Jump to content

wędrówka po zamarzniętym Bałtyku


Nikopol
 Share

Recommended Posts

witam!

Często łapie się na tym, ze śni mi się Bałtyk, częściej łapie się na tym ze śni mi się 'on' za rzadko. A wiec:

Był środek zimy, prószył śnieg, nie - padał, a w zasadzie to była śnieżyca, ja wybrałem się na spacer. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego żeby nie fakt ze wybierałem się do Szwecji no i do tego najkrótszą droga ;) Prosto przez zamarznięty Bałtyk. Wlekłem się tak ze swoim wilczurem i ciągnąłem sanie. Wszędzie w kolo tylko biel i huczenie wiatru, piękny Bałtyk w nietypowej scenerii. W zasadzie nie zdawałem sobie sprawy z celu wędrówki, nie było jej ani wyraźnego początku ani końca. Oceniając z perspektywy czasu mogę powiedzieć ze były tylko pewne etapy - przystanki jakie napotkałem. W zasadzie sen zaczął się tak, ze już bylem w trasie, liczyło się tylko tyle ze zmierzam naprzód, na północ i gdzieś tam na horyzoncie lada chwila pojawi się prawdziwy ląd. Nie balem się ze może lód nie wytrzymać, ze utopie sie, nie był mi straszny ani chłód ani lodowaty wiatr, który zawiewał do oczu. W zasadzie to bardziej niż o siebie balem się o psa. To wyjątkowe zwierze, niby pies, lecz więcej miał w sobie z wilka. Dokładnie taki jakim go zapamiętałem (zdechł parę lat temu) - dzikus o wilczym spojrzeniu, szorstkiej skórze, posłuszny, a jednocześnie drzemiąca bestia dla obcych, odmieniec - jak ja ;]

Ciągnąłem sanie a on był mi towarzyszem - nie chciałbym by było inaczej, trud wędrówki był wyzwaniem. Przypominał mi moje samotne wypady w podobnych warunkach atmosferycznych przy śnieżycy, ostrych mrozach i półmetrowych zaspach. Każdy oddech w takich warunkach jest jak muśniecie nieba. Tak tez czułem sie podczas snu.

Gdy dotarliśmy do wybrzeża Szwecji, czułem że muszę zostawić towarzysza. Uwiązałem go do sani, lecz tak, by bez trudu mógł sie uwolnić i ruszyłem przed siebie. Było to jakieś niewielkie miasteczko. Pamiętam ze mój strój - tak bylem opatulony - zwracał uwagę tubylców, takie miałem przynajmniej odczucie, ze wiedza iż jestem obcy. Pamiętam także ze wybrałem sie do jakiejś placówki, była to najprawdopodobniej szkoła. Nawiązałem nawet krotki dialog z miejscowymi dzieciakami w szkole. Czulem sie tam jak u krancu swiata, lecz odczuwalem jakby niedosyt, oczekiwałem czegoś więcej niz zastalem. Ciezko opisac to uczucie, niby byla to zwyczajna wędrówka, lecz jednoczesnie pragnalem by cos wniosla, cos zmieniła.

Zawrocilem w kierunku Baltyku, w kierunku psiaka ktory czekal na mnie i jak zwykle machal radosnie ogonem, lecz czy rzeczywiscie zawrocilem? Czy w kontekscie wedrowki Szwecja byla celem, ktory zostal zdobyty, lecz nic nie wniosl? Czy Szwecja to tylko kolejny przystanek by znalezc swoje miejsce, na ktorym 'linie mojego zycia' sie nie zatrzymuja?

Podobnie jak nie znalem poczatku sennej wedrowki tak i nie znam jej końca - zwyczajnie ruszylismy w droge, ja i moj wilczur, po lodowym Bałtyku.

No i szary jesienny poranek pochylil sie nademna i wyszeptal 'wake up mr Niko'... ;)

 

za wszelkie sugestie szczerze z gory dziekuje

Link to comment
Share on other sites

witam!

 

Pięknie opisane...

No wkoncu ktos na forum poziom trzymac musi ;] Natomiast powaznie mowiac - sen byl piekny, sam jego opis jak najbardziej - zwyczajny, przedstawilem go troche w pospiechu - stad pewnie Twe pytania.

 

Szedłeś z wiatrem czy przeciw niemu? Czy też wiatr kołował?

Absolutnie nie zwrocilem na to uwagi, sniezyca szalala wszedzie w kolo, raczej chyba nie byly to jednokierunkowe podmuchy.

 

Jak ciężkie były Twoje sanie? Korzystałeś po drodze z tego, co na nich?

Nie mialem zadnego bagazu ze soba, sanie byly puste, przez czesc drogi nioslem je na plecach, gdyz byly dosc lekkie i mysle ze tak bylo mi poprostu wygodniej. Co do nich moge jeszcze dodac ze byly chyba identyczne jak te, ktore towarzyszyly mi w dzieciecych zabawach ladnych kilka lat temu.

 

Jak przebiegał Twój dialog z dziećmi? Były ciekawe wędrówki? Śmieliście się, może się z Tobą przekomarzały?

Wymieniłem z nimi doslownie pare zdan, czarujac swoja daleką od idealu angielszczyzna. Temat tej pseudorozmowy byl blizej niezidentyfikowany... Dzieciaki zachowywaly sie naturalnie, nie bylo w nich ani zlosliwosci ani nie wykazywaly specjalnego zainteresowania moja obecnoscia.

 

Znaczy... Potrafisz sprecyzować, czego dokładniej oczekiwałeś? Większej "egzotyki", odkrycia jakiejś tajemnicy, choć spotkałeś się w zasadzie... z przyziemnością? Może czegoś jeszcze innego?

Nie oczekiwalem ani egzotyki ani celem wedrowki nie bylo odkrycie jakiejs tajemnicy. Nie wystrzelilem rakieta w kosmos w poszukiwaniu suczki Łajki, chociaz dla niektorych, 'spacery' w takich warunkach, moga sie wydawac czyms, z pogranicza. Oczekiwalem dokladnie tego samego, czego oczekuje romantyk wychodzacy o zmierzchu do parku - czyli sam nie wiem czego. To iz spotkalem sie tam z codziennoscia nie rozczarowalo mnie, wrecz przeciwnie - male miasteczko pokryte snieznobialym puchem nastawilo mnie we snie pozytywnie. Rozczarowanie pewnie wiazalo sie z tym, ze nic mnie tam nie zatrzymalo, ze miejsce nie okazal sie tym 'przystankiem'. Mimo iz wracac jednoczesnie musialem - psiak czekal.

