Skocz do zawartości
Gogita

Angelomania i Doreen Virtue

Rekomendowane odpowiedzi

Gogita

W środowisku niuejdżowym zapanowała prawdziwa moda na anioły. Osobiście uważam, że to pozytywne zjawisko. Miło, że zainteresowanie duchowością objawia się w ten właśnie sposób, a nie na przykład poprzez zabawy z tabliczką ouija. (…)

 

Są też niestety ciemne strony angelomanii.

Namnożyła się masa pocztówek i kart przedstawiających anioły pod postacią kiczowatych koszmarków przywodzących na myśl ilustracje z pisma „Strażnica”.

Pierwsze miejsce w moim prywatnym konkursie na anielską tandetę zdobyła niejaka Doreen Virtue, psycholożka i specjalistka od aniołów. Doreen wydała chyba z pięć anielskich talii, wszystkie jak jedna utrzymane w estetyce będącej kwintesencją kiczu. Oczywiście zdaje sobie sprawę iż to, że uważam te karty za szczyt tandety to tylko i wyłącznie mój problem. Do kogoś taki rodzaj malarstwa może wspaniale przemawiać i nie ma w tym najmniejszego problemu. Jeden lubi jazz, kto inny norweski metal, jeszcze inny rumuński pop i jest to absolutnie w porządku – o gustach się nie dyskutuje i kropka.

Tym, co najbardziej zniechęciło mnie do tej autorki jest fragment jej książki jaki znalazłam w Internecie. Książka dotyczyła kontaktu z aniołami. Przytoczę kilka cech, które zdaniem Doreen dowodzą, iż nawiedził nas prawdziwy anioł. Otóż spotkanie takie może:

 

1. Wywołać uczucie senności lub przeciwnie – nadaktywności

2. Pozostawić głębokie uczucie, że „to się dzieje naprawdę”

3. Być pozytywne i dodające mocy

4. Brzmieć prawdziwie i mieć sens

5. Być następstwem modlitwy lub pojawić się niespodziewanie

 

Wybrałam tylko niektóre przykłady, aby zobrazować naiwną filozofię autorki. Wychodzi na to, że spotkanie z aniołem może zarówno pobudzić jak i uspokoić, pojawić się po modlitwie lub niespodziewanie, za to gwarancją jego prawdziwości jest to, że niesie optymizm i „ma sens”.

Z całym szacunkiem, ale wielokrotnie w ciągu dnia mam optymistyczne i sensowne myśli i wcale nie uważam, żeby wszystkie one zostały zesłane mi przez anioły.

A punkt drugi? To już zakrawa na ignorancję niebezpieczną dla ufającego autorce czytelnika, albowiem (co każdy psycholog wiedzieć powinien) poważne halucynacje związane ze stanami chorobowymi prawie zawsze pozostawiają uczucie, że „to się działo naprawdę”.

Co zatem jeśli osoba chora, cierpiąca na halucynacja przeczyta coś takiego? Oczywiście pomyśli, że wszystko z nią jest ok.

Dalej autorka pisze jak można odróżnić spotkanie z aniołem od halucynacji. Doreen cytuje kilku badaczy, którzy twierdzą, że :

 

1. „Patologiczne halucynacje mają tendencje do trzymania się pewnych ustalonych sztywnych schematów, pojawiania się w sposób powtarzalny podczas choroby, ale w żadnym innym okresie, z towarzyszeniem innych symptomów, w szczególności zachwiań świadomości i utraty kontaktu z otoczeniem. Spontaniczne, metafizyczne (często nazywane „paranormalnymi”) doświadczenia są częściej oderwanymi zdarzeniami, nie mającymi połączenie z jakąkolwiek chorobą albo znanymi zakłóceniami i zdecydowanie nie towarzyszy im jakakolwiek utrata kontaktu z normalnym otoczeniem” (Zachowałam oryginalną składnię – przyp. Maria)

2. „Podczas większości halucynacji ludzie wierzą, że widzą żyjące istoty ludzkie. Natomiast podczas przeżyć metafizycznych (włączając w to wizje) ludzie są przekonani, że widzą istoty niebiańskie, takie jak anioły, zmarli bliscy czy oświeceni mistrzowie.”

 

Cóż można dodać? Z pkt. 1 jasno wynika, że halucynacje od wizji różnią się tym, że są związane z chorobą, podczas gdy wizje nie. Świetnie rozróżnienie, brawo! Niech mi tylko ktoś powie jak można ocenić z poziomu subiektywnego czy jesteśmy chorzy czy zdrowi? Idźmy jednak dalej. Podczas wizji, zdaniem cytowanego pana, zachowujemy zdrowy kontakt z otoczeniem, a podczas halucynacji – nie. Doskonale, lecz problem w tym, że większość osób cierpiących na zaburzenia psychiczne jest przekonana, że ma doskonały kontakt z rzeczywistością. Dopiero w wyniku terapii przeważnie dostrzega się, że to co uważaliśmy za realność, w rzeczywistości nią nie jest. Pod warunkiem, że chory pójdzie na terapię, a nie trafi na książkę dr. Virtue, z której dowie się, że jeśli jego zdaniem ma kontakt z rzeczywistością to wszystko jest ok.

