Jump to content

UFO w Falcon Lake


Recommended Posts

Emeryta

Ponad pół wieku temu do szpitala w kanadyjskim Winnipeg z zagadkowymi oparzeniami i stanem przypominającym chorobę popromienną trafił Polak, Stefan Michalak. Dolegliwości tych nabawił się podchodząc do dziwnego pojazdu, który wylądował w lesie niedaleko Falcon Lake…

 

Pozornie może wydawać się to zabawne, ale Stefanowi Michalakowi (ur. 1916) nie było do śmiechu, gdy ledwie żywy dotarł autobusem do Winnipeg, gdzie od razu trafił do szpitala. Oprócz osłabienia, wymiotów i ostrego bólu głowy, na brzuchu pacjenta widać było poparzenia tworzące regularny układ z kilku rzędów drobnych plamek. Jak twierdził, nabawił się ich dotykając "rury wydechowej" samolotu, ale szokująca prawda miała dopiero wyjść na jaw. Po przepisaniu leków i podaniu środków uspokajających, wyczerpanego Michalaka zabrano do domu. Rano nadal czuł się źle i zauważył, że jego skóra emituje bardzo dziwną woń.

 

Niemożność przyjmowania pokarmów i spadek wagi sprawiły, że wezwano do niego doktora R. D. Oatwaya, który odnotował: "Pacjent skarżył się na bolesną ‘obręcz’ dookoła głowy, rozpalone czoło, jadłowstręt, mdłości oraz słabość. Przy badaniu wydawał się nieobecny i apatyczny, ale świadomy. Miał przypalone włosy na czole, dolnej części mostka i nadbrzuszu. Na nadbrzuszu i śródbrzuszu, szczególnie na lewo od linii środkowej, widać było liczne czerwone, nieregularne, owalne i nieco wypukłe blizny […] wyglądające na oparzenia pierwszego stopnia. Były podrażnione i w niewielkim stopniu bolesne". Dopiero wtedy Michalak przyznał się lekarzowi, co naprawdę wydarzyło się w okolicach Falcon Lake 20 maja 1967 r.

 

Spodek pośrodku puszczy

Stefan Michalak i jego żona osiedlili się w Kanadzie po II wojnie światowej. Mężczyzna pracował jako mechanik w jednym z zakładów w Winnipeg (prow. Manitoba). Z zamiłowania był przyrodnikiem-geologiem, a jego hobby stanowiło poszukiwanie minerałów i skamielin.

19 maja (w piątek) wyjechał nad Falcon Lake - jezioro leżące na skraju Parku Whiteshell. Był to rzadko zaludniony i obfitujący w bogactwa naturalne obszar, oddalony o kilkadziesiąt kilometrów od granicy z USA. Po nocy spędzonej w motelu, Michalak wybrał się z samego rana na wędrówkę po lesie. Kilka godzin później natknął się na pokłady kwarcu, przy których się zatrzymał. Kwadrans po dwunastej rozpoczęła się sekwencja zdarzeń, które uznaje się za jedno z bardziej oryginalnych bliskich spotkań z UFO.

 

Zajętego swoimi sprawami Michalaka zaalarmował odgłos spłoszonych gęsi. Spojrzawszy w niebo zauważył on dwa podłużne obiekty z "wybrzuszeniami", które zmierzały w jego stronę. Wraz z malejącym dystansem zaczęły coraz bardziej przypominać znane mu z telewizji "latające talerze". Chris Rutkowski - kanadyjski ufolog o polsko brzmiącym nazwisku, który dokładnie przeanalizował przypadek Michalaka, pisał: "Nagle obiekt, który znajdował się dalej, zatrzymał się w powietrzu, podczas gdy drugi kontynuował lot i wylądował na dużej płaskiej skale, która (jak ustalono) znajdowała się w odległości ok. 50 m od mężczyzny. Ten, który został w górze wisiał jeszcze przez chwilę, po czym, zmieniwszy kolor, odleciał na zachód […]. Skupiając uwagę na obiekcie, który wylądował Michalak zauważył, że i on zmienił kolor z czerwonego na szary, przyjmując ostatecznie barwę ‘rozgrzanej stali nierdzewnej’ otoczonej przez złotawą poświatę".

