Jump to content
_Domi_

Pokonać swoje słabości

Recommended Posts

_Domi_

Długo zastanawiałam się gdzie i czy o tym pisać.

 

Chyba w życiu każdego człowieka przychodzi moment że musi się;

- zmierzyć z własnymi słabościami

- zaakceptować coś czemu jest przeciwny

- pogodzić się z pewnymi niewyjaśnionymi sprawami, lub wyjaśnionymi

- zostaje poddany próbie przed samym sobą i przed drugą osobą.

 

Każdy człowiek chyba zadaje sobie pytanie komu można ufać, a komu nie . Czy też nie zastanawiamy się czasem, czy samemu sobie można zawsze zaufać, skoro czasem zachowujemy się w pewien sposób a potem żałujemy albo i nie ,komu można wyznać wszystko i oczyścić się i bez obaw żyć dalej bez zmian,a można przemilczeć i wyrzucić w zapomnienie.

 

A inne pytania czy można nauczyć się ufać? albo czy tez powinniśmy ufać.

Kiedyś mi ktoś powiedział " Umiesz liczyć licz na siebie" myślę że to dobre stwierdzenie, ale nie do końca.

 

Jak pokonać swoje słabości?Jak zabić w sobie pewne odczucia ?

No ba na pewno jest na to sposób ,ale czy się tak powinno robić , czy to dobra droga by zagłuszać samego siebie ?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jaga_Wiedzma

Przede wszystkim zacznę od tego, ze nie uważam by zagłuszanie siebie samego było dobre.

Trzeba przede wszystkim wiele pracowac nad sobą samym. Jak zaznaczylaś pokonywac swoje lęki i słabości. Rozwijac osobowość. Wówczas wszystko będzie łatwiejsze do zniesienia, a i zaufanie większe. i intuicja, która podpowie komu zaufać, komu nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
_Domi_

A nie lepiej zwyczajnie, że tak się wyrażenie "olać" sorrki za słowo . Zostawić przeszłość z tyłu i zacząć od nowa .

Dostałam receptę i wiem jak to czy owo osiągnąć ,ale co z przeszłością ?

Może w trakcie uzdrawiania duszy przeszłość zblednie, jaka by ona nie była .

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jaga_Wiedzma

Powiem Ci tak. Ja staram się przeszłość zostawić za sobą. Nie zmienię jej. Za to mogę zmienić przyszłosć i natym się skupiam. czy "olewam" przeszłość? Nie. Czerpię z niej pełnymi garściami. Wszystkie doświadczenia. te dobre i te gorsze. Ale to już są tylko doświadczenia, które czegoś mnie nauczyły. I nic poza tym.

Teraz pora popatrzeć w przyszłość. A aby ją ukształtować należy zająć się teraźniejszością.

 

Niestety ludzie mają tendencję do przypominania na (zwłaszcza błędów) z pzreszłości. Moi rodzice dla przykładu bardzo chetnie wyciągają przy każdej nadarzającej się okazji jakieś moje działania, które albo według nich były złe, albo ogólnie przyczyniły się do jakiś moich problemów. Np to, że rok temu zrezygnowałam z pracy. Teraz wciąz słyszę, że mogłam... Itd. Itp.

A ja się pytam co takie gadanie da prócz nerwów, żali i frustracji? Nic. Bo nie zmienię tego co zrobiłam (zresztą dziś zrobiłabym to samo).

Patrzmy więc w przyszłość, czerpmy doświadzcenia z przeszłości i ciezmy się dniem dzisiejszym, jakby nie miało byc innych dni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
tamik74

zastanówcie się o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to dostac. I chyba tak jest. W czasie, gdy sypal się mój związek, na którym mi bardzo zależało i nadal zależy, częściej widzialam czarne scenariusze, niż optymistyczny koniec. No i czarny scenariusz juz mam. może nie do konca czarny, bo mimo, ze się rozstalismy, to jego zachowanie sugeruje,że to nie jest definitywne good by. Może teraz powinnam sie postarać myśleć pozytywnie. Własnie leje wodę do wanny. Postaram się zacząc to robić w pachnącej pianie. Dzieki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Jaga_Wiedzma

To już wkracza w swere Silvy albo wizualizacji. Ale faktycznie trzeba myśleć pozytywnie. Ja na własnej skorze doświadczyłam nie jeden raz tego, że co się chce to sie dostaje. Choć nie zawsze w takiej formie jakby się chciało.

Mimo to zawsze patrzę w p[rzyszlosć z radością i z optymizmem, choć w pzreszłości zdarzyły się też rzeczy tragiczne. Rzeczy, których nie zmienię, jak choćby nagła i niepsodziewana śmierć kogoś bardzo mi bliskiego.

Bolało, były łzy, rozpacz i rezygnacja. Dziś patzrę na to z sentymentem i cieszę się, że dane mi było poznac czym jest miłość. Czasem tzreba pewne rzeczy pzreżyć, doswiadczyć i zrozumieć. W chwili ciężkiej nie myśli się o tym, ze kiedyś bol się wypali. Wtedy doświadcza się tego bólu. Ale kiedy już on się wypali, przyjdzie spokój i zrozmienie. A także radość.

Share this post


Link to post
Share on other sites
doty

Dominiko

 

byl taki czas w moim zyciu , kiedy tez zadawalam podobne pytania....i choc nadal na wiele nie znalazlam jeszcze odpowiedzi ....jak pokonac swoje slabosci? hmmmm , jedne mozna pokonac ot tak poprostu a inne trzeba z nimi walczyc....

ja zaakceptowalam i pogodzilam sie z moja sytuacją.... potrzebowalam na to czasu i tego co sie wydarzylo w moim zyciu....

