tak się dzieje).

 

W jakim sensie rozumiesz, że bliźniactwo dusz jest ponad karmę? Chodzi Ci o to, że jeśli ktoś np. ma złą karmę (dotyczącą np. przeżycia samotności), a jeśli pozna swoją bratnią duszę, to w relacji z nią karma nie będzie jej dotyczyć? Ja sądzę, że karma (czyli prawo przyczyny i skutku, działania i następstwa) jest prawem dosyć nadrzędnym i samo ułożenie życia, czyli to, że dana istota inkarnowała w takim miejscu, wśród takich ludzi, w takiej rodzinie, w takim ciele, zmagając się z takimi, a nie innymi problemami - już jest skutkiem karmy. Istnieje pojęcie karmy indywidualnej (tej najważniejszej), jak również karmy zbiorowej, czy też karmy w relacji z kimś. Myślę, że to nie jest tak, że karma, to jakieś złe, czarne, wredne gremliny (xD), które lubią się mieszać w relacje - karma, to część życia, to skutki naszych działań, myśli, uczuć, pragnień z obecnego lub jednego z poprzednich wcieleń. Karma, to nie jest coś, co można ominąć, czy od czego uciec - gdyż stanowi ona część naszego życia, generalnie można też określić iż stanowi część nas, a właściwie jest przyczyną kreacji tego, że nasze życie wygląda tak, a nie inaczej. To, że ktoś spotka, czy nie - daną bratnią duszę w takiej, a nie innej relacji w danym życiu - myślę, że jest już samo w sobie częścią karmy. :) Jakiekolwiek pragnienie człowieka tworzą karmę - pragnienie obcowania ze swoją bratnią duszą, też właściwie samo w sobie tworzy karmę. :)

Edytowane przez arkenas
dopisek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Soleil

Możliwe, że masz rację. Co do karmy, to mnie faktycznie słowo to kojarzy się z czymś negatywnym, bo ogólnie nie lubię rzeczy, nad którymi zupełnie nie mam kontroli ;) Ale mniejsza z tym, to takie moje własne odczucia.

Oczywiście, nie sądzę, żeby bliźniacze dusze miały być identycznymi ludźmi tu na ziemi. Sądzę, że to byłoby nawet troszkę bez sensu.

Mówisz, że te 2 dusze są "kreowane" razem, czyli może stworzone w tym samym czasie, w pewien sposób pasujące do siebie i towarzyszące sobie wzajemnie przez ciąg inkarnacji. Mnie taka teoria osobiście nawet przekonuje. Ale spotkałam się też z różnymi internetowymi publikacjami (niekoniecznie słusznymi) na temat tego, że bliźniacze dusze to w rzeczywistości 1 dusza podzielona dawno dawno temu. I że zazwyczaj jedna taka połówka przebywa gdzieś w niebie (czy jakkolwiek to nazwać) i strzeże tej drugiej, która się inkarnuje na ziemi. Coś jak Anioł Stróż. Czasem też ponoć inkarnują się razem, ale to w wyjątkowych sytuacjach itd.

I która teoria jest prawdziwa? A może w jakiś sposób obie? :-)

Edytowane przez Soleil

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Mnie osobiście po prostu najbardziej przekonuje to, co jest napisane w publikacjach M. Newtona. Wydaje mi się to mieć największy sens, logikę, jak również jest zgodne z moim osobistym odczuciem co do tego, jak świat poza materią może wyglądać. Zresztą całe życie poszukiwałem tego, co jest za tym fizycznym światem i jak na razie wizja przedstawiona w jego książkach wydaje mi się mieć największy sens. Czy jest to absolutna prawda? Tego nie wiem. Osobiście nie zajmowałem się głębiej prawdziwością hipnozy regresywnej. (Poza paroma razami, kiedy próbowałem autohipnozy regresywnej do porzednich inkarnacji, lecz nie jestem pewny co do prawdziwości wizji, jakie dzięki nim otrzymałem. :)).

