Jump to content

Krwawe róże (?)


Filius Daemonis
 Share

Recommended Posts

Witam!

Mam pewną sprawę, związaną z krwią. Wiem, że krew ma bardzo silne właściwości magiczne i posiada wielką moc. Pewnego dnia (w zeszłym roku) zdarzyło się, że mocno przeciąłem swoją dłoń. Leciało mnóstwo krwi i naszedł mnie głupi pomysł żeby podlać nią moje krzewy różane (pomyślałem o tym ponieważ je uwielbiam i stwierdziłem, że może coś im to pomoże - wiem to głupie). Teraz się zastanawiam czy coś mogło się naprawdę stać, bo w tym roku naprawdę mocno zakwitły, mocniej niż kiedykolwiek (być może jest to związane z pogodą). Do tego za każdym razem gdy próbuję ściąć kwiat zrywa się bardzo silny wiatr. To się z czymś wiąże czy to tylko moje wymysły?

Link to comment
Share on other sites

Guest User2

Krew ci leciała.

 

Chciałaś uleczyć kwiaty.

 

Przelałaś w płynącą krew intencję/energię by uleczyć kwiaty, a następnie je polałaś.

 

Ta energia/intencja, która we krwi zaistniała a następnie na rośliny została polana to ona uleczyła kwiaty.

 

Nie korzystaj z tego nigdy więcej. Niebezpieczne jest bawienie się krwią w magii, zwłaszcza gdy o niej wie się tyle co ty: czyli nic.

 

Nie widzę związku wiatru ze ścinaniem róż, lecz myślę, że lepiej byś zostawiła kwiaty w ziemi i nie ścinała. Bądź co bądź poprzez to, że przekazałaś im swoją krew przekazałaś zarazem cząstkę siebie, swej energii. Daj różom zblednąć zgodnie z prawem natury gdy będą w ziemi.

Link to comment
Share on other sites

Małe sprostowanie. Jestem płci męskiej :-P a o magii rzeczywiście wiem mało ale nie nic. Interesuję się nią i ćwiczę od 3 lat. Niestety wielkich efektów nie widać...

Link to comment
Share on other sites

  • 7 months later...
magia to intencje a nie akcesoria.

 

Wmów to tym, którzy z powodzenie uzyskują reluztaty magiczne z pomocą właściwie dobranych akcesoriów. Już widzę jak ci uwierzą.

 

Intencja w magii i przepływe energii jest owszem bardzo ważna, lecz bez wątpienia są często niezbędne właściwe akcesoria by osiągnąć właściwy rezultat operacji magicznej.

Link to comment
Share on other sites

Ile razy mam powtarzać, że nie jestem ani adminem ani moderatorem na ezoforum!

 

I nie zamierzam być!

 

Co za tym idzie to nie ja usunąłem twoje posty.

Link to comment
Share on other sites

Zauważyłam że w innym wątku usunąłeś moje wpisy,

 

To nie ja usunąłem. Nie jestem moderatorem ani adminem. Jednak słusznie post został usunięty bo obrażałaś w nim użytkownika, już nie będę przypominać tu jak go nazwałeś, że o publicznym promowaniu martwego forum nie wspomnę.

 

i doczytałam, że usuwasz osoby pomagające innym.

 

Nie usuwam osób pomagających innym, ale ostrzegam przed ewidentnymi szarlatanami, głupcami i po prostu nic nie wiedzącymi ludzmi bo tak trzeba robić, takie osoby tylko pogarszają sprawę u innych. Zresztą jak przeczytałeś uzasadniłem moją opinię.

 

Nie słyszałam by LEW potrzebował dzidy!

 

Ja nie słyszałęm by lew nie potrzebował kłów i pazurów. To są jego narzędzia pracy. Poza tym lwa nie interesuje magia więc przykład bezużyteczny.

 

nie słyszałam by WILK potrzebował łuku.

 

patrz pkt. wyżej.

 

Akcesoria są potrzebne dla LUDZI bez mocy.

 

Akcesoria są potrzebne ludziom z mocą bo tylko takie osoby są wstanie zrobić bardzo silnie magiczne narzędzia. Osoba słaba mocą nie zrobi prawidłowego narzędzia bo narzędzie będzie bez mocy. Krąg energetyczny w Magii Wysokiej przy ewokacji Duchów jest niezbędny i jest powód dla którego tak się dzieje.

