Jump to content
Juana

Wojsław i Danka

Recommended Posts

Juana

Pozwolę sobie wpisać moje ulubione podanie z Wabcza :oczko: Zakochałam się w tej opowieści przed laty, gdy dopiero zaczęłam zajmować się tą tematyką i pozostała moją ulubioną:

 

 

"Dawne to były czasy, gdy w miejscu gdzie dziś wznosi się osada Wabczem zwana stał kasztel warowny, którym zarządzał dzielny i możny rycerz Mścibojem zwany. Rozległe lasy, łąki i jeziora do niego należały; liczni słudzy i poddani palili i karczowali lasy przemieniając je w pola uprawne; stada wypasające się na żyznych, nadwiślańskich łąkach dostarczały mięsa na pokarm; z pasiek po borach zbierano słodki miód natomiast kupcy, którzy aż z Gdańska tu Wisłą przybywali, zabierali skóry, miód i wosk a przywozili odzież wykwintną, sprzęty wszelakie i różnego rodzaju broń. Mścibój, który miał baczenie na lud tu mieszkający panował niczym udzielny książę bogacąc się i coraz szerzej swe imię rozsławiając.

Przybył on na te ziemie przed wieloma laty wraz z drużyną Bolesława, która w pogoni za nieprzyjacielem aż dotąd dotarła. Ludowi tu żyjącemu zaś przynosząc prawdziwą wiarę Chrystusową albowiem dotąd żył on w pogaństwie. Po drodze król Bolesław wznosił zamki i kasztele, które czuwać odtąd miały, by spokój i sprawiedliwość panowały na tej ziemi. Potem zaś wybierał ze swej drużyny dzielnych ludzi, którzy oddali mu znaczne usługi i osadzał ich w nowo pobudowanych grodach i kasztelach. Takim to właśnie sposobem Mścibój został na tej ziemi stając się stróżem pokoju i sędzią sprawiedliwym.

Dobry i sprawiedliwy był to pan choć do gniewu skory. Gdy wpadał w złość słudzy drżeli przed nim i z pobladłymi licy padali na kolana. Kiedy ktoś dopuścił się przewinienia karał srogo i bez wahania. Trzymał też rycerz własną drużynę, z którą wspólnie polował i tępił łupieżców, którzy kryli się po niedostępnych borach. Szczęście Mściboja wszelako nie trwało wiecznie, Małżonka jego bowiem, którą miłował nad życie zmarła niespodziewanie pozostawiając po sobie jako jedyną pociechę cudną dziecinę. Mścibój z rozpaczy rwał sobie włosy na głowie, aż wreszcie zamknął się w swej komnacie i włożywszy szaty pokutnicze całymi dniami niewzruszony trwał w modlitwie. Wierni słudzy tymczasem pogrzeb wspaniały swej pani sprawili. Zrobiono bogatą trumnę z drogiego metalu przywiezionego aż z zamorskich krajów i pochowano ją w podziemiach kaplicy wśród płaczu sług i wielkiego żalu. Mścibój wyprawił wspaniałą stypę. Na podwórcu pozastawiano stoły, przy których zasiadła tak czeladź jak i przybyli goście. Sam jednak siedział chmurny, nic nie jadł i nie pił, u stóp zaś mu siedział gęślarz grając i śpiewając na cześć zmarłej pani. Uroczystość trwała przez dzień i noc całą. Rycerz zaś pełen bólu i nieutulonej rozpaczy opuścił podwórzec i poszedł do komnaty, by zajrzeć do córki. Widząc zaś małą dziecinę otuloną w miękkie skóry rozczulił się rycerz i z wdzięcznością oczy wzniósł ku niebu. Odtąd całą miłość, którą w sercu nosił na nią przeniósł. Na chrzcie zaś dano jej imię matki- Danka.

Rosła Danka pod opieką służby i troskliwym okiem ojca i po latach stała się urodziwą panną. Stroił ją rycerz we wspaniałe szaty tak, że dzieweczka do królewny podobną była, a jej uroda słynna była na cały kraj. Wielu rycerzy przybywało wówczas do grodu, by choć popatrzeć na piękną córkę Mściboja i pomarzyć o tym, by za zonę ją pojąć. Najwięcej nadziei miał jednak pewien włodyka z sąsiedniego grodu, który zyskał sobie przychylność tak panny jak i jej ojca. Częstym też bywał gościem i mile widzianym na kasztelu. Rychło też zaczęto i sprawę weseliska omawiać. Stary rycerz jednak hamował nieco pośpiech młodych, którzy by chętnie w dniach najbliższych na kobiercu ślubnym stanęli. Mścibój jednak swej jedynaczce wyprawić huczne zaślubiny tak, by długo opowiadano o tym wydarzeniu. Zamierzał upiększyć gród i przygotować wszystko, ażeby godnie wyposażyć ukochaną Dankę.