 

Mam nadzieje ze troche bardziej to tym razem przyblizylem, znow czas goni.

 

pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

A ja tak tylko wtrącę. Nie będę tłumaczyć tego snu, bo nie ma to rola :) Chcę tylko napisać, że zazdroszczę Ci tego snu. A wiesz dlaczego? Swego czasu troszkę czytałam nt. naszego Bałtyku i wyczytałam, że kiedyś bardzo, bardzo dawno temu Bałtyk potrafił tak zamarznąć, że bez trudu ludzie mogli przemierzyć go z Polski do Szwecji. Jechali saniami, a po drodze robili przystanki i zatrzymywali się w utworzonych na szlakach morsko – lodowych zajazdach. Pewno to co napisałam nie jest dla Ciebie nowością, ale Twoja senna podróż zilustrowała mi to co kiedyś czytałam, a co mi się szalenie podobało. I dlatego zazdroszczę Ci tej podróży. Chociaż we śnie ;) Też bym tak chciała ;-)

Napisałeś Nikopolu:

 

 

 

Nie oczekiwalem ani egzotyki ani celem wedrowki nie bylo odkrycie jakiejs tajemnicy. Nie wystrzelilem rakieta w kosmos w poszukiwaniu suczki Łajki, chociaz dla niektorych, 'spacery' w takich warunkach, moga sie wydawac czyms, z pogranicza. Oczekiwalem dokladnie tego samego, czego oczekuje romantyk wychodzacy o zmierzchu do parku - czyli sam nie wiem czego. To iz spotkalem sie tam z codziennoscia nie rozczarowalo mnie, wrecz przeciwnie - male miasteczko pokryte snieznobialym puchem nastawilo mnie we snie pozytywnie. Rozczarowanie pewnie wiazalo sie z tym, ze nic mnie tam nie zatrzymalo, ze miejsce nie okazal sie tym 'przystankiem'. Mimo iz wracac jednoczesnie musialem - psiak czekal.

 

pozdrawiam

 

A może wrócił obraz zarejestrowany kiedyś dawno temu. Może to Twoja podróż sprzed kilkuset lat? ;-) I może nic dziwnego, że nie oczekiwałeś, ani nie doświadczyłeś żadnej egzotyki. Ot, była to jedna z wielu wycieczek do „tego miejsca”. Najważniejsze, że wierna psina czekała :)

 

Pozdrawiam

R.

Edited by Ryfka
Link to comment
Share on other sites

Ryfko,

 

Podrzucilas mi nowe spojrzenie na ten sen za co bardzo Ci dziekuje. Faktycznie o zamarzajacym do tego stopnia Baltyku i innych akwenach wodnych slyszalem kiedys, aczkolwiek w swietle odczytywania mojego snu o tym nie pomyslalem. W snach wszystko ma swoje podloze, a parafrazujac glowny motyw mojego snu czyli 'wedrowke po oblodzonym baltyku' ja narazie moge stwierdzic, ze skacze po pojedynczych krach i szukam kolejnych, by zlozyc je wszystkie w calosc, w czym mi naprawde pomoglas. Faktycznie sen byl piekny swoja prostota i forma a najbardziej ujmujaca dla mnie w nim byla bliskosc nieujarzmionej natury. Szczerze mowiac zaskoczylas mnie odrobine piszac ze sen wywarl na

Tobie wielkie wrazenie i tez chcialabys chocby lezac w srodku nocy w cieplym lozeczku, cos takiego przezyc. Wiekszosc ludzi z ktorymi dzielilem się odczuciami po w pewnym sensie podobnych - 'mroznych wedrowkach' delikatnie mowiac nie dostrzegala ich sensu i znaczenia. Bo jaki moze byc sens biegania kilku ladnych kilometrow w sniezycy po zaspach przy nawet -20 stopniach...? Czerpanie wewnetrznej sily, przy czym nie trzeba sie wiele wysilac - wiatr

sam wywieje smieci umysl i zmrozi negatywne mysli. Moze to nie to samo co wedrowka przez zamarzniety Baltyk, jednakze odczucia i efekty sa bardzo zblizone, niemal blizniacze, co moge stwierdzic przypominajac sobie emocje towarzyszace wyprawie sennej.

 

Cytat:

A może wrócił obraz zarejestrowany kiedyś dawno temu. Może to Twoja podróż sprzed kilkuset lat? ;-) I może nic dziwnego, że nie oczekiwałeś, ani nie doświadczyłeś żadnej egzotyki. Ot, była to jedna z wielu wycieczek do „tego miejsca”. Najważniejsze, że wierna psina czekała :)

 

Bardzo ciekawa teoria...reinkarnacja? Kto to wie? Moze za mamutami po Bałtyku kiedys ze stadem wilkow biegalem :) Dla mnie w kazdym razie zawsze znaczenie Baltyku zdecydowanie wykraczalo poza przyjety schemat brudnego kapieliska.

 

pozdrawiam

 

 

Kaffko,

 

Prosilem o sugestie, no i chyba je dostalem. Oczywiscie ciekawe, tworcze i

sporo wnoszace, a wiec sie moze do nich krotko odniose.

 

Cytat:

Ja myślę, że ta wędrówka wyraźnie coś zmieniła.

Ale nie w sensie celu. Nie w sensie nawet przystanku. W sensie drogi. Bo sam wcale nie spodziewałeś się, że tam zostaniesz. Dlaczego? Tu - pozwolisz - rozwinę odrobinę temat.

