Jump to content
vinitor

Dla kogo reinkarnacja?

Recommended Posts

vinitor

Według pewnych teorii reinkarnacja jest mu (duchowi) potrzebna do osiągnięcia wyższego stanu doskonałości. Mam niejakie trudności w rozszyfrowaniu znaczenia tych przemian. Czymże jest owa doskonałość i jakie wnosi pozytywy w życie ducha. Czy człowiek, jako istota z krwi i kości, potrafi ją sobie uzmysłowić? Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zdoła odnaleźć się w takiej zaawansowanej sytuacji, jak więc ma się przekonać do zaakceptowania takiego rozwiązania. Mówienie i słuchanie nie jest narzędziem mogącym odtworzyć ów stan oparty na samym myśleniem, że coś takiego stoi do jego dyspozycji. Dla cielesnego śmiertelnika faza zwana najwyższym stadium rozwoju ma wartość słownikową, bo nigdy nie zdoła jej doświadczyć tu i teraz. Filozoficzne rozważania mają znikomą wartość dla praktyka. Moim zdaniem zachwyt jest cokolwiek przesadzony a nawet zupełnie nieuzasadniony. Ludzka moc doświadczeń nie sięga w obszary zarezerwowane dla bytów i dlatego zakładam, że nie ma podstaw do przedwczesnego aplauzu i wiary w zapewnienia, iż coś takiego istnieje a inkarnowanie jest kluczem do zdobycia laurów wysokich dostojników w rodzinie duchów.

 

Rozwój fizyczny zobaczy każdy lecz duchowy umyka spod kontroli. Któż więc sklasyfikuje ducha i zatwierdzi nominację wyższego stopnia? Podręczniki spirytyzmu milczą, bo zostało to objęte klauzulą najwyższej tajności? Nie sądzę, żeby sam duch nadawał sobie tytuły i ustalał miejsce na drabinie rozwojowej, bo byłoby to czymś w rodzaju rozboju w biały dzień. Poza tym samoocena nie jest metodą zbyt obiektywną a stan zaawansowania jest niewymierny liczbowo. Piewcy istoty wcielenia nie przemyśleli do końca jego kształtu i zrozumiałego celu. Ludzkie dedukowanie, chcąc nie chcąc, wkracza na tory znane z życia a to sugeruje, iż musi być tam jakaś komisja egzaminacyjna, co już aż nadto przypomina metody żywcem wzięte z ziemskich tradycji. Cóż więc uczynić z tym fantem? Jaka jest prawda w temacie celowości inkarnowania i jego zalet? Czy tego rodzaju konfiguracja jest naprawdę niezbędna, czy rodzajem rozrywki dla znudzonych ubóstwem wynikającym z ograniczonych zajęć w roli ducha? A może przymusem lub tylko do zadań specjalnych? Nieliczne przypadki uważane za objawy reinkarnacji nie są przebojowymi znakami jej powszechności i nic szczególnego nie wnoszą do skarbnicy ludzkiej wiedzy. Jeżeli potraktować owo zdarzenie jak znalezienia samorodka złotego kruszcu, to przecież wiadomo, że nie przytrafia się to każdemu. Skąd pewność, że jeden czy kilkanaście epizodów zwiastuje cykliczność obowiązującą całą brać bytów?

Edited by OazaSpokoju

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witek D.

Długotrwała (wieloletnia) medytacja i obserwacja siebie (bez kontrolowania, oceniania siebie) może zmienić nastawienie i obraz tego kim/czym się jest, może też zmienić to jak widzi się/postrzega doskonałość. Zasada jest taka, że najlepiej samemu to sprawdzić (jakkolwiek "sprawdzanie" trwać może całe życie [albo wiele żywotów;]). Przy definicji doskonałości (ducha) jaka mi jest bliska, korzyścią dla ducha z owej doskonałości jest doświadczanie nieuwarunkowane, pełna zdolność przeżywania doświadczeń nieuwarunkowanych. Sam duch się nie zmienia, ale zmienia się jego zdolność do doświadczania (dlatego ta medytacja - która jest metodą na zmianę sposobu doświadczania).

