Skocz do zawartości
Atrix

Czym jest szczeście

Rekomendowane odpowiedzi

Atrix

Cześć, to mój pierwszy post tutaj.

 

 

 

Ostatnio nurtuje mnie zagadnienie szczęścia. Wzięło się to z tego, ze w przeszłości zmagałem się z czymś zbliżonym do stanu depresji, wcześniej próbowałem wielu psychodelików, a ostatnio od kilku miesięcy staram się oczyścić swój organizm oraz przede wszystkim umysł stosując medytacje. Zacząłem też biegać, ćwiczyć na siłowni, a także staram się porzucić wszelkie uzależnienia takie jak np. pornografia czy gry online. Czuje się coraz lepiej i zacząłem się zastanawiając na czym to polega, czym jest i skąd się bierze to dobre samopoczucie, czym jest szczęście?

 

 

 

Czytałem, że istnieje w naszych mózgach coś takiego jak system nagrody, który za pośrednictwem dopaminy motywuje nas do działania w sytuacjach kiedy coś samo w sobie nie jest dla nas przyjemne, ale może w przyszłości być dla nas dobre, tak samo podczas jedzenia, picia, seksu itd. jesteśmy motywowani i potem nagradzani, a to wszystko po to by zapewnić nam przetrwanie, można by powiedzieć, że jesteśmy takimi organicznymi maszynami zaprogramowanymi na dostarczanie dopaminy, istnieje pewien program, który mówi nam, że ta czynność przyniesie nam nagrodę więc robimy to co trzeba żeby ją dostać, a w momencie osiągnięcia celu zostajemy... obdarowani większą ilością dopaminy naraz? Z kolei uzależnienia powodują, że ten system przestaje działać poprawnie, doskonałym przykładem tego zakłócenie tego systemu może mieć wpływ na jakość życia są osoby uzależnione od heroiny. Więc żeby wszystko szło dobrze należałoby utrzymać odpowiednią gospodarkę dopaminy i innych substancji w mózgu, nie wchodzić w uzależnienia, dostarczać odpowiedniego pokarmu itd. No i właśnie to mnie skłoniło do zastanowienia, czy to jest tak, że pasja, miłość, sztuka i wszystko inne co powoduje, że czujemy się szczęśliwi, to po prostu chemia? Czytałem gdzieś, że medytacja podnosi poziom dopaminy, czyli o to tu chodzi? substancję chemiczne są wszystkim co motywuje i jest w pewnym sensie celem w życiu człowieka? Jeżeli posiadam jakąś pasje, np. uczę się programowania, to dlatego, ze dzięki temu mogę podnieść swój status społeczny, zarobić pieniądze, zdobyć kobietę i przekazać swoje geny dalej, więc żeby to mogło się udać, mózg podrzuca mi narkotyk-nagrodę, który ma mnie skłonić do osiągnięcia ostatecznego celu? Wiec może to jest tak, że negatywne myśli, niska samoocena, strach, depresja, stres, to wszystko blokuje wytwarzanie i dostarczanie dopaminy, a dzięki rozwojowi "duchowemu" pozbywamy się tych blokach, wchodzimy w jakby stan naturalny, pozbywamy się tych wirusów umysłu poprzez ich uświadomienie, dalej już system zaczyna działać sprawnie, nasze substancję chemiczne w mózgu powracają do normy, więc czujemy spokój, jesteśmy szczęśliwi. To nie tak, że neguje możliwość istnienia czegoś więcej, jakaś tajemnica, którą skrywa świadomość, czyli coś czego nie można jakkolwiek wytłumaczyć, opisać, jakaś pustka, cisza, świadomość - bo tak ostatnio czuje się właśnie podczas medytacji - i może odgrywają jakąś role w tym doświadczeniu substancje chemiczne w moim mózgu, ale nie mogę zaprzeczyć, że jest tam coś więcej, albo może właściwie mniej, albo nie ma nic prócz istnienia, które w zupełności jest wystarczające.