 

- Zacząłem szukać na nim jakichś oznaczeń - relacjonował Michalak. - Nie widziałem żadnego napisu typu "NASA", ani niczego podobnego. Cały czas myślałem jednak, że to jakiś eksperymentalny pojazd z USA. Kiedy otworzyły się drzwi, pojawiło się […] coś w rodzaju skrzeczącej mowy, jakby w środku znajdowały się jakieś dzieci. Myśląc, że to Amerykanie, krzyknąłem: "Okey, Jankesi! Coś mi się zdaje, że macie kłopoty!".

 

Mężczyzna jednak nie od razu podszedł do obiektu. Przez pół godziny ukrywał się za skałą i próbował go naszkicować. Wykonany rysunek przedstawia "klasyczny" latający spodek, który według ocen Michalaka mierzył jakieś 12 m średnicy i 4 m wysokości, z czego ćwierć przypadała na wieńczącą go kopułę. W dolnej części widać było skupisko rurek przypominających elementy układu wydechowego lub klimatyzacyjnego. Świadek mówił, że czuł płynące od obiektu fale ciepła oraz nieprzyjemną siarkową woń. Przekonany, że to ultranowoczesny samolot, który uległ awarii, postanowił jednak zajrzeć do środka. Ponieważ nie usłyszał odpowiedzi na zadane łamaną angielszczyzną pytanie, próbował skontaktować się z pasażerami także po rosyjsku, polsku i niemiecku.

 

Ciekawość pierwszym stopniem do UFO

Dopiero po fakcie Michalak przekonał się, że jednak "mądry Polak po szkodzie". Luk wejściowy spodka wydawał się otwarty, jednak bijące z niego jaskrawe światło nie pozwalało zajrzeć do środka gołym okiem. Po założeniu przyciemnionych okularów mężczyzna ledwie dostrzegł, co się tam znajduje.

 

Rutkowski pisał: "Wtykając głowę przez otwór zobaczył plątaninę świateł rozlokowanych na czymś w rodzaju panelu, a także promienie świetlne rozchodzące się w poziomie i pionie. Było tam również skupisko światła emitujące sekwencję rozbłysków ‘niczym komputer’. Michalak […] zauważył, że ścianki obiektu mają grubość 45 cm. Nagle otwór wejściowy zasłoniły trzy ‘płyty’ zamykając go niczym ‘migawkę aparatu’. Mężczyzna chciał zbadać rękawicą strukturę zewnętrznej powłoki spodka. Na kadłubie nie było widać spawów ani nitów - wyglądał na mocno wypolerowaną powierzchnię przypominającą barwione szkło […]. Ściągając rękawicę świadek zauważył, że została przypalona i stopiona".

 

Bijący od obiektu zapach niespodziewanie zmieszał się z metaliczną wonią, a UFO zaczęło zmieniać pozycję, co sprawiło, że brzuch Michalaka znalazł się na jednej linii z "rurkami", które wyglądały na "wydech". Równie nagle buchnął z nich strumień gorącego gazu, który zapalił na nim ubranie. Był to początek poważnych problemów Polaka. Jednym z nich okazał się powrót do domu. Tuż po tym, jak obiekt odleciał, zaczął on odczuwać pierwsze objawy w postaci silnych mdłości, bólów głowy i zimnych potów. Kilkugodzinną podróż do motelu utrudniały mu wycieńczające wymioty. Składając po drodze w całość swoją dziwną przygodę Michalak doszedł do wniosku, że nagła choroba może wynikać z zakażenia czymś potencjalnie niebezpiecznym.

