Skocz do zawartości
anhana

Paradoks 11 domu

Rekomendowane odpowiedzi

anhana

Dzień dobry!

 

Naszła mnie taka refleksja odnośnie 11 domu. Jak to jest możliwe, że dom łączony z przyjaźnią, "miłością otrzymywaną", protekcją jest rządzony URANEM a w drugiej kolejności SATURNEM? Przecież przyjaźń to coś trwałego, stałego, miłego przyjemnego a Uran nie jest niczym z tych elementów. Uran jest rewolucją, zmianą i jak to łączyć? O Saturnie nie wspominając.

 

Czy macie podobne spostrzeżenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

A dlaczego o Saturnie nie wspominając?

Może zacznijmy od definicji słowa "przyjaźń", a konkretnie o co chodzi w przyjaźni, na czym przyjaźń polega i czego się po niej oczekuje.

Jak dla mnie cechy i atrybuty Saturna są dla przyjaźni idealne. Saturn w potocznym rozumieniu jest planetą nieprzyjemną, niemiłą, ponurą i złą - jednak są to jego cechy ciemne, a przecież on, tak samo jak każda inna planeta dysponuje także zaletami.

Saturn nadaje formę i trwałość wszystkiemu, a więc przyjaźni również.

Od przyjaciela oczekuje się, że będzie wierny i będzie mówił prawdę, ale niekoniecznie musi być miły i przyjemny (szczególnie przy mówieniu prawdy ;p).

Przyjaciel to nie słodki różowy piesek, tylko ktoś, kto nie waha się mówić ci prawdy w oczy, nawet jeśli wie, że go z tego powodu możesz odtrącić. I mimo to pozostaje wiernym przyjacielem, czeka aż dojrzejesz, zmądrzejesz i przyjmiesz go z powrotem do grona swoich przyjaciół. Poza tym, w odróżnieniu od dobrych kolegów, których można mieć dużo - prawdziwych przyjaciół jest jak na lekarstwo, a można ich nie mieć wcale.

Powiedz, ilu osobom możesz całkowicie zaufać i wiesz, że będą twoimi przyjaciółmi także w biedzie? Właśnie - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie; trzeba zjeść z kimś beczkę soli, aby go dobrze poznać i móc zaufać, więc aby kogoś "przyjąć na przyjaciela" to potrzebne są i czas i trudne doświadczenie, bo tylko takie pokaże prawdziwe oblicze drugiej osoby. Jeśli osoba, którą uważasz za przyjaciela nie opuści cię w trudnej sytuacji - to dopiero wtedy przekonasz się, że naprawdę jest ona twoim przyjacielem.

 

Poza tym w dzisiejszym rozumieniu, władztwa planet nad domami w powiązaniu ze znakami zodiaku są koncepcją nowożytną; raz, że dopiero w XIX - XX w. Alan Leo i jego sympatycy wykreowali tą koncepcję (przedtem funkcjonował septener ze Słońcem jako władcą domu IX), a dwa, że planety transsaturniczne właściwie najpierw przyczepiono do znaków/domów na podstawie różnych koncepcji, nie mających nic wspólnego z obserwacjami astrologicznymi (jak można komuś przydzielić władanie znakiem i domem bez potwierdzenia, czy ich wpływ rzeczywiście w danym znaku jest taki czy inny!), a dopiero potem stopniowo wyciągano wnioski z ich położenia na podstawie obserwacji.

Uran zaś "dostał" Wodnika w dużej mierze dlatego, że akurat jego odkrycie zbiegło się czasowo z rewolucją francuską, w czasie której zaszły głębokie i radykalne zmiany polityczno - społeczne, które miały przecież wpływ na politykę światową i w sumie była ta rewolucja jakby inicjacją przekształcania społeczeństw. Po prostu tak sobie go skojarzono. No i za Wodnikiem otrzymał Uran władztwo nad 11 domem. Ale dziś są astrolodzy, którzy myślą inaczej, już im się to (i władztwa pozostałych transsaturników), przestaje podobać xd

 

Tak więc to co jest przypisane do 11 d wiąże się przede wszystkim ze Słońcem, jako że to ono było jego władcą oraz z Saturnem, jako opiekunem znaku Wodnika.

11 domowa "miłość otrzymywana" nie jest emocjonalno - fizyczną i często ulotną miłością domu 5, to jest to coś najbardziej wartościowego co jeden człowiek może otrzymać od drugiego i jest trwałe, niezłomne.

Przyjaciele zaś to nie przyjaciele - koledzy, tylko opiekunowie, dobroczyńcy, protektorzy, mecenasi, sponsorzy, zwolennicy, sprzymierzeńcy; ludzie sprzyjający Włh, wspierający go, tacy na których naprawdę może liczyć. Ludzie ci złączeni są jakimiś mocnymi wspólnymi więzami, które dziś odczytuje się jako organizacja, partia, klub, zrzeszenie, paczka: czyli świat pewnych idei wśród których obraca się Włh i im hołduje, identyfikuje się z nimi.