 

 

Szczerze mowiac ja odbieram to inaczej: ta wedrowka nie zmienila tak naprawde niczego, ona pokazala niejako spacer, mowiac inaczej droge, lecz przystankiem byla Szwecja. Czy spodziewalem sie ze moge tam zostac - nie wiem, gdyz zostawilem psa na lodzie, jednakze zauwaz - zostawilem mu droge wolna wiec wracac nie musialem. Gdy snisz o wedrowce po otwartej przestrzeni, czujesz wolnosc, wszedzie jest biel, idziesz przed siebie, tak naprawde nie masz dokad wracac, bo znikad tu trafiles/as. Sen zafundowal Ci kilkugodzinny

spacer, sek w tym na czym sie on skonczy... Czytam i widze ze faktycznie rozwinelas temat - to dobrze - porozwijamy się troche ;]

 

Cytat:

Ten sen traktuję jako próbę wydostania się "z siebie" (zejścia z

"morza", symbolizującego głębię własnej duszy, "oblodzonego" - z ukrywanymi

emocjami i myślami, sprawiającego wrażenie nieprzychylnego dla obcych). Które

to zejście do końca nie usatysfakcjonowało, bo "inni" - mieszkańcy miasteczka

- widzieli tylko "obcego" (w sensie zewnętrznym), a nie trud (i radość), jaka

w tym momencie definiowała go. Nie wykazali zainteresowania dla tego, czego

nie było widać wprost, stąd - nie dali powodu, by zostać...

 

 

Morze - symbol glebi wlasnej oblodzonej duszy, ukryte emocje, mysli, wszystko

pieknie sie zgadza...ale zaraz, zaraz...czy ja sprawiam wrazenie typa

nieprzychylnego dla obcych? ];->

To jakim mnie postrzegasz, wiaze sie z Twa subiektywna ocena mojego profilu

tu na forum, avatar, opis, to co pisze, sposob w jaki pisze, tematy na jakie

pisze, aktywnosc w 'zyciu towarzyskim forum', a raczej jej brak. Jednym

slowem 'zimny dran'. Ja tego snu absolutnie nie rozpatruje jako proby

wydostania sie z siebie. Troche nad tym myslalem i jestem tego pewny. Baltyk

byl oblodzony, lecz ja nie probowalem rozkruszyc tego lodu, malo tego bylem w

pelni swiadomy ze warstwa lodu jest na tyle gruba, by zapewnic mi

bezpieczenstwo. Baltyk to we snie dla mnie trwaly lad, rozpatrujac to w

kontekscie wydarzen w Szwecji - nic nie mogloby doprowadzic do roztopienia

lodu na nim - zreszta zostawilem tam psiaka. Rozmiar szczescia, radosci,

jakie wnosila wedrowka zarowno po samym Baltyku jak i po Szwecji zdecydowanie

przerastalo to niewielkie uczucie niepelnej satysfakcji. Nie rozumiem do

konca jeszcze znaczenia tego ze mialem tam do czynienia z dziecmi, lecz

faktem jest ze bylem dla nich jak zreszta napisalas "obcy". Nie mogly

dzieciaki rzeczywiscie zrozumiec tej radosci jaka przepelniala mnie, gdyz

byla to radosc o innej czestotliwosci niz ta banalna, ktora splata maluchow.

Mysle jednak ze fakt iz z nimi rozmawialem jest tu jasny, dzieci nie

rozumialy mojej radosci ale ja czuly, jako iz z obcym inaczej nie zamienilyby

slowa. Z innej strony patrzac zamiast gleboko ukrytego sensu z pogranicza

psychologii, widzialbym wspomienczy akt lat dzieciecych o czym swiadcza

nagromadzone w snie symbole: sanie, pies, spotkanie z dziecmi no i sam

Baltyk, nad ktorym sie wychowywalem.

 

 

Cytat:

Ale zacznę od początku. Ty wędrujesz ze swoim wilczurem. Sam opisujesz

go jako samotnika, nieufnego wobec obcych, ale oddanego bliskim. Istotę

podobną... do Ciebie. Dlatego wilczura traktuję jako odbicie jeśli już nie

Ciebie samego, to Twoich cech introwertycznych. W zasadzie sensu tego, kim

może w głębi obecnie się czujesz.

 

Po co była ta dwoistość? "Ty jako Ty" - człowiek, który w tym momencie

spontanicznie zdecydował się na "nowe", wędrówkę bez wyraźnego celu; i

bardziej nieufny, "dziki", samotniczy "Ty jako wilczur". Myślę że po to, by

obiektywniej zobaczyć swoje zachowanie i podświadome nastawienie.

 

Bo zauważ. Schodząc na ląd, przywiązałeś psa do sań. Sam mówisz, że uwiązałeś go tak, by mógł samodzielnie się wydostać. Czyli tak w zasadzie - nic wilczura nie powstrzymywało, by mógł ruszyć za Tobą... Jednak został. Co więcej - czekał, uwiązany do ciężaru, którego tak w zasadzie... nie ma. Sam przecież powiedziałeś, że sanie nie miały obciążenia, że przypominały sanki, którymi bawiłeś się w dzieciństwie. Został przy lodzie, tej zimnej i nieprzychylnej aurze - w której czuł się najlepiej. W swoim własnym towarzystwie. I czekał... póki nie wrócisz.

 

Ty sam zresztą, mimo pozytywnych wrażeń ze zwiedzania, nie czułeś się w miasteczku dobrze. W jakiś sposób odczuwałeś, że tam jednak... nie pasujesz - nie pasujesz chociażby strojem, który wskazywał, że nie jesteś "stąd".

 

 

Zmierzamy do dotkliwej psychologicznej analizy mojej osobowosci...<gleboki wydech> :) na coz sie paprac w lodzie ;] ale skoro zaczelas...

 

