Jump to content

Zło


fiflip
 Share

Recommended Posts

Witajcie!

 

Więc, wielki temat, ogromny, ciekawy, "dający do myślenia". :)

 

Zło...

 

Gdzie jest zło? W nas, tak samo jak dobro.

Szatany, demony i inne? To my, istoty, takie same.

Zło? Nasza kreacja, więc i w nas, i nami.

Dobro? Zło? Dobro = zło?

 

Dobro? Pojęcie obiektywne? subiektywne? ogólne? Zło?

 

Dziwnego posta napisałem, ale mnie tchnęło...

 

Co Wy o tym myślicie?

 

Pozdrawiam,

Filip

Link to comment
Share on other sites

O jejku, temat rzeka :) nie dość że głęboki, to jeszcze rozgałęzia się szeroko.

Mnie nasuwają się 2 podejścia, religijne i socjologiczne.

Co do tego pierwszego, to rzecz jest prosta: Adam i Ewa zjedli owoc z Drzewa Poznania Dobra i Zła, czym zapoczątkowali aktualną do dziś modę na grzech :) Czyli, ogólnie mówiąc zło przejawia się łamaniem pewnych zasad (w tym przypadku Boskiego zakazu). Później zostało to nieco bardziej sklaryfikowane poprzez dekalog.

Jednak czy przed popełnieniem grzechu pierworodnego zło w ogóle nie istniało??? Oczywiście że nie - zostało wymyślone, przez pewnego zbuntowanego anioła, jednak dobroć Boska tworzyła wokół ludzi i miejsca przezeń zamieszkiwanego, swoistą 'barierę' (gdyż wiadomo, że Lucyfer w bezpośrednim starciu ze Stwórcą szanse miałby marne).

Jednym słowem, ludzie zerwawszy jabłuszko otworzyli złu furtkę na świat.

Po dzień dzisiejszy przed złem (które w nadmiarze może nam odebrać przyjemność przebywania wśród chórów anielskich po zakończeniu egzystencji na tym ziemskim padole) chroni nas przestrzeganie X-ciu przykazań, czyli ogólne nie uleganie pokusie.

Pokusa jest obecnie najpopularniejszym narzędziem Lucyfera do walki z Bogiem, ponieważ Pana najbardziej rani zło wyrządzane przez jego dzieci.

 

W toku przemian społecznych ewoluowało również pojecie zła. Teraz bardziej kojarzone jest ono z tym, co społecznie nieakceptowalne (np, w wielu przypadkach złem jest odmienna orientacja seksualna), na szczęście nie ludzie ostatecznie o tym decydują :)

 

Jeśli chodzi o społeczny aspekt pojęcia 'zło', uzależniłabym go bardzo od samoświadomości i ogólnopojętej moralności. Zastanawiającym jest, jak wielu przestępców nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że postępuje źle. Dlaczego?? Bo nikt nie wpoił im pewnych zasad, nikt nie dał im wyboru ponieważ w domu widzieli tylko jeden przykład postępowania. Niestety takie 'patologie' przenoszone są z pokolenia na pokolenie. I czy w takim przypadku tak łatwo jest jednoznacznie ocenić, czy ktoś postępuje źle?? Czy wyznajemy zasadę, że "nieznajomość regulaminu nie usprawiedliwia przypadków jego łamania"?.

Osobiście nie wyznaję zasady, że człowiek jest z natury dobry, ale też jestem przekonana, że nie jest z natury zły. Każdego z nas wypełnia czasem złość, ale to od nas zależy w jaki sposób tą złą energię z siebie wyrzucimy.

 

Też się trochę rozpisałam, ale jeszcze trochę tutaj brakuje do przedstawienia całości moich poglądów na ten temat, toteż liczę na dyskusję :)

 

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...
Jeśli chodzi o społeczny aspekt pojęcia 'zło', uzależniłabym go bardzo od samoświadomości i ogólnopojętej moralności. Zastanawiającym jest, jak wielu przestępców nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że postępuje źle. Dlaczego?? Bo nikt nie wpoił im pewnych zasad, nikt nie dał im wyboru ponieważ w domu widzieli tylko jeden przykład postępowania. Niestety takie 'patologie' przenoszone są z pokolenia na pokolenie. I czy w takim przypadku tak łatwo jest jednoznacznie ocenić, czy ktoś postępuje źle?? Czy wyznajemy zasadę, że "nieznajomość regulaminu nie usprawiedliwia przypadków jego łamania"?.

Osobiście nie wyznaję zasady, że człowiek jest z natury dobry, ale też jestem przekonana, że nie jest z natury zły. Każdego z nas wypełnia czasem złość, ale to od nas zależy w jaki sposób tą złą energię z siebie wyrzucimy.

A ja mam na ten temat nieco inne zdanie :)

 

Podstawą zasad moralnych każdego człowieka jest coś, co można nazwać pieczęcią Boga, którą odcisnął na duszy każdego człowieka. Niezależnie od czasu i miejsca jego urodzenia.

Dla wszystkich ludzi jest takie samo.

Jest to prawo naturalne, pierwotne, którego granice niektórzy określają jako sumienie.

 

Mały cytat z Biblii Tysiąclecia (Hbr 8, 10-11)

10 Takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela

w owych dniach, mówi Pan.

Dam prawo moje w ich myśli,

a na sercach ich wypiszę je,

i będę im Bogiem,

a oni będą Mi ludem.

11 I nikt nie będzie uczył swojego rodaka

ani nikt swego brata, mówiąc:

Poznaj Pana!

Bo wszyscy Mnie poznają,

od małego aż do wielkiego.

 

Ale pozostaje jeszcze problem, jak duży wpływ na rozliczenie życia człowieka ma drugi człowiek, który ma wpływ na kształtowanie życia danej osoby.

 

Kiedyś spotkałam się z taką odpowiedzią: "Będziemy sądzeni według swojego miejsca i czasu".

 

Czyli podstawą sądu będzie nasza postawa wobec otaczającego nas świata, niezależnie gdzie i kiedy się urodziliśmy, w jakich warunkach się wychowywaliśmy.

Ważne są nasze świadome wybory. W tym nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni.

Wychodząc z tego założenia człowiek, który urodził się np. w rodzinie patologicznej, gdzie łamanie prawa naturalnego było na porządku dziennym i w tej atmosferze wzrastał nie będzie osądzany za zło, jakie wyrządzili mu rodzice. To będzie przedmiotem rozliczenia jego rodziców.

 

Ale każdy z nas w pewnym momencie dorasta, dojrzewa duchowo. Okres ten jest różny, właściwy dla każdego z osobna.

Wtedy zaczyna się droga naszych świadomych wyborów.

Tak się składa, że nic nie dzieje się przypadkiem.

Wszystko ma swoją przyczynę i skutek.

 

Inni ludzie na pewno mają wpływ na nasze wybory i skutkiem ich sugestii możemy wybierać dobrze lub błądzić.

Duże znaczenie ma fakt czy wybieramy świadomie, czy wybór ten był skutkiem zwodzenia.

