Jump to content
Sorsa

Prośba o radę - obecność kogoś (?) w domu... nawet nie wiem, jak to nazwać.

Recommended Posts

Sorsa

Witam.

 

Trafiłam tu wyszukując przez google powiązania między zauważeniem jakiejś postaci a medytacją. W ten sposób trafiłam na poniższy temat:

 

http://www.ezoforum.pl/medytacja/50692-dziwna-postac-podczas-medytacji.html

 

Hmm... u mnie... było tak.

 

Zaczęłam medytować we wrześniu 2013 roku, wyłącznie z kursem internetowym czakra7. Zdaje mi się to prostą metodą zrównoważenia swojego systemu energetycznego przez skupienie i proste afirmacje, raczej nie wchodzę tym samym za głęboko w temat... chyba, że się mylę? Jestem dość zielona w temacie, więc proszę, prostujcie każdą bzdurę, którą piszę.

 

Jakieś dwa lata temu, niedługo po tym, jak rozstałam się z ojcem mojej córki leżałam z nią na łóżku, bo obudziła się koło 23 i bała się zasnąć. Opowiadałam jej bajki, udało mi się ją uspokoić, śmiałyśmy się, nagle śmiejąc się zerknęła za moje plecy, uśmiech zamarł jej na twarzy, źrenice momentalnie się rozszerzyły i spytała przerażona "Kto tam poszedł?". Ciarki mnie przeszły. Obejrzałam się, mówiąc jej, że spokojnie same jesteśmy w domku, nikogo nie ma, ale sprawdzę, a jakby co mam niewidzialny pogrzebacz, więc wszystko załatwię. Najważniejsze było, by nie powiększać jej strachu, choć i mnie nieźle to przeraziło. Dzieci przecież widzą różne rzeczy. A ona nie kłamała. Jej oczy powiedziały prawdę. Sprawdziłam dom - mamy małe mieszkanko, ledwie 30 metrów kwadratowych, trudno nie było ;) Porozmawiałam z nią, zapytałam delikatnie o szczegóły, nauczyłam modlitwy do anioła stróża, jakby się bała, odmówiłyśmy razem i zasnęła.

 

Zaznaczę, że zaczynała się wtedy moja nowa relacja z kimś, kto okazał się totalnie dla mnie toksycznym człowiekiem, relacja ta skończyła się w grudniu 2012 roku. Nie wiem, czy to ma znaczenie.

 

Potem długo był spokój.

 

Zaczęłam medytować, jak mówiłam we wrześniu 2013.

 

Ze dwa tygodnie temu znowu wieczorem byłyśmy same w domu, córa spała spokojnie. Siedząc przy komputerze zerknęłam w szybę, w której odbijało się lustro. I miałam wrażenie, trwające może 2-3 sekundy, że widzę odwróconą tyłem ubraną czarno postać, która odchodzi. Nie wiem, czy się jej bałam... to znaczy tak, bałam się. Bałam się przede wszystkim tego, że to nieznane.

 

Miałam też w moim życiu kilka innych dziwnych zdarzeń. Nie wiem, czy są powiązane. Nie chcę nic sugerować interpretacją.

 

Jako nastolatka, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami, grałam na organach, coś mi nie szło, przerwałam grę i chciałam westchnąć "ech (tu moje imię)"... i zanim zdążyłam wypuścić z siebie powietrze usłyszałam te słowa, jakby wypowiedziane poza mną. Zamarłam. Tego samego wieczoru mój pies szalał pod drzwiami, nie chciał zasnąć, chciał wyjść, najpierw chciałam go uspokoić, potem w końcu wypuściłam i zapaliłam światło. W rogu, między ścianą a sufitem szła ogromna, jasnozielona szarańcza. Był wtedy wysyp, a mieszkałam niedaleko dzikich terenów, mogła wleźć przez okno. Nic dziwnego, że psiak spanikował, do obronnych nie należał.

