Jump to content

kocha sie w zyciu tylko raz


bahia1

Recommended Posts

podobno w zyciu milosc zdarza sie tylko raz...ta jedyna,ta prawdziwa, ta ktora zapiera dech w piersiach...wyssane z palca? nie wiem, nie znam sie, nie kochalam 2 razy

...i co tu ukrywac interesuje mnie zdanie innych na ten temat...ale spodziewam sie prawdziwych przemyslen, wrecz z zycia wzietych, jesli takowe macie

zobaczymy

Link to comment
Share on other sites

Według mnie jest to zwykły ludzki dogmat, zasada moralna, którą wymyślił jakiś mądry człowiek, który nie mógł patrzeć na pary które w przeciągu kilku dni mówią sobie, że się kochają i równie szybko się rozpadają. Uważam więc, że jest to dobra zasada, która powstrzyma niektórych przed pochopnymi kłamstwami :razz: .

Wiadomo, że miłość prawdziwa, to nie przelotne zauroczenie, czy pociąg seksualny - dlatego ktoś to wymyślił. Jednak życie jest na tyle długie, że można kochać więcej niż raz.

Dodam też, że według mnie dochodzi jeszcze jedna, bardzo ważna, rzecz - Przeznaczenie. I przez to także mógło powstać to "powiedzenie". Jednak niektórzy w ogóle nigdy z nikim nie będą na stałe, i to też jest ich przeznaczenie.

Link to comment
Share on other sites

przeznaczenie mnie prowadzi przz zycie

troche mnie jednak LOS kopie ostatnio w dupe smiejac sie radosnie...ale poczekam na lepsze czasy :/

Link to comment
Share on other sites

...posprzeczałbym się troche odnośnie tego przeznaczenia. Cuż za poddanie Losowi, chmmm nasuwa mi sie jedno amatorskie opowiadanie znanej mi osoby, chętnie skierowałbym Cie do przeczytania jego...może odrobine zmieniłabyś własne podejscie do skazywania się na mocne podmuch Losu...a co do tego, że radośnie sie w dodatku śmieje...taq...on zawsze bedzie z wielkim uśmiechem przyglądał się choćby najmniejszej Twej słabości...

Taki już jest, jeszcze dobije i pogrzebie, niewarto czekać... Podwiń rękawy i bij tak mocno, aż go zaboli...to tkwi w człowieku, nie w przeznaczeniu, po mocniejszym ciosie przeważnie odpuszcza...odrobiny wiary w siebie i głowa do góry...

pozdrawiam!

Link to comment
Share on other sites

podobno w zyciu milosc zdarza sie tylko raz...

 

kiedyś tak sądziłam... szybko zmieniłam zdanie, gdy jedna miłość odeszła, potem była następna i za każdym razem równie gorąca co przebyte. Nie wiem, czy spotkam przeznaczenie a może to zależy wyłącznie ode mnie :wink:

Link to comment
Share on other sites

Podwiń rękawy i bij tak mocno, aż go zaboli...to tkwi w człowieku, nie w przeznaczeniu, po mocniejszym ciosie przeważnie odpuszcza...

 

oj mocno...ale mnie LOS zawzse sprzyjal...nie poddaje sie bezwiednie biegowi rzeki...ale tez z nia nie walcze zapamietale

czasem przepuszczam okazje zlapania sie przeplywajacej deski ratunkowej...ale raczej wspolgram ze soba...

po milosci ktora trwala tak dlugo, zawziecie, byla tak szczera i bezgraniczna, rzeczywiscie jest mi sie trudno otrzasnac...ciagle mam wrazenie ze stracilam cos niepowtarzalnego...ze juz znikim nie bede tak szczesliwa (z nim tez juz nie), ze nie czeka mnie juz nic dobrego

 

moze to roznica plci? ja jestem cholernie romantyczna...i byc moze polaczenie tych dwoch slow jest troszeczke nie na miejscu...ale chyba nic procz "cholernie romantyczna" nie przychodzi mi do glowy...moze jeszcze naiwna-choc wole latwowierna, nie brzmi tak glupkowato

 

nie wiem czy to prawda i tylko tak sobie rzuce w przestrzen, ze mezczyznom jakos latwiej jest otrzasnoc sie i dac sie porwac nowej milosci-znowu tej jedynej i prawdziwej, jak to mozliwe ze kazda kolejna jest dla nich wlasnie ta??? niewyjasniona zagadka dla mnie

 

i powiedzenia babcine znowu sie spelniaja...czas leczy rany, wiec ja wolalabym zasnac i obudzic sie bez swiadomosci, ze ktos taki byl w moim zyciu, nie chce juz pamietac...ale tak sie nie da

Link to comment
Share on other sites

W poprzednim poście sugerowałaś, że los kopie Cie po tyłku...teraz piszesz, że zawsze Ci sprzyja...Jeśli są to lekkie kopniaczki, niemal delikatnie muskanie, to rozumiem, ale jest tu jednak zaprzeczenie! :smile:

Poza tym chciałbym zwrócić uwage na inną rzecz, czy faktycznie ten stereotyp, wrecz archetyp romantycznej dziewczyny i przyziemnego, myślącego tylko o jednym, facecie, przyjął się na stałe?? Według mnie to totalna bzdura, oczywiście nie mam tu na mysli zaprzeczenie dziewczęcej delikatności, której absolutnie nie podważam (zawsze znajdą się wyjątki), ale twierdze po prostu że nam takiego czegoś, jak dusza romantyka, nie powinno się odbierać...

W dalszym ciągu zachęcam, do przeczytania wspomianego przeze mnie opowiadania, jeśli wyrazisz zainteresowanie, zapraszam do mojego skromnego i :sad: nieodwiedzanego tematu... (to wszystko się zmieni :roll: ) tam Cie pokieruje już magia opowiadań...i moja pomoc... :wink:

pozdrawaim

Link to comment
Share on other sites

Los przewaznie mi sprzyja...ostatnio mnie kopnal w dupe porzadnie...na wlasne zadanie...mowiac ze jestem romantyczna, nie milam na mysli tego, ze mezczyzni nie sa...jakos tak swobodnie jest im sie zakochiwac ponownie...i ponownie...i ponownie

 

[ Dodano: 2006-05-10, 23:10 ]

jakie na boga opowiadanie? twoje opowiadanie? nieuwazna jestem?? prowadz! :cool:

 

[ Dodano: 2006-05-10, 23:16 ]

przyziemnego, myślącego tylko o jednym, facecie

czy ja zasugerowalam, ze wszyscy mezczyni sa przyziemni i myslacy tylko o jednym??

...a jesli nawet tak jest, to czy kobiety bez sexu zyja?? karmia sie tylko romantycznymi westchnieniami?? coz ja takich nie znam! ze mna na czele

co nie znaczy ze w tym samym czasie jestem nieromantyczna

jedno drugiemu nie zaprzecza! nie trzeba sie tak od razu twardo podsumowywac- ja brutal, ona na chmurce owiana romantyczna mgilka HA!

Link to comment
Share on other sites

...zgodze sie niemal ze wszystkim...(dzisiaj wyjątkowo matematycznie, po tej maturze :razz: ), jednakże dalej podważałbym to, iż twierdzisz, że mężczyzną łatwo i swobodnie sie zakochiwać i zakochiwać i zakochiwać...według mnie to zalezy tylko i wyłącznie od jednostki, bez względu na płeć; Osobiscie znam dziewczyny, które przesadnie czesto zmieniaja partnera...i zawsze to jest ten,,,jedyny!

Właśnie, a z mężczyzn... :smile: pewnie też by się ktos wśród znajomych znalazł...

Link to comment
Share on other sites

po maturze...mlodziezy :D

nie chodzi mi o ludzi ktorym sie wydaje ze to wlasnie byla ta MILOSC...no juz sama nie wiem moze nie ma czegos takiego jak milosc...jest tylko chemia i dobre checi? ja moge odroznic chemie od milosci-moze dlatego ze mam skale porownawcza

lubie chemie...napedza moje tryby ale milosci jakos tak brak i po pewnym czasie chemia juz nie wystarcza...wiec myslac glowa a nie...odchodze

 

[ Dodano: 2006-05-11, 21:28 ]

p.s.

jak na studia to tylko do londynu :P:P:P:P ;)

Link to comment
Share on other sites

Ja tam nie dochodziłbym aż do taq dalece wiodących myśli...że nie ma miłości, bliższy byłbym prędzej stwierdzenia, że każdy, nawet najbardziej stwardniali i zgorzkniali kiedyś się zakochają...choć są na pewno wyjątki, podkreślające regułę...

 

"lubie chemie...napedza moje tryby ale milosci jakos tak brak i po pewnym czasie chemia juz nie wystarcza..."

z tym ostatnim to się zgodzę...kiedyś chemia się nudzi i już to nie wystarcza...

 

P.S. Co do studiów...to Londyn czemu nie :wink: ale raczej WROCŁAW!!!!!!!!!!! :smile:

(jejku, dobrze byłoby) :roll:

Link to comment
Share on other sites

Co do studiów...to Londyn czemu nie ale raczej WROCŁAW!!!!!!!!!!!