 

Ale to czy ktoś ostatecznie będzie dążył do dobra, czy nie zależy wyłącznie od tej osoby.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Link to comment
Share on other sites

Jejku Caliah, jaki stary temat odgrzałaś :)

 

Z punktu widzenia pedagogiki i socjologii w zasadzie nie mogę się zgodzić z Twoim stwierdzeniem:

Ale każdy z nas w pewnym momencie dorasta, dojrzewa duchowo

Moje spaczenie zawodowe karze mi tutaj skupiać się właśnie na ofiarach patologii społecznych. Spotkałam się już naprawdę z kilkoma przypadkami osób, które, jak to się mówi nigdy nie dojrzały. Brak zaspokajania potrzeb psychicznych spowodował zatrzymanie występowania potrzeb wyższego rzędu, a co za tym idzie, spowolniony jest cały proces wewnętrznego dojrzewania i samo uświadamiania.

Jeśli obracasz się w kręgu osób, które skupiają się tylko na tym, żeby mieć za co pić do następnej "kurowniówki", jeśli nie jesteś osobą z zewnątrz, to po prostu gaśnie w Tobie potrzeba głębszego zastanowienia się nad sobą i nad tym co robisz, bo od dziecka otoczenie skłania Cię ku innym priorytetom.

Mam na myśli głównie jednostki, które przez całe życie nie wyszły poza okręg patologii, ponieważ nigdy nie potrafiły dostrzec absolutnie w niczym, żadnego głębszego sensu. Tacy ludzie nie zastanawiają się, czy to co robią jest złe (wiedzą najwyżej, że jest niezgodne z prawem). Dla nich złem jest to, czego doświadczają na co dzień od innych ludzi, na przykład nakaz eksmisji z mieszkania, którego nie byli w stanie utrzymać.

Przez całe studia uczono mnie, że jednym z zadań pedagoga jest praca z dzieciakami z właśnie takich skrajnie mocno patologicznych środowisk, praca, która ma polegać na kompensowaniu braków w wychowaniu i przede wszystkim - pokazywaniu, że można inaczej, bo taki dzieciak ma znikome szanse, na dojście do czegoś samemu, jeśli nikt nie wyciągnie do niego pomocnej dłoni. Nie chcę, żeby zostało to odczytane jako mój brak wiary w człowieka, chciałam jedynie raczej podkreślić brak wiary człowieka w siebie samego.

Pisząc, że taka osoba ma znikome szanse, nie skazuję jej z góry na porażkę, ale wiem jakie są realia. Pomoc, to umiejętność przekonania dziecka do wiary w siebie, a przy odrobinie dobrej woli ze strony podopiecznego można zdziałać cuda!

Edited by Sephira
Link to comment
Share on other sites

Sephiro, on sam się rano odgrzał, a raczej został odgrzany przez spamik :)

 

Mam na myśli głównie jednostki, które przez całe życie nie wyszły poza okręg patologii, ponieważ nigdy nie potrafiły dostrzec absolutnie w niczym, żadnego głębszego sensu. Tacy ludzie nie zastanawiają się, czy to co robią jest złe (wiedzą najwyżej, że jest niezgodne z prawem).

Czyli wiedzą, że robią źle.

Tylko nie mają siły, motywacji, żeby z tym walczyć.

 

Dla nich złem jest to, czego doświadczają na co dzień od innych ludzi,

I tu jest wina tych innych ludzi, że nie próbują im pomóc. A powinni.

 

Przez całe studia uczono mnie, że jednym z zadań pedagoga jest praca z dzieciakami z właśnie takich skrajnie mocno patologicznych środowisk, praca, która ma polegać na kompensowaniu braków w wychowaniu i przede wszystkim - pokazywaniu, że można inaczej,...

Taka praca może mieć miejsce nie tylko w odniesieniu do dzieci, czy młodzieży.

Tak jak wcześniej napisałaś tacy ludzie dojrzewają z dużym opóźnieniem lub wogóle nie potrafią tego stanu osiągnąć samodzielnie. Tacy niedorośli dorośli.

Do takich osób też można wyciągnąć dłoń i spróbować pomóc im uwierzyć w siebie.

 

Pisząc, że taka osoba ma znikome szanse, nie skazuję jej z góry na porażkę, ale wiem jakie są realia. Pomoc, to umiejętność przekonania dziecka do wiary w siebie, a przy odrobinie dobrej woli ze strony podopiecznego można zdziałać cuda!

Jeżeli ktoś jest słaby, nie potrafi oprzeć się złu, które go przytłacza, to nie jest to wyłącznie jego wina i nie może być sądzony za winy, grzechy, zaniedbania innych.

Idąc to drogą rozumowania moglibyśmy dojść do wniosku, że wszyscy ludzie o słabszej woli są z góry predystynowani na potępienie.

 

Masz rację Sephi, jeżeli okażemy cierpliwość, zaangażujemy się w pracę dla innych ludzi, postaramy się ich zrozumieć, dotrzeć do nich, jednocześnie nie naruszając ich wrażliwości psychicznej, to możemy zdziałać cuda :)

Link to comment
Share on other sites

A może to zło patologii o którym mówicie ma związek z wiekiem ich duszy?

Czytalam ostatnio książkę Joya Pope i tam jest dokłądnie to opisanie.

Osoby z młodym wiekiem duszy zwyczajnie nie zdają sobei sprawy, że ich swiat może być inny, nie mają potrzeby tej inności, lepszości.

Co oczywiście w świetle życia w społeczeństwie nie usprawiedliwia to ich w żaden sposób.

Link to comment
Share on other sites

Masz rację Sephi, jeżeli okażemy cierpliwość, zaangażujemy się w pracę dla innych ludzi, postaramy się ich zrozumieć, dotrzeć do nich, jednocześnie nie naruszając ich wrażliwości psychicznej, to możemy zdziałać cuda :)

Cali, bo ja tak sobie myślę, że zamiast odwracać się od zła powinniśmy szukać jego przyczyn i starać się pomóc, chociaż wiem, że to wcale nie jest łatwe :/

 

Roseflame, ciekawy punkt widzenia, mogę spytać jaki tytuł ma ta książka?

I czy na przykład można jakoś rozpoznawać wiek czyjejś duszy?

Edited by Sephira
Link to comment
Share on other sites

ŚWIAT W OCZACH MICHAELA Joya Pope

według autora - tak!

według moich spostrzeżeń - tak! I wiele mi to wyjaśniło w kontaktach czysto ludzkich.

Jakoś łatwiej mi zrozumieć, że ktoś jest w tej chwili na niższym poziomie i ma więcej do zrobienia przed sobą.

Link to comment
Share on other sites

Wg. mojej wiedzy i doświadczenia, dobro i zło to pojęcia niekonieczne dla życia. Bardziej prawdziwie są słowa, że istnieją siły konstruktywne i destruktywne,

które służą ludzkiemu rozwojowi. Czasem, aby coś mogło powstać, coś musi ulec zniszczeniu - mówi o tym karta wieża. W naszych umysłach, w umysłąch ludzi silnie jest jeszcze

utrwalone postrzeganie dualistyczne, a cierpienie rodzi sie przez przywiązanie, strach przed utratą swoich 'skarbów'. Zrodziło sie wiele 'zła', któego przyczyną było właśnie owo przekonanie,

że zło istnieje tzn. czesto zdażało sie i nadal sie zdaża, że ludzie używają swojej mocy niszczącej (np. krzywdzą innych) ze strachu przed utratą czegoś.

