Jump to content
Guest Jaga_Wiedzma

Dawno temu na Dolnym Śląsku

Recommended Posts

Guest Jaga_Wiedzma

Dawno temu we Wrocławiu…

 

Prawie każdy zna legendę o krakowskim smoku wawelskim czy warszawskim bazyliszku. Ale i Wrocław nie wypadł sroce spod ogona i miał własną poczwarę – smoka Strachowickiego. Ponadto mamy też Świętego Wincentego bez nóg i zatrzymującą płomienie rzeźbę Madonny.

 

Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend fot: Karolina Kosowicz

 

Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend fot: Karolina Kosowicz

 

Każde miasto ma swoje legendy i Wrocław nie jest wyjątkiem. Niektóre z nich, jak ta o Bramie Kluskowej czy Mostku Czarownic, są powszechnie znane. Inne są już częściowo zapomniane. Dlatego przypominamy trzy naszym zdaniem najciekawsze legendy. Dawno, dawno temu…

 

Smok ze Strachowic

 

… w Strachowickim Lesie żył sięgający ponad konary drzew potwór. Bestia miała brzydki zwyczaj pożerania krów i owiec, a od święta nie wzgardziła także zabłąkanym wieśniakiem. Jak w każdej baśni, tak i w tej nie brakuje czarów. Bo oto na skraju tegoż lasu biło, magiczne rzecz jasna, źródełko - jego woda dawała ogromną siłę. Jednak ludzie nie czerpali z niego wody z obawy przed smokiem. Okoliczni chłopi ochrzcili poczwarę Strachotą – od lęku jaki w nich wzbudzał. Wkrótce stali się też obiektem drwin mieszkańców sąsiednich wiosek, którzy pechową osadę nazywali Strachocicami – stąd też pochodzi nazwa obecnej dzielnicy Wrocławia.

 

Trwało to wiele lat, aż do dnia, gdy ofiarą bestii padł syn sołtysa. Wtedy mieszkańcy osady postanowili zgładzić potwora. Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Brakowało kogoś, kto podjąłby się tego zadania. Pewnego razu do wsi zawędrował żądny sławy i przygód (czytaj - głupi) młodzieniec imieniem Konrad. Mieszkańcy powiedzieli mu, gdzie mieszka Strachota. Chłopak długo przemierzał las, aż w końcu dotarł do źródełka.

 

Zmęczony wędrówką Konrad, pochylił się nad źródłem i zaczął pić. Śpiący w pobliżu smok usłyszał podejrzane odgłosy i zbudził się. Jednak Konrad, po wypiciu zaczarowanej wody zyskał ogromną siłę. Walka, mimo iż długa i ciężka okazała się zwycięska dla Konrada. Pozbawiony czarodziejskiej mocy smok uciekł w gęste knieje ciemnego lasu, gdzie głodny po wyczerpującym boju najadł się trujących grzybów i padł. Jego cielsko wciągnęły bagna. Odważny młodzieniec został pasowany na rycerza przez Księcia Śląskiego, a w nagrodę otrzymał Las Strachociński oraz osadę przy Smoczej Studni, gdzie wybudował zamek. Tu dożył sędziwego wieku i dochował się sześciu córek i syna, który później został jednym z najsłynniejszych rycerzy na Ziemi Śląskiej. Z upływem wieków zamek Strachotów uległ zniszczeniu. Po bagnach, do których wpadł smok też nie pozostało śladu. Jednak według legendy z zaczarowanego źródełka wciąż wypływa woda, dająca mądrość, odwagę i siłę.

 

Święty bez nóg

 

Z Ostrowem Tumskim związanych jest wiele legend. Jednak niewiele osób zna opowieść o skromnej rzeźbie na południowej ścianie wrocławskiej katedry. Przedstawia ona św. Wincentego, który w lewej ręce trzyma brewiarz a prawą opiera na udzie, którego w rzeczywistości nie ma. Okrywający świętego habit skrywa pewną tajemnicę.

W ciepły majowy wieczór w 1469 znany w mieście rzeźbiarz, mistrz Erazm pożegnawszy przyjaciół, udał się do swojej pracowni na Ostrowie Tumskim. Bardzo się spieszył – musiał jeszcze skończyć zamówiony przez wrocławskich rajców posąg. Jednak, gdy mijał szybkim krokiem kościół św. Krzyża poczuł przeszywający klatkę piersiową ból – osłabione pracą i stresem serce dało o sobie znać. Erazm osunął się na ziemię i stracił przytomność.

 

Gdy się ocknął, ujrzał nad sobą twarz chłopca, który nacierał mu skronie wodą. Mistrz poprosił nieznajomego, by pomógł mu dojść do pracowni. Idąc spostrzegł, że ten kuleje. Nogi i stopy chłopca były zdeformowane. Mistrz Erazm spytał chłopca, jak może mu się odwdzięczyć. Ten bez chwili namysłu odpowiedział, że chce by mistrz nauczył go rzeźbić. Już na drugi dzień Maciej (tak było mu na imię) rozpoczął naukę. Szybko okazało się, że świetnie radzi sobie z dłutem. Jednak zazdrośni o jego talent pozostali uczniowie ciągle kpili z jego kalectwa i przezywali kulasem. Chłopiec cierpliwie znosił upokorzenia okazując się coraz lepszym rzeźbiarzem.