D. 11 kojarzony jest również z wyborem, zwano go "bestią wyboru" - wyboru którego każdy musi dokonać i ponieść jego skutki.

Jest też postrzegany jako "dom szczęścia", "miłości ofiarowanej" "nadziei i marzeń"; jest się szczęśliwym, kiedy obcuje się z czymś / realizuje coś co niesie radość i nie musi to być inny człowiek (stąd przypisuje się mu hobby, chociaż niektórzy upierają się, że hobby to d.5).

Miłość ofiarowana to jest właśnie ta miłość, która jest przeciwieństwem d. 5 - tu nie ty kochasz tylko ktoś/ coś cię kocha, sprzyja ci, opiekuje się tobą.

Z tego domu, w astro. horarnej odczytuje się czy konkretne nadzieje / marzenia zostaną spełnione; w natalnej można wysnuć tylko ogólny wniosek.

Jest to też dom pasierbów, dzieci przysposobionych, przygarniętych i nieślubnych. W natalu niełatwo jest coś z tego wydedukować, ale w horanej chodzi jak złoto ;), jednak jeśli chodzi o idęę to przecież przygarnięcie dziecka jest miłością mu ofiarowaną.

No można by tak wyliczać co jeszcze i dlaczego tak a nie inaczej czyta się z tego domu; generalnie chodzi tu jednak o protekcję (tą przyjaźń i bezinteresowną miłość) boga - Słońca, które de facto jest najważniejszą postacią astrologicznego panteonu - to jest Bóg w człowieku, to jego siła, wola i tożsamość, to jego niezniszczalny pierwiastek, w d. 11 przybiera ono postać potężnego i łaskawego opiekuna - patrona itd. itp.

Pamiętaj, że to co dziś przyjęło się uważać za treść domów jest uwspółcześnione ale i spłycone do granic niemożliwości, lecz każdy dom ma korzenie sięgające astrologii antycznej - tam trzeba szukać sensu tego, co pozornie wydaje się dziś bezsensowne. To był spójny i logiczny system, do którego trzeba umiejętnie wprowadzać innowacje, tak by zintegrowane efektywnie nam służyły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ThePhoenix

Ja mam Urana w domu 11 i jestem Wodnikiem a tych samych przyjaciół mam już kilka lat, jednego nawet 7 lat i nie mam zamiaru sie z nimi rozstawać. Zdarza mi się że osoby głównie mężczyźni na wysokim stanowisku, w jakis sposob sie o mnie troszczą. Jeśli chodzi o ochronę Boga to też się zgadza, nie raz ja poczułam. Tak że wszystko co napisała Ismer się zgadza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
anhana

haha Ismer ty to jak dowalisz :P "Przyjaciel to nie słodki różowy piesek,..."

 

No zgadza się, że nie tylko. Chociaż dla mnie to osoba, która jest i mogę na nią liczyć (czyli jest ta komponenta saturniczna) a z drugiej, mamy jakieś wspólne zajawki czy zainteresowania (co znowu pasuje do wodnika). Tutaj brakowało mi tej komponenty "empatyczno-emocjonalnej", która jest niezbędna w przyjaźni, bo to też ktoś, potrafiący wspierać. I tutaj nie pasował też Uran bo jak może wspierać "zmiana" czy "rewolucja". Dlatego zastanawiałam się dlaczego dom jedenasty nie jest wodny, na przykład takie rybki też bardzo przyjacielskie są, ewentualnie raczki. O skorpionie nie wspominam dlatego, że to jest kolejny demonizowany znak. Przecież skorpiony są podejrzliwe, uwielbiają manipulować, a w wolnym czasie mordują z zimną krwią, więc siłą rzeczy z przyjaźnią niewiele mają wspólnego.

 

Ostatnio szukałam informacji o neptunie w rybach i niewiele znalazłam. Przez najbliższe 10 lat neptun będzie w rybach a spłycone jest to do tego, że łatwiej się będzie uzależnić, szerzyć się będzie dezinformacja, a przemysły farmaceutyczne będą wprowadzać leki coraz bardziej otumaniające ludzi. To co, znowu nie ma pozytywnego aspektu neptuna w rybach? To zresztą będzie mój kolejny wątek.

 

W każdym razie dzięki za wyjaśnienia, ten kontekst historyczny jednak wiele wyjaśnia i to wtedy ma większy sens.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gwiazdologia

Przepraszam za dosadność, ale nie ma pojęcia "dom rządzony planetą" (tj że Mars rządzi pierwszym, Wenus drugim, Merkury trzecim, itd). A jeśli tak jest, proszę mi wskazać autora tego sformułowania i jeśli nie jest to ktoś z polskiego środowiska, to śmiem sądzić, że to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat.