 

pytasz czy mozna nauczyc sie ufac ??? mimo ze nie raz juz mnie zawiedziono , nadal ufam ludziom ..... bo wiem ze moge liczyc na ich pomoc, pomoc dana przedewszystkim od przyjaciól.... miec w dzisiejszych czasach prawdziwych przyjaciol to nawazniejsze szczescie czlowieka...

 

Jak zabić w sobie pewne odczucia ?

 

a po co zabijac? niech istnieja , z biegiem czasu same znikna lub stana sie mniej wazne .....

 

mi babcia ciagle mówiła : zyj tak by nikt przez Ciebie nie wylewal łez i nie buduj swojego szczescia na innym nieszczesciu..... ciagle to sobie powtarzam

 

 

a reszta ? ..... czlowiek do konca zycia sie uczy

 

.

Share this post


Link to post
Share on other sites
STRusz

Ładnie piszecie.

 

Patrzenie na przeszłość z żalem wynika z tego że nie umiemy jeszcze ujrzeć przesłania scenariusza życia i właściwie tak jakby jest on już rozpisany w Twoich ideach.

A plan którym jest życie jest udekorowany pod scenariusz w którym żyjesz, przez siły z nad naszego planu.

Musisz zapomnieć na chwile o tym własnym scenariuszu który chcąc być perfekcyjnym zasłania przeszłość i będąc w tym czasie na naszym planie pomyśleć do ilu jeszcze wniosków możesz dojść. I w tym momencie jesteś w stanie naprawdę docenić to czego doświadczyłaś. Złe wybory to tylko mniej korzystna ścieżka ale uczysz się tak samo. Może być tak jak z wspominaniem dzieciństwa, miło się wspomina ale masz to poczucie że jesteś dorosła. I zobacz ile można zrozumieć jak się jest coraz bardziej dorosłym. A od tej dorosłości do obejrzenia całej naszej produkcji filmowej jest pewnie jeszcze wielka przepaść.

 

Parę lat temu użalałem się nad sobą do takiego stopnia że realnie mowiłem do mojej mamy by po mojej śmierci napisano na grobie że żałuje wielu żeczy których dokonałem i których nie dokonałem. Po przewartościowaniu spokojnie mogę spojrzeć na przeszłość jak w czasie śmierci na spełnione życie. Chociasz kiedy włączam mój wymarzony scenariusz to wygląda to zupełnie inaczej ale wiadomo rzeczywistość tej planety nie jest tak kolorowa. Chodzi o zrozumienie, tego że cały czas stajemy się dojrzalsi.

 

Zdaj sobie sprawę że od tej chwili możesz wziąść całą styuację we własne ręce. Jeśli masz dobry wgląd w siebie możesz nawet ujrzeć obrazowo ją. Zdaj sobie tą najważniejszą sprawę, kto tu decyduje, tworzy i zmienia. I od teraz może zacząć się Twój prawdziwy rozwój duchowy. Tylko potrzebujesz do tego tej mocy w sobie do dążenia, do działania. Pewnie umiesz już to robić więc jedziesz z tym co Ci się nie podoba. Chyba że uważasz że wszystko w Tobie jest ok, wtedy nie masz problemów natury ludzkiej :)

 

Scalenie w sobie negatywnego bieguna daje Ci pełną akceptacje siebie. Finalnie pozostaje wybaczenie sobie i innym uwalniając nieharmonijne energie.

 

Jeśli możesz opisać te uczucia których nie chcesz to odpowiedz ale już mówię że koleżanki poradziły najlepiej z nimi :)

 

Nie zapominaj o opiekunach.

 

Co do ufania innym... opierając się na własnym doświadczeniu, raczej bym nie ufał nikomu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Szizi

Ja znowu sądzę tak, że warto ufać ludziom. Przypuszczam, że poznaję kogoś kogo wielokrotnie ktoś zawiódł, oszukał, zranił. Ta osoba poznając mnie, nie miałaby ufności do mnie. Nie byłoby to dla mnie miłe. Musiałabym starać się o te zaufanie. Wnioski mam takie z życia, że warto mieć jakiś kredyt zaufania ale obserwować jak się dana osoba zachowuje. Jakie ma intencje wobec Nas.

Niestety mam coś z czym nie mogę się pogodzić. Jest mi ciężko z tym walczyć. Jest to coś co muszę naprawić. Chociaż ktoś w rodzinie ciągle mi to wytyka a jest to bardzo bolesne pomimo tego, że prosiłam o nie poruszanie tego tematu. Czasami się nie da. Mówię do ściany a ściana swoje wie.

Przeszłość? Zostawiam za sobą. Powiem szczerze, że na chłodny umysł i serce jest mi lepiej ocenić i pomyśleć. Co źle i dobrze zrobione. Wyciągam wnioski i ruszam do przodu :) Byleby nie stać w miejscu!

Share this post


Link to post
Share on other sites
lady28d
ważne pytania i wszystko już chyba napisałyście :)

 

ja moę tylko dodać, jak to było ze mną. Ja w pewnym momencie zrozumiałam, ze nie można walczyć ze sobą, że trzeba się z pewnymi rzeczami pogodzić. Jeśli nikt przeze mnie nie cierpi - tak ma być. ALE ja tez nie moge cierpieć przez siebie. Moja Przewodniczka powiedziął mi bardzo ważna rzecz, która mnei do dziś motywuje. Że sama tworzę swój świat. Buduję go kazdego dnia. Jeśli chcę mieć niebo wokół, musisz najpierw miec w sobie. I to prawda. Od kiedy JA jestem inna, wszystko wokół też jest inne. A słabości..? są nadal. Dalej uczę sie małymi kroczkami z nimi wygrywać :) bo akceptacja sebie, to jedno, a praca nad sobą drugie :)

a przeszłość jest zamknięta, nie rozpamiętuję jej, ale nie zapomniałam. WYbaczam i mam nadzieję, ze mi ktoś tez wybaczy :)

 

pozdrawiam gorąco!!