 

Z mojego punktu widzenia "Duch" się wciela bo ma pragnienia związane z wcielaniem się/inkarnowanie. Czyli inkarnowanie się, wynika z chęci zrealizowania jakichś pragnień, doświadczeń i wiary "ducha" w to że tylko w trakcie wcielania się, w materialnej formie, jest w stanie je zrealizować. Rzeczony "duch" może nie zdawać sobie sprawy ze skutków takich wyborów więc czasem błądzi przez wiele wcieleń, nie mogąc zrealizować pewnych pragnień, które są np. nierealistyczne czy niezgodne z jego predyspozycjami. Tak więc dążenie do doskonałości, ociera się również o zrozumienie skutków swoich pragnień, z czasem także ich przyczyn a skutkiem tego wyzwolenie się od przymusu ich realizowania (wcielania się po to by je realizować) czyli rozwinięcie rzeczonej zdolności, nieuwarunkowanego doświadczania. W przypadku przymusu (czucia przymusu) realizowania czegoś, zdolność nieuwarunkowanego doświadczania jest ograniczona bo uwaga jest skierowana na uwarunkowane doświadczanie - związane z pragnieniami. Ale w czymś korzyść z nieuwarunkowanego doświadczania? W tym że duch wie wtedy że może, ale nie musi. Przymus stwarza napięcie które dąży do rozładowania, gdy nie ma przymusu, gdy wszystko (całe doświadczenie) jest nieuwarunkowane, "duchowi" jest najzwyczajniej w świecie lżej, bo czuje się spełniony (nic nie musi, nic mu nie brakuje - i ma wszystko czego mu trzeba).

 

Ta definicja którą opisałem jest mniej więcej zgodna z podstawowymi założeniami buddyzmu, który co najmniej pod tym względem który opisałem, jest mi tu bliski.

Share this post


Link to post
Share on other sites
vinitor

Ta definicja którą opisałem jest mniej więcej zgodna z podstawowymi założeniami buddyzmu, który co najmniej pod tym względem który opisałem, jest mi tu bliski.

 

 

Z przedstawionej definicji buddyzmu wynika, że motorem rozwoju jest pragnienie osiągnięcia czegoś. Szczerze mówiąc mówi mi to niewiele, bowiem pragnienie nie określa ściśle jego faktycznego znaczenia, bo po prostu jest ogólnikiem. Z mojego punktu widzenia człowiek jest umownym zlepkiem ducha i ciała, gdyż ciało duchowe i ciało fizyczne należą do dwóch odrębnych światów, czyli trudno mówić o jedności. Brak jedności z kolei nie wróży zadowalającej współpracy tak odmiennych zespołów. Dylematem dla mnie jest sprawa dopasowywania pragnień zrodzonych w zupełnie innych warunkach do tych realnych po wcieleniu. Już nie raz dziwiłem się dlaczego przeważająca większość ludzi nic nie wie o swoim towarzyszu niedoli zwłaszcza wtedy, gdy ich pragnienia nie są czysto duchowe, a więc sprzeczne z potrzebami tamtego. Nie ma protestów lub jakichś wyraźnych oznak niezadowolenia z jego strony. Kaprysy nie mające nic wspólnego z zaspokajaniem pragnień ducha powinny go irytować i mobilizować do działania a tu nic. Nie sądzę, żeby niedoskonałość ducha wyrażała się robieniem czegoś zupełnie sprzecznego z znanymi mu prawami jego świata. Czy ciało jest posłuszne i dokładnie odzwierciedla wolę przebywającego w nim ducha? Nie wyobrażam sobie, żeby prawa wyniesione z rodzimego świata przestawały go obowiązywać, bo tych materialnych nie da się przecież adaptować i korzystać po śmierci (fazie przejściowej). Eksperyment Buddy zadziwia mnie, bowiem on sam nic takiego nie przechodził i raczej nie będzie. Nadal nie widzę sensu nauczania ducha w środowisku całkiem mu obcym oraz niezgodnym z jego naturą. Wciąż ulegam wrażeniu, że cała ta mistyfikacja została spreparowana nie przez Buddę czy innego boga lecz człowieka nasączonego duchem bogatej wyobraźni, w czym pomocna jest też medytacja.

