Jump to content
mrófka

Medytacja w chrześcijaństwie

Recommended Posts

mrófka

O modlitwie medytacyjnej:

 

cz.1

 

cz. 2

 

cz. 3 Edited by Ismer
dodanie linków do tematu

Share this post


Link to post
Share on other sites
jarek_999

Proszę o pozwolenie wypowiedzenia się w temacie przy pomocy fragmentu z książki Poemat Boga-człowieka (Maria Valtorta, księga IV, 110. MATKA POUCZA MARIĘ Z MAGDALI), który zdaje mi się mówi bardzo wiele na temat medytacji chrześcijańskiej - są to słowa Maryi, Matki Jezusa do nawróconej już Marii Magdaleny:

"(...)

 

- Mój Syn znajduje odpoczynek w modlitwie – mówi cicho Maryja.

 

Magdalena odpowiada:

 

- Sądzę, że dla Niego to konieczne odizolować się, żeby zachować Swe doskonałe opanowanie, jakie świat wystawia na ciężką próbę. Wiesz, Matko, robię to, co mi mówiłaś. Co noc oddalam się na dłużej lub krócej, aby wzmocnić spokój, jaki zakłóca tak wiele spraw. Czuję się potem o wiele silniejsza.

 

- Teraz – silniejsza, a potem poczujesz się szczęśliwsza. Wierz w to, Mario: w radości jak i w smutku, w pokoju jak i w walce, nasz duch potrzebuje całkowitego zanurzenia się w oceanie medytacji. [To konieczne] dla odbudowania tego, co niszczy świat i wydarzenia życia, i dla nabrania nowych sił, żeby coraz bardziej się wznosić. W Izraelu posługujemy się modlitwą ustną i nadużywamy jej. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest bezużyteczna lub źle widziana przez Boga. Stwierdzam jednak, że użyteczniejsze dla ducha jest duchowe wzniesienie się ku Bogu – medytacja. Kontemplując w niej Jego Boską doskonałość i naszą nędzę lub nędze tak wielu biednych dusz – nie po to, żeby je ganić, lecz po to, by im współczuć i je zrozumieć i aby dziękować Panu, że nas podtrzymał, przeszkadzając nam w grzechu, lub wybaczył nam, żeby nas nie pozostawić w upadku – dochodzimy do rzeczywistego modlenia się, czyli do kochania. Bo modlitwa, żeby być tym, czym rzeczywiście być powinna, musi być miłością. Inaczej jest poruszaniem warg, a dusza nie jest obecna.

 

- Ale czy można mówić do Boga, gdy ma się wargi brudne od tylu bezbożnych słów? Ja w godzinach skupienia, które spędzam – jak mnie tego nauczyłaś, Ty, mój najsłodszy apostole – zadaję gwałt memu sercu, które pragnęłoby powiedzieć Bogu: “Kocham Cię”...

 

-Nie! Dlaczego?

 

-Bo wydaje mi się, że dokonam ofiary świętokradczej, ofiarowując moje serce...

 

-Nie popełnisz [świętokradztwa], córko, nie zrobisz tego. Twoje serce, przede wszystkim, jest ponownie uświęcone przez przebaczenie Syna. Ojciec widzi tylko to przebaczenie. Ale nawet gdyby Jezus jeszcze ci nie przebaczył, a ty w swojej nie znanej [nikomu] samotności – która może być równie dobrze materialna jak i moralna – wołałabyś ku Bogu: “Kocham cię, Ojcze, przebacz moje nędze, bo żałuję za nie z powodu boleści, jaką Ci zadają”, wierz w to, Mario, Bóg Ojciec sam by ci przebaczył. Jakże drogi byłby Mu twój krzyk miłości. Oddaj siebie miłości, zdaj się na nią. Nie zadawaj jej gwałtu. Pozwól jej nawet stać się tak gwałtowną, jak pożar. Pożar spala wszystko, co materialne, lecz nie niszczy ani jednej cząsteczki powietrza, bo ono jest bezcielesne. Przeciwnie, oczyszcza je z maleńkich brudów, jakie przynosi wiatr, czyni je lżejszym. Tak samo czyni miłość z duchem. O ile Bóg na to pozwala, pochłania szybciej materię człowieka, lecz nie niszczy ducha. Przeciwnie, powiększa jego żywotność i czyni czystym, lekkim, by wzniósł się ku Bogu. Widzisz Jana, tam? To naprawdę chłopiec. A jednak jest orłem. On jest najsilniejszym ze wszystkich apostołów, bo pojął tajemnicę mocy, formacji duchowej – miłosnej medytacji.

 

(...)"

 

Maria Valtorta - Ewangelia, jaka została mi objawiona (Księga III.110)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...