 

Istnieją dwie ciekawe koncepcje porządków planet w domach. Chaldejski, że:

1) Saturn jest ważny w d. I - początek struktury (życia)

2) Jowisz w d. II - daje, ofiaruje, symbol pieniędzy

3) Mars w d. III - walczy (np z sąsiadami, w edukacji, w czynnościach codziennych)

4) Słońce w d. IV - to co nas funduje (dom ojców), korzeń istnienia

5) Wenus w d. V - dom przyjemności, sztuki i dzieci (one też dają przyjemności, inaczej... ludzie by ich nie chcieli mieć)

6) Merkury w d. VI - dom oceny konieczności, realności

7) Księżyc w d. VII - partnerstwo (on odbija światło od Słońca, tańczy z nim)

 

druga rundka

8) Saturn d. VIII - tak jak Saturn daje strukturę, tak kończy życie (VIII - dom śmierci)

9) Jowisz d. IX - filozofia, religia, wiara - wiadomo

10) Mars d. X - walka o pozycję, kariera

11) Słońce d. XI - rzeczy spadające z nieba, lejąca się obfitość z nieba

12) Wenus d. XII - zaskoczenie, ale to pokusy które nas doprowadziły do zaułków życia

 

Są też "domy radości planet"

1) Merkury raduje się w pierwszym (ruch, kontakt)

2) Księżyc w trzecim (szybkość i łapanie informacji)

3) Wenus w piątym (znów te przyjemności...)

4) Mars w szóstym (dom operacji i walki z przeciwnościami losu, Mars jak znalazł)

5) Słońce w dziewiątym (wiara, sens życia)

6) Jowisz w jedenastym (dom dużego szczęścia, a Jowisz jest patronem szczęścia)

7) Saturn w dwunastym (jest sygnifikatorem izolacji i poniesionych konsekwencji, a d XII często jest z tym tożsamy i oznacza np miejsca zamknięte)

 

Motyw jednoczesnego utożsamiania Skorpiona, domu VIII i Plutona; albo Wodnika, domu XI i Urana jest bez sensu i nie ma potwierdzenia (ani zgodności) z żadną z tradycji astrologicznych. Tak jak nie można utożsamiać, że jak ktoś ma silny dom VI to jest z automatu silną Panną, a jak ktoś ma silny dom XII, jest silnymi Rybami. Później powstają błędy tego rodzaju, że wiele osób boi się Plutona, bo myśli = ósmy dom, Skorpion, aha, śmierć. Nie mówiąc o tym, że pewne cechy znaku i planety wykluczają się, np Uran jest wolnościowy i rewolucyjny, a Wodnik jest... uparty, bardziej niż ktoś by myślał. Dlaczego? Bo to znak stały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Eufemia

Pojęcia takiego nie ma, ale przecież tu chodzi o to, że domem rządzi ta planeta, która jest władcą znaku, w porządku "chronologicznym", więc rozumie się się to tak, że skoro Baran włada I domem to także włada nim Mars. Wszyscy chyba wiemy o co chodzi. Ismer przecież mówi, że to jest dzisiejszy system i że kiedyś było tak, jak napisałeś. I to jak dla mnie ma sens a nie te nowe zaszeregowanie.

Anhana tak sformułowała, że "dom rządzony planetą" ale przypuszczam, że chodziło jej o to, że Saturn i Uran rządzą domem XI, jak tu mówisz:

Przepraszam za dosadność, ale nie ma pojęcia "dom rządzony planetą" (tj że Mars rządzi pierwszym, Wenus drugim, Merkury trzecim, itd). A jeśli tak jest, proszę mi wskazać autora tego sformułowania i jeśli nie jest to ktoś z polskiego środowiska, to śmiem sądzić, że to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat.

 

no to chyba żadna nowość, że wszyscy astrolodzy idą w ten sposób, bo dziś tak właśnie traktuje się władztwa "naturalne". Przecież na każdej astro stronie jest o tym napisane, nie trzeba daleko szukać. Tylko ci, którzy interesują się astrologią wcześniejszą, sprzed tej koncepcji, wiedzą o tym starszym porządku, też na niego wskazują, ale w swoich interpretacjach posługują się tym współcześnie uznawanym władztwem. W sumie u nas to chyba tylko p. Piotrowski i Frawley są biegłymi w tym starszym, znaczy ja znalazłam najwięcej informacji na ich stronach i w książkach. No i tu trochę na forum i to mnie właśnie zaciekawiło i skłoniło do poszukiwań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Willow

Gwiazdologia, mocno się nie zgodzę z napisanym. Nie chcę się kłócić w zupełności (bo może czegoś nie spostrzegłam oraz w każdym razie nie jestem "przewodnikiem wielkiej prawdy"), ale nie mogłam nie zwrócić uwagi.