 

z powodzeniem zostali wybici rdzenni Amerykanie z powodzeniem!

właściwe akcesoria i właściwe intencje doprowadziły do wyginięcia Indian rycerzy Jedi ;)

miecze świetlne i takie tam.

 

Dzięki cieszy mnie, że przyznałeś mi rację, że narzędzia magiczne są istotne w magii. Swoją drogą ja nie powiedziałęm, że intencja nie jest ważna ja tylko stwierdziłęm, że nie zawsze sama intencja daje radę.

 

Co do reszty wypowiedzi się nie wypowiem bo to po prostu szkoda słów.

 

Twoja retoryka i pisanie, a także rozumienie rzeczy z tego co widzę jest taka sama jak tego schizofrenika, o którym pisałem.

Link to comment
Share on other sites

Wybacz, ale pozostawię Ciebie samego w tej dyskusji, która dyskusją nie jest lecz pokazem siły, której Ci brak.

Pełnia we Lwie jest dla każdego, a co z nią zrobisz to Twoja sprawa.

czy użyjesz jej by osłabić siebie a skupić się na akcesoriach ;).

 

żegnam !

 

ps. manipulowanie rzeczywistością działa tylko na Twoją niekorzyść. Teraz doskonale odkryłam co w Tobie siedzi i ten felieton był niezbędny dla mnie. Chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy co odkryłam ;) dzięki tym sztuczkom, które uskuteczniasz w moich postach od rana. Bardzo mi pomogłeś, podczas pełni we Lwie ;)

Chociaż nie ma to znaczenia bo i tak nie posłuchasz a ten post za chwilę zniknie, powód ? zawsze się jakiś znajdzie, to właśnie bardzo mi pomogłeś, bez akcesoriów, chociaż sztuczki z moimi postami,. które znikają od chwili gdy "rozmawiamy" są w pewnym sensie akcesoriami. Nie zmienia to faktu, że jak wspomniałam, lew czy wilk jest bez szans wobec strzelby myśliwego. Jedyne co może to unik, a nawet jeżeli chcesz mnie pomówić i odebrać mi prawo do powiedzenia prawdy, to znam te sztuczki z innego forum, które umarło, bo admin zamiast serca używał bez skrupułów akcesoriów, ludzie odeszli. Pozostał niesmak. Nie mam pojęcia czy ten człowiek o którym pisałam jeszcze działa, mam nadzieję, że tak i ma się dobrze.

wygrywa zawsze SERCE !

Edited by Vilin
Link to comment
Share on other sites

Nie wiem co tu się stało, ale z tego co zauważyłem na forum AoiMizu stara się i pomaga gdzie tylko może, więc według mnie Vilin powinnaś się zastanowić co piszesz.

Link to comment
Share on other sites

straszna dziecinada którą tu ktoś uprawia.

Umówmy się ze zostawię was w tej piaskownicy samych.

życzę powodzenia, tak globalnie i kończę.

pozdrawiam

Edited by Vilin
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • Ismer
      By Ismer
      Helena Bławatska (1831 - 1891) to osoba, która bezsprzecznie wywarła ogromny wpływ na współczesne idee duchowości Zachodu i aczkolwiek Bławatska sama żadnej doktryny nie wymyśliła, to właśnie dzięki niej idee Wschodu rozkwitły na Zachodzie.
       
