Jump to content

Pomogę


Aura
 Share

Recommended Posts

Właśnie obudził mnie sen, nie dokładnie go pamiętam, ale wiem co miałam zrobić (ze mną tak jest że czasami nie mam pojęcia dlaczego tak).

 

Umiem, dobrze i chętnie to robię, a mianowicie pomagam innym rozwiązywać ich problemy, wlewać w serca otuchę i nadzieję.

Dlatego jeżeli ktoś ma problem, lub po prostu chce się przed kimś wygadać, wyrzucić z siebie coś by poczuć się lepiej na duszy to śmiało można tu, jeżeli ktoś nie chce rozytrząsać swych problemów publicznie to może do mnie na priv napisać, ale proszę o szczerość ja odpłacę tym samym.

 

Nie mówię, że wszystkie problemy rozwiąże - nie mam, czrodziejskiej różdżki przy pomocy której rozwiąże wszystko, ale postaram się wskazać pozytywną str. problemu i jak można to rozwiązać, a od was zależy czy mnie posłuchacie.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Witam,

opiszę o sytuacji, która kiedyś bardzo mnie dołowała, nie miogłam sobie poradzić. Pisałam juz kiedyś o tym na innych forach jak było mi źle. Szukałam wsparcia, bo czułam sie z tym problemem sama i szukałam chyba rady u osób, którym coś podobnego się przydarzyło.

A więc: 8 lat temu wyszłam zamąż. Mama z tatą chcieli, żebym została w domu.Dom był ruiną, praktycznie bez ogrodzenia, zniedbane podwórze. Zamieszkaliśmy razem z moimi rodzicami i z moim bratem. Dom dawno był mi obiecany, a więc mąż jeździł za granicę, wkładaliśmy w niego kasę, wyremontowaliśmy, mimo, że nie był nasz na papierze robiliśmy jak nasz własny. Zrobiliśmy podwórze, posadziliśmy roślinki, trawkę, zrobiliśmy ogrodzenie. Boże jak nas to wszysko wtedy cieszyło.

Układało się nam dobrze. Rodzice nigdy nie byli majętni, pomagaliśmy im finansowo i przy dbaniu o dom podwórze.. Brat pracował. Nie kłóciliśmy się i choć każdemu sie to wydawało dziwne ale żyliśmy w zgodzie.

Taka atmosfera trwała 4 lata. Zmarł mój tato. Dla mnie był to ogromny ciężąr. Życie straciło sens, nie mogłam sie pozbierać. Dopiero rok później jak urodziła sie moja córcia, powoli odzyskiwałam chęć życia. Ale nie o to mi chodziło. Po śmierci taty. W nasze życie zaczęła się wtrącać moja ciocia. Na początku mieliśmy ją za dobrą duszę, która chce dla nas jak najlepiej. Nieraz pomyślałam sobie "czemu ona nie jest moją matką". Naprawdę, wierzyliśmy jej i ufaliśmy. W życiu nie pomyślałam, że może chcieć dla nas źle. Dużo nam pomogła, dzięki niej mam pracę i wogule zawdzięczam jej sporo.

No ale sprtawy obrały taki tok, że w domu zaczęła się nieciekawa atmosfera, tzn. bez kłótni ale powolne odcinanie się od siebie, brak dialogu. Brat przestał pracować, był na naszym i mamy utrzymaniu. Mama finansowo tez sobie nie radziła bo ma marną emeryturę. Mąż załatwił bratu pracę za granicą, był 2 razy i koniec. Zaszył się w swoim świecie, dopóki miał za co pić to pił, a jak nie miał za co, to prawie cały czas spał. Zaczął buntować mamę, dołączyła się do tego ciocia. Próbowałam mamie wytłumaczyć co się dzieje ale wcale nie chciała mnie słuchać. Jeszcze jak była to rozmowa nie w obecności mojego brata to coś tam, wydawało mi się, że do niej dociera, ale jak przy nim lub mu powtórzyła, wszystko przybierało inny obrót.

Zmieniła zdanie, nie chciała juz na nas przepisać domu, choć taka była wola mojego taty, no i jej też. Mój mąż często przebywał za granicą, brat pzrestał mi pomagać w czym kolwiek, najciężej było mi w zimie, bo pracowałam, mała zostawała w domu, a ja po powrocie dopiero paliłam w piecu lub przed pjściem do pracy, bo nie mogła liczyć na brata.

Sytuacja zaostrzyła się 2 lata temu, kiedy zmarł teść i teściowa przepisała mieszkanie na mojego męża. Wtedy już zaczęliśmy myśleć, żeby się wyprowadzić. Przez te 2 lata, próbowałam z mamą rozmawiać, prosiłam żeby przepisała dom, bo chcieliśmy sprzedać mieszkanie zrobić dach i wyremontować do końca dom. Nie chcieliśmy od mamy ani od brata pieniędzy, zresztą nigdy nawet jak tatko żył nie dawali nam na remonty ieniędzy bo po prostu nie mieli. Miliby lepiej nie gorzej. Nie chcieliśmy nic w zamian.

Te dwa lata były najgorsze, bo byłam sama z małą , mąż przez 1,5 roku była za granicą. Czułam sięobca we własnym domu. Miałam niesamowite doły. Czułam się winna, zła. tak mnie też przedstawiał mój brat. Zaczynałam w to wszystko wierzyc co on o mnie mówił. Miałam wrażenie, że wszyscy wkoło są przeciwko mnie.

Wrócił mąż, poszliśmy do mojej mamy, ostatecznie powiedziała, że nie przepisze domu na nikogo, a po jej śmierci będziemy się o niego wszyscy bić (a jest nas 4 rodzeństwa).

W ciągu 2 miesięcy wyremontowaliśmy część mieszkania. Z wielkim bólem, żalem, ale dla chęci świętego spokoju; wyprowadziliśmy się. Jeden Bóg wie co przeżyliśmy, jak ciężko było nam się rozstać z tym co tak kochaliśmy i o co dbaliśmy. Gdzie nasze dziecko się wychowywało (ona też to przeżyła, moja mama była dla niej bardzo ważna).

Czuliśmy się wykorzystani, nie ma mowy o jakim kolwiek zwrocie włożonych przez nas pieniędzy w dom.

Minęło ponad dwa miesiące jak już tam mieszkamy. Lepiej nam jest. Zbliżyliśmy się do siębie, bo jest cieplejsza atmosfera, odzyskujemy spokój, radość życia. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Okazało się że wiele osób nas otaczających jest za nami, patrzyli na to z boku, nie podobbało im się to co moja mama robi, razem z ciocią i bratem. Przyszedł czas na refleksję. Do mamy zaczęło docierać jaki popełniła błąd. Płacze kiedy zabieram córcę do domu. Widze, że żałuje ale nie potafi się do tego przyznać. W takich sytuacjach dopadają mnie wyrzuty sumienia, choć wiem, że nic więcej nie mogłam zrobić, próbowałam dotrzeć do mamy nie udało się. Załatwiłam bratu pracę u siebie w firmie, zrezygnował po 1,5 miesiąca, chciałam i jemu pomóc, naprawde robiłam co mogłam.

Teraz dopiero mama płacze, teraz dopiero żałuje ale nikt nie myślał co z nami?

Stasznie długo ale już muszę kończyć.

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Rossa,

 

Nie zmieniaj swojego podejścia do życia.

Bądź otwarta i życzliwa.

To, co włożyliście w dom potraktujcie jako pomoc dla rodziny i nie oczekujcie niczego w zamian.

 

Przykro mi z powodu Twojej mamy, brata i ciotki.

Oni po prostu błądzą i nie potrafią odnaleźć prawdziwej wartości życia.

Dopóki sami nie zaczną szukać, nie poczują potrzeby zmiany, nic im nie pomoże i nikt ich nie zmieni.

 

Ludzie są omamieni światem materialnym, który budzi w nich jedynie dążenie do zaspokojenia bieżących potrzeb.

W większości widzą tylko swoje problemy i uważają je za najważniejsze, największe.

Gubią się w wartościach, nie potrafią wyróżnić tych naprawdę istotnych.

Później nie potrafią przyznać się do błędu, bo uważają, że stracą swoją ciężko wypracowaną pozycję i znaczenie.

