Jump to content

Ayahuasca - moje doświadczenie


Misterious
 Share

Recommended Posts

Witam!

 

Chciałbym opisać moje pierwsze przeżycie z Ayahuascą i tym samym być może ostrzec część ludzi przed jej konsekwencjami.

Spróbuję opowiedzieć o moim doświadczeniu bardzo szczegółowo, może wywiąże się dzięki temu jakaś ciekawa dyskusja. Zacznę od tego kim jestem, jaki mam światopogląd oraz jakie motywy mną kierowały.

 

Mam 35 lat, zawsze byłem bardzo przeciwny jakimkolwiek silnym używkom , alkohol co prawda spożywam dosyć często ale w umiarkowanych ilościach (w celach towarzyskich, a nie po to by się upić). Narkotyków nigdy nie próbowałem, poza kilkoma wypalonymi skrętami i jednym spalonym jointem z haszyszu. Generalnie nie wywarło to na mnie większego wrażenia, ani nie zaburzyło w jakikolwiek szczególny sposób mojej świadomości. Wpłynęło jedynie lekko relaksująco. Co do psylocybiny (grzybów), LSD i innych substancji halucynogennych, to zawsze byłem ich wielkim przeciwnikiem. Już nie wspominając o innych tzw twardych narkotykach typu heroina czy kokaina. Zawsze uważałem się za człowieka kierującego się zdrowym rozsądkiem i nie zależało mi nigdy aby w jakikolwiek sposób burzyć swoją percepcję w celu chwilowej przyjemności. Krótko mówiąc nie kręciło mnie to nigdy zupełnie.

 

Wierzę w Boga. Wychowany byłem jak wielu z nas jako katolik, potem zacząłem wszystko negować stając się ateistą, potem stałem się deistą wiedząc, że musi istnieć absolut jednak nie widziałem jego wpływu na moje życie, ani na istniejącą rzeczywistość. Aż z czasem skłaniałem się ku powrotu do Chrześcijaństwa zgłębiając tajemnicę wiary. Jestem natomiast osobą bardzo sceptyczną i chrześcijaństwo traktuję głównie jako pewien zbiór wartości moralnych, którymi staram się kierować.

 

Jakiś czas temu zainteresowałem się tematem dotyczącym ayahuaski oraz jej głównego składnika, którym jest DMT. Wpadła mi w ręce książka „DMT – molekuła duszy” Ricka Strassmana. Starałem się znaleźć jak najwięcej źródeł informacji na ten temat oraz wpływy DMT na ludzki mózg. Wiem, że jest to główny składnik napoju zwanego ayahuasca, poza znajdującymi się w niej inhibitorami MAO (jak n harmalina).

 

Ten sposób wytworzenia DMT gotowego do spożycia oralnego wydawał mi się najprostszy, zatem zakupiłem przez sklep internetowy mieszczący się w Holandii 2 skladniki Banisteriopsis caapi i mimosa hostilis.

 

Ugotowałem składniki zgodnie z recepturą, którą znalazłem na forach oraz YouTube. Jednak nie do końca, bowiem gotowałem ją nieco krócej niż powinienem. Wyszło mi z tego około 0,4-0,5 litra wywaru. Chociaż powinien on być chyba o wiele bardziej zagęszczony.

 

Odważyłem się zażyć ten środek, by samemu ocenić czy owe wizje są tylko zwykłą halucynacją, czy rzeczywiście nawiązuje się jakiś poza fizyczny kontakt z Absolutem (czy też jak ktoś woli z Bogiem). Oczywiście motywowały mnie osobiste intencje, chęć odszukania ukochanej osoby, która wyjechała nie pozostawiając żadnego kontaktu i nigdy nie wróciła. Gdy człowiek traci nadzieję, próbuje czasem różnych metod w celu osiągnięcia celu. Dla mnie miała to być jedna z metod.

 

Pomyślałem sobie, że będzie to doskonały test na skuteczność DMT. Jeśli odnalazłbym kontakt to bliskiej osoby, czego fizycznie nie jestem w stanie zrobić oznaczałoby to, że owe wizje są rzeczywiste. Jeśli natomiast miałbym wrażenie spotkania z duchami, Bogiem, wyższą świadomością, czy czymkolwiek innym ale wróciłbym z tego „tripu” z pustymi rękoma, mógłbym uznać, że był to tylko i wyłącznie bardzo realistyczny sen czy halucynacja. Miałbym niezbyty dowód na to, że to nie jest tylko projekcja własnego umysłu, ale coś wykraczające poza znaną nam rzeczywostość.

