Jump to content

pudełko, ulica, garncarz, koraliki


Kathea
 Share

Recommended Posts

Proszę o interpretację. Ten sen dziwnie mnie zaniepokoił, bo nigdy nie miałam takich, żebym wszystko tak dokładnie pamiętała, a ten był niesamowicie wyraźny.

 

Śniło mi się, że biegłam brukowaną, pustą i bardzo szeroką ulicą. Po bokach były bardzo kolorowe kamienice, o wiele bardziej niż te z warszawskiej starówki (od razu mówię, że nie byłam tam ostatnio i w ogóle dawno, więc raczej nie miało to wpływu na sen). Właściwie nie znałam tej ulicy. Była zupełnie prosta, nie dochodziły do niej żadne inne. W pewnym momencie zawołał mnie tata. Wróciłam się kawałek. Powiedział, że złapał jakiegoś złodzieja, który miał przy sobie małe, niebieskie pudełeczko. Poprosił mnie, żebym odniosła je właścicielowi. Pobiegłam więc znowu w stronę, w którą biegłam wcześniej. Kilka razy się wracałam, potem biegłam dalej, znów się wracałam... miałam dziwne uczucie, że się zgubiłam, chociaż ulica była zupełnie prosta, więc nie miałam jak. W końcu pobiegłam trochę dalej naprzód i trafiłam do małego sklepiku, gdzie siedział mężczyzna w wieku, bo ja wiem... około 60ki może... miał zupełnie białe włosy i brodę. Trochę przypominał mi z wyglądu kapitana jakiegoś statku xP Bardzo się ucieszył, że mu to pudełko przyniosłam, ale nie powiedział, co jest w środku. Po chwili zobaczyłam, że wszędzie stoją przeróżne gliniane naczynia, a on nagle był w fartuchu i miał ręce upaprane gliną. Usiadł i lepił, a ja już chciałam wyjść, bo nieszczególnie mnie to interesowało, ale wtedy przyszła jego żona, ok 50ki, kruczoczarne włosy zaczesane równo w wysoki kok. Chwilę z nią porozmawiałam. Zobaczyłam, że obok stoi wielki stół pełen różnokolorowych koralików, głównie drewnianych, szklanych w sumie też, do tego jakieś piórka, kamienie i inne takie. Okazało się, że ona zajmuje się robieniem biżuterii. Nie wiem, czemu powiedziałam, że w sumie myślałam, żeby zacząć lepić z gliny, a ona wtedy się spojrzała takim przerażającym wzrokiem i jakbym słyszała jej myśli "jeszcze czego, będzie smarkula konkurencję robić". ale tak naprawdę to mnie bardziej te koraliki interesowały i nie mogłam oderwać od nich wzroku. A potem wyszłam i znowu biegłam tą ulicą. A w ogóle to ona nie była tak zupełnie prosta, bo jakby na pagórkach, że momentami nie wiedziałam, co jest dalej. No ale prosta, że bez zakrętów i skrzyżowań. Niebo było czyste, błękitne, świeciło słońce. A to, co mi się najbardziej z tego wszystkiego zapamiętało, to te wszechobecne kolory, które były aż dziwne, bo wszędzie było tak pstrokato i wzorzyście. Ale nie jaskrawe te kolory, tylko takie zgaszone. Dużo czerwieni i niebieskiego głównie, ale inne też.

 

Uhh, ależ się rozpisałam...

Rozumie ktoś coś z tego? XD

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...