 

zgadzam się z tym w pełni!! ja tez od pewnego czasu usiadłam spokojnie i przeanalizowałam swoje życie,zastanawiałam się dlaczego tyle przykrych rzeczy mnie spotkało .I wreszcie zrozumiałam,zawsze tylko czegos oczekiwałam od życia,wiecznie narzekałam i biadoliłam.Zmieniłam to i naprawdę świat wokól mnie powoli staję się bardziej przyjazny....Zmianę trzeba zacząć od siebie...

pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
IceQueen

Ja mimo moich przejsc a było ich troche... chce ufac ludzia jakie by było zycie gdybysmy nie ufali???nie wierzyli? co to był by za sens istnienia? mam poprostu bardziej otwarte oczka:) kocham ludzi i zycie

Share this post


Link to post
Share on other sites
_Domi_

Praktycznie cały nasz świat opiera się na zaufaniu.

Wielu ludzi dźwiga bagaż doświadczeń życiowych , nikt nie jest w stanie pomóc drugiemu człowiekowi, jeśli on sam sobie nie będzie chciał pomóc.

Prośby , szlochy do drugiego człowieka zatem nic nie dają .

Wiec wszelkie zmiany powinny być rozpoczęte od nas samych.

Należało by zatem ufać ,wybaczać ale nie dać się wykorzystywać,hmm?Życie potrafi być skomplikowane, a zarazem proste.

 

Założyłam temat z czystej ciekawości by poznać wasze zdanie, zaczęłam się też zastanowić nad sensem mojego sposobu myślenia. Na ile różnią się ludzie i ich poglądy.Każdy pisząc coś od siebie ,możliwe że sięgał po pewne historie ze swojego życia ,widział inne obrazy i inaczej rozumie słowa które nadają podobne znaczenie.

Inni nawiązują to do rodziny ,inni do partnera życiowego, pracy , przyjaciół.

Ile ludzi na świecie tyle opinii ale żyjemy razem, dogadujemy się na pewnej płaszczyźnie ,porozumiewamy ,kochamy i żyjemy dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ivka
zyj tak by nikt przez Ciebie nie wylewal łez i nie buduj swojego szczescia na innym nieszczesciu..

 

Jakie to prawdziwe i pouczające...

Tylko czasami za późno człowiek sobie zdaje z tego sprawę...

Jedynie co pozostaje to spróbować ukoić żal.

Share this post


Link to post
Share on other sites
IceQueen

Nauczyc sie zyc z przeszłoscia to nie takie proste:) pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
werona
Nauczyc sie zyc z przeszłoscia to nie takie proste:) pozdrawiam

 

Ale na szczęście możliwe:) życie codziennie dostarcza nam nowych wrażeń i z czasem przeszłość staje się bardzo odległa i rozmywa się...

 

Śmiać mi się chciało ostatnio, bo jak zaczęłam interesować się numerologią to chciałam sprawdzić co wynika z połączenia mojej daty urodzenia z datą urodzenia człowieka, który był jak dotąd jedyną miłością mojego życia... i okazało się że nawet nie pamiętam jego daty urodzenia :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dama Trefl
mi babcia ciagle mówiła : zyj tak by nikt przez Ciebie nie wylewal łez i nie buduj swojego szczescia na innym nieszczesciu..... ciagle to sobie powtarzam

 

a to czasami z "Domu" ten fragment nie pochodził? Bardzo podobny fragment filmu z takim przesłaniem też był :).

Share this post


Link to post
Share on other sites
werona
a to czasami z "Domu" ten fragment nie pochodził? Bardzo podobny fragment filmu z takim przesłaniem też był :).

 

Nie wiem czy cały... początek na pewno... mój ulubiony film:))

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dama Trefl

teraz są powtórki i je oglądam, wspaniały film :D.

Share this post


Link to post
Share on other sites
werona
teraz są powtórki i je oglądam, wspaniały film :D.

 

Mi swego czasu Mikołaj przyniósł na DVD... często do niego wracam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro

- zgadzam się z tym w pełni !!!

- ja tez od pewnego czasu usiadłam spokojnie i przeanalizowałam swoje życie,zastanawiałam się dlaczego tyle przykrych rzeczy mnie spotkało... ?

- i wreszcie zrozumiałam, zawsze tylko czegoś oczekiwałam od życia, wiecznie narzekałam i biadoliłam... :(

- zmieniłam to... i naprawdę świat wokół mnie powoli staję się bardziej przyjazny... :)

- zmianę trzeba zacząć od Siebie... :)

 

pozdrawiam

- bardzo mądra wypowiedz... z którą zgadzam się całkowicie... :)

Witam...

- trochę szkoda, że temat przepadł w mrokach zapomnienia... :(

- dlatego postanowiłem go reaktywować... gdyż uważam ze jest tego wart.

- tak by obudzić ludzka ciekawość... tak by mogła spełnić swój cel... :)

- dlatego przedstawię Wam... moją wizję odnośnie tego tematu...

- ale nie napisałem jej specjalnie dla potrzeb tego wątku...