Dążenie do doskonałości musi odbywać się według jakiegoś programu a nie spontanicznie i bez jakiejkolwiek kontroli. Z doświadczeń ludzkich wiadomo, że samowola nie sprzyja ukierunkowanemu rozwojowi, przynajmniej temu pożądanemu, wypracowanego przez ideały.

Kiedy duch przestaje medytować i miewać pragnienia? Czy ten moment jest oznaką osiągnięcia szczytu możliwości? Parametry niedoskonałości oraz doskonałości nie istnieją, więc nie jest możliwe jakiekolwiek porównanie z braku wzorca.

Rozwój ducha na zgliszczach ciał odbieram jak wyzysk człowieka przez człowieka a wszystko w imię własnych egoistycznych interesów. Grzyb też potrzebuje żywiciela a jest nim podłoże. Nie sposób ducha przyrównywać do niego lecz szkolenie się ducha jest co najmniej dziwaczne. W tym świetle reinkarnacja nie ma w sobie nic z miłości i szacunku dla ciała, a więc miejsca zamieszkania, miejsca pracy oraz kuźni doświadczeń. Dotyczy to każdego bez wyjątku ducha.

Kim lub czym jest duch którego zachowanie odbiega od idei propagowanych przez człowieka, np. służenie bliźniemu, , troska i dbałość o siebie, rodzinę, przyrodę. Ktoś powie, że wina leży po stronie rozwoju. No dobrze. Aby omawiać tę kwestię należałoby najpierw przybliżyć rozumienie owego rozwoju, gdyż jest on tak wieloznaczny jak wcześniej wymienione pragnienie. Bez konkretów dojdzie do tego, iż rację będzie miał każdy, rozprawiając o wybranym przez siebie wycinku. Dla kogo zatem, tu ponawiam pytanie, przeznaczona jest reinkarnacja? Gdzież u ducha podziały się uczucia podkreślające walory ludzkiej serdeczności? Skąd one u człowieka, jeśli wyparowały z ducha? Fizyczne cierpienia człowieka nie są równoznaczne z duchowymi, bowiem ból związany jest z organizmem materialnym. Duch i ciało to dwa różne elementy, więc reakcje i ich następstwa nie mają wspólnego mianownika a wyniki są zapisywane w oparciu o inne wielkości. Któż jest na tyle mądry, by wskazać co dokładnie podlega duchowi i jakie są jego możliwości techniczne w organizmie? Ja czuję się bardziej tworem fizycznym i jakoś trudno mi zauważyć działalność ducha. Skoro między ciałem a duchem jest tak olbrzymia przepaść, to w jaki sposób sprawdzić jego obecność, abym poznał rzeczywiste potrzeby sublokatora? Jeśli go mam, to kto utrzymuje mnie w niepewności? Absurdalny pomysł, żeby własny duch występował przeciwko sobie. Wszystko co robi jest nie tyle enigmatyczne, co bardzo nieczytelne, niezdatne do odbioru, brakuje zadowalających możliwości porozumiewania się z nim z korzyścią dla obu stron.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witek D.

Pragnienie w takim ujęciu nie jest motorem rozwoju ale jest motorem rozwoju świadomość przyczyn i skutków swoich pragnień.

