Jump to content

Jak pomóc sobie na depresję, nienawiśc do życia, Stwórcy, Źródła, Dualności. Pozbyć się żalu?


Zelpin
 Share

Recommended Posts

Witajcie.

 

Co źle robię że nie mogę wyjść z depresji tak na 100% ?? To trwa już ponad 10 lat.... Aktualnie jest tylko trochę lepiej bo nie mam myśli samobójczych ale kilka miesięcy temu były i myśli i próby. 

 

Pomijając fakt trudnego dzieciństwa w którym byłem kozłem ofiarnym w szkole. A w domu alkohol i przemoc. Czyli DDA itp. Mimo wszystko moje dzieciństwo nie boli mnie raczej. Może tylko trochę.

 

Największa depresja raczej zaczęła się jak się już wyniosłem z domu matki 10lat temu. I rozpocząłem wspólne życie z aktualną partnerką z którą jestem 10lat. 

 

To raczej wtedy najbardziej zawiodłem się na swoim życiu kiedy mój dotychczasowy świat i poglądy odwróciły się do góry nogami. Ja byłem wtedy katolikiem a ona ateistką ale w 2016r przeszliśmy w stronę poza religijnego rozwoju duchowego. Jednak najbardziej mi przeszkadzało ze oboje jesteśmy z rozbitej rodziny w której mamy oboje złe relacje z rodziną. Na dodatek moii rodzice nie akceptowały jej a jej rodzice mnie. I ogólnie zrobił się z tego na początku toksyczny związek. Taki ze oboje byliśmy dda a może też Borderline. (Niezdiagnozowane) 

 

Później z powodu wspólnego rozwoju duchowego tak jak by sami przepracowalismy sporo i aktualnie związek nie jest już toksyczny. Jest raczej spoko ale nie na 100% tylko na 80% co jest raczej wysoką wartością

 

W każdym razie.

1. Chodziliśmy na terapię do psychologa i na wizyty u psychiatry. Ja częściej. Chodziłem pół roku u jednego. Później pół roku u kogoś innego i tak ogólnie często zmieniałem psychologów bo wkurzało mnie to że po pół roku terapii nic się nie zmieniało. Na dodatek przebieg spotkań nadal wyglądał tak że nie było żadnych ćwiczeń i żadnej terapii tylko takie puste słuchanie w którym ja opowiadałem a psycholog słuchał lub odsyłał do psychiatry po leki które nie działały więc nie chciałem ich brać.

 

2. Próbowałem wizyty u kilku znanych i mniej znanych jasnowidzów, ezoteryków znanych z YouTube

 

3. Byłem na 3 dniowej Ayahuasce nie zadziałała.

4. Próbowałem terapii z psychodelikami ale jakoś efekty nie były zadawalajace.

5. Terapie ustawień helingera jeden raz.. 

6. Medytacja w tym 12 dniowa Vipassana

7. Byłem na kursie hooponopono i robiłem je codziennie najpierw przez dwa miesiące a potem przerwa i znowu miesiąc robiłem.

8. Płaciłem też za usuwanie klątw, karmy i innego ezoterycznego dziadostwa.

 

 

Co najbardziej sprawia że jestem najbardziej nie szczęśliwy w życiu i często myślę o eutanazji.

1. Nie akceptuję że się urodziłem.

2. Uważam że świat jest zły i że zło zawsze wygrywa.

3. Uważam że ludzie nie mają empatii ani do ludzi zwierząt ani do natury.

4. Cierpienie planety, drzew. Depresja klimatyczna.

5. Ilość cierpienia w własnej przeszłości i teraźniejszości

6. Brak prawdziwych przyjaciół i przyjaciółek

7. Brak solidarności, poczucia rodziny, ogniska domowego. Szukałem tego na zlotach hipisów. Te złoty bardzo mi pomagały ale tylko na chwilę do poki tam byłem.

8. Nie akceptuję dualizmu. Czyli głupiego gadania że dusza potrzebuję cierpienia i lekcji duszy żeby uczyć się i wzrastać bo w to nie wierzę.

9. Karma jest nie sprawiedliwa. System energetyczny duchowy jest wadliwy. 

Nie mam sobie nic do zarzucenia.

Całe życie traktowałem innych ludzi lepiej niż sam bym chciał być traktowany czyli nigdy nie skrzywdzilem żadnego człowieka oprócz słowami.

10. Nienawiśc do Stwórcy po pierwsze że nie odpowiada mi w trakcie medytacji a po drugie za swoje głupie zasady że dobrzy ludzie muszą doświadczac cierpienia za nic tak dla zasady.

11. Brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Życie w psującym się Kamperze lub w mieszkaniach na wynajem który za dużo się opłaci lub się je traci z powodu złej pracy.

 

12. Poczucie braku swojego miejsca na ziemi. 

Poczucia pustki i bezsensu.

 

13. Żal że kocham  kobietę w związku Borderline w którym tak jakby ma się kilka osobowości własnych które jedne chcą być razem a inne nie chcą być razem bo wyolbrzymiają skalę 20% nie zadowolenia w związku do skali problemu takiego w którym człowiek nie potrafi cieszyć się z życia i wszystkie zalety z 80% przestają cieszyć i sprawiać radość.

