Jump to content

mieszkanie babci/świnki morskie


Sephira
 Share

Recommended Posts

Proszę o pomoc w interpretacji niezrozumiałego dla mnie fragmentu snu.

 

Akcja dzieje się w mieszkaniu mojej ś.p. babci (aż dziw bierze, że tak dokładnie to miejsce pamiętam!).

Jestem w babcinej sypialni, a na kredensie stoją dwa terraria, w jednym jest jedna, duża świnka morska, w drugim 3 czy 4 mniejsze. Chyba towarzyszy mi mój luby i karmimy te świnki kawałkami ogórka.

W pewnym momencie pogłaskam tę dużą świnkę i okazało się, że jest ona strasznie brudna, ma pozlepianą sierść i niemalże przykleja mi się do dłoni.

Stwierdzam po tym, że po co właściwie karmimy te świnki, skoro to kąpiel jest im potrzebna a nie jedzenie.

Tyle.

 

Będę wdzięczna za wszelkie komentarze.

Link to comment
Share on other sites

Dziś natomiast śniło mi się, że miałyśmy z winteer lecieć dokądś samolotem :P

Chyba wracałyśmy do domu skądś... W każdym razie, do odlotu zostało niewiele czasu a ja musiałam się spakować, i co najważniejsze - wykąpać. Po prostu czułam taką wielką potrzebę.

Większość akcji działa się na zewnątrz, więc nie pamiętam dokładnie budynków (nie wiem nawet jaką pełniły funkcję), ale co najważniejsze - łazienka (w której miałam się kąpać) była osobnym, jednopokojowym budyneczkiem, do którego prowadziła drewniana kładka z kompleksu mieszkalnego.

Co tu dużo mówić, ta łazienka była po prostu zapyziała. Kiedy otworzyłam drzwi, w progu zastałam 4 wielkie pająki (choć to mogło być tylko echo wczorajszej sytuacji, kiedy wieczorem wracałam do domu i na klatce przy drzwiach siedziały właśnie pająki), ale jakoś sobie z nimi poradziłam - wzięłam długi kij i je wymiotłam.

Wewnątrz łazienka składała się hmmm... z metalowej balii. Warunki dość skąpe, ale i tak wiedziałam, że muszę się wykąpać. Poszłam po wodę, a tu nagle poruszenie dookoła, trzeba się spieszyć bo mało czasu zostało do samolotu. Wzięłam więc nie tak dużo wody jak chciałam, dosłownie mały kubeczek. W tym momencie zaczęłam myśleć, że skoro nie ma czasu, to daruję sobie tę kąpiel, ale wezmę ten kubeczek z wodą do tej łazienki, tak tylko dla pozoru - posiedzę tam parę minut, przebiorę się i wyjdę tak jakbym się wykąpała.

Kiedy wyszłam z łazienki paręnaście metrów ode mnie stał samolot, i wszyscy krzyczeli do mnie, że już odlatują, a ja jeszcze nie do końca spakowana! Pobiegłam w jakieś dziwne miejsce gdzie były moje rzeczy w skrzyni, i zaczęłam je upychać do mojej podręcznej torby, niewiele się tego zmieściło, resztę musiałam z lekkim żalem zostawić.

Wskoczyłam do samolotu dosłownie na ostatnią chwilę. Usiadłam sobie na samym końcu, bo tylko tam zostały wolne siedzenia. Pamiętam, że parę rzędów przede mną siedział mój Kacper i tak jakby mnie nie widział. Zastanawiałam się, czy się na mnie pogniewał, za to, że tak się guzdrałam (wczoraj mieliśmy malutkie spięcie, rzeczywiście się na mnie troszkę pogniewał, ale zaraz się pogodziliśmy).

Link to comment
Share on other sites

Ale ja tu wyczuwam jakiś wisielczy nastrój ;)

Wiesz, kaff, ja czuję, że wielki ciężar ze mnie spadnie, muszę tego doświadczyć żeby wiedzieć na pewno, ale tak czuję, a to przecież nie może być złe.

Link to comment
Share on other sites

Guest winteer

O_O sen z moim udziałem :okok:

 

A tak poważnie - Seph, myślę że to dotyczy sytuacji w któtej podjęłaś decyzję (doskonale wiesz jaką) ale tak naprawdę pod wpływem przemęczenia - wiec nie pozostaje nic innego jak przychylić się do wypowiedzi kaffki (widocznie myślimy o tym samym)

 

Nie do końca przemyślane wybory pod presją czasu i "natychmiastowego" rozwiązania. Brak wzięcia pod uwagę wszystkich "za" i "przeciw" - nie spakowałaś się do końca w sposób satysfakcjonujący Ciebie.

 

Poprostu strzał w 10

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...