Jump to content

przeczucia-wizja?, a złe wydarzenia


rubydragon
 Share

Recommended Posts

Kochani mam do was pytanie (być może banalne) :) ale podpowiedzcie mi jak to umiejscowic /nazwać

Praktycznie od zawsze mam tak, że moje (podświadome?) przeczucie wiąże się z określonym wydarzeniem- zawsze jest ono złe np. wypadek, choroba, śmierć, zalanie,jakaś katastrofa itd.

 

Ciężko opisać o co mi konkretnie chodzi, ale w pewnych momentach chwyta mnie przeczucie ,taka wolna myśl np. "cos sie stało", "tam wisi coś złego" i ni z tego ni z owego wykręcalam numer to do mamy, czy wykręcam do dziadka ,taty czy to do osoby której to dotyczy. Bo to przeczucie wierci mi dziurę w głowie i sprawia uczucie wewnętrznego niepokoju, który ukoi dopiero informacja potwierdzająca moje przewidzenia. Paradoksalnie w takich przypadkach odczuwam blizej nieokreślony przypływ energii.

 

Dla przykładu podrzucę kilka z wypadków/zdarzeń:

odczuwałam silne przekonanie ze "stało sie coś złego w domu", dotyczącego po części taty i mamy (u moich rodziców ponad 50km ode mnie)

nie dało mi to spokoju, noc nie przespana to zadzwoniłam (wtedy jeszcze do żyjącej mamy) i wprost pytam co się stało. Ona mi odpowiedziała(do dziś pamietam dokładnie, a było to przeszło 10 lat temu), że babcia mi juz doniosła o wszystkim (mieszkałam u babci) . Ja mówię, że nie wiem co sie stało ale niech mnie uświadomi, bo mnie gnębi od wczoraj wieczora (późnego), że coś się stało i żyć mi nie daje! -Okazało sie ,ze tato miał wypadek przy 180km/h ,kompletnie spłaszczył samochód- on tylko siniaki i ogromny ból od poobijania. Ale mam musiał go odbierać z wypadku itd.

 

najczęsciej mam tak z dziadkiem- silne przeczucie "wiszącego zła" które karze mi dzwonić, telefon i odpowiedź np. choroba babci, którą na początku dziadek próbował nie tyle zbagatelizować ,co zmniejszyć ją w moich oczach. wprost powiedziałam, że wiem, że jest źle czy jakieś wyniki ma złe, bo czuję, że wie o czymś od rana. Okazało się że rano wyniki odbierali i byli u lekarza-mięśniaki/lub prawdopodobnie rak

 

z banalniejszych wypadków najczęstsze było zmuszanie mamy do jazdy inną drogą czy nawet zostanie w domu, bo "tam nie przejedziesz"" bo masz czas możesz jutro mamo" -i myśl która mnie wtedy nachodziła wyraźnie "nie jedź tam",czy, "nie wychodź" zazwyczaj się okazywało, że był tak wypadek, karambol czy śmierć na miejscu

 

 

Na poczatku myślałam , że to zbiegi okoliczności ,ale z czasem było ich za wiele i nigdy sie nie myliłam.

Do tego stopnia stało się to absurdalne, że jak siadam i mówię "coś sie stało" mój nastawiony ogólnie na nie co do wszelkich wierzeń i "ezohistroii" ;), stąpający twardo po ziemi mąż realista pyta o co chodzi i że on zadzwoni jak to jego rodzina.

 

Z czasem zaczęłam dokładniej "widzieć" o co chodzi, jakby urywki zdarzeń, np. rozbity samochód, łózko z osobistymi rzeczami danej osoby np. opustoszałe, lub zmięte, czy krzyk ( o ile można krzyk widzieć po prostu wiedziałam ze to to)

 

nie wiem jak lepiej opisać o co mi chodzi, może się mylę, może to przypadki -ale ja w przypadki nie wierzę dlatego mnie nakłoniło do napisania pytania :)

Może nie tylko ja tak mam

Chętnie poznam wasze opinie, osób które więcej ogarniaja ode mnie :*

 

Jest jeszcze jedna historia , która czasami mnie zastanawia ale raczej nie z tym związana ;) pomyślę gdzie ją umiejscowić /jak sformułować i zapytam