 

Możesz modlić się o pojednanie w Twojej rodzinie i oświecenie dla brata.

Link to comment
Share on other sites

Witaj Rossa.

 

Strasznie mi przykro, że zawiodłaś się na najbliższych, pomimo, że włożyłaś poza pracą i pieniędzmi całe serce w ten dom. Niestety finanse, które łożyliście na posesję i obejście w świetle prawa można uznać za darowiznę na rzecz rodziny. Więc w tym wypadku nie ma mowy o odzyskaniu nakłądów, a z tego co napisałaś nie macie takiego zamiaru.

 

Następną sprawą są relacje w waszej rodzinie, i tu dopuki brat nie wyleczy sie z alkoholizmu raczej nie ma szans na poprawe waszych stosunków. Możesz jedynie szczerze porozmawiać z mamą i postarać się, by zrozumiała, iż jak długo będzie pomagała bratu pić (sorki, ale dopuki on wie,że ma gdzie wracać, co zjeść, gdzie sie wyspać i jest oprany) nic sie nie zmieni. Ale to jest problem twej mamy i brata. Wiem, że serce Ci pęka gdy patrzysz na to wszystko, ale po za szczerą rozmową i próbą wytłumaczenia nie możesz nic więcej zrobić.

 

Moja propozycja jest taka byś poświęciła więcej uwagi i serca dla odbudowania relacji między tobą, a mężem, gdyż tak długa rozłąka małżonków tym bradziej z krótkim stażem może spowodować "odzwyczajenie" się od bycia razem.

Dbaj o swoją rodzinę nie zapominając o mamie - możesz jedynie mieć nadzieję i starać się by mama wkońcu zrozumiała, iż taką postawą krzywdzi nieswiadomie brata.

Natomiast ciocię traktuj z szacunkiem, ale zachowaj dystans.

 

Niestety nie mogę Ci więcej poradzić bo sprawa jet delikatna.

Czas zawsze jest najlepszym lekarstwem.

Staraj się nie zamartwiać (wiem, że to trudne) , by ta sytuacja nie popsuła relacji z mężem.

Pamiętaj, że teraz mąż i córka winni być dla Ciebie najważniejsi.

Dbaj o swa rodzinę, ale nie zapominaj o mamie.

 

Pozdrawiam.

 

To jest tylko moja propozycja, ale decyzja o tym jak postąpisz należy tylko do ciebie ja mogę ci doradzić, ale nie mam prawa mówić ci co masz zrobić.

Edited by Aura
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Rossa79 jeszcze to trochę potrwa,ale zobaczysz,że Twoja mama zmieni zdanie i zapisze na Ciebie dom (nie wiem w jakich okolicznościach do tego dojdzie), mam takie przeczucie.

Jej też jest ciężko,bo zobaczyła,że zabrnęła w ślepy zaułek,że oprócz Ciebie nie ma oparcia w nikim. Zobaczyła,że jej syn się marnuje, sama z tego wyjdzie (z alkoholizmu, już teraz cos myślę ją to nie pociąga). Jej jest strasznie ciężko.

Link to comment
Share on other sites

Rossa, to bardzo trudna sytuacja, ale postaraj się nie odwracając sie od rodziny, bardziej myśleć o sobie, o swoim mężu, swojej córeczce. Bez pieniędzy żyje się ciężko, ale jednak nie są one najważniejsze w życiu, jeśli nawet mama nie przepisze na Was domu, to ta strata będzie niczym w porównaniu ze spokojem waszego sumienia.

Myśle, że powodem takiego stanu rzeczy, jest to, że wkładaliscie we wszystko pieniądze nie żądając niczego w zamian, ludzie bardzo szybko przyzwyczajają się, a co najważniejsze przestają szanować to na co nie musieli zapracować, zaczyna rosnąć w nich postawa roszczeniowa, że im się coś nalezy, cóż człowiek nie jest istotą doskonałą...

Ponadto, mam wrażenie, ze tato był tym spoiwem, które trzymało Wasza rodzinę w jedności i wszystko zaczęło rozpadac się, gdy tego spoiwa brakło. Ponadto Twoje stwierdzenie

Nieraz pomyślałam sobie "czemu ona nie jest moją matką".
wydaje się byc wskazówką, ze Twoje relacje z mamą tylko z pozoru były dobre, czegoś Ci brakowało, skoro takie mysli przychodziły do głowy.

Postawa i ucieczka w alkohol Twojego brata jest chyba najlepszym dowodem, na to co wcześniej napisałam, najprawdopodobniej zbyt mocno przyzwyczaił się do wygodnego zycia i kiedy po smierci Taty trzeba było przejąć po nim "pałeczkę" jako jedyny mężczyzna w domu(Twój mąż pracował za granicą), nie udżwignął tego ciężaru, a do tego mama i ciocia zamiast go wspierać w pokonaniu trudności, najprawdopodobniej pokazały mu jakies złudne wyjście.

Życzę Wam dużo siły i głowa do góry Rosso bo jestes bardzo dzielną kobietą.

Link to comment
Share on other sites

Witaj Cudzoziemko

Z własnego doświadczenia wiem, że myślenie o tym by "zniknoł" z twego życia nic nie da.

A wręcz odwrotnie, on może wyczuwać, że ty o nim myślisz więc złapał się te tezy i jakiś czas tak będzie.

Moja rada, żyj normalnie, nie myśl o nim, kasuj sms-y i meile od niego bez czytania.

Nic nie poradzisz (ja się "urzeram od 9 m-cy), gdybyś jednak obawiała się o swoje zdrowie bądź życie bo on ci kiedyś groził lub gdy zacznie grozić (bo też jest taka możliwość)możesz zgłosić sprawę na policję.

Z doświadczenia nie tylko swojego wiem, że niektórzy po wizycie na komisariacie i rozmowie z policją poprzestają tylko na telefonicznym i listownym kontajcie.

 

Mam nadzieje jednak, że twój ex nie posunie się do gróźb.

Pozostało ci jedynie nie tłumaczyć się(bo on wtedy uważa że ty rozmawiasz z nim i będzie OK) tylko odkładać słuchawkę, gdy usyszysz, że to on i kasować wszystkie wiadomości bez czytania.

No chyba, że zaczoł ci już grozić to zostaw je dla prokuratury, w innym wypadku gdy nie zachodzi obawa o groźby kasuj.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Witam,

Damo Trefl, jakbys czytała w mich myślach. Ostatnio jak tam byłam, choć łzy cisnęły mi się do oczu to przez myśl mi przeszło, że to jest moje i będzie moje, choć nie mam zamiaru o to walczyć, zdałam się na czas i życie, bo ludzie nie są sprawiedliwi ale życie jest.

Wogóle wszystkie macie rację. Moja mama się pogubiła strasznie, wczoraj też miało miejsce pewne zdarzenie (nie z moim udziałem), że poprostu nie mogłam uwierzyć, że tak się zachowuje i takie rzeczy mówi moja mama. Dziwne to ale dla mnie nie do pojęcia. Dlatego też mi sie tak wydaje, że teraz żałuje ale nie potrafi się do tego przyznać i brnie w jakieś niezrozumiałe dla mnie sytuacje. A mój brat, nie nazwałabym go alkoholikiem. Jak tam jeszcze mieszkałam nie pił, bo nie miał za co. Myślę, że jest bardziej pogubiony niż moja mama, ale to fakt jemu tam jest dobrze. Mama pod nos mu podstawia wszystko, nawet usprawiedliwia go przed rodziną, że nie pracuje bo ma chory kręgosłup. To jest taki chory układ. Krzywdzenie siebie nawzajem. ..

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Rosso,

 

poprzez obecną nadopiekuńczość wobec Twojego brata mama próbuje "odrobić" wcześniejsze błędy i w ten sposób, kolejną pomyłką zamyka cały krąg pomyłek.

 

Wyjściem z tej sytuacji jest zrozumienie przez Twojego brata, że nic nie przychodzi bez wysiłku, na wszystko trzeba zapracować.

To, że ma chory kręgosłup nie oznacza, że nie może wykonywać pracy nie wymagającej jego obciążenia. Powinien zająć się czymkolwiek, jakąkolwiek pracą. Musi nauczyć się aktywności.

