Skocz do zawartości

Człowieczy los - Anna German


Rekomendowane odpowiedzi

  • Administrator
Napisano

Anna German dziś miałaby 90 lat.

Godzina urodzenia nie jest znana, próby rektyfikacji (znalazłam 2) osadzają Ascendent w Rybach lub w Pannie.

Kółko więc wykreślone jest na godz. 12, bez domów, co, jak wiadomo, niewiele daje, lecz można pogdybać o jej ascendencie, zwłaszcza że była to osobowość i artystka nietuzinkowa, dysponująca szalenie silnym i krystalicznie czystym głosem. A życie nie szczędziło jej cierpienia.

 

AG.jpg

Polecam obejrzeć dokument: Anna German w sercach ludzi - może być pomocny w poszukiwaniu ascendentu.

 

Człowieczy los nie jest bajką, ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie trudy, żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry, lub zły.

Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.

  • Lubię to! 3
  • Dziękuję 2
  • Ismer zmienił tytuł na Człowieczy los - Anna German
  • Administrator
Napisano

Anna Wiktoria German urodziła się 14 lutego 1936 roku w Urgenczu w Uzbeckiej SRR, zmarła 25 sierpnia 1982 w Warszawie mając lat 46.
Rodzicami Anny German byli Eugeniusz German oraz Irma Martens. Nazwisko ojca w oryginalnej wersji brzmiało Hörmann (Hermann) lecz w zapisach w księgach parafialnych, prowadzonych w języku rosyjskim, widnieje jako Герман, czyli German.
W domu rodzinnym Anny mówiło się po fryzyjsku, niemiecku i rosyjsku. Anna urodziła się w Rosji sowieckiej, de facto była więc obywatelką ZSRR.

 

Człowieczy los Anny German należał do wyjątkowych. Na jej drodze mieszały się różne ojczyzny, różne kultury i różne wyznania.
Ania wraz z matką i babcią zmuszona była do nieustannych ucieczek oraz przeprowadzek - od Kirgistanu, przez Kazachstan, aż po Syberię. Krótkie życie Anny German było wyjątkowo burzliwe, było pełne sukcesów i tragedii.

