Jump to content

Pijak i morderstwo


Garou
 Share

Recommended Posts

Witam. Śnił mi się dzisiaj sen, z którego jednak nie pamiętam wszystkich, być może ważnych, szczegółów. Ale o to sen:

 

Siedziałem "na blokach" na jakiejś ławce. Na przeciwko mnie, chyba na jakimś murku, siedział (realny) kolega. Również naprzeciwko, ale gdzieś dalej od tego kolegi i jakby na takim niedużym trawiastym zboczu (takie jak zdarzają się w rzeczywistości) siedział sobie pijak i coś do mnie mówił. Nie pamiętam o co dokładnie pytał, ale było to coś związanego z rzeczywistością. Pamiętam, że nie potrafił wypowiedzieć tego słowa poprawnie. Chciał pogadać o tym, chyba uzyskać odpowiedź i dlatego wstał i zamierzał się przysiąść do mnie na ławce. Nie wiem czy zdążył usiąść, w bądź razie zniesmaczony i trochę wystraszony wstałem, tyłem wycofując się (twarzą do niego) z miejsca gdzie przed chwilą siedziałem, a gdzie on próbował się dosiąść. Pijak się zdziwił (ale na zasadzie: "Przecież ja nie gryzę, chdźno tu!") i małymi krokami zaczął podążać w moim kierunku. Nie podobało mi się to.

 

Następnie się obudziłem i nie wiem jak to powiedzieć, ale poniekąd jakby na jawie, a poniekąd znowu śniąc, zabiłem tego pijaka. Co dziwne, bardziej jakbym czuł że to zrobiłem, niż widziałem. Po zabiciu go, miałem obrzydzenie do tylnej części swojej głowy, bo chyba zabiłem go robiąc mu coś w tę część ciała. Zabiłem go "ostro", brutalnie, lecz później miałem wyrzuty sumienia, trochę jak u histeryka. I o ile dobrze pamiętam łapałem się u siebie za tył głowy, podczas tych wyrzutów.

Link to comment
Share on other sites

Po obudzeniu się ... postanowiłem zapisać ten sen na komórce. Byłem wtedy zaspany więc zapis nie jest dokładny. Ale miałem napisane, że chodziło o synonim rzeczywistości. Nie dam rady sobie przypomnieć o co dokładnie pytał. Pamiętam, że chodziło o rzeczywistość lub o coś pokrewnego. W ogóle ten pijak mówiąc, a raczej pytając był w dobrym (może tylko pijackim) humorze.

Pamiętam też, że nie przejmowało mnie jakoś mocno, to o co on mnie pyta. Bo nie robił tego w sposób, że zadał pytanie i czekał na odpowiedź. Po prostu od tak, paplający pijak.

Jedyne co mi przychodzi do głowy to, że mógł być może pytać o coś w stylu: "Czy podoba mi się ta rzeczywistość."

 

Wiesz, nie wiem jak, ale tak, poczułem, że ten sen ma dla mnie jakieś ważniejsze znaczenie. To uczucie (hmm, jakby ktoś próbował odpowiedzieć na dręczące mnie pytania, jakby coś mogło się zmienić w ważnym aspekcie mojego życia, ściśle dotyczącego mojej osoby), które po nim zostało, odróżniało ten sen, od wielu innych. Ale nie było też jakieś dające poczucie, że ten sen był dla mnie baardzo ważny.

Link to comment
Share on other sites

Hmm, dziwne, ale jakby w jakimś stopniu Twoja interpretacja wywołała we mnie to uczucie, które miałem po tym śnie. Być może to przypadek, nie chcę przesądzać. Ale dziękuję za tą interpretację.

Link to comment
Share on other sites

To uczucie nie jest zbyt silne, czuję że siedzi głęboko we mnie, ale to właśnie dlatego wiem, że jest on dla mnie bardzo ważne.

 

Myślę, że to ma związek ze mną. Że jeżeli chodzi o to, że nastąpi jakieś wydarzenie, to będzie ono miało większy wpływ na mnie (wewnętrznie) niż na świat zewnętrzny. Będzie ważniejsze dla mnie.