 

Mama musi zrozumieć, że jeżeli on się nie usamodzielni, a jej zabraknie, to Twój brat zupełnie się załamie, stoczy.

Link to comment
Share on other sites

Witaj Rossa.

Możesz jedynie szczerze porozmawiać z mamą i postarać się, by zrozumiała, iż jak długo będzie pomagała bratu pić (sorki, ale dopuki on wie,że ma gdzie wracać, co zjeść, gdzie sie wyspać i jest oprany) nic sie nie zmieni. Ale to jest problem twej mamy i brata. Wiem, że serce Ci pęka gdy patrzysz na to wszystko, ale po za szczerą rozmową i próbą wytłumaczenia nie możesz nic więcej zrobić.

 

Właśnie tu jest największy problem musisz szczerze porozmawiać z mamą i przekonać ją do zmiany nastawienia w stosunku do brata, bo niechcący zrobbi mu większą krzywdę

 

Dbaj o swoją rodzinę nie zapominając o mamie - możesz jedynie mieć nadzieję i starać się by mama wkońcu zrozumiała, iż taką postawą krzywdzi nieswiadomie brata.

Natomiast ciocię traktuj z szacunkiem, ale zachowaj dystans.

 

Naprawdę pomagaj mamie ale nie zapominaj o bliskich

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chodzi o rozmowę z mamą, robiłam to nie raz, szczerze, spokojnie. Nie tylko ja ją przekonywałam, że się źle dzieje, że robi bratu krzywdę. Mama skwitowała to słowami, no przecież go nie zmuszę i z domu nie wygonię. Później każda taka rozmowa, działała przeciwko mnie i była odebrana jako atak. Mama powtarzała co mówię bratu i tak stałam się wrogiem. Choć chciałam dobrze.

O mamie też nie zapominam ale odsunęłam się. Ma jej kto pomagać, bo wprowadził się tam mój brat z żoną i z dziećmi.

Mama nie szuka ze mną kontaktu i na razie ja też. Nawet nie zadzwoni do mojej córci, któtra strasznie za nią tęskni. Mam do mamy straszny żal ale nie moge powiedzieć, że jej nienawidzę, czy nie lubię to by była z mojej strony już skrajność. Jest moją matką i będzie nadal ale to już nie to samo. Przykro ale tak jest. Wiem, że sie to zmieni ale potrzebuję czasu.

Link to comment
Share on other sites

.

Mama nie szuka ze mną kontaktu i na razie ja też. Nawet nie zadzwoni do mojej córci, któtra strasznie za nią tęskni. Mam do mamy straszny żal ale nie moge powiedzieć, że jej nienawidzę, czy nie lubię to by była z mojej strony już skrajność. Jest moją matką i będzie nadal ale to już nie to samo. Przykro ale tak jest. Wiem, że sie to zmieni ale potrzebuję czasu.

 

Droga rosso to przykre co tu napisałaś, ale tak w życiu bywa, jeden jest zbyt dumny by się odezwać i drugi to samo.

Weź wybacz mamie (to nie oznacza, że zapomnisz) bo negatywne uczucia prędzej czy później dadzą znać o sobie.

Niechcę wyrokować, ale lepiej wybaczyć niż potem żałować, że zmarnowałaś czas.

Pozdrawiam:uscisk:

Może choć raz zadzwoń do mamy i postaraj się porozmawiać nie poruszajac tematu brata.

Link to comment
Share on other sites

Może trochę niejasno napisałam, ale ja wybaczyłam mamie. mam do niej ogromny żal, no ale cóż, musze z tym żyć. Wiem, że została zmanipulowana i żal mi jej z tego powodu. Wiem też, że kiedyś zrozumie mnie i moje intencje. Nie znaczy to , że nie mam z mamą kontaktu. Ja tam byłam i jeszcze będę. Nie mam potrzeby tam jeździć i najchętniej nie jeździłabym tam, ale jeżdżę. mam później doła do końca dnia, no ale jeżdżę, nawet po to żeby moja córcia miała kontakt z babcią.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Więc mogę jedynie podziwiać Twoją postawę i wybory, których dokonałaś.

Życzę Ci cierpliwości, wytrwania w miłości oraz miłości i pokoju w rodzinie.

 

Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

To narazie musi tak być.

Ale zobaczysz wszystko się ułoży z czasem, mama zrozumie. Bądź wtedy przy niej bo będzie cię potrzebować.:serduszka:

Będzie :_okok:

Pozdrawiam:uscisk:

Link to comment
Share on other sites

Serio: czy macie dar jasnowidzenia?, właśnie przed chwilą zadzwoniła moja mama, pierwszy raz odkąd sie wyprowadziłam!? Żaliła mi się na obecną sytuację, którą sama sobie stworzyła i nie chodzi tu o mnie, ale też o inne osoby, które odwróciły się od mamy, przez jej postępowanie i zachowanie. Mało kto był za nią, w osobach które zawsze jej pomagały, nagle zobaczyła wrogów, choć dobrze jej radzili i chcieli dla niej dobrze. A może przez święta, które się zbliżają? Nie wiem ale słyszałam w głosie żal, płakać się jej chciało ale CHCIAŁA ZE MNĄ ROZMAWIAĆ!? Pytała o córcię, żebym ją przywiozła, żebym przyjechała i czeka na mnie.

Na początku nie chętnie z mamą rozmawiałam, bo usprawiedliwiała się, a wiem, że pewne sytuacje czy słowa, które wypowiedziała za moimi plecami nie były ok, a teraz zamydlała mi oczy, że to nie prawda itd. Miałam powiedzieć co o tym myślę, żeby zaczęła sama myśleć nie słuchała swojej siostry, a tym bardziej mojego brata... Ale wiecie, pomyślałam sobie, że jeszcze będzie okazja jej to powiedzieć, może w oczy, na spokojnie, bo tak pomyślałam, że po co mi to.

Nic moja złość nie zmieni, choć wiedziałam, że się usprawiedliwia i nie do końca szczere, ale zadzwoniła i pokazała mi, że żałuje, choć nie powiedziała tego wprost (Zawsze taka była). Tak czułam już wcześniej, a teraz mnie w tym utwierdziła. Szkoda tylko, że tak późno. Bo mogło być inaczej...

Dziwnie się czuję, trochę ta sytuacja mnie "łechce", bo wiedziałam, że tak będzie, bo zawsze dla mamy chciałam dobrze a ona sie odwróciła ode mnie. Mam nadal żal do mamy, ale też jest mi jej żal, no i przechodzi mi przez myśl jeszcze jedno: czy coś odemnie chce, czy jest w tym jakiś haczyk? Mogę się mylić ale nie dziwcie się po tym co przeszłam.

No i kręci mi się łezka... Ale czas pokaże, bo zdaję się na niego.

Pozdrawiam i dzięki za zainteresowanie.

Link to comment
Share on other sites

Rosso,

 

To co dajesz, wraca do Ciebie.

Takie jest prawo.

 

Dajesz miłość, więc ją otrzymasz.

 

Na początku nie chętnie z mamą rozmawiałam, bo usprawiedliwiała się, a wiem, że pewne sytuacje czy słowa, które wypowiedziała za moimi plecami nie były ok, a teraz zamydlała mi oczy, że to nie prawda itd. Miałam powiedzieć co o tym myślę, żeby zaczęła sama myśleć nie słuchała swojej siostry, a tym bardziej mojego brata... Ale wiecie, pomyślałam sobie, że jeszcze będzie okazja jej to powiedzieć, może w oczy, na spokojnie, bo tak pomyślałam, że po co mi to.

Twój wybór ponownie był dobry.

Nie ponaglaj i nie wracaj do tematu.

Mama musi sama do tego dojrzeć. Dojrzeć wewnętrzenie. Dopiero wtedy będzie to pełna, świadoma dojrzałość.

Uczymy się całe życie. Ona też się uczy.

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Zobaczysz,że z każdym dniem będzie tylko lepiej. Narazie jednak odmawiałabym powiedzenie mamie,by nie słuchała ciotki i brata. Może to bowiem spowodować,że ona obrazi się na Ciebie i odczuje to jako "brak wsparcia", wiem,że dużo przeżyłaś złego z jej strony,ale poczekaj. Na szczer a rozmowę przyjdzie czas jak Twoje kontakty z mamą się polepszą.