      Astralne przypadki Heleny Bławatskiej
      Co było pierwszym impulsem? Jak to się wszystko właściwie zaczęło? I kiedy?
      Istnieje wiele odpowiedzi. Na przykład: miliony lat temu. Gdzieś na Atlantydzie. W przepastnych sferach astralnych. A w każdym razie – jako skutek planu powziętego przez bractwo niewidzialnych mędrców, którzy zawiadują z ukrycia losami ludzkości.
      Choć może jednak – jest i taka wersja – nie tak znowu daleko i dawno. A dokładniej: w Rosji, w roku 1838. Wtedy to siedmioletnia Helena Pietrowna Bławatska – urodzona na Ukrainie córka Heleny von Hahn (z.d Fadiejewa), obiecującej rosyjskiej pisarki, i Niemca, Petera von Hahna, oficera carskiej konnej artylerii – przybywa do Astrachania. Miasta w delcie Wołgi, w którym jej dziadek ze strony matki, Andriej Fadiejew, pełni funkcję urzędowego nadzorcy tamtejszych kałmuckich plemion wyznających buddyzm tybetański. Pewnego razu ich rdzenny przywódca, książę Tumen, zabiera małą Helenę i jej matkę do niewielkiej okolicznej świątyni. To właśnie tam – przy dźwiękach charakterystycznych gardłowych śpiewów, którymi lamowie inkantują święte mantry, pogrążeni w medytacji, spowici aromatem kadzideł – Bławatska po raz pierwszy odczuwa magnetyczny urok Orientu. Będzie później wielokrotnie podkreślać, że ta wizyta stała się dla niej czymś na kształt duchowej inicjacji.
      Ale może prawdziwych początków należy szukać dopiero kilka lat później? Któregoś dnia nastoletnia już Helena – po śmierci matki przebywająca u rodziny w Saratowie, nieopodal granicy z Kazachstanem – odkrywa wielką bibliotekę należącą do jej pradziadka, księcia Pawła Dołgorukowa. Tam zaś – setki zmurszałych ksiąg autorstwa takich XVI- i XVII-wiecznych klasyków alchemii i filozofii hermetycznej, jak Paracelsus, Korneliusz Agryppa i Heinrich Khunrath. Pradziadek – wysoko postawiony mason, wtajemniczony w latach 70. XVIII w. w misteria różokrzyżowców – bardzo starannie dobierał woluminy do swojej kolekcji. Helena pochłania je błyskawicznie. W krótkim czasie staje się prawdziwą ekspertką w zakresie nauk okultystycznych.
       
      I znowu: czy to wszystko zbieg okoliczności, czy wynik działania jakichś tajemnych sił? Na przykład prawa karmy zawiadującego porządkiem dziejów, którego naturę Bławatska opisze po latach w Doktrynie tajemnej, swoim opus vitae? Czy zatem Fadiejew nieprzypadkowo został skierowany do Astrachania? Czy Dołgorukow mógł przeczuwać, że nienarodzona jeszcze wówczas prawnuczka skorzysta kiedyś z jego biblioteki?
      Takie pytania można mnożyć w nieskończoność. Bo życie i działalność Heleny Bławatskiej, założycielki Towarzystwa Teozoficznego, autorki wielu książek, podróżniczki i wielkiej damy światowego okultyzmu, to doskonała mieszanina faktów i fantazji, rzeczywistości i fikcji.
      Opowieści o jej przygodach i poglądach czyta się dzisiaj jak literaturę popularną z elementami fantasy. Albo raczej jak mitologiczną opowieść – żeby nie powiedzieć: wielką mistyfikację – której bohaterka i autorka to w istocie ta sama osoba.
      Jedno wszakże można powiedzieć bez najmniejszych wątpliwości. Gdyby nie Helena Bławatska, żylibyśmy dzisiaj w zupełnie innej kulturze. Nikt bowiem nie wywarł na kształt współczesnej zachodniej duchowości i wyobraźni tak przemożnego wpływu (i nikt również nie pozostał bardziej od niej pod tym względem niedoceniony). Pierwsza zaoferowała rozbudowaną i przemawiającą do szerokiego odbiorcy wizję ludzkiego życia i wszechświata, która stała się alternatywą dla rewolucji światopoglądowej XIX-wiecznej nauki, głoszącej materializm i biologiczny ewolucjonizm.
      Zanim jednak to wszystko się wydarzyło – zanim teozofia zdobywa wielu wyznawców, a potem daje impuls do wielkiego XX-wiecznego renesansu magii, kontrkultury lat 60., ruchu New Age, fascynacji buddyzmem i hinduizmem, oraz, last but not least, powstania Gwiezdnych wojen – rozpada się pewne świeżo upieczone małżeństwo.
      I chyba dopiero od tego momentu ta historia tak naprawdę się zaczyna.
       