 

Przygotowałem się do spożycia ayahuaski stosując 24godzinną dietę, ostatnie 12 godzin nic prawie nie jadłem.

Zacząłem pić napar z butelki duszkiem ale nie byłem wstanie wszystkiego wypić (za mocno octem zalatywało chyba). Wypiłem więc mniej więcej 2/3 z tego co było. Co za tym idzie dawka nie powinna być zbyt duża.

 

A oto moje wrażenia:

 

Pierwsze odczucie (nazwijmy je fazą A) w skali od 1 do 10 to … 1! Jeśli mógłbym dałbym jeszcze mniej. Przeżyłem w życiu wiele, również wiele lat głębokiej depresji, myśli samobójczych itp. ale to doświadczenie było najgorszym uczuciem, które doznałem. Strach, jakieś dziwne chore dźwięki kolory w mojej głowie. Zaznaczam, że w głowie, bo nie chodzi o dźwięki, które słyszy się uszami i kolory, które widzi się oczami, tylko coś jakby psuł się nam mózg. Całkowita utrata poczucia własnych myśli. To tak jakbyście chcieli mówić, ale plątałby się wam język. Nie można było myśleć, jakbym żył ale postradał zmysły i rozum. Całkowite poczucie utraty czasu, coś jakbyście utknęli w czasoprzestrzeni i z przerażeniem zastanawiali się, co jeśli to się tak zatrzyma. Rzeczywistość przestawała istnieć. Przebłyski świadomości skłaniały mnie do włożenia palców do gardła w celu spowodowania wymiotów, oraz wypicia dużych ilości wody, którą miałem w butelce obok siebie. W pewnej chwili nawet zastanawiałem się czy nie zadzwonić po pogotowie. Ale to były ułamki samodzielnego myślenia, przerywanego przez ten koszmar.

Jedyną możliwością, było przestać myśleć. To tak jakby istniała zbyt duża aktywność neuroprzekaźników w mózgu i doszło do zwarcia. Tak. Miałem podświadome wrażenie, że mój mózg jest jak komputer, który się popsuł. Rzeczywistość popsuła się razem z nim. Czas, przestrzeń, logika, zdolność do samodzielnej analizy. Nie było możliwości, by nawet się pomodlić. Całkowita bezradność i koszmarne, przerażające psychodeliczne dźwięki w głowie, przeplatane razem z jakimiś kolorami.

 

Wyłączyłem myślenie. To była jedyna opcja. Nie myśleć. Skoro mózg jest przeciążony, trzeba się położyć, zamknąć oczy i nie myśleć, czekać, aż to minie.

I tu nastąpiła faza B. Leżąc starałem się wyczyścić umysł z jakichkolwiek myśli. To pomagało i automatycznie stan samopoczucia zaczął się poprawiać. Leżąc na łóżku zamknąłem oczy i wtedy stopniowo czułem błogie i przyjemne ciepło w okolicach podbrzusza. Mimo tego iż nie rozmyślałem, miałem świadomość wszystkiego co się ze mną dzieje. Wiedziałem, że leżę w pokoju na łóżku, że jestem sobą, wiedziałem wszystko, 100% świadomość. Nie mogłem tylko przeprowadzać procesów myślowych w mózgu. To było pierwsze co zrozumiałem, że moja świadomość jest poza moim mózgiem. Mógłbym powiedzieć, że w moim subiektywnym odczuciu, byłem na granicy życia i śmierci, bowiem czułem się że jestem duszą we własnym ciele. Czułem się bezpiecznie. Stan samopoczucia podskoczył z 1 do 7, może do 8 - przyjemnie, miło, błogo. Nadal jednak towarzyszył mi lęk.