- napisałem ją dla przyjaciółki (tej prawdziwej... z którą łączy mnie tylko przyjaźń i nic więcej)

- napisałem... gdy znalazła się w dołku swych słabości... napisałem by mogła sobie z nimi poradzić... :)

- nie wiem czy pomoże Tobie Domi... bo widzę, ze już trochę czasu minęło... :_mysli:

- ale jeśli nie Tobie... to może znajda się inni których to chociaż zaciekawi... :)

- oczywiście... pomijam wszelkie dane personalne :)

-----------------------------------------------------------------------------

 

Witaj... ******

 

- odpowiedź na Twoje troski…. jest w Tobie samej…. (cytat: ….”bo ileż można użalać się nad sobą”…)

- no cóż spróbuję Tobie pomóc na tyle na ile będę mógł i potrafił… i na ile pozwala mi moja wiedza….???

 

Jest takie powiedzenie: Na złamaną miłość jedynym skutecznym lekarstwem jest druga miłość… Wiem to po swojej córce, też zakochała się na zabój ….miało być tak pięknie – a wyszło trochę inaczej. Mimo że rozstali się z jego winy też nie mogła sobie z tym poradzić i ciągle obwiniała siebie. Mówiliśmy jej że nie może tak żyć ciągle pogrążona w winie, że musi otworzyć się na świat na otoczenie i na każdy dzień który jest jej dany i zacząć żyć na nowo…. niejako od początku .

 

Bo widocznie to była lekcja którą musiała przejść, która była jej dana po to by wyciągnęła z niej kreatywne wnioski aby więcej takich błędów nie popełniać…. Ale życie płynie dalej, więc trzeba wziąć się w garść i powiedzieć sobie… tą lekcję już zaliczyłam…. ale nie mogę na tym poprzestać i stanąć w miejscu…. bo stojąc w miejscu też można zabłądzić… muszę iść do przodu muszę się rozwijać…. bo tylko rozwój wzmacnia i potęguje siłę przetrwania, siłę dzięki której się doskonalimy, poznając siebie, swoje Ego, swoje Lepsze JA i dzięki której osiągamy swoje cele.

 

Każdy dzień… jest osobną kartą Twego życia – więc przekładając tą kartę zamykasz niejako to co było, a co się nie odstanie…

A zamykamy tę kartę naszej księgi życia niejako samoistnie…. po prostu budząc się rano. Rano wstajemy w całkiem nowy dzień – nowy świat który stoi przed nami otworem i tylko od nas samych zależy czy go odnajdziemy czy nie… więc zadbaj o to by przeżyć go jak najlepiej i nie zmarnować go… gdyż jest on dany tylko Tobie i dla Ciebie w sensie twego życia…

A dany jest Ci po to byś go zarówno kreowała jak i przyjmowała !!!... Dlatego nie żyj samymi wspomnieniami i marzeniami, gdyż one same nie wystarczą…. aby kreować potrzeba też wiary i czynu. To na co mamy wpływ jest TERAZ…. więc modyfikuj teraźniejszość tak by dała owoce jutro i zadowolenie dziś. Kreując tak swoje życie, ‘ jutro’ może okazać się jeszcze bardziej zaskakujące i wspanialsze niż twoje marzenia….. bo zawsze pamiętaj że:

- każdy dzień daje Ci naukę…!!!

- każdy dzień przynosi Ci prawdę….którą tylko musisz rozpoznać…!!!

 

Dlatego, każdy dzień jest osobną kartą naszego życia, po to byśmy mogli to co rozpoznamy – zastosować… czyli kreować nas samych w celu dalszego lepszego samopoznania…. dlatego każdy dzień, może zależnie od NASZEGO postępowania diametralnie wszystko zmienić i na lepsze i na gorsze - lecz on sam w sobie nie ma takiej mocy…. ta moc pochodzi od nas samych… gdyż My Sami poprzez naszą wolną wolę, wybór, myśli i kreatywność jesteśmy kowalem naszego losu…. :)

 

To jest tak jak z urządzaniem mieszkania…. jak sobie przystroisz tak będziesz mieszkać – albo pozytywnie albo negatywnie…. A ponieważ czasami są potrzebne gruntowne remonty, to traktuj to co było właśnie za taki remont – po którym z gruzów powstaje piękno i przecież dom może jaśnieć jeszcze bardziej i pełnić swą funkcję o niebo lepiej …. czyli być bliższym doskonałości….I tak stało się z moją córką, teraz ma o niebo lepiej…. mimo, że musiała zmagać się prawie z wyrokiem śmierci (rak), ale nowy chłopak nie opuścił jej i był przy niej od początku do końca… zarówno w szpitalu jak i w domu… dzięki Niemu nie załamała się i podjęła walkę…. o swój los, i też dzięki Niemu między innymi, teraz jest szczęśliwa i pełna życia. Dlatego prawdą jest, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie….

 

Zawsze będąc w dołku, myśląc że nam źle…. pamiętajmy, że są też inni którzy cierpią jeszcze bardziej i jest ich bardzo wiele - bo dopiero w szpitalach widzi się ten ogrom ludzkiego cierpienia – którzy zmagają się z trudami swego losu… A więc, nie tylko my jesteśmy poddawani takim próbom …. Bo żyjemy na planecie próby naszego charakteru… naszego ducha, by być bogatszym o nowe doświadczenia… które będziemy przechodzić dotąd, aż je rozpoznamy… i pójdziemy w stronę przeznaczoną nam wszystkim… w stronę bieguna światła.

 

**^ Bo tą siłą sprawczą są nasze myśli a potem czyny… naszymi myślami kreujemy naszą rzeczywistość wokół Nas… To one sprawiają, że los pcha nas w tę lub inną stronę. Nasze myśli inspirują nasze czyny, a te z kolei kreują naszą rzeczywistość… nasz los… gdyż zawsze możemy iść albo w stronę bieguna cienia albo w stronę bieguna światła, a to jest zależne tylko od naszej woli, czyli Nas Samych.