 

Jeśli chodzi o podział duszy, o którym napisałaś, to w książce Newtona jest o tym podziale również. ;] Mówi ona o tym, iż generalnie dusza zawsze inkarnując na Ziemię zostawia jakąś swoją cząstkę w (nazwijmy to) zaświatach, czy też w świecie duchowym, świecie dusz. I w zależności od tego, na jakim stopniu rozwoju jest dana dusza i jak ciężkie lekcje będzie musiała przepracowywać (czyli w efekcie - jak ciężkie, męczące dla duszy będzie dane ziemskie życie), tyle procent "zabiera" ze sobą na Ziemię. ;) Oczywiście dusze na wyższych poziomach oraz takie, których najbliższe życie w sensie inkarnacji będzie lżejsze, łatwiejsze - najczęściej zabierają mniejszą cząstkę siebie na Ziemię. (W książce jest również trochę o tym, że czasem dusze na wyższych poziomach są tak pewne swojej mocy itd, że czasem zabierają zbyt mało swojej istoty ;) ). Oczywiście po śmierci dusza ponownie złącza się ze sobą, gdy powraca do świata duchowego. Mało tego - dusze na wyższych poziomach potrafią inkarnować w więcej, niż jednym miejscu/życiu jednocześnie. Opisywana w książce M. Netwona byłą historia właśnie takie duszy zaawansowanej, która jednocześnie żyła w dwóch miejscach na raz. W sumie trochę trudno jest to sobie wyobrazić tak do końca i trzeba użyć sporej dawki abstrakcji, ale myślę, że taka teoria ma sens. ;) I raczej bym się - osobiście - do takiej właśnie wizji przychylał. Jakoś osobiście wydaje mi się bardziej sensowna i ciekawsza idea bratnich dusz, jako osobnych jednostek, (które pozostają ze oczywiście oczywiście złączone energetycznie itp). Nie przekonuje mnie też teorie tego, iż bratnie dusze to tak naprawdę jedna dusza podzielona, bo jednak taka koncepcja uderza w poczucie indywidualnej świadomości, doświadczeń duszy etc. Także wydaje mi się, że teoria, którą wcześniej przedstawiłem wygląda na sensowniejszą. ;) A dzielenie duszy, to właśnie widziałbym to w sensie, że jedna dusza dzieli się na kilka części, by np. w szybszy sposób rozwijać się, zdobywając lekcje życiowe w różnych miejscach, życiach i warunkach jednocześnie. :) A bratnie dusze - mimo, że zawsze są połączone, to jednak widzę je jako osobne istoty i taka teoria bardziej mnie przekonuje. :) Jak w sumie jest naprawdę, tego nikt nie powie na 100%, gdyż wiedza tego typu opiera się i tak praktycznie głównie na intuicyjnym poznaniu, przekonaniu, wewnętrznym poczuciu sensowności i spójności danej teorii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość stagnacja
Witaj. :) (w końcu dana lekcja duchowa może polegać np. na doświadczeniu samotności itp - wtedy celowo dusza nie będzie miała dane spotkać swojej głównej, bratniej duszy).

ale jaki jest sens w doswiadczaniu samotności?

przeciez czlowiek to jednostka spoleczna, jakby mial zyc w samotnosci to od poczatku by tak bylo, kazdy mialby jedna planete dla siebie czy cos...no chyba, ze lubi byc samotnikiem to zmienia postac rzeczy ale byc do tego zmuszanym przez los to jest cos nie tak -to jest w sumie to samo co mówią księża odnośnie cierpienia ,że np doświadczanie cierpienia jest potrzebne bo pójdziemy do nieba więc lepiej cierpieć jak najwięcej....

dla mnie logiczne jest to, że jeśli mamy czegoś nie przeżyć nie doswiadczyć bo dusza może sobie tak ustaliła przed urodzeniem czy coś to nie odczuwamy takiej silnej tęsknoty za tą bliźniaczą duszą tylko tak jak sie mówi no fajnie by było przeżyć wielką miłość itd ale jak ktoś nie ma tego zaplanowanego na to zycie to nie odczuwa tęsknoty za tym i po prostu nie cierpi z tego powodu, ze tego nie ma chociaż fajnie by było to mieć prawda...

fajnie by było mieć milion dolarów i każdy człowiek mógłby to mieć bo pieniądze są dla ludzi ale jak ma sie takie a nie inne warunki życia i mozliwosci itp to nie cierpi sie z tego powodu, że tego miliona nie ma a jak ktoś był bogaty a nagle mu ten milion ukradli to odczuwa tęsknote i ciężko mu sie przez całe życie przystosować do tej sytuacji do tego stopnia, że jest sie w stanie zabić bo czuje, ze nie moze bez tego zyc

