Ekspert Eufemia Napisano 14 Kwietnia Ekspert Napisano 14 Kwietnia Richard Lister w Księdze astrologii runicznej prezentuje (powielony, bo nie jest pionierem) wynalazek: połączenie run z interpretacją astrologiczną, a konkretnie usiłuje analizować kosmogram natalny, tranzytowy oraz... elekcyjny (szukanie najlepszego momentu dla danego wydarzenia) poprzez symbolikę runiczną w połączeniu z cyklami planetarnymi. O ile przyporządkowanie run do znaków zodiaku i żywiołów, planet do wikińskich bogów można uznać za nowoczesne i ciekawe spojrzenie na Runy w ogóle, o tyle mocne łączenie ich z astrologią to niezbyt trafiony pomysł. Nie żeby runy do astrologii nie pasowały w ogóle, one przecież mają swoją własną energię, którą można utożsamić także z energią znaków, żywiołów czy planet, lecz jeśli już tworzy się hybrydę, to należy być biegłym i w jednym i w drugim. A o ile Lister jest biegły w runach (tak myślę), o tyle jest mało zorientowany w astrologii, czego zresztą nie ukrywa. Jego Runiczne Gwiezdne Ścieżki są - jak sam twierdzi - efektem channelingu i współpracy z bogami. Jest to przewodnik po kosmosie przy wykorzystaniu tradycji Północy, ale do znanej nam astrologii zodiak run dodaje "inne opowieści, mity i wibracje". Runiczna astrologia Listera "korzysta z run, opowieści i mitów wikingów oraz pokazuje jak przejawiają się one na nocnym niebie, tworząc kosmiczną mapę, gwiezdną ścieżkę, którą możemy podążać". Autor mówi: "sporą cześć wiedzy o starożytnych ludach utracono, a to co z niej pozostało uległo tysiącom lat propagandy, błędnej interpretacji i nacjonalizacji. Pozostawiło to próżnię, którą należy wypełnić mądrością i wiedzą pochodzącą bezpośrednio od bogiń, bogów, Jotunów, i Svartalfów, nordyckiego panteonu, co można zrobić poprzez trans, magię i sny". I okej, lecz jak dla mnie, to nie jest astrologia, nawet gdy nazywa się runiczna, to jest po prostu inny, nowy, autorski system patrzenia na runy, częściowo pod kątem astrologii, przy wykorzystaniu do tego niektórych jej narzędzi/ elementów. Astrologii klasycznej jednak na pewno nie zastąpi (ale i nie taki cel ma Richard) ani też nie jest od niej dokładniejsza jakby chciał, cytuję: "Zobaczysz, że podczas gdy każdy znak zodiaku ma przypisanych około 30 dni, w a.runicznej każda runa ma ok. 15 dni. Dzięki temu energie związane z astrologią runiczną są dokładniejsze od astrologii klasycznej". Nie są, Richie widać nie wie, że znak dzieli się na 3 dekanaty i 12 dwadasams (a jak ktoś jest pedantycznie dokładny to wyróżnia jeszcze 30 stopni w każdym znaku,) co jest o niebo dokładniejsze od astrologii runicznej, a poza tym astrologia sama w sobie jest znacznie bardziej rozwiniętym systemem i historycznie i informacyjnie. Runy natalne (podobnie jak numerologia) mogą być uzupełniającym i cennym dodatkiem do informacji płynących z analizy kosmogramu natalnego, np. dopowiedzą / podpowiedzą jakie energie panowały w dniu narodzin, z jakim potencjałem ktoś się urodził, jakie ma predyspozycje, co jest w jego zasięgu możliwości i a czego nie powinien się chwytać, oraz mogą być magicznym narzędziem wspomagającym zmagania z życiem i konstruktywne budowanie swojej życiowej przestrzeni, używanym zgodnie z natalnymi wpływami planetarnymi. Richard określa siebie jako "nowoczesnego wikinga" i moim zdaniem jest to całkiem fajne, łączy on bowiem tradycję z nowoczesnością, a jestem przekonana, że tradycja, która się nie rozwija i nie łączy ze współczesnością, z