Skocz do zawartości
Ismer

Wywiad z Wojciechem Eichelbergerem

Rekomendowane odpowiedzi

Ismer

Wywiad Wojciecha Eichelbergera dla czasopisma "Wysokie obcasy", można go również przeczytać na bardzo fajnym forumowym blogu u goya.

 

DO ASTROLOGII zostałem przekonany w sposób empiryczny około 25 lat temu.

Zaproszono mnie do swego rodzaju pojedynku z wybitnym, nieżyjącym już niestety, polskim astrologiem Robertem Walterem (1908-1980).

Miałem mu podać godziny, daty, miejsca urodzenia oraz płeć trzech osób. z którymi już jakiś czas pracowałem w gabinecie psychoterapeutycznym, zachowując ich nazwiska w całkowitej tajemnicy.

 

Bolesna lekcja pokory

 

Po trzech tygodniach spotkaliśmy się w gronie szacownych warszawskich astrologów, gdzie pan Walter i ja odczytaliśmy swoje kilkustronicowe opracowania na temat każdej z tych osób.

Ku mojemu zaskoczeniu, w dwóch wypadkach na trzy opracowania mojego adwersarza okazały się przynajmniej tak samo trafne i wyczerpujące jak moje.

Nie wierzyłem własnym uszom, słysząc jak człowiek, który nigdy nie widział osób, o których mówił, przytaczał powikłane, intymne fragmenty ich losów, daty najważniejszych wydarzeń z ich życia i eleganckim językiem opisywał istotę ich psychologicznych problemów.

 

W owym czasie, po ukończeniu uniwersyteckiego kursu psychologii, byłem bardzo sceptycznie nastawiony do wszelkich sugestii i teorii zakładających, że nawet jakaś niewielka część odpowiedzialności za indywidualne ludzkie losy może znajdować się poza nami.

Astrologia - uznająca, że wydarzenia w naszym życiu, a nawet nasze samopoczucie, zależą od przestrzennych stosunków między planetami i księżycami Układu Słonecznego i ich położenia względem centralnej gwiazdy - wydawała mi się pomysłem absurdalnym.

Intelektualna uczciwość nie pozwoliła mi jednak odmówić udziału w tak elegancko skonstruowanym eksperymencie. Byłem zresztą przekonany, że mój pogląd na astrologię uzyska dzięki temu ostateczne potwierdzenie. Mój arogancki racjonalizm otrzymał bolesną lekcję pokory. To się rzeczywiście w głowie nie mieściło.

Musiałem przyjąć, że na moje życie mogą mieć wpływ siły, których nie jestem świadom, że moment i miejsce, w którym pojawiam się na tym świecie, określają moje losy i rytm wydarzeń mego życia, wpisują mnie w jakąś tajemniczą energetyczną matrycę, której właściwości wyznaczane są położeniem okolicznych ciał niebieskich.

 

Od tego momentu zasadniczym pytaniem było - w jakim stopniu moje życie jest przez tę matrycę zdeterminowane?

Dla psychoterapeuty było to pytanie szczególnie ważne. Bo jeśli wszystko jest z góry zaprogramowane, to po co trudzić się nad prostowaniem ludzkich ścieżek i umysłów?

Determinizm źle się kojarzy. Kłóci się z naszą potrzebą wolności, z przeczuciem, że brak jakichkolwiek ograniczeń czy uwarunkowań jest naszym naturalnym sposobem istnienia. Niemniej na co dzień wszyscy doświadczamy jego działania.

 

Rodzimy się w danym dniu, godzinie i momencie historii, z określoną płcią, w różnych krajach, klimatach, w mieście albo na wsi, w różnych rodzinach albo zgoła bez rodzin, jako spadkobiercy nędzy i nieszczęścia lub szczęśliwi dziedzice dobra i bogactwa.

Z miliardów możliwości, jakie daje genetyczna ruletka puszczona w ruch przez naszych rodziców, dostajemy w dożywotnie użytkowanie określony chromosomowy garnitur - na jedno podatny, na drugie odporny, w jednym lepszy, w drugim gorszy.