 

Albo taka sytuacja, kiedy znajomy uczył mnie myślenia abstrakcyjnego. Mówił, żeby puścić myśli wolno, puścić wolne skojarzenia, czegokolwiek, z czymkolwiek, zamknęłam oczy, myśli pędziły jak szalone, chaotycznie i ktoś klepnął mnie w ramię. Pomyślałam "o cholera".

 

Albo z tym samym znajomym, miałam takie zdarzenie, że wyczułam go na odległość, coś się z nim działo, zareagowałam na to złością - to nie była jego złość, tylko moja, w reakcji. Potrafiłam już wtedy ograniczyć empatię, odróżniać czyjeś emocje od swoich, bo kiedyś... przez lata, nie miałam takich granic. Dostępu do swoich emocji także.

 

Ja wiem, jak to brzmi. Krejzolstwo totalne.

 

Przez zimę bez powodu czułam się coraz słabsza, wykończona, nic nie warta, odizolowana od ludzi, zamykałam się w sobie... no dobrze, dużo pracowałam... może zwyczajne zmęczenie, które mija teraz, gdy pojawia się słońce.

 

Więc pytanie do Was. Co się dzieje - szczególnie jeśli chodzi o te dwa zdarzenia opisane jako pierwsze - ta postać w moim domu, którą na przestrzeni dwóch lat raz zobaczyła moja córka, raz ja.

 

Kolega namawia mnie, bym przestała medytować... no nie wiem. Skoro już coś takiego wyczuwam - dwa razy przez godzinę próbowałam robić ćwiczenia na widzenie aury swoją drogą. Raz zobaczyłam zielono - turkusową wokół czerwonego przedmiotu. I te ćwiczenia też zaczęłam dopiero... w grudniu 2013? Zaczęłam. Za dużo powiedziane.

 

W każdym razie skoro niektórzy ludzie to wyczuwają nie biega chyba o to, żeby nagle stać się na siłę gburem odciętym od duchowości... tylko o to, by wiedzieć, jak się chronić, nie wiem.

 

Co z tym zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Kerazan
Witam.

 

Trafiłam tu wyszukując przez google powiązania między zauważeniem jakiejś postaci a medytacją. W ten sposób trafiłam na poniższy temat:

 

http://www.ezoforum.pl/medytacja/50692-dziwna-postac-podczas-medytacji.html

 

Hmm... u mnie... było tak.

 

Zaczęłam medytować we wrześniu 2013 roku, wyłącznie z kursem internetowym czakra7. Zdaje mi się to prostą metodą zrównoważenia swojego systemu energetycznego przez skupienie i proste afirmacje, raczej nie wchodzę tym samym za głęboko w temat... chyba, że się mylę? Jestem dość zielona w temacie, więc proszę, prostujcie każdą bzdurę, którą piszę.

 

Jakieś dwa lata temu, niedługo po tym, jak rozstałam się z ojcem mojej córki leżałam z nią na łóżku, bo obudziła się koło 23 i bała się zasnąć. Opowiadałam jej bajki, udało mi się ją uspokoić, śmiałyśmy się, nagle śmiejąc się zerknęła za moje plecy, uśmiech zamarł jej na twarzy, źrenice momentalnie się rozszerzyły i spytała przerażona "Kto tam poszedł?". Ciarki mnie przeszły. Obejrzałam się, mówiąc jej, że spokojnie same jesteśmy w domku, nikogo nie ma, ale sprawdzę, a jakby co mam niewidzialny pogrzebacz, więc wszystko załatwię. Najważniejsze było, by nie powiększać jej strachu, choć i mnie nieźle to przeraziło. Dzieci przecież widzą różne rzeczy. A ona nie kłamała. Jej oczy powiedziały prawdę. Sprawdziłam dom - mamy małe mieszkanko, ledwie 30 metrów kwadratowych, trudno nie było ;) Porozmawiałam z nią, zapytałam delikatnie o szczegóły, nauczyłam modlitwy do anioła stróża, jakby się bała, odmówiłyśmy razem i zasnęła.