 

a ja studiowalam juz qwe wroclawiu psychologie...teraz sobie studiuje w londynie-mam porownanie :) wroclaw na poczatek doskonaly!

Link to comment
Share on other sites

..dzięki za cenne sugestie...pozdrawiam studentke z londynu :razz:

a pozdrawia miejmy nadzieje przyszły student z Wrocławia...

P.S. we Wrocławiu na uniwerku studiowałaś????? (wow) :smile:

Link to comment
Share on other sites

Miłości jest wiele, ale ta dla której dusza śpiewa a rozum rzuca na kolana jest tylko jedna :mrgreen: Tylko nie zawsze udaje nam się ją zauważyć, albo los jest jak złośliwy chochlik i przymyka nam oczy w najwazniejszym momencie :roll: warto jednak na nią czekać, może szukac, może przeznaczeniu mozna czasem pomóc?

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

byl taki jeden a raczej drugi...spedzilam z nim 3 tyg sielanki nad morzem, on przynosil mi codzinnei rano sniedanie do lozka, ja zaspana calowalam go na dzien dobry, pilismy kawe na skarpie...nie mowilismy sobbie ze sie kochamy ale powtarzalismy sobie ze moglibysmy sie pokochac...on nie chciala miec dzieci nie lubil zwierzat, ja bez tego usychalam...moj byly zaproponowal mi wszystko czego oczekiwalam, wrocialm do niego, choc teskniac za poprzednim, pogodzilam sie z mysla ze nie bylismy dla siebie...pamietalam jeszcze ze kochalm mojego bylego jak nigoko na swiecie...pokochalam go od nowa, dalismy sobie jeszcze jedna szanse...choc krzywdzac tamtego...nie jestem teraz z zadnym z nich...

czekam na milosc, a moze nie czekam, czekam na spokoj i pewnosc ze to co robie jest sluszne...choc smutne

Link to comment
Share on other sites

Nie wierze w pojecie ,, kocha się tylko raz" za kazdym razem jak kogos kochamy, myslimy to jest ta jedyna osoba, że to jest to prawdziwe jedyne uczycie. A potem znowu zaiwedzenie. (przeważnie tak jeste ;) )

Link to comment
Share on other sites

za kazdym razem jak kogos kochamy, myslimy to jest ta jedyna osoba
- ten konflkt polega tylko na znaczeniu słów, to co dla jednych wyraża słowo miłość, dla innych tylko zauroczenie. Sama z pewnością wiesz, że te uczucia, którymi darzysz/darzyłaś pewne osoby - mają zróżnicowane natężenie. Problem polega na odnalezieniu odpowiedzi - czy to jest miłość, czy chwilowa fascynacja?

 

[ Dodano: 2006-05-27, 22:38 ]

Z przyczyn oczywistych odpowiedź wymaga czasu :)

Link to comment
Share on other sites

Problem polega na odnalezieniu odpowiedzi - czy to jest miłość, czy chwilowa fascynacja?

 

[ Dodano: 2006-05-27, 22:38 ]

Z przyczyn oczywistych odpowiedź wymaga czasu

nic dodac nic ujac, pytanie odpowiedz

Link to comment
Share on other sites

mi sie wydaje ze wiele razy wydaje nam sie tylko ze to milosc...bo tak naprawde na to uczucie trzeba czasu....i czesto ludzie wymawiaja slowo"kocham"nie zdajac sobie sprawy co tak naprawde to slowo znaczy,chociaz kazdy ma swoja osobista regułę milosci....ale jak to mowia"pierwszą miłośc liczy się do drugiej" pozdrawiam i zycze dużo miłosci w waszym życiu ;) ;) ;)

Link to comment
Share on other sites

Często zmuszamy się do słowa ,,Kocham" Bowiem nie raz, tak bardzo pragniemy, tego uczucia. Lecz zmysłów nie da sie oszukać... :) Kochać znaczy wiedzieć w kimś dobra niedostrzegalne...

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
ale jak to mowia"pierwszą miłośc liczy się do drugiej"

a ja o takim przyslowiu nie wiedzialam i jakos tak niespodziawanie mnie pocieszylo jak nic innego

odkrylam ostatnio ze przyslowia ludowe napawaja mnie otucha...moze ci co je wymyslili oraz ci ktorzy nie pozwolili in umrzec smiercia naturalna wiedziali co robia :)

powtarzam sobie teraz jak mantre...pierwsza milosc liczy sie od drugiej mala :roll:

Link to comment
Share on other sites

Wg mnie róznie bywa...

 

Można np raz tylko szczerze i pięknie pokochać, zaangażować się maxymalnie, a gdy się to straci, to potem wszystko już jest jakby inne. Trudno się tak zaangażować, bo mamy blokadę psychiczną, że znowu może być źle. Dlatego wg mnie problematyczne pytanie w temacie zostało zawarte.

 

Z drugiej strony, po raz drugi możemy kogoś tak samo pokochać, gdy wiem np. że ta Osoba na pewno jest tą jedyną, wybraną...

Link to comment
Share on other sites

Z drugiej strony, po raz drugi możemy kogoś tak samo pokochać, gdy wiem np. że ta Osoba na pewno jest tą jedyną, wybraną...

 

a co z sytuacja gdy jestesmy przekoni ze ta pierwsza byla jedyna i nic juz w zyciu nie bedzie takie jak tamto i ze juz nic w zyciu mnie nie czeka...bo coz moze czekac po takim czyms-tylko namiastki...brak zaufania i niechec do jakiegokolwiek zaangazowania ot co pozostalo...moze jeszcze wyrachowanie z ktorym trzeba walczyc bo to nie jest dobra sprawa

Link to comment
Share on other sites

odkrylam ostatnio ze przyslowia ludowe napawaja mnie otucha...moze ci co je wymyslili oraz ci ktorzy nie pozwolili in umrzec smiercia naturalna wiedziali co robia
- w przysłowiach kryje się cała mądrość i doświadczenie pokoleń, jeżeli one przetrwały to ze względu na uniwersalizm i fakt, że mają rację bytu do tej pory. A co byś powiedziała na takie słowa: "Najlepszym lekarstwem na miłość... jest miłość". Prawdziwe i wielokrotnie sprawdzone... również przeze mnie ;)

 

[ Dodano: 2006-06-16, 08:42 ]

Jeszcze mogę dodać a propos tematu: "Czas leczy rany" :)

 

[ Dodano: 2006-06-16, 08:46 ]

Można np raz tylko szczerze i pięknie pokochać, zaangażować się maxymalnie, a gdy się to straci, to potem wszystko już jest jakby inne
- "Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś" :)

 

[ Dodano: 2006-06-16, 08:49 ]

gdy wiem np. że ta Osoba na pewno jest tą jedyną, wybraną...
- może "coś" mi na jakiejś lekcji "czegoś" umknęło, ale ja się nie nauczyłam dostrzegać, że to jest "na pewno" ten jedyny, wybrany... zanim się nie zaangażuję.

 

[ Dodano: 2006-06-16, 08:56 ]

a co z sytuacja gdy jestesmy przekoni ze ta pierwsza byla jedyna i nic juz w zyciu nie bedzie takie jak tamto i ze juz nic w zyciu mnie nie czeka
- po prostu tego nie analizować zbytnio... Z miłością to jest tak, że przychodzi w niespodziewanym momencie. I z całym szacunkiem bahia, możesz sobie przez dwa lata snuć refleksje, że więcej się już nie zakochasz... a przyjdzie odpowiedni moment i nikt się Ciebie nie będzie o zdanie pytał, po prostu to się stanie. I cała strategia runie jak domek z kart. Tylko, że w psychice pozostaną ślady. Tok myślenia, który zacytowałam przynosi brak wiary w siebie. Szkoda energii na roztrząsanie spraw, które ostatecznie i tak dzieją się poza nami.

 

[ Dodano: 2006-06-16, 09:00 ]

moze jeszcze wyrachowanie z ktorym trzeba walczyc bo to nie jest dobra sprawa
- "Cel uświęca środki"
Link to comment
Share on other sites

hehe ciesze sie bahia1 ze przynajmniej Tobie sie przydało to co napisalam :D i to w takim stopniu ;) poz tym tego kwiatu jest pol swiatu :D no nie :>

Link to comment
Share on other sites

"Najlepszym lekarstwem na miłość... jest miłość"
"Czas leczy rany"
Cel uświęca środki
tego kwiatu jest pol swiatu

wiec caly przekroj madrosci ludowej juz mam...teraz tylko trzeba to sobie wbic do lba :mrgreen:

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

bardzo satysfakcjonujaca i wyczerpujaca wypowiedz

nie wiem co jest z ta milosci...to co piszesz wydaje sie takie logiczne i oczywiste

dlaczego wiec sie boje?