Edytowane przez stagnacja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
rokk

Doświadczenie samotności może być bardzo przydatne, a czasem i potrzebne. Na przykład takim duszom, które za bardzo uzależniły się od wpływu i przebywania wśród innych. Zresztą o ile mnie pamięć nie myli, to Newton w jednej ze swoich dwóch pierwszych książek podawał przykład sesji z taką osobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rasphul

W kabale luriańskiej mamy mowę o tym, że iskry duszy pochodzące z jednego korzenia mają między sobą więź sympatii i mogą podróżować do źródła wspólnie sobie pomagając. Pomijając jednak kwestię, że to po prostu filozoficzna geneza istnienia świata i cierpienia, jak jedna z wielu innych, to mimo wszystko nie spodziewałbym się tutaj romantycznych wizji przeznaczonej sobie pary kochanków. To zbyt dziecinne by we Wszechświecie miało miejsce.Dotyczy to duszy - czyli pierwiastka niematerialnego, którego więź wcale nie musi odbijać się w materialnym świecie - bowiem materia jest tylko nic nie znaczącą powłoką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość stagnacja

no w sumie mowa jest tylko o tym, że energia dwóch istot jest jednakowa a nie o tym jakie uczucia te istoty łączą...

 

a miłość dopada tych którzy od niej uciekają ;)

Edytowane przez stagnacja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas
ale jaki jest sens w doswiadczaniu samotności?

przeciez czlowiek to jednostka spoleczna, jakby mial zyc w samotnosci to od poczatku by tak bylo, kazdy mialby jedna planete dla siebie czy cos...no chyba, ze lubi byc samotnikiem to zmienia postac rzeczy ale byc do tego zmuszanym przez los to jest cos nie tak -to jest w sumie to samo co mówią księża odnośnie cierpienia ,że np doświadczanie cierpienia jest potrzebne bo pójdziemy do nieba więc lepiej cierpieć jak najwięcej....

dla mnie logiczne jest to, że jeśli mamy czegoś nie przeżyć nie doswiadczyć bo dusza może sobie tak ustaliła przed urodzeniem czy coś to nie odczuwamy takiej silnej tęsknoty za tą bliźniaczą duszą tylko tak jak sie mówi no fajnie by było przeżyć wielką miłość itd ale jak ktoś nie ma tego zaplanowanego na to zycie to nie odczuwa tęsknoty za tym i po prostu nie cierpi z tego powodu, ze tego nie ma chociaż fajnie by było to mieć prawda...

Toteż właśnie ta silna tęsknota za bliźniaczą duszą, te cierpienie powodujące za nią tęsknotę jest częścią tego, co dusza chce doświadczyć. Ilu jest ludzi, którzy całe życie cierpią z powodu samotności, a mimo ich wielkich starań nic się nie zmienia w tym zakresie w ich życiu. Co mają takie osoby powiedzieć? Czasem jest tak, że mimo wielkich starań człowiek pozostaje sam. Czasem właśnie takie przypadki są niezrozumiałe i niewytłumaczalne z punktu widzenia nie tylko logiki, jak też z punktu widzenia ogólnie życia w kontekście świata fizycznego.

Mi się wydaje, że czasem może ciągłe przeżywanie samotności, niepowodzenia w kontaktach międzyludzkich sprawiają, że może w jakiś sposób człowiek/dusza się "uodparnia" na to cierpienie i w końcu staje się na to obojętna? Może po prostu jest to sposób dla duszy na wzniesienie się na wyższy poziom świadomości albo całkowite oderwanie się z fizycznego świata (w końcu nie mając dobrych relacji międzyludzkich, nie mając bratniej duszy przy sobie, miłości znacznie łatwiej człowiekowi nie przywiązywać się do ziemskiego życia... ego danego człowieka nie jest "łechtane" takimi dobrymi relacjami itd).

