Jump to content

Robaki, umarli, miasto, żółwie, tropikalna wyspa, dziwny budynek i dziwne polecenie


Miv
 Share

Recommended Posts

Miałam ostatnio dosyć rozbudowany i abstrakcyjny sen składający się z czterech niezbyt powiązanych ze sobą części (a może to były cztery różne sny jednej nocy, tylko nie umiem ich rozgraniczyć?) Brzmi trochę jak majaki schizofrenika czy osoby na mocnym haju, no ale chyba wiele snów tak wygląda ;) I proszę mi wybaczyć długość tego eseju - starałam się pisać w miarę zwięźle...

 

Byłam w ciele mężczyzny i znajdowałam się w ciemnym, brudnym zaułku w jakimś mieście. Zaułek był bardzo wąski i wręcz czułam, jak szare ściany budynków próbują mnie zmiażdżyć, więc czym prędzej wyszłam z uliczki.

Postanowiłam poszukać drogi do domu, ale nie wiedziałam, gdzie jestem, więc po prostu poszłam przed siebie, licząc na to, że po drodze doznam olśnienia lub spotkam kogoś, kogo mogłabym zapytać o drogę. Zobaczyłam, że kilkadziesiąt metrów dalej na ławce pod latarnią siedzi grupa ludzi. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że to cygańska rodzina, matka, ojciec, syn i córka. Chociaż wszyscy wyglądali jak umarli, bił od nich potworny smród zgnilizny, a na całym ciele mieli dziury powygryzane przez pełzające po nich robaki, byli żywi. Próbowali złapać mnie za rękę i coś powiedzieć, jednak odwróciłam się i uciekłam. Bardzo mnie przestraszyli. Gdy odeszłam, zorientowałam się, że kilka robaków przepełzło na mnie. Gdy je z siebie zrzuciłam, usłyszałam brzęczenie i zobaczyłam, że w moim kierunku leci kolejna chmara robactwa. Zaczęłam uciekać.

Po dłuższym biegu zobaczyłam swój blok. Co prawda wyglądał zupełnie inaczej niż ten, w którym mieszkam, ale skądś wiedziałam, że to jest ten budynek. Ukryłam się w swoim mieszkaniu.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, była krata w oknie. Wyjrzałam przez nie i zobaczyłam miasto, czyli ciemność z kilkoma plamami ulicznych lamp.

Odwróciłam się od okna i znalazłam się z powrotem w swoim ciele - zgaduję, że w tym momencie zaczął się jakiś inny sen, ale głowy za to nie dam - i zobaczyłam, że na przeciwległej ścianie znajdują się drzwi, których wcześniej tam nie było. Były mniej więcej o połowę niższe od tych standardowych, więc musiałam mocno się schylić, żeby przez nie przejść.

Trafiłam do jasnoniebieskiego pomieszczenia, czegoś w rodzaju łazienki - na ścianie naprzeciwko drzwiczek znajdował się rząd umywalek, a nad nimi wielkie lustro. Zobaczyłam kolejne drzwi, umieszczone symetrycznie do tych pierwszych, tyle że te były już normalnych rozmiarów.

Gdy przez nie przeszłam, znalazłam się w jasno oświetlonym, dużym, żółtym pokoju. Czułam się tam... dziwnie niepewnie, jakbym czuła, że zaraz coś skądś wyskoczy i mnie zaatakuje, jednak dominującym uczuciem była ciekawość.

Nie było w nim żadnych okiem, a kolejne drzwi były umieszczone bardzo wysoko. W ogóle cały ten pokój był wysoki - gdy spojrzałam na sufit, wydał mi się odległym małym kwadratem. Dokładnie na środku pokoju stało wielkie wielopiętrowe łóżko, sięgające pod sam sufit. Na jednym z pięter łóżka stało tekturowe pudełko. Wspięłam się na górę, żeby do niego zajrzeć. Gdy je otworzyłam, z pudełka zaczęły wysypywać się żółwie - dosłownie się z niego wylewały. Spadały na podłogę, było ich coraz więcej i więcej, aż w końcu ich fala dosięgnęła mnie. Zaczęłam się w nich topić - zupełnie jak w wodzie. Udało mi się jednak dopłynąć do kolejnych drzwi.