Jestem introwertykiem, jakies 75% sposrod cech przypisanych przez Jung'a ma odzwierciedlenie we mnie. Potrzebuje ciszy, spokoju, czasami samotnosci, gorzej za to czuje sie w szerszym gronie ludzi. Byle-znajomosci nigdy nie nazwe przyjaznia, lecz tylko glebsze relacje. W ogolnym odbiorze wielkiego halasujacego dzisiejszego swiata moga wiec mnie spostrzegac jako oblodzonego czlowieka. Nie rozumiem z tego fragmentu o jakim 'moim zachowaniu i podswiadomym nastawieniu" piszesz. Porownalem cechy psa do swoich, gdyz doszukac sie w nich mozna wielu analogii, skad mozna przyjac, tak jak napisalas, ze pies jest pewnym odbiciem mnie - tylko zobacz - co to daje? Ja schodzac z Baltyku pozostaje soba, jestem panem swego losu a pies jako przyjaciel traktowany jest przeze mnie jako istota wolna - dlatego go tak naprawde nie uwiezilem. W zadnym wypadku nie staje sie ekstrawertykiem, pozostawiajac psa czyli siewce introwersji na Baltyku, gdzie szaleje zamiec. Mysle ze fakt iz zostal, to przejaw jego posluszenstwa, a nie braku checi podazenia za panem. Wodzil za mna wzrokiem z utesknieniem, lecz ja zostawilem jego, czyli najprawdopodobniej wlasna bramke do powrotu. Niejako podswiadomie zmusilem sie do tego by zawrocic. Zostawilem go z saniami - czyli powrot do przeszlosci, powrot niejako do Baltyku - coz z tego ze zamarznietego - takim akorat mi sie przysnil, wcale to nie czyni go mniej czarujacym. Mysle ze roznica w postrzeganiu snu wiaze sie z tym, iz sztywno patrzysz na aure panujaca we snie. Pisalas na wstepie ze postarasz sie odciac od wlasnego ogladu, co pomoze zrozumiec sen takim jaki byl. Chyba jest to niemozliwe, jako iż snieg, wiatr - one nie niosly zimna, lecz ukojenie i dla mnie nie ma w tym niczego dziwnego. Subiektywizm ot co :) i to nie tylko na etapie mysli ale i odczuc.

Opisujac sen chcialem zawrzec wszystko co pamietalem, mimo iz piszac domyslalem sie ze niektore szczegoly poprowadza tlumaczacych niewlasciwa droga. No i intuicja sie nie mylila i faktycznie z tym strojem chyba przesadzilem...

Mam nadzieje ze Cie nie uraze jesli napisze, ze zlym tropem podazylas.

Cytat:

Ty sam zresztą, mimo pozytywnych wrażeń ze zwiedzania, nie czułeś się w miasteczku dobrze. W jakiś sposób odczuwałeś, że tam jednak... nie pasujesz - nie pasujesz chociażby strojem, który wskazywał, że nie jesteś "stąd".

 

Czulem sie tam swietnie, podobnie jak w samej trasie, samym strojem takze chyba az na tyle nie odstawalem...

Napewno zgodzic sie jednak musze z poczucia obcosci, na ktora zwrocilas uwage - jakby nie bylo - nie bylem u siebie, nie znalem ani miasteczka, ani nikogo z tubylcow.

 

 

Cytat:

Jednak moim zdaniem wędrówka była ważna. Mimo że wyruszyłeś w nią niejako od niechcenia, tak jak niejako od niechcenia opisałeś sen tutaj. Dlaczego była ważna? Sam mówisz, że nie wiedziałeś, czy rzeczywiście zawróciłeś - a więc w którą stronę skierowałeś własne kroki. Znaczy - Twoja psychika nie chce jeszcze odpowiedzieć - czy ruszyć dalej (w sensie może kolejnej próby otwartości względem innych), czy jest to to, czego w tym momencie szukasz. I czy takie poszukiwania to dalej "Ty". Droga dała nowy punkt wyjścia i nowe możliwości. Które wymagają czasu.

 

Owszem, byla wazna. Po raz kolejny musze stwierdzic ze nie wyruszalem w nia, przynajmiej nie bylo tego we snie, badz ja tego nie pamietam. Czuje ironie, ironie czuje!! ;) Sen opisalem po swojemy (zwyczajnie) - czyli w swoim stylu, choc sie troche spieszylem - nic od niechcenia. Sen obnazyl mniej jak diabli, a Ty mi o otwartosci piszesz ^^ ... Jestem otwarty kiedy czuje ze moge, jak na introwertyka przystalo - raczej dla przyjaciol i wobec nich takze pelnie znaczaca role - wtedy ma to sens, ale to nie tabu o otwartosci. Pewnym jest, ze wciaz jestem w drodze, podswiadomosc podpowiada mi, iz jest to Baltyk - co sprawia ze mam ochote biec i przy okazji wdychac jak najwiecej jodu zycia. Pies nie zawsze bedzie przy boku, czasam wybiegnie do przodu zostawiajac cie daleko z tylu, czasem sam gdzies sie pogubi - takie zycie, ale warto do przyjaciol prawdziwych wracac - bo to skarb.

 

Bardzo Ci dziekuje za interpretacje, jest dla mnie naprawde cenna.

Pozdrawiam

Edited by Nikopol
ach te formatowanie...
Link to comment
Share on other sites

Witam!

 

Widzisz, ja po prostu kontakt rozumiem jako akcję zwrotną - mi wydajesz się być bardziej człowiekiem, który, nie znając kogoś, przede wszystkim słucha i obserwuje, a więc "sygnał" przede wszystkim odbiera - czyli ustala pewną ściśle określoną granicę "ja - Ty". A granica taka jest łatwo odczuwalna przez drugiego człowieka. Li i jedynie o to mi chodziło. Zastosowałam zbyt duży skrót myślowy, przykro mi, że naraziło Cię to na odczucie "typa" czy "zimnego drania", bo kompletnie nie o to mi chodziło. :)

Zgadza sie, nie jestem typem otwartym, ktory rozsiewa swoje, gdzie wiatr powieje, ale nie buduje wokol siebie takze muru z kosci. Dyskusja z kims, to swietny sposob na poznanie czlowieka, szczegolnie trudna dyskusja. W ekstremalnych przypadkach wieje mi z oczu lodem ale to w kierunku ludzi, dla ktorych moje serce bije w temperaturze zera bezwzglednego - o jaka ladna antyteza :) Prawie taka ladna jak Twoj skrot myslowy ;]

 

Ja nie pojmuję "wyjścia z siebie" w tym wypadku jako próby naprawy "wady", czyli nie postuluję tutaj "rozbicia pokrywy lodu" i próby stania się kimś diametralnie innym. Ja "zejście z morza" pojmowałam raczej w kwestii eksperymentu, a więc poszerzenia obecnego oglądu. Dlatego również nigdzie nie mówiłam, że schodząc z lodu, stajesz się ekstrawertykiem - jak zasugerowałeś trochę dalej. :) Tak jak i nigdzie nie postulowałam, że dwie postaci senne są swoimi przeciwieństwami - "wilczur" był tylko w celu uwypuklenia pewnych cech. :)

 

Chyba prawidlowo odczytalem jednak wiekszosc Twoich wczesniejszych slow, rozumiem Twa interpretacje, widze w niej sens, a moje dygresje mialy na celu naswietlic pewne punkty, co do ktorych niekoniecznie sie z Toba zgadzam. Ja naprzykad widzac ze psa pojmujesz jako odbicie mnie czy uwypuklenie pewnych cech, chcialbym rozszerzyc to w kontekscie tego co sie wydarzylo podczas snu. Jaki sens mialoby powielenie dwoch schematow osobowo-cechowych we snie, ich rozlaczenie, nastepnie ponowne zejscie sie, majac na uwadze, ze sa one niemal identyczne? Dlatego tez psa utozsamialbym raczej z symbolem przyjaciela, jako iz mordka ta byla mi wyjatkowo bliska, a jego cechy to zwierzece odbicie moich.