Jej rodzice byli potomkami niemieckich i holenderskich mennonitów.
Mama, Irma Martens, pochodziła z rodziny holenderskich menonitów przybyłych niegdyś z Niderlandów do Prus Wschodnich (Mazury).
Ojciec  Eugen Hörmann  /Hermann/ (pol. Eugeniusz, ros. Jewgienij German) urodził się w rodzinie ewangelickiego pastora. Przodkowie od strony ojca pochodzili z Niemiec, mieli korzenie mennonickie, a na przełomie XVIII i XIX w. osiedlili się na Ukrainie. 
W 1819 pradziadek Anny założył na wybrzeżu Morza Azowskiego (Ukraina) wieś Hoffnung (ros. Nadieżda, obecnie Olgino)  gdzie urodził się Friedrich Hörmann, dziadek Anny; Friedrich swoje nazwisko pisał już Hermann.
Friedrich uczył się w Seminarium Ewangelickim w Łodzi, po ukończeniu nauki (został pastorem ewangelickim) razem z żoną i 9 dzieci powrócił do rodzinnych stron na Ukrainie. Prowadzona przez ZSRR kolektywizacja doprowadziła do utraty majątku przodków Anny.  W 1929 w wyniku represji Friedrich został aresztowany i z wyrokiem pięciu lat pozbawienia wolności oraz pięciu lat ograniczenia praw publicznych zesłany do obozu pracy, jednak już po niespełna dwóch latach zmarł. 
Ten sam los mógł spotkać jego dzieci - represje dotykały wówczas całe rodziny. Matka Eugena (babcia Anny) i wuj Rudolf zostali rozstrzelani a siostra i wuj Artur trafili do łagru. Najstarszy syn, Willi, postanowił uciec. Udało się mu przedostać przez Polskę do Niemiec. W jego ślady chciał pójść Eugen. Do Willego, do Niemiec dotarł jeszcze jego list, w którym pisał, że wybiera drogę przez republiki ZSRR w Środkowej Azji, a potem - Iran. Jednak w 1934 roku przepadł bez wieści, a rodzina uznała, że zginął.
Eugeniusz trafił do Donbasu, gdzie w jednej z kopalń został księgowym. Kopalnia była coraz bardziej zadłużona a za malwersacje oskarżono Germana. Za takie przestępstwo groziło do 3 lat więzienia, jednak ze względu na położenie Eugeniusza, który mógł mieć zwiększoną karę za przewinienia ojca, nie było na co czekać. German pozostawił żonę Almę z czteroletnim synem i uciekł. W czasie ucieczki, w uzbeckim miasteczku Urgencz, poznał  Irmę Martens, i z Irmą, będącą już w ciąży, założył nową rodzinę.
Wynajęli malutką izbę w gliniance z oknem pod sufitem. Ona pracowała jako nauczycielka niemieckiego, on jako księgowy. 14 lutego 1936 r. urodziła im się córka Anna Wiktoria. Sytuacja życiowa Germanów poprawiała się. Ojciec wybudował dom, matka powróciła do pracy. Tę dobrze zapowiadającą się przyszłość przerwała choroba Anny - dur rzekomy. Rodzina wyjechała do Taszkientu by tam leczyć dziecko, wynajęli pokój u Uzbeka. I to on, a nie lekarze, wyleczył dziewczynkę. Uzbek polecił długo gotować skórkę owocu granatu i dawać ten wywar dziecku do picia. Dziewczynka wyzdrowiała.
Eugeniusz postanowił wrócić do Urgenczu. Pozostawił żonę w ciąży, w lutym 1938 r. Irma urodziła Fryderyka; dziecko w maju 1940 zmarło na szkarlatynę. Chorowała też na nią Anna.
Mąż jednak nie wrócił - jak się okazało, został aresztowany na 10 lat bez możliwości powrotu. Dopiero w 1956 r. Irma dowiedziała się, że Eugeniusz został rozstrzelany tuż po aresztowaniu.
Potem Irma razem z córką i matką zamieszkały w Osinnikach (Syberia). Wiosną 1940 babcia z Anią wróciły do Taszkientu, a matka - pozostająca w Osinnikach - dołączyła do nich jesienią 1940. Następnie Irma została wysiedlona i zesłana do Buchary (Uzbekistan) skąd następnie uciekła z córką do Orłowki (Kirgistan). Tam poznała Hermana Gernera, za którego wyszła za mąż. Choć ich relacja nie opierała się na miłości, to okazała się przełomowa - dzięki temu małżeństwu Irma i jej córka mogły po wojnie przyjechać do Polski i otrzymać polskie obywatelstwo. Irma w grudniu 1942 została zesłana do pracy przymusowej przy budowie drogi w Czimionie (Ałtaj), Annę na ten czas pozostawiła pod opieką znajomej. Rodzina po jakimś czasie zeszła się w Orłowce, żyjąc w skrajnej biedzie.
W 1943 kobiety przeniosły się do Dżambułu (Kazachstan), gdzie Irma (jako żona Polaka, od 1943 podoficera) w pierwszej połowie 1946 złożyła dokumenty repatriacyjne (wówczas jej mąż był chwilowo cywilem, pracował w PZPC w Zabrzu) po czym razem z 10 letnią córką i matką wyjechała do Polski. Kobiety zamieszkały w Szczecinie, w lipcu 1946 przeniosły się do Nowej Rudy, a w 1949 do Wrocławia.
W 1955 Anna ukończyła naukę w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Krzywoustego we Wrocławiu z wynikiem bardzo dobrym.
Choć chciała studiować kierunek artystyczny, ostatecznie wybrała geologię. W styczniu 1962 uzyskała tytuł magistra geologii na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Wrocławskiego, lecz już podczas studiów zaczęła angażować się w działalność artystyczną.
Skąd więc geologia? - od pomysłu bycia artystką odwiodła ją matka, tłumacząc to rozsądkiem i możliwościami zarobku.
"Jeszcze przed maturą zastanawiałam się często nad wyborem zawodu. Zawsze interesowało mnie malarstwo, rzeźba, metaloplastyka, ceramika artystyczna. Po maturze złożyłam więc dokumenty na wydział malarski w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Ale po głębszym zastanowieniu ustaliłyśmy z mamą, że trzeba wybrać zawód bardziej konkretny, który w przyszłości zapewniłby byt... Tym bardziej że nie mam rodzeństwa ani krewnych, na których mogłabym liczyć w nieprzewidzianych, trudnych sytuacjach życiowych" - pisała German w swojej autobiografii.


W czerwcu 1960 poznała Zbigniewa Tucholskiego, wtedy Anna była jeszcze studentką (już śpiewającą) a Zbigniew przyjechał do miasta służbowo. On szybko oświadczył się Annie, lecz ona była nieufna; German w ogóle trzymała dystans do mężczyzn. Zbigniew jednak był wytrwały, co weekend jeździł tam, gdzie śpiewała jego wybranka, powoli zdobywając jej serce. Przez lata tworzyli związek na odległość.