Link to comment
Share on other sites

...poczekam, zacisne zeby, narobie glupot, ale poczekam...wiem ze kochalam tego kogo sobie wymyslilam a nie tego ktory byl! ze wylapywac piekne momenty jest tak latwo, ze jak sie kocha to tylko takie sie pamieta...bo i po co pamietac zle chwile...obietnice odbijaja sie gluchym ehem w mojej glowie, tysiace pytan...lez wylanych w autobusach, pokojach, parkach, ulicach...

kiedy sie czuje 6 lat ze to wlasnie z tym czlowiekiem bede spedzala jesien swijego zycia, ze chocby nie wiem co, zawsze bedziemy razem bo jestesmy sobie przeznaczeni...lzy ciagle naplywaja

jak otrzasnac sie ze wspolnych marzen, planow na przyszlosc, wsdzystkiego co laczy i dzieli? jak przetlumaczyc sobie ze rozum ylko mnie sama oszukuje ze nie bylo tak kolorowo jak pamieta serce, ze bylo zle i koszmarnie, ze wlasnie to ja stworzylam go takiego jakiego chcialam go widziec, ze wylapywalam to co bylo dobre a nie przejmowalam sie tym co zle...ze akceptowalam...i on akceptowal...wiec dlaczego ucieklam az tutaj?

Link to comment
Share on other sites

jak otrzasnac sie ze wspolnych marzen, planow na przyszlosc, wsdzystkiego co laczy i dzieli?
- nie otrząsać się na siłę, pozwolić aby to przeszło naturalnie. To wymaga czasu - w końcu nie jesteśmy robotami.

P.S. Pamiętam, że podczas takiego właśnie dołka - obejrzałam film "Zakochany bez pamięci", mimo iż na podst. tytułu uważałam, że w danym momencie nie jest to dobry pomysł - powiedzmy, że chciałam się podelektować moim smutkiem. Wbrew oczekiwaniom - pomógł mi... i to bardzo. Do dzisiaj wracam do niego z przyjemnością, bo uzmysłowił mi jedną ważną rzecz. Jaką? Zapraszam do oglądania :lol:

Link to comment
Share on other sites

...teskniac a raczej zaczynajac tesknic za tym co niechybnie wymyslilam sobie na temat bylego partnera napisalm do niego kilka smsow, dostalam odp po pewnym czasie...taka odp ze az mi w piety poszlo, niezly upadek na ziemie...juz pamietam dlaczego znim zerwalam! ale serce glupie,ciagle go tlumaczy...ciagle nie rozumie

czasem czuje sie jak kobieta sadysty alkoholka, ktora go tlumaczy przed calym swiatem i przed sama soba, bo przeciez kocha...w sobie znany tylko sposob okazuje to, daje minimu bierze maximum...nie tego chcialam od zycia-decyzja byla badzo sluszna!! :cry:

Link to comment
Share on other sites

ale serce glupie,ciagle go tlumaczy...ciagle nie rozumie
- syndrom zbitego psa...

 

[ Dodano: 2006-06-30, 23:42 ]

decyzja byla badzo sluszna!!
- ale, aby dojść do tego wniosku, musiało upłynąć wiele czasu... to takie samoleczenie.
Link to comment
Share on other sites

Hmmm... Tak sobie czytam ten temat i zastanawiam się nad jedną rzeczą...

Żeby życie nie było zbyt proste, łatwe i przyjemne spotykamy na swojej drodze osoby, które najpierw rozkochują w sobie, a potem porzucają. Na ten temat niestety nie jestem w stanie nic powiedzieć, ponieważ - pomimo tego, że mam już ponad 20 lat - nigdy nie byłam zakochana tudziez nie kochałam (mam na myśli oczywiście tą drugą połówkę, bo tak to kocham - swoja rodzinę ;) ). Z jednej strony zazdroszczę bahii1, ponieważ przeżyła wiele wspaniałych chwil, ale również wie, jak smakuje porażka. Ma za soba już pewne doświadczenie.

Ja osobiście obawiam się, że skoro do tego czasu nie poczułam do żadnego mężczyzny tego czegoś to z biegiem lat będzie mi coraz ciężej i trudniej. Może to własnie obawa przed porażką i zawodem powoduje, że nie potrafię ot tak pozwolić swojemu sercu "zaszaleć", tylko wszystko najpierw idzie przez rozsądek, albo może poprostu nie spotkałam na swojej drodze tego kogoś... niewiem. Jedno jest pewne; pomimo tego, że mam wielu znajomych, kolegów, brakuje mi miłości, ale nic na siłę.

Może to komuś wydac się dziwne, ale ja już tak mam i wcale nie jest mi z tym dobrze, a zmienić tego nie potrafię...

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

a zmienić tego nie potrafię...
- Nikt nie jest samowystarczalny, już to że zaczęłaś temat dowodzi, że myślisz o drugiej, bliskiej osobie. Nie wiesz, kto to jest, ale tęsknisz za tym, co Ci może dać. Po prostu czujesz, że czegoś w Twoim życiu brakuje... a to już pół sukcesu - istnieje motywacja. Pozdrawiam.
Link to comment
Share on other sites

Ja osobiście obawiam się, że skoro do tego czasu nie poczułam do żadnego mężczyzny tego czegoś to z biegiem lat będzie mi coraz ciężej i trudniej.

 

mala, ja poczulam to pierwszy raz majac 21 lat...nie od razu, jak zwykle bylo bicie serca i motyle w brzuchu ale pod koniec wieczoru a raczej nad ranem, szlismy przez opustoszale darlowko trzymajac sie za rece i majac przeswiadczenie ze znamy sie cale zycie...to sie po prostu wie i nie ma co sie poganiac, bo tylko sie narazasz na falszywa prawdziwa milosc :) co wlasnie piszac ten post sobie uswiadomilam! nie ma co! lepiej nie mylic przyjazni z miloscia

Link to comment
Share on other sites

to sie po prostu wie i nie ma co sie poganiac, bo tylko sie narazasz na falszywa prawdziwa milosc :) co wlasnie piszac ten post sobie uswiadomilam! nie ma co! lepiej nie mylic przyjazni z miloscia

 

Ależ ja nigdy nie miałam zamiaru kochać bądź zakochiwać się "na siłę" :).Nigdzie mi się nie śpieszy, choć czasem odczuwam brak tej drugiej osoby;).

Mam kilku przyjaciół (mężczyzn) i raczej nie wiążę z nimi żadnej "miłosnej przygody" ;). Jest dobrze tak jak jest. Przyjaźń bardzo sobie cenię, bo wiem, że jeśli jest ona prawdziwa to przetrwa wszystko, a widzę, że z miłością to różnie bywa (ale tak jak już wspomniałam wcześniej - czasem mi jej brakuje)...

i nawet jeśli się już kiedyś tam w kimś zakocham, a ta osoba mnie zrani, to mam nadzieję, że potraktuje to jako kolejne doświadczenie (chociaż nie ukrywam, że zapewne będzie mnie to kosztować trochę bólu i łez, ale my kobiety z natury jesteśmy silne przecież ;) )

Pozdrawiam i idę spać ;)

Link to comment
Share on other sites

Jak myślicie ... od którego momentu stwierdzamy, że to Ten?

Nasza druga połówka.

Nasze dopełnienie.

Co powoduje, że już wiemy?

Są jakieś symptomy?

Coś zaobserwowaliście?

Jakiś mechanizm?

- ja stwierdziłam, że to Ten... jadąc autobusem... i to bez Niego :lol: Był to okres przerwy pomiędzy nami, mogłam nabrać dystansu do tej relacji... i wykluł się inny wniosek, myśl przelatująca jak błyskawica - kocham.

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:23 ]

A gdybym dłużej miała się nad tym zastanawiać - ja go już nie oceniam. Akceptuję wszystkie jego cechy, co śmieszne lubię jego wady i patrzę na nie z pobłażliwością. Poszłabym za nim "na koniec świata", bo... mu ufam, że tam gdzie mnie zaprowadzi, tam będzie dobrze.

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:27 ]

I nie wiem, czy to uczucie będzie we mnie zawsze. Mogą pojawić się sprawy nas przerastające. Jeżeli tak się stanie - pogodzę się z tym, ciesząc się że w ogóle mogłam doświadczyć takich emocji. Jedno wiem z pewnością, jeżeli z jakichś powodów się nie uda... będę szukała powtarzalności tego stanu. Pozdrawiam.

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:32 ]

Czy ktoś tutaj w ogóle znalazł swoje Przznaczenie?
- no i właśnie... przeznaczenie. Przecież nawet jeżeli z jakimś człowiekiem przestaje nam "być po drodze", to fakt że go spotkaliśmy i zmienił nas w pewien sposób... to już przeznaczenie. W końcu nie każdy ma szczęście odnaleźć miłość "do grobowej deski", ze względu właśnie na... przeznaczenie.

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:35 ]

I narodziło się w mojej głowie inne pytanie - czy uważacie, że na każdego człowieka czeka jego druga połówka, taka idealna... że już na zawsze będą razem? Tylko nie każdemu człowiekowi udaje się ją odnaleźć?

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:39 ]

A jeżeli nie wszyscy mamy równe szanse w tych "zawodach", to od czego to zależy? Od jakiegoś systemu "kar i nagród"? Ale gdyby tak było, to jaki sens miałoby słowo "przeznaczenie", skoro sprawa nie jest z góry ustalona, a zależna od nas samych?

Tym razem pozdrawiam ostatecznie :lol:

 

[ Dodano: 2006-07-10, 19:43 ]

P.S. Od tego, co nabroiliśmy w innym życiu? To by miało nawet sens, bo wówczas z wielkim bagażem na plecach wchodzimy w nowe życie... z przeznaczeniem ustalanym na podst. przeszłych wydarzeń (ale pofilozofowałam, czuję sie usatysfakcjonowana :lol: ).

