Jump to content

Przeszłe życia a różnorakie umiejętności


Guest takiesobiecos
 Share

Recommended Posts

Guest takiesobiecos

Witam,

mam nietypowe pytanko, zagwozdkę wręcz.

Zastanawia mnie bowiem, czy z naszych przeszłych żyć oprócz pewnego rodzaju przekonań i uwarunkowań jesteśmy w stanie wynieść coś więcej; na przykład umiejętności językowe. Jeżeli życie temu byłem dajmy na to anglikiem, to czy teraz przy nauce angielskiego, słówka same z siebie będą do głowy wchodzić?

Wiadomo, że jeżeli faktycznie byłbym anglikiem, to teraz prawdopodobnie lubiłbym herbatę i miałbym ochotę angielskiego się uczyć, ale czy to wszystko?

 

Albo na przykład, jeżeli już któreś życie z rzędu jestem polakiem - nie będzie to oznaczało, że przyswoję język polski szybciej, a ortografia okaże się pestką? Czy nie jest to droga do zyskania biegłej perfekcji w danym języku?

 

Bardzo mnie to ciekawi, będę wdzięczy na włączenie się do dyskusji, tudzież gdybań.

Link to comment
Share on other sites

Jak najbardziej coś takiego może działać. Z drugiej strony - jeśli przez parę wcieleń było się np. Polakiem i ciągle się robiło błędy gramatyczne/ortograficzne (warto dodać że język nieco inaczej wyglądał ileś lat temu) to te same byki się będzie robiło chyba że zacznie się na nowo uczyć. Raczej niż całościowe przeniesienie języka, działa to jako ułatwienie.

Co do preferencji to inna sprawa - właśnie jeśli np. byłeś anglikiem ale nie miałeś sympatii wobec języka (czy herbaty), był tam dla Ciebie "język jak to język" to niekoniecznie aż tak bardzo łatwo to musi przychodzić, również ochoty może nie być. I tak samo - kiepskie umiejętności wtedy mogą skutkować że teraz też one są limitem - chyba że nad nimi popracujemy.

Jeśli chodzi o perfekcję językową - język raczej ulega degradacji w obecnych czasach (przynajmniej taki angielski - imma gurl, swag itp. :) ) więc samo życie w jakimś kraju po raz wtóry nie musi wpływać na doskonalenie jego zdolności chyba że w każdym z tych wcieleń jesteśmy rzeczywiście zainteresowani samym językiem.

Link to comment
Share on other sites

Guest takiesobiecos

Wyszedłem z podobnego założenia. Mam na przykład znajomego, który był Niemcem w czasach Hitlera, przez co dzisiaj raczej nie darzy tego języka sympatią.

Natomiast z polskim jest ciekawie, bo zakładając, że żyliśmy w czasach po rewolucji ortograficznej, to język niewiele ewoluował, czytając teksty nawet sprzed tej rewolucji raczej wiemy o co chodzi, będąc Polakiem parę razy z rzędu, istaniałyby ułatwienia

 

Pytam, bo byłem węgierskim pisarzem i zastanawia mnie, czy jako ktoś, kto raczej dbał o świadomość językową, dzisiaj miałbym szansę nieco węgierskiego przyswoić. Żyłem w czasach rewolucji węgierskiej, czyli niedawno. Przeszkodą z pewnością jest fakt, że język węgierski ma 36 przypadków i ogółem jest cholernie zawiły. Jest chyba najtrudniejszym językiem świata, jeżeli nie jesteś Węgrem, to nie opanujesz.

Byłaby szansa, że przyszłoby mi to z łatwością, czy jednak mimo ułatwień będzie to praktycznie niemożliwe?

Link to comment
Share on other sites

Pytam, bo byłem węgierskim pisarzem

A skąd wiesz?

 

Byłaby szansa, że przyszłoby mi to z łatwością, czy jednak mimo ułatwień będzie to praktycznie niemożliwe?

Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz?

Predyspozycje możesz mieć ale póki nie przysiądziesz raz, drugi, piąty to się nie przekonasz.

Od naszych przytakiwań 'nagle' się nie nauczysz.

Trzeba przysiąść do książek i będziesz mógł się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami.

Link to comment
Share on other sites

ydaje mi się,że jeśli ktoś dużo podróżował, to w tym wcieleniu musi miec zdolnosci do szybkiego przyswajania języków obcych.

 

Nie bede pisac o umiejetnosciach, raczej o preferencjach, pamietam jako dziecko bardzo lubiłam rysować, najczęsciej rysowałam anioły i demony ;) choć to może wpływ religijnego wychowania, obrazków itp, a zaraz po tym mialam fazę na rysowanie biednyh , głodujących rodzin, matek samotnie wychowujących dzieci choć sama wychowywałam się w pełnej rodzinie, niee zamożnej ale nie zaznałam nigdy głodu, a mimo to tematem przewodnim moich rysunkow bylo "dokarmianie" tych rodzin :) a raczej matek samotnie wychowujących dzieci (zwykle jedno).

Od dziecka też miałam bardzo rozwnięty instynkt macierzyński, zaraz po szkole zatrudniłam się dwukrotnie jako pomoc w przedszkolu, bardzo chciałam pracowac z dziecmi. Pote pracowałam jako opiekunka i wlasnie wtedy spotkała mnie dziwna sytuacja. Niespełna try letni chłopczyk przez jakis czas mówił w dziwnej formie, czesto opowiadał "gdy bylem duży byłem.." i tu pojawial sie jakis zawod i dziwne opowiesci, jego matka poprawiała go sadzac,ze chce powiedziec kim bedzie gdy dorosnie. Jednak mnie nachowdzily watpliwosci, gdy bylismy sami mowil do mnie mamo, myslalam ze to zabawa i tesknota za jego mama, kiedys powiedzial "pamietasz, jak bylem dziewczynką?" zapytałam jak wygladal opisal ze mial dlugie ciemne wlosy, zapytalam co robil odpowiedzial ze gotowal mi obiad. Troche mnie to zastanowilo, bo czasami mwil zamiast "bylem" to "bylam" jednak w sumie nie wiem na ile w tym czegos wiecej a ile dzieciecej fantazji. Pamietam jeszcze jedna sytuacje zaczal mowic w podobny sposob, gdy rozmawialam z jego mama, byla bardzo zdziwiona a ja przy niej nie drązylam tematu.

Potem moja milosc do dzieci troszkę osłabła, zastanawiam się czy mialam w ten sposob cos odpracować, a gdy wykonalam zadanie nie czulam już wiekszej potrzeby zajmowaniem sie cudzymi dziecmi, poza tym nieoczekiwanie w niedlugim czasie doczekalam sie wlasnego :)

Link to comment
Share on other sites

To się tylko sprowadza do tego czy dany język lubisz i czy masz ochotę się go uczyć :) Myślę że zamiast skupiać sie na trudnościach można po prostu uczyć się (jeśli teraz Cię to interesuje, a nie tylko w poprzednim życiu) nie schematycznie że przypadek po przypadku, tylko np. oglądać filmy, czytać a potem i pisać w tym języku. Nie trzeba przecież zostawać filologiem albo określać sobie "albo wszystko albo nic".

 

U mnie język węgierski (bo mi fajnie brzmi) jest na liście tych których chociaż w pewnych stopniu chciałbym się nauczyć. W takiej kolejności japoński-łotewski-francuski-węgierski (i szlifowanie angielskiego).

 

Wszystko tyczy się sympatii wobec języka - jeśli lubisz na tyle że chcesz się go nauczyć, to się go nauczysz (a przeszłe wcielenia mogą ułatwiać to), jak nie lubisz go na tyle, to się nie nauczysz, jakkolwiek może Ci się np. wydawać znajomy

Link to comment
Share on other sites

Guest takiesobiecos
A skąd wiesz?