Link to comment
Share on other sites

Dwa lata temu też przeżywałam podobną historię. Dotyczyła naszej suczki. Miała guza sutka i musiała w związku z tym przejść operację. Nie mieliśmy wiedzy czy jest to nowotwór złośliwy czy łagodny, w każdym razie operacja się udała i nasza Saba wracała do zdrowia. Nic niepokojącego się z nią nie działo, miała masę energii, apetyt. Wydawało się na pierwszy rzut oka, że wszystko wróciło do normy. Jednak mnie ciągle dopadało takie dziwne przeczucie, że coś złego się jednak stanie. Ne miało to żadnego racjonalnego poparcia w rzeczywistości w tamtym czasie. Jednak niemal za każdym razem kiedy dzwonił mój telefon serce zaczynało mi kołatać bo w głowie pojawiała się wówczas irracjonalna myśl, że rodzice dzwonią powiedzieć, że Saba nie żyje. Nie wiedziałam skąd takie czarne myśli bo przecież wszystko było w porządku.... do czasu....Po 4 miesiącach od operacji zaczęły się pojawiać dolegliwości zdrowotne a później okazało się że Sabcia ma przerzuty nowotworowe na płucach i w kościach. Po 5 miesiącach od operacji musieliśmy pozwolić jej odejść.....Nigdy wcześniej i później nie doświadczałam takich złowrogich przeczuć....

Link to comment
Share on other sites

Dwa lata temu też przeżywałam podobną historię. Dotyczyła naszej suczki. Miała guza sutka i musiała w związku z tym przejść operację. Nie mieliśmy wiedzy czy jest to nowotwór złośliwy czy łagodny, w każdym razie operacja się udała i nasza Saba wracała do zdrowia. Nic niepokojącego się z nią nie działo, miała masę energii, apetyt. Wydawało się na pierwszy rzut oka, że wszystko wróciło do normy. Jednak mnie ciągle dopadało takie dziwne przeczucie, że coś złego się jednak stanie. Ne miało to żadnego racjonalnego poparcia w rzeczywistości w tamtym czasie. Jednak niemal za każdym razem kiedy dzwonił mój telefon serce zaczynało mi kołatać bo w głowie pojawiała się wówczas irracjonalna myśl, że rodzice dzwonią powiedzieć, że Saba nie żyje. Nie wiedziałam skąd takie czarne myśli bo przecież wszystko było w porządku.... do czasu....Po 4 miesiącach od operacji zaczęły się pojawiać dolegliwości zdrowotne a później okazało się że Sabcia ma przerzuty nowotworowe na płucach i w kościach. Po 5 miesiącach od operacji musieliśmy pozwolić jej odejść.....Nigdy wcześniej i później nie doświadczałam takich złowrogich przeczuć....

 

współczucia :( smutna historia strasznie . Dobrze ,że tylko raz miałaś takie przeczucie. Ja nie wiem skąd się moje biorą i czemu .. :/

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
Dwa lata temu też przeżywałam podobną historię. Dotyczyła naszej suczki. Miała guza sutka i musiała w związku z tym przejść operację. Nie mieliśmy wiedzy czy jest to nowotwór złośliwy czy łagodny, w każdym razie operacja się udała i nasza Saba wracała do zdrowia. Nic niepokojącego się z nią nie działo, miała masę energii, apetyt. Wydawało się na pierwszy rzut oka, że wszystko wróciło do normy. Jednak mnie ciągle dopadało takie dziwne przeczucie, że coś złego się jednak stanie. Ne miało to żadnego racjonalnego poparcia w rzeczywistości w tamtym czasie. Jednak niemal za każdym razem kiedy dzwonił mój telefon serce zaczynało mi kołatać bo w głowie pojawiała się wówczas irracjonalna myśl, że rodzice dzwonią powiedzieć, że Saba nie żyje. Nie wiedziałam skąd takie czarne myśli bo przecież wszystko było w porządku.... do czasu....Po 4 miesiącach od operacji zaczęły się pojawiać dolegliwości zdrowotne a później okazało się że Sabcia ma przerzuty nowotworowe na płucach i w kościach. Po 5 miesiącach od operacji musieliśmy pozwolić jej odejść.....Nigdy wcześniej i później nie doświadczałam takich złowrogich przeczuć....

