Nimue00 Napisano 2 Lutego 2016 Napisano 2 Lutego 2016 Śniłam, że na dworcu kolejowym spotkałam jednego z moich znajomych ze studiów - nic mnie z nim nie łączy - jednak we śnie zapragnęłam zbliżyć się do niego. Wyglądał na zagubionego - moja miejscowość jest mu zupełnie obca, a nagle się w niej znalazł. Zapytałam, co tutaj robi; odpowiedział tylko zdawkowo, że "szuka czegoś, choć jeszcze nie wie, co ". Ze śmiechem, jak dziecko, postanowiłam zabrać mu walizkę, którą miał przy sobie i podroczyć się z nim. Nagle jej zawartość się wysypała, a w środku był... dziecięcy rowerek. Wsiadłam na niego i zaczęłam jechać, znajomy postanowił do mnie dołączyć - wsiadł na bagażnik. Po drodze śmialiśmy się i żartowaliśmy, aż w pewnym momencie chłopak zrezygnował z dalszej podróży. Ja ujechałam jeszcze spory kawałek, zanim zauważyłam, że go nie ma: wciąż jednak kręcił się w pobliżu i widziałam zarys jego sylwetki. Nagle wyskoczył zza wzgórza jakiś mężczyzna, którego określiłam jako "Duch Lasu ", ze złością zapytał, co ja wyprawiam i czemu nie zwracam uwagi, gdzie się znajduję. I faktycznie, tkwiłam na skraju spalonego lasu - choć raczej cały zdawał się być namalowany czarną farbą i dziwnie odrealniony. Duch Lasu zapytał tylko, czy mogę się jeszcze ruszyć - ze zdziwieniem odparłam, że tak... i to był błąd, bo zdawałam się być przyssana do podłoża. Czułam, że to, co spaliło las jest wielkie, złe i potężne: i właśnie idzie po mnie. Spanikowana zapytałam, czego chce to stworzenie i dlaczego nie chwyta innych, przechodzących ludzi: Duch odpowiedział tylko, że to chce właśnie mnie. Po czym wszedł do spalonego lasu, a ja mogłam się przez chwilę poruszać: bardzo wolno, ociężale. Potwór, choć na chwilę powstrzymany, znowu ruszył, czułam to. Jednocześnie wiedziałam, że Duchowi coś się stało i najprawdopodobniej nie żyje. Zaczęłam krzyczeć - i nagle do mnie dotarło, że żeby go zawołać, muszę znać jego imię. A nie miałam pojęcia, jak się nazywa - więc w kółko zaczęłam krzyczeć "Wojtek!" (Nie znam nikogo o tym imieniu ), jednak nikt mi nie odpowiadał. Nagle zauważyłam znajomego ze studiów: przerażony przyglądał mi się, a ja wiedziałam, że już widzi stworzenie skradające się za mną. Wrzeszczałam do niego i prosiłam o pomoc, jednak... on odwrócił się i przemienił w małego jelonka. Uciekł. Już myślałam, że to coś mnie dorwie, gdy zobaczyłam łanię. Wyciągnęłam do niej dłoń, ona chwyciła mnie zębami i zaczęła odciągać od spalonego lasu: tylko w taki sposób mogłam się poruszać, ktoś musiał z zewnątrz zaryzykować i mi pomóc. Przy czym łania ostrzegła mnie, żebym się nie oglądała za siebie i nie patrzyła na to, co mnie goni. Posłuchałam jej. Niekiedy nie miałam już siły, zatrzymywałam się, wtedy ona mocniej zaciskała zęby na mojej dłoni, przepraszała, że musi mnie ranić i ciągnęła jeszcze mocniej. Podziękowałam jej za to i nagle poczułam, że choć stworzenie zostało daleko w tyle, to i tak będzie na mnie czekać... Cytuj
Tamaya Napisano 4 Lutego 2016 Napisano 4 Lutego 2016 Ten chłopak dźwiga za sobą walizkę z dziecięcym rowerkiem. Może wciąż jest w pewnym sensie niedojrzały emocjonalnie. Nie wyzwolił się z dzieciństwa. Ty ulegasz chwili beztroski pod jego wpływem, albo kogoś, kogo reprezentuje w twoim życiu. Oddajesz się beztroskiej zabawie, która wciąga Cię w problemy. Naruszasz coś złego, na co byłaś podatna. Możesz liczyć na czyjąś pomoc, ale jednak pewne konsekwencje beztroski pozostaną. Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.