 

Intuicja jest moją skarbnicą wiedzy, poprosiłem przewodnika duchowego, żeby zdradził mi choć urywek informacji o moim najmniej odległym wcieleniu. Poza tym często robiłem jednemu kumplowi regresje i można się w nich było natknąć na kogoś, kto mógł być potencjalnym mną.

 

Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz?

Predyspozycje możesz mieć ale póki nie przysiądziesz raz, drugi, piąty to się nie przekonasz.

 

Tego, to ja też się potrafię domyślić. Pomyślałem, że może już wcześniej kogoś to zaciekawiło i się podzieli tym i owym.

Intrygującym jest to, w jaki sposób przebiega "zapominanie" z wcielenia na wcielenie, co w nas pozostaje, a co ulatuje bezpowrotnie?

 

Jako muzyk interesuje mnie też, jak sprawa tyczy się umiejętności typowo twórczych. Jak kumpla "regresingowałem" to w starożytnym Rzymie natknął się na kolesia z harfą, twierdził, że zna go w tym życiu, przez co podejrzewam, że mogłem to być ja. Obecnie gram na gitarze i choć nie mam aż tyle czasu i zapału żeby siedzieć po 12 h dziennie i szlifować solówki, to mam miliard pomysłów na minutę jak wprowadzić do techniki gry jakąś innowację.

Nauczyć się grać na odwrót? noł problem

Nastroić struny pod częstotliwości solfleżowe? dajta mi tylko porządny stroik

Wirtuozerii może i nie da się przenieść z wcielenia na wcielenie, ale wydaje mi się, że przez wielowieczne szlifowanie swoich zdolności, można tu mówić o zupełnie innego rodzaju wirtuozerii, takiej w której grając dwa akordy przez caly utwór przelewa się więcej emocji, niż przy nawalaniu jak Vivaldii.

Takie moje przemyślenie.

 

Wszystko tyczy się sympatii wobec języka - jeśli lubisz na tyle że chcesz się go nauczyć, to się go nauczysz (a przeszłe wcielenia mogą ułatwiać to), jak nie lubisz go na tyle, to się nie nauczysz, jakkolwiek może Ci się np. wydawać znajomy

 

Może spróbuje i podzielę się jak mi idzie. Może parę sigilii uwolni pozapominane słowka. (hehe)

Link to comment
Share on other sites

Guest takiesobiecos

No właśnie, skoro o sigilach mowa.

 

Czy jeżeli w przeszłości z jakimiś określeniami, idiomami i słowami miało się więź, to nie powstał w ten sposób ładunek energetyczny, który teraz mógłby się troszeczkę przydać. Takie, powiedzmy "odkurzenie zakurzonych myślokształtów"?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

"Odkurzenie zakurzonych myślokształtów" - jak to ślicznie brzmi. :)

 

A co do tematu to ostatnio miałam podobne przemyślenia, zastanawia mnie jednak, skąd wiecie cokolwiek o swoich poprzednich wcieleniach. Wydaje mi się raczej że to jest "zakodowane", ukryte w nas i owszem - ma duże znaczenie, ale raczej w większości nie jesteśmy świadomi wszystkiego o czym piszecie...

Link to comment
Share on other sites

Ja osobiście wzoruję się na swoich wspomnieniach reinkarnacyjnych czy innych osób (zajmuję się regresingiem - metodą która po części dotyka takich wspomnień), na tyle miałem tego by uwierzyć w prawdopodobną ich prawdziwość, jest trochę materiałów/książek gdzie ludzie doświadczają takich wspomnień, np. tu parę ciekawych rzeczy Fundacja Nautilus - Artykul - NAUKOWCY O REINKARNACJI

Link to comment
Share on other sites

Fani regresingu i reinkarnacji zarazem wierzą, że znaleźli sposób na dotarcie do księgi poprzedniego wcielenia. Duch człowieka ( zaznaczam, że mowa tu o duchu nie w sensie metaforycznym ) jako nieśmiertelny element ulega "namowom" hipnotyzera i zaprasza do sali posiedzeń, gdzie odpowiada na pytania. Ów wywiad nie obfituje w informacje dostatecznie szczegółowe. Sprawia raczej wrażenie wyschniętego koryta rzeki. Tylko gdzieniegdzie w większych zagłębieniach zachowały się resztki drogocennego płynu.