 

14. Te podwójne osobowości własne które jedne chcą być razem a inne osobno. Kiedy słuchałem tego głosu żeby zerwać i odejść od kobiety. Przechodziliśmy w przeszłośći rozstania to pojawiały się wspólne chorowanie, destrukcyjne myśli, depresja, i mnóstwo emocji z którymi nie mogliśmy sobie poradzić więc wracaliśmy do siebie i całe cierpienie mijało w momencie powrotu do siebie. Czuć było wielka prawdziwą miłość która koi rany dopóki za kilka dni tygodni osobowość numer dwa się nie odezwie że ona jednak chce czegoś innego.

 

15. Żal do ludzi i często nienawiść. Tego jak żyją jak myślą i jak mnie traktują czy też innych ludzi, zwierzęta, naturę.

 

 

Zawsze kochałem siebie samego. Kiedyś też kochałem stwórcę kiedy jeszcze wierzyłem w chrześcijanizm i dopóki nie zmieniłem wyznania.

Nie rozumiem więc czemu każdy kto ma depresję to z reguły nienawidzi siebie samego. Podczas gdy ja raczej zawsze ofiarowuje sobie jak najwięcej miłości ile tylko potrafię sobie dać. Jakoś już straciłem nadzieję że kiedyś będzie lepiej. Powoli zaczynam się przyzwyczajać że moje szczęście zawsze będzie uzależnione od czynników zewnętrznych a ja nigdy się od nich nie uwolnię.

 

 

 

 

 

  • Lux 1
Link to comment
Share on other sites

Guest Kaliaa

A u psychoterapeuty byłeś?Psychiatra to tylko lekarz,który przepisuje leki.A co do psychologów to większość nie ma uprawnień z psychoterapii.Jest bardzo dużo nurtów psychoterapeutycznych.

 

Link to comment
Share on other sites

15 godzin temu, Zelpin napisał:

 

 

Bardzo Ci współczuję ciężkich doświadczeń w dzieciństwie, nie umiem pewnie sobie wyobrazić przez co przechodziłeś. Natomiast rozwiązanie jest zawsze tylko jedno - zaakceptować rzeczy takimi, jakie są. Mieć siłę żeby zmienić to co da się zmienić i odpuścić to, na co nie ma się wpływu. I mieć mądrość, która pozwala odróżnić jedno od drugiego. 

Wysoka wrażliwość bywa okropnie męcząca, ale jest też dużą wartością :)

A na koniec myślę, że warto wybaczyć. Nie dlatego, że jakiś Bóg coś tam powiedział. Po prostu wtedy można być dopiero wolnym od żalu. 

Poszukałabym jeszcze dobrego psychoterapeuty, czasem trzeba długo szukać.

  • Like 1
  • Thanks! 1
Link to comment
Share on other sites

16 hours ago, Zelpin said:

najbardziej sprawia że jestem najbardziej nie szczęśliwy w życiu i często myślę o eutanazji.

1. Nie akceptuję że się urodziłem

Bardzo mi przykro że tak się czujesz. I nie wiem czy Ci to pomoże ale niektórzy ludzie mają jeszcze gorzej od Ciebie. Czasem wystarczy docenić to co się ma a świat staje się lepszy, nawet słońce na niebie czy motyle.., nieważne jak patowa sytuacja się wydaje, może warto spróbować? Nawet fakt że budzisz się w ciepłym łóżku rano z ukochaną osobą, nie zważając na to że ma problemy psychiczne, że wogole masz gdzie mieszkać, że masz pracę itd..to też jest forma medytacji ...są takie ćwiczenia, tylko jak się obudzisz to pomyśl o 10 rzeczach które sprawiają Ci przyjemność i za które jesteś wdzięczny i to mogą być takie rzeczy np jak ciepła kawa o poranku, takie drobne, nic nie znaczace, tylko rób to z sercem, nie śpiesz się. 

 

Cała Twoja nienawiść do siebie właśnie chyba pochodzi od tego że żałujesz że się urodziłeś, pewnie również uważasz że jesteś niepotrzebny, niekochany, malutki..życie niestety właśnie na tym polega że trzeba kochać sobie samego i uczyć się lekcji w nieskończoność....wiem że niektóre rzeczy mogą być cholernie trudne do zaakceptowania ale prawda jest taka że tylko jak je/siebie zaakceptujesz życie staje się łatwiejsze. Pomyśl sobie tak - a po co mam z tym wszystkim walczyć, próbować zmieniać swój los, co mi to daje? Ból, cierpienia, walkę ze samym sobą? A co by się stało gdybym przestał się miotać, czy poczuł bym się lepiej, co by się wydarzyło w moim życiu, jak sprawy by wyglądały? 

Czasem bywa tak że jak coś naprawdę zaakceptujesz, to wtedy pojawia się jasność myśli i zrozumienie sytuacji i wtedy już nie ma żalu, jest tylko wdzięczność i sprawy się obracają na lepsze. 

 

Myślę też że postrzegasz siebie jako ofiarę. Duży żal do Boga. Myślisz że jak będziesz się nad sobą użalał, cierpiał, czy trzymał żal do Boga, to on coś co da, rzeczy staną się lepsze, czy może Bóg się na Tobą ulituje? To tak nie działa. Nieważne jak bardzo byś chciał.  

Lepiej zacząć doceniać to co cię ma, być wdzięcznym za drobne rzeczy, za ludzi obok, za czyjś uśmiech na twarzy z samego ranka, za to że ktoś okazał się miły w stosunku do Ciebie czy nawet do innej osoby. To jest długi i czasochłonny proces ale warty zachodu. 