 

Dziś miałam podobną sytuację do Twojej. A mianowicie odkryłam, że moja kotka, którą przygarnęłam parę miesięcy temu ma fioletowego guza przy sutku. Przedwczoraj tego nie miała. Zaczęłam płakać, że to na pewno jest rak i zastanawiać się, czy poddając ją ewentualnej operacji nie przysporzę jej niepotrzebnego bólu, bo wiadomo czym się kończy nowotwór:( Jutro zabieram ją do weterynarza. Po tym odkryciu miałam dziwne uczucie, żeby zajrzeć na ezoforum. Włączyłam laptopa, wybrałam wątek "przeczucia- wizja.." i pierwszą rzeczą jaką przeczytałam jest Twój post. Przypadek?

Link to comment
Share on other sites

Dziś miałam podobną sytuację do Twojej. A mianowicie odkryłam, że moja kotka, którą przygarnęłam parę miesięcy temu ma fioletowego guza przy sutku. Przedwczoraj tego nie miała. Zaczęłam płakać, że to na pewno jest rak i zastanawiać się, czy poddając ją ewentualnej operacji nie przysporzę jej niepotrzebnego bólu, bo wiadomo czym się kończy nowotwór:( Jutro zabieram ją do weterynarza. Po tym odkryciu miałam dziwne uczucie, żeby zajrzeć na ezoforum. Włączyłam laptopa, wybrałam wątek "przeczucia- wizja.." i pierwszą rzeczą jaką przeczytałam jest Twój post. Przypadek?

 

Nie wiem czy to dobrze, że trafiłaś na mojego posta bo przecież nie zawsze tak źle się kończą takie historie. Nie chciałabym, żeby opisana przeze mnie sytuacja odebrała Ci nadzieję, bo przecież nie każdy guzek jest złośliwy. Trzymam mocno kciuki za to, żeby Wasza historia skończyła się happy endem.

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję, mam też taką nadzieję. Szkoda kocicy, dużo przeszła w życiu złego przez poprzednich właścicieli. Mam nadzieje, że okaże się to tylko jakimś stanem zapalnym, na który pomoże zastrzyk i antybiotyk.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Biedna kotka :(

Trzymam kciuki by bylo dobrze.

Ja niestety zaczynam obawiać sie o swoja babcię, jeszcze takiego"tknięcia" konkretnego oe miałam ale juz wiem ze będzie zle

Link to comment
Share on other sites

  • 8 months later...

Obawy się sprawdziły. Każde z moich przeczuć tyczących babci.

Koniec końców zmarła, pożegnałam ją i rozmawiałam gdy innych wyrzucała z pokoju i krzyczała że ja chcą otruć ,.. tylko ja potrafiłam do niej dotrzeć gdy już praktycznie umierała w domu odmówiła jedzenia , picia, leków przeciwbólowych. ..Czerniak IV stopnia. Sama śmierć przewidziałam praktycznie do dnia od ostatniego spotkania... Ciężko z tym żyć .. ciężko wiedzieć że byłam ostatnia osoba z którą rozmawiała" normalnie" ,ostatnia która , nie wiem z jakiego powodu spytała czy zostanie zbawiona..mnie!!.. człowieka nieochrzczonego, nie uczęszczającego do kościoła, potępiającego kościół w tego typu formie w jakiej funkcjonuje... Spojrzała mi w oczy , w głąb trzymając za rękę spytała " czy będę zbawiona?" ..

Odparłam że jeżeli byłaś dobrym człowiekiem, robiłaś wszystko według swoich przekonań bez krzywdy dla. Innych to będziesz, a przecież jesteś dobrym czlowiekiem ja w to wierzę. i nie nie odejdę bo cię kocham. .. nikogo o to nie pytała, innym wymieniała co komu oddać, ja powiedziałam że to nie ma znaczenia teraz, że damy rade, że sluchalismy dokładnie jej woli, zarzucała sobie koronkowa poduszkę do trumny.. czemu mnie akurat prosiła o to też nie wiem...mam wrażenie że zobaczyła coś co spowodowało u niej takie zachowanie, .. nie mam pojęcia jak to opisać.. spojrzała mi w oczy otworzyła je szeroko i odetchnęła, niczym z ulgą ,i zaczęła wtedy rozmowę.. nie wrzaski nie krzyki a rozmowę o jej zbawieniu.. nie wiem co o tym wszystkim myśleć już .. nie wiem jak to opisać

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...