 

Nie przychodzi mi nic konkretnego do głowy, na co powinienem uważać.

 

Ale czuję (wiem, powtarzam się) że to będzie dla mnie ważne, mimo całego (nie wiem czy to poprawne) negatywu tej ewentualnej sytuacji, wnioski z niej płynące będą dla mnie bardzo pouczające i być może odkrywcze. Choć to tylko przeczucie.

 

Myśląc teraz o tym, prawie cały czas widzę w głowie obraz ulicy biegnącej obok mojej szkoły, oblanej przy horyzoncie blaskiem jesiennego słońca i ogólnie w nieco jesiennej scenerii (liście). Jest to pozytywny, piękny obraz. Ale być może to jakaś autosugestia, na skutek pomyślenia sobie że ten sen może mieć związek ze szkołą - jako jedna z możliwości.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • Adulec
      By Adulec
      Z góry przepraszam za drastyczne sceny. Nie miałam wpływu na sen.
      (Nie oglądałam ani nie czytałam od dobrych paru miesięcy żadnego horroru.)
       
      Ja - w ciele mężczyzny. Mam żonę i dziecko. Sytuacja dzieje się w moim domu rodzinnym, gdzie nie mieszkam już ponad 6 lat. Moja rodzina (a w sumie tylko ja, chociaż oni też znajdują się w pomieszczeniu) zostaje zaatakowana przez grupę psychopatów. Wydają mi różne polecenia, które mają utrzymać mnie przy życiu – nieistotne, ważne było ostatnie, które mnie przerosło. Kazali mi zjeść czyjąś stopę. Na stole były ustawione dwie, ogromne metalowe miski, a w nich znajdowały się dolne kończyny należące do różnych zwierząt. Usłyszałam od żony, że skoro nie dam rady to mam iść się zabić. Poszłam do kuchni i poderżnęłam sobie gardło nożem do chleba (jedyny, który był na widoku). Problem w tym, że nadal żyłam.
       
      Następnie grupa napastników kazała mi naprawić jakiś pojazd, którym mieliśmy ruszyć. Cały czas chodziłam z brodą przy mostku, bo bałam się, że rana się otworzy (w czasie cięcia czułam, że robię głęboką ranę – jednak nie było krwi).
       
      Przy pomocy dwóch mężczyzn (nie znam ich twarzy, ale byli to znajomi mężczyzny, którym byłam) udało mi się uciec (nie jakoś brawurowo: pojawiła się pomoc, napastnicy zniknęli…z żoną i dzieckiem).
       
      Sytuacja kuriozalna: na rowerach (niewielkich, ale nie dziecięcych) pojechałam z tymi mężczyznami szukać pomocy. Na ulicach było pusto.
      Nie wiem do końca gdzie się później znalazłam, ale było to coś na kształt przestronnego posterunku policji. Ponownie nikt nie zwracał tam na mnie uwagi, usłyszałam od dwóch policjantów, że są zajęci inną sprawą. Na posterunek weszła kobieta. Nie znam jej twarzy, ale wydawało mi się, że ją znam i była w grupie napastników z początku snu. Szła prosto na mnie, ukrywała ręce w dużych rękawach. Wiedziałam, że ma broń ale nic nie mogłam zrobić. Padł strzał, kobieta osunęła się na ziemię. Okazało się, że jeden z policjantów rozpoznał ją i zastrzelił. Później nastąpił moment kulminacyjny. Najgorszy z całego snu.
       
      Na posterunku pojawiła się bardzo duża grupa dziewczynek (10-12 lat). Policjanci byli zdezorientowani, bo przecież nie będą strzelać do dzieci. Masakra zaczęła się od chwili, gdy jedna z dziewczynek przytuliła się do policjanta i z bardzo bliskiej odległości wystrzeliła w niego czymś na kształt zszywacza tapicerskiego, tylko z większą ilością zszywek na raz. Dziewczynki zaczęły atakować wszystkich w pomieszczeniu. Do pomocy miały chyba jednego lub dwóch dorosłych mężczyzn. Zabijały po kolei tym, co im trafił do rąk – nożyczkami, szpikulcami, taśmami (robiąc pętle) – dźgały na oślep wszystkich.
       