epoką, w której ma działać i z jej obecną przestrzenią pojęciową i świadomościową jest już mało zrozumiała i - działając tylko w obszarze, w którym powstała i się kształtowała - niezbyt przydatna. Mamy XXI wiek i to co było nieznane niegdyś, obecnie wypełnia zarówno luki w systemach dywinacyjnych jak i coraz częściej znajduje naukowe wyjaśnienie. Wyrocznie (nie tylko runiczne) nadal opisują świat i muszą go opisywać w teraźniejszości, bo i świat i świadomość ludzka nieustannie ewoluują i siłą rzeczy muszą pojawiać się nowe uzupełniające opisy rzeczywistości tzw. ezoterycznej. Problem polega na tym, czy te nowe koncepcje są zgodne ze stanem faktycznym tej rzeczywistości, bo tak w nauce jak i w ezoteryce nie wszystkie teorie są prawdziwe, ale o ile w nauce stosunkowo łatwo jest to wykazać, to w ezoteryce już nie i dlatego jakiekolwiek "odkrycia" w sferze ezoteryki nie powinny być przyjmowane bezkrytycznie, gdyż tu fantazje i błędy poznawcze nie tak łatwo udowodnić. Richard jednak nie proponuje traktowania treści swej książki jako jedynej i nieomylnej wykładni, mówi "to jest po prostu zaproszenie, ode mnie i od bogów, do zbadania terenu przy użyciu Runicznej Gwiezdnej Ścieżki". Zaleca też by traktować zawartość swej Księgi jako wskazówki i jako zabawę, ("baw się, używając runicznej astrologii w obszarze miłości, biznesu, bogactwa, szczęścia i wszystkiego, co wybierzesz"), choć to akurat, nawiasem mówiąc, nie jest najlepszym pomysłem, gdyż oprócz "swego czucia" run niezbędna jest wiedza o nich i o staronordyckiej kulturze, wierzeniach, zwyczajach, warunkach środowiskowych, społecznych bo to one kształtowały jawne i tajemne znaczenie run, oraz, oczywiście, wiedza astrologiczna. A tych w książce za dużo nie ma, są tylko króciutkie opisy. Są one czytelne, napisane lekkim piórem, łatwe do ogarnięcia, zwłaszcza te dotyczące części związanej z mitologią nordycką (nie mulą, świetnie mi się to czyta), lecz takie "co nieco" to stanowczo za mało, by "tworzyć zaklęcia, pisząc je na kawałku kości czy rogu". Zgadzam się z autorem, że "magia run jest potężnym sposobem na pracę z siłami wszechświata i współtworzenie upragnionych rezultatów". Ale runy to nie zabawa, interpretacja kosmogramu też nie. Książkę przeczytać i korzystać z niej może każdy. Jak znam życie każdy najpierw rzuci się do sprawdzenia swoich "gwiezdnych run" nie zastanawiając się, czy jest to system prawidłowy i wiarygodny. A co, jeśli nie jest?.... Większość i tak poprzestanie na doinformowaniu się i nic z tym nie zrobi. Jednak jeśli ktoś zacznie eksperymentować bez wiedzy astrologicznej i - przede wszystkim - bez wiedzy runach, to może sobie tęgo namieszać w życiu. Z magią bowiem już nie ma żartów. Więc najpierw wiedza o runach, potem korzystanie z ich dedykowanej energii. Nie odwrotnie. Bo mimo tego unowocześniania tradycji nie można zapominać o tym, że zawsze aktualne było, jest i będzie: Run niechaj mąż nie ryje, Nie rozróżniając znaczenia: Mroczny znak, mylnie stawiony, Myśl na manowce wiedzie. (tłumaczenie A.Załuska - Stromberg) I jeszcze jedna sprawa, która zapewne wielu umknie: książka o "astrologii runicznej" będzie przydatna raczej tym, którzy - jak pisze Lister - "usłyszą wołanie starożytnych pochodzących z tradycji Północy". I będą umieli zrobić z niej pożytek. Richard twierdzi, że swoją runiczną ścieżkę bada od wielu lat i wie, że astrologia runiczna działa. I ja w to nie wątpię. To jego przestrzeń, on zajmując się