Jump to content

Seks, trup i regeneracja, czyli co oznacza ten sen.


KiMiOni
 Share

Recommended Posts

Nie wiem czy robię to dobrze, bo po raz pierwszy, ale śniło mi się coś tak niezwykle dziwnego, że chciałabym, aby ktoś wyjaśnił mi o co w tym wszystkim chodzi.

 

Nie pamiętam od czego się zaczęło, ale pierwsze co pamiętam: strzelam do jakiegoś faceta (blondyna w czerwonej koszulce bez rękawów, nazwijmy go J.), a on do mnie. To trochę przypominało scenę z jakiegoś filmu: strzał, unik, znowu strzał. W końcu go trafiłam, ale nie mogłam go zabić, a musiałam, więc strzelałam i strzelałam, aż do kolejnego trafienia i tak, aż dostał "kulkę w łeb", ale i tak mógł chodzić, więc kolejną, kolejną i jeszcze jedną. Na koniec strzelił do mnie, a ja spadłam, bo okazało się, że staliśmy na betonowej platformie nad wodą, ale w ostatniej chwili chwyciłam się czegoś i wisiałam na jednej ręce pod sufitem (coś w stulu spadnięcia piętro niżej).

 

Potem dokładnie nie pamiętam, ale wiem, że J. był zwłokami bez głowy, bez genitaliów (tak sądzę z dalszej części snu). Głowa przypominała bardziej amputowaną kończynę. Potem musiałam go ukryć i jak na złość zaczęli się zjawiać ludzie, którzy mieli do niego interes.

 

Tutaj znowu mam małą lukę, ale wiem, że stałam z ukatrupionym J. na podwórku pod drzewem. Zaczęli się pojawiać ludzie w garniturach ustawieni w kółeczko i obserwujący jak kocham się z trupem, tyle, że oni nie wiedzieli, że J. jest martwy. Wsadziłam go sobie pod suknię ślubną (!), bo podobież mieliśmy się pobrać i "używałam sobie do woli", a tak naprawdę, czekałam, aż cały ten tłum gapiów zniknie, żebym mogła jakoś ukryć ciało. Potem kolejno zmieniałam pozycje, żeby nie było, że ciągle w jednej i udawałam orgazm, żeby nie wzbudzać podejrzeń, a tłum, ani myślał przestać obserwować. Co chwilę ktoś rzucał jakiś komentarz, a ja mówiłam, że potrzebujemy prywatności, itd. W końcu udaliśmy się do jakiegoś pomieszczenia (w rzeczywistości to mój pokój) w łóżku leżała jakaś parka (sistra J. z mężem), a ja z moim nagim trupem pod sukienką wtoczyłam się pod łóżko, ale jego siostra je podniosła (wiedziała co się dzieje, chociaż nikomu nie mówiłam).

 

Na koniec J. odrosła głowa i genitalia, a bandaże, w które nie wiem kto i kiedy go zawinął zaczęł pękać odsłaniając nie tknięte nawet blizną ciało. No i J. miał wyraz bólu na twarzy, bo odrastająca głowa boli, a potem się do mnie uśmiechał.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...