 

 

fajnie by było mieć milion dolarów i każdy człowiek mógłby to mieć bo pieniądze są dla ludzi ale jak ma sie takie a nie inne warunki życia i mozliwosci itp to nie cierpi sie z tego powodu, że tego miliona nie ma a jak ktoś był bogaty a nagle mu ten milion ukradli to odczuwa tęsknote i ciężko mu sie przez całe życie przystosować do tej sytuacji do tego stopnia, że jest sie w stanie zabić bo czuje, ze nie moze bez tego zyc

No ja tam nie wiem - ja tam często cierpię z tego powodu, że nie mam miliona dolarów i czasem to może zabić! :D

Edytowane przez arkenas

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość stagnacja
Toteż właśnie ta silna tęsknota za bliźniaczą duszą, te cierpienie powodujące za nią tęsknotę jest częścią tego, co dusza chce doświadczyć. Ilu jest ludzi, którzy całe życie cierpią z powodu samotności, a mimo ich wielkich starań nic się nie zmienia w tym zakresie w ich życiu. Co mają takie osoby powiedzieć?

 

a ilu jest ludzi którzy sącałe zycie samotni a jednak nigdy się nie czuli samotni, mają dużo znajomych i przyjaciół i to im wystarcza.... dlatego nie wierze w takie rzeczy, że trzeba doświadczyć samotności bo jeśli się nie chce być samotnym to los powinien umożliwiać poznanie "bratnich dusz" w których towarzystwie dana osoba sie nie czuje samotna a jeśli tego nie robi tzn że coś tu jest nie tak i trzeba szukać rozwiązania problemu a nie akceptacji bo wtedy żyje sie w wiecznej depresji i czuje sie pustke a tak nie powinno być....

 

Nie wiem jak Ty, ale ja często cierpię z tego powodu, że nie mam miliona dolarów i czasem to może zabić. :D

 

no może kiedyś miałeś/aś ten milion tylko teraz tego nie pamiętasz :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witek D.

Ta tęsknota (za bratnią duszą, czy bliskością samą w sobie) jest zazwyczaj jedną z głównych przyczyn tego że nie udaje się spotkać bratniej duszy lub budować bliskich związków. Umysł czy dusza, zamiast doświadczaniem bliskości, ukojeniu w niej i spełnieniu się, zajmuje się cały czas wspomnieniem, tęsknotą nawet gdy obok czy nawet przed oczami, jest szansa na bliskość, spełnienie. Można powiedzieć, że dla takiej osoby/duszy ważniejszy jest nie bliski kontakt i spotkanie bliskiej istoty (spełnienie w relacji z nią) a samo tęsknienie i wzdychanie. Ze swojego doświadczenia powiem - tak można w nieskończoność :) Na końcu tej drogi jest pragnienie, tęsknota i coś co w jęz. ang. nazywa się "yearning", ale nie ma spełnienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
motylek34

A jak to jest w przypadku gdy w jednej inkarnacji Dusza była mnichem, zakonnikiem i przyjęła śluby czystości i ubóstwa, i w tym wcieleniu za nic nie można ułożyć sobie życia, bo te śluby dalej wiążą?

Czy Dusza wtedy ma tą swoja przeznaczoną Duszę ,ale spotkanie jej odkłada się w czasie? Czy jednak jej nie spotyka ?

Pytam z ciekawości , bo kiedyś coś czytałam na ten temat... i coś czuję, że ja właśnie mogę mieć podobnie... Jak wtedy uwolnić się od działania takich ślubów?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas
dlatego nie wierze w takie rzeczy, że trzeba doświadczyć samotności bo jeśli się nie chce być samotnym to los powinien umożliwiać poznanie "bratnich dusz" w których towarzystwie dana osoba sie nie czuje samotna a jeśli tego nie robi tzn że coś tu jest nie tak i trzeba szukać rozwiązania problemu a nie akceptacji bo wtedy żyje sie w wiecznej depresji i czuje sie pustke a tak nie powinno być....

no może kiedyś miałeś/aś ten milion tylko teraz tego nie pamiętasz :D

Mam Ci coś do napisania na ten temat na PW.

A co do milionów, to faktycznie - może. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas
A jak to jest w przypadku gdy w jednej inkarnacji Dusza była mnichem, zakonnikiem i przyjęła śluby czystości i ubóstwa, i w tym wcieleniu za nic nie można ułożyć sobie życia, bo te śluby dalej wiążą?