 

Wracam do stwierdzenia, że "lodu" nie traktuję tutaj wcale jako wady - a Ty dokładnie takie znaczenie w moim opisie jednak zrozumiałeś i na jego podstawie budowałeś dalsze wrażenia. :) Subiektywizm, ale na płaszczyźnie odbioru. :) I nie chciałam bynajmniej zasugerować, że jesteś odbierany jako "człowiek lodu", jak zasugerowałeś nieco dalej... To byłoby zbyt dosłownym potraktowaniem symboliki, potraktowaniem kodu jako bezpośredniego przekazu... W sensie podstawowym "lód" we śnie nie jest rozumiany jako "oziębłość" (bo mam wrażenie takie znaczenie w mojej interpretacji wyczułeś, chyba stąd określenie "zimnego drania") - standardowo we śnie jest traktowany przede wszystkim jako możliwe trudności w wyrażaniu siebie.

Odnosilem sie do Twoich slow, w ktorych widocznie lod utozsamialas z "nieprzychylna aura, w ktorej jednak pies czul sie dobrze, gdyz nie podazyl za mna". Jest to jednak troche jednoznaczne, choc na pozor przypisac inteligentnie temu mozna wiele - chocby trudnosc w wyrazaniu siebie. Lod w kazdym razie ani mu ani mi straszny nie byl, taki na przekor lodowato-goracy typ juz ze mnie jest... A co do subiektywizmu odbioru - nie kazdy lod i wiatr odbiera identycznie. Co myslisz o lodowym wietrze, gdy wieje Ci w twarz, co czujesz gdy dotykasz lodu? Czyz to nie Twoj odbior? ;) Jestem teraz subiektywnie obiektywny.

 

O zachowaniu na zasadzie "słucham i obserwuję, przetwarzam w sobie, na zewnątrz pokazuję tylko ostateczny wytwór przetworzenia informacji, najlepiej z wyciszeniem emocji". O nastawieniu "zostawię sobie furtkę powrotu, zobaczę, co jest "tam", ale raczej by przekonać się, że tu, gdzie jestem, jest mi dobrze... jednak liczę po cichu, że może mnie coś jednak zaskoczy?". Mniej więcej w skrócie byłoby to coś takiego. I niekoniecznie z tego fragmentu, co z całości wypowiedzi. :)

To by sie zgadzalo - chociaz moze niekonieczie z wyciszeniem emocji :)

I dziękuję, że się do moich słów odniosłeś tak wnikliwie, czuję, że takie "wyciąganie" Cie sporo kosztowało. Doceniam to tym bardziej, że zwykle ludzie, przychodząc tutaj, szukają tylko szybkiej "interpretacji" i wracają do swoich spraw... A dopiero komentarz pozwala mi się uczyć i weryfikować swoje błędy.

Nie ma za co dziekowac, dyskusja i interpretowanie tym, ktorzy swoje sny rozumieja, i w tym sie doskonala, to wymagajace przedsiewziecie ;) Koszt placony wlasnym czasem, to oplacalny kredyt dla obydu stron :)

 

pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Jeszcze raz, żeby wyraźniej uwypuklić. Moja koncepcja zakładała wyraźny podział cech na introwertyzm "wilka" i chęć eksperymentu, szukania nowego przez "człowieka", toteż nie były to nieomal identyczne kreacje senne. Co do celowości rozdziału i powrotu:

- "rozejście się" - traktowałam jako eksperyment "człowieka", wychodzący poza ramy, w jakich poruszał się "wilk", natomiast

- "zejście się" - jako koniec eksperymentu, w którym "człowiek" uznał, że to do końca nie jest to, czego szukał.

No dobrze, jednakze ja tam zadnego eksperymentu nie dostrzegam, zarowno warunki jakie panowaly w Szwecji jak i te na Baltyku byly identyczne, ponadto moje zachowanie rowniez sie nie zmienilo, zreszta dlaczego mialoby sie cos zmienic? Relacje z obcymi nadal byly powierzchowne, nadal bylem niejako biernym obserwatorem. Dlatego tez nie odbieram tej wyprawy tak jak Ty.

Co do postaci wilczura jako przyjaciela - znaczy w sensie sennego zakodowania kogoś obecnie Tobie bliskiego? To by była ważna informacja dla mnie, bo do tej pory spotykałam się tylko z sennym symbolem "nieznajomego" psa w ramach ukazania przyjacielskich relacji. Twój własny pies kojarzy Ci się z bardzo precyzyjnym zestawem cech/zachowań, niesamowitym trafem byłoby spotkanie kogoś podobnego...

No wlasnie pies to zagadka, ktorej rozgryzc nie moge, ale to raczej nie jest symbol odzwierciedlenia mnie, ani chyba nikogo ze znajomych, zreszta przysnil mi sie niedawno ponownie w znacznie innych okolicznosciach.

 

Co do dziecinstwa - pare symboli we snie wystapilo, ale przeciez nie mozna sie ograniczac do jednej drogi postrzegania, na pewno mozna to rozpatrywac w pewnym stopniu jako ilustracje tesknoty za pustymi osniezonymi przestrzeniami pomorza.

 

Widzisz, starałam się odciąć od własnego osądu. Interpretacja jest obiektywna i oparta na znaczeniu symboliki, nie na moich odczuciach.

 

Natomiast co do odczucia zimna lodu czy mroźnego wiatru (na jakie powoływałeś się we wcześniej cytowanym przeze mnie fragmencie) - nie powiesz mi chyba, że Ty zimna nie czujesz. ;) Toteż to nie jest argument za subiektywizmem.

