Jump to content

Sąd ostateczny, góra, dziura, dom rodzinny


bay
 Share

Recommended Posts

Śniło mi się dzisiaj, że zbliżał się sąd ostateczny na ziemi. Na początku tego snu, niektórzy ludzie zapowiadali, że będzie koniec świata (sąd ostateczny), ale przed tym będą jakieś znaki. Nikt nie dawał im wiary, bo znaki miały być absurdalne albo niezwykle szczegółowe. Parę znaków dotyczyło mnie osobiście. Jedynym z nich było pojawienie się 2 podróżników, którzy znali drogę na sąd. Jeden miał być z Indii i mieć na imię Irys bodajże (nie pamiętam dokładnie), a drugi z deską surfingową. Z tym, że było powiedziane, że ten z Indii miał się mylić (ale nie było powiedziane, że ten drugi ma mieć rację). I faktycznie pojawiło się tych dwóch podróżników. Wybrałem się w drogę z tym z deską surfingową. Sąd miał być na jakieś górze, na samym szczycie. Ten, komu najwyżej udało się wejść, to ten miał większe szanse na uniewinnienie (zbawienie). Po drodze na górę minęliśmy zakręt i widzieliśmy podjeżdżający pod nią czołg (konkretnie to był czołg niemiecki Pantera z II wojny światowej). Minięcie zakrętu i widok czołgu były jednymi ze znaków. Góra była bardzo stroma i ośnieżona. W końcu dość wysoko z tym podróżnikiem znaleźliśmy pewną wnękę w górze w której planowaliśmy pozostać do sądu ostatczenego. Kiedy sędzia pojawił się na ziemi to to odczuliśmy, tzn. nie było żadnych znaków, ale poprostu to cuzliśmy. Dodatkowo, miało upłynąć sporo czasu zanim sędzia dotrze na górę. Postanowiliśmy z nim walczyć (jednym ze znaków było właśnie to, że stoczę walkę). W ostatniej chwili przed sądem jednak dostrzegliśmy grupę osób siedzących wyżej na górze od nas. Okazało się, że większość osób w niej jest moimi znajomymi z roku ze studiów, w ty starosta. Najpier podróżnik wszedł w tą grupę i był wyżej ode mnie. Ja, żeby nie zostać oskarżonym na sądzie musiałem być wyżej. Zacząłem się wspinać po jakis kartonach, ale zaczęły się obsuwać, przez co wywołało to oburzenie wśród tych ludzi. W końcu znalazłem jakąś drabinę, na której szczycie stanąłem. Byłem wyżej od tego podróżnika, ale niżej od innych osób. W tym momencie przyszedł sędzia.Nie miałem odwagi na niego spojrzeć. Generalnie zrobił się tłok i poruszenie. Starosta mojego roku podszedł do sędziego, aby go wprowadzić na miejsce rozprawy, ugościć, itd. Korzystając z zamieszania wszedłem jeszcze wyżej, na sam szczyt. Na samym szczycie było jeszcze parę osób. Oprócz tego stały krzesła (takie barowe), była równa, wybetonowana powierzchnia i conajważniejsze w środku była dziura. Dziura ta była kwadratem, nie za dużym, jakieś 4m x 4m. Widać było w tej dziurze że jest tam jakieś miasto. Dokładnie pod tą dziurą były jakieś zgliszcza budynków, przedmiotów, itd, dokładnie odgrodzone od reszty miasta za pomocą bloków (takich mieszkalnych). Wiem, że dziura była mi znajoma, ale kiedy się sąd rozpoczął to te zgliszcza zaczęły się tlić i każdy bał się w nie wchodzić. Ja zająłem miejsce na krześle przy tej dziurze (jak z resztą większość osóB). W końcu na szczyt dotarł sędzia. Wtedy spojrzałem na niego. Był on bardzo podobny do mojego prodziekana ze studiów a ubrany był w tą profesorską togę. Zaczęła się rozprawa. Wyczytane osoby traciły świadomość i spadały do tej dziury tracąc życie i szanse na zbawienie. Wiem, że się wtedy ogromnie bałem i miałem takie dziwne wrażenie, że w całym tym sądzie to o mnie chodzi. W końcu sędzia dotarł do mojej osoby i się zawachał. Stwierdził, że nie wie co ze mną zrobić (tzn. darować mi życie, czy wtrącić do dziury). Ostatecznie mój znajomy we śnie (tzn. we śnie wiem, że był moim znajomym, ale nie rozpoznałem twarzy) podszedł do sędziego i go poprosił aby mi darował życie i tak też się stało. Jeszcze parę innych osób sędiza wymienił i skończyła się rozprawa. Następna scena to było jak z tymi znajomymi z góry siedzieliśmy w jakimś barze. Rzuciłem się z płaczem do stóp mojego wybawcy, aby go ucałować po stopach za uratowanie życia, ale stwierdził, że jest to niepotrzebne. Chwilę później starosta roku dostał na telefon wiadomość, że będzie jeszcze jeden sąd za rok (mniej więcej w tym śnie później było tak, że co roku miał być taki sąd ostateczny).

W dniu następnego sądu ostatecznego rozprawa miała być w moim domu. Sędzią miał być ten znajomy, który uratował mnie od zagłady rok wcześniej. Z całą rodziną robiliśmy grilla, ale nie miał być dla sędziego, tylko miał się skończyć przed rozprawą, co się tak stało. Po grillu zaczęło się wielkie sprzątanie, tzn. siostra i mama sprzątały w mieszkaniu, a ja z tatą grilla chowaliśmy. Wiem, że mój dom rodzinny w śnie nie przypominał tego mojego z rzeczywistości. Był większy, bardziej "wypasiony". Jak dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik okazało się, że przód domu jest uszkodzony, konkretnie część dachu, ale stwierdziliśmy, że nie da się tego przed sądem naprawić. Jednak wspiąłem się na ten dach w celu zrobienia porządku i znalazłem w jednym schowku tam jakieś pudło gdzie był mały zestaw przeterminowanych alkoholi (data ważności skończyła się dokładnie w 08.2008, w śnie był 2010). Na polecenie rodziców wylałem ten alkohol a opakowanie i buteleczki wyrzuciłem. Jakoś w tym momencie odczuliśmy, że sędzia przybył na ziemię, ale mieliśmy dobre 2 godziny na przygotowanie się zanim dotrze. Jednak było jeszcze trochę sprzątania, a ja chciałem wziąć prysznic przed rozprawą, aby być czysty (i pachnący ;) ) na niej... Mniej więcej w tym momencie się obudziłem. Generalnie w czasie tej części z górą i z barem ogromnie się bałem cały czas, jak nigdy w życiu.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...