Chce tu dodać, podkreślając moje kolejne słowa trzy razy, że w miłości człowiek pozytywnie uświadomiony nigdy nie czuje sie źle, nawet kiedy zadzałają siły destruktywne, ponieważ wie,

że to mu służy. Lepiej nie imać sie złych czynów, kiedy postrzega sie jeszcze w kategoriach dualistycznych, w ogóle nie warto wyrażać woli niszczenia, to sprowadzi na Ciebie skódki w postaci takiego zła

jekie tworzysz, ponieważ twoja psychika w dalszym ciągu będzie działać w niegatywnych kategoriach. Człowiek to siła aktywna i twórcza, przez miłość i dobro tworzysz sobie los miły i dobry, aż w końcu zobaczysz że można wyjść poza dualizm.

Zło jest be! :)

Link to comment
Share on other sites

Jakoś nie chlujnie napisałem ostatniego posta ... nieważne :P

 

Ważne że jestem mocno przekonany, że bycie dobrym jest najleprze :)

 

Budda raz powiedział (parafrazuje) "Niepotrzebne są te wszystkie rozmowy o subtelnościach duszy. Bądz dobry, to Cie zbawi" :)

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
  • 1 year later...

Zło jest i bedzie jak i dobro.Często sie słyszy o nim na każdym kroku gdzie krzywda innych przeplata sie z ich życiem,gdzie jest żle i może byc gorzej,może warto sie zastanowić nad jego przyczyną?

Czasem tez spotykam sie z słowami iz dobro bez zła nie bedzie istniało,mówi sie tez o równowadze,a to wszystko gdy na to spojrzymy nauczy nas podejmowania słusznych decyzji ..,Ważne też jest by pielegnować w sobie dobro i oddawać je innym:)

Link to comment
Share on other sites

Guest anatemka
Często sie słyszy o nim na każdym kroku gdzie krzywda innych przeplata sie z ich życiem,gdzie jest żle i może byc gorzej,może warto sie zastanowić nad jego przyczyną?

 

a to nie Pan Bóg węża-Szatana stworzył?

Link to comment
Share on other sites

nie traktując biblijnego Boga jakoś bardzo seriostycznie,

jest to jakiś obraz podzielenia w głowie ludzi którzy stworzyli taki obraz,

bóg-szatan. no nie można powiedzieć, czytając hioba, żeby jedna z tych postaci byłą nawet pozytywna ...

to tylko rywalizacja ?

Link to comment
Share on other sites

dobro i zło to tylko słowa którymi nazywamy różne zjawiska, dla jednych czynienie czegoś co określa się jako "zło(:lol:)" jest "dobre(:lol:)" i odwrotnie i ile ludzi tyle przykładów. następny przykład uwarunkowane religie (stop przemocy w umysłach!!), otóż ludzie którzy uwarunkowali religie tak, a nie inaczej określili co jest dobre, a co złe, a reszta ludzi poszła za nimi akceptując nie zastanawiając się (w znakomitej większości) co zaakceptowali, rzekomo w imię boga przez którego ci przywódcy przemawiali, no beka po prostu. i tak po dzisiejsze czasy ludzie inaczej zwani humanoiduspapugusspołeczniaczus powtarzają te same wzorce schematy, naśladownictwa dzięki którym tamci przerażeni przywódcy warunkując religię doszli do potężnych władz. po co naśladować coś tak starego i nieautentycznego? przecież prawdziwa autentyczność czeka w nas samych. ten kto nie potrafi obserwować rzeczywiście ma wielki problem, p.r.z.e.j.e.b.a.n.e kiedy umysł nadal panuje nad istotą którą większość nie potrafi być. z drugiej strony "fajnie" że ktoś "szuka, rozmawia, dochodzi, docieka", ale to też nie na tym polega...... dziękuję, dziękuję jedziemy dalej

 

od najstarszych dziejów naszych indywidualnych żyć, czyli od czasów naszego dzieciństwa większość nieuświadomionych naszych rodziców wpajało nam różne wzorce, tradycje, techniki wychowawcze, wszystko to co my uważamy że możemy zrobić inaczej. na bank części z was wpajano kim będziecie, co będziecie robić, a czego nie będziecie, i kim nie będziecie, otóż uważając was za swoją własność niekiedy chcieli "dobrze(:lol:)" ponieważ lepiej od was wiedzieli kim jesteście, i na bank wasi rodzicie też wiedzieli kim tak naprawdę są... te doświadczenia rzekomo trwale odcisnęły piętno na naszym życiu i nie ma co za to winić rodziców których warunkowano podobnie i tak z pradziada, na dziada koło się zapętla.

 

zatem kochani, jeżeli w rodzinach istnieją koncepcje na dobro i zło to one wraz z nowymi pokoleniami są mniej/bardziej edytowane, niektóre zmieniane, niektóre podtrzymywane, ale pytanie. po co utrzymywać porządek dobro/zło? etyka/moralność? została stworzona przez ludzi gdyby każdy człowiek był "sobą" przestało by istnieć prawo, etyka, moralność ponieważ żylibyśmy w harmonizowanym ze sobą zdrowym społeczeństwie. mając taki a nie inny obraz społeczeństwa ludzi, tym bardziej podtrzymuje się, potęguje tę całą patologię, ta ubarwiona w tę intencje energia promieniuje z was, zaraża się otoczenie, a w między czasie idzie to wszystko (o ile idzie) do globalnej świadomości, do boga zwał jak zwał (z szacunkiem oczywiście).........

 

wyjdźcie po za umysł, używajcie go gdy go potrzebujecie, tym czasem większość nie ma nad nim kontroli i dzieje się jak się dzieje.......

Link to comment
Share on other sites

boże.

 

entery.

 

hAllelujah !

Edited by sosnowiczanin
zauważ jednak, że moralność jest dobra, o ile nie jest sztywna. więc może nie trzeba wszystkiego negować ?
Link to comment
Share on other sites

Bardzo dobrze Stay to ująłeś ,ja tylko dodam ,że kwestia dobra i zła od zawsze istniała w ludzkich umysłach i była przekazywana z pokolenia na pokolenie ,oto przykład jak wszelkie idee ,przenikają z umysłu do umysłu - ,również kwestia Boga ,który jest konstruktem umysłowym ludzi ,utrwalił się na podobnej zasadzie .

A co do węża (uśpiony wąż kundalini ,u podstawy kręgosłupa) który rzekomo skusił Adama i Ewę (co jest metaforycznym określeniem całej męskiej (Adam ) i żeńskiej (Ewa) ludzkiej populacji na ziemi .

Polecam gorąco przeczytanie tego artykułu ,takie umysłowe geny można nazwać inaczej ,to nie ma większego znaczenia ,http://pl.wikipedia.org/wiki/Mem ,natomiast Medytacja -Zen jest sposobem który ,te umysłowe konstrukcje niszczy.

Edited by Pit
link ,nie wchodził.
Link to comment
Share on other sites

Guest Jaga_Wiedzma

Podobny temat juz gdzieś był i tam juz pisałam, ze nie ma dobra i zła. Wszystko to są pojęcia względne, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Co do podziału na klasyczne dobro i zło, to też kwestia umowna. Ja raczej dziele to na światło i mrok. Oba stworzone przez Boga.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • Kamil566
      By Kamil566
      Pewnego razu, gdy nocowałem u babci,podczas leżenia w łóżku (już prawie miałem zasnąć) nagle poczułem się bardzo dziwnie, wcześniej myślałem trochę o duchach, szatanie etc. Nagle poczułem, jakby ktoś stał nade mną stał i dusił mnie obiema rękoma ściskając całą szyję. Byłem wtedy przerażony, nie wiedzałem co się dzieje, jednak po chwili wszystko ustało. Jeszcze przez jakiś czas byłem zbyt przestraszony, żeby wykonać jakikolwiek ruch, jednak po chwili się pozbierałem, podniosłem się do pozycji siedzącej i szybko się odwróciłem, aby zobaczyć czy coś lub ktoś się za mną znajduje, jednak wszystko było normalne, tak jak zawsze. Rano nawet dokłanie sprawdziłem pokój, ale nic nie znalazłem.
       