Link to comment
Share on other sites

[ Dodano: 2006-07-10, 19:32 ]

Czy ktoś tutaj w ogóle znalazł swoje Przznaczenie?
- no i właśnie... przeznaczenie. Przecież nawet jeżeli z jakimś człowiekiem przestaje nam "być po drodze", to fakt że go spotkaliśmy i zmienił nas w pewien sposób... to już przeznaczenie. W końcu nie każdy ma szczęście odnaleźć miłość "do grobowej deski", ze względu właśnie na... przeznaczenie.

 

No nie wiem, czy to my szukamy przeznaczenia, czy to przeznaczenie szuka nas :roll: a jak w koncu znajdzie i dopadnie to właściwie juz leci z górki i po robocie :wink:
Link to comment
Share on other sites

czy to przeznaczenie szuka nas a jak w koncu znajdzie i dopadnie to właściwie juz leci z górki i po robocie
- ale wtedy to nie nazywałoby sie przeznaczeniem, tylko Totolotkiem... na kogo wypadnie na tego bęc. Pozdrawiam.
Link to comment
Share on other sites

Jedno wiem z pewnością, jeżeli z jakichś powodów się nie uda... będę szukała powtarzalności tego stanu.

Ale czy w takim razie to byłby Ten? :> Czy ta jedna prawdziwa miłość nie powinna być taka, że nie zastąpi jej żadna inna?

 

I narodziło się w mojej głowie inne pytanie - czy uważacie, że na każdego człowieka czeka jego druga połówka, taka idealna... że już na zawsze będą razem? Tylko nie każdemu człowiekowi udaje się ją odnaleźć?

Tak uważam. Spotkałem kilka takich przypadków, choć można policzyć je na palcach u ręki pilarza. Ci których spotkałem byli do siebie bardzo podobni, jakby byli rodzeństwem.

Ale cóż... nie jest tak łatwo ją znaleźć, bo jest jedna na całą ludzkość.

 

Czy ktoś tutaj w ogóle znalazł swoje Przznaczenie?

Ja! :mrgreen:

 

 

W sumie, to może mało mam do powiedzenia tutaj, bo jestem raczej samotnikiem... ale do wszystkiego się idzie przyzwyczaić, a samotność też można kochać.

Link to comment
Share on other sites

Ale czy w takim razie to byłby Ten? :> Czy ta jedna prawdziwa miłość nie powinna być taka, że nie zastąpi jej żadna inna?
-owszem powinna z idealistycznego założenia. Natomiast ja nie wiem, co jest mi pisane. I nie chcę zakorzenić w sobie myśli, że jeśli się nie uda, to znaczy że "przegapiłam i utraciłam coś ważnego w życiu". To nie jest konstruktywne, bo prowadzi w prostej relacji do przebywania "na siłę" w związku, który przestał być z różnych przyczyn rozwojowy i dawać szczęście. A ja nie chcę sie od takich koncepcji uzależniać i... może Was to zdziwi, ale po prostu tracić swojego czasu. Pozdrawiam.

 

[ Dodano: 2006-07-15, 20:58 ]

Ci których spotkałem byli do siebie bardzo podobni, jakby byli rodzeństwem.
- z tego, o czym mówisz wnoszę iż masz pewność, że Ci ludzie nigdy już się z własnej woli nie rozstaną... Życie nie jest takie idealne, Vladimir. Paza tym wg mnie idealna para mogłaby się od siebie czymś różnić, aby nie wkradła sie rutyna i taka... przewidywalność.

 

[ Dodano: 2006-07-15, 21:02 ]

W sumie, to może mało mam do powiedzenia tutaj, bo jestem raczej samotnikiem... ale do wszystkiego się idzie przyzwyczaić, a samotność też można kochać.
- z czego właściwie wynika Twoja samotność? Ze strachu przed bliskością innej osoby? Z obawy przed odebraniem niezależności? Czy po prostu nie wyrosłeś jeszcze z krótkich spodenek i boisz się odpowiedzialności? Samotność nawet jako świadomy wybór z czegoś wynika, raczej nie z tego, że się ją najpierw pokocha. Pozdrawiam.
Link to comment
Share on other sites

Ze strachu przed bliskością innej osoby? Z obawy przed odebraniem niezależności? Czy po prostu nie wyrosłeś jeszcze z krótkich spodenek i boisz się odpowiedzialności?

Niekiedy trzeba wybrać między rodziną, a swoją pasją. Nie da się kochać obydwu na raz. Coś zapewne zostało by zaniedbane. Jak to się mówi - "Jak już coś robisz, to rób to porządnie".

Poza tym mężczyzna, który żyje w celibacie ma w sobie o wiele więcej energii duchowej :wink: .

 

Paza tym wg mnie idealna para mogłaby się od siebie czymś różnić, aby nie wkradła sie rutyna i taka... przewidywalność.

Nie powiedział bym - przez taką nieprzewidywalność związki często się rozpadają. A takie pary lubią to samo i tu się problem z przewidywalnością kończy. Jeśli lubią nieprzewidywalność, szaleństwo i dobrą zabawę - to ją mają, bo w końcu partner chce tego samego.

Mają podobne cele i zapatrywania na życie - więc ich drogi staną się jedną i tą samą.

Po moich doświadczeniach sądze, że słowa "przeciwieństwa się przyciągają" są często błędne. Prawda, że taki związek może być bardzo ciekawym przeżyciem, ale bardziej w sensie "chemii" - na dłuższą metę wyjdzie na jaw zbyt wiele sprzeczności.

 

 

I jeszcze taka ciekawostka nawiązująca do samotności - dość oklepany, ale ciekawy kawałek -

 

Oddałem się mocy, która kieruje moim losem.

Nie mam nic, więc niczego nie muszę bronić.

Nie ma we mnie myśli i dlatego widzę.

Nie boję się niczego, więc pamiętam siebie.

Samotny i swobodny,

przemknę się za plecami Orla i stanę się wolny.

Link to comment
Share on other sites

Poza tym mężczyzna, który żyje w celibacie ma w sobie o wiele więcej energii duchowej
- Vladimir, martwię się o Ciebie...

 

[ Dodano: 2006-07-16, 16:47 ]

Jeśli lubią nieprzewidywalność,
to ją mają, bo w końcu partner chce tego samego.
- hihi, i to jest paradoks, bo ze względu na fakt, iż są podobni... nie są już nieprzewidywalni :)

 

[ Dodano: 2006-07-16, 16:50 ]

Prawda, że taki związek może być bardzo ciekawym przeżyciem, ale bardziej w sensie "chemii" - na dłuższą metę wyjdzie na jaw zbyt wiele sprzeczności.
- no niekoniecznie, bo jeżeli podczas okresu fascynacji "chemicznej" nastąpi dotarcie i dobre poznanie partnerów, rozpocznie się przyjaźń :)

 

[ Dodano: 2006-07-16, 16:57 ]

Nie mam nic, więc niczego nie muszę bronić.
- to miałam na myśli, jak gdyby lęk przed odpowiedzialnością za inną osobę Cię porażał. Pamiętaj jedno, znajdujesz osobę, która będzie również za Ciebie odpowiedzialna... to działa na zasadzie kompensaty :)

 

[ Dodano: 2006-07-16, 17:02 ]

Niekiedy trzeba wybrać między rodziną, a swoją pasją. Nie da się kochać obydwu na raz.
- Vladimir, rozmawiamy bardzo ogólnie... jaką pasję masz na myśli? Poza tym może byś tak dał szansę takiej osobie i zapytał jej, czy ona zaakceptuje Twoje "hobby", bo może sie okazać że tak... i do tego, że będzie Cię chciała w tym wspierać.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 17:08 ]

Jak to się mówi - "Jak już coś robisz, to rób to porządnie".
... - można robić porządnie i więcej rzeczy, wszystko zależy od dobrej organizacji :lol: , mówię Ci to ja - osoba posiadająca wrodzony "napoleonizm", hihi.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 17:13 ]

Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

To się nazywa strach Vladimirze i niezaleznie od tego jak go ubierzesz, zawsze pozostanie strachem :???: ale poniewaz wszystkim dobrze zyczę, zyczę Ci żebyś był szczęśliwy w tej swojej samotni i żebyś znalazł kogos z kim zechcesz ja dzielić :wink: zrozumiesz o czym mówię, kiedy pokochasz swój strach, wtedy ze sracha zrobi sie sprzymierzeniec. Powodzenia :mrgreen:

Link to comment
Share on other sites

a moze to wcale nie srach ale po prostu ostroznosc? moze tak naprawde Vladimir nie czekajac czeka na odpowiednia osobe...w miedzy-czasie zajmujac sie swoja pasja...hmmmmm samoobrona ktora sie stosuje w tym wypadku niekoniecznie musi oznaczac calkowite wyzbycie sie checi poddania sie

 

rita, rita ma racje

Nie mam nic, więc niczego nie muszę bronić.