 

Nie wiem czy to jest co chciales usłyszeć ale sam fakt że piszesz że nie akceptujesz że się urodziłeś, gryzie sie z tym że mówisz że siebie kochasz. 

Przepraszam jeśli napisałam coś nieodpowedniego. 

Są duszę które pragną stąd odejść bo czują że ich dom jest gdzie indziej, nie na tym świecie. 

 

  • W punkt 2
Link to comment
Share on other sites

Guest Kaliaa
18 godzin temu, Zelpin napisał:

. Nie akceptuję dualizmu. Czyli głupiego gadania że dusza potrzebuję cierpienia i lekcji duszy żeby uczyć się i wzrastać bo w to nie wierzę.

Bo to nie jest prawda,że dusza potrzebuje cierpienia.Dusza potrzebuje doświadczać i rozwijać się.Potrzebuje poznawać nieodkryte.

Link to comment
Share on other sites

Guest Kaliaa

Tylko,że w obszarze zainteresowania duszy znajdują się też "ciemne zakamarki".Dusza to jest eksploer,który chce poznać wszystko,co istnieje.Absolutnie nie interesuje jej poznawanie połowiczne.Nie jest Ona zainteresowana poznawaniem tylko pozytywnej i słonecznej strony Istnienia.Ona wlezie wszędzie.No po prostu ciekawska Istota.Dlatego dusza nie potrzebuje cierpienia.Za to dusza wlezie w każdy " gnój",który ją zaciekawi.Bo Ona chce to poznać,doświadczyć tego i zrozumieć,co to jest.Ona zwiedza jakby " miasto".Chce poznać zabytki i atrakcje,ale także zadupia i ciemne uliczki.

Link to comment
Share on other sites

Jestem pozytywnie zaskoczony ilością odpowiedzi, aktywności na tym forum pod moim wątkiem. Oraz też jakością waszego zaangażowania żeby mi pomóc.

 

Chciałbym dodać że często analizuję zupełnie przez przypadek bo nie planuję tego analizować ale tak jak by to samo przychodzi że jednego ranka budzę się z dobrym nastrojem lub przygnębionym i wtedy rozmyślam co jest przyczyną że czuje się źle żeby zrozumieć.

 

Dochodzę wtedy do takich wniosków że na przykład dziś przyczyną mojego złego czucia się jest fakt że ja ogólnie źle się czuje jak by w sobie. W swoim ciele. Tak jak by poprostu stwierdzam fakt który się odbywa w moim ciele za mnie. Tak jak bym był tylko obserwatorem tego który prubuję zrozumieć jak to jest że ja kocham siebie ale tylko z umysłu. A nie z serca? Bo nie rozumiem miłości, na czym ona polega do samego siebie. Lub może ją rozumiem inaczej.

 

Zawsze myślałem że kochać siebie to:

 

-myśleć o sobie dobrze.

-dbac o dietę, zdrowe jedzenie, sport, ruch, świeże powietrze, witaminy, brak chemi

- zapewniać sobie przyjemności fizyczne i psychiczne.

-patrzyc w własne oczy w lustrze i mówić do siebie kocham siebie.

-uważac siebie samego za mądrego i atrakcyjnego człowieka

-byc zdrowym egoistą czyli przeciwieństwo egoizmu ale też altruizmu. Bo zarówno ani w egoizmie ani w altruizmie nie ma asertywności wobec samego siebie. Asertywność występuje tylko w zdrowym egoizmie czyli dbania o swoje potrzeby i pomaganie innym tylko tak żeby samemu nie ucierpieć

 

Te wszystkie podpunkty od myślników stosuję i od zawsze żyje nimi całym sobą. Dlatego jestem przekonany że siebie kocham.

Jednak nigdy nie czułem mentalnie, psychicznie w sercu żebym siebie kochał.

 

Zawsze myślałem że dobrze czuje się w swoim ciele i w sobie samym dlatego że stosuję się do powyższych podpunktów.

 

A jednak tak naprawdę źle się czułem mimo że moje przekonanie było połączone nawet z afirmacją że dobrze się czuje.

 

Często stosowałem afirmacje

Że doceniam swoje życie za to że jestem świadomy że inni mają gorzej bo na własne oczy widziałem że mają gorzej a może nawet to czułem jako Empata i ich cierpienie przeszkadzało mi równie bardzo co moje własne.

 

Więc często powtarzam sobie

Że mam co jeść, jestem zdrowy, jestem naprawdę zadowolony z swojej pracy, z tego że mieszkam w lesie lub nad jeziorem. Że mam kobietę itp i próbowałem z całych sił poczuć wdzięczność. Być może na chwilę podczas tej afirmacji nawet poczułem wdzięczność a jednak ta wdzięczność znowu tak jak by pochodziła tylko z umysłu. Tylko z świadomości i z przekonania że jestem wdzięczny. Ale moje ciało i serce było tak jak by osobno od tego. I nadal czuło się źle.

 

Często z tego powodu że powtarzam sobie w głowie za co jestem wdzięczny. To uważam z umysłu że jestem człowiekiem wdzięcznym za to co mam. Często gdy ktoś mówi że nie doceniam, to czuje sprzeciw że właśnie bardzo doceniam to co mam bo staram się dbać szanować o to co mam i nawet całować to co mam.

