Jump to content

Niewłaściwa modlitwa, a zdrowie i...


Guest Jaga_Wiedzma
 Share

Recommended Posts

Guest Jaga_Wiedzma

Tak sobie tu zajrzałam i zauwazyłam, ze sporo osób prosi o modlitwy za zdrowie. I tak sobie myślę, że gdyby te osoby same wlaściwie się modliły mogłyby sobie bardzo pomóc.

Być moze jako nie chrześcijanka nie powinnam się tu wypowiadać, ale z drugiej strony nie potrafię pozostać obojętna na potrzeby innych. Tym bardziej na ich zdrowotne potrzeby.

wiem też, że modlitwa moze zdziałać cuda, albo... nie przynieść niczego. tu zaś ważna jest forma modlitwy. Jeśli modlimy sięprosząc o coś, w tym wypadku np o zdrowie, to jednocześnie przyznajemy sie, że tego nie posiadamy. Co więcej, taką informację wysyłamy do podświadomości i trwamy w marazmie nie zdrowienia. A gdyby tego modlić się w formie dziękowania za zdrowie? Dziękujemy za coś co mamy i w ten sposób szybko to otrzymujemy. Tymczasem wiele osób szuka tzw ostatniej deski ratunku modląc się niewłaściwie, co więcej prosząc o modlitwe innych. Tym samym jakby dodatkowo podkreślają fakt braku czegoś i niewiarę w wyzdrowienie.

A to pierwszy krok do przewlekłosci chorób (czy też innych probleów)

Bardzo ciekawie opisuje to Ewa Foley, ale nie tylko ona, podając również przepisy na właściwe modlitwy.

Link to comment
Share on other sites

Guest Jaga_Wiedzma

W zasadzie tak i nie. Tak ponieważ im wiecej wierzących w coś i modlących sie tym moc sprawcza na pewno silna. Nie, ponieważ przede wszystkim wierzę w moc swego umysłu, swej woli i siły. Wystarczy poczytać sobie jakie choroby ludzie są w stanie przezwyciężyć siłą woli, czy np metodą Silvy, wizualzacją.

Nie twierzdę, że modlitwa jest czymś złym. chcialam tu poruszyć problem tego, że często modlitwa, a dokładniej jej słowa sa niewłaściwie wypowiadane. Warto też pokusić się o inne metody leczeia. Modlitwa zapewne wspomoze, zwłaszcza jeśli się w nią wierzy. Ale nie mozna pzostawac biernym, poddawać się i szukać ostatniej deski ratunku w modlitwie. Jest ona bardzo ważna, ale trzeba walczyć wszelkimi metodami.

Link to comment
Share on other sites

Vivien o co Ci chodzi. Ludzie w takich chwilach wszystkiego się chwytają, ważne jest żeby czasem mieć również chłodny umysł i myśleć racjonalnie. Pomagać i leczyć się mądrze.

Link to comment
Share on other sites

Guest Jaga_Wiedzma

Chodzi mi o to, że uważam, że niektóre modlitwy są źle formuowane. Być moze osoby, które szukają ratunku w modlitwach nie zdają sobie z tego sprawy. Być moze prócz modlitwy za nich przez innych, sami też spróbują modlić się inaczej. Moze też pokuszą się o poszeranie, choćby na tym forum, za jakimiś metodami uzdrawiania czy terapiami naturalnymi i dzięki temu wspomogą swoje leczenie.

Chyba nie ma nic złego we wskazywaniu innym, alternatywnych mozliwości?

Link to comment
Share on other sites

popieram to co napisałyście, coś w tym jest. sama poprosiłam o modlitwę i teraz do mnie dotarło że sama powinnam zacząć to robić trochę inaczej. dziękuję że to poruszyłyście. wielka bużka. pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Guest Jaga_Wiedzma
Mały błąd mi się wkradł w mój post :) miało być "wiem o co Ci chodzi" :)

 

Jedno zjedzone słow a ile zamieszania. :jezyk2:

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...

Modlitwa czytana godzinę z modlitewnika może mieć słabszą moc niż zwracanie sie do Boga własnymi słowami. Przyznam się szczerze, że rzadko mam w ręku różaniec, ksiązeczkę, śpiewnik....rzadko też klęczę do modlitwy. Nie lubię też niedzielnej Mszy świętej bo nie czuję bliskosci z Bogiem. Wolę przyjść do kościoła gdy nie ma Mszy, usiąść w ławce, spojrzeć na ołtarz i zwracać sie do Boga, Maryji czy świętych. CZasem też uronie łzę. Takiego skupienia nie mam podczas Mszy, nie czuję wtedy tego co podczas samotni. Mało tego....często odnoszę wrażenie, ze jestem lżejsza, czystrza po takiej szczerej rozmowie sam na sam niż po spowiedzi. Dziwne ale ja to tak własnie odbieram. Wybieram formę modlitwy niedopuszczalną dla wielu Katolików....nie klepię wyuczonych regółek tylko rozmawiam, wczuwam sie w głos Boga, szukam więzi z nim.