Link to comment
Share on other sites

właśnie przed chwilą zadzwoniła moja mama, pierwszy raz odkąd sie wyprowadziłam!? Żaliła mi się na obecną sytuację, którą sama sobie stworzyła .

 

Twoja mama Cię potrzebuje, ale nie ma odwagi by się szczerze do tego przyznać - bądź przy niej, wysłuchaj, a nie pouczaj, wszystko z czasem się ułoży.:uscisk:

 

Nie wiem ale słyszałam w głosie żal, płakać się jej chciało ale CHCIAŁA ZE MNĄ ROZMAWIAĆ!? Pytała o córcię, żebym ją przywiozła, żebym przyjechała i czeka na mnie.

 

 

Widzisz mama cię kocha i ty odpłać jej miłością.:serduszka:

 

Miałam powiedzieć co o tym myślę, żeby zaczęła sama myśleć nie słuchała swojej siostry, a tym bardziej mojego brata... Ale wiecie, pomyślałam sobie, że jeszcze będzie okazja jej to powiedzieć, może w oczy, na spokojnie.

 

Bardzo dobrze, że tylko miałaś, a nie powiedziałaś - niektóre sprawy lepiej załatwiać osobiście, w cztery oczy a nie tel. będzie jeszcze czas na wyjaśnienie.

 

Już pisałam, czas jest najlepszym lekarstwem, zobaczysz nadejdzie taki dzień, dzień pojednania:uscisk:

Link to comment
Share on other sites

Masz dużo racji aura, ale zycie nieustannie wszystko weryfikuje....

Granica między zaufaniem, dobrocią a naiwnoscia jest bardzo krucha, dlatego tak łatwo mozna samemu dać się skrzywdzić, nie twierdze, że tak jest w tym przypadku, ale cieszę się, że rossa dopuściła do głosu rozsądek.

przechodzi mi przez myśl jeszcze jedno: czy coś odemnie chce, czy jest w tym jakiś haczyk? Mogę się mylić ale nie dziwcie się po tym co przeszłam.

No i kręci mi się łezka... Ale czas pokaże, bo zdaję się na niego.

Życzę, żeby czas był dla Ciebie łaskawy.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Musisz wejść do swojego panelu użytkownika i kliknąć "napisz nową wiadomość" potem wybierasz usera do którego chcesz napisać, piszesz temat i treść :)

Po resztą nie dziwię się że tyle osób chce do niej pisać, sam chcę znowu do niej zagadać ale nie mam pretekstu XD

Link to comment
Share on other sites

aura jak można napisać do ciebie na pv? Jestem tu nowa i nie bardzo wiem co i jak;) klikam na twój nick ale nie pokazuje mi się pv... :(

Witaj kliknij na mój nik tam pokaże ci się by wysłać do mnie wiadomość na priv.:_okok:

Link to comment
Share on other sites

cześć

ostatnio śnią mi się dziwne sny... w pierwszym śnie były same koty w drugim pojawiły się szczury, a w trzecim śnie koty zostały pogryzione przez te szczury i były całe we krwi, widziałam na nich otwarte rany, a jeden z kotów był na żywca jedzony przez szczura. w czwartym śnie jechałam samochodem z kotami i zbierałam ich odchody z tapicerki samochodowej, po czym sama "zrobiłam kupe" <lol2> i trzymałam ją w ręku... nastała kilku dniowa przerwa w snach. teraz śniła mi się teściowa, która kazała mi wychować dziecko jej sąsiadów. z tym dzieckiem poszłam do lekarza, który na podstawie moich zdjęć RTG powiedział że zostało mi kilka dni życia... czy wiecie co to może oznaczać? proszę o szybką odpowiedz...

Link to comment
Share on other sites

1) agresywne zwierzęta to szkodliwi ludzie z Twojego otoczenia. Szczury to takie "podgryzacze", może chodzić o plotki i złośliwe uwagi. Towarzystwo, w jakim się obracasz może mieć między sobą spięcia w tej chwili.

2) jazda samochodem to świadome kierowanie sobą. Koty jako takie to fascynacje erotyczne, ukrywane znajomości. Załatwianie się w miejscu publicznym to niestosowne sytuacje, wstyd, plotki, gafy i także wstręt wobec erotyki. Ręka według tego, co się nauczyłam to symbol kontaktów międzyludzkich, ale ja odczytuję ją także jako codzienność a także pracę. Nie wnikam w Twoje życie seksualne, ale może po prostu ostatnio ktoś się Ciebie uczepił za Twoje poglądy?

3) teściowa w śnie kazała Ci przyjąć cudze poglądy, obrać takie cele, jakie mają inni, marzenia, "bo tak wypada" mówiąc wprost. W śnie Twoja świadomość pokazała Ci właśnie fotkę z całej tej sytuacji, prześwietliła ją i Ci pokazała. Musisz szybko zdać sobie z tego sprawę i znaleźć siłę, by żyć jednak tak, jak Ty czujesz, że jest dobrze.

 

Teraz, kiedy to napisałam, widzę, że te sny stanowią całość.

Edited by Reina
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

trafnie określiłaś mój sen...faktycznie te sny maja powiązanie z pracą, niedawno ją zmieniłam... mam do ciebie jeszcze jedno pytanie... po przerwie znów miałam sen....śniło mi się że kobieta kierująca autem wymusiła pierwszeństwo i wjechała pod koparkę... łyżka koparki obcięła jej głowe to nie ja kierowałam samochodem...czy ten sen z wszcześniejszego snu wyrok dany przez lekarza maj coś wspólnego z moim zdrowiem?

Link to comment
Share on other sites

Koparka byłaby symbolem pracy, ale też drążenia jakiś spraw. W każdym razie ostatnio chyba mogłaś mieć jakieś spięcia z jakąś kobietą (może ze wspomnianą teściową? Albo w pracy, szefowa albo niemiła koleżanka), nie zwracała uwagi na innych, tylko robiła to, co jej odpowiadało, bo tak było jej wygodnie. Głowa to rozsądek, myśli, marzenia, poglądy o których tyle pisałam. Na szczęście nie udało się jej Ciebie zepchnąć z Twojej drogi, to ona robiła źle. Być może pomaga Ci właśnie jakaś przyjazna osoba i to dzięki niej wszystko idzie w dobrym kierunku :)

Akurat ze zdrowiem nie widzę specjalnych powiązań w tym śnie. No, może poza tym, że czujesz, że choroba może Ci utrudnić znacząco pracę, ale sam w sobie nie zapowiada jeszcze poważniejszych komplikacji zdrowotnych. Chyba, że lekarz Cię czymś straszył, mogłaś się po prostu przejąć tym, ale to nadal tylko Twoje lęki.

Link to comment
Share on other sites

Witam ponownie,

no muszę się do tego przyznać, bo chyba tłumię to w sobie, jest mi smutno. Może dlatego, że idą swięta... Jakoś mi dziwnie bez matki je spędzić, nie wiem, a może chodzi mi o dom. Ostatnio usłyszałam takie stwierdzenie: gdzie sece twoje tam twój dom. I jakoś mnie w środku zakuło. Nie wiem czy tęsknię, bo czuję ulgę, że tam mnie nie ma, dobrze mi tu, a jednak jest coś co mnie boli.

Mój mąż napewno nie pojedzie tam na wigilię, a ja sama nie wiem. Chyba pojadę, jakoś nie przeraża mnie to, żeby z mamą podzielić się opłatkiem, mimo tago co zrobiła i co mówiła, ale jak pomyślę, że będę dzielić się z bratem, który miał duży udział w tej całej sytuacji, no i może będzie też moja ciocia, prowodyrka wszystkiego; to poprostu nie chce mi się tam jechać, wtedy nie myślę o tym miejscu jak o domu... Z drugiej strony myślę o tacie, że pewnie chciałby żebym tam pojechała. Sama nie wiem. Zwlekam z decyzją, bo mam nadzieję, że jakoś sama się rozwiąże.

Może to nie są jakieś duże problemy, ale rozstrajają.