tym tematem kilkanaście lat, umiejętnie ukształtował swoją astroruniczną przestrzeń. Nic nie stoi na przeszkodzie, by inni poszli w jego ślady i badali ten teren i w ten sposób, jaki zaproponował. Przyznam, że na początku, kiedy otrzymałam tę książkę do recenzji, podchodziłam do niej jak pies do jeża. Nie dlatego, że to bzdury dla mojego astropoglądu - tu jestem otwarta. Ale dlatego, że skoro astrologia runiczna czerpie wzorzec horoskopowy z klasycznej, miałam - i nadal mam - wątpliwości co do przyporządkowania run znakom zodiaku (dla mnie to w zasadzie najważniejsza kwestia) a także do tego czy wprowadzenie zmian w gwiezdnych przyporządkowaniach run (w a.runicznej runy mają innych władców niż w normalnej wiedzy o runach, inne żywioły itp.) jest uzasadnione i czy nie gryzie się to z normalną astrologią, czy natura bogów podstawionych pod planety jest zgodna z naturą planet, czy zgodne z astrologią są tematy domów i czy rozwijanie tematu aż do prognostyki, elekcji i astrowróżbiarstwa ma sens. Doszłam do wniosku, że niektóre opcje tego runicznego kosmogramu są do przytulenia, a inne działają o nieba lepiej w klasycznym kosmogramie. Co by nie mówić horoskop runiczny nie będzie tak precyzyjny jak kółko natalne. No i dla mnie język astrologii jest bardziej czytelny, choć myślę, że ludzie zanurzeni w nordycką wikińskość będą łatwiej czytali swoich bogów niż planety, ten horoskop niż klasyczny. A teraz zaczynają się schody. Pisze Lister: "dzięki tej książce nauczysz się tworzyć swój osobisty wykres runiczny i zrozumiesz, jak Słońce (Sunna), Księżyc (Manni) i Ziemia (Jord - ascendent) wpływają na twoją drogę życiową". Do osobistego wykresu runicznego nie ma się co czepiać, bo to jest po prostu horoskop prezentowany poprzez runy i bogów podstawianych pod planety i w zasadzie jego najważniejszym elementem jest poznanie run należących do znaków i planet zodiakalnych. Istotne jest natomiast czy te podstawienia rzeczywiście są prawidłowo przyporządkowane, to znaczy czy zamiast pomóc aby nie namącą nam w życiu. I tutaj mam wątpliwości. Duże. A dlaczego? - a choćby dlatego, że sam system startowy czyli 24 runy (autor używa futharku starszego i co trzeba podkreślić: kończy go nie runą Othala tylko runą Dagaz) jest, z konieczności, podzielony na 2 znaki, tak plus minus po 15 dni na każdy. Na tym etapie mamy runy przyporządkowane znakom zodiaku, planetom w nich przebywającym i osi ascendent - descendent i to jest podstawa do wyznacza swoich osobistych run w horoskopie runicznym. Samo zaś przyporządkowanie zaczyna się od runy Fehu w znaku Raka, w środku lata. I na tym porządku oparty jest jego cały runiczny zodiak, on warunkuje pozostałe elementy, w tym jakże ważne przecież: Słońce, Księżyc i Ascendent. Zaczynanie od runy Fehu jest oczywiste, to pierwsza runa każdego futharku, lecz na ogół jest przyjęte, że albo zaczyna się to tak jak w astrologii klasycznej: od znaku Barana, albo od początku wikińskiego roku, który zaczyna się od ok. połowy października (Wikingowie dzielili pory roku na lato i zimę); są to czasy zbliżone do równonocy. W Europie nowy rok też zaczyna się zimą, tyle że w styczniu. Czasami spotyka się na wróżbostronach rozpoczynanie "roku runicznego" w europejskiej kolejności kalendarzowej (czyli styczeń lub ew. przesilenie zimowe), ale z rozpoczęciem odliczania znaków od przesilenia letniego jeszcze się nie spotkałam. Mogę zrozumieć, że Lister przyjął jako początek roku runicznego lato (w normalnym kalendarzu to czas wiosny), ale nie kumam, dlaczego zamiast początku lata (a te rozpoczyna się w kwietniu) za punkt startowy wziął środek lata. Tu właśnie może powstać duży błąd, nie tylko poznawczy w zakresie "run natalnych", ale przede wszystkim w ich "przewodnictwie życiowym" i w magicznym zastosowaniu. A przecież to jest kluczowy element, gdyż skoro są one przyczepione do określonego elementu horoskopu, to błędne wyznaczenie horoskopowego runicznego opiekuna skutkuje, w uproszczeniu rzecz ujmując, złymi radami i błędami życiowymi. No i ja jestem zdania, że jak już ma to być podobne do wzoru astrologicznego, to jednak zaczęłabym od początku: albo od początku astrologicznego, czyli od znaku Barana albo od początku roku Wikingów a nie od przesilenia letniego, od środka roku. Nb. ten środek lata na początku przypadał ok. 10 lipca, ale jak papież Grzegorz zmienił kalendarz, to środek lata zaczął przypadać na 21 czerwca, co zmieniło pierwszy miesiąc kalendarza runicznego (ale nie pierwszy miesiąc roku!) i Lister postanowił sformalizować także swój kalendarz runiczny tak, by rozpoczynał się 21.06 czyli w dzień, na który przypada przesilenie letnie. No ja chciałabym być pewna, że system na którym oparty jest wybór runy natalnej jest wiarygodny i działa, bynajmniej nie na zasadzie "a u mnie działa". A tu tej pewności nie ma. Nie ma jej co prawda w żadnym systemie przyporządkowania na linii runa - znak zodiaku. Wszystkie próby przyporządkowania na linii runa = znak, żywioł, planeta są wyłącznie hipotezami, współczesnym domniemaniem, nie mającym absolutnie żadnego potwierdzenia w kulturze i magii Wikingów i wcześniejszych ludów nordyckich. W dodatku jest to przyporządkowanie wg widzimisię / mniemań/ przypuszczeń/ skojarzeń lub wizji danego autora i tak też czyni Richard. On kieruje się swoją wizją, którą, jak twierdzi, zaakceptował czy też wskazał mu Odyn. Oczywiście, że nie wszystko musi być koncepcją naukowo - historyczną, nie musi być dowodów na czucie, zwłaszcza w ezoteryce, gdzie wiele jeszcze jest tajemnicze i niepojęte i gdzie wiele przyjmujemy na wiarę, nie umniejszam roli wizji (czyli informacji uzyskanych drogą pozanaukową), jednak uważam, że większość z nich jest prawdą dla samego wizjonisty a niekoniecznie prawdą dla innych. A właśnie na tym ezoterycznym terenie najwięcej jest błędnych wizji, odczuć, "wskazówek od sił wyższych" (obojętnie czy to Odyn, czy anioły, elfy, przewodnicy z zaświatów itd.") - więc nie należy wierzyć komuś na słowo, tylko trzeba samemu wziąć się za sprawdzanie teorii. I tak też uczyniłam (między innymi dlatego sporo zajęło mi czasu zrecenzowanie tej książki) i myślę, że to też jest sukces jej autora. I choć nadal mam mieszane uczucia jeśli chodzi o celowość "metodologii budowania runicznego wykresu urodzeniowego oraz analizy kosmicznych wpływów poprzez symbolikę runiczną i cykle planetarne" [cytat z okładki] skoro tak jeden jak i drugi system sam w sobie jest samowystarczalny a każdy działa autonomicznie i najlepiej w przestrzeni, w której został stworzony, to jednak dla zainteresowanych z obu stron: sympatyków run i sympatyków astrologii, jest to koncepcja warta uwagi. Jej ścieżki są jeszcze nieprzetarte, bo w zasadzie nie ma innych głębszych opracowań tego tematu (pisał jeszcze o tym N. Pennick i to on jest twórcą pomysłu na "runę urodzeniową" i astrologię runiczną") nie ma też, że tak powiem, recenzji, czyli potwierdzenia lub zaprzeczenia