Jump to content

Prośba o pomoc


asiorzyca

Recommended Posts

Dzień dobry

 

Czytałam regulamin, czytałam działy, ale nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiedniego, jeżeli takowy jest to bardzo przepraszam. Ze względu na pewien problem, który trawi mnie już od dwóch tygodni strasznie głowa mnie boli. Mam nadzieję, że jakoś sensownie mi pomożecie, otóż:

 

Jestem 24 letnią dziewczyną, która chodzi o kuli i w życiu dużo przeszła (10 operacji, poniżenia ze strony innych i takie tam), przez całe życie starałam się nie przywiązywać wagi do ludzi, chociaż zdarzały się przyjaźnie, ale szybko się rozpadały, a i z miłością byłam bardzo ostrożna. Nie jestem typem raczej bardzo kochliwej laski. 4 lata temu poznałam chłopaka przez Internet, przez 2 lata, że tak powiem "olewałam go ciepłym moczem", ale pomagałam mu, kiedy o to prosił, jednakże byłam bardzo sceptyczna do tej znajomości, że nawet nie wierzyłam kiedy on zaczął pierwszy ubiegać się o kontakt ze mną. Jakoś tak rok temu, a dokładnie w maju, zapytał mnie czemu mu nie ufam, na co ja kompletnie szczera odpowiedziałam mu, że nie ufam ludziom, a on na to, żebym mu zaufała i takie tam inne pierdy, no i postanowiłam spróbować, tym bardziej, że kontakt nasz nie był nachalny. Zawsze zostawiałam mu drogę wyjścia po pomocy, żeby sobie poszedł, ale on tego nie zrobił. I wyjechał do Anglii, często rozmawialiśmy na Skype, Facebooku (to on pierwszy do mnie pisał) i zaczęliśmy się do siebie zbliżać, doskonale wiedział, że chodzę o kuli, jakie mam poglądy itp. Często nawet uciekał się do flirtu, było widać, że mu na mnie zależy, pomimo mojego sceptycyzmu i bierności, choć nie powiem, że byłam bierna cały czas. Na swój sposób udowadniałam mu swoją przyjaźń. No i traf chciał, że chciał trzy razy przyjechać, a ja mu zawsze odmawiałam, bojąc się, że po prostu się zawiedzie. Za czwartym razem postawił mnie przed faktem dokonanym.

 

I tu się zaczęły schody, bo się totalnie stremowałam, obrałam maksymalną "otoczkę ochronną", że sama nie mogłam jej zatrzymać. A "otoczka ochronna" była spowodowana przez wyśmiewanie, odtrącanie, nie mogłam być sobą. Pojechał, niby wszystko jest w porządku, odpisuje, ale tak jakoś zdystansowanie, mega zdystansowanie i to przez moje zdystansowanie do niego. Następnie zaczęłam go przepraszać i tłumaczyć, ale chyba zaczęłam go tym męczyć, bo aż sama poczułam, że męczę się w tym swoim własnym kokonie, lękach, obawach. Napisałam mu, że dzięki niemu zdecydowałam się na zmiany w sobie, ale chyba po tych słowach i kolejnych tłumaczeniach robiłam z siebie wariatkę.

 

Co więcej, ilekroć chciałam się przez te 4 lata odsunąć, kiedy się nie odzywał do mnie i czyściłam się w sercu słowami: "mam Cię naprawdę gdzieś" to za każdym razem, dokładnie za każdym, nie mijało 12 godzin, a on się odzywał, nawet jeśli nie rozmawialiśmy przez miesiąc, a ja duchowo dawałam sobie z nim spokój. A kiedy wysyłałam mu prezent na święta, to jakimś cudem znalazłam sumę w starej wypranej torbie, której mi brakowało. Co do grosika. Nie mówiąc już o tym, że spotkaliśmy się dokładnie 3 lata i 8 miesięcy po poznaniu się.

 

No i trach, zakochałam się. Osobiście nie mogę przeżyć, że byłam na tym spotkaniu taka stremowana, właściwie to na nim zniszczyłam wszystko, przynajmniej takie mam poczucie. Tym bardziej, że po tym spotkaniu po raz pierwszy skorzystałam z usług wróżki, która jawnie mi powiedziała, że on się we mnie podkochiwał, a po spotkaniu nie widzi już szans na związek, ale będzie utrzymywał ze mną kontakt, bo czuje, że ma dług do spłacenia wobec mnie. Trochę to poniżające. W akcie desperacji chciałam się uciec nawet do uroku miłosnego, ale nie tak by on był moją marionetką, tyle tylko by doszło do ponownego spotkania, by zobaczył jaka jestem naprawdę (choć wątpię, by się zgodził po takim cyrku, uważam, że jest takim człowiekiem, że już raczej wątpię na to drugie spotkanie), bo może by się sam we mnie zabujał, ale nie potrafię go tak skrzywdzić dla własnej satysfakcji. Taka miłość, to nie miłość, a chcę dla niego jak najlepiej. A też nie chcę, by nie miał wolnej woli.... Kocham go, ale nie na tyle, by nie pogodzić się na sferę przyjaźni. Chociaż po tym wszystkim to nie wiem, co z tego wyniknie.

 

Stąd moje pytania, jako osoby wierzącej w magię:

- Czy istnieje jakaś metoda, by magia zadziałała, żebyśmy drugi raz się spotkali?

- Czy istnieje jakaś metoda, aby podtrzymać ten dobry kontakt (piszę do niego, ale czuję ten cholerny dystans, którego nie mogę przełamać)?

- Czy istnieje metoda, bym się oczyściła ze złej przeszłości, która mnie męczy i nie daje mi funkcjonować poprawnie?

- Czy istnieje jakiś magiczny sposób, aby... no nie wiem... zatuszować w jego umyśle przykre wspomnienia z naszego pierwszego spotkania?

 

Chcę o to powalczyć, o jego miłość / przyjaźń / o cokolwiek, ale obecna sytuacja i to co się dzieje, nie pozwala mi na to.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
×
×
  • Create New...