      Co to było, @#%@ ?
    • caliah
      By caliah
      Dla chętnych..., odrobina filozofii
      Dłuuuuuugie, ale ciekawe
       
       
       
       
       
      Tajemnica zła


       
       
      Analizy filozoficzne


       
       

       
       
       
       
      Problem zła
       
      Problem zła zawsze niepokoił umysły nie tylko filozofów, ale i każdego człowieka. Zło jest tym, co najbardziej dotyka ludzką naturę, z czym człowiek nie tylko poznawczo, ale i egzystencjalnie nie może sobie poradzić. Co więcej, zło jest jakby wpisane w dzieje bytowania ludzkiego. Wiąże się to m.in. z przeznaczoną każdemu człowiekowi śmiercią, której zapowiedzią są cierpienia i choroby, z doświadczeniem niepewności losu ludzkiego, z faktem istnienia wolności i ograniczenia tej wolności przez wolność drugiego człowieka, z faktem niszczycielskich niekiedy sił natury itp.
       
      Zło, którego doświadcza człowiek, ma różne postacie. Jest to zło-choroba, zło-nieszczęście, zło-wojny, zło-katastrofy, zło-kalectwa, aż do zła-śmierci włącznie. Możemy też mówić o złu moralnym, kosmicznym, społecznym (systemy polityczne) czy złu śmierci[1].
       
      Różnorodne nauki podejmują wysiłek teoretycznego i praktycznego rozwiązania problemu zła. Medycyna czyni to, szukając środków zabezpieczających przed chorobą, a nawet przed śmiercią, teologia - ukazując perspektywę życia wiecznego, dyplomacja i polityka szukają sposobów rozwiązania zła społecznego, filozofia z kolei poszukuje wyjaśnienia przyczyn oraz natury i celu zła.
       
      Zanim spróbujemy zmierzyć się z problem zła na płaszczyźnie filozoficznej, musimy sobie uświadomić, że poza obszarem filozoficznych wyjaśnień pozostanie coś, czego nie jesteśmy w stanie czysto rozumowo dotknąć, a co stanowi najgłębszą tajemnicę zła. Chodzi mianowicie o odpowiedź na pytanie: jaki sens ma zło? czy zło może w ogóle mieć jakiś sens? Na to pytanie próbują udzielić odpowiedzi różne religie. Wystarczy przywołać takie religie jak buddyzm, islam, judaizm czy chrześcijaństwo, by uświadomić sobie, w jak różny sposób podchodzą one do wyjaśniania problemu tajemnicy zła i jego sensu.
       
      W filozoficznym wyjaśnianiu zacieśnia się problematykę zła do poszukiwania odpowiedzi na dwa główne pytania: czym jest, a więc w jaki sposób istnieje zło? oraz dlaczego istnieje zło? Pytanie o ostateczny sens zła, a więc czy zło (cierpienie, śmierć) ma jakiś sens i dlaczego pojawia się, pozostaje dla filozofii wielką tajemnicą (właściwie niedostępną).
       
      Problem obecności zła w świecie w różnych postaciach i formach był i jest ciągle przedmiotem refleksji filozoficznej. W historii filozofii możemy wskazać okresy mniej lub bardziej intensywnego zainteresowania się problematyką zła[2]. Na terenie filozofii spotykamy dwie odrębne próby wyjaśniania tajemnicy zła, które od starożytności konkurowały ze sobą. Jedną z nich możemy nazwać dualistyczną, zgodnie z którą zło pojmuje się jako samodzielny byt, istniejący odwiecznie obok dobra[3], oraz realistyczną, która tajemnicę zła upatruje w braku pełni dobra w bycie[4]. Obie interpretacje, odpowiednio do pojmowania natury zła, usiłują wskazać na jego naturę, przyczynę i sens. Przyjrzyjmy się bliżej tym interpretacjom, gdyż są one nie tylko obecne w księgach filozofów, lecz są także częścią współczesnego dziedzictwa kulturowego.
       
      Absolutyzacja i sakralizacja zła
       
      Pierwsze próby wyjaśnienia tajemnicy zła, jakie pojawiły się w starożytności, wskazywały na zło jako na coś, co samodzielnie istnieje, ma własną naturę i przyczynę. Świat pojmowany był jako złożony z bytów złych i dobrych. Przyczynę tego stanu rzeczy upatrywano w tym, że całą rzeczywistością miały rządzić od wieków dwie zasady: zasada dobra i zła.
       
      Wśród filozofów, nawiązujących do tej interpretacji spotykamy takich, którzy podkreślali czasowość zła i takich, według których zło było, jest i będzie. Zdaniem np. Heraklita (VII w. przed Chr.), chociaż w świecie istnieje wieczny konflikt dobra i zła, to jednak konflikt ten kończy się z momentem zapanowania tzw. prawa logosu. Z prawem tym zostaje ustanowiony porządek dobra. Stąd obecność dobra i zła w świecie jest czymś czasowym i pozornym. Heraklit pisał: Natura dąży do przeciwieństw i z nich, a nie z rzeczy sobie podobnych tworzy harmonię; tak np. rodzaj męski łączy się z żeńskim, nie zaś każdy z nich z podobnym sobie, i w ten sposób pierwsza zgodność stworzyła siebie z przeciwieństw, a nie z rzeczy tego samego rodzaju[5]. Z tej samej racji: "[...] jednym i tym samym jest w nas żywe i umarłe, to, co czuwa, i to, co śpi, młode i stare, ponieważ te rzeczy stają się po swej zmianie tamtymi, a tamte znów po swej zmianie stają się tymi"[6]. Dlatego też ci, którzy są: "[...] nieśmiertelni śmiertelni; ci żyją śmiercią tamtych, tamci zmarli życiem tych. I dobro, i zło są czymś jednym[7]. Natomiast: "[...] dla boga wszystko jest piękne, dobre i sprawiedliwe. Tylko ludzie uważają jedne rzeczy za sprawiedliwe, inne za niesprawiedliwe"[8].
       
      Podobne poglądy na temat tajemnicy zła głosił Pirron z Elidy. Zło według niego pojawia się dopiero w naszym poznaniu. Kiedy człowiek zaczyna coś twierdzić lub przeczyć, a więc poznawać, wtedy pojawia się błąd i prawda, dobro i fałsz. Dlatego radzi, by powstrzymać się od: "[...] sądu, któremu towarzyszy jak cień niewzruszony spokój [...]. W rzeczach, które od nas zależą, ani niczego nie wybieramy, ani nie unikamy. Tego zaś, co od nas nie zależy, ale jest koniecznością, nie możemy uniknąć, jak głodu, pragnienia, bólu, bo tego rozumem nie da się przemóc"[9]. Rzeczy zaś same w sobie nie są "wyróżnione", a więc nie są ani dobre, ani złe.
       