      Ucieczka i… ucieczka
      Nikt nie rozumie, czemu 17-letnia Bławatska decyduje się na ślub.
      Od pewnego czasu przebywa w Tyflisie – dzisiejszym Tbilisi – gdzie dziadek Andriej (Fadiejew) zajmuje kolejną urzędniczą posadę.
      A ona co najmniej od roku doświadcza dziwnej, podwójnej egzystencji. Za dnia prowadzi zwykłe życie nastolatki, nocą jednak jej dusza odłącza się od ciała i wyrusza na dalekie wędrówki po sferze astralnej. Subtelnej, niewidzialnej rzeczywistości, równoległej do świata fizycznego, zamieszkałej przez rozmaite istoty i duchowe energie. Ma już za sobą odpowiednie lektury, potrafi to rozpoznać i nazwać. Podczas tych wędrówek spotyka tajemniczego Hindusa. Już wkrótce okaże się on jedną z najważniejszych postaci w jej życiu. Na razie jednak Helena nie ma pojęcia, czy nie jest to po prostu zwykły sen.
      Jedynym człowiekiem, z którym może o tym porozmawiać, jest książę Aleksander Golicyn, który często odwiedza dom jej dziadków.
      Golicyn to barwna postać. Mason i praktykujący mag, w poszukiwaniu pradawnych okultystycznych sekretów podróżujący m.in. po Grecji, Iranie, Indiach i Egipcie. O jego relacjach z Heleną wiadomo niewiele. Z pewnością jednak to on zaszczepia w niej pragnienie, żeby wyruszyć w wielką podróż. W poszukiwaniu tego, co nieznane, mistyczne, tajemne.
      Mniej więcej w tym samym czasie na horyzoncie pojawia się czterdziestokilkuletni Nikifor Bławatski, gubernator Erywania. Zaczyna bywać w domu dziadków Heleny. Ewidentnie jest nią zainteresowany. Kiedy się oświadcza, Helena niespodziewanie przyjmuje jego propozycję. Cała rodzina reaguje na to niedowierzaniem. Ekscentryczna młoda dama, która zapowiadała wielokrotnie, że nigdy nie zdecyduje się na małżeństwo, nagle bez żadnych wahań godzi się na zamążpójście? To się nie mieści w głowie.
      Ale Bławatska w jednym z listów pisze, że Nikifor był po prostu jedynym mężczyzną – poza księciem – który poważnie traktował jej zainteresowanie magią. I ten argument przeważył szalę na jego korzyść. Choć, jak się okazało, na krótko.
      Już w trakcie ceremonii, 7 lipca 1849 r., panna młoda planuje ucieczkę. Zamiary udaje się jej wcielić w życie po trzech miesiącach. Pewnej nocy po prostu wsiada na konia i wraca do Tyflisu, do domu dziadków. Wkrótce potem kupuje bilet na prom do Petersburga, żeby – jak mówi rodzinie – spotkać się tam z ojcem. Ma jednak zupełnie inne plany. W przebraniu chłopca okrętowego przedostaje się do Stambułu, który wówczas nosi jeszcze nazwę Konstantynopol. Ostatnią część trasy, przez cieśninę Bosfor, pokonuje podobno kajakiem, pod osłoną nocy.
    • Hidden_Somewhere
      By Hidden_Somewhere
      Siema mam drobny problem z rytuałami a dokładniej pierwszym podstawowym (jako że interesuje się okultyzmem od paru tygodni i dopiero teraz zdecydowałem się na odprawianie takowych). Problem tkwi w wypowiadaniu słów, jak piszą jedni trzeba je wypowiadać z pełną powagą a inni że trzeba je wibrować co jest dla mnie nie jest dla mnie zrozumiałe. Chciałbym prosić żeby ktoś wytłumaczył mi w jaki sposób wykonywać te wibracje. Może to też być w postaci artykułu lub czegoś w podobie
       
      Z góry dzięki i pozdrawiam.
    • zbojnicka.dziewka
      By zbojnicka.dziewka
      PENIS / KREW...Śnił mi się dzisiaj mężczyzna, z którym już się nie spotykam. Były łóżkowe pieszczoty, z penisa Krzysztofa wydzielała się krew... Co to znaczy? Kilka dni temu śnił mi się w aptece , był tam z kobietą. Jak można sen o penisie i krwi wytłumaczyć?
    • Kuroi Neko
      By Kuroi Neko
      Witajcie. Miałam okropny koszmar dzisiaj, nie wiem skąd mi się to wzięło, złe sny mam bardzo, bardzo rzadko, a ten był wyjątkowo przerażający. Nie jestem pewna, czy takie sny się interpretuje..
       