Drugi punkt powinnam zostawić bez komentarza. Zapytam jednak tylko dlaczego cytowany przez panią doktor naukowiec uważa, że halucynacje = widzenie ludzi, a oświecone wizje = widzenie aniołów i zmarłych? Bo moim skromnym zdaniem równie dobrze może być dokładnie na odwrót.

 

Wszystkie cytaty zaczerpnęłam z bezpłatnego fragmentu książki Doreen Virtue „Jak usłyszeć swoje anioły”.

 

Zakończę prośbą do wszystkich aniołów: Drodzy skrzydlaci, strzeżcie wszystkich naiwnych czytelników o bezbronnych umysłach przed czytaniem szkodliwych publikacji.

 

autor: M.Poziomska

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mona Moon

2. „Podczas większości halucynacji ludzie wierzą, że widzą żyjące istoty ludzkie. Natomiast podczas przeżyć metafizycznych (włączając w to wizje) ludzie są przekonani, że widzą istoty niebiańskie, takie jak anioły, zmarli bliscy czy oświeceni mistrzowie.”

 

Jeśli chodzi o takie halucynacje i omamy np. głosowe to z tego co wiem właśnie często zdarza się, że chorzy słyszą głosy diabelskie, głosy kosmitów czy innych istot, które początkowo mogą być obojętne i radzące, ale w końcu zaczną nakazywać i dawać np "świętą misję". Więc jak mówisz jest to nieprawda, że słyszą tylko głosy ludzkie.

 

Ogólnie uważam, że w ezoteryce zdrowy rozsądek i pewna doza sceptycyzmu jest bardzo potrzebna, żeby nie utracić kontaktu z rzeczywistością. Bo często jest tak, że chory najpierw słyszy głosy, widzi rzeczy i nie do końca w nie wierzy, a potem mu się pogorszy i całkowicie się pogrąży w takiej sytuacji. A osoba zdrowa właśnie zawsze może zachować dystans i z jednej strony badać, skąd te głosy, próbować wejść w kontakt, a z drugiej zawsze zachować z tyłu głowy myśl "nie mam potwierdzenia, że to jest prawdziwe". Dobrze w ogóle komuś mówić o takich rzeczach, żeby co jakiś czas obserwował czy nie zaczęliśmy działać zupełnie zgodnie z nakazami głosów i wtedy zainterweniować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ismer

Problem halucynacji i wizji jest znacznie szerszy niż Doreen i angelomania. Nie będę tu rozważać tematu ze strony psychiatrii i chorób umysłu ;) ale dość powiedzieć, że w ezoteryce jest moda na wizje i wglądy, co owszem, bywa genialne, ale nie tak często, jak nam to "ezoterycy" chcą wmówić.

Zauważyłam, że nader często hipotezy z różnych dziedzin ezoterycznych "udowadniane" są za pomocą "wizji, medytacji, wglądu" itp. pierdół. I nader często jest to jedyny dowód na prawdziwość tej hipotezy, bo czyż może być inaczej, jeśli nic więcej nie ma się do powiedzenia w danym temacie? Oczywiście ezoteryka nie jest jeszcze dziedziną łatwo poddającą się dowodom naukowym, na wiele zjawisk nie ma jeszcze wytłumaczenia, jednak na wiele już jest. I myślę, że w miarę postępu nauki coraz więcej zjawisk zwanych parapsychicznymi da się się wyjaśnić w sposób rzeczowy, logiczny.

 

A czyż Gladys Lobos nie inaczej uargumentowała swoją teorię roku numerologicznego? - nie ma ona innych argumentów na słuszność tej teorii, jak właśnie to, że "anioły jej podpowiedziały". A Leon Zawadzki? to zupełnie inna półka, bo to był człowiek głęboko tkwiący w jodze i praktykujący, lecz nawet jego argument "Nauczycielem w wieku XX jest Śri Ramana Maharshi. Jestem tego pewny." nie jest dowodem, że tak jest naprawdę. To znaczy dla p. Leona na pewno jest, ale czy znaczy to, że to już ma być kanon dla wszystkich?

 

Tak właśnie powstają "prawdy ezoteryczne" i naprawdę tutaj, jak chyba nigdzie indziej potrzebny jest zdrowy rozsądek a nie zdawanie się tylko na wizje, niestety najczęściej oszołomskie. Lub po prostu oszukańcze, bo tego argumentu używa się również w tym celu, żeby oszukiwać ludzi, bo oszust dobrze wie, że nie da się tego sprawdzić, a na ludzkiej naiwności i ufności w "autorytet wiedzy tajemnej" - i co gorsza dając nadzieję na rozwiązanie problemu - można daleko (i bogato) zajechać.

 

Żeby daleko nie sięgać - ja też mam swoje "wizje i objawienia", jedne powstałe w wyniku rozumowania, inne tak sobie skądciś spłynęły, ale to nie znaczy, że - nawet jak je przedstawiam w gronie - ma to być dowodem na ich prawdziwość.

Z drugiej strony dobrze wiem, że w wyniku takich wizji, objawień, snów itp. powstawały różne niepojmowalne w swoim czasie hipotezy, z których publika - a i świat naukowy też - się śmieli. I cieszy mnie fakt, że po wielu wiekach rozdzielenia nauka (racjonalność, logika, mierzalne) znów schodzi się z duchowością (irracjonalnością, czuciem, niemierzalnym).

Ale aby to działało jak szwajcarski zegarek to potrzebna jest równowaga, a nie przeginanie, nie skrajności w jedną lub drugą stronę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×