 

Zaznaczę, że zaczynała się wtedy moja nowa relacja z kimś, kto okazał się totalnie dla mnie toksycznym człowiekiem, relacja ta skończyła się w grudniu 2012 roku. Nie wiem, czy to ma znaczenie.

 

Potem długo był spokój.

 

Zaczęłam medytować, jak mówiłam we wrześniu 2013.

 

Ze dwa tygodnie temu znowu wieczorem byłyśmy same w domu, córa spała spokojnie. Siedząc przy komputerze zerknęłam w szybę, w której odbijało się lustro. I miałam wrażenie, trwające może 2-3 sekundy, że widzę odwróconą tyłem ubraną czarno postać, która odchodzi. Nie wiem, czy się jej bałam... to znaczy tak, bałam się. Bałam się przede wszystkim tego, że to nieznane.

 

Miałam też w moim życiu kilka innych dziwnych zdarzeń. Nie wiem, czy są powiązane. Nie chcę nic sugerować interpretacją.

 

Jako nastolatka, gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami, grałam na organach, coś mi nie szło, przerwałam grę i chciałam westchnąć "ech (tu moje imię)"... i zanim zdążyłam wypuścić z siebie powietrze usłyszałam te słowa, jakby wypowiedziane poza mną. Zamarłam. Tego samego wieczoru mój pies szalał pod drzwiami, nie chciał zasnąć, chciał wyjść, najpierw chciałam go uspokoić, potem w końcu wypuściłam i zapaliłam światło. W rogu, między ścianą a sufitem szła ogromna, jasnozielona szarańcza. Był wtedy wysyp, a mieszkałam niedaleko dzikich terenów, mogła wleźć przez okno. Nic dziwnego, że psiak spanikował, do obronnych nie należał.

 

Albo taka sytuacja, kiedy znajomy uczył mnie myślenia abstrakcyjnego. Mówił, żeby puścić myśli wolno, puścić wolne skojarzenia, czegokolwiek, z czymkolwiek, zamknęłam oczy, myśli pędziły jak szalone, chaotycznie i ktoś klepnął mnie w ramię. Pomyślałam "o cholera".

 

Albo z tym samym znajomym, miałam takie zdarzenie, że wyczułam go na odległość, coś się z nim działo, zareagowałam na to złością - to nie była jego złość, tylko moja, w reakcji. Potrafiłam już wtedy ograniczyć empatię, odróżniać czyjeś emocje od swoich, bo kiedyś... przez lata, nie miałam takich granic. Dostępu do swoich emocji także.

 

Ja wiem, jak to brzmi. Krejzolstwo totalne.

 

Przez zimę bez powodu czułam się coraz słabsza, wykończona, nic nie warta, odizolowana od ludzi, zamykałam się w sobie... no dobrze, dużo pracowałam... może zwyczajne zmęczenie, które mija teraz, gdy pojawia się słońce.

 

Więc pytanie do Was. Co się dzieje - szczególnie jeśli chodzi o te dwa zdarzenia opisane jako pierwsze - ta postać w moim domu, którą na przestrzeni dwóch lat raz zobaczyła moja córka, raz ja.

 

Kolega namawia mnie, bym przestała medytować... no nie wiem. Skoro już coś takiego wyczuwam - dwa razy przez godzinę próbowałam robić ćwiczenia na widzenie aury swoją drogą. Raz zobaczyłam zielono - turkusową wokół czerwonego przedmiotu. I te ćwiczenia też zaczęłam dopiero... w grudniu 2013? Zaczęłam. Za dużo powiedziane.

 

W każdym razie skoro niektórzy ludzie to wyczuwają nie biega chyba o to, żeby nagle stać się na siłę gburem odciętym od duchowości... tylko o to, by wiedzieć, jak się chronić, nie wiem.

 

Co z tym zrobić?