Czy hipnotyzer prowadzi dialog z duchem czy autonomiczną częścią badanego?

Uzdolnienia człowieka wywodzą się ponoć od własnego ducha, który dawno, dawno temu okazał się pilnym uczniem i "zapamiętał" lekcje z poprzedniego życia. Ciekawe jak on to robi. Spora część umiejętności ma charakter manualny. A jednak mimo swojej bezcielesnej formy udaje mu sie " przemycić" je do świata materialnego. Coś fajnego lecz na tym kończą się możliwości transmisyjne ducha i wbrew oczekiwaniom nic atrakcyjnego nie dowiemy się od niechętnego do zwierzeń stwora. To właśnie dlatego, pomimo szeroko zakrojonej akcji wydobywczej niejednego badacza, duchy nabierają wodę w usta i milczą zawzięcie. Nic nie dowiemy się o królu Ćwieczku, Popielu, historii człowieka na Ziemi. Z czeluści duchowych zasobów pamięci nie prześliźnie sie ani jedna dodatkowa drobina faktów z życia zahipnotyzowanego. Zaczynam podejrzewać, ze uszczerbek pamięci wynika z braku mózgu, którym dysponuje człowiek i w efekcie wie i pamięta więcej . Duch być może potrafi poruszać się bezszelestnie ale wśród ludzi nie gra roli przysłowiowego języczka u wagi.

Chociaż duch posiada, jak mówią, zdolności nabyte w poprzednich wcieleniach lecz każda istota ludzka uczy się wszystkiego od podstaw. Po cóż więc mamy w sobie sublokatora który nie jest zdolny do ruszenia przysłowiowym palcem? Czy nie jest to kolejny wybieg człowieka dla usprawiedliwienia swoich anomalii?

Przez tysiące lat to człowiek usiłuje kontaktować się z niewidzialnym światem ducha. Duchy ani myślą nawiązać stałą dwustronną łączność i to nawet przez najbliższych krewnych.

Niewielu może poszczycić się talentem mediumicznym, co sugeruje u pozostałych wady fizyczne. Jest jeszcze opcja dająca do myślenia iż mediumizm, i nie tylko, jest odchyleniem od normy. Przecież nigdzie nie jest napisane czym tak naprawdę dysponuje lub powinien dysponować normalny zdrowy człowiek.

Link to comment
Share on other sites

Błędem jest zakładanie że własny duch to oddzielna istota, nie do końca nawet jest tak, że nasz "duch" jest częścią nas, bo bliżej stwierdzić, że my jesteśmy częścią jego. Można powiedzieć że jest integralną częścią naszej psychiki, bądź że nasza osobowość (a jest to twór sztuczny i jedynie względnie trwały), w tym utożsamienie z nią są pewnymi zmiennymi cechami naszego ducha. Błędem jest też zakładać, że tu się da "rozmawiać" o swoich wspomnieniach czy przeszłości, a to co da się zrobić, to przeżyć ponowne doświadczenie danego elementu przeszłości (innymi słowy - przypomnieć sobie). Jeśli wydaje się Tobie że to takie niewygodne czy zastanawiające że odzyskuje się jedynie strzępki pamięci (w większości przypadków), powiem Ci że normalnym zjawiskiem jest to że zapomina się znaczącą ilość informacji z okresu do 4 czasem i 10 roku życia - nazywa się to amnezją dziecięcą.