 

No i właśnie dlatego zastanawiam czy cała reszta, życie, jego przejawy to nic więcej jak właśnie gra atomów które działają według jakiegoś wzoru, tworząc systemy takie jak mózg, które nie są niczym więcej jak tymi systemami, co jest dla mnie troszkę dołujące i sprawia, ze mój magiczny świat nie jest już taki magiczny, brakuje po prostu sensu w tym co robię, czuję się jakby... jakby mnie nie było, jakby to wszystko nie miało większego znaczenia niż właśnie przekazanie swoich genów dalej, ale jako, że dla ego jest to mało, tak więc stworzyliśmy system przekonań sprawiający, że życie zdaje się mieć większy sens. Tak to widzę i wcale nie czuję się z tym dobrze gdy o tym myślę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jarek_999
Tak to widzę i wcale nie czuję się z tym dobrze gdy o tym myślę.

To porzuć takie myślenie, porzuć to, co budzi w Tobie niepokój.

Nie wnikaj tak głęboko w procesy chemiczne chyba, że jesteś chemikiem, taka jest Twoja praca i za to Ci płacą... zawsze procesy chemiczne będą konsekwencją "czegoś więcej".

Ponad materią istnieje duch. Duch działa na naturze lub inaczej na materii.

Nie pozwól, aby hormony lub jakakolwiek materia uczyniła z Ciebie niewolnika. Bo Ty jesteś czymś znacznie więcej niż ciałem, zbiorem atomów, a Twoja zdolność do myślenia i posiadania wolnej woli jest czymś więcej niż sumą reakcji chemicznych!

Niech duch weźmie w niewolę ciało i nim włada, a wówczas będziesz na drodze do wolności.

 

Odnośnie ostatniego akapitu o "całej reszcie i życiu" w ogóle... Poniżej zamieszczam z jednej z mądrych książek, które polecam (na priv mogę wysłać linka do wersji on-line) Słowa, które myślę, że mogą pomóc Ci spojrzeć na sprawę trochę z innej perspektywy...

"Człowiek popada w błąd, kiedy rozmyśla nad życiem i śmiercią i kiedy posługuje się tymi dwoma pojęciami. Nazywa “życiem” czas, gdy – zrodzony przez matkę - zaczyna oddychać, odżywiać się, poruszać, myśleć, działać. “Śmiercią” nazywa chwilę, w której przestaje oddychać, jeść, poruszać się, myśleć, pracować i kiedy zamienia się w zwłoki – zimne i niewrażliwe, gotowe do złożenia w łonie grobu. A to nie jest dokładnie tak. Pragnę dać wam zrozumieć, czym jest “życie”, wskazać dzieła właściwe dla życia.

 

Życie nie jest [samym tylko] istnieniem. Istnienie nie musi być życiem. Latorośl przyczepiona do tej kolumny istnieje, a nie ma życia, o którym mówię. Ta becząca owieczka - przywiązana do drzewa, tam dalej – również istnieje, ale nie ma życia, o którym mówię. Życie, o którym mówię, nie zaczyna się wraz z istnieniem [cielesnym] i nie kończy się równocześnie ze [śmiercią] ciała. Życie, o którym mówię, nie ma początku w łonie matki: zaczyna się, kiedy w Myśli Bożej rodzi się stworzona dusza, by zamieszkać w ciele. [Nadprzyrodzone życie duszy] ginie, gdy je zabija grzech.

 

Najpierw człowiek jest tylko nasieniem, które się rozwija, zasiewem ciała, a nie glutenu lub miękiszu, jak to jest w przypadku zboża lub owocu. Na samym początku to jakby tylko formujące się zwierzę, kiełek, [który bez duszy] nie różniłby się od embrionu zwierzęcego – na przykład od tego, który teraz wzrasta w łonie tamtej owieczki. Ale od chwili kiedy w to ludzkie poczęcie wniknęła część bezcielesna – najpotężniejsza jednak w swej bezcielesności, zdolna wznosić [ciało] na wyższy poziom – oto wtedy ten niby zwierzęcy kiełek istnieje nie tylko z biciem [cielesnego] serca, ale “żyje” według Myśli Stworzyciela i jest człowiekiem stworzonym na obraz i podobieństwo Boże, jest dzieckiem Boga, przyszłym mieszkańcem Nieba. Zamieszka tam jednak, jeśli życie [nadprzyrodzone] będzie [w nim] trwało. Człowiek bowiem może istnieć i - przy zachowanym wyglądzie ludzkim - nie być już człowiekiem, lecz grobem, w którym życie [nadprzyrodzone] się rozpada.

