Jump to content

w sumie to dwa dziwne sny których nie mogę rozpracowac


Qudłata
 Share

Recommended Posts

no dobra. no to tak. mam problem z interpretacją pewnych dwóch snów. są one w pewien sposób powiązane. zacznę chronologicznie.

 

1) Byłam na zimowisku z moją drużyną harcerską [dzieciaki w wieku podstawówka/gimnazjum]. W jakiejś starej budowli. Kojarzy mi się to z jakąś starą szkołą. Prowadziłam własnie poranne zajęcia. nie pamiętam dokładnie o czym były. w każdym bądź razie ja byłam jeszcze w krótkich spodenkach od pidżamy i skarpetkach. przyjechali do nas w odwiedziny jacyś inni ludzie których znałam. poszłam po coś do kadrówki i nagle usłyszałam strzały. gdy zobaczyłam że pierwsza osoba pada trupem na ziemię zaczęłam ponaglać młodych aby za mną biegli. gdy uciekaliśmy po tej szkole zauważyłam, że z pokoi przy korytarzu zaczynają wychodzić na wpół rozkładający się ludzie. coś w stylu zombie [tak wiem, że to brzmi banalnie]. wbiegliśmy do jakiegoś pokoju, zatrzasnęłam drzwi i usłyszałam tylko oschły głos mówiący: `Stamtąd nikt nigdy nie wyszedł`.jednak nam udało się wybiec i bieglismy po łące. była cała ośnieżona. mniej więcej do połowy łydek. poza mną przetrwało dwoje dzieci.

 

2) po raz kolejny śniło mi się, że byłam na wyjeździe harcerskim tylko że tym razem to był jakiś biwak albo obóz letni. była to sobota. ja i moja drużyna mielismy spotkanie programowe w kadrówce, a na łące pod budynkiem w którym mieszkaliśmy [wysoki blok z windą, długimi korytarzami i wieloma schodami] odbywał się jakiś apel. było tam strasznie dużo ludzi. chyba każda osoba którą w życiu poznałam.usłyszałam strzały, wyjrzałam przez okno a na łące na której odbywał się apel leżało pełno różnych osób postrzelonych w mundurach. leżeli na sobie i jęczeli z bólu jakby to były ostatnie dźwięki które wydają przed śmiercią. kazałam się schować młodym do jednego pokoju [ gdy szło się korytarzem od strony windy i schodów po lewej stronie były drzwi do przedsionka w którym na wprost było pomieszczenie o nazwie "B" i nam siedzieli moi podopieczni oraz po lewej były drzwi do pomieszczenia "A"]. słyszeliśmy jak morderca chodzi po korytarzu przy naszym pokoju i gdy kroki ucichły postanowiłam z drużynowym iść i zobaczyć czy damy radę się wydostać z tego budynku. ja szłam pierwsza. gdy zobaczyłam strzelca automatycznie odbiegłam do pokoju "A" i schowałam się na łóżku pod kocem, natomiast dużynowy który został zauważony przez niego zaczał z nim rozmawiać i namówił go aby juz nie zabijał więcej. ten jednak nie dał rady się namówić i powiedział, że wejdzie do jeszcze jednego pokoju i tam kogoś znajdzie to go zabije i odejdzie. modliłam się żeby nie wszedł ani do mnie, ani do młodych. jednak on wybrał mój pokój. wiedziałam tez, że jeśli nikogo nie znajdzie to zabije Gruchę [dużynowego] tak więc wyszłam z łóżka. on stał do mnie tyłem. powiedziałam: masz, zabij mnie. ale juz skończ. a ten odwrócił się. czas jakby spowolnił. zdążyłam zapamiętać jego twarz. strzelił do mnie bez wachania, w czasie obrotu. słyszałam jak wszyscy krzyczą i upadłam na łóżko. a strzelcem był znany mi chłopak. bardzo dobrze. do którego od zawsze coś czułam.

 

sory za jakiekolwiek błędy, ale nie mam ochoty tego ponownie czytać i sprawdzać. może Wy znacie się bardziej na snach i coś mi pomożecie objaśnić bo męczy mnie to od paru dni..