Bez medytacji (i to raczej wieloletniej, długotrwałej praktyki) reinkarnacja i jej temat może być raczej traktowana jako ciekawostka. Różnica jest mniej więcej taka jak patrzenie na wodę i zastanawianie się czy w nią wskoczyć, a wskoczenie do niej i pływanie w niej. Analiza i analityczne myślenie ma swoje ograniczenia których się nie przeskoczy, w badaniu swojej świadomości i duchowych aspektów siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
vinitor

Bez medytacji (i to raczej wieloletniej, długotrwałej praktyki) reinkarnacja i jej temat może być raczej traktowana jako ciekawostka.

 

 

Medytacja nie jest najważniejszą częścią inkarnacji, aczkolwiek w pewnych okolicznościach nabiera większego znaczenia lecz nie decyduje o przebiegu reinkarnacji w środowisku całkiem odmiennym niż w `ojczyźnie` ducha. Czy praktyka medytowania nie jest czasem namiastką tej prawdziwej praktyki opartej na szlifowaniu doświadczenia? Analizowanie przyczyn i skutków w oparciu o własne przypadki daje pewien pogląd na życie człowiekowi, istocie materialnej. On nie jest duchem ale uważa, iż go ma. Zastanawia mnie do kogo należy proces medytowania. Nie może należeć bezpośrednio do ducha, bo manifestacja ducha nie odbywa się w sposób dający się jednoznacznie zidentyfikować, że należy akurat do niego. Jeśli człowiek mówi do siebie, to mówi duch czy on do ducha? Czy jeśli człowiek myśli o duchu, że go nie zna i nie czuje, to wynika z przekory ducha czy raczej powodem jest podwójna świadomość - ducha i ciała? Rozwój świadomości bez zajęć praktycznych polegających na poznawaniu aspektów życia cielesnego jest właściwy dla ducha lecz człowiek musi twardo stąpać po ziemi i niestrudzenie stawiać czoła problemom. Samym medytowaniem nie ruszy do przodu ani o krok, gdyż myślenie nie wykonuje realnej pracy fizycznej a tym samym oddający się myśleniu nie zdobywa żadnego doświadczenia będącego siłą napędową twórczej medytacji. Wynalazca nie zrealizuje pomysłu jeżeli nie zabierze się do urzeczywistnienia zamysłu. To zrozumiałe dla człowieka ale jaką korzyść ma z tego duch? Po co mu wynalazki, rozwój nauki, skoro w tym innym świecie tego rodzaju dobra są bezużyteczne. Medytacje wolnego ducha są zrozumiałe, bo cóż innego ma do roboty. Człowiek nie ma tego przymusu, bowiem materialne istnienie pozwala cieszyć się bogactwem twórczych możliwości. Pod tym względem duch jest ubogi, gdyż medytacja jest bezpostaciowym, indywidualnym dziełem. Jej wynik kojarzy mi się z ptaszkiem w złotej klatce- jest zmuszony do pobytu w ograniczonej przestrzeni. Osadzenie takiego ducha w ciele jest niewielką dla niego pociechą, ponieważ medytowanie i czynności fizyczne posiadają odmienne właściwości. Wprawdzie myślenie wspomaga wykonywanie zajęć fizycznych lecz odosobnione staje się bezproduktywne o ile nie znajdzie ujścia do przetworzenia go na coś bardziej widocznego. Z tego punktu widzenia reinkarnacja mogłaby mieć jakiś sens ale to zbyt mała zaleta, aby oceniać ją całościowo jako udaną ideę zespolenia ducha z ciałem. Ma ona masę mankamentów i dlatego ten model, mało że mi się nie podoba, jest w 99% wadliwy, w porównaniu z architekturą ciała i obfitością zdolności biologicznych. Widoczne sprzeczności konstrukcyjne zlepka fizyczno-duchowego podważają liczne koncepcje usiłujące wytłumaczyć mechanizmy owego zespolenia. Dla wielu szansa powrotu ducha do ciała to frajda ale ja daleki jestem od bezzasadnej euforii. Zwolennicy dowolnej doktryny potrafią uwzględnić każdą niedorzeczność, byleby dalej żyć z myślą o nieomylności i cudownej wręcz doskonałości wprowadzonych przez nią rozwiązań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...