 

Dlatego też mówię: “Życie nie zaczyna się wraz z zaistnieniem [ciała] i nie kończy się, kiedy ono ginie.” Życie zaczyna się przed narodzeniem. Życie nie ma już końca, gdyż dusza nie umiera, to znaczy nie unicestwia się. [Jeśli umiera, to] umiera tylko dla swego przeznaczenia, którym jest Niebo, a żyje dla swej kary. Umiera dla tego szczęśliwego losu, gdy umiera dla Łaski. Życie to – dotknięte gangreną śmierci swego przeznaczenia - trwa przez wieki potępienia i udręk. Zachowane zaś życie [nadprzyrodzone] osiąga [po śmierci] swą pełnię, staje się wieczne, doskonałe i szczęśliwe jak jego Stwórca.

 

Czy mamy obowiązki wobec życia? Tak. Ono jest darem Bożym. Należy używać i zachowywać troskliwie każdy dar Boży, bo to rzecz tak święta jak jej Dawca. Czy poniewieralibyście podarunkiem króla? Nie. On przekazuje spadkobiercom i dziedzicom spadkobierców jakby chwałę rodziny. Dlaczego więc poniewierać darem Bożym? A jak należy się posługiwać tym darem Bożym i zachowywać go? Jak utrzymać przy życiu rajski kwiat duszy, by zachować go dla Nieba? Jak dojść do “życia” ponad i poza istnieniem?

 

Co do tego Izrael ma jasne prawa i należy je tylko zachowywać. Izrael ma proroków i sprawiedliwych, którzy dają przykład i pouczenie, jak zachowywać prawa. Również teraz Izrael ma swych świętych. Izrael nie może, nie powinien więc się pomylić. Ja widzę jednak plamy w sercach i wszędzie martwe duchy. Mówię więc wam: czyńcie pokutę; otwórzcie wasze dusze na Słowo; wprowadzajcie w czyn niezmienne Prawo. Umacniajcie wyczerpane, obumierające w was “życie”. Jeśli ono jest już martwe, przyjdźcie do Życia Prawdziwego – do Boga. Płaczcie nad waszymi grzechami. Wołajcie: “Litości!” Podnoście się jednak. Nie bądźcie żywymi umarłymi, żebyście nie zostali jutro wydani na wieczne cierpienie. Nie będę do was mówił o innych rzeczach, jak tylko o sposobie odzyskania lub zachowania życia. Ktoś inny powiedział wam: “Czyńcie pokutę. Oczyśćcie się z nieczystego ognia pożądliwości, z błota waszych grzechów.” Ja wam powiadam: biedni przyjaciele, rozważmy wspólnie Prawo. Usłyszmy w nim na nowo ojcowski głos Boga Prawdziwego. A potem prośmy razem Wiecznego mówiąc: “Niech Twoje miłosierdzie zstąpi na nasze serca”.

 

Teraz trwa ponura zima. Wkrótce będzie wiosna. Martwy duch jest smutniejszy niż ogołocony mrozem las. Ale jeśli pokora, pragnienie, pokuta i wiara przenikną was - jak [słońce przenika] las na wiosnę - życie powróci do was. Wtedy zakwitniecie dla Boga, by przynieść jutro – w dniu jutrzejszym trwającym przez całe wieki – owoc wieczny prawdziwego życia.

 

Przyjdźcie do Życia! Przestańcie jedynie “istnieć”, a zacznijcie “żyć”. Śmierć wtedy nie będzie “końcem”, lecz początkiem bezmiernej radości, bez znużenia. Śmierć będzie tryumfem tego, co żyje przed ciałem, i tryumfem ciała, które zostanie powołane do zmartwychwstania wiecznego, aby uczestniczyć w tym Życiu. Przyrzekam je w imię Boga Prawdziwego tym wszystkim, którzy będą chcieli życia dla swych dusz, depcząc zmysły i pożądliwości, by cieszyć się wolnością dzieci Bożych."

Fragment z książki Poemat Boga-człowieka, Maria Valtorta, księga II, rozdział 85

 

Te słowa wypowiedział niegdyś Jezus Chrystus... Szczęście moje i wielu innych, którzy naprawdę Go szukali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×