 

Rozumiem, ze opieralas sie na znaczeniu symboli. Problem tkwi w tym, ze te ktore wystapily we snie, sa scisle zwiazane z odczuciami, a w sferze odczuc istnieje tylko odbior subiektywny. Tak zreszta odczytuje ten sen - jest on mocno nasycony wrazeniami bardziej emocjonalnymi, moimi odczuciami, anizeli akcja.

Co do zimna lodu - nie mowie ze go nie czuje, mowie ze na pewno inaczej to odbieram, inne emocje towarzysza mi, gdy go dotykam, niz chociazby wtedy gdy dotykaja go Twe delikatne kobiece dlonie ;) Bo kto powiedzial, ze nie mozna czerpac przyjemnosci z zimna, chlodu? :) Tak tez dla Ciebie moze kojarzyc sie wizja senna z wyzwaniem, gdyz dla Ciebie, moga sie to wydawac warunki ekstremalne. Nie mowie, ze dla mnie to codziennosc, pestka itd, ale ja poprostu podczas wedrowki koncentrowalem sie na tym, na czym przykladowo koncentrowalbym sie idac w srodku lata brzegiem morza. Nie wypatrywalem brzegu chuchajac w dlonie. Zwyczajnie spacerowalem :)

Bysmy sie doskonalej zrozumieli - ja nie zarzucam Ci subiektywizmu interpretacji, ja sugeruje, ze odbior symbolu sennego takze moze byc, wedlug mojej opinii, subiektywny. Dlaczego sadzisz ze nie przemawia do mnie Twoja koncepcja? To iz nie przyciemnia mojego sposobu myslenia, nie oznacza ze do mnie nie przemawia. Dyskutujemy, wymieniamy poglady i to w kontekscie snu i jego zrozumienia jest najwazniejsze. Nie sadze, bys interpretacje snu postrzegala jako silowa probe sprzedania sniacemu swojej wersji, choc moze sie myle - wtedy mnie popraw i zakoncz ten temat :)

 

pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Witam!

 

Pierwsze przymrozki tego roku juz za nami ale ja dla odmiany odmroze ten oto temat. Mam nadzieje ze dwu miesieczna hibernacja mu nie zaszkodzila. Kaffko, pomyslec moglas, ze milczenie moje wskazuje na to, iz jednak przyjalem wersje, jako ze probujesz mi wcisnac swoja wersje interpretacji, tym samym z mojej strony: Amen. To co pisze teraz - nie sa to bynajmniej napisy koncowe - swiadczy ze ode mnie 'The end' jeszcze nie padl. Twoj post przeczytalem juz wczesniej, jednakze prosba w nim zawarta, uniemozliwila mi 'krotka odpowiedz', potem nadeszla lawina braku wolnego czasu no i tak jakos wyszlo...Wkoncu sie zaczalem martic, ze lod na Baltyku calkowicie sie stopi i juz wtedy nigdy nie dojdziemy do ladu ;]

 

Nie, ja bardzo sobie cenię kontakt z Tobą i tę dyskusję. :) Tyle że zaczynam się gubić w odrobinę sprzecznych informacjach - i stąd może w Twoim odczuciu pewne moje ponaglenia o "wyłożenie kart na stół". ;) Chcę po prostu mieć jaśniej określone, na czym dokładnie stoimy i do czego już doszliśmy. :)

 

Cały obecny problem tkwi chyba dokładnie w tym, że zaczynamy się tutaj zapętlać w dywagacjach na temat "co myślę, że Ty myślisz". ;) A można przecież prościej: toteż wprost - (pytanie, które w sumie powinno paść na samym początku :D ) - jak zinterpretowałbyś swój sen? Tak od początku do końca, zupełnie nie patrząc na moje odniesienia. Co ten sen znaczy dla Ciebie i jaki widzisz w nim sens. Dlaczego Twoim zdaniem się pojawił?

 

Problem tkwi w tym, ze moja interpretacja, podobnie zreszta jak i Twoja jest rozwiana po calym temacie w kilku wypowiedziach. Zwracalem juz uwage na to, iz sen ten jest dla mnie bardzo wazny, sporo na jego temat myslalem, a moje mysli podazaly naprawde - w wielu kierunkach, miedzy innymi tych ktore sama wyznaczylas. Jesli moje rozumowanie nie pokrywalo sie z Twoim - pisalem uwagi, wlasne sprostowania. Symbolika tego snu, caly jego obraz i forma, w jakiej sie mi ukazal, tworza taka gamme mozliwych interpretacji i ich odwzorowan w rzeczywistosci, ze zwyczajnie sobie odpuszcze probe wlasnej interpretacji od A-Z.

 

Hmm... Muszę to głębiej przemyśleć. :) Stosujemy inny system semantyczny. Tutaj byłby dobry przykład, żeby to zestalić... mogę Cię więc prosić o jeszcze jedną rzecz?

 

Cytat:

Napisał Nikopol

Ciągnąłem sanie a on był mi towarzyszem - nie chciałbym by było inaczej, trud wędrówki był wyzwaniem. Przypominał mi moje samotne wypady w podobnych warunkach atmosferycznych przy śnieżycy, ostrych mrozach i półmetrowych zaspach.

Z jakim okresem w życiu wiązały Ci się takie wyprawy wtedy? W rzeczywistości? Co Tobą kierowało, że w nie wyruszałeś? Co Ci one dawały?

 

Znielubisz mnie pewnie za to męczenie... Ale obiecuję, to już naprawdę koniec "wyciągania" :)

 

Nie da sie ukryc - system semantyczny mamy inny. Jesli chodzi o moje podejscie do snow i ich symboli - jest ono bardzo specyficzne. Moze rozwine te kwestie, bysmy nie tworzyli nieskonczonych petli w stylu 'Co myslisz ze ja mysle'.

