Jump to content

Blondynka, trzęsienie ziemi, moce nadprzyrodzone, czerwone trampki


Aloufino
 Share

Recommended Posts

Żeby nie przedłużać, od razu przejdę do sedna:

Mam 14 lat, uczęszczam do gimnazjum, a konkretnie do Zespołu Placówek Oświatowych.

W moim śnie miałam moce nadprzyrodzone, byłam jakby Źródłem, kimś bardzo istotnym dla istnienia świata, podróżniczką pomiędzy wymiarami. Mimo wszystko stałam wówczas na boisku przyszkolnym razem z wszystkimi uczniami i nauczycielami szkoły, ponieważ było to rozpoczęcie roku szkolnego. Przez przypadek wywołałam trzęsienie ziemi. Ziemia rozstąpiła się przez połowę boiska. Sporo obecnych tam osób wpadło w czeluść, nie jestem w stanie powiedzieć, kim byli ci ludzie, powiem jedynie tyle że głównie była to piąta klasa szkoły podstawowej. Reszta ocalałych uciekała do samochodów, pierwszych lepszych, do których zdołali dobiec i odjeżdżali (w tym momencie snu nie miałam zielonego pojęcia, dokąd zmierzają). Ja zdołałam dobiec do ostatniego pojazdu. Była to stara skoda, jedna z pierwszych, jakie kiedykolwiek wytworzono. Była koloru białego, była w połowie zardzewiała i miała z tyłu zamontowany spoiler. W tym samochodzie siedziały cztery osoby, trzech z nich nie znałam (jeden chłopak i dwie dziewczyny), a jedną była przyjaciółka kolegi, z którym kiedyś na jawie współpracowałam i ona mi tę współpracę wypominała, prawdopodobnie w zazdrości o przyjaciela. Nie chciała mnie wpuścić do środka. Wobec tego chwyciłam się mocno za spoiler, a kiedy ruszyli, ja sunęłam czerwonymi trampkami po asfalcie i dziwnym trafem przez dłuższy czas podeszwy się nie przecierały. W pewnym momencie dojechaliśmy do bardzo stromej ulicy. Chciałam wtedy wyskoczyć na samochód, żeby nie trzeć nogami o podłoże. Nie udało się, ale wróciłam do starej pozycji. Jechaliśmy tak przez jeszcze krótki odstęp czasu, gdy w końcu znajomi zahamowali. Zatrzymaliśmy się przy jakimś sklepie, prawdopodobnie obuwniczy (na jawie nie ma tego sklepu w miejscu, w którym się zatrzymaliśmy). Kojarzył mi się bardzo z jednym z chłopaków, w których kiedyś się kochałam (był dość przygłupawy). Ja odskoczyłam od samochodu, a pasażerowie wysiedli. Nie zwrócili na mnie uwagi, po prostu skierowali kroki w stronę hali sportowej, należącej do miejscowego technikum rolniczego. Ja ruszyłam za nimi. Kiedy weszłam, na ławkach otaczających halę siedziało większość osób, które kiedykolwiek spotkałam w życiu, a nie należały do mojej bliższej rodziny. Wszyscy wpartywali się we mnie jak w bóstwo i nadstawiali uszu, aby mnie słuchać. W pierwszym rzędzie siedziały w większości osoby, które miały dla mnie duże znaczenie kiedykolwiek. Na początku moja była przyjaciółka śpiąca w ramionach kolegi z klasy (w szkole krąży plotka, jakoby chłopak ten kochał tą dziewczynę szaleńczo od paru dobrych lat. Oni obecnie się przyjaźnią.) Byli jedynymi, którzy nie zwracali na mnie uwagi. Dalej siedziała najważniejsza osoba z tego snu: rzekomo nieznajoma blondynka, dwa lub trzy lata starsza ode mnie. Jej kolor włosów wpadał w pomarańcz i był zapleciony w krótki warkocz, zwisający na ramię. Ubrana była w brązowo-pomarańczowy sweter w paski i dżinsy. Nie jestem tylko w stanie przypomnieć sobie rodzaju obuwia, które miała na sobie. Miała duże, zielone oczy i wpartywała się we mnie. Jej mina była tak dobrotliwa, że do teraz, kiedy sobie o niej przypomnę, łzy stają mi w oczach (odnoszę wrażenie, że podobne odczucia ma się, gdy przyśni się np. matka boska). Miałam wrażenie, że znamy się od urodzenia, że wiemy wszystko o sobie, każdy najmniejszy detal. Poczułam niesamowitą więź z tą dziewczyną. Z nią też nie zamieniłam ani jednego słowa, po prostu uśmiechała się i z momentu na moment miałam wrażenie, że ta więź między nami się powiększa i rośnie w siłę. Nie chciałam od niej odchodzić, jednakże dalej siedział ten przygłupawy chłopak, w którym niegdyś się kochałam. Usiadłam obok niego i zaczęłam rozmawiać. Nie jestem pewna, jaki był temat rozmowy, ale wydaje mi się, że opowiadalam mu swoje przeżycia, w czasie, gdy miałam obsesję na jego punkcie. Na koniec poprosiłam go o uścisk ręki. Zgodził się. Kawałek dalej siedział mój były przyjaciel, którego także kochałam. Przeprosiłam go (kiedyś zraniłam jego uczucia, nie będąc przygotowaną na "chodzenie") za wszystko. Dowiedziałam się, że blondynka nosiła imię Jagna bądź Javna (nie jestem pewna tej jednej litery) i że są teraz razem. Zasmuciłam się i odeszłam od niego. W różnych rzędach sali spotykałam różne osoby. Najlepiej pamiętam wizerunek kolegi starszego ode mnie o rok, który kilka dni wcześniej na jawie próbował wyłudzić ode mnie pieniądze, a ja oblałam go litrową colą. Potem się odgrażał. W najdalszym rzędzie siedziały dwie przytulone dziewczyny: na jedną byłam przymuszona donieść (nauczyciele) i ogólnie lubiłam ją, kiedyś współpracowałyśmy razem z tamtym chłopakiem, o którym wspominałam wcześniej, a druga była jej przyjaciółką, którą znałam z widzenia. Kiedy to się skończyło, pożegnałam się z wszystkimi i zniknęłam w otchłani światów i czasów. Nie mam zielonego pojęcia, dokąd wyruszyłam. Wiem, że wróciłam kilka lat po tych wydarzeniach i siedziałam w pociągu do Grudziądza, gdzie mieszka moja najbliższa przyjaciółka.

Potem się obudziłam.

 

Zaznaczam, że do teraz nurtuje mnie wizerunek tej blondynki. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...