działania prezentowanej metody. Ale pomysł uzupełniania starego systemu (tu runicznego) przez nowe koncepcje i odkrycia adekwatnie do czasów, w których jest używany, jest jak najbardziej uzasadniony, gdyż, jak wspomniałam, tradycja, która się nie rozwija i nie łączy ze współczesnością zamiera i staje się kopaliną, chociaż nie jestem pewna, czy jest to "uzupełnienie" czy tworzenie nowego systemu w powiązaniu z tradycyjnymi runami. Lecz mniejsza o to. Ja, dzięki opracowaniu Richarda, ponownie skierowałam uwagę na runy, tym razem w innej ich wersji, a ponieważ mam wątpliwości, to przekopałam po raz kolejny różne źródła, co zaowocowało zapoznaniem się z tematem dotyczącym kalendarzy runicznych, który u mnie leżał odłogiem. No jakoś nie interesowało mnie to. Zaowocowało też pozbieraniem do kupy książkowych i internetowych informacji o ezorunach (tym mianem określam to wszystko co nie jest tradycją) i tu doznałam kociokwiku. No to jest nieprawdopodobne, co ludziska wypisują! Jak mawia nasza adminka: każdy wuj na swój strój. Więc.. zaczęłam się zastanawiać czy po prostu nie potraktować systemu Listera jako odrębnego i z nim pracować nie zważając na inne, lub czy na jego podstawie nie utworzyć własnego, tak jak ja to czuję, czemu sam Richie przyklaskuje, pisząc: "to zaufanie swojej intuicji, swojemu wglądowi i swojemu sercu". Tu mam na myśli porządek zodiakalny run, bo to on jest fundamentem całej dalszej interpretacji horoskopu runicznego. Co jeszcze jest zawarte w książce? Tu już w skrócie, bo to trzeba po prostu przeczytać: omówienie czym są, co oznaczają poszczególne elementy runicznego horoskopu i jak należy z nimi pracować. Nie są to opisy rozwlekłe, co z jednej strony może powodować niedosyt informacji, ale z drugiej, dla tych co niewiele lub nic nie wiedzą o runach może zachęcać do zainteresowania się nimi (a moim zdaniem warto) i / lub do zainteresowania się astrologią. Oprócz opisu przewodniego motywu działania runy odpowiedniej dla danego elementu Lister podał także atrybuty, z którymi są te runy powiązane i za pomocą których można wzmacniać przyciąganie tego co się chce przyciągnąć, a także wymienia runy które najlepiej się ze sobą dogadują. To są info typu: kolor, kamień, totem, żywioł (ale danej astroruny) jej częstotliwość muzyczną, częstotliwość fal mózgowych w odniesieniu do danej runy, władcę runy czyli boga/ planetę, które wpływają na daną runę, słowa kluczowe dla runy (w zasadzie to jej znaczenie). Moim zdaniem najbardziej zagmatwane są rozdziały dotyczące tranzytów i wróżbiarstwa, tu autor niewiele pisze, jakby się gubił albo po prostu poleciał z tematem po łebkach (a przynajmniej takie wrażenie sprawia) a i mi nie jest po drodze z przełożeniem używanych terminów, typu masz Freyę w Fehu, a tranzytująca Freya jest w Gebo. Rozumieć rozumiem o co chodzi, ale w tym wypadku zdecydowanie wolę terminy astrologiczne. I myślę, że laikom tak runicznym jak i astrologicznym będzie jeszcze ciężej to związać. I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje wrażenia i uwagi do treści książki. Ogólnie oceniam ją jako fajną i dla mnie przydatną (choć nie jestem fanką ezorun i hybryd), na pewno innowacyjną i ciekawą, choćby tylko z samego powodu pozbierania porozsiewanych informacji o "runach urodzeniowych" i dalszego poszerzenia tematu. Jeszcze tylko rzut oka na samego pana Richarda :) Richard Lister urodził się i wychował w Kent w Anglii, ma bzika na punkcie historycznej