 

Witaj, miałem wiele podobnych doświadczeń... tylko u mnie zaczęło się to wiele lat temu w liceum kiedy to zacząłem mieć doświadczenia "poza ciałem" i wtedy nie miałem pojęcia o ezoteryce, ale do długa historia. Kiedy ludzie zaczynają interesować się parapsychologią, duchowością to często otwierają się na różne doświadczenia, ale bywa też tak, że dzieją się różne zjawiska, których nie rozumiemy i wtedy zaczynamy zajmować się medytacją parapsychologią itp. Jeśli wchodzisz w stan medytacji, transu, lub różne pogłębione stany świadomości otwierasz swoją percepcje i świadomość na odbiór różnych energii, jeśli dodatkowo medytujesz i sama nie wiesz do końca jak medytować i wydaje Ci się że to co robisz jest medytacją,a w rzeczywistości otwierasz ciało duchowe na inne wymiary i nawiązujesz kontakt z różnymi energiami. Wiele obrazów, które ukazują się ludziom podczas medytacji wychodzą z podświadomości(podświadomość ukazuje swoje ograniczenia, przeżycia- oczyszcza się), dlatego ludzie piszą, że widzą jakieś twarze jakieś zdarzenia itp. ale nie o to chodzi w medytacji,medytacja jest praktyką obecności tu i teraz dzięki czemu jesteśmy uważni i mocno obecni w danej sekundzie życia. Jeśli chodzi o to co zobaczyła Twoja córka i Ty, jest to forma energii(wszystko jest energią we wszechświecie), która została odebrana przez Was jako czarna postać. Skojarzenia z takim obrazem są raczej negatywne, ale na pewno nie ma się czego bać takie energie można spotkać w wielu miejscach, nie raz widywałem podobne, lub cięższe ;) w takiej sytuacji trzeba po prostu prosić np. opiekunów duchowych, Anioły, o pomoc, można oczywiście się pomodlić z intencją oczyszczenia wszystkich negatywnych energii, wiesz są różne metody oczyszczania siebie i domu. Najważniejsze, żeby wszystko robić ze spokojem i pewnością siebie, z poczuciem własnej siły i sił wyższych, bez walki, tylko z akceptacją.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sorsa

Zdaję sobie sprawę z tego, co piszesz. Jeśli chodzi o moją medytację opiera się to na prostych afirmacjach w założeniu równoważących system czakr. Nie widzę żadnych twarzy podczas medytacji, nie mam wizji, umysł kieruje się świadomie na proste wyobrażenia, jak płonący ogień, jezioro, czy drzewo - wizualizacje. Natomiast brakuje mi nauczyciela. Człowieka. W miejsce tylko kursu. Zdaję sobie sprawę, że jedyne, co medytacja mogła tu zdziałać to otworzyć mnie na dostrzeganie pewnych energii. Szczególnie, że poza medytacją próbowałam nauczyć się widzenia aury - dwa razy ćwiczyłam, po godzinie. Przed chwilą zrobiłam coś może śmiesznego, ale mi pomogło - spaliłam moje karty tarota, którymi bawiłam się kiedyś i zalegały w szufladzie. Odmawiając przy tym modlitwę do Anioła Stróża i powtarzając na głos co jakiś czas "ten dom jest pełen mojej wewnętrznej energii, nikt nie ma tu wstępu bez mojego pozwolenia". Czuję się lżejsza. Nie wiem, na ile cokolwiek wspólnego z tym mają karty. Bardziej chodzi o jawną manifestację moich potrzeb i granic. Natomiast bez nauczyciela dalej nie wgłębiam się w nic - zbyt łatwo można sobie zrobić kuku. Wszsytko jest po coś. Może to zdarzenie miało być dla mnie właśnie momentem, w którym zdecyduję się na włażenie w pewne tematy ostrożniej, opierając się na doświadczeniu osób, które się na tym znają.