A jeśli tak jest, proszę mi wskazać autora tego sformułowania i jeśli nie jest to ktoś z polskiego środowiska, to śmiem sądzić, że to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat.

Jak najmniej Wronski (którego w Polsce też czytają, jak widzę) używał tą analogie, no i powiem szczerze, że nie będąc z pochodzenia Polką polskich autorów nie czytałam, a analogia jest używana jak w Rosji (wśród klasycznych autorów: Podwodnyj, Szczytow, Wronski, wielu innych), tak i na zachodzie, również używa się w programie nauczania w akademiach astrologicznych (przynajmniej w systemie nauczania w astrologicznej akademii Peterburgskiej używana jest literatura z tymi analogiami, wiem, bo z tej listy autorów ciągle korzystam :)), czyli jak najmniej stanowi jedną tradycję. I nie, nie pochodzi z polskiego środowiska ostatnich 10 lat. Druga rzecz, że istnieją różne systemy analogii domów/planet oraz znaków, jak i różne systemy domów (Koch/Placidus, i t.d.), również jak i systemy astrologiczne (tradycja niemiecka/arabska/rosyjska/hinduska). Trzecia rzecz, że domy to jednak okoliczności, a znaki to energia (styl), a o tym czasami zapominają i mieszają wszystko do jednego.

Motyw jednoczesnego utożsamiania Skorpiona, domu VIII i Plutona; albo Wodnika, domu XI i Urana jest bez sensu i nie ma potwierdzenia (ani zgodności) z żadną z tradycji astrologicznych.

Jest, potwierdza się, i u niektórych domy się bardziej sprawdzają, niż znaki, szczególnie jak rozpatrywany okoliczności życia, zainteresowań i tendencji rozwoju.

Tak jak nie można utożsamiać, że jak ktoś ma silny dom VI to jest z automatu silną Panną, a jak ktoś ma silny dom XII, jest silnymi Rybami.

Mylenie stylów (energii) i okoliczności życia.

. Później powstają błędy tego rodzaju, że wiele osób boi się Plutona, bo myśli = ósmy dom, Skorpion, aha, śmierć.

To jest wada ludzi, a nie systemu, bo to mi się kojarzy normalnie z niechęcią iść do psychologa, bo pomyślą, że jesteś psychiczny, albo z tymi, co boją się Tarota bo tam są Diabeł i Śmierć, a znaczy zaraz wywróżą sobie wielkie nieszczęście, czyli braku podstawowej wiedzy o temacie i tendencję do wyolbrzymienia cech negatywnych (oraz podatności na przesądy i zabobony). Nie mówiąc już o tym, że każda planeta ma jak pozytywne tak i negatywne cechy, to samo dotyczy znaków/oraz domów, i to od rozwoju osobistego człowieka zależy co będzie bardziej widoczne w jego kosmogramu i jaki potencjał on będzie wykorzystywał (to jeśli mówimy o kosmogramie, ale również nieprawidłowo skupiać się na jednej-jedynej stronie znaczeń w przypadku synastrii, progresji, horarnej astrologii, tranzytów i t.d.)

Nie mówiąc o tym, że pewne cechy znaku i planety wykluczają się, np Uran jest wolnościowy i rewolucyjny, a Wodnik jest... uparty, bardziej niż ktoś by myślał. Dlaczego? Bo to znak stały.

Wolnościowy i rewolucyjny, może i nawet powinien być uparty, bo inaczej nie osiągnie celu oraz wolności lub rewolucji. Upartość nie równa się ciemnocie lub ograniczonemu umysłowi (tylko może w przypadku najbardziej prymitywnych ludzi).

Z żywiołem, planetami i cechami tak samo: u niektórych bardziej przejawia się wpływ planety, a u kogoś właśnie żywioł i zmienność, lub kardynalność oraz stałość. Dlaczego tak niesystematycznie? Bo to są ludzi, i oni się różnią, i nie powinni odpowiadać ścisłemu sytemu, w tym się właśnie przejawia się nasza wolność wyboru.

_______________________

No i zrobię małe podsumowanie:

Teraz czytam o zakonie Złotego Brzasku (czyli "Pełny system" napisany przez I. Regardiego), i tam w odniesieniu do Neptuna i Urana mówi się że to są planety o właściwości węzłów księżycowych i ich znaczenie nadal jest nieznane ( a o Plutonie nawet nie wspomniano), ale dziś te planety już mają przypisane cechy i właściwości, które chciał-nie chciał się sprawdzają. W ciągu ostatniego wieku również wystąpiło dużo zmian, dotyczących i cech domów, i znaków i planet w astrologii, ale można zauważyć, że ludzi i ich tryb życia też mocno się zmienił, i to po prostu wymagało odpowiednich zmian w systemie.

