Jump to content

Coś na kształt Apokalipsy


Samciu
 Share

Recommended Posts

Witam. Chciałam się zapytać czy ktoś mógłby mi pomóc w interpretacji snu. Nie ukrywam, że bardzo mi na tym zależy - po prostu wydał mi się inny niż wszystkie. Ale zacznijmy od początku.

 

Śniło mi się, że jestem u siebie w domu. Dokładnie poznawałam wszystkie meble, pokoje, chociaż było w tym wszystkim coś jakby obcego. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jestem w ciele jakiegoś całkowicie obcego chłopaka, a nasz dom zajmuje zupełnie nieznana nam rodzina. Do rzeczy. W śnie cały czas padało. Bez przerwy, osoby w śnie mówiły, że jest tak od kilku dni. Następnie, bardzo szybko, deszcze zmienił się w śnieg, by następnie przekształcić się w grad wielkości piłek lekarskich. Pamiętam jak domownicy pakowali się, chowali do toreb i plecaków jakieś wartościowe rzeczy. Następnie poszli spać. Rano grad przestał padać, ale na dworze zastali tysiące zniszczeń - rozmiażdżone samochody, kilku martwych ludzi. Jednak najciekawsze - osoba, którą byłam wyliczyła, że na parapetach domu leży siedem martwych gołębi. Pamiętam, że później wybiegłam na dwór krzycząc jakieś dziwne rzeczy. Zaczęłam kogoś gonić po małych uliczkach, zatłoczonych przez uciekających ludzi. Miejsca poza domem całkowicie różniły się od tego co widziałam z okien domu. Goniłam tego kogoś, manewrowałam pomiędzy ludźmi, samochodami. W końcu mi uciekł, ale znalazłam to co mi zabrał pod pomarańczową czapeczką jakiegoś dziecka (muszę mówić, że miało to coś na głowie?). Był to jakiś minerał - kryształy mieniły się raz na niebiesko, raz na zielono w zależności od tego jak padało na nie słońce. Wróciłam do domu. Moi senni rodzice rozmawiali z sąsiadami, którzy nie wiedzieli jak przenieść swoją chorą córeczkę do szpitala albo chociaż do najbliższej przychodni lekarskiej lub nawet samego lekarza. Wzięłam kawałek minerału, narysowałam na ziemi nosze, poduszkę. Położyli na tym dziewczynkę i, o dziwo!, zanieśli ją gdzieś tam gdzie chcieli. Wróciłam do domu. Zapakowałam razem z młodszą siostrą/bratem (tego dokładnie nie pamiętam) do plecaka różne szklanki, kieliszki, inne szklane rzeczy. Ruszyliśmy w drogę. Szliśmy opustoszałą autostradą razem z innymi uciekinierami. Autostrada była niedaleko morza. Fale były wzburzone, niebo ciemne, całkowicie zachmurzone. Wszyscy się zatrzymali, spojrzeli na morze. Jakiś starczy głos powiedział "I wtedy nadeszli". Ta część snu urwała się. Teraz znajdowałam się w jakimś ni to średniowiecznym, ni to nowoczesnym mieście. Coś na kształt miasteczka po apokalipsie, zbudowanego na gruzach miasta, które tu wcześniej stało. Pamiętam komnatę w wieży, spiralne schody. Staruszka, który opowiadał jak do tego doszło. Mówił o morskich potworach, które nagle wyszły z głębin, mówił o wielkiej wojnie między bytami nadprzyrodzonymi (podejrzewam, że chodziło mu o anioły i demony, ale o tym później). Wspominał o tym, że ci, których mieli za najgorsze istoty we wszechświecie, źródło wszelkiego zła i najpodlejsze szkarady, stanęli w ich obronie, przeciwko "białym duchom", które kiedyś były dla nich święte. Padło imię 'Samael' ("trucizna Boga", według Apokalipsy Barucha, Parafrazy Jonatana i Męczeństw Izajasza jest to imię Szatana, w słowiańskiej Księdze Henocha jest księciem demonów i czarnoksiężników, raz występuje jako najświętszy, innym razem jako najbardziej występny duch, ale to tylko tak jakby ktoś nie wiedział). Został przedstawiony przez starca jako ten, który najbardziej poświęcił się w obronie ludzi. Pamiętam, że później (cały czas jako ten chłopak) zostałam wysłana do sąsiedniego miasta. Miasto to było odległe od 'naszego' o kilkanaście kilometrów, więc zostałam przymuszona by tam lecieć na grzbiecie czegoś na kształt smoka, chociaż smokiem to nie było. Podróż była okropnie niebezpieczna. Na niebie kłębiły się obrzydliwie ciemne chmury, wokół latały jakieś czarne stwory, ziemi nawet nie widziałam. Doleciałam do drugiego miasta, wylądowałam i... obudziłam się.

 

Opowiedziałam o tym śnie mamie, która doszła do wniosku, że powinnam pisać książki (=_="). Sam sen jednak wywarł na mnie duże wrażenie, chociaż może mi się tylko tak wydawać. Wieczorem czytałam thriller, którego akcja działa się na wyspie, na której panował sztorm, więc może to ma jakiś związek z pogodą w śnie. Uwielbiam także czytać wszystko co ma związek z aniołami i demonami, więc to może też wywołało jakiś wpływ na sen? Nie mam pojęcia, ale po prostu chcę wiedzieć chociaż odrobinkę na temat znaczenia tego snu, więc jeśli ktoś mógłby jakoś pomóc, byłabym wdzięczna. Jeżeli jednak będą jakieś pytania jestem w stanie na nie odpowiedzieć, więc proszę śmiało pytać.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...