 

Co do wybaczenia sobie czy innym. Stosowałem różne praktyki. Często doświadczałem nawet uwolnienia jakieś traumy. To znaczy miałem silny płacz, taki uwalniający w którym nie mogłem powstrzymać długiego ryczenia na przykład przez 10mimut. Po czym czułem że tak jak by kamień spadł mi z serca i czułem ze wybaczyłem. Czułem się lżej. Czułem też z przekonania i umysłu że się już nie gniewam na tego kogoś i że nie mam już żalu o przeszłość. Czułem że przeszłośc jest już za mną i mnie już nie obchodzi.

 

 

A jednak na następny dzień czułem się znów źle. Czułem się w sercu i w psychice znów tak samo. Tak jak by nic się nie zmieniło. Przecież nic złego nie czuję ani do siebie ani do tej osoby myślałem sobie a jednak coś sprawia że czuję się źle w sobie samym. Już się nie czułem lekko ani nawet odrobinę lżej. A uczucie spadnięcia kamienia z serca jakby zanikło.

 

Co do obszaru poznawania chęci duszy doświadczeń to ja uważam że dusza to nie jest coś osobnego tylko że ja jestem duszą. Więc skoro nigdy nie ciągnęło mnie do zła czy do czynienia cierpienia. Nigdy nie miałem tez złych intencji. Więc czemu mam doświadczac konsekwencji za coś co zrobiłem wszystko dobrze i najlepiej jak umiałem?

 

Życie nie jest wycieczką przez miasto ale niby jest kursem, egzaminem w którym mamy się czegoś nauczyć żeby wzrastać ale co jeśli ja nie czuję żebym chciał się uczuć, wzrastać, doświadczać. Nie czuję też żebym chciał popełniać błędy lub też nie czuję żebym je popełniał dlatego że uważam że człowiek zawszę wybiera najlepszą opcję, możliwość z wszystkich możliwości jakie są do niego dostępne w danym czasie, momencie w stosunku do zakresu jego wiedzy czy innych umiejętności.

Edited by Zelpin
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

1 hour ago, Zelpin said:

Te wszystkie podpunkty od myślników stosuję i od zawsze żyje nimi całym sobą. Dlatego jestem przekonany że siebie kocham.

Jednak nigdy nie czułem mentalnie, psychicznie w sercu żebym siebie kochał.

 

Zawsze myślałem że dobrze czuje się w swoim ciele i w sobie samym dlatego że stosuję się do powyższych podpunktów.

 

A jednak tak naprawdę źle się czułem mimo że moje przekonanie było połączone nawet z afirmacją że dobrze się czuje

Prawdopodobnie nie wierzysz w to co sam myślisz że wierzysz. To wszystko musi pochodzić z serca inaczej nie działa, zresztą sam zauważyłeś. Musisz to poczuć w sercu. To musi być takie samo uczucie lub podobne to tego jakim darzysz swoją partnerkę czy matkę. Uśmiechaj się kiedy mówisz sobie te rzeczy, by oszukać mózg, wtedy inaczej się poczujesz. 

 

Co przeszkadza Ci w odczuwaniu przyjemności w życiu? Co stoi na przeszkodzie ? Co jest twoim największym wrogiem w drodze do odczuwania przyjemności? Zadaj sobie te pytania. 

 

To nie prawda że dusza przyszła tu cierpieć. Zadaniem duszy jest się rozwijać i wzrastać, nauczyć się kochać, współczuć, być miłym dla sobie jak drugiego człowieka. Dusza nie wie co to dom, pieniądze, praca. Ją tylko interesuje twój rozwój, ile lekcji się nauczysz  w danym życiu. Wszechświat będzie ci przynosił te same lekcje przez całe życie jeśli się  nie nauczysz, jeśli nie zrozumiesz. A nawet jeśli się nauczysz to wtedy wszechświat przyniesie Ci następną i następną do momentu aż staniesz się cudownym człowiekiem. Jeśli człowiek operuje z poziomu milosci, współczucia i zrozumienia to nie ważna jak trudna lekcja jest, wtedy świat może się walić A ty wszytko będziesz miał gdzieś. Bo Ty rozumiesz wolę Boga oraz swoje powołanie na tej ziemi. Wtedy Bóg sam będzie do Ciebie przychodził, nie będziesz musiał go wołać podczas medytacji. Ale to wszytko zależy od poziomu rozwoju twojej duszy. 

Bardzo prawdopodobne że dusza wybiera sobie coś co sprawi że będziesz się rozwijaj, nawet podświadomie, przez całe życie. I to może być twoje największe cierpienie i ból. 

 

Prawdą jest też że sami kreujemy swoje życie podswiadomymi programami..te programy to 80-90% naszego życia.  Reszta to świadomość. Nieważne jak niewygodne to może się wydawać. 

 

Jeśli jesteś indygo, to również pochodzisz z gwiazd, twoja dusza. Dlatego możesz tak cierpieć, bo tak naprawdę pragniesz milosci I spokoju, i z tego samego powodu możesz myśleć o eutanazji. Więc naucz się kochać i doceniać to co masz na ziemi, znajdź swoje powołanie, to może Cię wewnątrznie wypełnić. Ale musisz się skupić na rozwoju duszy najpierw by to osiągnąć. 

 

Również wiem że ludzie ci mogą  gadać i gadać o tym i o tamtym A ty dalej w to nie będziesz wierzył i nie rozumiał bo Ty sam tego jeszcze nie zrozumiałeś, tak sam od siebie. A tu właśnie o to chodzi, żebyś to ty sam zrozumiał o co tu wszystko chodzi. 

 

Pozdrawiam, dziecko Kryształowe. 