Dlaczego to mówię? Bo się zgadzam ogólnie, że trochę krytyki nigdy nie zaszkodzi, ale uważam, że również trzeba być otwartym na zmiany, a nie patrzeć jedynie pod kątem tradycji, szczególnie w tym czasie, kiedy najwięcej zmian występuję, do tego w bardzo szybkim toku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Willow

A jeśli tak jest, proszę mi wskazać autora tego sformułowania i jeśli nie jest to ktoś z polskiego środowiska, to śmiem sądzić, że to wymysł ostatnich kilkudziesięciu lat.

Nieuważnie to przeczytałam, za co bardzo przepraszam :)

No tak, te analogii powstały nie tak dawno, ale dlaczego od razu zmysły? U wielu ludzi to działa, a do tego... W psychologii też zaszły mocne zmiany od czasów Freuda, i jego pracy teraz są uważane za przeszłość i na nich żaden ze współczesnych psychologów nie będzie się opierał, ale też można sięgnąć po źródła i powiedzieć, że współczesna psychologia to fikcja, zmyślona w ciągu ostatnich kilkadziesiąt lat, ale używać te, stare metody we współczesnym świecie byłoby bardzo słabo... Używam analogii z psychologią, bo jak i astrologia ona zajmuję się badaniem świata człowieka, i ją tak samo jest ciężko potwierdzić w praktyce, i adepty nauk ścisłych za naukę ją nie uważają, ale ona się sprawdza, mając swoi wady tak samo jak i astrologia, i będąc cały czas w toku rozwoju (i tylko dlatego żyjąc), i kierując w wielu zakresach tylko własnym doświadczeniem i badaniami psychologów (to samo dotyczy astrologów). I... rzeczywiście u wielu osób się sprawdza i wielu osobą pomaga (jestem jedną z takich osóB). I jeśli rozwój psychologii się popiera, to rozwój astrologii odbiera się sceptycznie... Można powiedzieć, że ta analogia z domami (jak i astrologia w ogóle, a również i psychologia i filozofia, i wielu różnych nauk humanistycznych) działa tylko dlatego, że w nią wierzysz, ale co my wszyscy wtedy tu robimy w takim razie?

________________

I dodam do tego, że sięganie w czasach teraźniejszych i stosowanie wyłącznie średniowiecznych i antycznych źródeł astrologii ma wiele wspólnego ze stosowaniem starodawnych metod "na histerię" (na przykład) przez dzisiejszego psychologa oraz psychiatrę, wiadomo, że są wady i u współczesnych metod, ale lepiej już stosować one, niż to, co było poprzednio.

Astrologia żyję tylko dlatego, że się rozwija i to dotyczy wielu innych dziedzin badających świat człowieka, a jak zmieścimy ją w ramki starodawnie, to nie będzie się na nic nadawać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

Ja uważam, że ze starszych reguł trzeba brać pod uwagę co się brać da - co da się włączyć do współczesnego spojrzenia na astrologię. To nie jest tak, że jak stare to przeżytek do niczego nie przydatny. I aczkolwiek stare reguły niezastąpione są przy interpretacjach sporządzanych przez mistrzów tamtych czasów, do tamtych realiów (a nowe tam nie chodzą tak jak by chcieli "odkrywcy") - to tym samym nie znaczy, iż nie da się ich użyć i dziś. Tylko trzeba umieć wyważyć co jest warte uwagi a co już zbyt trąci myszką. Septener w dalszym ciągu jest aktualny i za jego pomocą można dowiedzieć się tego, czego nie wychwyci się dzięki temu, co serwuje współczesność - i to mimo tak dużego upływu czasu. Ten kto lekceważy korzenie raczej za daleko w astrologii się nie posunie. Ale o tym rozmawialiśmy już w kilku tematach, tak więc myślę, iż bywalcy działu wiedzą o co chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Willow

To nie jest tak, że jak stare to przeżytek do niczego nie przydatny. I aczkolwiek stare reguły niezastąpione są przy interpretacjach sporządzanych przez mistrzów tamtych czasów, do tamtych realiów (a nowe tam nie chodzą tak jak by chcieli "odkrywcy") - to tym samym nie znaczy, iż nie da się ich użyć i dziś. Tylko trzeba umieć wyważyć co jest warte uwagi a co już zbyt trąci myszką. Septener w dalszym ciągu jest aktualny i za jego pomocą można dowiedzieć się tego, czego nie wychwyci się dzięki temu, co serwuje współczesność - i to mimo tak dużego upływu czasu. Ten kto lekceważy korzenie raczej za daleko w astrologii się nie posunie.