- to miałam na myśli, jak gdyby lęk przed odpowiedzialnością za inną osobę Cię porażał. Pamiętaj jedno, znajdujesz osobę, która będzie również za Ciebie odpowiedzialna... to działa na zasadzie kompensaty

alez przeciez nie rzucamy sie na pierwsza lepsza osoba i osoba z ktora bedziemy zycie dzielic na boga chocby teoretycznie, powinna pasowac nam i my jej! czy nie o to chodzi??

Link to comment
Share on other sites

moze tak naprawde Vladimir nie czekajac czeka na odpowiednia osobe...w miedzy-czasie zajmujac sie swoja pasja...hmmmmm
- szczerze mówiąc chciałabym, aby tak było, nawet jeżeli On nie zdaje sobie z tego do końca sprawy, albo nie chce się przyznać nawet sam przed sobą... chciałabym dla Jego dobra.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 17:41 ]

alez przeciez nie rzucamy sie na pierwsza lepsza osoba i osoba z ktora bedziemy zycie dzielic na boga chocby teoretycznie, powinna pasowac nam i my jej! czy nie o to chodzi??
- oczywiście, że nie chodzi o pierwszą osobę z brzegu, natomiast ja bardziej miałam na myśli destrukcyjne założenia... typu: kocham samotność... nikt jej nie kocha, samotność to nic dobrego... i mówcie co chcecie - dla mnie to rodzaj egoizmu. Pozdrawiam.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 17:42 ]

P.S. Mówię o "samotności z wyboru", a nie spowodowanej jakimiś przerastającymi nas chwilowymi okolicznościami.

Link to comment
Share on other sites

- Vladimir, martwię się o Ciebie...

Nawet domyślam się w jakim sensie...

Cóż... nigdy nie ukrywałem, że jestem mistykiem. Może słowo celibat jest trochę zbyt dobitne. To raczej pewien rodzaj ascezy mistycznej.

 

czeka na odpowiednia osobe...w miedzy-czasie zajmujac sie swoja pasja..

Nie, nie, nie. Znalezienie "odpowiedniej osoby" to nie jest najważniejszy cel w życiu... jak dla mnie.

 

- szczerze mówiąc chciałabym, aby tak było, nawet jeżeli On nie zdaje sobie z tego do końca sprawy, albo nie chce się przyznać nawet sam przed sobą... chciałabym dla Jego dobra.

No teraz to poczułem się jak biedny bezpański pies potrącony przez samochód :razz: . Wybacz, ale to zabrzmiało jak "zrozumiesz jak będziesz duży" :mrgreen: a ja nie zawsze żyłem w ascezie - to nie jest kwestia "braku wiedzy". Sam wiem co będzie dla mnie najlepsze na podstawie wcześniejszych doświadczeń :wink: .

Poza tym - Droga Rito - nie trzeba przesadzać w formach grzecznościowych, bo "On" pisane z dużej litery wygląda trochę... no wiesz... No i skończmy gadanie na mój temat.

 

rodzaj egoizmu

Tylko rodzaj, a nie wszystkie rodzaje są złe.

Link to comment
Share on other sites

Może słowo celibat jest trochę zbyt dobitne.
- chyba nie można być bardziej, bądź mniej w celibacie? Tutaj chyba nie ma stanów pośrednich, więc użyłeś słowa raczej zgodnie z jego przeznaczeniem.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:21 ]

Nawet domyślam się w jakim sensie...
- to była ironia, i mam nadzieję, że tak to odebrałeś...

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:23 ]

Sam wiem co będzie dla mnie najlepsze na podstawie wcześniejszych doświadczeń .
- zakładając, że poznałeś cały wachlarz tych doświadczeń, a personalnie to uważam, że nie spotkałeś jeszcze tego kogoś... czyli nie przeżyłeś najważniejszego z doświadczeń.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:27 ]

Poza tym - Droga Rito - nie trzeba przesadzać w formach grzecznościowych, bo "On" pisane z dużej litery wygląda trochę... no wiesz... No i skończmy gadanie na mój temat.
- wcale nie uważam, żebym w nich przesadziła... co więcej - myślę, że grzeczności nigdy za wiele. Osoby, które to czytają i na opinii których mi zależy z pewnością zrozumieją moje intencje. A skoro Ty masz z tym problem - to chętnie Ci coś wyjaśnię... Nie lubię rozmawiać o kimś, w jego towarzystwie (a specyfika forum polega na tym, że zakładam iż tu jesteś) używając sformułowania: on, ona... to mi się kojarzy z przedmiotowym traktowaniem. I skoro już musiałam to zrobić, bo odpowiadałam na post innej osoby (znowu kłania się specyfika forum), postanowiłam to jakoś podkreślić.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:29 ]

P.S. I wiesz, strasznie mi głupio, że akurat Tobie muszę się z tego tłumaczyć, czyli osobie której okazałam w ten sposób szacunek. Pozdrawiam.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:32 ]

Tylko rodzaj, a nie wszystkie rodzaje są złe.
- nie wszystkie rodzaje egoizmu są złe? No dobrze, to wymień te pozytywne, bo z tego co wiem, to egoizm jest pojęciem z natury pejoratywnym.
Link to comment
Share on other sites

- zakładając, że poznałeś cały wachlarz tych doświadczeń, a personalnie to uważam, że nie spotkałeś jeszcze tego kogoś... czyli nie przeżyłeś najważniejszego z doświadczeń.

Ale jeśli "tego kogoś" nigdy nie spotkam, lub jej w ogóle nie ma, to straciłbym tylko życie na bezowocne poszukiwania.

 

- nie wszystkie rodzaje egoizmu są złe? No dobrze, to wymień te pozytywne, bo z tego co wiem, to egoizm jest pojęciem z natury pejoratywnym.

No np. samotność - teoretycznie nikomu nie robię krzywdy, a do tego mogę ulepszyć siebie.

Link to comment
Share on other sites

Ale jeśli "tego kogoś" nigdy nie spotkam, lub jej w ogóle nie ma, to straciłbym tylko życie na bezowocne poszukiwania.
- oczywiście, może się tak zdarzyć... natomiast ja nie mówiłam o szukaniu na siłę, tylko w tak zwanym międzyczasie. Chodzi bardziej o to, żebyś nie tworzył sobie ograniczeń i zauważał, co się dzieje dookoła Ciebie. Bo jeśli zakładasz, że poszukiwania będa bezowocne, to tak jakbyś miał rację... ponieważ nie zrobisz nic, nawet jak szczęście zapuka do drzwi Twojej leśniczówki. Pozdrawiam.

 

[ Dodano: 2006-07-16, 18:58 ]

No np. samotność - teoretycznie nikomu nie robię krzywdy, a do tego mogę ulepszyć siebie.
- no właśnie, "ja", "siebie"... a gdzie inni? Nie robisz nikomu krzywdy, ale też nic dobrego nikomu nie dajesz. Po prostu...
Link to comment
Share on other sites

- no właśnie, "ja", "siebie"... a gdzie inni? Nie robisz nikomu krzywdy, ale też nic dobrego nikomu nie dajesz. Po prostu...

Też coś... jeśli rodzinę uważać by za jedną całość, to jej zachowania także będą egoistyczne. A Eremita gdy znajdzie odpowiednią mądrość zawsze może powrócić. A wtedy będzie to altruizm do jakiego nakłaniają największe współczesne religie. Problem tkwi w ludziach. Siddhartha Gautama, Jezus, większość wielkich "oświeconych", wielkich czarowników - ma w swoim życiu rozdział "eremity". A gdy wracają - są innymi ludźmi, a może nawet już nie ludźmi. I czy można powiedzieć, że byli egoistami?

Link to comment
Share on other sites

Budda to faktycznie najlepszy przykład eremity :mrgreen: jakos nie spieszyło mu sie do umierania w samotności, chłodzie i głodzie :twisted:

Link to comment
Share on other sites

Napisałem - "w życiu rozdział "eremity"". Zostawił żonę, pałac, cały dobytek i żył przez 6 lat jako pustelnik, ucząc się u ascetów, czyż nie? :> To że potem mu się przytyło nie ma znaczenia :mrgreen:

Link to comment
Share on other sites

Też coś... jeśli rodzinę uważać by za jedną całość, to jej zachowania także będą egoistyczne.
- no jest pewna różnica Vladimir... i to ewidentna - bo rodzina składa się z ludzi połączonych relacjami, a nie z jednego człowieka... zresztą nie będę tłumaczyła tak oczywistych rzeczy.

 

[ Dodano: 2006-07-17, 20:13 ]

A Eremita gdy znajdzie odpowiednią mądrość zawsze może powrócić. A wtedy będzie to altruizm do jakiego nakłaniają największe współczesne religie. Problem tkwi w ludziach. Siddhartha Gautama, Jezus, większość wielkich "oświeconych", wielkich czarowników - ma w swoim życiu rozdział "eremity". A gdy wracają - są innymi ludźmi, a może nawet już nie ludźmi. I czy można powiedzieć, że byli egoistami?
- poddaję się, bo nie nadajemy na tych samych falach.
Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...
Guest Vanilia22
Jak myślicie ... od którego momentu stwierdzamy, że to Ten?

Nasza druga połówka.

Nasze dopełnienie.

Co powoduje, że już wiemy?