      Więc byłam chyba na kampusie swojej uczelni, były tam jakieś zajęcia dla masy ludzi. Pogoda była piękna, taka złota, polska jesień. Miałam wracać do domu, ale koniec końców nie wiem gdzie się znalazłam, w jakimś budynku starszego typu ze strzelistym dachem o czerwonych ścianach i dachu też. Zobaczyłam w środku moją mamę.
      Podeszła chyba do mnie albo ja do niej, nie wiem i ona chciała mnie przytulić. No i objęła mnie i nagle wbiła mi dłonie, palce, paznokcie w plecy, a dokładniej w kręg w takim centralnym punkcie pleców i zaczęła trzeć, drapać bardzo mocno. Miała ona niesamowitą siłę, to nie była ona, widziałam, że coś ją opętało, drapała i drapała, przedzierała mi skórę i mięśnie i tak tarła cały czas w jednym punkcie na tym kręgu. Krzyczałam, płakałam, nie potrafiłam jej od siebie odepchnąć, była potężnie silna, to była nieludzka siła! Na twarzy też wyglądała inaczej, po prostu była obłąkana. Zaczęłam do niej krzyczeć, przemawiać, ale tak do prawdziwej niej "Mamo, dlaczego mi to robisz!? Przecież wiem, że tego nie chcesz! Mamo to boli, nie krzywdź mnie proszę!" Wykrzykiwałam to przez łzy i faktycznie to do niej dotarło, na chwilę opadła z sił i poległa pod ścianą, byłyśmy w jakimś pokoju o czerwonych ścianach. Zbliżyłam się do niej pytając zrozpaczona "Mamo co Ci jest, co Ci się stało?!" Leżała nieprzytomna, ale gdy tylko uklękłam przy niej i chciałam jej dotknąć ona rzuciła się na mnie znowu i zaczęła znów rozrywać mnie i drapać w tym samym miejscu na kręgu, to było okropne i przerażające.
       
      Obudziłam się w środku nocy szybko oddychając. Spróbowałam się uspokoić i poszłam dalej spać... Ostatnio nie mogę spać, tzn. nie potrafię zasnąć, chociaż do tej pory nigdy nie miałam z tym raczej problemu i usypiałam w 1min. W dodatku mam dość płytki sen ostatnio, budzę się w nocy, dziś i wczoraj podobno gadałam przez sen... Nie wiem o co chodzi, jestem zmęczona tym, bo bardzo wcześnie wstaję i mimo że jestem zmęczona po całym dniu potem znów nie mogę zasnąć... Nie wiem, czy to zmęczenie się po prostu tak odbija poprzez koszmary, czy o co chodzi. Czy ten sen coś w ogóle znaczy? Czy koszmary się interpretuje? Proszę o odpowiedź.
      Pozdrawiam
    • ZawszeWinna
      By ZawszeWinna
      Śniło mi się coś dziwnego, obudziłam się bardzo niespokojna i nadal mnie to dręczy, chociaż minęło już tak wiele godzin. Byłam w swoim starym mieszkaniu, siedziałam przy stole z dawną sąsiadką (przyjaźniłyśmy się jako dzieci/nastolatki). W pewnym momencie ona wyciągnęła nóż i wbiła mi go dwa razy głęboko w plecy. Rany krwawiły, czułam się coraz słabsza. Próbowałam zadzwonić po pomoc, ale mój telefon odmawiał współpracy - czegokolwiek bym nie próbowała, zawsze przekształcał numer w dziwny sposób i nie byłam w stanie się połączyć. Ostatecznie zadzwoniłam z cudzego telefonu, lecz pomoc nie dotarła, chyba po prostu mnie olali. Wtedy nagle sceneria się zmieniła, znalazłyśmy się w kościele. To nie była msza, raczej jakieś bardzo dziwne religijne spotkanie, w którym brało udział całe miasto. W pewnym momencie sąsiadka złapała mnie za ręce i zaczęłyśmy tańczyć. I znów zmiana scenerii, był środek zimy, straszny mróz, a ja siedziałam z grupką ludzi w jakiejś grocie. Po chwili wybiegliśmy i wskoczyliśmy do morza, okazało się, że byliśmy czymś w rodzaju morsów. Woda była bardzo ciepła, ale nie mogłam długo pływać przez rany. Byłam już naprawdę słaba, krótko mówiąc umierałam. Sen skończył się tak, że wyszłam z wody, siedziałam znów w grocie z moim chłopakiem i rozmawialiśmy z naszym wykładowcą, który strasznie dużo palił.
       
      Tak, wiem, rozpisałam się, ale chciałam oddać sen w miarę dokładnie. Będę naprawdę bardzo wdzięczna za interpretację.
×
×
  • Create New...