Edited by Sorsa

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Kerazan
Zdaję sobie sprawę z tego, co piszesz. Jeśli chodzi o moją medytację opiera się to na prostych afirmacjach w założeniu równoważących system czakr. Nie widzę żadnych twarzy podczas medytacji, nie mam wizji, umysł kieruje się świadomie na proste wyobrażenia, jak płonący ogień, jezioro, czy drzewo - wizualizacje. Natomiast brakuje mi nauczyciela. Człowieka. W miejsce tylko kursu. Zdaję sobie sprawę, że jedyne, co medytacja mogła tu zdziałać to otworzyć mnie na dostrzeganie pewnych energii. Szczególnie, że poza medytacją próbowałam nauczyć się widzenia aury - dwa razy ćwiczyłam, po godzinie. Przed chwilą zrobiłam coś może śmiesznego, ale mi pomogło - spaliłam moje karty tarota, którymi bawiłam się kiedyś i zalegały w szufladzie. Odmawiając przy tym modlitwę do Anioła Stróża i powtarzając na głos co jakiś czas "ten dom jest pełen mojej wewnętrznej energii, nikt nie ma tu wstępu bez mojego pozwolenia". Czuję się lżejsza. Nie wiem, na ile cokolwiek wspólnego z tym mają karty. Bardziej chodzi o jawną manifestację moich potrzeb i granic. Natomiast bez nauczyciela dalej nie wgłębiam się w nic - zbyt łatwo można sobie zrobić kuku. Wszsytko jest po coś. Może to zdarzenie miało być dla mnie właśnie momentem, w którym zdecyduję się na włażenie w pewne tematy ostrożniej, opierając się na doświadczeniu osób, które się na tym znają.

Akurat karty tarota nie mają z tym nic wspólnego :) Jeśli np. medytujesz z tarotem, albo medytowałaś po to żeby poznać ich energię, często pojawiają się różne sny z tym związane, tarot ma silną energię i duży wpływ na podświadomość, ale jeśli nawet korzystałaś z kart do wróżenia to akurat nie ma znaczenia. Owszem niektórzy używają tarota do różnych praktyk i wtedy rzeczywiście nawiązują kontakt z energią, informacją którą karty reprezentują, ale to też nie przeszkadza w niczym. W rozwoju chodzi też o to, żeby podnosić poziom swoim wibracji. Są różne formy medytacji, rzeczywiście najlepiej mieć jakiegoś nauczyciela, który dokładnie to wytłumaczy, dobrze jest mieć jakąś określoną ścieżkę rozwoju w obrębie sprawdzonej tradycji religijnej :) tutaj masz ogromny wybór medytacji i modlitw buddyjskich, hinduistycznych, czy chrześcijańskich. Jeśli nie czujesz, że chcesz wiązać się bezpośrednio z jakąś religią, jest też mnóstwo medytacji z różnych ścieżek rozwoju, które można wykonywać bez angażowania się w daną religię. Są też różne systemy pracy z energią jak np. ReiKi, które dają pewien kierunek, poczucie bezpieczeństwa i większą kontrolę i świadomość. Istnieją też formy medytacji w ruchu jak tai chi, qi gong-bardzo silnie działają i wspierają rozwój nie tylko ciała fizycznego, ale i energetyki. W medytacji staraj się rozluźnić jak najbardziej zachowując odpowiednią postawę ciała. To my mamy kontrolę nad energią i pamiętaj, że energia idzie za myślą, więc tam gdzie koncentrujmy myśli to na czym się skupiamy ładujemy swoją energią :) dlatego możemy coś wzmocnić negatywnie, lub pobudzić pozytywnie. Dobrze jest mieć nauczyciela nie dlatego, że tak jest bezpieczniej, ale przede wszystkim dlatego, że często łatwiej osiągnąć zamierzony efekt i zawsze można skonfrontować własne doświadczenia.