 

Z czasem pasja do muzyki wygrała nad wyuczonym zawodem i Anna German zaczęła rozwijać się na scenie. Pierwszy poważny sukces artystki przyszedł w 1963 r. - zajęła wówczas drugie miejsce na Festiwalu Piosenki w Sopocie. Kolejne podium - drugie miejsce na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1964 r. z piosenką "Tańczące Eurydyki"  zagwarantowało jej miejsce na największych scenach w Polsce i następnie za granicą. Śpiewała i w ZSRR i w USA, w NRD, Czechosłowacji, Francji, Portugalii, Anglii, Belgii, Italii.

I we Włoszech rozegrała się tragedia. W listopadzie 1966 Anna German podpisała trzyletni kontrakt z włoską firmą fonograficzną CDI.  Lubi śpiewać po włosku, ale ma także w planach kupno mieszkania dla siebie, mamy i babci. German grała tam mnóstwo koncertów a także występowała na renomowanych festiwalach, w telewizyjnych programach rozrywkowych, nagrywała płyty.
28 sierpnia 1967, wracając z koncertu we Forlì, uległa wypadkowi samochodowemu - podczas nocnej podróży kierowca zasnął za kierownicą. W wyniku zderzenia German została wyrzucona z samochodu w dół zbocza, gdzie przeleżała kilka godzin, gdyż dopiero rano ratownicy dowiedzieli się, że w samochodzie, poza kierowcą, była także ona.
Wypadek skutkował kilkunastoma dniami w śpiączce, licznymi złamaniami i sześcioma miesiącami w pełnym gipsie, ale diagnoza była straszna: artystce nie dawano szans nie tylko na chodzenie ale też na powrót do śpiewania. Piekielnie ciężki okres leczenia i rehabilitacji trwał około trzy lata.
Zbigniew wspierał Annę po wypadku, czuwał przy niej w szpitalach, pomagał też przy rehabilitacji. W tym trudnym czasie oświadczył się i został przyjęty, lecz dopiero 12 lat po pierwszym spotkaniu para wzięła ślub cywilny, a kościelny dopiero pod koniec życia Anny.
Dzięki wierze w wyzdrowienie, uporowi, wytrwałości i wsparciu najbliższych udało się jej jedno i drugie - odzyskała władzę w nogach i po kilku latach przerwy wróciła na scenę
W czasie rekonwalescencji Anna napisała i w 1970 wydała książkę autobiograficzną "Wróć do Sorrento?" skomponowała także muzykę do wierszy Aliny Nowak, m.in. do utworu "Człowieczy los".

26 grudnia 1969, po raz pierwszy po wypadku, wystąpiła publicznie w świątecznym wydaniu Tele-Echo, a od  stycznia 1970 powróciła do występów publicznych.
Jednak szczęście nie trwało długo. W połowie lat 70 wykryto u niej chorobę nowotworową. Jednak mimo wczesnej diagnozy i późniejszych cierpień German nie chciała się leczyć. Unikała lekarzy nawet wtedy, gdy na skórze pojawiały się niepokojące rany. - dopóki mogę, będę śpiewała - mówiła.
27 listopada 1975, mając 39 lat, urodziła syna Zbigniewa i wówczas na pewien czas zawiesiła działalność artystyczną.
W latach 1978–1980 zagrała serię koncertów po ZSRR.
W trakcie jednej z tras zachorowała na ostre zapalenie płuc, które poskutkowało bolesnym skrzepem w nodze, toteż poddała się kilku operacjom. I w końcu podjęła leczenie, które było niezwykle wyniszczające, lecz z występów nie zrezygnowała.
Choroba, zdiagnozowana ostatecznie jako mięsak kości, nasiliła się jesienią 1980 r. po powrocie z Australii, wówczas już zawiesiła działalność publiczną, odwołała wszystkie zaplanowane koncerty.
W ostatnich dniach życia, leżąc już w łóżku, nagrywała "Psalmy Dawida" na magnetofonie.
Anna była adwentystką, podstawy adwentystycznego wyznania umocowała jej babcia, która odgrywała ważną rolę w procesie jej wychowania, lecz dopiero niedługo przed śmiercią, 23 maja 1982, German  przyjęła chrzest adwentystyczny, wzięła też ślub kościelny z mężem.
Zmarła 25.08.1982 r. w warszawskim Szpitalu Klinicznym.

  • Medal 2
  • Super 2
  • Dziękuję 1
  • Administrator
Napisano

German była wysokiego wzrostu - 186 cm, dysponowała posągową urodą, na zewnątrz nie była ekspresyjna, była opanowana, zdystansowana, ale jednocześnie uprzejma, godna i bardzo wrażliwa i tę jej wrażliwość było widać w jej wypowiedziach, zachowaniu i - przede wszystkim - w śpiewie.