Edited by gloria
popr.błędów
Link to comment
Share on other sites

A nie sądzisz, że jeśli więcej ludzi się modli za czyjeś zdrowie itd, to modlitwa tym silniejsza?

 

Nie jestem przekonana, choć podobno tak jest. Jako dzieci często modlilismy sie wspólnie z mamą, klęczeliśmy przed figurką Jezusa, zapalaliśmy gromnicę i odmawialiśmy różaniec, koronkę i litanie. Chcielismy całą rodziną wymodlić nawrócenie ojca. Tyle lat modlitwy gorliwej i żarliwej, opłacanie Mszy, gdzie w tej intencji modli sie rzesza osób....i nic. Ja sie w końcu poddałam, bracia sie poddali...tylko mama modli sie 35 lat bezustannie....i dalej nic. Może powinna się raczej pomodlić za spokój własnego sumienia, za siebie...no nie wiem. Skoro tyle lat sie za coś modli i nie ma pozytywnych rezultatów a wręcz pogorszenie, to chyba powinno to dać do myślenia.

Link to comment
Share on other sites

Vivien,

 

ja powtórzę pytanie Szizi - o co Ci chodzi?

Nie dodawaj modlitwie rytuału! Nieważne jest to, w jaki sposób składasz ręce, jakich słów używasz, jak formułujesz myśli. To i tak zostanie właściwie zrozumiane.

To, o czym mówisz, to uśmiercanie ducha modlitwy - czczenia swojego Boga - a w zamian stawianie człowieka i jego dążeń na piedestale. Dlaczego? Przez ryt, jaki nadajesz, "wymuszasz" coś na Bogu, narzucasz Mu własne "widzi-mi-się" i oczekujesz siły sprawczej tego, czego TY chcesz. A "działać" w modlitwie ma wiara i ufność, że niezależnie co się stanie - to stanie się to zgodnie z wolą Boga! Stąd - nie można glorio powiedzieć, że Bóg ma nam dać to, o co go prosimy. Że jeśli nie otrzymujemy tego, o co prosimy, to modlitwy nie słychać. Bo to, o co może prosimy, nie zawsze w ostatecznym rozrachunku jest dla nas dobre, mimo że takie robi pozory.

 

Na tym właśnie polega ufność w Bogu. Że wiesz, że niezależnie co przygotuje dla Ciebie, przygotuje to dla Twojego dobra - które kiedyś może zrozumiesz i prawidłowo ocenisz.

Edited by kaffka
Link to comment
Share on other sites

Vivien,

 

ja powtórzę pytanie Szizi - o co Ci chodzi?

 

Ależ mi o nic nie chodzi. Chodziło kiedyś gdy byłam dzieckiem a chyba bardziej chodziło mojej mamie. Bo dziś z perspektywy czasu myślę, że chodziło mi raczej o działania ze strony mamy. Jednak nie działania w stylu modlitw i pielgrzymek, tylko konkretnych działań w stylu zostawienia tyrana, rozwodu, zaczęcia życia od nowa itp.

 

Vivien,

Stąd - nie można glorio powiedzieć, że Bóg ma nam dać to, o co go prosimy.

 

Odnoszę wrazenie, że nie zrozumiałaś mojego postu. Nie pisałam go w formie żalu do Boga. Tylko ku przestrodze innym, którzy być może tak jak ja kiedyś-modlą sie o coś latami i czują rozczarowanie, że nie zostało spełnione.

A teraz małe wyjaśnienie.

Modliliśmy sie w danej intencji, składalismy ofiary w postaci wyrzeczeń, własnej pracy itp. Mama nam mówiła, że Bóg dzieci wysłucha bardziej niż dorosłych. Nas nakłaniała do tych ofiar bardziej i nas niejako zmuszała do modlitw. Wtedy tego nie czułam jako zmuszanie- nie od razu... . Wtedy wierzyłam, że tak ma być, że tak jest dobrze, ze czym wiecej sie modle, czym więcej ofiaruję, tym szybciej będzie wysłuchane. Jednak z czasem zrozumiałam, ze to nie ma sensu. Widocznie Bóg nie chce go nawrócić albo czeka na jakiś znak z jego strony. Dlatego nadszedł czas, że przestałam uczestniczyć w tych grupowych modlitwach, czym strasznie zasmuciłam mamę. Ona jednak sie nie poddaje i nadal prosi. Trochę mi jej żal... bo ja zrozumiałam, że nie można nikomu nic narzucać, zwłaszcza Bogu. Dlatego dziś mam taką a nie inną formę modlitwy. Muszę poczuć Boga a nie czuje go w czytanej litanii, tylko w wyciszeniu się, w milczeniu, w rozmowie takiej zwykłej...jak teraz. Swojemu dziecku mówię często, ze na początku musi podziękowac Bogu za ..... a potem ew. poprosic o coś. oczywiscie nie nastawiac sie na spełnienie bo Bóg to nie maszynka do spełniania życzen.