Ostatni jak tam byłam,mama rozmawiała ze mną, tzn. próbowała bo nigdy jej to nie wychodziło. Zaczęła mi się żalić, zrozumiała, że to wszystko było nie potrzebne, choć w prost mi tego nie powiedziała. Może dlatego jest mi jej żal, bo zrozumiała i widzi, że taeraz jest jej gorzej.

Ja już wybaczyłam ale nie potrafię zapomnieć, nie zamartwiam się codziennie, no ale czasem nachodzą mnie właśnie takie myśli.

Potrzebuję jakiegoś znaku, ze będzie dobrze, choć wiem że będzie dobrze.

Pozdrawiam

 

P.S. Często śni mi się morze, fale białe spienione. Woda nie jest wzburzona ale są fale, które do mnie się zbliżają moczą mnie, ale mi się to podoba. Sni mi się spokojne morze, plaża. Uspokajają mnie te sny i zastanawiają.

Link to comment
Share on other sites

Rossa kieruj się głosem serca, a wszystko będzie dobrze;)

 

P.S. Często śni mi się morze, fale białe spienione. Woda nie jest wzburzona ale są fale, które do mnie się zbliżają moczą mnie, ale mi się to podoba. Sni mi się spokojne morze, plaża. Uspokajają mnie te sny i zastanawiają.

Woda to symbol stanu psychicznego :zmartwień,smutków rozterek ale i rodości szczęścia. Stan wody odzwierciedla stan twojej duszy.Myślę, że fale odzwierciedlają właśnie twoje rozterki.Tobie śni sie czysta, więc jest zapowiedzią rozwiania Twoich zmartwien, zapowiedzią radości.

 

Tak czuje:)

Edited by Justys
Link to comment
Share on other sites

Rossa idź do matki na wigilię.

Święta to czas rodzinnej zgody, spokoju i radości.

Dasz db. przykład dziecku, zobaczy, że rodzina to jest dobro największe na świecie, że nieważne co się dzieje rozina powinna być zawsze razem, a szczególnie w taki dzień.

Wpanij choćby na godz. podziel się opłatkiem - to będzie twoje wyciagnięcie ręki, a od nich zależy jak się sprawy dalej potoczą

Kto wie może to będzie zalążek zgody w rodzinie, wiadomo nie od razu zapomnisz doznane krzywdy ale ...:wstydnis:

Link to comment
Share on other sites

Dzięki dziaewczyny,

Pewnie pójdę na wigilię, bo chyba nie potrafię inaczej ale będzie to wymuszone. Ale wolę iść niż później zamartwiać się , że bnie byłam.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

To naprawdę jest dziwne uczucie. Była u mamy dziś, tzn musiałam być bo mała mi się znów rozchoraowała, musiałam wrócić do pracy i musiałam ją tam zawieźć.

Jak Wracam z stamtąd to jestem zdołowana. Była tam też ciocia, no i brat, mam wrażenie, że za plecami drwią ze mnie...

Naprawdę lepiej jak tam nie jeżdżę bo jestem spokojniejsza, pogodniejsza, nie czuję się taka "mała" - jak teraz.

Wiem, że nudzę, ale zawsze coś powiecie mądrego.

Wiem też że jutro będzie nowy dzień i już inaczej będę na to patrzeć ale dziś mam doła.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Po prostu powiedz matce o wszystkim, co czujesz. Właśnie - nie o tym, co było, tylko co czujesz. "Mamo, czuję się ..., kiedy...", "Mamo, bardzo mi smutno, kiedy...". Żadnych kłótni, a jedynie otwarcie się. Mama nie powinna być zła, prawdopodobnie będzie miła, ale musisz sama sprawdzić, jak zareaguje, pewnie ją trochę zaskoczy Twoja otwartość. Ulży Tobie i nie będą Cię męczyć niedopowiedzenia.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Bardzo serdecznie polecam Aure. Nie dosc ze trafnie mi przepowiedziala o moim zwiazku to do tego wspierala mnie na duchu, doradzala, wypytywala sie o moje samopoczucie. Cudowna wrozka i kobieta:)

Nie musicie szukac innej wrozki czy wroza ona wam wystarczy, jest super

Dziekuje Ci Auro za wszystko :*

Link to comment
Share on other sites

Witam serdecznie,

czy chcecie poczytać o moich żalach? Choć otaczam się ludźmi nie potrafię z nimi rozmawiać o takich rzeczzach...

Sprawę z mamą jakoś sobie poukładałam, bo mie ma sensu żyć w takim spięciu, przynajmniej ja nie potrafię, bo sumienie mnie dręczy.

Żyło mi się już lepiej, spokojniej i dziś przyszedł mąż z pracy, że prawdopodobnie ostatni dzień pracuje. Mówię że na tym świat się nie kończy, mieliśmy gorsze sytuacje w życiu ale on się załamuje już nawet drobnymi sprawami. Boję się żeby nie uciekał w alkohol, dziś tak zrobił, a dla mnie jest to nienormalne, bo ja choć mam czasem gorsze dni zawsze szukam jakiś pozytywnych stron z negatywnych zdarzeń. Zawsze próbuję złapać równowagę i nie dać się. On nie on coraz bardziej się zagłębia w takim niezrozumiałym dla mnie myśleniu.:_smutny:

Mam nadzięję że się to zmieni, tzn. ja wiem że to się zmieni ale czasem mam już dość, naprawdę.

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Rosa piszesz, że prawdopodobnie ost. dzień pracuje czyli rozumiem, że jeszcze nie ma wypowiedzenia w dłoni i są to tylko pogłoski.

Może się zdażyć że przedwcześnie lamentował?

Musisz pamiętać, że mężczyźni mają wpojone, że to oni zarabia na dom i w sytuacjii kiedy nie mogą zapewnić rodzinie odpowiednich standartów życiowych popadają prędzej od kobiet w zniechęcenie. Natomiast bardziej od możliwości utraty pracy przejełabym się tym, że w sytuacjach stresowych sięga po alkohol . Wiem, że będzie wam ciężko gdy mąż straci pracę to jednak ciężej będzie gdy jeszcze do tego będzie sięgał po kieliszek. Musisz szczerze o tym z nim porozmawiać ale gdy będzie trzeźwy i rozmowe przeprowadzicie bez nerw. Staraj się łagodzić jego napięcie gdyż może czuć się teraz mniej męski z powodu sytuacji w jakiej się znalazł. To nie znaczy, że masz mu ustępować we wszystkim co powie ale że powinnaś dać mu odczuć, że na w tobie oparcie i we dwoje pokonacie wszystkie przeszkody.

To jest moja rada, a ty przemyśl dobrze i zastanów czy się do niej zastosujesz.

Link to comment
Share on other sites

Dzięki. Zanim mi odpisałaś ja już z nim rozmawiałam. Nie straci pracy, ale jest nie doceniany. Staram się wpłynąć na niego, żeby pozytywnie myślał, wpajam mu, że nie ma sytuacji bez wyjścia ale on się przed tym zamyka...

Napisałam do niego list, mam nadzieję, że dowarościuję go choć troszkę.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Chciałabym wam coś opowiedzieć. To dość długa historia, mimo że trwała zaledwie pół roku.

Moim problemem jest strach. Zawsze bałam się błahych spraw, takie lęki jak np. pająki nie są niczym poważnym. Jednak od wyprowadzki na studia, od kiedy zaczęłam mieszkać sama, daleko od domu, przyjaciół i tego co tak naprawdę dawało mi poczucie bezpieczeństwa czuję się źle. Bardzo źle. Miewam silne ataki histerii i stany lękowe, po prostu płaczę, trzęsę się i nie umiem uspokoić. Wiem, powinnam mieć kogoś kto by mnie rozumiał, kto dał by mi poczucie sensu w życiu. Bo tego co teraz robię nie jestem pewna. Poczucie bezpieczeństwa.