Reszta jest tylko konsekwencją Naszego wyboru…. Więc jeśli wybierzesz rozpamiętywanie tego co było, to pójdziesz w stronę cienia i zapętlisz się Sama w Sobie… co spowoduje brak nowych kreatywnych myśli… które są przyczyną rozwoju, a więc zamkniesz sobie drogę do bieguna światła…. Wybór należy tylko do Ciebie, gdyż na szali tych biegunów jest Twoje Zycie …..

 

Spójrz na swoją pieczęć(KIN), ona mówi co jest w tobie zakodowane i jakie masz możliwości wyboru, ale nie mówi którędy pójdziesz… bo jest to droga otwarta, o której możliwości wyboru możesz decydować tylko TY i nikt inny. Tylko od Ciebie zależy jaka jesteś…. i jaka będziesz. Po swoim stanie czyli wadach i zaletach możesz rozpoznać gdzie jesteś… czy na lewo (biegun cienia), czy na prawo (biegun światła), czy po środku… Jeżeli jesteś mniej lub więcej pomiędzy tymi biegunami, to zawsze i codziennie możesz dokonać wyboru aby skierować się w tę czy inną stronę… i ten wybór jest decydujący dla twojego losu, bo dopiero za nim idą czyny go spełniające… ale żeby tak było to najpierw musisz rozpoznać co los chciał Ci przekazać, czyli jakie błędy popełniłaś… ale nie po to żeby je rozpamiętywać tylko po to, żeby wyciągnąć z tego doświadczenia naukę, czyli kreatywne wnioski. Bo jeśli rozpoznasz naukę, to los nie będzie już musiał Cię uczyć tej samej lekcji lecz pójdzie dalej, tak byś mogła dojść do celu jakim jest biegun światła… by spełnić swoją karmę i swoje przeznaczenie…

 

Rozważ, gdzie jesteś na swej drodze i spójrz gdzie możesz być… a to ‘możesz’ zależy tylko od Ciebie samej… od Twojej wolnej woli… Twojego wyboru i Twojej determinacji aby ten cel osiągnąć…poprzez wiedzę, wiarę i czyny… i właśnie po to jesteśmy tu…. na tej Ziemi.

 

Bo co siejemy, to zbieramy… bo czym promieniujemy, tym się nasycamy – oto zasada najważniejsza i decydująca o naszym losie… (cytat z książki „ Świat mego ducha …” Stefana Ossowieckiego). Dlatego musisz wybaczyć… i Sobie i Jemu… ale wybaczyć głęboko od serca, tak prawdziwie z głębi duszy… to jest Twoja lekcja, to jest Twoja nauka… Bo inaczej nigdy się nie uwolnisz, a wybaczanie i poświęcanie się dla innych, jest najwyższą formą miłości… której przykład i dowód dał nam Jezus Chrystus poświęcając się dla nas Ludzi na krzyżu…w alegoryczny sposób przedstawiając Naszą drogę życia… gdzie naszym krzyżem są nasze cierpienia, które przyjmując i rozpoznając… prowadzą jednak do naszego rozwoju duchowego… czyli "zmartwychwstania".

Tak ,wierzę w Boga… bo bez wiary nie ma samopoznania i rozwoju duchowego… bo jest to podstawa samodoskonalenia się – choć interesuję się wszystkimi religiami świata… właśnie dlatego, że Bóg jest tylko Jeden…

 

- spotkałem się z poglądem, że choroby też są skutkiem zapętlenia się samym w sobie… czyli niemożności rozpoznania nauki… lekcji jaką daje nam los… a nauka jest zawsze skierowana na rozwój duchowy o czym mało kto wie i pamięta !!! A więc, w konsekwencji chorujemy niejako na własne nieświadome życzenie, cierpiąc za to że nie rozpoznajemy nauki i aby w konsekwencji powrócić na drogę światła…

Ale jeszcze nie wiem, czy to jest możliwe … chociaż z punktu widzenia karmy brzmi to nawet sensownie i logicznie, więc może coś w tym jest… osadź Sama… Bo wynikałoby z tego, że podłożem i przyczyną cierpienia jest choroba duszy, której odzwierciedleniem i konsekwencją może być również choroba ciała…

 

Bardzo trudno jest rozmawiać o tych sprawach ze zwykłymi ludźmi, gdyż oni są zapatrzeni w świat materialny i tym światem są otumanieni…. wiec nie widzą i nie dostrzegają innego świata, który jest wprawdzie niewidoczny ale wyczuwalny, a którego świat materialny - jest tylko cieniem….

Oczywiście to co napisałem, są to tylko moje przekonania i przemyślenia z mojej tułaczki po moim życiu… ale oparte na wiedzy z książek których pochłaniam coraz więcej…. Na pewno, nie wiem jeszcze wszystkiego do końca, bo jest to raczej nie możliwe, ale robię wszystko aby być bliżej prawdy…i tylko tym mogę się z tobą podzielić… :)

 

Życzę Ci wszystkiego dobrego i obyś rozświetliła Swa duszę drogą światła… --- twój przyjaciel … (podpis)

-------------------------------------------------------------------

 

- pozdrawiam wszystkich szukających... infedro... :_kwiatek::usmiech:

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Mana

:_mysli: Człowiek na otaczający go świat patrzy subiektywnie.. ale pomimo różnych doświadczeń, różnych punktów widzenia w pewnych przypadkach można znaleźć punkty wspólne :_usmiech: chociażby jeśli chodzi o sprawę przeszłości i patrzenia w przeszłość... co dobrze widać w tym temacie ;)

A jeśli chodzi o ufanie ludziom... to gdybyśmy nikomu nie ufali nasze życie byłoby trudniejsze... o ile wogóle moglibyśmy "normalnie" funkcjonować jako jednostka w społeczeństwie. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy ufać wszystkim ludziom bezgranicznie... bo tu by można się mocno "sparzyć".

czy samemu sobie można zawsze zaufać

Gdy nie będziemy ufoać ani troche sobie.. to jak byśmy mogli ufać innym??