Edited by Kerazan

Share this post


Link to post
Share on other sites
karolova

Witam,

Ja styczność z duchami mam praktycznie na co dzień. Wszystko zaczęło się kiedy miałam 7 lat i od tamtego czasu stopniowo narasta (teraz mam prawie 19). miałam farta ponieważ moja babcie jest wróżką, bioenergoterapeutką i dodatkowo zajmuję się duchami. Dzięki niej mój strach zmalał i przyzwyczaiłam się do tego. Nauczyła mnie wszystkich czynności związanych z duchami. Nie raz brałam udział w oczyszczaniu i wypędzaniu duchów, dodatkowo sama siebie oczyszczam minimum raz w tygodniu ( fart chciał, że duchy się mnie imają jak mało kogo, nawet wypad do Arkadii, która zbudowana jest na terenie dawnego getta wiąże się z oczyszczaniem. Zawsze wrócę z zakupów z co najmniej jedną osobą nadprogramową :P) Pozbycie się takiego dodatkowego "domownika" nie jest wcale takie proste. Najczęściej proces ten trwa do 3 miesięcy i wiąże się z codziennym sprawdzaniem czy duch nie powrócił do mieszkania. O wiele łatwiej jest jeżeli duch "przyczepił' się do osoby, wtedy to na ogół godzina pracy i po sprawie, niechciany towarzysz odchodzi tam gdzie powinien. Każdy duch czy chce dla nas dobrze ( był na przykład członkiem rodziny ) lub ktoś kogo "złapaliśmy" na cmentarzu, w parku czy gdziekolwiek indziej jest dla nas nie korzystny. Obniża naszą energie, czujemy sie ospali i chorzy dodatkowo możemy ściągać na siebie jego choroby co jest na prawdę niebezpieczne. Proszę nie patrzeć na moją wypowieć przez pryzmat mojego młodego wieku ponieważ mam na prawdę duże doświadczenie z tymi istotami :D. Osobiście uważam, że jeżeli jakiekolwiek odbieramy sygnały, że ktoś z nami jest powinniśmy jak najszybciej znaleźć osobę, która pomoże nam pozbyć się niechcianego balastu :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Gość

Może to są sprawy, które ciągną sie z poprzednich wcieleń? A może masz zając się odprowadzaniem duchów?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sorsa
:) Ja się po prostu uziemiam :) Energia mi wróciła, a w domu spokój, radość i atmosfera pełna miłości :) Wiążę kontakt z ziemią i tyle. Również poprzez proste sprawy - sprzątam, spotykam się z ludźmi i gadam o pierdołach. Nie mam najmniejszych ambicji, ani chęci złapać jakichś nadprzyrodzonych mocy w komplecie z bonusami. Chcę sobie spokojnie żyć i tyle. Szczególnie po ostatnim. Jak się kto chwyta za medytację bez solidnej wiedzy, to sobie kaszani z trzecim okiem zanim do końca dobrze zajmie się podstawą i potem mamy takie be coś. Umacniam sobie odprowadzanie do ziemi po prostu. Swoją drogą od ponad roku żyłam głównie w świecie rozwoju, duchowym, emocjonalnym, umysłowym, mało było przyziemności. A każda nierównowaga jest niefajna. Dziękuję za wypowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Gość

Rozwój i duchowość jest mylnie postrzegana jako brak uziemienia. Osoba rozwijająca sie jest mocno ugruntowana i osadzona w rzeczywistości. Jak "odlatuje" to znaczy ,że to jest pseudorowój- bardziej ucieczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Sorsa

Powiem z perspektywy laika: w dwóch pierwszych zdaniach widzę prawdę. W kolejnym ocenę, a to zawsze konfliktowe ;) Dla mnie jest to nieudolne zabranie się do rzeczy, nadużycie wiary w siebie, robienie czegoś nie po kolei bez zdobycia potrzebnej wiedzy. Intencje są osobną sprawą można tak robić z wielu względów. Jak i przyczyna takich, a nie innych intencji, ale tu już wchodzimy w sferę psychologii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...