Czy Dusza wtedy ma tą swoja przeznaczoną Duszę ,ale spotkanie jej odkłada się w czasie? Czy jednak jej nie spotyka ?

Pytam z ciekawości , bo kiedyś coś czytałam na ten temat... i coś czuję, że ja właśnie mogę mieć podobnie... Jak wtedy uwolnić się od działania takich ślubów?

Osobiście myślę, że takie śluby mogą mieć moc na tyle silnie wiążącą, że ich oddziaływanie może zostać nawet w kolejnych inkarnacjach.

 

Post pod postem. :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witek D.

motylek34

Z mojego punktu widzenia, takie śluby gdy były czymś ważnym wtedy, to potrafią jeszcze "obowiązywać" w tym sensie, że na jakimś poziomie nas, nadal uznajemy je za ważne i wartościowe, znaczące. W takim wypadku potrzeba mieć intencję uwolnienia się od tych ślubów, postanowienie i docenić wartość tego, co alternatywne, czego teraz chcemy. Ja myślę że warto zacząć od modlitw o uwolnienie się od wszelkich przysiąg, ślubów, ślubowań i o najlepsze prowadzenie w uwolnieniu się od nich (i o zastąpienie tym co najlepsze). Myślę że po wykonywaniu czegoś takiego przez jakiś czas, powinna się pojawić odpowiednia droga, albo samo się uwolni w trakcie. Takie śluby często paraliżują udane związki, albo seks czy sprawy finansowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
motylek34

Jakiś czas temu podczas medytacji miałam takie przebłyski poprzednich wcieleń... i przypomniało mi się, że jako dziecko też modliłam się do Boga i obiecywałam, że zostanę zakonnicą ...

I raczej nie mam związków, sexu i udanych spraw finansowych ...

modlitwę odmówiłam tydzień temu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witek D.

Próbować do skutku i wierzyć w swoje możliwości :) Myślę że z czasem się uda i że da się to zmienić :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Ja podobno w poprzednim wcieleniu stosowałem na sobie magię niszczenia związków. Tak przynajmniej jednej osobie wyszło. To w sumie by wiele tłumaczyło, dlaczego jest jak jest w moim życiu... Chociaż pewności czy akurat to jest temu winne, nie mam. A już chyba wszystkiego próbowałem od oczyszczań, modlitw, po rzeczy, które wykonywały nade mną osoby trzecie. Jak było, jak jest w tym temacie. Cóż.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witek D.

Jest jeszcze bezwarunkowa miłość i spełnienie po które można sięgnąć :) Jak to nie zadziała, to już chyba Santo Domingo się dzieje :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
motylek34

cóż.... czy to coś zmieni w naszym życiu będziemy wiedzieć pewnie pod koniec życia ....

Obecnie inaczej podchodzę do życia.... spokojnej... tęsknota za miłością i bliskością jest ...i myślę, że każdy samotny to odczuwa

tylko mi jest łatwiej bo jestem spełniona jako matka i tu nie mam ciśnienia...

ostatnio gdy zasypiałam, moje dziecko przyszło do łóżka, pocałowało mnie w czoło i powiedziało: mamo jesteś moją bratnią duszą ...

hahha

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Ja np. staram się pogodzić z samotnością, a pragnienie za bratnią duszą mam całe życie (co ciekawe zawsze wierzyłem w ten koncept i wydawał mi się on taki naturalny i oczywisty w pewnym sensie). Nie spotkałem jej do tej pory, a trochę jednak żyję na tym świecie (a nawet jak spotkałem, to w okolicznościach nie dających możliwości spełnienia, choć raczej nie spotkałem). Teoretycznie z samotnością można się pogodzić i w sumie chyba do tego lepiej dążyć, niż ciągle na siłę próbować zmienić stan, który nie chce się zmienić. Walenie głową w ścianę chyba nic nie da, coś samo musiałoby się zacząć zmieniać, inicjować jakieś zmiany etc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
motylek34

wiesz.... w Wielki Piątek umierała , nagle moja koleżanka , cudem ja uratowano ....

zemdlała w łazience, dzieci znalazły ją zakrwawioną , jej mała córeczka (3 lat ) podała jej telefon... zanim trafiła na stół trochę minęło.... najpierw lekarz rozciął jej podbrzusze bo pękł jej jajnik...cudem włożył rękę od skórę , dalej do otrzewnej. Doznał szoku bo była tak krew.... operowało ją 4 lekarzy, rozcinali jej cały brzuch, narządy pływały na wierzchu , bo pękła jej śledziona, bardzo krwawiła ...

ale lekarze stwierdzili jedno: za każdy razem gdy wkładali do brzucha dłonie to widzieli rozwiązania problemów , jedno po drugim i to cud , że im tak sprawnie poszło...