Zgadzam się, ale chodziło mi o to, że rozwój też nie można lekceważyć i skupiać się wyłącznie na tym, co zapowiada tradycja. Dobrze wiedzieć co i skąd pochodzi, ale również warto być otwartym na zmiany i widzieć w nich część rozwoju i, najważniejsze, prądu życia.

Ten kto lekceważy korzenie raczej za daleko w astrologii się nie posunie.

Jak i ten, kto lekceważy rozwój, i trzyma się za starożytnie reguły, będąc zupełnie niegiętkim. To w każdej dziedzinie życia działa tak samo: warto znać historie, żeby wiedzieć skąd pochodzisz, co używać i czego wykluczać i dlaczego są właśnie takie wydarzenia/spojrzenia w tym czasie, ale warto też być otwartym na zmiany, żeby nie być ślepym niewolnikiem tradycji (których jest pełno w każdej strefie życiowej, co żadną z tych stref nie ozdabia). No i warto krytycznie obserwować jak przeszłość tak i przyszłość, wiadomo.

Ale o tym rozmawialiśmy już w kilku tematach, tak więc myślę, iż bywalcy działu wiedzą o co chodzi.

No wiadomo, że nie jestem bywalcem działu :), ale również nie jestem osobą wczoraj ujrzawszą własny kosmogram i teraz pragnącą nieść światło prawdy ludziom :)

Zupełne odrzucenie istniejących teraz analogii znaków i domów uważam absolutną przesadą i cofaniem się do tyłu. Ale wiadomo, że zdanie to tylko zdanie, go można spokojnie zlekceważyć, a co więcej jestem tylko człowiekiem, a znaczy mogę się mylić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

Willow, ale wałkujemy to co już jest powiedziane w różnych wątkach w dziale. Rozwój polega m.in. na nowych odkryciach i to jest nie do zbicia, ale tak w starym jak i w nowym trzeba znać umiar. Nikt nie neguje nowych obserwacji, jeśli mają odniesienie do rzeczywistości, jednak jeśli ktoś coś "ogłosił" jako niepodważalną astrologiczną prawdę obowiązującą "od dziś" to jest to co najmniej śmieszne, tak jak śmieszne jest kurczowe trzymanie się na przykład reguł Morinusa, albo choćby regułek książkowych w wydaniu von Pronaya jak i Wronskiego. Jednak jeśli chodzi np. o astrologię horarną, to najlepiej sprawdzają się właśnie klasyczne zasady, być może także dlatego, że jest to system hermetyczny i dobrze już sprawdzony, a opracowania po nowemu po prostu nie ma. Nowożytność w tym sektorze astrologii jest daleko w tyle.

Nie chodzi też o to, by zaprzeczać nowemu jeśli ma rację bytu - chodzi o to, by uwzględnić to co jest wartościowe z astrologicznej spuścizny, a o czym w pogoni za nowym wielu już nie pamięta. Ja uczyłam się na nowym silniku, ale nasza profesor przekazała nam wiedzę również o starszej generacji i to właśnie uważam za najlepsze co może otrzymać uczeń w szkole astrologicznej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mrófka

Ja także myślę, że nie można niczego przyjmować na wiarę i włączać od zaraz do interpretacji, tylko dlatego, że jakaś planeta (albo planetoida) została odkryta. A to idzie jak lawina. Uważam, że trzeba przeanalizować tysiące horoskopów, żeby powiedzieć coś bardziej pewnego niż wyrażenie własnego chciejstwa. Konkretnie chodzi mi o Eris, której obrót w ciągu ok. 560 lat i interpretacja z nią związana jest tak świetnie udokumentowana, że z cała pewnością można o niej powiedzieć, że włada Bykiem. I to jest jak dla mnie już nie śmieszne, a tragiczne, że ktoś chce za wszelką ceną zaistnieć w świecie astrologów.

I myślę też, że jak mówi Ismer - jeśli coś jest sprawdzone, to nie można tego ignorować, tylko dlatego, że istnieją stare zasady. Trzeba umieć korzystać i z korzeni i z nowych osiągnięć, ale nie na siłę, bo własna mniemanologia i chęć bycia pionierem nie powinna przesłaniać faktów. Ale nie powinno się też mieszać ich; pamiętam pierwszą lekturę o asto horarnej, to się nazywało "astrologia godzinowa" czy jakoś tak i tam jest namieszane jak u Cyganki w tobołku, tak samo jak w omawianej już w dziale K.Konaszewskiej. To uważam za szkodliwe, bo jadąc na takich informacjach można popełnić masę błędów, co wyłazi dopiero w praniu, czyli po konfrontacji z wydarzeniami. W ogóle uważam, że polska astrologia poza paroma osobami, nie trzyma poziomu, jakoś tak w tyle jesteśmy za innymi nacjami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

Ale o tym rozmawialiśmy już w kilku tematach, tak więc myślę, iż bywalcy działu wiedzą o co chodzi.

