Jump to content

dziwny.... mało powiedziane


legolas
 Share

Recommended Posts

opowiem wam najbardziej dziwny sen jaki pi się przyśnił.... jechałem moim samochodem z mamą i siostrą do pracy.przed nami jedzie czerwony golf 3... z tyłu było 3 facetów którym tak po koleji głowy się chowały w dół... okazało się że ten ich samochód nie ma podłogi.... i ci kolesie ocierają tyłkami o asfalt i zostawiają po sobie czerwone ścieżki po krwi.A kierowca kęćił bączki i tak szaleli.... matka kazała mi ich wyprzedzić i zatrzymać... zatrzymałem ich i ona wyszła i krzyczała na kierowce że słabe bączki kręci... że cienki z niego kierowca.... potem jechaliśmy dalej i złapaliśmy gumę... po chwili przyszli moi znajomi ze szkoły buli mechanikami i kazali mi iść na stacje paliw i coś kupić poszedłem tam i stałem przed kasą bo nie potrafiłem wymówić tego słowa co mi napisali na kartce.... po jakieś godzinie kupiłem i zostało mi 5zł i zobaczyłem fajki w promocji 2 w cenie jednej w cenie 5zł więc kupiłem.....poszedłem do samochodu już naprawionego i otwieram tą paczkę fajek i okazało się że w środku jest przybornik do odcinania paznokci nożyczki nawet małe imadełko do przytrzymywania palca..... i co czy to nie jest dziwny sem tylko jak go interpretować....????

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • ada.music@poczta.onet.pl
      By
      Witam. Bardzo prosiłabym o interpretację mojego snu.
      Śnił mi się mój były chłopak. Jechał na rowerze po autostradzie pod górę, był to wieczór. Zobaczyłam go i pojechałam za nim. W końcu jechaliśmy razem, a on robił mi zdjęcia. W drugiej części snu siedzieliśmy w samochodzie z jego nową dziewczyną. On siedział za kierownicą, ja koło niego, a ona z tyłu. Kłóciłyśmy się. Samochód był bardzo ładny, siedzenia były skórzane.
      Dodam, że nie pierwszy raz śni mi się on, rower i samochód.
      Jak rozumieć ten sen?
    • Goshca
      By Goshca
      Witam. Dzisiejszej nocy miałam pewien sen, który nie daje mi spokoju. Przypomniałam sobie o nim jak jechałam okejką do miasta na zakupy i od tej chwili cały czas w myślach mi powraca. A wróciłam cała i zdrowa. Śniło mi się, że szłam ze swoją przyjaciółką wieczorem w mieście do przejścia na pasy. I gdy miałyśmy już przez nie przejść, od prawej do lewej jechał rozpędzony niebieski samochód osobowy i przyjaciółka w ostatniej chwili mnie odciągnęła do tyłu przed nim. Sekunda dłużej i pewnie by mnie rozjechał. Potem stałam chwilę zamurowana, a za chwilę przeszłyśmy przez te pasy na przystanek autobusowy. Sen na tym się zakończył. Z góry dziękuję za odpowiedź.
    • pawlaqse
      By pawlaqse
      Dodam tylko, że to bylo cholernie realne, bo nie do końca spałem, tak jakby w półśnie. Opiszę całość, bo jestem po nim trochę roztrzęsiony...
      No więc tydzień przed tym jak to się działo, zrobiłem swojego peugeota 406 na wzór tego z taxi, oczywiscie nie az takie zderzaki itp ale tak jak chcialem, był biały i miał 18calowe alusy, pod maską ok 320koni. Jechałem drogą taką, że po prawej stronie barierki, po lewej skały, dość szeroka jednojezdniowa jednopasmowka w obie strony, cos a'la kanion. W miarę przepisowo, bo 40. Zanotowałem fakt, że na dupie jezdzie mi cała rodzinka jakąś skodą citigo czy innym tego typu smartem, a w srodku rodzice z 3ma małymi dziećmi. Tuż za nimi autobus. Ogólnie to była chyba zima, warunku na drodze ciężkie ale pogoda dobra. Jechałem z jakąś dziewczyną, nie wiem kim ona była, ale kimś mega waznym dla mnie, nie widziałem twarzy. Nagle zauważyłem z przeciwnej strony zza zakrętu jak wylatuje z niego cholernie rozpędzony Civic jakiś starszy. Po lewej miałem skały, czyli po prawej przepaść. Niewiele myśląc i mając jeszcze 3 sekundy do wypadku, wrzuciłem 2 bieg, dałem dechę, spojrzałem się tylko na nią chcąc ujrzeć jej twarz, ale nie zdążyłem sie przypatrzeć. Wiedziałem, że jak rozpędzę się do ok 80ciu to przyjmę Civica na klate, zabije ludzi w nim ale uratuje tych za sobą, którzy spadliby w przepaść, czyli autobus i tą skodę czy inne gówno, ja miałem czas żeby uciec do rowu na lewo ale tego nie zrobiłem. Zauważyłem jeszcze że za nim koleś w golfie zamiast dodać gazu i wrobić, jedzie wraz z tym civiciem na mnie. Walnąłem się w civica przecinając go od boku niemal na pół, podbiło mnie lekko, skosiłem kabine w golfie i wylądowałem na tyle bmw które też zaraz za nimi wyleciało z zakrętu, tylko go obróciło i dostał w tył. Samochód zniszczony tak, że nie było co zbierać, ale przeżyliśmy. Zabiłem 8 osób, ci z civica byli porozrzucani w kawałkach na około 200 metrach, golfa zamiażdżyłem ( kabine ), ci z BMW przeżyli. Ja miałem połamane pare żeber, twarz od poduszki powietrznej, nogi potłuczone i rękę złamaną. Ludzie tam pomogli, potem stanęli w sądzie za mną jako obrona, zapłacili za ekspertyze że jakbym tego nie zrobił, to 1. tamci i tak by zginęli + autobus i skoda spadłyby kilkaset metrów w dół w przepaść. O sprawie było głośno, napisałem jakiś list pożegnalny na kilka stron i się zabiłem.
      I że generalnie użyłem samochodu jako pocisk żeby zatrzymać 3 inne samochody. Nie wiem tylko kim była ta dziewczyna. Miała ponadprzeciętną urodę, czarne włosy, piękne. Takie jeansowe leginsy, na kolanach czapke taką a'la pen*s. I była ze mną potem cały czas, ale nie widziałem jej twarzy nigdy.
    • grzegorzu
      By grzegorzu
      Witam. Od pewnego czasu męczy mnie powtarzający się sen.
       