Kolejne pomieszczenie było duże i całe wyłożone białymi panelami. Kiedy tylko drzwi się za mną zamknęły, ściany przewróciły się jak tekturowe atrapy, a ja runęłam w nicość.

Nagle rozłożyłam skrzydła i uniosłam się w górę (czyżby w tym momencie zaczął się kolejny sen?). Poczułam ulgę, ponieważ uczucie spadania mnie przerażało. Zobaczyłam, że pode mną jest jakaś wyspa, więc trochę zniżyłam lot. Wszystkie kolory były niesamowicie żywe i intensywne, a kontury lekko rozmazane, przez co wszystkie elementy na wyspie nieco zlewały się ze sobą. Zobaczyłam swoje odbicie w wodzie - byłam czymś wyglądającym jak... smok? Pterodaktyl? Coś w tym rodzaju. Byłam olbrzymia, pokryta ciemnoczerwonymi łuskami, miałam błoniaste skrzydła i baranie rogi.Gdy bardziej zbliżyłam się do wyspy, zobaczyłam, że to wyspa tropikalna - jakaś podrównikowa roślinność, palmy, setki kolorowych kwiatów...

Na plaży zobaczyłam ruch. Znajdował się na niej człowiek w podartych łachmanach, wyglądający jak rozbitek z jakiegoś statku, ale gdy się zbliżyłam, zobaczyłam, że ma twarz pewnego chłopaka, którego niedawno poznałam. W pojedynkę gołymi rękami walczył ze stadem niedźwiedzi brunatnych. Gdy mnie zobaczył, krzyknął, upadł na kolana i zasłonił twarz rękami, a niedźwiedzie rozerwały go na strzępy.

Gdy poleciałam dalej, zobaczyłam pod sobą azteckie miasto z tą charakterystyczną świątynią-piramidą pośrodku. Miasto było otoczone akweduktami, na których znajdowały się chodniki, po których spacerowały ożywione posągi (przyrzekam, że nie wiem, skąd wytrzasnęłam akwedukty u azteków!). Wylądowałam na jednym z chodników i się obudziłam.

Okazało się jednak, że tylko śniło mi się, że się obudziłam (przynajmniej mam nadzieję, że to był sen, bo jeśli nie, to wpadnę w panikę). Byłam w swoim pokoju, zegarek wskazywał godzinę 5.05. "Obudziłam się", bo usłyszałam dzwonek telefonu. Numer był zastrzeżony, jednak odebrałam, ponieważ pomyślałam, że to moja koleżanka, która ma w zwyczaju wydzwaniać do mnie o różnych dziwnych porach i czasem zdarza jej się zadzwonić z zastrzeżonego. W słuchawce najpierw usłyszałam ciężkie sapanie, a po chwili jakiś obcy, cichy, zachrypnięty głos, który skojarzył mi się ze skrzypieniem nienaoliwionych zawiasów: "Powiedz naszemu panu, że już czas". Po tych słowach poczułam silne szarpnięcie za włosy i poleciałam do tyłu. Gdy spojrzałam na telefon, był wyłączony. Z powrotem położyłam się spać, a potem się obudziłam - tym razem już naprawdę. Ta ostatnia część snu napędziła mi chyba jeszcze większego stracha od tej pierwszej, tym bardziej, że rano okazało się, że faktycznie mam wyłączony telefon.

 

Jak wspomniałam na początku, ten sen sprawia wrażenie majaków schizofrenika lub naćpanego, jednak ciekawi mnie, czy ten sen lub przynajmniej któraś z jego części ma jakieś znaczenie. Ta podróż przez dziwny budynek z żółwiowym pokojem i tropikalna wyspa chyba nie mają większego znaczenia, ale pierwsza i ostatnia cześć snu nieźle mnie wystraszyły i mocno namąciły w głowie. Co mogły oznaczać te żywe trupy i ucieczka przed owadami? A te dziwne słowa podczas rozmowy telefonicznej?

Edited by Miv
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...