O dziwo, właśnie w październiku zaczęłam rozmawiać, pisać i spotykać się z pewnym chłopakiem. Właściwie zawsze śmialiśmy się, że to przeznaczenie. Że tak miało być. Mimo tego, że kiedyś związany był z moją przyjaciółką, która bardzo go zraniła. Wiem, może wydać się to wszystko takie naiwne. Jednak on nie chciał się odegrać czy coś, po prostu potrzebował osoby która byłaby z nim, podobnej do siebie. Głębokiej. Uznał, że ja zasługuję na zaufanie. Ciągle mówił, że ją kocha nadal. Bardzo trudno było mi uwierzyć mu i zacząć traktować na serio. Znów ten obezwładniający strach, przed ludźmi tym razem. Tak wiele złego już mi zrobili. Jednak kiedy poczułam, że uzależniłam się od niego, wiedziałam że moja przyjaciółka musi się o tym dowiedzieć. Musi, bo mnie zabiją wyrzuty sumienia, bo to wszystko nie fair. Zdenerwowała się mocno, zostawiła mnie, obiecała że się zemści. Tak mnie to wszystko dobiło, że nie miałam siły myśleć pozytywnie. Na studiach mi nie szło, ataki tylko się nasiliły. Łukasz był ze mną cały czas. Ta sytuacja pozwoliła mu tylko bardziej mi zaufać, bo stanęłam po jego stronie. Broniłam go. Że nie robi tego by krzywdzić ją. Nikt nie chciał jej krzywdzić.

Wszystko układało się dobrze, do czasu. Wiedziałam, że kiedyś nastąpi moment kiedy po prostu to co jest między nami zamieni się w coś więcej niż przyjaźń. Mimo że znałam go już dość dobrze i ufałam mu bałam się. W pewnym momencie on po prostu zaczął traktować mnie inaczej, z dystansem. Wszystko się popsuło. Nie wiem dlaczego. I chyba nigdy mi tego nie wyjaśni. Zawsze mówił, że łamie jego schematyczne myślenie dotyczące kobiet. Zachowywał się też dwuznacznie, dając mi pewne sygnały. Sposób rozmowy, zakrawał o lekki flirt. Dlatego wydawało mi się, ze wszystko idzie ku lepszemu.

Od czasu kiedy nabrał do mnie dystansu mało rozmawialiśmy, mniej niż zwykle. Unikał mnie. Pytałam go co jest nie tak, nie odpowiadał, tylko zbywał mnie krótkimi odpowiedziami. Jedna myśl przychodziła mi do głowy: "jest ktoś jeszcze".

To trwa już prawie dwa miesiące. Kiedy nie umiemy być ze sobą szczerzy, on sam zamknął mnie na siebie.

Ze względu na to, że jestem bardzo emocjonalną osobą nie umiałam opanować kolejnych lęków i emocji wprost wylewających się ze mnie. Wiele razy płakałam, próbowałam mu przekazać jak się czuję. Był jakby ślepy i głuchy. Później nawet przestał się odzywać, trwało to prawie dwa tygodnie. Kiedy mocno zdenerwowana napisałam mu wiadomość, że chciałabym znać chociaż powód, albo krótkie wyjaśnienie. Przecież zasługuję chociaż na tyle. Powiedziałam mu jak mnie zawiódł. Otrząsnął się nagle i zaczął przepraszać. Nie umiałam mu nie wybaczyć, chciałam żeby było jak dawniej. Bo znów straciłam wszystko co było ważne. Moją przyjaciółkę, a co za tym idzie kilku przyjaciół którzy stanęli po jej stronie, a później jego.

Jednak to wszystko nadal nic nie zmieniło, wciąż tylko ja się starałam. Pisałam, zagadywałam, rozumiałam.

Tydzień temu odbyła się poważna rozmowa. Wiedziałam już, że nie ma odwrotu, że go kocham. A on powiedział mi, że nadal kocha tamtą. Że chciałby być ze mną, ale nie wie czy umie kochać jeszcze kogoś. Ze nie chce próbować na mnie, bo nie chce mnie ranić. Chciał żebyśmy zostali nadal przyjaciółmi, bo jemu zależy na tym i nie umiał by tak po prostu zapomnieć, że mnie potrzebuje. Tylko w nim siedzi problem. Uwierzyłam mu, znów. Zresztą co miałam zrobić? Nie chcę go do niczego zmuszać. Tylko nadal jest źle, ponoć tak mu zależy a nie potrafi czasami się postarać. Zrobić czegokolwiek, żeby dać mi poczucie tego, że jest dla mnie. Wiele mówi, mało robi.

Czuję się gorzej niż na początku, bo teraz zostałam sama. I nie wiem w co wierzyć a w co nie. To dość pobieżnie opowiedziana nasza historia.

A ja czuję się jakby bolała mnie każda komórka ciała, jakby nic nie miało sensu. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Po raz kolejny zawodzę się na człowieku, a on obiecywał że tak nie będzie. Czuję jakbym po prostu przestała być potrzebna, bo otrząsnął się z tego stanu w jakim zostawiła go tamta. Jednak nadal wiem, że nie jest złym człowiekiem. Tylko się pogubił, nie umie zapanować nad wszystkim co narobił. Nie chce wziąć za to odpowiedzialności.

Tylko dlaczego ja nie umiem sobie z tym radzić... doskonale tłumaczę go przed sobą. Ale siebie samej nie umiem. I winię się za to, że nie byłam dość dobra, zbyt słodko-gorzka.

Boję się jego i o niego. I tego, że bez niego nie umiem...

Link to comment
Share on other sites

Z tego co tu wyczytałam widzę, że jeste poprostu "beznadziejnie zakochana", a w takich stanach żadko kto myśli racjonalnie czy też podejmuje właściwe decyzje.

Nie jest mym zamiarem ni chęcią oceniać cię czy też potępiać. Nie będę tęż wypisywać "ja na twoim miejscu..." bo to nie ma sensu, a tobie zwyczajnie nie pomoże.

Mogę jedynie zaproponować spotkania z psychologiem w sprawie twych lęków oraz uzależniania się od innych.

Naraziie jedynie czas i zajęcie umysłu "czymś innym" mógłby tu pomóc.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

WITAM WSZYSTKICH!!!

 

Myslę, ze to miejsce gdzie mogę umieścić moją prośbę... chodzi mi o wasze wsparcie, moze napisze o co chodzi...

 

Jestem studentem dosc trudniego kierunku, dzis mam dosć trudny egzamin i moję sie, ze dam plamę, jest mi ciężko, mimo to, kocham to co studiuję, kocham moich przyjaciół, nie chciałbym pożegnać sie dziś z uczelnią i z moimi przyjaciółmi. Egzamin piszę dziś o 18.00, prosze was o duchowe wsparcie, o modlitwę, rozpoczynając egzamin, wiedząc, ze mili ludzie z mojego forum ulubionego będa mi kibicować napewno lepiej sobie poradzę, prosze was, wspomóżcie moje pozytywne myślenie. Moze to nie jest wazny problem, ludziom sie życie wali na głowę, mi "tylko" studia w najgorszym wypadku, ale mimo to prosiłbym was o "duchowe trzymanie kciuków" jesli mogę to tak ujać...

 

roseflame, wiem, ze pomagasz czasem ludziom zapalając świeczkę w ich intencji (przeczytałem na forum), czy byłabyś tak pomocna i zapaliła też dla mnie o godzinie 18.00? Auro? mozesz poprosić Aniołki o łaskę wiedzy dla mnie? Każda pomoc się przyda, wiem że jedna pozytywna mysl, jest 100 razy silniejsza niż negatywna, kilka waszych pozytywnych myśli wysłanych do Wszechwiata napewno mi pomogą...