      Jeszcze inaczej próbowali wyjaśniać tajemnicę zła stoicy, dla których świat był przejawem tego samego odwiecznego boskiego prawa. Jest to prawo dobre i doskonałe. Istnienie świata, a w nim życie człowieka, jest tylko "błyskiem", "mrugnięciem" tego odwiecznego prawa. Zło jest w ludzkich wadach i w ludzkim postępowaniu. W naturze nie ma jednak zła. Natura jest dobra. Stąd, jak powie Epikur, zło jest czymś pozornym. Wyrazi to w słynnym czwórmianie, że (1) bóstwo nie jest straszne, gdyż "bogów można oglądać tylko umysłem"; (2) śmierci się nie czuje, gdyż "śmierć jest niczym dla nas, bo to, co się rozpadło nie ma czucia, a co nie ma czucia, jest dla nas niczym"; (3) to, co jest dobre, jest łatwe do zdobycia, gdyż: "Granicą wielkości rozkoszy jest usunięcie wszelkich okoliczności wywołujących ból. Gdziekolwiek przeto jest rozkosz, w ciągu jej trwania nie ma tam bólu czy smutku ani tych cierpień razem"[10]; (4) to, co jest złe, jest łatwe do zniesienia. "Ból cielesny nie trwa bez przerwy; ból ostry trwa krótko, a taki, który zaledwie przewyższa rozkosz cielesną, nie utrzymuje się przez wiele dni. Co się zaś tyczy chorób przewlekłych, to dostarczają one ciału więcej przyjemności niż przykrości"[11]. Jednak zło zostanie według nich ostatecznie pokonane na rzecz dobra.
       
      Człowiek wydany w "ręce" zła
       
      Z kolei możemy w dziejach myśli ludzkiej spotkać filozofów, którzy absolutyzując zło wskazują na dobro i zło, jako na dwie odwiecznie istniejące rzeczywistości, niezniszczalne i nieprzemijające. Wśród filozofów, którzy w starożytności propagowali tę interpretację, możemy wskazać m.in.: pitagorejczyków, Platona, Filona, Plotyna, Orygenesa, a w czasach nowożytnych A. Schopenhauera. Wszyscy oni utrzymywali, że zło i dobro mają swój samodzielny byt, swoją niezniszczalną naturę i swoją przyczynę.
       
      Według pitagorejczyków tajemnica zła w świecie kryje się w tym, że na szczycie świata znajdują się dwie zasady jego organizacji: monada (jedni) i diada (wielości). Pierwsza (monada) - zasada jedni - ma naturę dobra i jest doskonała. Druga (diada) zaś - zasada wielości - ma naturę zła i jest zasadą anarchii. Tymi dwiema zasadami rządzony jest kosmos i w nich upatrywano źródła tajemnicy zła: jego istnienia i natury.
       
      Platon, idąc po tej linii, wskazywał na istnienie dwóch przeciwnych sobie światów: świata dobra i zła, bytu i niebytu rządzonych przez dwie zasady: zasadę idei, która jest przyczyną dobra, i zasadę materii, która jest przyczyną zła. Plotyn z kolei, podejmując myśl Platona, jeszcze bardziej zradykalizował dualistyczną interpretację zła. Wskazał on na dobro jako tego typu byt, który się udziela (emanuje z siebie) - bonum est diffusivum sui. Złem zaś określił taki byt, który nie wyłania z siebie żadnej innej hipostazy, a takim czymś jest właśnie materia.
       
      Ta dualistyczna wizja świata, który tworzą byty dobre i złe, zostanie przejęta także przez niektórych starożytnych Ojców Kościoła. Orygenes np. wyjaśnia zło, które zapodmiotowane jest w materii, jako skutek grzechu pierworodnego. Byty bowiem, które zgrzeszyły i oddzieliły się od Boga, zostały związane z materią, która z natury jest zła i jest źródłem wszelkiego zła. Bóg jednak jest silniejszy od zła, dlatego w ostateczności uwalnia człowieka od niego, a to jest celem dzieła Odkupienia[12].
       
      Najbardziej skrajną interpretację zła spotykamy u A. Schopenhauera[13]. Według niego cały świat materialny jest zły i stanowi przejaw zła. W świecie tym jest tyle zła, że wystarczyłaby jedna kropla - a świat ten pogrążyłby się w niebycie. Świat bowiem ma minimum warunków do istnienia. Stąd wystarczą najmniejsze perturbacje - czy to w kosmosie, czy w życiu społecznym lub moralnym - a wszystko pogrąży się w chaosie. Schopenhauer dowodził, jak wyjaśnia jego myśl B. Fuller, że: "[...] siły i zdarzenia zewnętrzne pozostają ze sobą w konflikcie i wzajemnie się niszczą. Odnosi się to do wszelkich stopni rozwoju kosmicznego. Przedmioty nieożywione miażdżą się wzajemnie. Ciała żywe żerują jedne na drugich. Organizmy wrażliwe przyczyniają bez końca cierpienia jeden drugiemu. Organizmy obdarzone inteligencją współzawodniczą ze sobą na śmierć i życie, a często walczą ze sobą otwarcie i krwawo. Proces kosmiczny jest samobójstwem bez końca. [...] Tak więc absolut [...] jest ślepy, irracjonalny i niemoralny. Absolut jest wolą, by istnieć, wolą, by żyć, mniejsza o to, w jaki sposób. [...] W takiej woli nie ma celu, nie ma moralności, nie ma szczęścia, nie ma dobra. Jej motywacja jest obłąkana, jej owocem jest cierpienie, a wszechświat, stworzony przez jej ślepe i kolidujące pragnienia, jest rzeczą złą"[14]. Twórcą takiego świata nie może być Bóg, lecz jakiś Anty-Bóg (Gegen-Gott). To on pcha świat do cierpienia i bólu. Działanie tego Anty-Boga jest niepoznawalne.
       
      Można by jeszcze przytaczać inne, bardziej katastroficzne interpretacje problemu zła. Te, które przywołaliśmy, stanowią jedynie ich uprzykładowienie i sprowadzają się do jednego mianownika, a mianowicie absolutyzacji zła. Niemniej jednak, gdy rozglądamy się wokoło, możemy zauważyć, że także człowiek współczesny dość często sięga do tego typu interpretacji zła. Często dzielimy świat na świat rzeczy złych i dobrych, a wizje katastroficzne, zgodnie z którymi świat pędzi ku samozagładzie, dominują i wydają się być jedynymi do przyjęcia.
       
      Należy jednak zauważyć, że interpretacje te, zarówno w formie dualizmu radykalnego, jak i pozornego, nie wyjaśniają problemu zła, a tylko go absolutyzują i sakralizują. Co więcej, pozbawiają człowieka jakiejkolwiek motywacji przeciwstawiania się złu. Człowiek został wydany na pastwę zła.
       