Warto to zrozumieć - pracując z pamięcią swojego "Ducha" pracuje się też ze swoją własną pamięcią i zasady w tym problematyka działania, są bardzo podobne. Jeśli chcesz zrozumieć problematykę uzyskiwania wspomnień z poprzednich wcieleń możesz spróbować przypominać sobie etapy bardzo wczesnego dzieciństwa - pracujesz tu i rozmawiasz nie z drugą osobą a odzyskujesz własne doświadczenia, własne wspomnienia. Nie ma to nic wspólnego z namowami drugiej istoty/osoby a z własnymi zdolnościami przypominania sobie.

 

Taka dygresja - w regresingu (i części metod reinkarnacyjnych) nie stosuje się hipnozy, w której chodzi o zwiększanie podatności na sugestię, a zwiększa się reaktywność na sugestie, wyciągając skojarzenia emocjonalne związane z przedstawianą sugestią. Więc przy tego typu metodzie umysł "produkuje" obrazy ale zgodne z pamięcią emocjonalną. Dochodzenie ich prawdziwości obiektywnej, choćby cząstkowej to już dalsza sprawa, nie będąca niezbędną, jakkolwiek są wskazania w wielu przypadkach, że przynajmniej częściowo, pokrywa się z prawdą historyczną (sprawdzalną).

 

A poza tym, tak serio to chyba powinieneś więcej poczytać zarówno o metodach reinkarnacyjnych i sposobie ich działania i o wspomnieniach różnych osób (jest sporo materiałów w internecie) bo wizja tego jak wygląda taka sesja którą opisałeś jest bardzo daleka od praktycznego zastosowania takich metod :)

Link to comment
Share on other sites

Błędem jest zakładanie że własny duch to oddzielna istota, nie do końca nawet jest tak, że nasz "duch" jest częścią nas, bo bliżej stwierdzić, że my jesteśmy częścią jego. Można powiedzieć że jest integralną częścią naszej psychiki, bądź że nasza osobowość (a jest to twór sztuczny i jedynie względnie trwały), w tym utożsamienie z nią są pewnymi zmiennymi cechami naszego ducha.

 

No, to namieszałeś solidnie. Nie ma ducha jako czegoś odrębnego. Czego lub kogo dotyczy zatem reinkarnacja? Czymże jest owo poprzednie życie? Jest a jakoby wcale go nie było. Jakim cudem regresing sięga wstecz poza obecne życie skoro ów duch jest częścią nas a my jego? Grzebanie w pamięci w tej sytuacji może dotyczyć tylko obecnego życia, bo brak nośnika danych z przeszłości.

Nie interesuje mnie amnezja dziecięca, bo sięgamy dalej. Wydaje się, że trafiłem pod zły adres, ponieważ regresing wykorzystujący czynniki emocjonalne wiąże się z teraźniejszym życiem.

Człowiek nie może pamiętać czegoś czego nie przeżył ale posiada umiejętności tworzenia. Strzelanie na oślep też czasem trafia do celu. Gdzie zatem odbywa się rekonstrukcja minionych zdarzeń lub skąd pochodzą szczegóły tego innego życia? Pamięć własna i nieuchwytnego ducha który nie jest czymś konkretnym. One mieszają się nawzajem czy pracują oddzielnie?

Jak wyodrębnić bezpostaciowego ducha z materialnego człowieka, aby zniszczeniu nie uległy pamięciowe zapiski?

Dalsza rozmowa bez ustalenia pewnych faktów odnośnie własnego ducha i przetrwania informacji o nim po śmierci fizycznej, jest przelewaniem pustego w próżne. W tym stanie rzeczy „rozgryzanie” laboratoryjnych chwytów wyciągania informacji zapomnianych mija się z celem.

Link to comment
Share on other sites

Czego lub kogo :) Medytując zmienia się postrzeganie tego kim się jest (jako że doświadczenie tego zależy wyłącznie od utożsamienia), więc odpowiedzi na twoje pytania różnią się zależnie od punktu widzenia i utożsamienia z jakimiś strukturami swojego umysłu.