 

Dziękuję z góry, jesteście kochani:bukiet::bukiet::bukiet:

 

ps. Czy molibyście też pomyśleć o moich przyjaciołach? Kasi i Przemku? Wiem, ze o dużo prosze, ale to dla mnie wazne, dziękuję

Edited by Sephira
Link to comment
Share on other sites

FIZJOLOGIA ROŚLIN, studiuję Biotechnologię toslin użytkowych na Uniwerku Śląskim, za godzinkę wychodze na busa, dziękuję wam:)

Link to comment
Share on other sites

Krzysiu trzymam kciuki za ciebie i proszę Boga , Aniołki i cały wszechswiat , o pomoc ,żebyś zdał dzisiejszy egzamin . Wierzę ze zdasz bo juz twoje roslinki , krzaczki i drzewa wysyłają do ciebie tę najpotęzniejszą energię swiata wraz z Bogiem i Aniołami jesteś pod ich opieką. Ja osobiscie o godzinie 18 zapalam swieczkę i wzamcniam tę energię która jest wokól ciebie nagromadzona z super pozytywnym dla Ciebie skutkiem Powodzenia bedzie dobrze:uscisk:

Link to comment
Share on other sites

Takie same siły wszechswiata posyłam dla twoich przyjaciół z roku , jesteście wspaniali i zdacie ten trudny egzamin Powodzenia:uscisk:

Link to comment
Share on other sites

Ja też się dołączam, wiec masz dwa dodatkowe kciuki ;) Zobaczysz będzie dobrze, stres dopinguje często dopinguje, mam nadzieję, że jest tak i w Twoim przypadku :) POWODZENIE Tobie i Twoim przyjaciołom :)

Link to comment
Share on other sites

Guest truskawka
FIZJOLOGIA ROŚLIN, studiuję Biotechnologię toslin użytkowych na Uniwerku Śląskim, za godzinkę wychodze na busa, dziękuję wam:)

 

Dacie radę :) Wierze w Was :) Trzymam bardzo mocno kciuki.

 

Też studiowałam na UŚ tylko coś innego (też trudny kierunek) ;)

Link to comment
Share on other sites

Krzysiu napewno sobie poradzisz, jesteś inteligentnym młodym człowiekiem!

Poproszę Anioły, o wsparcie i pomoc dla Ciebie i twych przyjaciół.

O 18-tej też zapalę świecę w tej intencjii i będę przesyłać ci pozytywną energie.

Link to comment
Share on other sites

Beniek, Słońce Ty moje!!

zapalę w Waszej intenci świeczkę i zrobię przekaz Reiki, co by się dobrze i treściwie myślało.

 

Wierzę, że Wam się uda!!

 

ściskam cieplutko

:uscisk:

 

Link to comment
Share on other sites

DZIĘKUJĘ!!!

 

AŻ ŁEZKA W OKU MI SIĘ KRĘCI!!! :wstydnis:Naprawdę cieszę się, ze mam tylu życzliwych ludzi wokół siebie, jestem po egzaminie? Czy zdam zobaczymy... ale odganaim od siebie czarne myśli, dziękuję naprawde.. jestescie kochani!!! :):bukiet::bukiet::serduszka:

Link to comment
Share on other sites

Benius musisz byc dobrej mysli jestem pewna ze dobrze- egzamin zdany - wolalysmy ciebie na SB i nam zwiałes Dobrej nocki , kolorowych snów po tym cięzkim dniu:uscisk:

Link to comment
Share on other sites

Na UŚu chyba same trudne egzaminy, jak wszędzie. Też tam studiuję. ;)

A pozytywne myślenie i wsparcie to naprawdę wiele.

Mi nawet co raz lepiej to wychodzi.

Link to comment
Share on other sites

No tak zbyt skromnie zaświeciłem, nie zakładając oddzielnego tematu tylko wspomnę. Studiuję psychotronikę, rozwijam się duchowo i ucząc się chcę pomagać innym.

 

Pomogę zbudować fundament konstruktywnych przekonań na temat siebie i świata, pokarze jak pracować w sferze mentalnej, znajdę i uświadomię mechanizmy neurotyczne, udzielę istotnej wiedzy ezoterycznej, wsparcia duchowego i pozytywnego myślenia na temat 2012 i inne.

Link to comment
Share on other sites

Guest truskawka
ZDAŁEM EGZAMIN!!!! DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM ZA WSPARCIE!!!!:bukiet::bukiet::bukiet:

 

Super :) Gratulacje :) Wiedziałam, że zdasz :)

A jak poszło Kasi i Przemkowi? Też zdali?

Link to comment
Share on other sites

Arabika,

co z tą gorącą czerkoladą?

Nadal aktualne? ;-))

 

 

Oczywiście! Teraz pora jak najbardziej czekoladowa! :soczek:

 

...a swoją drogą, to potrzeba mi zastrzyk energetyczny, bo czuję się wielce wypompowana... Albo to wina tego co za oknem, albo/może/oraz wina braku wina... :chytry_na:

Link to comment
Share on other sites

Guest winteer

Wiesz, ja też wolę czerwone i półwytrawne...

 

lecz to była bardziej prozaiczna sytuacja... miałam lekką awarię komputerową - przez kilka dni nie wpuszczało mnie na ezo, no i biegiem do brata na drugi koniec miasta wyczaić o co chodzi i czy jego komp. ma takie problemy..

 

Więc brat zamiat poczęstować mnie mrożoną herbatą - poczęstował białym winem.. w tym momencie bardziej ucieszyłaby mnie zwykła kranówka, ale cóż... jeśli darmo dają..

 

Daniel poprostu chciał dobrze, ale ja wtedy nie miałam bsolutnie melodji do jakich kolwiek trunków/

 

 

Ale za to dziś mam cały zestaw: capuccino z magnezem, ciastka i gorącą czekoladę.. a za niecałą godzinę ędzie gotowa moja golonka w piwie.. i to wszystko na kolację.. ;-D

Link to comment
Share on other sites

Jak dają to trza brać! :D W każdej ilości ;)))

Winteer, to Ty zdrowo się odżywiasz!!! :D Szczególnie ujmująca w jadłospisie jest ta golonka :D Też lubię, chociaż daaaawno nie jadłam!

Link to comment
Share on other sites

Beniek!! bardzo się cieszę!! mam nadzieję, że Twoim przyjaciołom tez dobrze poszło.

 

ktoś mówił coś o golonce???? Leży gdzieś bidulka gotowa do zjedzenia??

Dawać ją!!

Link to comment
Share on other sites

Guest winteer

ha ha ha ha ..

buuuaaahhhaaaaaa...

 

...trzeba było powiedzieć wcześniej, to bym w kocioł wstawiła..

 

Arabika, zapodaj mi ..no.. skrzydło nietoperza bo mi przypraw w słoiczku zabrakło... hi hi hi ;-D... ewentualnie wymienię za gałki oczne gronostaja... ha ha ha ha

Link to comment
Share on other sites

PRZEMEK I KASIA TEZ ZDALI!! Jeeee, nadal studiujemy biotechnologie, razem :D:D:D:bukiet::bukiet:

 

Dziękuję za duchowe wsparcie nas wszystkich!:_kwiatek::_kwiatek:

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Otóż mama po tym wszystkim żałuje, a mi jest jej bardzo żal. Mimo, że wprowdził się tam mój brat z żoną i z dziećmi, wydaje mi się, że jest samotna, a szczególnie w niedziele, kiedy zostaje sama w domu. Szkoda mi jej naprawdę. wiem że sama do tej sytuacji doprowadziła ale myślę o niej.

Ciocia, która tak namieszała ma dużo swoich życiowych kłopotów teraz i jej mi żal.

A my żyjemy sobie od tego wszystkiego z dala, spokojnie...

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Ciesz się, że między tobą, a mężem wszystko OK.

Niestety przykro mi, że twoja mama cierpi - zaproś ją na niedziekny obiad wtedy może będzie można szczerze porozmawiać, powiedz jej, że wrazie jakichkolwiek problemów może może zawsze na ciebie liczyć.

Link to comment
Share on other sites

Chciałabym ale dziś znowu decyzje mojej mamy rozzłościły mnie. Już czułam do niej tyle ciepła, jej postępowanie nie tylko mnie zastanawia ale bulwersuje. Jest albo sterowana jak marionetka albo... "niemądra". Postępuje jak nie moja mama. Co się dzieje????

Naprawdę już myślałam, że jest lepiej i znowu mnie rozłożyła na łopatki. Mój kochany tato, gdyby żył nigdy by nie doszło do takich sytuacji, nie dopuściłby do tego co chce zrobić mama. Nie rozumiem co się z nią dzieje.

Pozdrawiam :-(

Link to comment
Share on other sites

Musisz pamiętać, że to starsza osoba i z racji wieku nie zawsze działa racjonalnie szczególnie gdy jest pod wpływem os. 3-cich, których celem jest ich własne szczęście. Mogą uważać, że "cel uświęca środki".