Więc tak jak za całym życiem...kiedyś zaskoczy i samo się rozwiąże...

Pozostaje nam tylko się modlić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
arkenas

Chyba nic więcej nam nie pozostaje... Albo przeczekać. Może po prostu wszystko na świecie ma swój czas jak i miejsce. Czasem trzeba poczekać, a może czasem trzeba być po prostu w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. W końcu astrologia też mówi o różnych rzeczach, tak samo jak energia konkretnych miejsc itd. Myślę też, że istnieją pewne prawa, do których nie mamy nawet wglądu, co dopiero, jeśli chodzi o możliwości ich zmiany.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość stagnacja

Motylku gdybyś miała takie ślubowania czystości z poprzednich wcieleń to uwierz mi nie miałabyś teraz dziecka bo takie ślubowanie charakteryzuje sie przede wszystkim nie tym, że nie możesz sobie ułożyć życia uczuciowego tylko tym, że np wstydzisz sie mieć chłopaka, masz podświadomy lęk przed np okazywaniem swojej kobiecości np dbaniem o siebie bo masz silne przekoanie ,że tak nie wypada no jednym słowem ubierasz sie jak zakonnica, nienawidzisz kiedy na Ciebie patrzą mężczyźni bo uznajesz w głebi duszy to za coś złego ,uważasz, że każdy patrzy tylko z pożadaniem a Ci sie to nie podoba chociaż nie wiesz dlaczego i gdzieś podświadomie jednak tego chciałabyś bardzo spróbować ale nie chcesz tego ujawnić przed światem wiec udajesz taką zasadniczą, wzbraniałabyś sie przed seksem chociaż w duszy byś tego bardzo chciała, no taka dewotka bys była nawet gdybyś nie miała zainteresowania religią chociaż wtedy takie zainteresowanie sie pojawia samoistnie bo czegoś sie trzeba trzymać nawet jeśli nie pochodzisz z religijnej rodziny, wstydziłabys sie nawet robierać na plaży, w kostiumie kąpielowym chodzić bo to nie wypada itp taka byś była wielka konserwatystka staroświecka mimo, że byś nie była tak wychowana i teraz zanim w ogóle byś sie odważyła na swój pierwszy raz z kimkolwiek to minełyby lata świetlne ,może dopiero po 30-40tce byś sie przemogła bo Twoje hormony by dały znać i już byś nie mogła wytrzymać to byś w końcu jakoś zaryzykowała albo przynajmniej spróbowała z kimkolwiek więc na 100% nie miałaś takich ślubów :) I to nie tak łatwo z tych słubów sie oczyścić bo to są mega silne przekonania, to są ludzie zatwardziali i uparci i zanim w ogóle odzyskają świadomość mija prawie całe ich życie, które najczęściej spędzają jako ekscentryczni pustelnicy i dziwacy albo powtórka z zakonu... no i z tłumienia popędu biorą sie też różne dewiacje na tym tle, które są ukrywane w zaciszu domu lub też w klasztorze i niestety to są bardzo nieszczęśliwi ludzie ale w końcu będą musieli zmierzyć się z tą karmą i może być tak, że któregoś razu urodzą się jako chorzy, ulomni -uzależnieni od innych aby w końcu skupić sie na sobie i rozwoju osobistym tylko wtedy już nie ma tak łatwo chociaż i kiedyś było trudno :/