Jeśli za jedyny nośnik danych uznaje się ciało, to fakt, nie ma odnośnika. Jeśli jednak bierze się pod uwagę również niematerialny nośnik (a co materialnego ma być w duchu czy jego pamięci? albo w komunikacji z nim) to stwierdzenie że można takie dane zyskać nie jest czymś dziwnym.

 

Przykład z amnezją dziecięcą jest po to byś zauważył na własnym próbach odzyskiwania pamięci, z jakimi przeszkodami potrzeba się zmierzyć sięgając jeszcze dalej.

 

"Człowiek nie może pamiętać czegoś czego nie przeżył "

Otóż właśnie to - zastosowanie regresingu ma znaczenie zwłaszcza w tych przypadkach, gdzie emocji nie da się powiązać z obecnym życiem - nie ma punktu zaczepienia ani widocznej przyczyny z tego życia. Chcąc na siłę takie wspomnienia emocjonalne skojarzyć z obecnym życiem, często można się kręcić w kółko a niektóre osoby trafiają po czymś takim do psychiatryka. Dopuszczając że takie wspomnienia być mają źródło w poprzednich życiach (są realne, co najmniej na poziomie emocjonalnym) często udaje im się rozwiązać dane problemy emocjonalne, uznając prawdziwość swoich odczuć i badając swoje skojarzenia emocjonalne z nimi związane (aż do przyczyn, tego co doświadcza się jako przyczynę). I to jest powiedzmy zastosowanie metod reinkarnacyjnych, terapeutycznych. Nie jest to po by przypominać sobie poprzednie wcielenia, ale materiały, informacje pojawiające się w trakcie pracy z danymi emocjami ich uwalnianiem, można potem weryfikować, na ile odpowiadają prawdzie historycznej, znajomości przynajmniej częściowej warunków życia w danym okresie.

 

Powiem tak vinitor - tego się nie da wydedukować, to da się jedynie zweryfikować na własnym doświadczeniu. I wtedy albo przyjąć albo odrzucić. Bez praktyki, również w temacie samego odzyskiwania pamięci trudno w ogóle temat podejmować, bo jest to wtedy sama koncepcja bez empirycznego (błędnego czy nie) doświadczenia.

 

PS. Żadne zapiski nie ulegają zniszczeniu - ale to nie czytanie książki czy odzyskiwanie konkretnych danych na zamówienie tylko kroczenie po śladach w pamięci, od jednego śladu do innego, by uzyskać pewien określony, jakkolwiek czasem ograniczony obraz własnej przeszłości.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Wydaje mi się (co do odpowiedzi na pytanie zadane na początku tematu), że sama możliwość przyswajania informacji, czy też zdolności intelektualnych do różnych aspektów wiedzy zależy jednak głównie od cech inteligencji, mózgu w danym wcieleniu. Na tej samej zasadzie dziecko uczy się danych, podstawowych umiejętności (mówienie, chodzenie, wyrażanie siebie) w konkretnych okresach czasu, niezależnie od tego, czy jego dusza inkarnowała na Ziemi 5 czy 1000 razy, to za każdym razem mózg musi uczyć się tego wszystkiego "na nowo". Warto pamiętać, że dusza, czyli wieczna iskra, która inkarnuje w kolejnych wcieleniach, to czysta świadomość z aspektami boskości rozwiniętymi w różnych kierunkach w różnym, indywidualnym dla każdej duszy/esencji poziomie. Natomiast umiejętności ludzkie, które nabywamy i uczymy się w trakcie życia są potrzebne do egzystencji i funkcjonowania w fizycznej, trójwymiarowej rzeczywistości - są potrzebne mózgowi. Dusza nie potrzebuje np. komunikować się za pomocą liter, słów, nie musi umieć pisać, czytać, znać ortografii, czy interpunkcji, chodzić, biegać, rozwiązywać wzorów matematycznych, obsługiwać komputer, czy wypełniać PIT-a - to umiejętności są potrzebne człowiekowi, nie duszy. Dla duszy mogą być - w najlepszym wypadku - narzędziami, czy wskaźnikami do rozwoju, jednak nie rozwojem samym w sobie (rozwojem świadomości).