 

PS. Nie wiem jak to robisz infedro, ale z Twoich postów zawsze emanuje takie ciepło... Już nie mówiąc, że pełno w nich różnorakich wskazówek... przynajmniej dla mnie :_usmiech:

Pozdrawiam i dziękuję

Share this post


Link to post
Share on other sites
cretacanoe
zgadzam się z tym w pełni!! ja tez od pewnego czasu usiadłam spokojnie i przeanalizowałam swoje życie,zastanawiałam się dlaczego tyle przykrych rzeczy mnie spotkało .I wreszcie zrozumiałam,zawsze tylko czegos oczekiwałam od życia,wiecznie narzekałam i biadoliłam.Zmieniłam to i naprawdę świat wokól mnie powoli staję się bardziej przyjazny....Zmianę trzeba zacząć od siebie...

pozdrawiam

 

Sto procent racji!

Tylko od siebie możemy zacząć zmieniać naszą rzeczywistość. Pewnie się powtórzę, pisałam o tym w którymś z postów, ale mam w gabinecie taką kartkę widoczną dla każdego wchodzącego ""Pomogę tylko tym, którzy chcą pomóc sami sobie" bez zrozumienia tej sentencji żaden psycholog nie jest w stanie nikomu pomóc.

 

A ostatnio mój Przyjaciel powiedział do mnie podczas dyskusji na temat mojej przeszłości takie zdanie, które mi się spodobało, że w jego życiu przeszłość i teraźniejszość są środkami do budowania przyszłości, a nie powodem do rozdrapywania ran... hmmm, pomyślałam, może to dobry sposób na swoje życie... bo sama też nie jestem wolna od problemów przeszłości i teraźniejszości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro

- dziękuje... :)

- właśnie oto mi chodziło... by temat ożył... :)))

- choć czasami wydaje mi się, ze bez cierpienia... człowiek nie jest w stanie pojąć co to jest prawdziwa Miłość i jaka jest jej faktyczna Moc... i znaczenie.

- i być może, właśnie po to cierpimy... by móc docenić do tego stopnia ten przeciwny biegun jakim jest Miłość bezwarunkowa (a nie za coś)... tak, by w końcu znaleźć do niego drogę... gdyż cierpiąc... pragniemy zmian... :):mysli:

- tylko musimy rozpoznać, ze te zmiany tyczą się Nas Samych, nie innych... bo tyczą się przecież Naszego życia... :)

- a nie wszystkich, tylko nie Nas...

 

--- pozdrawiam... infedro... :usmiech:

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
cretacanoe
- dziękuje... :)

- właśnie oto mi chodziło... by temat ożył... :)))

- choć czasami wydaje mi się, ze bez cierpienia... człowiek nie jest w stanie pojąć co to jest prawdziwa Miłość i jaka jest jej faktyczna Moc... i znaczenie.

- i być może, właśnie po to cierpimy... by móc docenić do tego stopnia ten przeciwny biegun jakim jest Miłość bezwarunkowa (a nie za coś)... tak, by w końcu znaleźć do niego drogę... gdyż cierpiąc... pragniemy zmian... :):mysli:

- tylko musimy rozpoznać, ze te zmiany tyczą się Nas Samych, nie innych... bo tyczą się przecież Naszego życia... :)

- a nie wszystkich, tylko nie Nas...

 

--- pozdrawiam... infedro... :usmiech:

 

Pięknie napisane o miłości...

 

I znów zacytuję słowa mojego Przyjaciela na ten temat: "Człowiek musi zakochać się raz czy dwa w niewłaściwym partnerze, aby mógł być wdzięczny za dobrego..." Ja mam taką nadzieję, że właśnie mnie to teraz spotkało...

 

pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Sto procent racji!

Tylko od siebie możemy zacząć zmieniać naszą rzeczywistość. Pewnie się powtórzę, pisałam o tym w którymś z postów, ale mam w gabinecie taką kartkę widoczną dla każdego wchodzącego...

- "Pomogę tylko tym, którzy chcą pomóc sami sobie" bez zrozumienia tej sentencji żaden psycholog nie jest w stanie nikomu pomóc.

 

A ostatnio mój Przyjaciel powiedział do mnie podczas dyskusji na temat mojej przeszłości takie zdanie, które mi się spodobało, że w jego życiu...

- przeszłość i teraźniejszość są środkami do budowania przyszłości, a nie powodem do rozdrapywania ran...

- hmmm, pomyślałam, może to dobry sposób na swoje życie... bo sama też nie jestem wolna od problemów przeszłości i teraźniejszości.

 

- tez mam takie zdanie... to może to ja jestem tym przyjacielem... :) ??? :mysli::haha:

 

--- pozdrawiam... infedro... :_usmiech:

Share this post


Link to post
Share on other sites
cretacanoe
- tez mam takie zdanie... to może to ja jestem tym przyjacielem... :) ??? :mysli::haha:

 

--- pozdrawiam... infedro... :_usmiech:

 

Nie, ten ktoś nawet nie jest na tym forum, nawet nie wie, że ja tu jestem, bo by się to jemu chyba nie spodobało... To ktoś rzeczywisty, kogo mogę widzieć, dotknąć, rozmawiać z nim i milczeć we dwoje...