Różnimy się na tysiące sposobów, ale w jednej sprawie spotykamy się wszyscy. Sam fakt narodzin determinuje nasze dojrzewanie, starzenie się i umieranie. Wszyscy w obliczu trudności, cierpienia i przemijania pytamy cicho lub głośno: Dlaczego mnie to spotyka? Jaki to ma sens? Co ja mam z tym począć?

 

Po wielu rozmowach z astrologami i latach doświadczeń z życiem własnym i ludzi, których znam i którym pomagałem, nabrałem przekonania, że kosmiczny determinizm nie jest całkowity.

Nawet najtrudniejszy horoskop pozostawia jakieś wyjście, jakąś drogę rozwoju.

Z drugiej strony, nawet najlepszy układ możemy zmarnować.

 

Horoskop to coś na kształt reguł gry, jaką możemy prowadzić z losem. Tak jak zasady makao, brydża albo pokera.

 

Wprawdzie nie my decydujemy o tym, do jakiej gry nas posadzą i co mamy w kartach, ale z pewnością tylko od nas zależy, jak będziemy grać.

Nasza odpowiedzialność za nasze życie - w języku astrologii rzecz ujmując - sprowadza się do tego, żeby po mistrzowsku wykorzystać potencjał naszego horoskopu, naszego kosmicznego rozdania.

W tej grze nie jest istotne, czy wygrywamy, czy przegrywamy z innymi.

Ważne jest, czy z tego, co mamy do dyspozycji, zrobimy najlepszy możliwy użytek.

Żeby tego dokonać, musimy przede wszystkim poznać ukryty cel gry, odkryć, na czym polega wygrana, innymi słowy - zrozumieć, o co chodzi w zabawie zwanej życiem. Największym błędem jest obrazić się na swój los i próbować odejść od stolika. Od tego stolika odejść nie sposób.

 

Gra się rozpoczyna w momencie narodzin i kończy, gdy zegar mierzący czas gry wybije tzw. ostatnią godzinę.

Wszystko, co zrobimy w międzyczasie, jest wpisane w grę - rezygnacja również. Więc lepiej grać aktywnie i świadomie, nie tracić szansy, żeby się czegoś nauczyć.

 

Profesjonalny horoskop to taki, który precyzyjnie i jasno opisuje zasady naszej indywidualnej gry z losem, daje pojęcie o atutach, jakimi dysponujemy, a także wskazuje na to, czego powinniśmy się nauczyć. Co w sobie rozwinąć, a czego unikać, aby stawać się mistrzami swojego rozdania.

Dobrze zrobiony indywidualny horoskop pokazuje, że każdy z nas gra swoją niepowtarzalną partię, która ma swoje odrębne zasady, swój rytm, swoją dynamikę i dramaturgię. Porównywanie się z innymi nie ma żadnego sensu.[/b]

 

Wielka niewiadoma

 

Astrolog nie powinien formułować wróżb na przyszłość. Ani dobrych, ani złych.

Przyszłość zawsze jest niewiadomą i w ogromnej mierze zależy od tego, na ile zdołamy uwolnić się od naszych nawykowych wzorów postrzegania, interpretowania i reagowania - od tego, co robimy z naszym życiem teraz.

Złe wróżby mogą działać na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni - szczególnie na tych spośród nas, którzy i tak słabo sobie radzą z pesymizmem, malkontenctwem i autoagresją.

Dobre wróżby natomiast, gdy się nie sprawdzą, zawsze budzą niepotrzebne rozczarowania.

 

Astrologia to poważna sprawa.

A fachowy horoskop to szyte na miarę dzieło ogromnej wiedzy, intuicji i ciężkiej, odpowiedzialnej pracy, która nawet mistrzowi nad mistrze zajmuje wiele dni.

Reszta - mam tu na myśli horoskopy zamieszczane w popularnych pismach - to wróżenie z fusów, a w najlepszym wypadku - zabawa.