Aż oto nagle pośród wiosennej nocy po ziemi całej Bolesława zapłonęły ognie. Zagrały donośnie rogi wojenne, zachrzęściły zbroje dobywane. Niosły się wici od grodu do grodu niosąc wieść bolesną, że król na wojnę wzywa swych dzielnych rycerzy. Nie miał Mścibój syna, więc choć stary musiał się na wojnę sposobić. Zebrano tedy ludzi, rozdano zbroje i załadowano wozy. Przez tydzień trwał gwar i ruch wielki w cichym dotąd kasztelu. Wreszcie, gdy wszystko było przygotowane nadszedł czas wymarszu. Mścibój wezwał do siebie zasmuconą Dankę, by udzielić jej ostatnich rad ojcowskich i popatrzeć na piękne lico nim na daleką wyprawę pojedzie. Wysłuchała córka rad ojcowskich wzdychając jeno i łzy roniąc skrycie. Na koniec zaś ojciec ujął ją za rękę i rzekł:

-Bardzo pragnę, byś poślubiła swego rycerza; niestety nie zdążyłem was połączyć węzłem małżeńskim. Dokonam jednak tego, skoro powrócimy obaj z tej wyprawy. Przyrzeknij jeno, że mu wiary dochowasz.

Bez chwili wahania Danka złożyła przyrzeczenie. Mścibój jednak lękał się o córkę umiłowaną. Postanowił tedy przydzielić jej opiekuna, który dbałby o nią w czas jego nieobecności. W grodzie zaś przebywał giermek czarnowłosy Wojsławem zwany, którego rycerz przygarnął niegdyś jako pacholę- sierotę, gdy zmarł jego ojciec na służbie Mściboja pozostający. Pokochał stary rycerz chłopaka jak syna i obdarzył wielkim zaufaniem. Jemu też zawierzył skarb swój największy. Wezwał go przed swe oblicze.

-Wojsławie, ojciec twój wiernie mi służył; ty po nim ta służbę przejąłeś. Jesteś młody, odważny i dzielny. Na twojej opiece pozostawiam przeto cały swój dobytek; ty na czas mej nieobecności panem tutaj będziesz… Tobie też zawierzam pieczę nad córką moją Danką- strzeż ją jak źrenicy oka.

Ucieszyło się wielce serce Wojsława na ten dowód wielkiego zaufania i uroczyste złożył przyrzeczenie, że o wszelkie dobro swego pana dbać będzie i rozkazy uszanuje. Mścibój pożegnał ich i wyruszył na wyprawę.

Danka płacząc rozpaczliwie odprowadziła ojca aż do granic włości jego jadąc obok na białym rumaku. Na granicy Mścibój raz jeszcze ją uściskał czując, iż tęsknota wielka go ogarnia. Wskazał też jej Wojsława jako opiekuna. Popatrzyła Danka na czarnowłosego giermka swoimi jak niebo błękitnymi oczyma i uśmiechnęła się ze smutkiem.

Wojsław padł przed nią na kolana i ucałował z szacunkiem kraj jej szaty.

-O pani moja! Z woli ojca twego staję się obrońcą twoim i sługą najwierniejszym. Będę cię szanował i bronił aż do ostatniej kropli krwi!

Spodobał się dziewczynie ów opiekun, zaś na te słowa żarliwe zadrżało i serce.

Wojsław objął rządy na kasztelu i dobrze je sprawował. Każdego dnia też przychodził do pięknej Danki, by zdawać jej sprawę ze wszystkiego. Nie było to potrzebne, lecz giermek swą panią pokochał tak gorąco, iż tylko jej widok koił nieco ból jego serca. Danka z wdzięcznością wielką przyjmowała te odwiedziny albowiem piękny młodzieniec coraz bardziej się jej podobał. Poza mądrością wielką miał zaś dar cudnego śpiewu i gry na lutni. Na jej prośbę często też śpiewał pieśni miast na wałach grodu pilnować służby czy z wieży wypatrywać nieprzyjaciół. Danka była coraz szczęśliwsza, a gdy Wojsław przed nią klęczał pokłon oddając jej serce trzepotało gwałtownie i oczu oderwać nie mogła od jego twarzy. Aż razu pewnego podeszła doń i podniosła go z kolan.

-Nie klękaj Wojsławie, równą ci wszak jestem.

-Jakże to?- zapytał zdumiony.