 

- Nie chciałem od razu wchodzić do motelu, bo bałem się, że zarażę znajdujące się tam osoby - mówił. - Czułem się odcięty od reszty świata. Ból był nie do zniesienia. Ponadto dziwny smród zdawał się dobiegać gdzieś ze środka mnie i nie dało się od niego uwolnić. Bałem się, że mogłem zrujnować sobie zdrowie i cały czas widziałem przed oczami piekło niepełnosprawności.

 

Ledwie żywy Michalak dotarł ostatnim autobusem do Winnipeg i natychmiast trafił do szpitala. Choć doszedł do siebie po kilkunastu dniach, skutki uboczne bliskiego spotkania - w postaci chronicznego osłabienia, alergii i problemów z utratą przytomności - utrzymywały się u niego jeszcze przez wiele lat. Kolejnym problemem okazało się nagłośnienie jego historii przez media, wskutek czego dukający po angielsku imigrant znalazł się na ustach całej Kanady. Jego przygoda w okolicach Falcon Lake była na tyle niepokojąca, iż zmusiła niektóre służby - w tym m.in. Lotnictwo, Policję Konną i nadzór medyczny - do sprawdzenia, czy spotkania z UFO rzeczywiście mogą narażać ludzi na ryzyko utraty zdrowia.

 

Napromieniowany?

Losy badań nad przypadkiem Michalaka były zawiłe. Jedna z hipotez zakładała, że dolegliwości odczuwane po spotkaniu z UFO wynikały z ekspozycji na niedużą dawkę promieniowania gamma. Opinie ekspertów były rozbieżne, ale przeprowadzone wkrótce po incydencie badania wykluczyły, aby Polak cierpiał z powodu zespołu popromiennego. Testy psychologiczne nie wykazały, aby miał skłonność do konfabulacji lub borykał się z problemami psychicznymi. Oparzenia na klatce piersiowej i brzuchu (widoczne na dostępnych w sieci zdjęciach Michalaka) z czasem się zagoiły, choć pozostały po nich wyczuwalne blizny.

 

Wnioski poszczególnych komisji badających incydent z Falcon Lake kontrastowały z opiniami ufologów. Dochodzenie z ramienia Kanadyjskich Królewskich Sił Powietrznych, prowadzone przez Paula Bissky’ego, uznało sprawę za wymysł, a Michalaka za konfabulującego pijaka, który przewrócił się na rozgrzany grill. Raport mało wiarygodnego Komitetu Condona - finansowanej przez Amerykańskie Lotnictwo jednostki badawczej, która za wszelką cenę starała się wyjaśnić zagadkę UFO, zaliczał przypadek do mistyfikacji stwierdzając, że Michalak nie był w stanie wskazać miejsca, gdzie doszło do rzekomego bliskiego spotkania. Nie było to prawdą, zaś ufolodzy - dziwiąc się dlaczego przypadek tak bardzo angażuje wojsko i władze - wysuwali dowody wskazujące, że robiono wszystko, aby go zdyskredytować.

 

Incydent z Falcon Lake, pełen innych zwrotów i zakrętów, otarł się nawet o kanadyjski parlament, gdzie już w 1967 r. pojawił się apel o ujawnienie oficjalnych danych sprawy, na co nie zgodził się minister obrony. Michalak do końca życia utrzymywał, że jego bliskie spotkanie było realne, niewytłumaczalne i nie przyniosło mu żadnych korzyści. Choć był to dla niego wstrząs, trauma - jak mówił - nie mogła równać się z tym, czego doświadczył podczas pobytu w niemieckim obozie zagłady.

 

*Stefan "Steven" Michalak zmarł w 1999 roku.

 

źródło: P.Cielebiaś,Onet

  • Like 1
  • Cool 1
  • Thanks! 2
Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
×
×
  • Create New...

Important Information

Pragniemy Cię poinformować, że nasza strona może dostosowywać treści do Twoich potrzeb. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.