Są jakieś symptomy?

Coś zaobserwowaliście?

Jakiś mechanizm?

Czy ktoś tutaj w ogóle znalazł swoje Przznaczenie?

Czy wszyscy się domyślamy, jak to jest.....?

 

Ciężkie pytania. W trakcie jazdy pociągiem na trasie Katowice- Kraków :idea: poczułam, że to ten Jedyny. Ale nie objawiłol się to motylkami w brzuchu tylko specyficznym błogostanen gdy na mnie patrzył :lol:

 

Nie wiem czy znalazłam swoje przeznaczenie. W sumie własnie przezyłam swoją pierwszą miłośc i wiem, że czekają mnie kolejne doświadczenia życiowe...

Pozdrawiam

M.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...
  • 2 weeks later...

Nieraz myślę sobie ze złościa, ze to okrutne: najpierw ktoś ci cos daje, a później odbiera. To po co w ogóle daje? Po to żeby odebrać?!

Ale tak na prawdę, gdy przemyśle wszystko na spokojnie, to wiem, że to wszystko dzieje się po coś. Każde doświadczenie czegos uczy, zmienia nas. Jestem taka jaka jestem i jestem tu gdzie jestem właśnie przez te wszystkie wydarzenia: złe i dobre...

I mam tego KTOSIA, którego mam, dlatego, że kiedyś ktos inny mnie zostawił, albo ja go zostawiłam.

Tak mysle...To bardzo optymistyczne.

:grin:

Link to comment
Share on other sites

no to dzieki powiedzeniaom ludowym ktore zawsze a zwlaszcza ostatnio odciskaja na mnie pietno, mam problem...bo moj bardzo dobry znajomy jest przeciez kims tam z mojej przeszlosci i juz raz z nigo zrezygnowalam...bo cos tam cos tam...czy mam wstepowac do tej samej rzeki? doprawdy nie wiem...moze wart, ah cholra jasna!

Link to comment
Share on other sites

hmmmm jakos u mnie sie sprawdza, w przypadku milosci mojego zycia...stara milosc nie rdzewieje...ale powinnam zawsze pamietac ze sie do tej rzeki nie wstepuje, eh

Link to comment
Share on other sites

Bahio, powiedzenie o rzece ma podwójne dno. Nie wstępuje sie dwa razy do tej samej rzeki, bo za drugim razem, to będzie zupełnie inna rzeka. Może w Twoim przypadku jest podobnie? Może tym razem bedzie jednak inaczej?

Link to comment
Share on other sites

a wstapilas?

oj wstapilam...i zaluje...

bo za drugim razem, to będzie zupełnie inna rzeka

oby...bo zamierzam wstapic...wczesniej wstepowalam z tym co nie rdzewieje :mrgreen: na dobre mi to nie wyszlo...teraz bede wstepowac z bardzo dobrym znajomym :wink:

Link to comment
Share on other sites

wczoraj spotkalam sie z moim bylym facetem-australijczykiem-ktory ma tyle samo lat co moj bardzo dobry znajomy...i wiecie co? z nim nie chcilabym wstepowiac do tej samej wody :) jesli chodzi o niego Oczywiescie to moj bradzo dobry kumpel...ale taki jakis dziecinny, taki jakis daleki...zupelnie nie taki jak bym chciala...i wiecie co? doceniam to ze moj bardzo dobry znajomy jest jaki jest...odpowiedzialny, zdecydowany, szczery, zakochany i wiele wiele wiecej...bedziemy sie klocic o wiele bo on panna a ja wodnik, wiec zupelnie nie rozumiemy sie w sparawach pieniedzy (dla mnie to tylko pieniadze...ktory trzeba wydawac bo kto wie co bedzie pozniej,dla niego to srodek platniczy i trzeba je oszczedzac bo mozna je zainwestowac...ja chce miec swoje on chce miec wspolne...ale idziemy na wiele ustepstw...slownie na razie)

eh, nie wiem...on na pewno kocha mnie bardziej niz ja jego...ale podobno to lepiej :)

zobaczymy

Link to comment
Share on other sites

powodzenie sie przyda bo on w polsce a ja w anglii...

nie wiem juz jak sie zyje w polsce...a ja zawsze mowilam ze nigdy nie wyprowadze sie z polski bo tu moje miejsce...bo nie chce nigdzie indzie...jakze bolesna nauczka ze nie mowi sie nigdy nigdy

moim marzeniem bylo miec ogrod pelen ziol i kwaitoe, 2 psyi jednego leniwego kota...dzieci i meza...takie proste polskie marzenia...a tymczasem? wyscig szczorow

ale moze juz niedlugo, wroce do polski i naucze sie od nowa jak tam zyc

a bedzie mi trudno, to wiem

jak w piosence T.Love gdzie wiosna spalina oddycha

Link to comment
Share on other sites

A to ta twoja milosc nie moze do ciebie przyjechac?

 

[ Dodano: 2007-02-21, 13:16 ]

do polski to nie ma po co wracac,mysle ze za granica jest lepsze zycie niz w kraju wiecznego bezrobocia

Link to comment
Share on other sites

wyscig szczorow ot co cie czeka tutaj...wreszcie mam pieniadze na wszytko ale nie mam czasu na ich wydawanie...ludzie sa tylko tymczasowymi znajomimi bo nie ma czasu aby sie z nimi spotykac...ja pracuje i studiuje jestem zmeczona jak nigdy w zyciu...to nie jest zycie...marzyly mi sie podroze a tymczasem glownie podrozuje do polski aby spotkac sie z moimi przyjaciolmi i rodzina...jesli juz mam wolne to piore, gotuje, sprzatam...brakuje mi czasu na sen...nigdy nie bede tu u siebie obojetnie jak dobrze znalabym jezyk...i wiesz co? w polsce tez juz nie jestem u siebie...smutne to troche ale jesli mialabym komukolwiek doradzac to doradzilabym aby nie wyjezdzal jeali nie musi jesli nie mam noze na szyi...ja mialam, choc wcale nie o pieniadze chodzilozasiedzialam sie tutaj...to juz ponad 2 lata...a mialo byc tylko pol roku...jak to dziwnie zycie sie uklada, a ja bylam zawsze jedyna osoba ktora sie zarzekala ze nie wyjedzie za granice..ze w polsce mi dobrze...kolejna lekcja aby nigdy nie mowic nigdy

moze z bardzo dobrym znajomym sie uda?

 

[ Dodano: 2007-02-21, 12:46 ]

http://www.metacafe.com/watch/277085/everyone_must_see_this/

Link to comment
Share on other sites

moja kolezanko...nic bardziej blednego...ludzie ktorych znam a nie zadaje sie zbytnio z polakami na obczyznie, nie maja latwo w zyciu...wcale nie oszczedzaja a raczej zyja z dnia na dzien...jest duzo takich polakow ktorzy wstydza sie do domu wrocic bo utarlo sie ze jak z zagranicy sie wraca to sie oplywa...lub chociaz sie zaoszczedzilo...tak sie nie dzieje

jesli chcesz oszczedzic to mozna...jesz same "syfy" z nalepka lidl lub tesco, nigdzie nie wychodzisz, nigdzie nie jezdzisz, niz nie zwiadzasz i wracasz styrany do polski po roku lub dwoch...co to za zycie?jesli jednak postanawiasz ze tu sie osiedlasz, to musisz wystartowac z gorszego pulapu niz inni-rodowici...niejednokrotnie inf jakie oni posiadaja wyssane z mlekiem matki polacy uzyskuja po latach, mimo iz polska smierdzi czy tez nie bezrobociem...to radze migracje w granicach kraju...niby to samo a latwiej! i nie warto mowic mi ze nie wiem jak jest...bo mnie tam nie ma, ja wiem ;) i zaluje ze wyjechalam...pomimo ze mam co mam

Link to comment
Share on other sites

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

Próbowałam szczęscia we Włoszech - nigdy więcej

Rozglądałam się w Anglii - na dzień dzisiejszy mówie nie.

Nie jestem wybredna jesli chodzi o prace, ale mam swoje wymagania: moge robic byle co, byleby miec oparcie w bliskich, móc polskim zwyczajem ponarzekac itd. za granica - tego nie mam,

Zycie to nie tylko pieniadze, ale równie wazne sa emocje, nerwy, samopoczucie. Mogę równiez pracowac z dala od bliskich, bo nie mam problemow z zawieraniem znajomosci i dosc szybko sie adaptuje w nowe srodowisko, ale w takim przypadku,z dala od bezpiecznej przystani - musze miec prace, ktora daje mi satysfakcje, tak aby to ona dawała mi energie i doładowanie psychiczne. Jeśli nie mam ani jednego ani drugieo - więdne, tak jak to było we Włoszech. Wpadłam w depresję, włosy mi wychodziły garściami, przybyło mi 10-15 lat, zapomniałam czym jest śmiech (a zwykle cały dzień szczerze zeby), czasem ni z tego ni z owego sie rozpłakała i nie potrafiłam przestać.

Praca sama w sobie była spoko, ale szefowe, ich bzdurne wymagania, brak wolności osobistej, brak prywatności (w skandalicznym stopniu) - po prostu zeżarły moje siły witalne niemal do cna. Przez rok niemal musiałam ładować potem akumulatory.