 

 

 

  • Like 2
  • Thanks! 1
Link to comment
Share on other sites

To nie jest tak że ja nie wierzę w to co piszesz ty lub poprzedni użytkownicy. Raczej nie mam problemu żeby wierzyć w zagadnienia z zakresu pozareligijnego rozwoju duchowego.

 

Myślę że prędzej chodzi bardziej o to że nie rozumiem to co rozumiem. Czyli mam jakieś dane i wnioski ale nie wiem co z nimi zrobić. Lub też jest kilka wniosków wzajemnie wykluczających się. Czyli na przykład wiedzę z książek duchowych mam ale nie umiem jej zastosować w życiu lub wiedzą nie może być zastosowana z jakiegoś powodu.

 

Dla przykładu kiedyś podczas doświadczenia psychodelicznego tak jak by połączyłem się z kronikami kaszy. Tak to interpretuję bo te doświadczenia polegało na tym że podczas połączenia dostawałem odpowiedzi w formie myśli na moje pytania w formie myśli. Oprócz tego zrozumiałem jak chce żyć żeby być szczęśliwy. Doświadczyłem pewnych wizji swojego życia marzeń. A jednak rzeczywistość tak jak by nie pokrywa się z przekazem.

 

Dla przykładu jeżeli wizja dotyczy pracy i zatrudnienia to najpierw przez kilka lat trzeba robić kursy i zdobywać kapitał ma realizację celu.

 

W innym przypadku jeżeli chodzi o to co najbardziej mnie unieszczęśliwia to właśnie fakt że nie żyje tak jak bym chciał, jak ujrzałem w swojej wizji podczas połączenia jak bym chciał żyć.

 

A głównie w pierwszej najważniejszej  kolejności ujrzałem że jestem Poliamorystą. Wtedy też odrzuciłem monogamię i zazdrość z miejsca od razu.

 

Kilka lat ( około 5) namawiałem partnerkę do wyjścia z Monogami. Po około 5 latach się udało i weszliśmy w pół roczny związek. A raczej moja partnerka weszła z mężczyzną którego nie zaakceptowałem bo nie miał on nic wspólnego z rozwojem duchowym tylko raczej był przeciwieństwem jakiego kolwiek rozwoju.

 

W każdym razie mimo iż na początku się nie lubiliśmy czułem się sto razy szczęśliwszy niż w Monogami za sam fakt że żyje zgodnie z wartościami wyznawanymi przez swoją duszę.

 

Monogamia mnie unieszczęśliwia.

 

Poza tym gdy już ten związek się rozpadł i znowu wróciliśmy do podwójnego związku to powodów do mojego nieszczęścia jest więcej.

 

-Kobiety nie akceptują mnie nie wiem czemu. Nigdy nie miałem koleżanki ani przyjaciółki i nie potrafię utrzymywać stałych kontaktów z kobietami.

-Kobiety nie akceptują mnie za sam fakt Poliamorii bo są przeważnie monogamistkami

-Kobiety nie wierzą w przyjaźń damsko-męską i nie starają się zabiegać o kontaky z mężczyznami w związku.

- Ja mam lęki społeczne przed nawiązywaniem relacji z kobietami z tego powodu. Kiedyś odczuwałem podniecenie do obcych kobiet a teraz już nie potrafię odczuwać podniecenia do kobiet.

-Moja kobieta ma również ten sam problem i ma problem z nawiązywaniem kontaktów z kobietami i nigdy nie miała koleżanki ani przyjaciółki.

-Ja jestem więc duszącym się w introwertyzmie ekstrawertykiem. To znaczy że ze nie potrafię wejść w jakaś stałą i dużą grupę ludzi z którymi jest stała i trwała więź z częstymi spotkaniami. Mam tylko kilkoro kolegów z którymi utrzymuję kontakt sporadyczny to znaczy 1-4 razy w miesiącu a to dla mnie za mało. Ludzie często nie mają czasu a ja mam go trochę więcej.

- Uzależniłem swoje poczucie szczęścia od czynników zewnętrznych a w szczególności od swojej partnerki

-Uzaleznione mam też poczucie szczęścia od kontaktu fizycznego, seksualnego. Ale nie czysto seksualnego tylko tantrycznego. Czyli chyba od poprostu odczuwania energii seksualnej od kobiety

-Moja kobieta nie ma Libida i nigdy nie miała. Nie jest ona też zboczona.

-Ilosc Libida, im miałem go więcej tym bardziej byłem szczęśliwy. Czyli kiedyś 5 razy dziennie to dla mnie żaden problem a na dzień dzisiejszy kochamy się około 2razy w miesiącu bo partnerką nie chce częściej. A mi spadło libido z tego powodu przez co czuje się mniej męski i mniej spełniony.

 

Ogólnie to wkurza mnie jej sporo wad które sprawiają właśnie że nie potrafię cieszyć się z życia.

Link to comment
Share on other sites

  • Ekspert

Ja przepraszam, że tak trochę z buta, ale mam wrażenie, że szukasz jakiegoś idealnego szczęścia rodem z Instagrama. Najlepiej na skróty: przez dragi, spotkania z rasta, terapię, 12-dniową Vipassanę. Jak jedno się nie sprawdzi w ciągu kilku dni, to idziesz szukać czegoś innego. Tylko to tak nie działa. Raz, że magicznej różdżki nikt nie ma, to nie jest możliwe być szczęśliwym cały czas, tak na 100% jak to napisałeś. To jest ludzkie wstać rano w złym humorze, zezłościć się na kogoś itp. Gdybyś się czymkolwiek zainteresował na więcej niż tydzień, to może byś dotarł w fascynacji buddyzmem, że nawet oświeceni mistrzowie czują emocje. Tyle, że mają kompletną wolność w tym, czy za nimi pójdą czy nie. Brzydkie emocje są, będą i nie da się od nich odwrócić, nie patrzeć i udawać że ich nie ma, bo są częścią nas samych.