      Ostatni fragment snu pominę…z czystej przyzwoitości. Powiem tylko, że ja stałam się napastnikiem (chociaż działałam w obronie własnej). Zabijałam.
      Ostatnie, co pamiętam przed przebudzeniem to trzymanie na rękach dziewczynki, którą zabijałam – jej wyraz twarzy nie był adekwatny do sytuacji. Była rozbawiona tym, co się dzieje, trochę dumna z siebie, a w jej oczach było coś, co wydawało mi się zadowoleniem z dopięcia swego.
       
      Cała sytuacja działa się w moim rodzinnym mieście, z którego wyprowadziłam się ponad rok temu.
      Nie rozpoznałam żadnej twarzy, chociaż czułam kto jest „dobry”, a kto „zły”.
      Z rzeczy istotnych, bądź mniej: jestem lesbijką, w stałym związku od ponad dwóch lat, ostatnio jednak pojawiła się na horyzoncie moja pierwsza (nie do końca)odwzajemniona miłość, również kobieta. Nie wiem czy to istotnie, ale jak dzieje się coś złego, to zawsze Jej wina...
       
      Zdaję sobie sprawę, że ten sen brzmi jak horror klasy B ale przeraził mnie i wprowadził mi niezły mętlik w głowie. Mam nadzieję, że ktoś spróbuję go ogarnąć i pomóc mi coś zrozumieć.
       
      Z góry dziękuję
    • kipika
      By kipika
      Witam,
       
      Mialam bardzo dziwny sen, a mianowicie snilo mi sie, ze padlam ofiara seryjnego mordercy- dusil mnie i myslac, ze nie zyje przykryl mnie jakas trawa, sianem i zostawil na brzegu lasu w poblizu domu moich rodzicow.
      Ocknelam sie jednak po chwili i zaczelam zastanawiac sie co mam zrobic, zauwazylam natomiast, ze on ciagle tam jest i mialam wrazenie, ze szuka kolejnej ofiary, zauwazyl mnie i zaczal znow molestowac mnie- tym razem seksualnie, prosilam, ze nie po to przezylam cudem, zeby drugi raz robil mi to samo, ale on nie sluchal tego co sie dzieje, zaczal mi odgryzac piersi, krzyczalam przerazliwie i nagle ktos to uslyszlal, "morderca" zaczal uciekac, a ja mialam wrazenie, ze jestem bez rak...
      okropne....
      a kilka dni temu mialam tez koszmar o podobnej tematyce- snilo mi sie, ze bylam w domu i nagle jakies zwierze (podobne do wilka lub nietoperza, ale male) wpilo mi sie w dlon i zaczelo wyzerac mieso z mojej dloni- przez sen czulam fizyczny bol, nikt nie mogl mi pomoc, wiec zeby sie uwolnic, tluklam ta jedzona reka z przyczepionem zwierzeciem o sciane, nie zwazajac na bol, az zabilam to zwierze.
       
      O co moze chodzic? Co sie dzieje w moim zyciu, ze dotykaja mnie az takie koszmary?
      Bardzo prosze o interpretacje.
    • viszys
      By viszys
      Dziś śniło mi się, że poznałam pewnego chłopaka. Był wysoki, chudy i miał długie jasne włosy. Na pewno był skryty i zamknięty w sobie, ale później złapałam z nim kontakt. Siedzieliśmy w rowie w mojej wsi, obok domu, którego naprawdę tam nie ma. Po chwili przyszła jego siostra i zaprowadziła go do tego domu. Usłyszałam jak mówi do niej 'To nie ja ich zabiłem. To ich rodzice chrzestni. Oni mnie wrobili! A teraz muszę wypuścić jej królika'. Po tych słowach położył na trawę białego królika. Następnie sceneria całkowicie się zmieniła. Zrobiło się ciemno i wietrznie. W rowie leżały ciała jakiś ludzi. Tylko tyle pamiętam dokładnie. Chociaż pamiętam jeszcze kobietę o czarnych włosach i w białej sukni, która unosiła się przed domem. Była matką dzieci (chłopiec i dziewczynka), które podobno zabił mój znajomy. W śnie nikt mi o tym nie wspominał, ale wiem, że dzieci były chore na raka.
      Wiem jeszcze, że przez chwilę byłam jakby w ciele tego chłopaka i razem z jego siostrą chodziłam po domu.
      Cały czas czuję wielki niepokój po tym śnie.
      Bardzo proszę o pomoc.
    • jeden8l
      By jeden8l
      Witam. Poniżej przedstawiam mój sen. Sam nie wiem co o nim myśleć. Zapisana akcja snu była zaraz po tym jak się obudziłem, więc napisałem wszystko co pamiętam. Miłej lektury i proszę o interpretację.
       