Edited by gloria
Link to comment
Share on other sites

Odnoszę wrazenie, że nie zrozumiałaś mojego postu. Nie pisałam go w formie żalu do Boga. Tylko ku przestrodze innym, którzy być może tak jak ja kiedyś-modlą sie o coś latami i czują rozczarowanie, że nie zostało spełnione.

 

I dokładnie to odczytałam - rozczarowanie i konieczność wypracowania własnej drogi, by to rozczarowanie ukryć. I nie zrozum mnie źle, ja nie krytykuję Twoich wyborów, nie mam prawa a poza tym nic mi do tego.

Mnie jedynie zasmuciło, że Twoja nowa droga omija pewne przystanki, które w moim sercu nie mają racjonalnych zamienników. Ale to tylko i wyłącznie moje subiektywne wrażenia, szanuję Twój wybór.

Link to comment
Share on other sites

Wiesz...może właśnie dlatego, ze w pewnym momencie swojego życia czułam sie przymuszana do tradycyjnych modlitw....to wypracowałam sobie dosyć niekonwencjonalny sposób modlitwy. Np. jedni kleczą i modlą się z modlitewnika a ja modlę sie np. w drodze do pracy siedząc w autobusie lub idąc ulicą. Wcale nie uważam, zeby moja modlitwa była gorsza tylko dlatego, że nie kleczę przed świętym obrazkiem. Słowa mojej modlitwy to nie zawsze "Zdrowaś....", "Ojcze nasz..." często moja modlitwa wygląda jak rozmowa. Mogę podac przykład bo nie mam nic do ukrycia: "Dzieki Ci Boze i Matko Przenajświetrza za miniony dzien, za zdrowie mojej rodziny i spokojną noc. Duchu święty, który uświecasz.... oświeć mój umysł dzisiejszego dnia bym mogła dobrze pracować." Następnie dochodzi jakaś refleksja w stylu: " Wiesz Matko jakie ważne jest dla kazdej matki zdrowie dziecka, sama jesteś Matką i wiesz to doskolnale. Dlatego tak ważne jest dla mnie bym tego dokonała. wierzę, ze pokierujesz moimi słowami i czynami w taki sposób by było najlepiej. Ufam Ci..." itp itd... . Tak mniej wiecej wygląda moja modlitwa i czuje, że jest tak samo ważna jak odwieczne modlitwy wyuczone na pamięć.

 

Jesli zaś chodzi o modlenie się za kogoś, za coś, wypraszanie U Boga czegoś .... i nie otrzymywanie tego.... . Kiedys ksiądz opowiedział taką historię, którą z pewnoscią niektórzy z Was słyszeli.

Był potop i na dachu jednego domu siedział męzczyzna modląc sie do Boga o uratowanie. Gorliwie sie modlił a kiedy 3 razy podpłyneła do niego łódź ratunkowa, mówił, ze nie wsiądzie bo Wierzy, ze Bóg go uratuje. W rezultacie biedaczek utonął. Gdy stanął prze dBogiem, pyta rozczarowany: "czemu mnie nie uratowałeś? a ja tak w Ciebie wierzyłem, tak się modliłem". A Bóg mu na to; "Ależ ja cię chciałem uratowac, wysłałem po ciebie 3 razy łódź ratunkową."

Ta historia kojarzy mis ie z moją mamą, która przez 35 lat modli sie o spokój w rodzinie, o nawrócenie męża. Oczekuje chyba jakiegoś cudu i nie widzi, ze miałą w życiu już kilka szans, któe Bóg jej przysłał. Np. panią z fundacji pomocy ofiarom przemocy, księdza oferującego pomoc w unieważnieniu małzeństwa i być może kilka innych. Odrzucała te pomoce a być może już dawno jej prośba mogła być spełniona gdyby tylko zechciała.

Piszę o tym by niektórym osobom otworzyć oczy...nie piszę złośliwie-proszę mnie źle nie zrozumieć. Czasami modlitwa to nie wszystko, czasami mamy zaslepione modlitwą oczy i nie chcemy widzieć szans jakie do nas napływają. Ja czasem wolę Boga poprosić o otworzenie mi oczu na pewne sprawy niż proszenie go o konkretne rozwiązanie sprawy.

Link to comment
Share on other sites

  • Ismer pinned this topic

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...