 

29 minut temu, Zelpin napisał:

Kilka lat ( około 5) namawiałem partnerkę do wyjścia z Monogami. Po około 5 latach się udał

 

Sfera seksualna jest tą, gdzie możemy bardzo łatwo skrzywdzić innych. 5 lat dziewczyna się wzbraniała, a kiedy w końcu się zgodziła, to piszesz o tym "udało się" jak zwycięzca. Weź się nad sobą zastanów i czy przypadkiem dziewczynie tej sfery zwyczajnie nie obrzydziłeś, skoro już się nie chce z Tobą kochać. Jestem na bank przekonana, że zgodziła się, bo się poddała.

 

29 minut temu, Zelpin napisał:

Doświadczyłem pewnych wizji swojego życia marzeń. A jednak rzeczywistość tak jak by nie pokrywa się z przekazem.

 

Dla przykładu jeżeli wizja dotyczy pracy i zatrudnienia to najpierw przez kilka lat trzeba robić kursy i zdobywać kapitał ma realizację celu.

 

W innym przypadku jeżeli chodzi o to co najbardziej mnie unieszczęśliwia to właśnie fakt że nie żyje tak jak bym chciał, jak ujrzałem w swojej wizji podczas połączenia jak bym chciał żyć.

 

No i podjąłeś jakieś faktyczne kroki? Słuchaj, jeśli nie jesteś w czepku urodzony, to nie ma innej rady jak usiąść i ciężko harować. Tak robią wszyscy ludzie sukcesu, jest to okupione ciężką, staromodną pracą.

 

29 minut temu, Zelpin napisał:

Moja kobieta nie ma Libida i nigdy nie miała. Nie jest ona też zboczona.

-Ilosc Libida, im miałem go więcej tym bardziej byłem szczęśliwy. Czyli kiedyś 5 razy dziennie to dla mnie żaden problem a na dzień dzisiejszy kochamy się około 2razy w miesiącu bo partnerką nie chce częściej. A mi spadło libido z tego powodu przez co czuje się mniej męski i mniej spełniony.

 

No to znajdź taką, z którą będzie Ci lepiej. Mówisz, że ją kochasz, ale jednocześnie podkreślasz, jak masz z nią pod górę. Związki nie są od tego, żeby było nam w życiu trudniej. Nie znam jej, ale jeśli wcześniej ze sferą seksualną było ok, to moim zdaniem po prostu chodzi o sferę emocji. U nas seks i miłość są mocno ze sobą związane. Jak dla mnie masz jasny sygnał, że sie od Ciebie odsuwa i nie jest już Tobą zainteresowana.

Inną sprawą jest borderline i jeśli ona nie ma tego pod kontrolą to sam możesz wyjść poturbowany z tego związku. Zastanów się, czy bycie z osobą zaburzoną Ci faktycznie pomaga.

 

Edited by Ragna
  • W punkt 1
Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za twoją wypowiedź jednak kompletnie się z nią nie zgadzam. Czuje że mnie nie rozumiesz i nie masz racji. 

 

Jedynie w pierwszym akapicie masz trochę racji że często idealizuję rzeczywistość że powinna być lepsza przyjemniejsza i łatwiejsza niż jest. Często oczekuję też szybkich rezultatów co nie znaczy że nie pracuje ciężko nad własnym rozwojem bez względu na wszystko choćby skały srały. 

 

Co do mojej kobiety to bardzo bardzo się mylisz.

 

Jesteśmy bratnimi duszami znającymi się z poprzednich wcieleń a ona jest moim opiekunem duchowym i nigdy ona się od mnie nie odsunęła a tym bardziej teraz. Jej miłość z miesiąca na miesiąc i z roku na rok jest coraz większa. I co do wielkości naszej miłości nie mam żadnych wątpliwości.

 

 

W swerze seksualnej nigdy nic nie wymuszałem i podkreślałem że jeśli ona czegoś nie czuje to ma niczego nie robić wbrew sobie więc nigdy jej nie zraniłem i nie ma nic nie właściwego w tym żeby czuć się zwycięzcą w takiej sytuacji. Nic nigdy jej więc nie obrzydziłem. A ilość seksu w Monogami w której byliśmy 8 lat była taka sama jak po przejściu na Poliamorie

 

A co do Borderline to napisałem że nic nie jest zdjagnozowane więc prawdopodobnie związek jest Borderline a nie że ona ma zaburzenie borderline. Jej przywiązanie emocjonalne wynika z połączenia dusz a nie z zaburzenia. Natomiast u mnie występowała w przeszłości nienawiść połączona z miłością i owo zaburzenie sprawiało że jednego dnia chciałem z nią być a drugiego nie. Ale nie wierzę w tą łatkę choroby dlatego że nie uważam żeby przyczyną takiego mojego zachowania było zaburzenie borderline a jedynie sposób interpretowania rzeczywistości i własnych odczuć.

 

W których to jeżeli słuchałem jakiejś jednej części siebie w której tłumaczyłem sobie że zalet ma ona więcej niż wad to chciałem z nią być. Było to rozumowanie racjonalne. Takie połączone z świadomośćią że w życiu kłótnie są normalne i że związek nie może być idealny.