      Tymczasem zantagonizowany świat bytów jest nie do pogodzenia z całą historią świata, który mimo wszystko trwa, a także z prawdą o stworzeniu całego świata ex nihilo przez Stwórcę i o powołaniu człowieka, by ten świat czynił sobie poddanym, przemieniając go i doskonaląc. Interpretacja ta pociąga za sobą także absurdalne konsekwencje praktyczne, które dotyczą np. wychowania (jak można wychowywać kogoś, kto jest z natury zły?), moralności (jak można odpowiadać za czyny, co do których człowiek nie jest wolny?) czy egzystencji ludzkiej (jak można żyć szczęśliwie w świecie zła i bezsensu?). Co więcej interpretacje te poddają człowieka i społeczności ludzkie pod władzę zła, którego nie można uniknąć, a co najwyżej znosić i jakoś się z nim układać (pertraktować ze złem). Jest to też interpretacja, która stoi w sprzeczności z realistyczną interpretacją świata, zgodnie z którą wszystkie byty są z natury dobre, jak i teologiczną, zgodnie z którą Bóg jest jedynym Panem świata. Trudno więc zadowolić się tego typu wyjaśnieniem tajemnicy zła, gdyż wyjaśnienie to rodzi więcej trudności i aporii niż dostarcza odpowiedzi.
       
      Zło jako brak w pełni dobra bytu
       
      Odwołując się do realistycznej interpretacji zła jako braku, musimy równocześnie podkreślić, że nie jest to równoznaczne z odrzuceniem faktu istnienia zła w świecie w postaci cierpienia, wojen, kataklizmów, kalectw, chorób czy śmierci, zła fizycznego i moralnego. Interpretacja ta tym jednak zasadniczo różni się od poprzedniej, że odmawia złu samodzielnej bytowości. Znaczy to, że odrzuca istnienie samodzielnych postaci zła, takich jak choroba jako taka, wojna jako taka, krzywda jako taka, które miałyby swe samodzielne istnienie, a więc byłyby bytami. Wskazuje się natomiast na człowieka, który jako byt realny ma chorą wątrobę czy chore serce, na ludzkie działanie nakierowane na własną korzyść kosztem drugiego, na świat przyrody, w którym zostały zaburzone jakieś prawa, co sprowadziło różne perturbacje itp. Zło zatem istnieje w bytach jako jakiś brak w nich samych[15].
       
      Brak ten możemy wskazać w strukturze bytów, na tle ich całości. Pojawienie się tych braków decyduje o niedoskonałości bytów. Samo jednak zło, jako brak, a więc jako to, czego nie ma, nie ma swej przyczyny. Przyczynę istnienia ma konkretny byt, przyczynę ma także zniszczony konkretnie element w bycie (np. złamana noga w krześle). Sam jednak brak jako taki, a więc np. "brak nogi", który chcielibyśmy pojąć jako coś samodzielnego, nie ma swej przyczyny, bo czegoś takiego jako bytu nie ma (nikt nie produkuje "braku nogi"). Z tej też racji zło jako brak nie jest poznawalne poza realnym bytem.
       
      Poznawalny jest bowiem tylko konkretny byt, który niesie w sobie jakiś brak. Zło jest więc brakiem jakiegoś elementu w bycie. Brak ten sprawia, że byt-dobro pozbawiony jest pewnej doskonałości.
      Interpretacja ta jest charakterystyczna dla filozofii realistycznej. Dzięki tej interpretacji świat pojmowany jest jako świat dóbr, który stanowi naturalne środowisko życia i działania dla człowieka. Aby problemu zła nie zbanalizować poprzez powiedzenie, że zło jest brakiem (niebytem), a więc nie istnieje, musimy odwołać się do wewnętrznej struktury bytu i wskazać na jego wieloraką złożoność. Pomiędzy elementami wchodzącymi w strukturę każdego bytu zachodzą określone relacje, których kresami (członami) są owe elementy jako tzw. korelaty, a które to relacje pomiędzy elementami złożeniowymi tworzą zgodną i harmonijną całość. Wyjaśnia Krąpiec: "Zło zatem pojęte jako brak, zwłaszcza brak pośród części integralnych - jest w rezultacie pewną relacją niezgodności (czyli brakiem relacji zgodności) [...]"[16].
       
      Te właśnie braki występujące wśród złożeń stanowią o niedoskonałości bytu, która doświadczana jest i pojmowana jako zło. Generalnie wśród złożeń bytowych możemy wyróżnić trzy rodzaje elementów: elementy konstytutywne (istotowe) są to takie, bez których nie może istnieć żaden realny byt. Takimi elementami mogą być np. materia i forma (w przypadku przedmiotów materialnych), istota i istnienie (w przypadku każdego bytu), ciało i dusza (w przypadku człowieka) itp. Elementy integrujące są to takie elementy (części), które tworzą całość przedmiotu, jak np. nogi u stołu, ręce czy nogi u człowieka, koła w samochodzie itp. Elementy doskonałościowe są to te części, które determinują doskonałość istniejącego przedmiotu oraz jego działanie. Takimi elementami mogą być np. gładkość powierzchni, sprawność wykonywanej czynności, a także cała dziedzina postępowania człowieka: uczciwość, prawdomówność, a więc to, co tworzy życie moralne człowieka itp.
       
      Odwołując się do interpretacji zła jako braku, wskazujemy na brak w bycie któregoś z tych elementów złożeniowych. To właśnie ów brak jest tym, co sprawia, że byt nazywamy złym. Jeśli bowiem np. określam jakieś krzesło jako złe, to przyczyną tego jest brak w nim nogi lub innego z elementów złożeniowych. To ten właśnie "brak nogi" nazywamy złem. Jeśli jakiegoś człowieka określam złym, bo np. kłamie lub kradnie czy zabija, to ze względu na braki elementów doskonałościowych. Podobnie, gdy zanieczyszczenie środowiska nazywam złem. To zło tkwi w zakłóceniu proporcji i harmonii w wodzie, powietrzu czy przyrodzie. A więc złem jest tu brak elementów doskonałościowych itd.
       
      Widzimy więc, że byt ze względu na brak któregoś z elementów jest określany jako zło. Musimy jednak, przy tym generalnym wyjaśnieniu, poczynić pewne zastrzeżenie. Chodzi mianowicie o to, że niektórych wymienionych powyżej elementów nie może zabraknąć w bycie. Nie może zabraknąć elementów konstytutywnych (istotnych), bo byłoby to równoznaczne z unicestwieniem bytu. Nie może więc zabraknąć duszy czy ciała w przypadku człowieka, materii czy formy w przedmiocie fizycznym itp. Mogą natomiast występować braki wśród elementów integrujących i doskonałościowych. To ze względu na braki określonych elementów nazywamy byt złym. Mówimy bowiem o złym nożu, który jest poszczerbiony, złym stole, który jest porysowany, złym samochodzie, który jest zepsuty, złym człowieku, który kradnie, krzywdzi, bije, zabija, złym systemie społeczno-politycznym itp. W każdym z tych przypadków złem nazywamy określony brak czy niedoskonałość, która występuje w bycie. Sam jednak brak (np. brak nogi) czy niedoskonałość (np. nieuczciwość) nie jest czymś samodzielnie istniejącym; czymś, co ma swoją bytowość. Nie ma bowiem "braku nóg" ani "nieuczciwości", które moglibyśmy spotykać jako rzeczy realne. Spotykamy natomiast rzeczy, ludzi, systemy społeczne, które niosą w sobie konkretne braki i niedoskonałości.
       