No wiadomo, że nie jestem bywalcem działu :), ale również nie jestem osobą wczoraj ujrzawszą własny kosmogram i teraz pragnącą nieść światło prawdy ludziom :)

Zupełne odrzucenie istniejących teraz analogii znaków i domów uważam absolutną przesadą i cofaniem się do tyłu. Ale wiadomo, że zdanie to tylko zdanie, go można spokojnie zlekceważyć, a co więcej jestem tylko człowiekiem, a znaczy mogę się mylić.

 

Mam nadzieję, że będziesz bywalcem działu :)

 

Nie chodzi też o zupełne odrzucanie czegokolwiek, jednak jestem zwolenniczką rzetelnych obserwacji i uważam, że dopiero po potwierdzeniu lub zaprzeczeniu jakiejś tezy można ją włączyć do kanonu lub odrzucić. A nie tak na hip hip hurra - mamy nową teorię i detronizujemy wszystkie inne przed nią, o czym mówi mrófka. A poza tym... astrologia obroni się sama, bo tu się liczy wynik a nie przypuszczenia. Jak widzę, że komuś wychodzi interpretacja (nie na poziomie amatorskim, gdzie niemal wszystko "się zgadza") to szacun, bo robi ten ktoś kawał dobrej roboty, którą przejmą następne pokolenia. Ale jeśli widzę, że ktoś klepie (wspomniana już niejednokrotnie u nas p. Krystyna, w numero p. Rekus) to nie ma z czego być zadowolonym, bo jest to jak dla mnie powielanie czegoś, o czym się samemu zbyt dobrze nie wie, ale już trąbi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Willow

Nie chodzi też o to, by zaprzeczać nowemu jeśli ma rację bytu - chodzi o to, by uwzględnić to co jest wartościowe z astrologicznej spuścizny, a o czym w pogoni za nowym wielu już nie pamięta. Ja uczyłam się na nowym silniku, ale nasza profesor przekazała nam wiedzę również o starszej generacji i to właśnie uważam za najlepsze co może otrzymać uczeń w szkole astrologicznej.

No ja już wyjaśniłam swoją pozycję, odnośnie nowego mi bardziej chodziło właśnie o sprawdzonych, opracowanych i działających metodach w zakresie dzisiejszym, czyli o analogii domów i znaków, i o planetach wyższych, które wiadomo, na indywidualnym poziomie działają nie za bardzo (szczególnie, jak nie ma aspektów do planet personalnych), w odróżnieniu od planet septeneru, ale wiele wyjaśniają, jeśli chodzi o psychologie pokolenia oraz tranzyty oraz zjawiska w pewnym czasie, i dla mnie (i jak mogę sądzić dla wielu innych) to jest informacja niezbędna i sprawdzająca się. Nie miałam na myśli dziwaków od astrologii, którzy co roku wymyślają nowe planety, 13 (14,15,20) znak zodiakalny, używają ekzo-planety ponad dziesiątkę klasycznych, lub obdarzają Lilit wartościami libido-planety, i przy synastrii patrzą wyłącznie na jej aspekty z planetami partnera. Nie oto mi chodziło, ale zdziwiło mnie pełne i kategoryczne odrzucanie działających analogij, co wyglądało dla mnie na przesadę.

Nikt nie neguje nowych obserwacji, jeśli mają odniesienie do rzeczywistości,

No, niestety, właśnie tą negację zauważyłam i nie mogłam nie odpowiedzieć. Jak by to było powiedziane w mniej kategoryczny sposób, to poszłabym obserwować inny wątek, niczego nie komentując.

Jednak jeśli chodzi np. o astrologię horarną, to najlepiej sprawdzają się właśnie klasyczne zasady, być może także dlatego, że jest to system hermetyczny i dobrze już sprawdzony, a opracowania po nowemu po prostu nie ma. Nowożytność w tym sektorze astrologii jest daleko w tyle.

No to wiadomo dlaczego, astrologie chorarną używa za mały procent praktykujących astrologów, odbierając ją, jako formę dywinacji, ale to i tak wiadomo :)

Ja także myślę, że nie można niczego przyjmować na wiarę i włączać od zaraz do interpretacji, tylko dlatego, że jakaś planeta (albo planetoida) została odkryta. A to idzie jak lawina. Uważam, że trzeba przeanalizować tysiące horoskopów, żeby powiedzieć coś bardziej pewnego niż wyrażenie własnego chciejstwa.