 

Natomiast czasem odzywała się w mnie jak by jakaś zbuntowana część duszy która bez względu na wszystko i na zalety chciała zakończyć związek z powodu jakiś drobiazgów dlatego że ta część duszy twierdziła że z powodu tych drobiazgów mam depresję.

 

 

Edited by Zelpin
Link to comment
Share on other sites

  • Ekspert

Może się mylę.

 

Ale i tak polecam Ci posłuchać Jordana Petersona i poszukać wykładu, na którym mówi, że czasem to nie depresja. Jest jeszcze coś takiego jak behawioryzm. Każdy człowiek potrzebuje, aby takie sfery jak zdrowie, praca, rodzina i związki mu działały. Jeśli jedna albo więcej leży, to mamy się źle. Ludzie mylą to z depresją, a czasem po prostu wystarczy, żeby ogarnęli sobie życie.

 

To nie działa tak, że jak będziesz szczęśliwy, to reszta się sama ogarnie. Czasami trzeba NAJPIERW wyjść z bagna w którym się jest i ułożyć sobie te nudne aspekty życia jak mieszkanie, praca i związki, żeby psychicznie wyzdrowieć.

 

Może jego wykłady dadzą Ci do myślenia.

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję, posłucham wykładów o których piszesz :) Myślę że w tym możesz mieć rację dlatego że to co piszesz jest tym co wynika z piramidy potrzeb Maslova. I faktycznie sporo fundamentów u mnie leży dlatego jest szansa że gdybym ogarnoł swoje życie to wyszedł bym z depresji.

 

Ogarnołem już sporo sam bo zarabiam 5 tysięcy za pół miesiąca pracy. I z pracy jestem wreszcie zadowolony. Ale przydało by się jednak żeby w 10 letnim związku były obydwie wypłaty i wspólne odkładanie na dom i realizację wspólnych celów i marzeń. A u mojej kobiety poprostu jest problem z konsekwencją dążenia do celów poprzez bierność. 3 lata już zdaje prawo jazdy na Tira (to jej marzenie, bo ja jeżdżę tirem dla kasy a nie z powodu Hobby czy powołania) ona chce to robić z powodu pasji. Tylko że na chęciach się kończy mimo że daję jej hajs na egzaminy i dodatkowe jazdy oraz wsparcie psychiczne.

 

Natomiast uważam że gdybym nawet zrealizował potrzeby z piramidy Maslova i ogarnoł swoje życie to byłbym szczęśliwszy ale w dalszym ciągu nie na 100%

Gdyż nadal pozostaną problemy o których pisałem czyli na przykład problemy z Libidem, lękiem społecznym z idealizowaniem rzeczywistości. Problemy z relacjami z kobietami czy problem z relacją z własnym sobą w którym właśnie źle się czuję w samym sobie i nie lubię być sam z sobą gdyż nie potrafię brać energii z źródła czy wnętrza siebie a jedynie z czynników zewnętrznych lub innych ludzi od których biorę energię szczęścia. Nie zabieram im tej energii całej i oni nie czują się wyssani. Dlatego że wtedy mnożę tą energię, zaczynam nią emanować i wtedy oddaję tym ludziom z powrotem tą dobrą energię. W dalszym jednak ciągu nie wiem jak nauczyć się czerpać z źródła

 

Edited by Zelpin
Link to comment
Share on other sites

5 godzin temu, Zelpin napisał:

Natomiast uważam że gdybym nawet zrealizował potrzeby z piramidy Maslova i ogarnoł swoje życie to byłbym szczęśliwszy ale w dalszym ciągu nie na 100%

Nie można być szczęśliwym na 100% :) po prostu się nie da. 

 

6 godzin temu, Zelpin napisał:

Czuje że mnie nie rozumiesz i nie masz racji. 

 

W Twoich wypowiedziach jest dużo "wydaje mi się", "czuję", "nie rozumiesz". Musisz pamiętać, że to że coś czujesz albo Ci się wydaje, nawet jeśli jesteś przekonany co do słuszności tego i to odczucie wydawałoby się cholernie realne, to nadal może być tylko iluzja Twojego ego i prawdopodobnie tak właśnie jest. Były takie sytuacje w Twoim życiu, że byłeś co do prawdziwości czegoś niezwykle przekonany, a potem się okazało, że to totalna bzdura? Przypomnij sobie takie sytuacje i zważ, że Twoje sądy o świecie mogą być mocno zabarwione subiektywnymi odczuciami. Wiem co mówię, bo sama też tak funkcjonuję - trzeba się nauczyć odróżniać intuicję od lęku. 