Bycmoze zauwazylas - dawniej na forum robilem to czesciej, teraz rzadziej - w moich interpretacjach rzadko wystepuje czysta, prosto-zdefiniowana konkluzja, ktora mowilaby sniacemu co konkretnie oznacza jego sen, chyba ze ten jest na tyle jasny i oczywisty ze grzechem byloby nie wylozenie kaffki na lawe ;)

Takich prob interpretacji zreszta praktycznie sie nie podejmuje, choc kilka wyjatkow na pewno zrobilem. Na ogol poprzez swa odpowiedz probuje sklonic sniacego, by ten samemu wniknal w swoj sen (badz wrecz odwrotnie), ewnetualnie podpowiadajac mu, na co powinien zwrocic uwage. Wiaze sie to poniekad z tym, ze moje nastawienie do symboli sennych jest bardzo ostrozne. Tutaj zmierzam do tego, co od kilku postow sie w tym temacie przewija bez zrozumienia. Wedlug mnie znaczenie symbolu jest scisle zalezne od tego jakie wyobrazenie ma o nim jego odbiorca. Stad moje spostrzezenie ze odbior symbolu jest subiektywny, gdyz przeciez symbol ten skierowany byl wlasnie do sniacego, wyimaginowany przez jego podswiadomosc.

 

Co do zimna lodu - nie mowie ze go nie czuje, mowie ze na pewno inaczej to odbieram, inne emocje towarzysza mi, gdy go dotykam, niz chociazby wtedy gdy dotykaja go Twe delikatne kobiece dlonie ;) Bo kto powiedzial, ze nie mozna czerpac przyjemnosci z zimna, chlodu? :) Tak tez dla Ciebie moze kojarzyc sie wizja senna z wyzwaniem, gdyz dla Ciebie, moga sie to wydawac warunki ekstremalne. Nie mowie, ze dla mnie to codziennosc, pestka itd, ale ja poprostu podczas wedrowki koncentrowalem sie na tym, na czym przykladowo koncentrowalbym sie idac w srodku lata brzegiem morza. Nie wypatrywalem brzegu chuchajac w dlonie. Zwyczajnie spacerowalem :)

 

Skoro juz do tego doszlismy mysle ze moge pozytywnie sie ustosunkowac do Twojego 'meczenia', odpowiadajac na prosbe, a bycmoze nawet nie zostaniesz przeze mnie 'znielubiana' i to jeszcze ja poprosze dla dobra sprawy o dalsze 'wyciaganie' ;)

 

Wiec: < znow musze pisac o sobie - to chyba jakis podstep i proba zreformowania mojego introwertyzmu ];-> - uprzedzam szczwana bestia jestem i bez walki sie nie poddam ;) >

Lubie zime, snieg, mroz, caly ten nastroj, swiat owiany biela. Mecze sie teraz w wielkim miescie bo tutaj tego zwyczajnie nie ma, nie mam tego juz od kilku lat. Moje wypady o jakich pisalem odbywaly sie w skrajnych warunkach atmosferycznych, zwyczajnie wychodzilem z domu, ubieralem sie i bieglem pusta szosa, czasami po polach. Kilka, kilkanascie kilometrow, w samotnosci, z wlasnymi myslami i dzikoscia natury. Pytalas mnie o cel takich 'wedrowek'. Teraz, czasami gdy pseudo-zima zawita do miasta, postepuje podobnie, ale nie odczuwam juz takiej samej radosci, celem staja sie chwila zapomienia i bieg dla kondycji fizycznej. Dlaczego robilem to wtedy? Sprawialo mi to przyjemnosc. Czulem sie jakbym biegnac mial trafic tam, dokad tylko zechce. Droga okryta biela byla moja autostrada do przyjazni, milosci, spelnienia, zycia pelnia ducha. Czulem wtedy wolnosc.

 

Mam nadzieje ze pomoze to moj sen zobaczyc Tobie bardziej moimi oczami. Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Przejrzałam wątek z powodu tematu. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to to, gdzie mieszkasz, Nikipolu. Sama mieszkam w nadmorskim mieście i zdaję sobie sprawę, że Bałtyk w moich snach będzie zupełnie co innego znaczył niż u osoby mieszkającej w górach. Pozwolę sobie wypowiedzieć się, jak ja widzę ten sen, nie będzie to może nowatorska myśl, bo zgadzam się z niektórymi rzeczami, które zostały powiedziane już wcześniej.

 

Jestem ciekawa, czemu Twój umysł wybrał akurat Szwecję. Jakie masz skojarzenia ze Skandynawią? Może czytałeś o niej i masz wyobrażenie, jacy są tam ludzie? Można by się pokusić o analizę samego słowa, zastanowić się, jakie są z nim luźne skojarzenia, jak bym powiedziała, że chodzi o jakieś "szwy".

Również jestem zdania, że sen był po części retrospekcją Twojego dzieciństwa. Znajome miejsca, zwierzę... Kiedy śni się coś znanego z dawnych czasów, zwykle zastanawiam się, czy nie chodzi o taki ogólny klimat tamtych lat, pewien rodzaj widzenia świata.

Śnieg to rzeczywiście osamotnienie, dystans, brak uczuć, ale po za tym... pewne orzeźwienie, świadomość, napięcie. A sanie zostawiają dłuuugi ślad... To chyba symbol nabrania kierunku. Po za tym jak piszesz, są lekkie.

Wiesz, ja bym powiedziała, że chodzi o swoistą drogą przez życie, od dzieciństwa do czasu obecnego. Jak sanie czas kreśli linię, a te prawdopodobne "szwy" zszywają wszystko w całość - Twoje życie to jeden ciąg, coś w rodzaju lekkiej podróży. Twoja świadomość po prostu się rozwija :)

