Jump to content

Stracona osoba, lis, podejrzany budynek...


Crevasse
 Share

Recommended Posts

Witam.

 

Od niedawna miewam bardzo realistyczne sny, które zapadają mi w pamięć. Ten wywarł jednak na mnie szczególne wrażenie - wystąpiła w nim osoba, z którą niegdyś miałem bardzo dobre kontakty. Niestety, mój błąd i wkład innych osób sprawiły, że postanowiliśmy zakończyć naszą relację. To znaczy... obecnie wygląda to tak, że tamtej osobie już nie zależy, a mi jak najbardziej... Powoli o niej zapominam, jednak sny takie jak ten skutecznie mi to utrudniają.

 

Zacznę od niepozornego początku.

 

 

Szedłem przez nieznane mi miasto z dwiema osobami - dziewczyną i chłopakiem. Podczas snu miałem wrażenie, że je dobrze znałem, lecz po wybudzeniu nie byłem w stanie nawet przypomnieć sobie ich twarzy. Z niewiadomego mi powodu zboczyliśmy z trasy i już za chwilę szliśmy jakąś wydeptaną ścieżką. Ani się obejrzałem, a moi towarzysze zniknęli. Szedłem sam, ale stopniowo zaczęły się do mnie przyłączać różne zwierzęta, a następnie iść za mną. Z nich wszystkich pamiętam jedynie dwa psy, choć zwierząt było z pewnością więcej. Po chwili przechodziłem koło starego, drewnianego płotu, za którym było jakieś zarośnięte, opuszczone podwórko. Na płocie siedział lis... mijałem go bardzo powoli, głęboko patrząc mu się w oczy. Nie mogłem od nich oderwać wzroku. Lis po chwili wytrzeszczył oczy i rozwarł pysk. Zeskoczył z płotu i z takim wpędzającym mnie w konsternację wyrazem zaczął za mną podążać (nie zamykał pyska ani oczu, wyglądał demonicznie, nienaturalnie). Wszelkie wcześniej wspomniane zwierzęta zniknęły. Przyśpieszyłem kroku, zaczął za mną biec. Wyglądał, jakby przymierzał się do ataku. Już miałem zacząć biec, gdy nagle nie wiadomo skąd wyskoczył jeden z psów, który go zaatakował, a ja mogłem się oddalić. Nie wiem, co się z nimi później stało, gdyż moje nogi bezwiednie zaprowadziły mnie do samego centrum miasta. Wtedy też powróciła koleżanka, z którą szedłem na początku.

 

Oboje weszliśmy do wielkiego gmachu, który wyglądał nieco jak niedokończona galeria handlowa. Ściany i podłogi był jeszcze jakby surowe, wybetonowane, a windy niczym nieosłonięte, przypominające bardziej platformy. Po budynku chodzili jednak zwyczajni ludzie, jak gdyby nigdy nic. Nagle napadła nas chyba jakaś zorganizowana grupa. To znaczy, raczej moją koleżankę. Zaczęliśmy uciekać, krążąc między piętrami. Ją w końcu dopadli. Nie wiem, czemu, ale wiedziałem, że uprowadzają ją do domu publicznego. Mnie z kolei złapał za rękę jakiś młody mężczyzna i stwierdzając "tacy jak ty nie powinni się tu kręcić" zaprowadził mnie do windy i polecił na dół. Jadąc, widziałem na różnych piętrach policjantów celujących z broni do niektórych ludzi, prawdopodobnie należących do wcześniej spotkanej grupy. O dziwo, robili to też niektórzy wyglądający jak zwykli obywatele...

 

Zjechawszy na sam dół, postanowiłem od razu wyjść z budynku, tym razem innym wyjściem. Idąc parterem mają uwagę na chwilę zwróciły automaty do gier, między innymi do popularnego air hockey. Idąc, bezwiednie oparłem rękę na jednym z nich. I w tym momencie pojawiła się wspomniana we wstępie osoba (nazwijmy ją "N"). Szła z moim kierunku, wołając mnie. Byłem zdziwiony, gdyż z własnej woli N nigdy nie zaczynał ze mną rozmowy. Gdy już przyszedł, przez chwilę staliśmy w ciszy, aż on spuścił głowę i jak gdyby nigdy nic stwierdził "Zakochałem się". Nadal zdziwiony zapytałem subtelnie "W kim?" - tak, jakbyśmy od lat byli dobrymi przyjaciółmi. N stwierdził "Przecież wiesz, w kim". Przytaknąłem, mimo że tak naprawdę nie miałem pojęcia, o co mu do końca chodzi i do czego zmierza. Czując, że szykuje się poważniejsza rozmowa, wskazałem mu drzwi, prowadząc go tam. W budynku ciągle panował zgiełk i nie dało się do końca rozmawiać. Wyszedłszy, stanęliśmy przy przejściu dla pieszych. Przechodząc na drugą stronę, wypaliłem coś w stylu "Skoro tu już jesteś, to nie odchodź. Daj mi szansę. Nie chcę, żeby to się już powtórzyło"... (w prawdziwym życiu jest na mnie tak wściekły, że nie ośmieliłbym się mu tego powiedzieć). Stanęliśmy na chodniku. N tylko skinął głową i mnie przytulił, co też raczej nie jest w jego stylu.

 

 

W tym momencie sen się urwał.

 

Zdaję sobie sprawę, że być może w całej tej historii poświęciłem zbytnią uwagę całkiem nieistotnym elementom. Mam nadzieję, że jednak tekstu nie czyta się tak źle. Sen jest niestety dość złożony, dlatego proszę o pomoc.

 

Bezcelowa refleksja, ukryte marzenie czy może odzwierciedlenie w prawdziwym życiu?

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...