-Kocham cię, jako i ty mnie.- dodała zapomniawszy o danej ojcu przysiędze.

Oniemiał Wojsław, lecz za chwilę porwał ją w ramiona jak szalony. Danka płakała ze szczęścia.

Zaczęły się dla obojga dni cudowne, które dawała im miłość. Zapomnieli o świecie całym, o skutkach swego czynu, zaś Wojsław poczuł się na kasztelu jak pan u siebie. Czasem tylko myśl o Mściboju przesłaniała mu radość, lecz odpędzał ją od siebie sądząc, iż rycerz dawno już w walkach z Niemcami zginął. Wszak rok już upłynął a nie dał znaku życia.

Oto jednak wreszcie nadeszły oczekiwane wieści. Przyjechał bowiem do grodu sługa Mściboja. Opowiedział, iż wojna już się kończy, graf Gero upokorzył się i do króla przybył o pokój błagać. Mścibój zaś zdrów i za córką tęskni i niedługo powróci z wielkimi łupami. Trwoga wielka opanowała Dankę i Wojsława. Młodzian chodził po murach milczący i godzinami tkwił w głębokiej zadumie. Wszelako wrodzona odwaga przywróciła mu siłę i swobodę. Począł tedy działać, by nie oddać swej umiłowanej. Zebrał lud mnogi i na moczarach sypać zaczął szaniec, do którego zamierzał później wraz z Danką się przenieść. Zawrzała praca. Dzień i noc pracowały dziesiątki ludzi sypiąc potężną górę. Otoczono ją ostrokołami, powzmacniano na flankach, zaopatrzono w żywność i środki do obrony. Dopiero gdy praca była ukończona Wojsław odetchnął. Teraz mógł spokojnie oczekiwać na Mściboja.

Wkrótce dobiegła ich wieść, iż pan kasztelu powraca do swego grodu. Wojsław zabrał resztę ludzi zdolnych do obrony, którzy chcieli mu służyć i przeprowadził się wraz z Danką na usypany szaniec. Tymczasem stary rycerz jechał dumny i milczący przez swoje włości, a za nim ciągnął się sznur wozów napełnionych łupami. Cieszył się, że zobaczy wreszcie ukochaną córkę, dla której wiózł stroje i bogactwa wszelakie. Wraz z nim powracał też Włodyka, któremu Danka była przeznaczona. Lecz u granicy nikt Mściboja nie powitał. Zdumiał się wielce, wzrok mu sposępniał i jeno przyspieszył swoją podróż. Zbliżył się wreszcie do kasztelu- już widział wyniosłe baszty i czekał aż rogi na jego powitanie się ozwą. Wszędzie jednak panowała cisza. Wjechał wreszcie w otwarte na oścież bramy, lecz i tu żywego ducha nie dojrzał. Słudzy obszukali kasztel cały i gdzieś w zakamarkach odnaleźli starca niedołężnego. Przywleczono nieszczęśnika przed oblicze Mściboja.

-Mów co się stało?!- odezwał się posępnie rycerz.

-Giermek twój, panie tutaj rządzi i nie życzy sobie, byś wchodził do jego grodu.- odpowiedział starzec z rozpaczą w głosie drżąc cały.

Wielkim gniewem zawrzał Mścibój jako, że ośmielony starzec jął mu opowiadać wszystko, co się wydarzyło: o tym, jak Wojsław córkę starego rycerza uwiódł i jak to kasztel warowny na moczarach wybudował a teraz czeka na przybycie zbrojnych. Zawył rycerz jak dzik raniony w kniei, zatrąbić kazał i bez wahania wyruszył w kierunku góry, by zdobyć szaniec i srogo ukarać podstępnego giermka. Wojsław był jednak dobrze przygotowany do spodziewanego ataku. Czas mijał więc, a stary rycerz mimo gniewu nie potrafił zdobyć grodu. Miotał się tedy jako zwierz oszalały- nie jadł, nie pił i nie odpoczywał. Biegał tylko jak szalony i wołał:

-Zemsty! Zemsty!

Tymczasem Wojsław czuł się bezpieczny. Żywności miał dosyć i nawet rok cały gotów był się bronić.

Oto jednak nadeszły mrozy i lód ścisnął moczary. Na to czekał Mścibój, w którego serce wlały się nowe siły. Na jego rozkaz przypuszczono srogi szturm, a ludzie w żelazo na poły zakuci zdobyli wreszcie nieszczęsną górę. Wówczas to rozpoczął się sąd boży, albowiem srogi rycerz wiarołomstwa nigdy nikomu nie wybaczył. Wszyscy zdrajcy, którzy przy giermku zdecydowali się stanąć i bronili nowego kasztelu padli teraz pod ciosami toporów jako pada zboże, gdy przyjdzie czas żniw. Mścibój sam wiódł prym wśród tej rzezi nie okazując nikomu litości: ani tym, którzy przed nim na kolana padli o zmiłowanie prosząc, ani niewiastom, które się łzami zalewały i o życie błagały. Znał tylko jedną karę za zdradę- śmierć.