Nie, zdecydowanie takiemu życiu mówie nie !!!

Link to comment
Share on other sites

jedynie emigranci lub byli emigranci rozumią to co wówczas czułam.

Jak rozmawiam ze znajomymi, mówią, ze głupia byłam ze wróciłam, że do czego, że tutaj nic nie ma, bezrobocie itd... a ja doszłam już niemal do stanu paranoidalnego, gdzie bałam sie jechać w tak daleką trasę busem (24 godziny) bo na drogach jest przeciez procentowo najwiecej wypadkow, że umrę z dala od Polski i bliskich i modliłam się o to, że jak już mam umrzec, to byle nie na obczyźnie...

Nie jestem panikarą, w normalnych warunkach wiele trzeba zeby mna wstrzasnelo i nigdy też nie miałam takich głupich myśli, nigdy nie odczuwałam takiego panicznego strachu przed podróżą.

Musiałam się nafaszerować aviomarinem, zeby to przetrwać...

Link to comment
Share on other sites

zgadzam sie wszedzie dobrze gdzie nas nie ma tez bylam na takim wyjezdzie tylko dwa miesiace a czulam ze jestem tam wieki tesknota za bliskimi liczysz sie z kazdym groszem stoisz w supermarkecie patrzysz na produkt przeliczasz i odchodzisz bo szkoda ci kasy . gdy wracasz inaczej patrzysz na rzeczy i ludzi ktore kiedys cie draznily po powrocie potrafisz lepiej docenic.....................

Link to comment
Share on other sites

liczysz sie z kazdym groszem stoisz w supermarkecie patrzysz na produkt przeliczasz i odchodzisz bo szkoda ci kasy . .

 

i ta ciągła fobia przeliczania ile to jest złotówek i że się nie opłaca, bo w Polsce jest 5 razy tańsze ...

Link to comment
Share on other sites

hahahahaahahaahahhaha

 

a tak wracajac do tematu...dzwonilam sobie wczoraj do mojej mamy...a glownym tematem w mojej rodzinie obecnie jesli chodzi o mnie jest moj bardzo dobry znajomy...rozmawiam, rozmawiam, odpieram ataki, uchylam sie jak ninja przed kolejnymi...az tu moja mama na koniec naszej rozmowy, ktora koncem wcalle nie miala byc, rabnela "lepszy wrobel w garsci niz galab na dachu!" ja jej na to ze zycie bez milosci nie ma sensu i ze jak nie pokocham to du..y sprzedwac nie bede wroblowi, poczym odlozylam sluchawke! moja mama odlozyla w tym samym momencie bo kazda z nas powiedziala dokladnie to co chcila...no w to przyslowie ludowe to uwierze chyba po 60tce!!! :evil:

Link to comment
Share on other sites

Przyznam , że kochać można kilka razy w życiu nie tylko raz...ale w moim przypadku tylko raz ta miłość była naprawde prawdziwa...To był mój pierwszy facet, pierwszy związek, byłam zakochana do szaleństwa niestety byłam młoda głupia i wszystko zepsułam...:( :cry: Byłam z nim 2,5 roku, mimo tego że nie jesteśmy już razem od ok 2 lat dalej coś do siebie czujemy. On przez tez cały czas nie był z nikim, ja mam za soba juz dwa związki tzn ten ostatni nadal trwa, niestety z kim bym nie była to każdego porównuje do "pierwszego", żaden mu nie dorównuje. Był dla mnie taki dobry czułam że mu naprawde na mnie zależy że liczę sieę tylko ja..teraz brakuje mi takiego uczucia:( przez głupote straciłam cos co było dla mnie naprawde najcenniejsze, ale wiem że gdyby nie stało sie tak jak sie stało nie potrafiłabym tego "Jego" tak docenić...Ostatnio już całkiem sie zadreczam i mam strasznego doła... Wyjechał do Anglii, Przyjeżdza dość często, dzwoni mamy bardzo dobry kontakt. Jak był ostatnio w Polsce przyszedł oczywiście do mnie pogadac, mówił że bardzo mu brakuje ciepła czułości, przytulenia. Czułam sie okropnie gdy to mówił bo tak strasznie chciałam mu to dać a nie mogłam bo teraz jestem z kimś w związku. Po paru dniach dowiedziałam sie że poznał kogoś..:(w sumie tez ma prawo. Teraz jak przyjeżdza to nie biegnie od razu do mnie tylko do niej. Nie wiem co robić mam mętlik w głowie, nie ma dnia zebym o tym nie myślała i chodziła zdołowana tym bardziej zle sie z tym czuje bo przecież jestem z kimś a mysle o "nim".

Przepraszam ze sie wam ,że tak powiem żale ale naprawde nie mam z kim pogadać, a na przyjaciółce bardzo sie ostatnio zawiodłam... co mam robic:(...???

 

[ Dodano: 2007-03-02, 14:27 ]

"stara miłość nie rdzewieje"

Link to comment
Share on other sites

Weso kochana. nie wiem ci Ci poradzić. Naszkicowaś ogólną sytuację, ale aby w takiej sytuacji coś naprawde skutecznie poradzić, po prostu trzeba znać Ciebie i jego. A przede wszystkim Ciebie. Taka znajomość musiałaby wynikać z wielu rozmów, z dogłebnej znajomości problemu.

Porada w tej, jakby nie patrzeć poważnej, sytuacji,, to tak naprawde wielka odpowiedzialność i chyba nikt się jej nie podjemie. Nie jestem psychologiem, mogę jedynie posłużyć się empatią. A i w tej sytuacji nie miałabym odwagi bez poznania Cię...

Link to comment
Share on other sites

:cry: :cry: :cry: :cry: :cry:

 

[ Dodano: 2007-03-03, 20:58 ]

...ciagle sprawy niezakonczone...nie moge ruszyc z miejsca...ciagle musze byc na bierzaco z zyciem ex to jak bieg w ukryciu...zmana nr tel, musze wiedziec, zmiana maila, adresu...juz wiem, juz znam...nie moge juz tak dluzej...ciezko mi

moj ex ciagle jest w posiadaniu moich mebli, pamietnikow, zdiec, rzeczy osobistych, moich obrazow, opowiadan, poezji z calego mojego zycia...gdy sie rozstalismy spalil polowe...wiedzial co palic, zdiacia z dziecinstwa z nich czerpalam sile, dzieki nim wiedzizlam skad pochodze, dokad zmierzam, zdiacia z naszego zycia z tego jak sie smialismy i jak plakalismy, jak to bylo gdy swiecilo slonce a on patrzyl na mnie kochajac...jak ja patrzylam nie widzac niczego wiecej-tylko jego, pamietniki bez ktorych nie pamietam...z pomoca ktorych ukladalam zycie w calosc, dzieki ktorym porzadkowalam mysli i uczucia, ktore dawaly mi mozliwosc spojrzania na siebie i sprawy z innej perspektywy, pozwalaly trzymac sie zasad i drogi ktora obralam...mialy byc dla mojej corki, dla wnuczki aby one nie czuly sie tak zagubione jak ja bylam gdy to pisalam,aby mnie znaly i aby wiedzialay ze tez potrafilam sie bac, smiac i plakac nie jedna noc, ze potrafilam kochac...nie ma juz niczego, nie wiem co zostalo...ktos ma to wszytko odebrac w przyszlym tygodniu...czekam na zakonczenie, na to az bede mogla skasowac nr tel, maile, namiary na kolegow, siostre, rodzicow jego...az wykasuje go z moich mysli przed snem..az bede mogla sie z nim pozegnac...choc wiem ze ciagle bedzie...choc mnie juz nie ma...moze przestane plakac juz

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

nie zgadzam się:)) są różne rodzaje miłości. nie jestem romantyczką. tak zaznaczam. coś się kończy coś zaczyna, a żeby coś było trzeba coś pielęgnować. czasem zdarzy się miłość wielka ognista, czasem spokojna, czasem chwilowa jako zauroczenie. a czasem ta jedyna....niektórzy mają to szczęście i trafiają. bo to jest urok niektórych osób które wierzą..... raczej nie jestem stała przynajmniej nie byłam i chyba nie będę:))

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

najbardziej boje sie ze juz sie nie zakocham, ze nie bede juz nigdy kochala z wzajemnoscia...

czy powinnam zatem zdecydowac sie na "uklad"? przeciez chce miec rodzine, dzieci, psa, dom...czy to nie byloby straszne? dla mnie najgorsze na swiecie

wszyscy fajni faceci sa juz zajeci...i niejako zostaje mi rynek tzw wtorny...rozwodnicy, odrzuceni,wdowcy? sama juz nie wiem...boje sie ze juz za pozno czasami, ze wszycy dobieraja sie w pary a ja nie moge...idac do clubu sie pobawic ja naprawde ide do klubu sie pobawic...nie ide na lowy, przeciez wiem ze mezczyzni ktorych tam spotkam chca ode mnie tylo jednego, wiele razy sie o tym przekonalam...a mnie na szybkim sexie nie zalezy, bo nie tego szukam

mieszkajac w londynie jest jeszcze gorzej, bo tutaj luzie gnaja galopem przez dni i tygodnie, ktore bardzo szybkozamieniaja sie w lata...a lata leca

czy jak strace to co mam zewnetrznego, uroda przeminie, czy bede w stanie poznac kogos na tyle zainteresowanego moim wnetrzem aby chcial ze mna byc i abym ja chciala z nim byc?

boje sie ze nigdy sie juz nie zakocham i ze nikt sie we mnie nie zakocha...