      Byłem w lesie. Chroniliśmy we czwórkę starszej pani w domu w środku lasu. Szukaliśmy czegoś. Szukaliśmy czegoś nadzwyczajnego, co się tutaj dzieje. Coś biegało i zakłócało spokój. Sen był typowo militarny, tzn my uzbrojeni wokół domu staliśmy w jednym miejscu i obserwowaliśmy. Nagle coś się zaczęło dziać. Ja wyrzuciłem kilka świec dymnych, by rozjaśnić las (choć było jeszcze jasno). Mój jeden kompan uzbrojony poszedł się na to zaczaić, ale bardziej wchodząc w las traciłem go z oczu aż po kilkunastu metrach zniknął. Moja kompanka (oprócz mnie było dwóch facetów i jedna dziewczyna, jeden z nich nie wzbudzał mojego zaufania, żadnych z tych osób nie znałem we śnie i nie mają one odzwierciedlenia moich znajomych w życiu) poszła do magazynku po broń, bo jej kazałem, ponieważ jej nie miałem. Drugi kompan poszedł z nią. Teraz uwaga- gdy znikali za ścianą domu facet zanim zniknął za domem to odwrócił się do mnie, wymierzył do mnie z broni a gdy to zauważyłem to opuścił broń, pokazał ręce i powiedział 'e, innym razem'. To nie puenta. W tym momencie kiedy nikogo nie było już przy mnie zaczęło coś biegać po lesie. Zrobiło się momentalnie ciemno, aż czarno. Jedynie lekki blask bił od świec dymnych. Zauważyłem kontury na czarno ubranych dwóch osób. Jedną z nich złapałem- była to kobieta w średnim wieku, wystraszona gdy ja przycisnąłem do ziemi, przerażona, zasłaniała głowę ramionami. Lecz nagle druga czarna osoba odepchnęła mnie od niej i rzuciła na ziemie. Nadal żaden z kompanów do mnie nie wrócił. Obie postacie stanęły nade mną. Nie widziałem ich twarzy, były tylko czarne. Widziałem ich kontury w blasku świec dymnych (choć nie wiem jakim cudem świeca dymna by biła blaskiem). Trzymali w rekach noże. To było pewne, ze chcieli mnie zabić. W tym momencie się obudziłem z bardzo głębokim oddechem i szalejącym od pulsu sercem jak się zorientowałem, ze kopnąłem nogą w parapet, który do złudzenia wraz z oknem w nocy przypominał ta kobietę w średnim wieku, którą rzuciłem na glebę.
       
      To nie pierwszy sen w takim tonie. Poprzednich nie pamiętam niestety, bo nie zdarzały się często, nawet nie rzadko. Powiedziałbym, że bardzo rzadko- ostatni taki sen miałem nie pamiętam kiedy, lecz wiem, że bywałem podobnie przerażony.
      Pamiętam też, że prawdopodobnie było ognisko tam gdzie staliśmy, lecz nie dawało ono światła gdy zrobiło się czarno.
      Prosiłbym o poważne podejście do snu i fachową interpretację
    • marika416
      By marika416
      witam, bardzo proszę o interpretację burzliwego i skomplikowanego snu: najpierw byłam w starym domu nad morzem, widać było plażę, był czas II wojny światowej i byłam tam jakby więziona z innymi osobami, w środku była sala kinowa i pamiętam, że oglądałam jakiś film o Żydach (może być to nawiązanie do pewnego filmu, który kiedyś oglądałam), w srodku byli żołnierze i jacyś wysocy rangą wojskowi.
       