W pierwszą sobotę grudnia 1470 roku mistrz Erazm zlecił Maciejowi wykonanie posągu św. Wincentego, który zamówił kanonik kapituły katedralnej Jan Paszkowicz. Maciej wziął się do pracy i w cztery miesiące wyrzeźbił świętego odzianego w habit, spod którego wystawały mocne, kształtne i zdrowe nogi… Wieczorem, po skończeniu dzieła modlił się, prosząc Boga by mistrz zaakceptował jego prace. Tej nocy spał niespokojnie… Nagle zobaczył przy swoim łóżku św. Wincentego, który uśmiechnął się dobrotliwie i dotknął jego stóp. Chłopiec poczuł przeszywający ból i obudził się z krzykiem. Spojrzał pod koc. Jego nogi były zdrowe i proste. Wyskoczył z łóżka i pobiegł do pracowni, a tam zobaczył jak jego rzeźba unosi się w powietrzu, a w miejscu gdzie spod habitu wystawały nogi świętego, zwisają fałdy materiału, którego nie wyrzeźbił…

 

Gdy Erazm usłyszał o niesamowitym śnie i zobaczył rzeźbę oraz zdrowe nogi ucznia, powiadomił o wszystkim biskupa. Ten stwierdził, że zdarzył się cud. Wykonaną przez Macieja rzeźbę nakazał umieścić na południowej ścianie wrocławskiej katedry a św. Wincentego ogłosił jej drugim patronem.

 

…i niewrażliwa na ogień rzeźba

 

Inna rzeźba stoi w północnym ramieniu katedry przy kaplicy Elktorskiej. Przedstawia Matkę Boską trzymającą na ręku Dzieciątko. Wykonał ją w 1854 roku Karol Steinhauser z Bremy, wzorując się na słynnym obrazie Rafaela. Z tymże posągiem związana jest niezwykła i tajemnicza historia z czasów drugiej wojny światowej.

 

W trakcie obrony Festung Breslau Niemcy z katedry uczynili magazyn amunicji i środków wybuchowych. W pewnej chwili pocisk z radzieckiej armaty trafił w świątynię. Armia Czerwona uznała swoje działo za cenny okaz flory – armata strzelała z terenu Ogrodu Botanicznego. Po trafieniu nastąpiła ogromna eksplozja i kościół zaczął się palić. Ściana ognia w ekspresowym tempie przesuwała się w stronę niezniszczonych kaplic za głównym ołtarzem. Pewnie płomienie dotarłyby i do nich gdyby nie zdarzyło się coś dziwnego i niewytłumaczalnego.

 

Podczas trwania kolejnych eksplozji z cokołu spadła rzeźba Madonny, a przemieszczający się z ogromną prędkością ogień niespodziewanie zatrzymał się kilka centymetrów od figurki i zgasł. Dzięki temu mimo ogromu zniszczeń ocalały kaplice: Elektorska, Mariacka i św. Elżbiety. Co ciekawe rzeźba Madonny pomimo upadku z wysokiego cokołu nie odniosła żadnego uszczerbku.

 

 

 

Źródła: Krzysztof Kwaśniewski Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie

 

Artykuł znaleziono na stronie: katedra, legendy, wrocław, smok, historia, baśnie, bajki, strachowice - Reportaże - Lifestyle - studente.pl

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Pan X

No ciekawe a po co muwić o warszawie jak u nas też starodawne zrównane z ziemią świątynie , dwa kamiene kręgi były jeden na sowie tam celtowie odawali czejści słońcu a na ślęży kśięzycowi, te dwa miejsca są miejscami mocy każdy mag czy nie mag ma tam zdolności paranormalne,chciałbym je zbadać ale niemam transportu. a pod góre nie chce mi się leci.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jaga_Wiedzma

Magowi to nie przeszkadza. Do Sobótki są autobusy a dalej trzeba iść. Moc czuje się idąc do góry. Polecam trase archeologiczną od Będkowic. Co do Sowy to wiele tam miejsc mocy. Jest nawet miejsce gdzie palono czarownice a o czym mało mieszkańców nawet wie. Same góry sowie są piękne i niepowtarzalne. Ja zas mam w nich kilka miejsc mocy, nie na samej Sowie ale jest tam kilka takich miejsc.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Pan X

No ja niechce się chwalić mam zbudowany krąg kamieny wzorowany na pieczęci salomona i to blisko dzierzoniowa co prawda nie jest dokończony ale do końca września chyba będzie gotowy też zapraszm.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jaga_Wiedzma

Chętnie zobaczę, daj znać tylko gdzie to jest :) Na priwa oczywiście.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Paulinka-67100

To ja tez sie pisze :) Mieszkalam w Dzierzoniowie na osiedlu Teczowym :) Dalej do rodziny tak przyjezdzam :*

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...