      Zło wydane w ręce człowieka
       
      Zło jako brak może być usuwane i naprawiane. Z tej racji, zgodnie z tą interpretacją tajemnicy zła, to nie człowiek wydany jest w "ręce" zła, lecz zło w ręce człowieka. Spotykane braki, zarówno w świecie natury, jak i kultury, w życiu indywidualnym jak i społecznym, możemy naprawiać. Spotykane zło moralne w świecie ludzkim możemy naprawiać poprzez doskonalenie postępowania i działania człowieka (etyka). Spotykane braki w naturze możemy naprawiać dzięki osiągnięciom nauki, medycyny, sztuki i techniki. Musimy jednak, w ramach tej interpretacji, odnotować i ten fakt, że braki w bytach mogą być przyczyną powodowania braków w innych (tak jak zepsuty jeden tryb w maszynie niszczy drugi, ten z kolei następny itd.). Stąd można mówić o ekspansji zła (braków), czy o złych grupach ludzi, złych systemach społeczno-politycznych, które wciągają w swe "tryby" poszczególne jednostki ludzkie i dokonują w nich zniszczenia. Z tej racji tak, jak organizuje się zło (byty "wybrakowane"), tak również musi organizować się dobro.
       
      Interpretacja zła jako braku w dobru bytu wydaje się być najbardziej racjonalną próbą wyjaśnienia tego odwiecznego problemu, z którym przychodzi się mierzyć także współczesnemu człowiekowi. Zło nie istnieje jako samoistny byt, ono w bycie powstaje z powodu braku jakichś elementów integralnych lub doskonałościowych. Zło jako takie nie ma swej własnej natury, a tylko naturę bytu-dobra, w którym ten brak wystąpił. Z tej racji zło, które odkrywamy jako brak elementów integrujących i doskonałościowych w bytach, nie może w ostateczności pokonać dobra, gdyż istnieje istnieniem bytu-dobra. Chcąc zniszczyć dobro, zło samo musi się unicestwić. Żadne więc katastroficzne wizje świata nie mają swych racjonalnych podstaw.
       
      Zło jako brak może i powinno być usuwane przez człowieka w ten sposób, że brak dobra zapełniany jest dobrem, czyli "zło naprawia się dobrem". Chcąc zło zwyciężać złem podejmowalibyśmy czynność absurdalną: brak naprawialibyśmy brakiem. Człowiek może zatem zło "opanowywać" przez naprawianie braków fizycznych, moralnych, psychicznych, ustrojowych, wychowawczych itp. Może do tego wykorzystać całą naukę, technikę, medycynę, sztukę, politykę itd. W przypadku zła moralnego może go niwelować poprzez wychowanie i doskonalenie całej dziedziny sprawnościowego działania człowieka. Temu ma służyć m.in. etyka, pedagogika, teologia moralna, psychologia, a także - służąca do usuwania zła w dziedzinie życia społecznego - polityka (etyka społeczna).
       
      Świat, w którym żyjemy, jest światem dóbr, z których człowiek powinien się nauczyć racjonalnie korzystać.
       
      Z drugiej strony realizm istniejących bytów, które są przygodne i potencjalne, a więc i niedoskonałe, uświadamia nam, że winniśmy także uwzględniać fakt braków. Jednak człowiek nie jest wydany na "pastwę" niedoskonałości bytów, gdyż tak jak sam siebie może doskonalić, tak również może to czynić ze światem, który go otacza, i w tym też ukazuje się wielkość człowieka i jego transcendencja nad światem, w którym żyje.
       
      Pytając o przyczynę zła, możemy pytać o przyczynę powstania braków w bycie (np. kto złamał nogę w krześle, kto skrzywdził drugiego itd). Przyczynę tych braków, które pojawiły się w bycie możemy (mniej lub bardziej dokładnie) wskazać. Sam jednak brak, jako taki, nie ma swej bytowości. Z tej racji nie może też mieć swojej przyczyny. Stąd Bóg nie może być przyczyną braku (czyli zła), gdyż on jest przyczyną bytu[17].
       
      Należy zaznaczyć, że choć interpretacja ta w jakimś sensie zaspakaja naszą ciekawość poznawczą, nie znaczy to jednak, że problem zła został do końca rozwiązany. Wiele osób z powodu zauważonych braków w bytach stawia pod znakiem zapytania, jeśli nie istnienie Boga, to przynajmniej bezpośrednie pochodzenie świata od Niego. W postawie tej ukryta jest tęsknota za ubóstwieniem świata, bo świat bez braków, świat doskonały musiałby być bóstwem. Ponadto, w przypadku podkreślania istnienia zła w świecie zapomina się o pytaniu, skąd w takim razie wzięły się choćby te niewielkie "odrobiny" dobra. Wreszcie, zapomina się często o tym, że świat, w którym żyjemy, jest światem przygodnym, a więc światem, w którym istniejące byty, ze względu na zawarty w sobie element potencjalności, są niedoskonałe, a doskonałość jest im zadana.
       
      Na terenie filozofii nierozwiązywalny pozostaje jednak problem sensu zła, a szczególnie sensu ludzkiej śmierci i ludzkiego cierpienia (jako zła). Bez odpowiedzi na terenie filozofii pozostaje więc pytanie o sens cierpienia w ogóle czy cierpienia kogoś, kto nie zawinił, o sens zła fizycznego czy moralnego, indywidualnego czy społecznego, kosmicznego czy ludzkiego itp. To zagadnienie pozostaje dla filozofa tajemnicą.
       
      Sens i wartość cierpienia
       
      Rąbka tej tajemnicy próbują odsłonić religie, określając sens i wartość cierpienia. Jeśli sięgniemy, dla przykładu, do religii chrześcijańskiej, widzimy, że w jej centrum widnieje prawda o Krzyżu i o Zmartwychwstaniu: wszelkie cierpienie, a także i śmierć są więc wkomponowane w ekonomię ludzkiego zbawienia. Nie znaczy, to, że chrześcijaństwo głosi apologię cierpienia i śmierci. Zło, cierpienie i śmierć zawsze pozostają złem. Jednak w perspektywie życia wiecznego, cierpienie człowieka, przeniknięte prawdą wiary o Zmartwychwstaniu nabiera wartości, w tym znaczeniu, że Bóg w swej wszechmocy i miłosierdziu może ze zła (cierpienia) wyprowadzić dobro, ze śmierci - życie wieczne. Tym dobrem może być nawrócenie człowieka, przemiana życia, czy obudzenie w innych większej miłości do chorych, cierpiących (stąd różne dzieła pomocy drugiemu człowiekowi).
       
      Należy także i to odnotować, że tylko religia chrześcijańska ma w swym przekazie wiary i orędziu zbawienia najdalej posuniętą propozycję odsłonięcia ostatecznej tajemnicy zła i cierpienia. Z tej racji tam, gdzie z kultury ruguje się religię chrześcijańską, co dzieje się obecnie w Europie, ze spotęgowaną siłą wraca problem sensu zła-cierpienia. Nic więc dziwnego, że nie odnajdując jego sensu, proponuje się eutanazję dla nieuleczalnie chorych i starych, a zabicie przez narodzeniem dla obciążonych wadami genetycznymi i niechcianych dziećmi. Nie jest to jednak droga ku przyszłości europejskiej kultury humanistycznej, lecz raczej droga w kierunku cywilizacji śmierci. Powinnością zatem współczesnej filozofii (i nie tylko!) staje się potrzeba przywrócenia pełnej prawdy o tajemnicy zła, a szczególniej tego, które ma oblicze ludzkiego cierpienia. By człowiek współczesny, pozbawiony rozumienia tego, czym i dlaczego jest zło (cierpienie), a także jaki jest tego sens, próbując wypychać go poza własne świadome życie i życie społeczno-kulturowe, nie pogrążył się jeszcze bardziej w większym złu i cierpieniu.
       
      ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
       
      Przypisy:
       
      [1]Zob. M. A. Krąpiec, Dlaczego zło?, Lublin 1995, s. 79 i nn.
      [2]Szerzej na ten temat zob. tamże.
      [3]Zob. tamże, s. 31 i nn.
      [4]Zob. tamże, s. 53 i nn.
      [5]Zob. Die Fragmente der Vorsokratiker, wyd. H. Diels, W. Kranz, Bd. 1-3, Berlin 1951-1952, 22 B 67.
      [6]Tamże, B 88.
      [7]Zob. tamże, B 62.
      [8]Tamże, B 10.
      [9]Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, tłum. I. Krońska [i in.], Warszawa 2004, IX 11, 108.
      [10]Tamże, X 139.
      [11]Tamże, 140.
      [12]Zob. Orygenes, Przeciw Celsusowi, tłum. S. Kalinowski, Warszawa 1986, s. 227 i nn.
      [13]A. Schopenhauer, twórca tzw. filozofii życia, urodził się w 1788 r. w rodzinie bogatych kupców, należącej do arystokracji Gdańska. Głosił irracjonalny i amoralny charakter procesu kosmicznego. Istnienie postrzegał jako wieczny konflikt, któremu towarzyszy cierpienie i zło.
      [14]B. A. G. Fuller, Historia filozofii, tłum. Cz. Znamierowski, t. 2, Warszawa 1967, s. 354.
      [15]Szerzej na ten temat zob. M. A. Krąpiec, dz. cyt., s. 53-76.
      [16]Tamże, s. 75.
      [17]Zob. tamże, s. 58.
       
      Tajemnica zła, Analizy filozoficzne
    • Maliboo
      By Maliboo
      Kiedy siedze w swoim pokoju ciagle czuje ze ktos za mna stoi, jakies zle spojrzenie za mna...
      Na prawde w zadnym innym pokoju raczej tak nie mam tylko tu, w innych domach tez tak nie mam, wiec ze mna wszytsko chyba jest ok..
      Nie mieszkam w tym domu od urodzenia, wprowadzilismy sie na miejsce 2 siostr i jest to dos stary dom. Ja teraz spie w sypialni jednej z tych siostr - ogolnie nie wygladala ona na zbyt zrownowazona psychicznie, znaczy taka strasznie wylekniona, taki wytrzeszcz oczu nerwowy..
      Czy moze byc tak, ze w moim pokoju poprostu nagromadzila sie jej negatywna energia? A moze ona byla wylekniona wlasnie tym co czuje teraz ja?
       
      2 razy w tym domu mialem tez sen, gdzie balem sie jakiegos ducha i ja rzeczywiscie przez caly czas czulem jego obecnosc..
      Jeden taki sen mialem po tym jak przed pojciem spac, powiedzialem sobie w myslach - duchu jesli czegos potrzebujesz to sie ukarz i mi powiedz... sen ktory mialem potem (lub pare dni pozniej nie pamietam;/) nie byl zbyt przyjemny, nic nie przekazal a jedynie mnie wystraszyl, drugi tez..
       
      Ostatnio czytalem na tym forum, ze moge zapalic swieczke w ofierze dla duchow bo niektore tego potrzebuja.
      2 dni temu zapalilem taka jedna, wypowiedziawszy przedtem modlitwe i mowiac duchowi ze to dla niego.. swieczka jest duza(gruba) wiec musialem zgasic przed snem a w duchu powiedziawszy ze zapale jutro nowe..
      Przysnil mi sie sen gdzie bylem w towarzystwie dwoch mlodych dziewczyn we wlasnej kuchni, jedna bardzo sie cieszyla i powiedziala tylko "badzo dobrze sie spotkac" i wiem ze chcialem powiedziec cos i ona tez ale ona sie swiadomie powstrzymala a mi nic nie pozwalalo mowic chociaz bardzo chcialem, obok gdzies byla jeszcze jedna tez radosna ale nie widzialem jej twarzy..
      to by sie zgadzalo bo w moim domu widzialem pare razy wlasnie a to odbicie w lustrze gdzie byla dziewczyna mloda, a to reke dziewczeca 3 razy widzialem..
      po rytuale poza tym czulem sie szczesliwy i spokojny
       
      Wczoraj natomiast zapalilem 2 SWIECE CZERWONE A POMIEDZY NIMI WSADZILEM "KWIAT PUSTYNI" (przywieziona z egiptu rosli ktora po wsadzeniu do wody odrzywa i rosnie), chcialem poprzez to wzmocnic moj chold poprzez przeslanie - kwiat ten mial symbolicznie oznaczac dalsze zycie dzieki ofiarowaniu mu przeze mnie wody..
      Najpierw na swoj sposob wode poblogoslawilem i powiedzilem ze to dla nich - duchow ktore potrzebuja, a znaczenie rosliny wytlumaczylem tym ze chce by dusze te jesli zbladzily, to dzieki mojemu darowi mogly kontynowac swoja dalsza podroz - znaczy znow sie odrodzic bo wierze w reinkarnacje..
      Pomodlilem sie takze na swoj sposob
      Nie wiem tylko czy dobrze zrobilem zapalajac po bokach tego kwiatu 2 CZERWONE SWIECZKI az do wypalenia
       
      Po tym nie mialem zadnego podobnego snu do tamtej nocy, a dzisiaj znow czuje to "zle spojrzenie" chociaz mam wrazenie, ze kiedy napisale czesciowo tego posta, to to cos/ ktos nadal sie patrzy ale juz nie tak zle jak wczesniej...
      Czy ja swiruje czy rzeczywiscie cos tu jest?
      Acha i nie wspomnialem ze w klatce schodowej mojego domu czesta w nocy slychac jakby ktos chodzil na dole, otwieral drzwi
      Pomocy !
    • Atheo
      By Atheo
      W takim razie ja poprosze. Sen powtarza się odkąd skończyłam sześć lat, nie zawsze jest identyczny, ale we śnie zawsze jest wokół mnie coś, zazwyczaj siedze na łóżku, jestem w domu, i nie czuje się tam bezpieczna. Powróciwszy do tego czegoś, wiem że to jest złe, ale odkąd pamiętam tylko przyglądało mi się, towarzyszyło, ale jak odchodziłam zostawało na swoim miejscu. Ale ostatnio podążyło za mną i zaatakowało mnie. Dodam że sen jest niesamowicie realistyczny, i tak jak nauczyłam się kontrolować marzenia senne, tak tego jednego nie potrafie. Budze się z krzykiem, przekonana że ta siła wciąż jest dookoła mnie. Będe bardzo wdzięczna za odzew.
       
      Pozdrawiam.
       
      ~Atheo.
    • Mia_Motylek
      By Mia_Motylek
      Śniło mi się, ze uciekam w nocy przez rynek w moim rodzinnym mieście ( ok. 17 km od miasta w którym aktualnie mieszkam),
      razem ze mną ucieka młodsza dziewczyna (nie jestem pewna, lae mogła to być dziewczynka poniżej 18. rolu życia).
      Po chwili razem z nami czekali inni, za rogiem jakiegoś budynku, aż "coś" dziwnego przejdzie.
      W tym śnie odczuwałam strach, balam sie czegoś, ale nie mogłam dokladnie zprecyzować co to jest.
×
×
  • Create New...