Zastanów się czy warto i czy dasz rade walczyć z przeciwnościami?

Link to comment
Share on other sites

nie wiem czy warto i czy dam radę walczyć, bo nawet mi się już nie chce, dobrze jest jak jest. Ale wiem na pewno, że zdanie swoje powiem czy to coś da czy nie.

Nie rozumiem jednego: tyle lat tam mieszkałam i nigdy nie chciałam od mamy, ani taty jak jeszcze żył, ani grosza. Raczej z mężem uważliśmy, że to my musimy się zaopiekować rodzicami na starość, bo zostaliśmy w tym domu.

A teraz co? Inni mają inne prawa i chcą wykorzystać starą matkę????

Śnił mi się dziś mój tato i mówił, że muszą z mamą postawić choćby jedną ścianę domu, żeby z nami mieszkali. Czasem mam przeczucie, że moja mama kiedyś będzie miała poważne kłopoty i nie będzie chciała mieszkać w swoim własnym domu. Oby tak nie było.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Guest truskawka

Rossa79 bardzo chciałabym Ci pomóc tyko za bardzo nie wiem jak. Mogę postawić karty i zobaczyć w nich co powinnaś zrobić w tej sytuacji. Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Witaj Aura

Wiem że mój problem to wsumie żaden problem ale od jakiegoś czasu zastanawiam się co ze sobą zrobić, czuję że ta sprawa dekocentruje mnie.... Moja mam jet obecnie za granicą wiem że około 3 lat temu może 2 zdradzała tam tate. Z jej tel wzięłam do niego numer ale nie mam odwagi zadzwonić a poza tym i tak nie wiedziałabym co powiedzieć. Kolejna sprawa to to że mój tata nic o tym nie wie a mam młodszego 8 letniego brata... nie chciałabym mu rozbić rodziny... poza tym teraz chyba już nie jest z tym człowiekiem... nie wiem co mam z tym zrobić jak się zachować....

Link to comment
Share on other sites

Eme, żaden problem nie jest mniej ważny - problem to problem i trzeba go rozwiązać, a dla ciebie jest spory skoro nie radzisz sobie z nim.:_okok:

Najpierw powinnaś szczerze porozmawiać z mamą i dowiedzieć się od niej jak to z jej str. wygladało. Wiem, że życie w kłamstwie jest strasznie trudne, a skrywanie tajemnic jest straszne dla psychiki. Ale czasami jest lepiej żyć w nieświadomości dlatego radze byś nie rozmawiała z tatą do czasu, aż nie dowiesz się od mamy "prawdy". Może wtedy jak wyrzucisz z siebie wszystkie obawy będzie tobie lżej. Może też zdażyć się, że usłyszysz od mamy, że tata o wszystkim wie tylko nie chcieli was martwić dlatego nie słyszeliście o tym.

Porozmawiaj szczerze z mamą, powiedz wszystko jak to cię boli i czego się obawiasz. Wyrzuć to z siebie.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Witaj aura potrzebuję jakiejś rady,sama już nie mam sposobu... nie mam wiedzy jestem zielona kompletnie w jakiś telepatiach itd a to miejsce wydaje się odpowiednie.

Boję się,że umartwiam osobę z którą coś mnie parę m-cy temu łączyło.

On zrezygnował z bliskiej znajomości,to nic, było mi przykro ale nic sobie nie obiecywaliśmy,normalna sprawa. Szanuję tego człowieka i bardzo lubię.

Nie myślę źle o nim,nie życzę mu złych rzeczy przeciwnie chciałabym by było jak najwięcej uśmiechu na jego twarzy,ale przy tym odczuwam tęsknotę,wracam do wspólnych chwil,czuję żal,niespełnienie,niedopowiedzenie i tu zaczynam fiksować. Cały czas mam prawdziwe tak realne przeczucie,że on to wszystko odczuwa,że sprawiam mu ból,że czuje się winny. Nie chcę go męczyć nie chcę ranić a czuję że to właśnie robię :( Zakłócam jego spokój i szansę na radość. Czuję się podle, rwę się za włosy próbuje coś robić ale to na nic nie mogę zapanować :( Co mam zrobić? jak przerwać nie chcę już dłużej unieszczęśliwiać :(

Link to comment
Share on other sites

Witaj ja1 nic dziwnego, że tęsknisz i wspominasz wspólne chwile - nie ma w tym nic złego. Jeżeli naprawde nie wysyłasz w jego kierunku złych energii i nie okazujesz swego żalu przy nim to małoprawdopodobne by odczuwał twój nastrój w chwili gdy nie jesteście obok siebie.

Postaraj się zająć swój umysł czymś innym, znajdź sobie hobby, innego chłopaka, nie myś o nim bo tylko się "nakręcasz", nieświadomie coraz bardziej szukasz jego miłości i krzywdzisz się.

Ponieważ czujesz się samotna, a jednocześnie przypominasz sobie uczucia jakie toważyszyły tobie w cudownych chwilach z tym człowiekiem nic dziwnego, że po takiej dawce wspomień wracasz do rzeczywistości i odczuwasz samotność, przygnębienie i tęsknote ze zdwojoną siłą.

Proponuję tobie byś wyszła "do ludzi" żyła i bawiła się jak przed tem. Odrzuć żal i poczucie krzywdy wtedy wszystko wróci do normy.

Edited by Aura
Link to comment
Share on other sites

Witam.

Wiecie, moja mama żałuje swoich decyzji, tego co się stało. Byłam tam wczoraj. Chociaż w koło ma dużo ludzi jest sama. Żal mi jej. Sama taki kocioł zrobiła w swoim życiu i na dodatek na starość.

Kiedyś byłam na nią zła, a teraz jest mi jej szkoda, bo pogubiła się w całej tej swojej złości. Matka to matka i tak już zostanie, choć może ktoś sobie pomyśleć, że jestem naiwna.

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Masz racje rossa "matka to matka" i trzeba ją kochać i szanować, tyle różnych rzeczy się wybacza a matce to nawet trzeba choć nie mówie, że zapomnisz o krzywdach.

Link to comment
Share on other sites

jestem na tym forum od niedawna, codziennie odkrywam jakis nowy temat. Dzis trafilam tutaj. To piekne, ze tak sobie pomagacie, ze mozna wyrzucic z siebie trudne problemy i posluchac madrych rad i rozwiazan. To piekne Auro, ze wspierasz rada i podtrzymujesz na duchu.Bukiecik dla WAS dobre duszki :bukiet:

 

Chyba kiedys tez poprosze o wasza rade. Nie chodzi o mnie , lecz o mojego mlodego krewniaka, ktory uzaleznil sie od alkoholu i marihuany.Nie skonczyl szkoly /choc jest bardzo zdolny/, pracowac tez mu sie nie chce-nie ma do tego glowy, gdyz po zakrapianej nocy spi do popoludnia. Probowalam jak moglam mu pomoc ...byly nawet efekty...niestety wrocil z powrotem do pierwotnego trybu zycia.Na zamkniete leczenie nie chce sie zgodzic....serce mi peka gdy widze jak na wlasne zyczenie niszczy swoje zycie.

Link to comment
Share on other sites

I narazie tak będzie, a ty będziesz mogła jedynie patrzec i ubolewać nad tym jak się stacza.

On niestety nie zrozumie tego dopuki nie dotknie dna jest teraz w szponach nałogów i nic po za tym go nie interesuje. Przykro mi że muszę być aż tak brutalna ale dopóki on sam nie będzie gotowy na pomoc ty mu nie narzucisz pomocy.

Zostawiłabym go samemu sobie, nie dawała kasy, ni żadnej pomocy materialnem musisz nauczyć się jak i cała rodzina "twardej miłości" dla jego dobra.

Wiem, że to trudne ale konieczne.

Link to comment
Share on other sites

Dziekuje bardzo Auro. Tez tak mowie swojej rodzince, ze nie pomoga ich nerwy i „dorazna” pomoc…ze musza być konsekwentni i nie ulegac-nie dawac się zbajerowac kolejnym obietnicom.. …ale rozumiem tez ich ich jako rodzicow … rozumiem ich nerwy i smutek….sama bardzo to przezywam…

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...