Link to comment
Share on other sites

Ja ten sen ze śniegiem czyli 1 widze tak:

Wygląda to jak niedoleczona infekcja wynikła z przemoczenia nóg (biegniesz po śniegu), dodatkowo śnieg wskazuje na gorączkę a to zamkniecie w sali to porpstu pozostanie w domu ze wzgledu na chorobę. Dwójka dzieci moze wskazywać na drugi nawrót choroby stąd ostrzeżenie abys uwazała na zdrowie.

Drugi sen dotyczy poprostu relacji z tym chłopakiem, jakieś wydarzenie zmini diametralnie podejście twoje do jego osoby (to właśnie ta śmierć). To ze chodzi po korytarzu i zaglada do roznych sal moze świadczyc ze to będzie proces dość powolny ale spowodowany jego wieloma działaniami (tak jakby jego głupie postepowanie powoli zdejmowoło ci klapki z oczu) co w końcu doprowadzi do całkowitej zminay pogladów na jego temat.

Pozdrawiam:

Sławomir

Link to comment
Share on other sites

może wyda się to dziwne. ale jesteś tak trochę genialny :D uświadomiłeś mi coś :D

jeśli masz ochotę o ostatnio miałam jeszcze jeden sen... więc az głupio prosić.. zająłbyś się nim? ;>

Link to comment
Share on other sites

byłam nad jeziorem z moją kumpelą- Olgą. miałyśmy być tam do 14 bo o tej godzinie rozpoczynał się sezon godowy indorów [były to ogromne ptaki ze szponami zamiast zewnętrznych piór]. tak więc przed 2 poszłyśmy do drzwi znajdujących się w lesie nie daleko od tej dziekiej plaży na której się kąpałyśmy. weszłyśmy do nich i tam znalazłyśmy się na statku [wiedziałam to, bo pokój się kiwał jakby płynął po falach] po przebraniu się wyszłyśmy na zewnątrz, ale nie zdąrzyłysmy przed 14 i zobaczyłam dwa ogromne indory króte zmierzały w naszą strone. próbowały nas dźgnąć szponami ale udało nam się im uciec. wbiegłuśmy do tych drzwi w lesie i znalazłam się na korytarzu odszukałyśmy jakieś drzwi i weszłyśmy w nie i znalazłyśmy się na schodach prowadzących na boisko mojej szkoły gdzie siedziała Marysia [ niezbyt bliska koleżanka która czasem mnie nawet irytuje] oraz Wojtek ["strzelec" z poprzedniego snu]. usiadłyśmy obok nich i zaczęliśmy sobie normalnie rozmawiać. jak gdyby nigdy nic.chciałam opowiedzieć mu o tym snie ale coś mnie powstrzymywało. w końcu się przemogłam i zaczełam mu opowiadać jak sniło mi się, że mnie zabija i ten cały sen nr2. Marysia patrzyła na nas z boku , tak jakby spodełba. po zakończeniu mojej historii Wojetk spojrzał mi w twarz i powiedział [wydawało mi się że ironizuje, i że wyciągnie zaraz nóż zza pleców] " no co Ty... Ja bym miał Cię zabić? no ja? kto jak kto, ale ja? dlaczego tak w ogóle mogłaś przyjąć to do wiadomości?" chciał coś jeszcze powiedzieć, ale usłyszałam ryk indorów i zaczęłam znowu uciekać. na łące stał pociąc który zawsze jeździ z mojej miejscowości do Poznania i do niego wbiegłam. gdy próbowałam zamknąć drzwi okazało się, że ich nie ma. pociąg wzniósł się do góry i jechał strasznie szybko. bałam się i stałam jak najdalej od drzwi ale nadal je widziałam. trzymałam się czegoś tak mocno, że czyłam jakbym wbijała sobie paznokcie w dłonie. przedemną stał chłopak [nieznajomy] którego zaczepiłam i zapytałam "nie boisz się stać tak blisko tych drzwi, jeszcze wypadniesz" a on na to "no weź przestań, baw się i nie przejmuj" [czy jakoś tak] po czym chyba spadłam, ale nie pamiętam dokładnie.

 

Koniec.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...