      Otóż znajduję się na klatce schodowej w kilkudziesięcio piętrowym bloku. Jestem przestraszony i wiem, że muszę uciekać. Sen powtarzał się kilka razy, w różnych wariantach, ale wczoraj coś się zmieniło.
      Zaczęło się jak zawsze - jestem na klatce schodowej, biegnę w dół. Tym razem wiedziałem co mnie ściga. Nie odwracałem się we śnie, ale wiedziałem - jakby człekokształtne istoty, jasnoszarego koloru, wyglądały jakby skóra z nich spływała jak budyń. (przepraszam za porównanie ale innego nie mogłem wymyślić). Twarze również jakby spływały z nich. Pamiętam, że uciekałem w dół po schodach, i nagle na którymś piętrze się zatrzymałem. Zobaczyłem drzwi do jednego mieszkań. Był na nich numer 12. Coś mi mówiło, że muszę zapukać. Zapukałem. Otworzyła mi dziewczyna. Była ładna, bardzo ładna... niższa ode mnie. Z budowy ciała przypominała pewną niedawno poznaną znajomą, ale twarz była mi nieznana. Powiedziała: "Wejdź". Wszedłem i zamknąłem drzwi. Pamiętam, że towarzyszyło mi uczucie ulgi... ale jednocześnie przeczucie, że coś jest nie tak. Powiedziałem coś w stylu: "Dziękuję za pomoc". Wtedy ona odpowiedziała: "Możesz tutaj zostać. Będziesz ze mną spać.". Pamiętam że zszokowało mnie to trochę. Później nie pamiętam dokładnie przebiegu wydarzeń, ale ostatnia scena z tego snu jaką pamiętam - leżę z nią w łóżku, całuję ją... i nagle się obudziłem.
       
      Generalnie nic dziwnego by w tym nie było, sen jak sen, ale... ta "nieznajoma" nie daje mi jakoś spokoju... wiadomo nie pierwszy raz śni mi się kobieta, ale podczas snu cały czas miałem poczucie, że ona nie jest człowiekiem. Po przebudzeniu zastanawiałem się nad tym uczuciem, bo było naprawdę dziwne... Generalnie sam sen nie był przerażającym koszmarem, czułem niepokój podczas ucieczki na klatce schodowej, ale przede wszystkim zapadło mi w pamięć to poczucie, że ta "nieznajoma" nie była człowiekiem, że coś nie pasuje.
       
      Poza tym, ciekaw jestem co oznacza dość często powtarzający się motyw ucieczki klatką schodową
       
      Pozdrawiam i dziękuję z góry za wszelkie odpowiedzi.
    • Monnkaaa
      By Monnkaaa
      Witam Miałam dzisiaj pewien niepokojący sen. Jechałam z grupką znajomych kolegów ,samochodem. Jeden chciał pojechać szybciej i przejechał przez trawnik, samochód wpadł w poślizg i uderzyliśmy bardzo mocno w drzewo, samochód koziołkował ,a ja we śnie wstrzymałam oddech i zakryłam twarz, podczas koziołkowania czułam nadłamujący mi się kręgosłup, gdy samochód już się zatrzymał chciałam krzyczeć, ale nie mogłam złapać głębszego oddechu. Po tym zobaczyłam ciała, całej naszej czwórki ,leżące na asfalcie, a ja sama (moja dusza chyba) szła dokądś, razem z nimi ,spytałam "Dokąd my idziemy ?! Czy my umarliśmy?" dostałam odpowiedź od kolegi "tak.. umarliśmy, idziemy ,bo już przyszedł na nas czas.." zaczęłam strasznie płakać i pobiegłam do mojego ciała, patrzyła na nasze ciała P. Doktor, mówiła ,że nic się nie da już zrobić (sprawdziła nasze tętno) zaczęłam (jako duch) ją szarpać za ramię ,żeby mnie uratowała krzycząc "niech pani mnie uratuje ,ja nie chcę umierać! nie mogę zostawić mojej rodziny!" ona spojrzała na moje ciało (jakby poczuła ,że może jednak jeszcze jest szansa by mnie uratować) zaczęła mnie reanimować i ożyłam..
      Niestety nie wiem co dalej, bo obudziłam się lub nie pamiętam.. Proszę o jakąś sensowną interpretację i czy jest coś o co mam się obawiać. Dodam ,że mam 18 lat.
      Pozdrawiam
×
×
  • Create New...