Pytanie, które pozostaje nam do rozstrzygnięcia, brzmi: kto tworzy scenariusz gry i rozdaje karty? Ale to już zupełnie inna rozmowa.

Edytowane przez Ismer

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Eufemia

W sumie to że p. Eichelberger przekonał się do astrologii to nie on pierwszy, L.Weres też był sceptykiem. Ale poruszona tu jest kwestia determinizmu i to moim zdaniem jest ważne, bo dotyczy nie tylko horoskopu ale każdej dywinacji.

To co tutaj jest powiedziane:

 

Po wielu rozmowach z astrologami i latach doświadczeń z życiem własnym i ludzi, których znam i którym pomagałem, nabrałem przekonania, że kosmiczny determinizm nie jest całkowity.

Nawet najtrudniejszy horoskop pozostawia jakieś wyjście, jakąś drogę rozwoju.

Z drugiej strony, nawet najlepszy układ możemy zmarnować.

 

Horoskop to coś na kształt reguł gry, jaką możemy prowadzić z losem. Tak jak zasady makao, brydża albo pokera.

 

Wprawdzie nie my decydujemy o tym, do jakiej gry nas posadzą i co mamy w kartach, ale z pewnością tylko od nas zależy, jak będziemy grać.

Nasza odpowiedzialność za nasze życie - w języku astrologii rzecz ujmując - sprowadza się do tego, żeby po mistrzowsku wykorzystać potencjał naszego horoskopu, naszego kosmicznego rozdania.

W tej grze nie jest istotne, czy wygrywamy, czy przegrywamy z innymi.

Ważne jest, czy z tego, co mamy do dyspozycji, zrobimy najlepszy możliwy użytek.

Żeby tego dokonać, musimy przede wszystkim poznać ukryty cel gry, odkryć, na czym polega wygrana, innymi słowy - zrozumieć, o co chodzi w zabawie zwanej życiem. Największym błędem jest obrazić się na swój los i próbować odejść od stolika

 

to jest kwintesencja wszelkich dyskusji na temat determinizmu i wolnej woli.

 

Dzięki Ismer za ten wywiad :kwiatek:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gwiazdologia

Ja nie mogę odżałować, że Eichelberger tak uwierzył w astrologię, że pomyślał, iż podawanie do publicznej wiadomości swojej godziny ur. może być groźne. Szkoda, na pewno przydałaby się taka dana :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tullia

Ciekawe, jak astrolog ma nie formułować wróżb? Większość osób jednak chce wiedzieć, co się może wydarzyć. Zresztą, nie spotkałam się z astrologiem, który by rzekł coś w stylu : "W 2016 na 100 % wyjdzie pani za mąż" :P. No wiecie, co mam na myśli.

Tak z innej beczki, to szukałam godziny Piotra Piotrowskiego, ale nie znalazłam ;P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Eufemia
Ciekawe, jak astrolog ma nie formułować wróżb? Większość osób jednak chce wiedzieć, co się może wydarzyć. Zresztą, nie spotkałam się z astrologiem, który by rzekł coś w stylu : "W 2016 na 100 % wyjdzie pani za mąż" :P. No wiecie, co mam na myśli.

Tak z innej beczki, to szukałam godziny Piotra Piotrowskiego, ale nie znalazłam ;P.

 

Ale to jest zdanie autora a nie nakaz ;p

Niezbyt mądre moim zdaniem, bo to tak jakby powiedzieć, że tarocista albo wogóle wróżbita ma nie wróżyć bo można komuś coś zasugerować albo kogoś rozczarować xd a przecież każdy kto idzie do wróżki musi się z tym liczyć, że wróżka jak każdy człowiek nie jest nieomylna. To na tej zasadzie nie powinno się produkować papierosów czy alkoholu, bo mogą konsumentom zaszkodzić. Albo ich rozczarować bo niedobre w smaku :D

Zresztą i sama część psychologiczna ("humanistyczna") horoskopu w takim razie nie powinna być omawiana, bo astrolog może coś zasugerować klientowi i ten się zaprogramuje, że ma trudnego Saturna z Księżycem i jest depresyjny i zwali się wszystko na te planety a sam nie zrobi nic by wyjść z dołka, bo tak ma i koniec. Albo problematyczny Merkury: matołek, niczego pojąć nie może. No to po co rozpatrywać w takim razie horoskopy? ;)

 

Dla mnie w tym artykule to zdanie zresztą jest marginalne, ciekawsza jest kwestia determinizmu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tullia

W kwestii determinizmu zgadzam się mniej więcej z tym, co uważa p. Eichelberger.