 

Dwie rzeczy w fazie B wzbudziły moją największą ciekawość:

 

1. Uczucie ogromnej energii wokół mojego podbrzusza. Coś jakbym wokół moich genitaliów miał wielką kulę ciepła, od pępka aż po uda i między biodrami. Wyraźnie czułem ciepło, coś jakby ktoś puścił wewnątrz mnie gorący strumień powietrza. O tyle ile w podbrzuszu temperatura mogła sięgać ponad 40 stopni, o tyle po brzegach tej „energetycznej kuli” była ona stopniowo niższa. Co więcej nie była to tylko różnica temperatur, ale wibracje jak i odczuwania przyjemności. Moje ręce i nogi miały się normalnie, jednak to uczucie kuli ciepłej energii było w 100% dla mnie rzeczywiste.

 

2. Drugą rzeczą, która zarówno wzbudziła moją ciekawość, jak i ogromne zaskoczenie, to to, że im bardziej się relaksowałem, i mniej myślałem mózgiem, a bardziej czułem. To pojawiały się wibracje i dźwięki. Wyobraźcie sobie, że im bardziej się zrelaksujecie, tym większą energię w sobie czujecie i w tym momencie w okolicy mojej klatki piersiowej (mniej więcej na wysokości serca) pojawiają się drgania i tony dźwięków.

Dźwięk ten był podobny do 128 hz – tutaj przykład

Wiedziałem dokładnie gdzie się znajduje te źródło dźwięku, mogłem je zlokalizować właśnie gdzieś w obrębie mojego mostku. Ten dźwięk powodował wibracje trójwymiarowej przestrzeni. Coś jakbyście wrzucając kamień w wodę widzieli fale, z tym że było to zjawisko trójwymiarowe. Dźwięk ten z bardzo cichego, stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy, aż w pewnym momencie słyszałem go tak głośno i wyraźnie jakby ktoś miał odpalony silnik od samochodu przede mną. Był to dźwięk, którego źródło nie było w moim mózgu jak te okropne halucynacje z fazy A, tylko był to dźwięk mający źródło w punkcie, który był bądź wewnątrz mnie lub tuż nad moją klatką piersiową. Dźwięk, który przy zachowaniu 100% świadomości słyszałem normalnie własnymi uszami. To tak jakbyście postawili sobie kolumnę z głośnikiem na klatce piersiowej, włączyli te dźwięki o częstotliwości 128hz i zwiększali głośność. Czulibyście fale dźwiękowe, tak jak się czuje basy stojąc koło głośnika. Ewidentne wibracje dźwięku wewnątrz własnego ciała.

 

Fakt, że jestem osobą o bardzo analitycznym umyśle, i wnikliwą powodował to, że nagle otwierałem oczy, starałem się poruszyć ręką, czy nogą, rozejrzeć się gdzie jestem. Sprawdzić czy jest wszystko OK. W tym momencie energia przepływająca przeze mnie stopniowo znikała, a dźwięki i wibracje się wyciszały. Byłem w 100% świadomy wszystkiego jakby nigdy nic, ale tylko przez parę sekund, bo gdy odzyskiwałem świadomość, to włączałem procesy myślowe w mózgu i znów wchodziłem w cholernie nieprzyjemną fazę A. Więc znów się relaksowałem i doznania się powtarzały. Znów faza B, wibracje, ciepło, przyjemność, dźwięki i znów wracałem do fazy A.

 

Instynktownie coś mi w fazie B podpowiadało, że muszę się skoncentrować na tym dźwięku i drganiach, im bardziej to robiłem tym były one głośniejsze i drgania wewnątrz mojego ciała silniejsze. Ale wróciłem znów do znanej mi rzeczywistości i już czułem, że ten „narkotyk”, „psychodelik” czy jakkolwiek to nazwiemy przestaje działać.

 

Pojawiło się uczucie lekkiej ulgi, po czym zdecydowałem się przespać. Obudziłem się po kilku godzinach jakby nic się nie stało. Ale wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Z jednej strony ta faza A i najgorsze uczucie, z którym się w życiu spotkałem, coś jakby ktoś, albo coś chciał mi dać przekaz, że nie tędy droga, że jest to złe, że jestem tu i teraz i mam rozum i mózg, który jest mi tu w tej rzeczywistości potrzebny, że nie można go zatruwać niczym ani mu szkodzić. Miałem ogromne wyrzuty sumienia, że podążyłem tą drogą.

 

Z drugiej strony jednak żałowałem, że jednak nie zobaczyłem co jest dalej, że nie osiągnąłem tego, co chciałem osiągnąć.