 

Aczkolwiek myślę, że zostawać może przenoszony ładunek energetyczny wobec danych kwestii (jeśli istotny energetyczny wpływ miały one w poprzednich inkarnacjach). Np. załóżmy, że ktoś miał życie w starożytnej Japonii, czy Rzymie i było to życie dobre (w rozumieniu ego itd), przepełnione szczęściem, radością, spełnieniem itd, to może w obecnej inkarnacji odczuwać sympatię do starożytnego Rzymu, czy Japonii, tej kultury, języka, może mieć też chęć wybrania się tam, czy też entuzjazm do nauki danego języka, czy zapoznania się z obyczajowością etc. Natomiast, jeśli ktoś w poprzedniej inkarnacji wiódł życie niezbyt ciekawe, którego lubił, w którym doznawał wielu cierpień, nie było ono zbyt szczęśliwe - wtedy najprawdopodobniej nie będzie darzyć sympatią - podświadomie, intuicyjnie, na zasadzie odczuć - danego kraju (i właściwie nie będzie taka osoba potrafiła powiedzieć dlaczego nie lubi np. danego kraju, czy dlaczego dane miejsce powoduje dziwnie negatywne odczucia), miejsca, obyczajowości, okresu historycznego.

Myślę też, że sukcesy w danej dziedzinie w jednej inkarnacji mogą dać entuzjazm do danej dziedziny w kolejnej - np. sukces w handlu może dać np. entuzjazm do niego w kolejnej inkarnacji, aczkolwiek może niekoniecznie od razu zdolności w tym zakresie. Każda inkarnacja zostawia ślad energetyczny w duszy, który może istotnie wpływać na fizyczne ciało, zdolności umysłowe etc... Np. podobno dusze, które inkarnowały w innych wymiarach często na Ziemi miewają problemy z odpornością organizmu, czy też takie osoby cierpią na różnego rodzaju alergie (z uwagi na energetyczne ślady w ciele eterycznym, astralnym etc, dotyczące innych światów, z innymi zasadami funkcjonowania fizyczności, że tak się wyrażę).

Edited by arkenas
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
Guest takiesobiecos

Najprawdopodobniej masz rację. Mój kumpel na przykład, któremu przyszło żyć w starożytnym Rzymie, po dziś dzień siedzi w rzymski sposób, tylko dlatego, bo życie ów przeleciało mu jako jedna wielka impreza. Wychodzi na to, że jedyne, co może w nas pozostać z wcieleń to sympatia lub apatia do czegoś. Z jednej strony szkoda, a z drugiej ukazuje jak bardzo ego nie ma znaczenia, skoro rozpada się wraz z naszą śmiercią.

 

Choć uaktywniona energia kundalini (o ile dobrze się orientuje) nigdy nie wraca do swojego pierwotnego stanu

Edited by Kobalt60
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

W moim przypadku istnieje jedna rzecz, której nie umie wytłumaczyć ani nikt z rodziny, ani psycholodzy z którymi konsultowała się wówczas moja mama. Otóż, nauczyłam się sama czytać. Chociaż ciężko nazwać to nauką, po prostu w wieku 4 lat zaczęłam nagle swobodnie czytać PŁYNNIE. Nikt wcześniej nie uczył mnie nawet liter. Doszło do tego, że przedszkolanki zostawiały mnie z grupą innych dzieciaków prosząc abym czytała im bajki, podczas gdy one wychodziły na papierosa, na serial, albo zwyczajnie na przerwę ;) jest to do tej pory zagadka znana powszechnie w mojej rodzinie.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...