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro

- Nie, ten ktoś nawet nie jest na tym forum, nawet nie wie, że ja tu jestem, bo by się to jemu chyba nie spodobało...

- To ktoś rzeczywisty, kogo mogę widzieć, dotknąć, rozmawiać z nim i milczeć we dwoje...

 

- brzmi to mi jakoś znajomo... :)

- aaa... no tak ; "mowa jest srebrem a milczenie złotem"... też to przerabiałem... :)

- każda teściowa, powinna to przerobić... by zrozumieć sens własnego życia... :)

 

--- pozdrawiam... ciepło :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
cretacanoe
- brzmi to mi jakoś znajomo... :)

- aaa... no tak ; "mowa jest srebrem a milczenie złotem"... też to przerabiałem... :)

- każda teściowa, powinna to przerobić... by zrozumieć sens własnego życia... :)

 

--- pozdrawiam... ciepło :)

 

Oooo, widzę, że Pan czytał chyba kilka z moich postów... ten o teściowych też...

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Oooo, widzę, że Pan czytał chyba kilka z moich postów... ten o teściowych też...

 

- co nieco się czytało... :)

- no cóż... lubię czytać, jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia... :)))

- i daj spokój z tym "panem"... to było może dobre, za komuny... :)))

 

pozdrawiam ciepło... :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
_Domi_

O widzę że temat został wykopany z pod ziemi , Dzięki Tobie Panie Infedro :lol:

Coś tu skrobnę na bank, ale nie dziś :usmiech:

 

 

Pozdrawiam

Edited by _Domi_

Share this post


Link to post
Share on other sites
Karolina26

Musze powiedziec ,ze ten temat przypomnial mi o dawnym moim znajomym,ktory uswiadomil mi pewne sprawy dotyczace mnie samej.Powiedzial mi,ze za bardzo wszystkim sie przejmuje a w ten sposob moje pole zycia kurczy sie.Postanowilam sobie ,ze cos z tym musze zrobic,bo juz wtedy jakos mi bylo zle.Czulam sie jak jakas staruszka uwieziona w mlodym ciele!:) Zaczelam wiec ksztaltowac swoje mysli,po przez odpychanie destrukcyjnych i zamienianie ich na pozytywne.Duzo afirmowalam i modlilam sie w myslach do Boga o sile w przezwyciezaniu problemow i wiare w dobre czasy.Uwierzcie mi ,ze po pewnym czasie zaczelam czuc sie bardziej spokojna i bezpieczna.Czulam jakas ulge w sobie.Zaczelam sie czesciej usmiechac.Od tamtej pory zauwazylam ,ze moje stosunki z ludzmi rowniez ulegly poprawie.Uwierzylam w swoj cel,ktory z dnia na dzien stawal sie utwierdzony i rozswietlal moja aure.

Praca nad soba przynosi efekty,a mysli ksztaltuja rzeczywistosc!

Pozdrawiam forumowiczow !:0)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Dharma

Inferdo kochany, Twoje słowa leczą rany! :serce:

:przytul:

 

nie trzeba nic dodawać do Twoich słów

 

napiszę tylko ze też jestem tego zdania, zmiana musi nastąpić w sposobie myślenia

w świadomości, poprzez ta zmianę rzeczywistość problemy całe otoczenie przybiera inne barwy

może nawet się wydać, że problem zniknął.. albo chociaż łatwiej zacząć świadomą pracę na sobą z nową siłą i motywacją..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Patryk8
Musze powiedziec ,ze ten temat przypomnial mi o dawnym moim znajomym,ktory uswiadomil mi pewne sprawy dotyczace mnie samej.Powiedzial mi,ze za bardzo wszystkim sie przejmuje a w ten sposob moje pole zycia kurczy sie.Postanowilam sobie ,ze cos z tym musze zrobic,bo juz wtedy jakos mi bylo zle.Czulam sie jak jakas staruszka uwieziona w mlodym ciele!:) Zaczelam wiec ksztaltowac swoje mysli,po przez odpychanie destrukcyjnych i zamienianie ich na pozytywne.Duzo afirmowalam i modlilam sie w myslach do Boga o sile w przezwyciezaniu problemow i wiare w dobre czasy.Uwierzcie mi ,ze po pewnym czasie zaczelam czuc sie bardziej spokojna i bezpieczna.Czulam jakas ulge w sobie.Zaczelam sie czesciej usmiechac.Od tamtej pory zauwazylam ,ze moje stosunki z ludzmi rowniez ulegly poprawie.Uwierzylam w swoj cel,ktory z dnia na dzien stawal sie utwierdzony i rozswietlal moja aure.

Praca nad soba przynosi efekty,a mysli ksztaltuja rzeczywistosc!

Pozdrawiam forumowiczow !:0)

 

Dziękuję Ci za tego posta. Jeśli pozwolisz to "podkradnę" Twój przepis na dobry humor. Jakoś tak wesoło mi się zrobiło po przeczytaniu niektórych postów z tego tematu :)

Edited by Patryk8

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
:_mysli: Człowiek na otaczający go świat patrzy subiektywnie.. ale pomimo różnych doświadczeń, różnych punktów widzenia w pewnych przypadkach można znaleźć punkty wspólne :_usmiech: chociażby jeśli chodzi o sprawę przeszłości i patrzenia w przeszłość... co dobrze widać w tym temacie ;)

A jeśli chodzi o ufanie ludziom... to gdybyśmy nikomu nie ufali nasze życie byłoby trudniejsze... o ile wogóle moglibyśmy "normalnie" funkcjonować jako jednostka w społeczeństwie. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy ufać wszystkim ludziom bezgranicznie... bo tu by można się mocno "sparzyć".