 

Popularność Anny rosła w szybkim tempie, zaczęła występować za granicą, w tym w paryskiej Olimpii, na włoskim festiwalu San Remo, w USA. Jednocześnie pozostawała niezwykle skromna. -Ania nie należała do kategorii chimerycznych, kapryśnych gwiazd. Zawsze skromna, jeździła autokarem razem z orkiestrą. Inne piosenkarki żądały taksówek, osobnych samochodów – ona nie. Przystosowywała się do każdych warunków – pisał o piosenkarce Stefan Rachoń w książce "Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach".

 

A tu charakterystyczne elementy dla pozycji planet w horoskopie, np. wpływ mocnego Jowisza:

Anna German w jednym z wywiadów powiedziała, że bardzo kochała swoją babcię, która właściwie ją wychowała i po której odziedziczyła usposobienie.
Nasza rodzina jest bardzo religijna, a to wiele znaczy w życiu młodzieży. Mama była adwentystką i zawsze umacniała nas w wierze.
Ona bez modlitwy w ogóle niczego nie zaczynała. Aneczka tego wszystkiego nauczyła się od babci -  mówi Irma Berner, mama Anny German.
- Przodkowie Ani ze strony matki pochodzili z holenderskich menonitów, czyli protestantów, którzy jeszcze za caratu wyemigrowali z Holandii i osiedlili się w Kazachstanie. A dokładnie byli to Fryzowie. Babcia Ani zmieniła wyznanie i została adwentystką dnia siódmego.
 Zbigniew Tucholski, mąż Anny German: jej dziadek był pastorem baptystów. Ania miała wrodzoną wrażliwość. Poza tym olbrzymi wpływ na jej duchowość wywarła wierząca babcia.
Mama Ani, Irma, była zawsze zapracowana, a babcia prowadziła dom i właściwie to ona wychowywała Anię.  I wychowała ją na... anioła. 
Jako nastolatka Ania uczęszczała z babcią do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego we Wrocławiu, później jej kontakt z Kościołem uległ rozluźnieniu. 
Ale pod koniec życia, gdy już była bardzo chora, postanowiła wyłączyć się ze wszystkiego i poprosiła, by jej przyniesiono niemiecką Biblię babci. Po dwóch tygodniach czytania powiedziała, że dostała od Boga znak i chce zostać ochrzczona chrztem biblijnym przez zanurzenie.
Choć szanowałem jej przekonania, to o adwentyzmie wtedy prawie nic nie wiedziałem. W każdym razie poprosiłem o przybycie pastora. Chrzest odbył się w domu, w wannie, gdyż Ania nie była już w stanie wychodzić. W ten sposób Ania stała się pełnoprawnym wyznawcą Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.
Po jej śmierci w 1982 r.  postanowiłem osobiście zgłębić to, w co wierzyła, i 12 grudnia tego samego roku również zostałem ochrzczony.
Mama Ani, która wtedy nie utrzymywała już kontaktu z Kościołem, też w końcu postanowiła do niego wrócić i  jako dziewięćdziesięciolatka dała się ochrzcić przez zanurzenie w baptysterium warszawskiej parafii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego przy Foksal 8 - dodał Tucholski.

 

A tu Księżyc w Skorpionie:

Anna German: tak się złożyło w naszym życiu, że bardzo wcześnie straciłam ojca i wszystkie obowiązki, które pełni ojciec, głowa rodziny (...) musiała przejąć moja matka. Pracowała zawodowo, od rana do nocy, aby nam wszystkim zapewnić tzw. byt, a na kontakt, na miłość, na zabawę, taki bezpośredni, bliski kontakt z własnym dzieckiem właściwie już prawie nie było czasu, no bo wiadomo, człowiek zmęczony przychodzi wieczorem, praca była bardzo wyczerpująca, moja matka jest pedagogiem. Piosenkarka dodała, że zarówno obowiązek, jak i przyjemność z wychowywania dziecka przejęła jej babcia. Cała moja postawa życiowa, wszystko, co czuję, mój stosunek do ludzi, do świata całego jest w pewnej mierze odbiciem myśli i sposobu życia, pojmowania tego świata mojej babci. Zaznaczała również, że jej matka także była wspaniałą kobietą i umiała świetnie sobie poradzić z wyzwaniami, które stawiało przed nią życie."

  • Lubię to! 2
  • Medal 1
  • Super 1
  • Dziękuję 1

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...