      Następnie wyszłam stamdąt i na plaży zobaczyłam żółwia. Nagle znalazłam się na innej plazy z rodziną, pływałam w morzu, woda była czysta i widać było piasek - plaża wyraźnie łączyła się z morzem. Bardzo szybko poruszałam sie po tafli morza, pomimo, że nie płynęłam statkiem ani niczym innym. I w tym momencie znowu pojawił się motyw żółwia - chciałam żeby wszedł do wody. Wygłupiałam się w morzu ze swoim siostrzeńcem i nagle zdałam sobie sprawę, że to są ostatnie tak miłe chwile w życiu, bo muszę gdzieś iść.
       
      I w tym momencie znalazłam się na sali rozpraw. Nie była to zwykła sala: układ był poziomy - w pierwszej sali siedziałam ja z innymi oskarżonymi kobietami wokół kwadratowego stołu, obok było drugie pomieszczenie (nie oddzielone drzwiami), w którym była sędzina i kobiety poszkodowane, w kolejnych salach były tak jakby miejsca na jakieś ekperymenty itp. Nie wiedziałam zupełnie o co chodzi, ale w toku sprawy dowiedziałam się, że wszystkie jesteśmy oskarżone o morderstwo, a kobiety siedzące obok nas na sali rozpraw patrzyły na nas rozgniewanym wzrokiem. I nie wiem, jak to wyjaśnić, ale okazało się że tamte kobiety są jakby naszymi ofiarami, ale nie wiadomo, czy niedoszłymi ofiarami, czy duchami tych ofiar... byłam przerażona, bo nie zrobiłam nic tym żadnej z tych kobiet a jedna wyraźnie żądała zemsty.
       
      Inne oskarżone powiedziały mi, że to już koniec, nie wyjdę stąd i trafię najpierw do aresztu, gdzie stosuje się straszne tortury, a potem do więzienia. Wiem jedno - byłam niesłusznie oskarżona i zaraz miałam być skazana, chociaż nie wiedziałam nawet o co chodzi. Kobiety poszkodowane wybierały dla nas kary wstępne i była taka lista, z której mogły wybrać tortury lub meotdy upokorzenia... dla mnie wybrano oblanie twarzy krwią, dla innych kobiet jakieś czynności w pokoju obok, słyszałam, że inne kobiety cierpią i byłam przerażona. W końcu doszło do ogłoszenia wyroku, ale Pani sędzina powiedziała, że mamy wyjśc z sali rozpraw. Koniec końców, wiem, że doszło do skazania, chociaż w tym momencie się obudziłam. po przebudzeniu czułam się źle, byłam zdezorientowana i przestraszona, ale ulżyło mi, że to jednak był tylko sen. Kiedyś już tez miałam sen, w którym byłam współwinna morderstwa i bałam się, że pójdę do więzienia.
       
      Moja sytuacja życiowa jest następująca: wszystkie aspekty zycia układają się bardzo dobrze, po kilku latach poszukiwań i bycia singlem, znalazłam partnera, z którym jestem szczęsliwa, mam dobre relacje z rodzicami i siostrą, mam pracę, mieszkanie i samochód, jednak jedynym moim problemem życiowym na tym etapie jest niezadowolenie z pracy - wykonuję ją z przymusu, tylko i wyłacznie żeby mieć za co życ, nie jest to praca dla mnie i już z jej powodu mam za sobą załamanie nerwowe i leczenie. Teraz jest już lepiej, ale to nie zmienia faktu, że chcę zmienić prace, jednak nic mi nie wychodzi. Boję się zaryzykować i podjąc ostatecznych decyzji. ciągle coś mnie powstrzymuje. Jestem w stanie zawieszenia i im dłużej to trwa, tym bardziej boję się, że to potrwa przez całe moje życie.
×
×
  • Create New...