rekonstrukcji i wiele z ostatnich 20 lat spędził przebrany za Wikinga. Mówi o sobie: "nordycka energetyka, "wikingowość" dosłownie płyną w mojej krwi i kościach. Moje pochodzenie sięga korzeni Normanów, a jeszcze głębiej norweskich wikingów z czasów Rollona the Walkera". Barbarzyńskie pogaństwo odkrył będąc na uniwersytecie (gdzie często balangował) i poczuł, że jest to coś dobrego. Zaczął spędzać czas w naturze i rozmawiać z podobnie myślącymi ludźmi, co doprowadziło go do run. Pisze: "było jedno kluczowe wydarzenie: podczas uczestnictwa w obozie pogańskim pośrodku pradawnego lasu. Tam miał wizję: bóstwo stojące w ogniu powiedziało mu, że ma iść i poznać tradycje Północy, by mógł lepiej służyć. Bóstwo miało jedno oko i włócznię. […] A ponieważ nie codziennie w płomieniach ognia zdarza się zobaczyć Odyna, nordyckiego króla bogów - bo dziś wiem, że to był on - zacząłem poznawać tradycje Północy, aby móc służyć lepiej". Przez kolejne 15 lat korzystałem z run pracując w szpitalu na oddziale ratunkowym, szkoliłem się na pielęgniarza i nauczyciela jogi, uczyłem się ajurwedy, masażu i NLP, a także psychologii, psychoterapii i pracy z traumą. Korzystałem z magii run we współtworzeniu i konstruowaniu mojego życia i rzeczywistości.. Małżeństwo, przeprowadzka, zmiana kariery - z run czerpałem przewodnictwo we wszystkich tych obszarach pozwalając się im poprowadzić. Wspierają mnie one w zaufaniu do siebie i swojej osobistej mocy, dlatego z pasją dzielę się nimi z innymi jako wspierającym narzędziem. […] Właśnie dlatego napisałem Runes made easy. Chociaż... było coś więcej, O wiele więcej. Bogowie przemówili ponownie, świadomi tego, że potrzebujemy narzędzi starożytnych, by móc poruszać się po wzburzonym morzu obecnych czasów i współtworzyć lepszą przyszłość. Przywołał mnie Wyrd. […] W tym procesie stało się dla mnie jasne, że język, którego używałem wcześniej był językiem nauczyciela, a ja nie jestem nauczycielem. Jestem wskazującym drogę przewodnikiem, mentorem. Nie interesuje mnie nauczanie, interesuje mnie pokazywanie drogi po której się poruszamy i nawigujemy we współczesnym świecie. Jestem tu teraz, gotów pokazać ci jak iść przez życie korzystając z runicznej astrologii." The End 1 1 1 2 Cytuj
Emeryta Napisano 20 Kwietnia Napisano 20 Kwietnia Mhhh, przeglądałam tę książkę i nie zdecydowałam się na kupno. Z tego co sama widziałam i z tego co piszesz wygląda mi to jednak na ezoruny, przynajmniej dopóki metoda nie zatrybi. A to na pewno będzie długi proces. Z drugiej strony Twoja recenzja jednak zachęciła mnie do kupna, bo wypadałoby sprawdzić to w praktyce, może zdążę przed zmianą formy Też uważam, że żaden system nie powinien stać w miejscu, żeby trwał to musi się dostosować do czasu bieżącego. Tylko właśnie to "ale" - ale nie chciałabym był to system zwodniczy. Na razie nie przemawia do mnie żadna koncepcja pt. runa - znak. Ani czyjeś channelingi, no tu to może być total zonkowo. Ale przeczytam, może coś się tam ciekawego i dla mnie znajdzie. Jak tak, to się tu dopiszę 5 Cytuj
Ekspert Eufemia Napisano 20 Kwietnia Autor Ekspert Napisano 20 Kwietnia 8 godzin temu, Emeryta napisał: Z tego co sama widziałam i z tego co piszesz wygląda mi to jednak na ezoruny, przynajmniej dopóki metoda nie zatrybi. No tak jest. To są ezoruny i takie będą póki nie potwierdzi się ten system. Ale chociaż nie jest on super systemem i daleko mu do doskonałości, to przynajmniej jest jakoś wytłumaczony od a do zet. Tu wiadomo skąd autor zaczerpnął pomysł na przyporządkowanie. Jak wspomniałam, ja nie daję wiary na słowo i nie przekonuje mnie żaden channeling, póki nie sprawdzę, że wskazana w ten sposób metoda działa. Tylko trudno jest eksperymentować z magią i nie jest to bezpieczne, runy to jednak nie są słodką afirmacją, nawet przy całej współczesnej nowoczesności. 3 1 Cytuj