 

za to jest takie prawdopodobieństwo, że mogłaś stosować magię miłosną oczywiście w złych celach lub po prostu rozkochiwałaś w sobie osoby i je porzucałaś albo masz jakieś negatywne wzorce wyniesione z domu rodzinnego, może mama też miała jakieś negatywne przekonania i nie radziła sobie w związkach więc to po niej odziedziczyłaś i wtedy ma sie trudny aspekt partnerstwa no i po prostu ciężko znaleźć kogoś do nas chociaż troche dopasowanego a bez tego nie ma relacji jako takiej no i ciężko ułożyć sobie to życie prywatne...:/ Trzeba nad sobą ostro pracować żeby konkretnie ustalić z jakim człowiekiem czulibyśmy sie najlepiej, trzeba się nauczyć partnerstwa i współpracy, nauczyć się dostosowywania się i porozumienia, komunikacji w relacjach i jak konkretnie już wiemy czego chcemy to sie to wcześniej czy później w końcu do siebie przyciągnie ;)

 

lub masz zakodowanego "tego jedynego" i sie starasz go odnaleźć a to też jest trudna karma bo możesz w tym życiu nie odnaleźć albo zawsze będziesz zależna od tego żeby szukać tej osoby, która w rzeczywistości nawet mogłaby Ci nie dać spełnienia.... więc lepiej sie skupić na sobie i pracować nad niezależnością przede wszystkim w myśleniu - to daje swobode i poczucie wolności a tym samym prawdziwe spełnienie ale nad tym większość z nas musi popracować dlatego tu jesteśmy ;)

Edytowane przez stagnacja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Soleil

Bardzo ciekawe rzeczy tu piszecie :-) Np. o tych ślubach z poprzednich wcieleń. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam, że różnego rodzaju przysięgi, rytuały z przeszłości mogą się za nami wlec do teraz. Ale faktycznie, to nawet logiczne.

Ale co do tych związków dusz, to co jeśli ktoś nie wmawia sobie tego, bo chce, bo jest zwyczajnie samotny? Jeśli to np. siedzi jak jakiś kod w głowie, dosłownie od dziecka: "Znajdź go, znajdź go...". A jak już znajdujesz, to na początku nic się nie dzieje. Potem człowiek zaczyna to widzieć. Np. ja tak miałam. Zaczęły przychodzić jakiś sny, znaki, cuda niewidy. Dodam, że takich snów to nigdy w życiu nie miałam, jakieś wizje połączenia dusz, wspomnienia śmierci z poprzednich wcieleń. Do tego wchodzi numerologia, znaki zodiaku, no dosłownie wszystko.I wszystko układa się tak (albo podobnie) jak zawsze to sobie wyobrażałam. Nie wiem już jak to nazwać, to działa jak jakaś klątwa. Jeśli to nie połączenie dusz, to ja już nie wiem, co to jest. Mimo, że jestem w stanie uwierzyć w wiele, nie lubię sobie nic wmawiać, zawsze pozostaję trochę sceptyczna. Ale najgorsze, kiedy takie "nienaturalne" rzeczy układają się w logiczną całość. I jeszcze ta pewność, która siedzi w głowie. Nie jestem specem od duszy i nie wiem jak to się dzieje, że pozornie odrębne byty pozostają w jakimś połączeniu. I podejrzewam, że genezy tego nigdy nie odkryję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
MagusDraco

Uwazam, ze wszystkie dusze sa ze soba polaczone. Od poczatku do konca wszechswiata. W cialach zyjacych tu i teraz oraz tych minionych, ale i przyszlych.

 

Wszak pochodzimy z jednego zrodla ... kazdy z nas ma w sobie czastke kazdej innej zywej istoty wszechswiata.

 

"Znajdz go, Znajdz go" to zew spoleczenstwa, zew grupy ludzi, ktorzy "chca wiecej od zycia", ktorzy uwazaja, ze jest cos wiecej niz po prostu zycie...ucieczka od tego co jest, naszego tu i teraz...i tak marnujemy czas na szukaniu tego co mamy w sobie.

Nie ma drugiej polowki - nie ma kogos kto idealnie pasuje do nas, bo nie ma takiego idealnego dopasowania. Uczmy sie kochac kogo mamy i doceniac zycie, ktore mamy, doceniac milosc, ktora dostajemy...

 

Nie szukajmy logiki, szukajmy milosci, ona sie logika nie kieruje :) na szczescie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witek D.