 

Mam tak jak wiele innych osób, które tego próbowały 100% pewność tego, że mam duszę i że ten świat nie jest jedynym. Jesteśmy jak ryby, które widzą tylko lustro jeziora. Nasza zdolność do pojmowania jest ograniczona naszymi mózgami, które działają jak odbiornik, który absorbuje tylko wąskie widmo fal widzialnych i słyszalnych dźwięków.

 

Dlatego też chcę przestrzec tych, którzy chcą się bawić w takie rzeczy. Jeśli nie musicie tego robić, to nie róbcie. A jeśli już musicie to robić, nie róbcie nic na własną rękę samemu. Dla mnie nie było to nic przyjemnego. Może osoby znające się bardzo dobrze na medytacji miałyby większą wprawę od razu wyłączyć mózg i przejść to stanu podświadomości niż ja. Przechodząc szybko z fazy A do B.

 

Z drugiej strony chciałbym zapytać czy są tu inne osoby, które miały podobne doświadczenia. Czym były te dźwięki i wibracje? Czym była ta ogromna energia wokół mojego podbrzusza? Czemu akurat w tym miejscu to czułem? Co to w ogóle oznacza?

Jeśli może ktoś podzielić się ze mną wiedzą, ewentualnie podesłać jakąś ciekawą literaturę, albo doświadczenia innych osób to będę bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że moja historia również wam w czymś pomoże.

Link to comment
Share on other sites

"Mam tak jak wiele innych osób, które tego próbowały 100% pewność tego, że mam duszę i że ten świat nie jest jedynym."

Ja tam mam tę pewność bez ćpańska i zażywania innych środków. Więc nie zazdroszczę analitycznego umysłu, który potrzebował się odurzyć, by widzieć.

 

To normalne, że przy wyciszeniu się odczuwasz więcej, jesteś bardziej zrelaksowany - w stan hipnozy nie wejdziesz zestresowany, myśląc o tym, że cie boli ząb, że sąsiadka coś ci niemiłego powiedziała, że masz śmieci wynieść, a za tydzień sobie pójdziesz do kina na premierę i że trzeba bilety zamówić.

Nie wiem jak mam się odnosić do ludzi, którzy potrzebują takich środków, nie wiem jak mam się do nich ustosunkować. Na chwilę obecną jest to dla mnie trochę tak, że jest to droga na skróty - zamiast się rozwinąć, to biorą środki i jest łatwo, jest wesoło... no chyba, że będą miały złą fazę.

Ale złe stany świadomości się ogólnie zdarzają i stąd na przykład osoby z traumą do oobe.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

nie próbowałem nigdy zadnych narkotyków , ale doznania o których piszesz są normalne w stanach głebokiej medytacji.

tak jak wiele razy pisałem, im nizsza czestotliwosc mózgu tym wieksza duszy.

sa to normalne prawa i mozna to osiagac bez tego, ale tez nie neguje nigdy osób, które ida własną droga.

cóż okreslenie że twoja świadomość była poza mózgiem jest najbardziej trafne w tym przypadku, poniewarz tam się znajduje :)

niektórzy myla ja z umysłem mózgiem,...

no ale właśnie ,,zycie w dzisiejszym swiecie...te wibracje w koło rózne czestotliwosci, uposledzają człowieka w dotarciu do niej, ..do swiadomosci...

mózg działający na wysokich falach..

Link to comment
Share on other sites

znam kilka osób, które próbowały Ayahuasca, żadna z nich nie wyszła bez szwanku, po czasie.

Znajomy leczy się psychiatrycznie od kilku lat, po medytacji z ziołami, inny do dziś nie wrócił,

a medytacja głęboka jest o wiele przyjemniejsza i pozwala na kontakt z innym światem.

próbowałem wieki temu słabych ziół, i jeden rastaman wtedy dobrze mi radził, młody chcesz być szurnięty ?

za to głęboka medytacja i hiperwentylacją lub zwyczajnie zejście na sam dół...z mantrą czy bez..to jest odjazd, odmienne stany świadomości w biały dzień.

każdy odpowiada za siebie, osoba mi bliska zapaliła coś raz a potem malowała wisielca przez kilka dni.

trzeba uważać.