Edited by Reina
Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • Marta330
      By Marta330
      Witam wszystkich serdecznie. Jestem tu nowa, nie wiem, czy taki temat już wypłynął w waszym gronie, ale wydaje mi się, że to tu uzyskam wytłumaczenie. Przchodzę do sedna.
      Od kilku dobrych lat, co jakiś czas (a ostatnio nawet coraz częściej) śni mi się określony zbiornik wodny. Jedyne, co definiuje go jako morze, to to, że o tym wiem, oraz każdy ma fale na brzegu, spienione grzywy, jak to morze. Zbiorniki te mają różne kształty. Czasem jest to prostokąt, który oglądam z góry lub stoję nad jego brzegiem, albo jest płycizna, w której próbuję pływać. Czasem stoję nad brzegiem , lub spaceruję i widzę wystające głazy. Kiedy ma naturalną postać, nigdy nie mogę dostrzec prawej i lewej strony. Zawsze albo przysłania ją mgła, albo ich nie ma, bo to kwadrat lub prostokąt, bardziej jak duży basen. Podobnie z horyzontem, nigdy nie mogę go zobaczyć, bo albo go nie widzę, albo jest mgła, albo jakiś mur. To łączy je wsztystkie. Przyroda wokół bywa nienaturalna. Woda miewa nienaturalny kolor. Raz jeden widziałam prawdziwe, ale z góry i bardzo niewyraźnie. Wariacją tego snu bywają morskie fale w zabudowaniach miejskich albo na łące albo w dziwacznych miejscach.
      Nie ukrywam, że to już męczy i irytuje. Gdybym chociaż mogła znaleźć znaczenie w jakimkolwiek senniku ale nic podobnego się w żadnym nie pojawia.
      Może ktoś z Was jest zorientowany i wie o co chodzi? Będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc.
      Pozdrawiam
    • ZawszeWinna
      By ZawszeWinna
      Śniło mi się coś dziwnego, obudziłam się bardzo niespokojna i nadal mnie to dręczy, chociaż minęło już tak wiele godzin. Byłam w swoim starym mieszkaniu, siedziałam przy stole z dawną sąsiadką (przyjaźniłyśmy się jako dzieci/nastolatki). W pewnym momencie ona wyciągnęła nóż i wbiła mi go dwa razy głęboko w plecy. Rany krwawiły, czułam się coraz słabsza. Próbowałam zadzwonić po pomoc, ale mój telefon odmawiał współpracy - czegokolwiek bym nie próbowała, zawsze przekształcał numer w dziwny sposób i nie byłam w stanie się połączyć. Ostatecznie zadzwoniłam z cudzego telefonu, lecz pomoc nie dotarła, chyba po prostu mnie olali. Wtedy nagle sceneria się zmieniła, znalazłyśmy się w kościele. To nie była msza, raczej jakieś bardzo dziwne religijne spotkanie, w którym brało udział całe miasto. W pewnym momencie sąsiadka złapała mnie za ręce i zaczęłyśmy tańczyć. I znów zmiana scenerii, był środek zimy, straszny mróz, a ja siedziałam z grupką ludzi w jakiejś grocie. Po chwili wybiegliśmy i wskoczyliśmy do morza, okazało się, że byliśmy czymś w rodzaju morsów. Woda była bardzo ciepła, ale nie mogłam długo pływać przez rany. Byłam już naprawdę słaba, krótko mówiąc umierałam. Sen skończył się tak, że wyszłam z wody, siedziałam znów w grocie z moim chłopakiem i rozmawialiśmy z naszym wykładowcą, który strasznie dużo palił.
       
      Tak, wiem, rozpisałam się, ale chciałam oddać sen w miarę dokładnie. Będę naprawdę bardzo wdzięczna za interpretację.
    • atalia
      By atalia
      Śnił mi się ostatniej nocy, pewien mężczyzna, który był bardzo przystojny i dobrze zbudowany i wysoki i niesamowicie mnie przyciągał i czułam coś do niego, szliśmy razem ale jakbyśmy się znali, rozmawialiśmy i on był z...lodu. Szliśmy pomiędzy tłumem ludzi jakby w jakimś dużym sklepie i nagle zatrzymaliśly się i on zaczęliśmy się całować(on zrobił pierwszy krok). Na początku poczułam ogromne zimno(ponieważ on był z lodu)aż bolące, przestaliśmy na moment bo był przeraźliwie zimny ale pomimo to było niesamowicie, poczuliśmy straszną chemię, mnóstwo ludzi dookoła, ja się zapytałam ,,dlaczego tak długo musiałam na to czekać!'' i nagle Ci wszyscy ludzie już nas nic nie obchodzili i zaczęliśmy się znowu całować jeszcze namiętniej, to było niesamowite, NIESAMOWITE ! Jego lód zaczął się topić ! To wszystko było dla mnie niesamowicie miłe i przyjemne asle sen w tym momencie się skończył. Był bardzo wyraźny. Bardzo proszę o pomoc w jego interpretacji
    • Sprzymierzona
      By Sprzymierzona
      Znalazłam się w krystalicznych odmętach oceanicznej toni. Zanurzona pod powierzchnią byłam w stanie swobodnie oddychać. Czułam się tak, jakby ocean był moim światem. Zbliżałam się do dna, gdzie ujrzałam syrenę i delfina (nie wiedzieć, czemu uznałam z największą pewnością, że delfinem tym jest mój anioł przewodnik). Cieszyłam się na ich widok, odniosłam wrażenie, że znam ich od dawna. Otoczyli mnie. W pewnym momencie syrena napomknęła coś o wschodzie słońca na powierzchni, a ja czym prędzej poderwałam się ku górze, aby go obejrzeć. Zauważyłam, że mam syreni ogon. Niebo było pomarańczowo-różowe, a słońce powoli wyłaniało się znad widnokręgu. Wokół niego pojawiały się drobne, różowe iskierki, które subtelnie wybuchały i zanurzały się w wodzie. Zauważyłam, że z ogonem ciężko jest mi utrzymać równowagę. W pewnym momencie syrena pojawiła się i przytrzymawszy mnie sprawiła, że ją odzyskałam. Wróciliśmy pod wodę, a ja uściskałam dwójkę towarzyszy.
    • StonQ
      By StonQ
      witam, miałam wczoraj sen który nie daje mi spokoju... będę wdzięczna za pomoc w rozszyfrowaniu go
       
      byłam na plaży nad morzem z kotem...chyba nie było za ciepło, dość ponura pogoda, mało ludzi. Potem chyba zrobiło się potwornie gorąco i mój kot (biały z odrobiną ciemnego - typowy przywiązany do mnie dachowiec) rzucił się do wody i przepłynął spory kawałek po czym zawrócił (jakby aportował). Świetnie sobie radził bo fale nie były duże (nie wiem czy woda była klarowna czy nie, nie zwróciłam na to uwagi)
      przepełniało mnie ciepło i duma choć trzeba było mu pomóc wyjść, bo mokre futro utrudniało wyjście z fal... wiem ze kilkoro ludzi go obserwowało, wiem że byłam niezmiernie szczęśliwa i dumna
       
      ale o co chodziło z tym snem?
      pomocy
×
×
  • Create New...