Próbuję sobie przełożyć to na astrologię, czyli dajmy na to - ktoś ma w solariuszu kilka planet w domu V, co może oznaczać kilka opcji, także możliwe jest że zadzieje się coś w sferach : love, rozrywki, twórczość, dzieci itd. Chodzi mi o to, że mamy tych dziedzin kilka, a nie np. kilkaset, if you know what I mean.

Także mamy wolną wolę, przyszłość nie jest z góry ustalona, jest co najmniej kilka możliwości. Dlatego też wróżby długoterminowe często się nie sprawdzają, bo zależą od tego co robimu tu i teraz.

Edytowane przez Tullia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

Ale dobry astrolog zorientuje się jakie tendencje są dominujące w całym horoskopie i na podstawie tego może przewidzieć, jaki wybór podejmie Włh i pole możliwości jeszcze się zawęża. Kiedyś nie było zawodu "psycholog" ale astrolog musiał się orientować w meandrach psychiki kwerenta, a wnioskował o niej z horoskopu właśnie. Tylko nie nazywało się to "psychologia".

Dawniej, kiedy nie było tylu możliwości i dom 5 to była progenitura to opowieści typu: będziesz mieć kupę dzieci albo nie będziesz mieć ich wcale były sprawdzalne.

Poza tym stosowano inne wyznaczniki, jak punkty arabskie, zwracano uwagę na gwiazdy stałe no i inne były zasady rozpatrywania horoskopu, co widać choćby na przykładzie WH - Almuten. Kierowano się ściśle określonymi zasadami, które pasowały do swoich czasów; teoretycznie nasze czasy mają swoje zasady astrologiczne, ale gdzie im do tamtych, jeśli chodzi o sprawdzalność. Co prawda uważam, że 100 % to bajki, jednak dawni mistrzowie tą sprawdzalność mieli na wyższym poziomie niż współcześni, z małymi wyjątkami, gdyż w każdej epoce rodzą się geniusze.

To co my tutaj sobie na wyrywki obgadujemy to szczerze mówiąc są to ochłapy z astrologicznego stołu. Astrologiem - mistrzem jest np. pan Frawley, który właśnie "wróży" za pomocą horarnej, a nie tylko przewiduje z natalu co może się zadziać i jaki ktoś może być.

Mnie z kolei najbardziej obchodzi to jak mogę pomóc, i tak naprawdę to trochę mnie astro czy numero nudzi, bo nie sprawia mi satysfakcji, to że coś o kimś wiem, coś przewidzę, za to dołuje niemożność znalezienia skutecznej rady na problem. Nie mówię o tym czy ktoś radę zastosuje czy nie, bo to jego broszencja, chodzi tylko o skuteczność, o dobór "leku". Zresztą co tu dużo mówić, jeśli przez iks iks lat nie mogę poradzić sobie ze swoimi problemami, a niby wiem co je powoduje, to trudno, żebym znała remedium na cudze problemy. Astrologicznie to się da uzasadnić co jest przyczyną, ale spróbuj komuś poradzić, żeby naprawił (zasady) swojego Saturna i jak można to zrobić... psycholog ze swoją terminologią prędzej by tu trafił, ale doświadczenie mnie nauczyło, że przeciętny psycholog jest takim samym, hmm... pracownikiem, jak przeciętny astrolog. Geniusz zdarza się rzadko, a jak się zdarzy, to czym prędzej zawija się za granicę ;)

Edytowane przez Ismer

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×