Edited by zitawa
Link to comment
Share on other sites

no no, bywa, że powrót jest zbyt bolesny, raz nie wracałem przez kilka lat, trwało to prawie 5, wierząc święcie, że pieniądze nie mają znaczenia, obudziłem się, gdy zakukał komornik, jeden drugi trzeci...gdy przyjaciel powiedział, że przy mnie czuje sie jak na łamach niezłej powieści...z gatunku sf, poplątanie z pomyleniem. Ocknąłem się, spisałem lecz dalej śniłem. Ludzie byli gdzieś obok, a ja chyba nie żyłem. ja jestem na haju bez niczego...to dopiera jest męką czy udręka, sam nie wiem co z tym zrobić. czasem mam wrażenie ze życie to sen, a ja obudzić się nie mogę,

Link to comment
Share on other sites

Wiesz ja po doznania absolutu ..nie mam wątpliwości.

Co do sf..to moje życie to jedno wielkie....hmm.

Demony..anioły. .elochim..

Duchy..

Ale z perspektywy czasu i doświadczeń nauczyłem się kontrolować pewne częstotliwości. .mózgu. .itd.

Na wszystko z poziomu świadomości jest wytłumaczenie.

No i w wypadku nieświadomości. .można utknął w tym matrixie.

I masz rację z ecie to sen..ale sami go formuje. .mam trochę wątków o tym ..gdzieś tam na forach..myślę że moglibyśmy się podzielić doświadczeniem. .jak chcesz napisz na priv dam gg

Link to comment
Share on other sites

nie mam gg i nie zamierzam zakładać. Jeżeli los zetknie nas realnie to sobie pogadamy, chwilę może dwie,

na gg nie mam czasu zresztą, porozmawiaj o tym realnie, to dopiero jest odjazd...rozmowy o duszy...na realu ;)

powodzenia.

Link to comment
Share on other sites

nie mam gg i nie zamierzam zakładać. Jeżeli los zetknie nas realnie to sobie pogadamy, chwilę może dwie,

na gg nie mam czasu zresztą, porozmawiaj o tym realnie, to dopiero jest odjazd...rozmowy o duszy...na realu ;)

powodzenia.

Ależ rozmawiam... w realu.:) pozdrowienia.

Link to comment
Share on other sites

to fajnie, rozmowy o duszy wirtualne są niczym do rozmów realnych...

ostatni patent, jaki sprzedał mi przyjaciel, chodzenie boso, bez skarpetek,

kiedyś to stosowałem, intuicyjnie,

od miesiąca zakładam buty bez skarpet, dotykamy tym matki ziemi, w tych naszych odlotach ważny jest kontakt z ziemią.

pozdrowienia,

lubię dzielić się ze wszystkimi tym co wiem, nie ograniczam się do rozmów z jedną osobą więc wybacz, rozmowy intymne prowadzę tylko z moją kobietą, ojcem, matką, bliskim przyjacielem, doświadczenia o mej duszy rezerwuję dla mnie, lub bardzo bliskich mi osób, zaś doświadczenia dla ogółu podaje ogółem.

tak by każdy mógł z tego czerpać, trzeba dzielić się z ludźmi sobą, nie zamykać się na gg, dlatego lubię gdy ludzie piszą na forach o swoich doświadczeniach,

więcej człowiek się uczy, więcej rozumie i ma szersze horyzonty, czuje, że nie jest sam. Może podziel się tutaj swym doświadczeniem, wtedy poczytają o Tobie wszyscy.

pozdrowienia.

Link to comment
Share on other sites

Ależ spoko. Ja rozmawiam ..ze wszystkimi..i w realu i w necie..zależy jak czuje..w świecie duchowym..to częstotliwość jest ważna. .jak to mówię można być daleko od siebie dotykając nosem się. .i blisko kilometry dalej.:)

Link to comment
Share on other sites

...jak to mówię można być daleko od siebie dotykając nosem się. .i blisko kilometry dalej.:)

 

tylko po co taka zbytnia rozrzutność ?

wolę booth...noski eskimoski i jedna fala, jeden wspólny rytm..

Link to comment
Share on other sites

tylko po co taka zbytnia rozrzutność ?

wolę booth...noski eskimoski i jedna fala, jeden wspólny rytm..