Jest bardzo ciężko wyjść ze swojej umysłowej i emocjonalnej klatki, stanąć obok i stwierdzić "hej, rzeczywiście". Ego się broni jak może - "nie rozumiecie mnie", "nie znacie całej sytuacji", "to nie tak" itp. Oczywiście, że nie znamy i być może nie rozumiemy, ale zastanów się czy czegoś jednak nie możesz wyciągnąć z tych niewygodnych stwierdzeń :)

Pamiętam jak dawno temu odwiedziłam koleżankę i razem poszłyśmy do jej wspólnych znajomych. Ja byłam wtedy na studiach i bardzo mnie one w tamtym czasie irytowały, strasznie marudziłam na uczelnię, narzekałam. I wtedy jedna nieznana mi znajoma znajomej wypaliła: "To po co tam jesteś skoro tak narzekasz?". Ludzie rzadko kiedy sobie pozwalają na taką szczerość, więc moją reakcją była obrona w stylu "nie rozumiesz mnie!". Ale tak sobie myślę teraz, że ona po prostu miała cholerną rację, a moje leniwe ego zwyczajnie wolało sobie siedzieć w niewygodnym, ale bezpiecznym położeniu i marudzić, niż cokolwiek z tym zrobić. Do dzisiaj jestem marudą i ciężko mi wyleźć ze strefy komfortu, taka moja natura, akceptuję ją, ale też mam świadomość, czego wcześniej mi brakowało, gdy jechałam na automatycznym programie. Często mam tą reakcję, szczególnie w rozmowach z mężem, że "nie rozumiesz mnie" i następuje kaskada zachowań obronnych. Ale najfajniejsze momenty, to jak czasem się zdarzy refleksja że "hej, a może to JA czegoś nie rozumiem ". 

 

Popatrzyłam sobie na Twój horoskop i masz kilka irytujących aspektów, przede wszystkim Słońce bierze udział w dwóch "palcach bożych", raz jako nadawca energii, w drugim jako punkt jej kumulacji. Do tego kwinkunks Wenus z Jowiszem (za dużo "dobrego" i przez to może te oczekiwania?). 

Masz też kwadraturę Słońca i Księżyca a na to jeszcze kwadratura do ascendentu (nie ścisła, chodzi o sam znak), wszystko w znakach zmiennych, także masz sprzeczne dążenia ego z reakcjami i dążeniem do bezpieczeństwa emocjonalnego, a na to jeszcze maska (Asc), którą zakładasz żeby to wszystko zrealizować, jest kolejną sprzecznością z resztą.

Mars w ścisłym kwadracie do Plutona na IC - widać tu wyraźnie te wpływy z domu rodzinnego, które tak mocno się na tobie odcisnęły. 

Ważnym elementem jest też niezbyt mocny Saturn (dyscyplina i ograniczenia) przy jednoczesnym średnim Jowiszu (wiara i nadzieja). Obie planety mają aspekt z Wenus w Byku - zasada przyjemności - i wydaje się, że akurat tutaj pozytywnie wpływa sekstyl saturnowy - mimo przeciwności, jesteś już długo ze swoją bratnią duszą :)

Nie powinieneś mieć problemów z pieniędzmi, mocna Wenus, Jowisz w 2 domu, Słońce w 10. 

 

Jeśli chodzi o to, co może być, to przede wszystkim czekasz na swój pierwszy powrót Saturna, czyli zwieńczenie okresu formowania się dorosłej świadomości i zbierania doświadczeń. To będzie jakoś w 2023 roku. Za to w tym roku masz nów w solariuszu, co jest ogólnie zwiastunem wejścia na jakąś nową ścieżkę, a że dzieje się to w 12 domu, to zakładam jakieś definitywne zakończenia i świeże początki ;)

 

Edited by martynamarzena
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Ragna ma po części rację. Trzeba najzwyczajniej w świecie wziąść za siebie i samemu sprawić by czuć się w życiu szczęśliwym. Musisz uwierzyć że twoje życie i szczęście leży w twoich rękach i wynik tego życia zależy wyłącznie od Ciebie jak to podczas meczu. 

7 hours ago, Zelpin said:

 

Myślę że prędzej chodzi bardziej o to że nie rozumiem to co rozumiem

Właśnie o tym mówię.. Ale zawsze możesz czytać książki o samorozwoju i sobie pomóc, chodzić na przeróżne kursy i warsztaty które ci w tym pomogą. Bo jeśli nic nie zrobisz to za 10 lat będziesz w tym samym miejscu, nieszczęśliwy i jedynie sam siebie możesz za to obwiniać. 

 

Za dużo rozbijasz swoje życie na drobiazgi, a tu czasem trzeba zaakceptować ogólny i aktualny stan rzeczy, przyznać się przed samym sobą, zawaliłem ale naprawię.

Nasze szczęście zależy od punktu widzenia nad którym musisz popracować bo bez tego będzie tak jak teraz. Może za dużo chcesz, stawiasz sobie poprzeczkę za dużo, za dużo oczekujesz od życia, obraziłeś się ma Boga że do Ciebie nie przychodzi, wręcz tego oczukujesz od niego. Ale nawet na coś takiego trzeba sobie zapracować. 

Te wszytkie punkty które wymienisz to tylko twój punkt widzenia. Tak jakbyś oczekiwał że to inni mają się starać i Ciebie uszczęśliwiać. Coś tam wspominasz o kobietach że nie szukają przyjaźni z mężczyznami ale może tylko z Tobą? Nie każdy facet, kobieta myśli tak samo..szukasz wytłumaczen dlaczego jesteś nieszczęśliwy i w depresji A może tak naprawdę nie chce ci się nic zmieniać bo ci jest wygodnie lub się boisz że jak coś zrobisz to stracisz.. już to mówiłam zacznij doceniać to co masz i zmieniać swój punkt widzenia, to wszystko na początek a może aż...i przestan szukac winy na zewnątrz, u innych. 

I tak naprawdę gdybyś zaznał prawdziwego bólu w życiu to byś docenił to co masz. W tej chwili to są tylko twoje widzi misie. 

 

Edited by HopeNot
Więcej informacji
  • Like 1
  • W punkt 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...