Psotnik Napisano 24 Kwietnia Napisano 24 Kwietnia Siekiera, motyka, róży kolec, was też dopadnie pierdolec. Siekiera, motyka, kolce róż, mnie pierdolec dopadł już! - chciałoby się powiedzieć po lekturze tej zbitki. To jest przestawienie całego systemu runicznego na wzór i podobieństwo astrologii. Po co? Być może osoby interesujące się runami coś więcej dla siebie z tego wyłowią niż osoby interesujące się astrologią. Być może zaczną patrzeć na nordyckich bogów poprzez planety i przez nie jeszcze ich bardziej rozumieć, może staną się im bliżsi, bardziej współcześni? Może przybliży im pojęcia astrologiczne, te minimum niezbędne do ogarnięcia tego miksu. Ale cały ten system to jak dla mnie jest kolejna odsłona new age, tak potrzebna i runom i astrologii jak łosiowi siodło. I w sumie to nie jest żaden horoskop, to tylko takie podstawianko, dla mnie nie do przyjęcia, a myk pt. "na potrzeby astrologii runicznej " nie załatwi sprawy poprzestawiania pradawnego runicznego porządku do góry nogami i zamyka jakąkolwiek dyskusję na ten temat. No wiem, że jeśli się chce zmieścić wszystkie runy i ich żywioły w zodiaku, to się nie uda i trzeba coś wykombinować i tak właśnie zrobił autor. Dobra, ale niech przynajmniej nie żeni run z astro, nie nazywa tego astrologią runiczną czy tam runami astrologicznymi, bo to nie jest ani jedno ani drugie. Nie przekonał mnie do tej nowości tym bardziej, że sam na astrologii nie za bardzo się zna ale mimo to już sparował ze sobą tak różne od siebie tradycje, nie zważając na to czy strony tego chcą i czy będą zgodnie i szczęśliwie działały w tym związku. A co, jeśli nie będą? Rozwód czy odszkodowanie dla ofiar systemu? Nie przekonał mnie nawet do swojego porządku, który zaczyna w środku lata, nie wyjaśniając czemu przyjął taki dziwny punkt odniesienia. Przyjmuję z wiarą, że korzystał z run pracując w szpitalu na sorze. Ale mówi też, że swoją runiczną ścieżkę bada od wielu lat i wie, że astrologia runiczna działa - a od ilu konkretnie bada, od ilu lat mu to działa? bo tak: najpierw pracował z samymi runami, ożenek run z astro nastąpił chyba sporo później - przecież najpierw (sam pisze) musiał przebić się przez astrologię, a i to wziął ją za rogi z pomocą żony, która z kolei "czuje energetykę gwiazd i planet za pomocą swojego ciała", sam zaś Richard channelingował, z czego wnoszę, iż ten mariaż jest taki bujający się bardziej w obłokach niż mający mocny szkieletor. No i dlatego przekonana nie jestem. I co jeszcze: ta magia, jej używanie. Z tego co wiem, takie runy to nie jest jakiś bibelot gadżet, to moc, potężna energia, o tym przecież sam Lister pisze i... zaprasza nas do zabawy tą mocą. Tyle ode mnie na nie, tego co uznałam za ważne. A - końcówka mnie zmuliła, pewnie dlatego, że nie przywykłam do przeskakiwania z Lokiego na Saturna będącego w Fehu. A poza tym książkę przyjemnie się czyta, jest ciekawie, nie przeczę, sama idea runy dla Słońca czy Księżyca itd. jest całkiem do rzeczy, choć nadal pozostaje pytanie: a co, jeśli to manowce? 1 1 1 Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.