kamil5594 Napisano 1 Lutego 2014 Napisano 1 Lutego 2014 Miałem dziś sen, który śnił mi się już po raz 3. Poprzednimi razy śnił mi się on gdy chodziłem do podstawówki teraz mam 18 lat. Zmienia się w nim 2-3 osoby (osoba z którą idę na początku, osoba która prowadzi mnie przez kosciół), a cały wątek pozostaje ten sam: Jest wieczór. Miasto, które jest piękne, wyłożone brukiem mnóstwo rabat z kwiatami, święcą się latarnie. Idę z kimś (prawdopodobnie z moją dziewczyną lecz nie widze jej twarzy) i zaczepia nas jakiś młody Cygan. Spojrzałem na niego z boku i poszliśmy dalej, a on dalej nas zaczepia. Wtedy uciekam przed nim nie wiem czemu, skacze przez rożne barierki itp. Następnie sytuacja się odwraca ja zaczynam go gonić, skaczemy z muru i wtedy go łapie i zaczynam bić. Wtedy znów uciekam ale gdy on mnie złapał znów go bije i wtedy przychodzi jeszcze dwóch cyganów i z nimi też się biję. Tutaj pamiętam jak przez mgłę. Wiem że ktoś mi mówi że teraz ci cyganie mnie złapią i będą mnie torturować, ten ktoś każe mi iść na tyły budynku i czekać aż ktoś po mnie przyjdzie. Wtedy jest scena, taki obrazek jakby, która szczególnie zapadła mi w pamięci. Chłopiec siedzi na krawężniku z głową opartą o kolana, idzie jakaś kobieta, która według mnie była czarownicą. Miała charakterystyczne kolczyki coś na kształt łapacza snów (nigdy wczesniej nie widziałem tego talizmanu, dopiero dzisiaj go zobaczyłem gdy szukałem znaczenia mojego snu) rozczochrane włosy zbliżała się do mnie i powiedziała że przyszła po mnie. Wiem na pewno że powiedziała jak ma na imię, jakies takie dziwne jak na typową czarownice. Wtedy pytam się jej co ci cyganie będą mi robić i odpowiada, że mają teraz wesele i że będą mnie torturować, podcinać żyły, łamać żebra. Wtedy idę przez kościół. Czarownice zastąpiła moja bratowa. Mijam ławki, w których siedzą moi rodzice, babcia, rodzenstwo, płacząca dziewczyna oraz na samym końcu znajome bliźniaki z podstawówki, które się do mnie uśmiechają. Przeszedłem przez ten kosciół i na końcu był jakby taki balkonik i drzwi przy których czekali cyganie. Byłem koło nich i włozyłem ręce do kieszeni miałem jakiegoś śmiecia więc podszedłem go wrzucić do kosza który stał w rogu balkonika i wtedy zobaczyłem grupkę siedzących ludzi a po środku kolegę, ktróry z uśmiechem pytał co nabroiłem. Wszedłem przez te drzwi. W pomieszczeniu stał nakryty i zastawiony stół przy którym siedział Ojciec tego chłopaczka którego ścigałem, panna młoda, kilka innych osób oraz ojciec mojej bratowej. Przy stole nie było miejsca. Ojciec bratowej wskazał mi malutki stolik w kącie na którym leżał jeden talerz. Przysiadłem się i zacząłem jeść. Podszedł do mnie ten ojciec cygan i powidział żebym sobie nałożył czego chce, podziękowałem mu. Zjadłem i wtedy zaczął do mnie gadać że zabiłem mu syna, że teraz poczuje jak to jest a ja mu odpowiadam, że przecież to nie ja bo gdy mnie złapali to on stał na nogach nic mu nie było. W tym momencie zawsze się budzę... Czy ktoś potrafi to wytłumaczyć? Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.