Walka ta krótka był, lecz krwawa. Wreszcie dotarł rycerz ze swoimi ludźmi na sam środek kasztelu. Stała tam mała chatka zbudowana dla nowego pana i jego umiłowanej Danki. Mścibój gestem jeno wskazał zbrojnym to miejsce. Wbiegli tedy do środka z okrwawionymi mieczami w dłoniach. Sam pałając zemstą pozostał na zewnątrz czekając na winowajców.

Danka siedziała na ławie zaś u jej stóp leżał zakrwawiony Wojsław. Nie znały litości serca w okrutnych bojach zaprawionych wojowników. Oboje przywleczono przed oblicze starego rycerza. Spojrzał on chmurnie na dziecko, które tak wielce miłował i mimo nienawiści poczuł jak jego serce się z bólu ścisnęło. Wszelako gniew okrutny go nie opuścił, albowiem cnotę danego słowa cenił ponad wszystko. Danka zaś przyrzeczenie swoje złamała i to dla wiarołomnego giermka, którego on jak syna kochał i któremu powierzył gród cały.

Wielkim gniewem się uniósł krzycząc:

-Słowo złamałaś bezwstydnico!

Popatrzyła Danka ze smutkiem w błękitnych oczach na ojca. Wiedziała, iż gniew jego granic żadnych nie ma więc próżne były wszelkie tłumaczenia.

-Ojcze zabić mnie możesz…- odparła cicho snadź swój los przeczuwając- Poczekaj jednak dni kilka i nie zabijaj choć we mnie tego niewinnego…

To mówiąc głowę opuściła na wyrok czekając. Pobladł Mścibój na te słowa i usta zagryzł wściekłość tłumiąc. Cała drużyna we krwi umazana zebrała się w pobliżu. Wszyscy patrzyli na Dankę i Wojsława. Milczenie zapadło tak wielkie, że słychać było szelest śniegu padającego na ziemię i czerwieniejącego purpurą od kałuż krwi rozlanych po ziemi. Wreszcie ozwał się Mścibój posępnie.

-Na śmierć oboje!

Nie wzruszyło się serce starego rycerza, gdy oboje wleczono na dziedziniec. Struchleli słudzy pojąć nie mogąc tak okrutnego rozkazu. Wściekłość ogarnęła Mściboja i sam miecz swój wznosząc przebił serce ukochanej córki,. Padła bez życia na ziemię, a wówczas inni zasiekli giermka jako sprawcę tych nieszczęść.

Pochowano ich razem na tej górze, która stała się ich ucieczką i miejscem śmierci. Stary Mścibój zaś powrócił do dawnego kasztelu, który jednak wkrótce przekazał Włodyce z sąsiedniego grodu sam zaś przepadł bez wieści. Po kilku latach jego ciało znaleziono w miejscu, gdzie Dankę złożono do grobu.

Po dziś dzień, gdy pierwszy mróz chwyci przychodzi tam Mścibój i płacze rozpaczliwie. Ludzie nazwali górę Poganką albowiem Wojsław i Danka żyli bez chrześcijańskiego ślubu. W noce księżycowe można też spotka ducha giermka, który pod postacią czarnego kota z jarzącymi ślepiami tuła się po dawnym grodzie i strzeże spokoju umiłowanej Danki."

Share this post


Link to post
Share on other sites
Duszołap

Smutna opowieść.

I pomyśleć, że gdyby Wojsław z Danką uwierzyli w mądrość Mściboja, której mu jednak brakowało, gdyby mogli być pewni że rozpozna prawdziwą miłość i uszanuje wybór córki, obyło by się bez rzezi.

To podanie, oczywiście, ale coś podobnego pewnie kiedyś miało miejsce...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Juana

Owszem :_ostr:Prawdą jest, ze w miejscowości tej był wspaniały gród w kształcie okręgu, którego pozostałości są do dziś dnia i zarządzał nim komes. Został zniszczony prawdopodobnie podczas pruskich najazdów.

Samo podanie, jak każde inne zawiera ziarenko prawdy i kto wie? Może istotnie Wojsław i Danka mieszkali kiedyś w tymże grodzie. To jest urok naszych podań- brak konkretnych źródeł w bardzo wielu przypadkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...