Gdy nie będziemy ufoać ani troche sobie.. to jak byśmy mogli ufać innym??

PS.

- Nie wiem jak to robisz infedro, ale z Twoich postów zawsze emanuje takie ciepło...

- Już nie mówiąc, że pełno w nich różnorakich wskazówek... przynajmniej dla mnie :_usmiech:

Pozdrawiam i dziękuję

 

- dziękuje Anien... :)

- miło ze moje pisanie... może się komuś przydać :)

- bo i taki jest cel... by dało do myślenia... :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Vanilia22

Hmm to teraz ja odświeżę temat bo wydaje mi się całkiem aktualny wobec tego co się dzieje wokół mnie.

 

 

Otóż zaufanie jest dla mnie podstawą funkcjonowanie w ogóle jako człowiek, kobieta, członek rodziny i mająca znajomych i przyjaciół. Nie wyobrażam sobie sytuacji zablokowania brakiem zaufania wobec innych. To dla mnie kwesta normalna, że ufam ludziom choć zdaję sobie sprawę, że kiedyś mogę dostać za to po tyłku. Ale czemu za raz przy starcie mam być na nie? Bo kiedyś ktoś mnie zranił i lepiej sie schować? To dla mnie nie zdaje egzaminu bo po prostu z dwóch powodów. Zaufanie zaczyna się od siebie. Jeśli ufamy sobie ufamy i innym. A po drugie jestem otwarta na innych i automatycznie mi to przychodzi.

 

Druga sprawa to kwestia naszych słabości o jakich mówiła Dominika. Każdy je ma. Ja od zawsze walczę z jedną sprawą ale jak czytam nasze kochane forum to dochodzę do wniosku, że muszę to zaakceptować. Inaczej nie zmienię nic. Tylko się nadal będe pogrążać w chaosie myśli.

Wiecie co?

Cieszę się, że tu jestem:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
infedro
Hmm to teraz ja odświeżę temat bo wydaje mi się całkiem aktualny wobec tego co się dzieje wokół mnie.

 

 

Otóż zaufanie jest dla mnie podstawą funkcjonowanie w ogóle jako człowiek, kobieta, członek rodziny i mająca znajomych i przyjaciół. Nie wyobrażam sobie sytuacji zablokowania brakiem zaufania wobec innych. To dla mnie kwesta normalna, że ufam ludziom choć zdaję sobie sprawę, że kiedyś mogę dostać za to po tyłku. Ale czemu za raz przy starcie mam być na nie? Bo kiedyś ktoś mnie zranił i lepiej sie schować? To dla mnie nie zdaje egzaminu bo po prostu z dwóch powodów.

- Zaufanie zaczyna się od siebie... jeśli ufamy sobie ufamy i innym.

- A po drugie jestem otwarta na innych i automatycznie mi to przychodzi.

 

- Druga sprawa to kwestia naszych słabości o jakich mówiła Dominika... każdy je ma.

- Ja od zawsze walczę z jedną sprawą ale jak czytam nasze kochane forum to dochodzę do wniosku, że muszę to zaakceptować.

- Inaczej nie zmienię nic... tylko się nadal będę pogrążać w chaosie myśli...

Wiecie co?

Cieszę się, że tu jestem:)

 

Witaj... Vani... :)

- i ja ciesze się że... idziesz do przodu... :)

- oraz, że doceniasz nasze forum... bo nie tylko czytasz, ale i wyciągasz wnioski... :)

- a chyba właśnie po to... jest forum, aby w trudnych sytuacjach nie pozostać samemu... :)

- i chyba właśnie po to... dzielimy się przeżytymi "doświadczeniami", aby wspólnie dojść dalej w naszych poszukiwaniach... :)

 

--- pozdrawiam... infedro... :)

Edited by infedro

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Vanilia22
Witaj... Vani... :)

- i ja ciesze się że... idziesz do przodu... :)

- oraz, że doceniasz nasze forum... bo nie tylko czytasz, ale i wyciągasz wnioski... :)

- a chyba właśnie po to... jest forum, aby w trudnych sytuacjach nie pozostać samemu... :)

- i chyba właśnie po to... dzielimy się przeżytymi "doświadczeniami", aby wspólnie dojść dalej w naszych poszukiwaniach... :)

 

--- pozdrawiam... infedro... :)

 

Po prostu musiałam o tym napisać:) Forum ma to do siebiue, że wydobywa z nas to co powinno..

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tireno

Ja zazwyczaj jestem nieufny wobec ludzi, kiedy ich poznaję. Obserwuję, liczy się dosłownie wszystko. Uśmiech, kwaśna mina, głupi kawał, żart, wyjaśnienie, lub jego brak. Mam mało dobrych znajomych, z którymi chciałbym rozwijać znajomość, ale uważam, że tych kilku to i tak zbyt dużo. Nie wszystkim ufam. Cenię sobie tak na prawdę 7 osób, z czego z trzema mogę rozmawiać o zupełnie wszystkim, mogę im pokazać swoją twarz taką, jaka jest. A i tak tylko dwie z tych trzech osób są już na tyle wypróbowane, że prędzej bym siebie sprzedał, niż dał którąś z nich skrzywdzić:]. Nie jestem jednym wielkim sekretem, nie kryję mocno tego, kim jestem, ale o pewnych sprawach po prostu nie mówię każdemu. Myślę, że nie można obdarzać zaufaniem wszystkich, którzy zdają się na to zasługiwać. Są po prostu ludzie i ludzie. A ci drudzy czasami zawodzą, robią nas w bambuko i krzywdzą, kiedy się tego nie spodziewamy. Takie wilki w owczej skórze. Takim ufał nie będę:).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...