Link to comment
Share on other sites

Bahia Mi sie wydaje ze teraz nie musisz sie o to martwic,napewno kogos znajdziesz kto pokocha cie z wzajemnoscia.Przecioez jestes mloda,nie masz sie naprawde czxym przejmowac.3maj sie!Pozdrawiam:)

Link to comment
Share on other sites

bahia wiesz rozumiem cię. ale ten strah nie zniknie.sami dokonujemy wyborów a kochać bez wzajemności jest ciężko, zwłaszcza gdy dotrze do nas że to ta właściwa osoba dla nas. ale życie różnie się układa. poczekaj zobaczysz... wszystko ulega zmianie jak jesienne listowie. kiedyś z wnukami będziesz sie z tego śmiała.:)) ja tam mam swoją czarną wizję małego drewnianego domku z kominkiem, 9 kotów i ja pokręcona straszuka ślęcząca nad romansidłami;)))

Link to comment
Share on other sites

Ja jeszcze nigdy nie bylam powaznie zakochana. Jeszcze zaden chlopak nie przykul mojej uwagi na dluzej, a nawet jesli to i tak nic z tego nie bylo. Wszyscy wydaja mi sie tacy sami, tak samo bladzi :( Moze zbyt wiele wymagam, wybredne babsko ze mnie :D

Link to comment
Share on other sites

boadicea, nie chce sie rzucac na pierwszego lepszego i do tego sypiac z kim popadnie...ubieram sie raczej mlodziezowo ale taki juz moj styl, no musze przyznac ze mlodsi ode mnie sie do mnie zalecaja, gdy zaczal sie do mnie zalecac mezczyzna 39letni popadlam w panike! z jednej str bardzo chce sie ustabilizowac ale z drugiej lamia mnie obawy czy jeszcze cos na mnie czeka?

i ja mam swoja wizje, staruszki usmiechajacej sie do obcych dzieci i wracajacej do bardzo pustego domu, i tych dzieci ktore sie ze mnie smieja bo jestem stara i zdziwaczala...przykro mi tak o sobie myslec, bo jestem osoba bardzo "ku-ludziom" ale czy taki los mnie czeka? co to na boga znaczy, nie przebieraj tak w mezczyznach bo zostaniesz sama? ja nie przebieram, ja po prostu nie czuje ze to jest TO! czy mam sie zwiazac z kims bo juz czas na przebieranie w xhlopakach sie skonczyl? to nie prawda! przynajmniej ja nie chce w to wierzyc!!!

Link to comment
Share on other sites

eeeetam szukam tak naprawde czekam az mnie sama znajdzie ale jakos tak wierze glupia ja jedna ze bede szczesliwa

przezlam juz ta milosc i dlatego zapoczatkowalam ten temat jak wiesz...i dlatego go zapoczatkowalam bo sie boje ze to prawda i ze kocha sie tylko raz...moje powracajace obawy rozbudzil wczoraj rozmowa jim, bo wlasnie o tym rozmawialismy...

Link to comment
Share on other sites

Co do wizji staruszki, to ja mam podobnie. Mimo mlodego wieku ciagle przychodzi mi na mysl mala chatka w ktorej mieszka staruszka z kotami, tyle ze nie jest ona sama. Ma wokol siebie podobne osoby. Nie miec faceta nie znaczy skonczyc samotnie. Dzieci mozna miec i bez plci przeciwnej, ale jesli ktos chce zakladac rodzine modelu mama tata i dzieci to tez nie jest zle. Ja w kazdym razie zawsze kiedy mysle o przyszlosci, widze siebie, byc moze dziecko lub dwoje jesli sie zdecyduje, ale trudno mi w to wlaczyc mezczyzne :/ Czy ja jestem dziwna?

Link to comment
Share on other sites

MYSLE ZE NIE JESTES JESZCZE GOTOWA NA TO ABY BYC ZONA BO NIE ZNALAZLAS ODPOWIEDNIEGO MEZCZYZNY, ALBO JESTES JESZCZE MLODA I NIE CZUJESZ ZE CZAS CIE GONI BO SADZISZ ZE MLODOSC TRWA WIECZNIE...NIE WIEM, NIE ZNAM CIE Usagi, SAMA POWINNAS WIEDZIEC NAJLEPIEJ :)

POZDRAWIAM

Link to comment
Share on other sites

a ja mysle ze kazda z nas gdzies w srodku po prostu chce sie ustabilizowac i miec za meza kogos wyrozumialego i wspierajacego, a nie jakiegos gbura w starych gaciach i kapciach na kanapie ktory nawet do wyniesienia smieci potrzebuje burzy z piorunami i gradem

Link to comment
Share on other sites

no może nie trzeba szukać samo przyjdzie. moi rówieśnicy też się pożenili powiązali. w sumie ja tam jestem nie stabilna. ostatnio nawet myślałam że to to ale przeszło. eh zycie. mimo że też stąpam twardo na ziemii. czai się we mnie mały romantyzm, że dla każdego jest ta właściwa osoba. a tani seks wolne związki na dłuższą metę nie wystarczają a nawet szkodzą bo zawsze rodzi się opinia. pochodzę z małego miasta, a tam każdy kto odstaje w jakiś sposób musi być zły. uf.....

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...

mam ten sam problem i ... wstyd to przyznać,ale miło mi,że inni ludzie tez martwią się tym co ja.Nie jestem zbyt młoda (32) pomijając małe miłostki to nie spotkałam w swoim życiu miłości.Na studiach koledzy wydawali sie tacy niedojrzali,studia minęły,potem praca próbowałam być na siłę z kimś,żeby wreszcie kogoś miec,zeby założyc rodzinę,miec dzieci,dom i psa, nie wyszło....nie dało sie byc na siłę.Jestem w wieku kiedy znajomi i rodzina tłumaczą mi,że nie ma co liczyc na miłość,ze teraz to rozsądek,ale ja tak nie chce!

Może jestem głupia i pozbawiam sie szansy na szczęśliwe nie-dobre życie.NIE CHę żYć Z KIMś Z ROZSąDKU.Powiedzcie czy to jest głupie z mojej strony?

Link to comment
Share on other sites

ja hę młoda nie młoda nie ma znaczenia:)) sami kujemy swój los... ale Majeczko wiesz... tak naprawdę myślę że z rozsądku nie ma sensu.. bo po co? ja w sumie wole być już samotna... właśnie zamierzam zamieszkać z kumpelą i kumplem. i wsio... a na starość załatwie sobie 9 kotów i teleskop do patrzenia w gwiazdy. tylko że ja wybrałam już chyba tak tor życia... ale jak to bywa wsio się może odmienić... na nic nie ma przepisów. ani formuł. myślę że wolę już sobie odstawać jak dziwadło... i czasem skakać z kwiatka na kwiatek... aż ktoś mnie złowi^^

Link to comment
Share on other sites

NIE CHę żYć Z KIMś Z ROZSąDKU.Powiedzcie czy to jest głupie z mojej strony?
to ja ci powiem...nie jest glupie ani zle!!! i pisze to zarowno do ciebie jak i do siebie!

ja wiem ze moje kolezanki powychodzily za maz lub maja stalych facetow, ale ja nie chce na sile...ja nie chce tylko z kims sypiac bez milosci, ja nie chce wybieraz kolesia ktory mi sie nie podoba i ktorego nie kocham tylko dlatego ze przy nim bede miala wygodne zycie...czy to takie wazne aby miec pieniadze i wygodne zycie? a co z dziecmi? co z miloscia? jak ja bym mogla sobie w twarz spojrzec? wiec wierze tak jak ty moja kochana ze jednak sie zakocham i ze ta milosc jaka mialam nie byla ostatnia ale pierwsza...

ostatnio znajoma powiedziala mi ze zerwala ze swoim partnerem...a on rozpaczal okrutnie ale tylko pol godziny moze godzine bo spotkal swojego kolege z z jamajki i ten sprzedal mu jamajska prawde oczywista dla wszytkich mezczyzn z tamtego raju...otoz milosc jest w nas i nie wazne w kim sie zakochasz bo ona zawsze pozostanie w tobie wiec mozesz miec tyle dziewczyn/chlopakow ile chcesz bo milosc nadal jest w tobie...to ma sie do stylu zycia tych kiolesi z jamajki...mozesz liczyc na ich milosc! tak jak i inne kobiety...bo milosc nie jest czyms co oni oddaja to ciagle jest w nich i moga swoja milosc okazywac wielu kobieta...bo ona nie znika i nie zostaje z kims innym...caly czas jest w nich

 

i moze to jest klucz do szczescia?

ale polskim sposobem znajde dziure w calym...jesli nawet mamy milosc w sobie czy to znaczy ze tak od razu mamy nia obdarzac wszystkich?

nie wiem co z tym fantem zrobic...

Link to comment
Share on other sites