Już wyjaśniłam o co mi chodziło i dlaczego w ogóle zaczęłam tą gadkę (w każdym komentarze wymieliłam ważność krytyki, która nigdy nie zaszkodzi). Nie chodziło mi o wszystkim, co leci z własnej zachcianki, a od odrzuceniu rzeczy, które już w pewnym sensie zostali klasyką, ale nadal są nowe, i były włączane właśnie jako reakcja na mocne zmiany w ludzkiej historii. Odrzucanie analogii domów/znaków w czasach teraźniejszych mi też wyglądają na własną zachciankę, podobnie jak zmyślenie nowych planet i przypisywanie ich wpływu na istniejące znaki. Ale to subiektywne zdanie, wiadomo.

Konkretnie chodzi mi o Eris, której obrót w ciągu ok. 560 lat i interpretacja z nią związana jest tak świetnie udokumentowana, że z cała pewnością można o niej powiedzieć, że włada Bykiem. I to jest jak dla mnie już nie śmieszne, a tragiczne, że ktoś chce za wszelką ceną zaistnieć w świecie astrologów.

Autorka/autor chyba też jest Bykiem (albo ma tam parę planet lub/i, co gorzej, ascendent) i coś w klasycznej interpretacji mu się nie zgadza, to próbuję jakoś usprawiedliwić swoją unikalność :)

I myślę też, że jak mówi Ismer - jeśli coś jest sprawdzone, to nie można tego ignorować, tylko dlatego, że istnieją stare zasady. Trzeba umieć korzystać i z korzeni i z nowych osiągnięć, ale nie na siłę, bo własna mniemanologia i chęć bycia pionierem nie powinna przesłaniać faktów

Ale mi też o tym chodziło, ale to działa i w odwrotną stronę, ale... Czy jest sens kontynuować? :) Chyba już nastąpiło porozumienie? :)

To uważam za szkodliwe, bo jadąc na takich informacjach można popełnić masę błędów, co wyłazi dopiero w praniu, czyli po konfrontacji z wydarzeniami. W ogóle uważam, że polska astrologia poza paroma osobami, nie trzyma poziomu, jakoś tak w tyle jesteśmy za innymi nacjami.

Jak polska astrologia naprawdę ma takie wady, to mogę zrozumieć skąd bierze się w pewnym sensie trochę przesadna ostrożność. Ale ja na razie z tym światem nie byłam zapoznana. Teraz, po przeczytaniu tego wątku, chcę :)

Mam nadzieję, że będziesz bywalcem działu :)

Też mam takie nadzieję, bo mi tu bardzo się podoba :)

Mam nadzieję, że również wyjaśniłam o co mi chodziło, bo ze swojej strony zrozumiałam skąd i co się bierze, i to uważam za bardzo istotny dla mnie kawałek wiedzy (i może też powinnam się bardziej zagłębić właśnie w historię) :) Trochę też przesadziłam, uważam, ze swoją płomienną mową, bo ciągle jak zaczynam mówić o czymś emocjonalnie i metaforycznie, to ciężko mnie się rozumie, co uważam za wadę, ale mam nadzieję, że odnaleźliśmy w końcu porozumienie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mrófka

No, w sumie jakby spojrzeć na 11 dom okiem Lilly'ego i astrologów przed nim, to wyszłoby, że Słońce i jego aspekty , będące naturalnym władcą tego domu opowiadają o przyjaciołach - jacy są, czy można na nich polegać itd. A czyż nie lepszego przyjaciela niż (mocny) król - Słońce? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer
Napisano (edytowane)
No, w sumie jakby spojrzeć na 11 dom okiem Lilly'ego i astrologów przed nim, to wyszłoby, że Słońce i jego aspekty , będące naturalnym władcą tego domu opowiadają o przyjaciołach - jacy są, czy można na nich polegać itd. A czyż nie lepszego przyjaciela niż (mocny) król - Słońce? ;)

 

No może tak nie do końca samo Słońce, bo chociaż w tym systemie jest ono naturalnym władcą XI d. to jednak system zakłada, że w grę wchodzi to co i teraz: władca faktyczny, planeta/y będące w tym domu oraz powiązania Słońca z nimi.

Dla mnie włączenie władztwa domów w oddzieleniu od władztwa znaków przez analogię jest ciekawym eksperymentem i na dzień dzisiejszy po raz kolejny mogę potwierdzić, że i z tego można czegoś się dowiedzieć, co nie znaczy, że zawsze wszystko idzie ładnie, pięknie i gładko, wtopy się zdarzają, ale to jest nieuniknione przy każdej metodzie, a tej tym bardziej.

Poza tym trzeba pamiętać też i o tym, że de facto nie było przypisanego władztwa znaków nad domami, ta symbolika pojawiła się dużo później. Domami rządziły określone planety, a nie znaki w swej kolejności następstwa a tym bardziej nie ich władcy.

Edytowane przez Ismer

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×