Jedno nie wyklucza drugiego..forum daje możliwość spotkania nowych dusz ..tak na to patrzę. Bez zamykania się na inne

Link to comment
Share on other sites

Jedno nie wyklucza drugiego..forum daje możliwość spotkania nowych dusz ..tak na to patrzę. Bez zamykania się na inne

 

porozmawiajmy zatem w szerszym gronie, bez zamykania się na gg ;)

pozdrowienia

Link to comment
Share on other sites

to jak Twoja dusza ? Rast ? wiele słyszałem o "posłańcach światła" Jak to jest ? Demony spotykam, duchowo, posłańców Światła realnie...

czy zatem nie jest tak, że to tylko wytwór naszej wyobraźni ? czy inne światy nie są tylko w naszych głowach ?

można szybko odlecieć, sam wiesz...szukasz sam czy w ludziach ? odloty w kosmos masz sam czy z innymi ?

pytam poważnie, ja sam, o moich odlotach gadam tylko z sobą...i sobie nie wierzę ;)

Link to comment
Share on other sites

widziałem i jednych i drugich, powiedzmy ze w długim czasie dochodziłem do tego , w sumie nie miałem watpliwosci, ale tez i innych bodzców ze tak nie jest ....w swojej głowie.

tak jak juz pisałem gdzies tam , swiadomość wykracza p[oza rozum, wszystkie doswiadczenia , są póżniej weryfikowane przez mózg...tak jest ze wszystkim ..choćby z miłoscią,,,,

najpierw pojawia się czucie ...potem mózg coś tam kmini.,,taka dygresja,,

ale wracając do tematu..tych doswiadczen było wiele, ale ze tak powiem wiele z nich takze z udziałem innych, dowody ..dla mózgu..wykluczajace schizofrenię ....:) chyba ze biuerzemy pod uwagę zbiorową..

no ale :D od momentu przebudzenia pewnego, umiejętności spojrzenia w matrix, nie wykluczając spojrzenia poza niego ...moge stwierdzić ze ta zeczywistośc jest jedna wielka shizofrenią..tyle że wariaci leczą i stawiają diagnozy innym wariatom

 

napisz co wiesz o posłańcach światła :D to zweryfikujemy, znam ich trochę..choć tamtych drugich tez..jedno co wiadome ..ze ani jedni nie sa tak do mkonca swietlisci ..ani drudzy tak do konca zli :) czasem się sami nie moga chyba zdecydować..mozna powiedziec by jakby sami swojego matrixa mieli..

a jedyna prawda którą znam to doswiadczenie absolutu , tam te wszystkie ...czarno- białe ...znika..

jedynkowość umysłu...

czarne białe'

 

białe czarne

Edited by rastar
Link to comment
Share on other sites

nie bardzo mogę, chcę wypowiadać się w tym temacie, wybacz. Chyba nie mam takiej siły jak Ty, i jestem bez wsparcia,

Oni to wiedzą, dlatego wysyłany jest strach. na dnie duszy mam wiarę tylko w JEDNO...i tam nie ma nikt wstępu.

Jeżeli wiesz o czym piszę...to gramy w jednej drużynie;) i reszta odbywa się za kulisami.

pozdrawiam

 

ps.

czerwone i czarne,

wstąpił do piekieł po drodze mu było...

Edited by zitawa
Link to comment
Share on other sites

nie bardzo mogę, chcę wypowiadać się w tym temacie, wybacz. Chyba nie mam takiej siły jak Ty, i jestem bez wsparcia,

Oni to wiedzą, dlatego wysyłany jest strach. na dnie duszy mam wiarę tylko w JEDNO...i tam nie ma nikt wstępu.

Jeżeli wiesz o czym piszę...to gramy w jednej drużynie;) i reszta odbywa się za kulisami.

pozdrawiam

 

ps.

czerwone i czarne,

wstąpił do piekieł po drodze mu było...

Tak za kulisami się dzieje dużo. .ja rozważam nie mówienie o tym..ale wybrałem nazywanie zeczy po imieniu. ..tego się bardzo boją. .liczą na to aby się zakamuflowac..zasżyć. .i drążyć.

Co do kulisow to strona światła tez działa prężnie. .jeśli by ją tak nazwac

Edited by rastar
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...