Soleil

Wygląda to tak (z mojej perspektywy :) ) - silna relacja karmiczna z przeszłości zawsze znajdzie ujście, gdy są pragnienia związane z niespełnieniem (a które to pragnienia, miała np. taka relacja zaspokoić). Wtedy jest dążenie do odnowienia się relacji - z różnymi skutkami, zależnie od tego jakie ma intencje i cele druga strona. I to tyczy się połączenia karmicznego między dwiema "duszami". W kontekście tego o czym piszesz - np. samotność sprawia że zaczyna się szukać osoby, która gwarantowała brak odczucia samotności w przeszłości (lub względem której miało się takie pragnienie)

 

Jest coś też odrębnego czyli harmonia podobieństw duchowych u dwojga osób - ona sama w sobie nie jest połączeniem, kontaktem między dwiema duszami, ale np. gdy takie dwie osoby się spotkały, wywarło to na nich silne wrażenie, to pojawia się między nimi też połączenie karmiczne, wynikające z pragnienia bycia razem. Może być jednostronne, lub obustronne. I potem pojawia się właśnie dążenie do bycia razem. Niekoniecznie korzystne, bo opiera się właśnie na niespełnieniu, na "dążeniu" do tego by ta relacja się pojawiła. Problemy pojawiają się wtedy gdy te dwie osoby już się zmieniły, albo mają inne cele. Na poziomie pierwotnym być może nadal harmonizują ale na poziomie obecnych celów, cech osobowości (głównie o cele chodzi), dążeń jest różnica która przeszkadza w jakiejkolwiek nawet relacji czasami.

Są też np. związki karmiczne oparte na ślubowaniach (np. śmierć nas nie rozłączy) i też jest dążenie do tego by odnowić ślubowanie i relację (to raczej zdecydowana większość). Niesie to za sobą te same kłopoty, Problemem w takich przypadkach nie jest sama chęć bycia w szczęśliwym związku (bo to jest coś fajnego) ale przywiązanie do tego co było, tak że zaciera to widzenie tego co jest teraz, tego jaka ta osoba jest teraz i jakie ma cele (na ile zbieżne z naszymi). Połączenie takie (a nawet próby budowania związku) pojawiają się również w sytuacjach między "katem" a "ofiarą" z jakiegoś wcielenia. Po prostu silne pragnienie jednego z nich (najczęściej ofiary) związane z traumatycznym przeżyciem sprawia że chcąc nie chcąc, chce się relacji z taką osobą, bo doświadczenie z nią, było na tyle silne, że uzależniło ofiarę od tego kata. Czasem ofiara go znajduje by jeszcze raz przeżyć to co wcześniej, tak by emocje się dopaliły.

 

To jest oczywiście nie o bliźniaczych płomieniach a o powiązaniach karmicznych - które (każde z tych które opisałem) mogą występować między samymi "bliźniaczymi płomieniami". Może być tak też że te bliźniacze płomienie nigdy się nie poznały a może i nie poznają i wtedy nie ma powiązania między nimi, jakkolwiek jest harmonia podobieństwa (którą mogą odczuć).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ole1

Ktoś tu powiedział w dyskusji, że bratnia dusza to ta przy której nie odczuwamy samotności.

Bardzo trafnie !

 

Wszystko zależy od rozwoju serca. Możemy poznać kogoś, kto nie jest z nami związany energetycznie, a odczuwamy go jako bratnią duszę. Bo jego wibracja, a co za tym idzie świadomość, miłość bezwarunkowa w nim jest bardzo bliska naszej.

To podobne przyciąga i uświadamia, że jesteśmy Jednością - na ten moment w życiu rozdzieloną.

 

Bratnia dusza to określenie wiązane z duszami ludzi, którzy są powiązani ze sobą energetycznie przez pochodzenie od konkretnej tej samej Istoty duchowej, konkretnego Boga. To jest właśnie pokrewieństwo dusz. Tutaj zdaje się szukamy powiązania.

I słusznie...

 

Lecz gdy kierujemy się miłością bezwarunkową w życiu, wówczas nasza energia rozwija się jak piękny kwiat i wtedy zdarza się nam spotkać ogromne podobieństwo u innej osoby, wcale nie spokrewnionej z nami energetycznie. Która żyje w bardzo podobnej świadomości, bo też kieruje się miłością bezwarunkową.

Wówczas możemy odnieść wrażenie, że mamy przed sobą swoją brakującą część.

Bratnią duszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×