Jump to content

Atak sił demoniczno-szatańskich, serca niemowląt, wąż, zombi dziadka


Guest Anika68
 Share

Recommended Posts

Guest Anika68

Diabłowate, demonowate, maszkarowate otaczaly moj dom, potem juz byly wszedzie i chcialy cos ode mnie, chyba chodzilo o dobrowolnosc przejscia w meki piekielne...?dusze?

Nic nie pomagalalo, ani znak krzyza, ani powolywanie sie na Jezusa, wiedzialam jednak, ze gdzies mam jakies papiery, teksty dziwne, ktorych odczytanie przepedzalo je skutecznie...szukalam ich jak szalona, potem probowalam czytac, znalezc te slowa klucze, ktore dzialaly, bylo to chaotycznie, szarpanie sie, gubilam sie w tym...potrzebowalam aby ze mna czytali to inni ludzie, byla matula i dwie sasiadki...

Diably przyslaly mi woreczek z sercami niemowlat, jakoby przeze mnie zginely i bedzie ich wiecej, jak sie nie poddam...najgorsze jak zobaczylam dziadka, bardzo w porzo czlowieka, ktory przyszedl jako jakies zombi, jakby wyszedl z grobu...nie mogalm uwierzyc, ze jest w piekle, lub gdzies poza niebiem...byl krotko, w glowie mialam pytanie, czy reszta tez tak skonczyla...????

Co do dziadka, to rozmawialam cos o grobach z matula, i nie bardzo bylam chetna jechac posprzatac, wiec moze dlatego mi sie przysnil...ale on w snie byl po ich stronie ;-(

 

Drugi watek snu mysle, ze wzial sie z ksiazki Chmielewskiej, ktora dosc dobitnie opisywala pijawki, jakies bezkregowce obrzydliwe...nie wiem kto i dlaczego trzymal cos na wyglad jak male wezowate, zmieniajce sie

w pijawkowate, maziste...balam sie tego, prosilam zeby usunac, ale skonczylo sie na tym, ze wiszace na zyrandolu wlazlo we mnie....koszmar...probowalam to wyrzucic z siebie, wylazilo w postaci jakiejs mazi, lewym okiem, ale zawsze cos zostawalo i puchlo...jakos :)udalo mi sie chyba calosc wywalic, ale takim kosztem, ze zdarlam cala skore na lewym policzku...wyglad byl masakryczny, chociaz wolalam to niz miec to w sobie...

Jeszcze pamietam, ze zostal sprowadzony jakis gigantyczny waz, i umieszczony niedaleczko...dziwny taki,

mniej sie go balam niz tego malego "stwora", ale tez sie balam...

 

Wracajac do poprzedniego watku, z tych znalezionych papierow jedna karta dzialala na to cale towarzycho, ale nie moglam poskladac tego do kupy...obudzilam sie o trzeciej w nocy i musialam wstac, zeby nie wpasc znowu w ten sen...tak realistycznego, zapamietanego i koszmarnego snu nie pamietam...

 

Jakies sugestie?

 

Z gory dziekuje i pozdrawiam

Anika

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68

Gdy walczysz i odnosisz sukcesy (ODNOSISZ SUKCESY! to jest ważne! :) ) to pojawia się taki moment, który nazywa się "osłabieniem ducha". To znaczy że to, co na Ciebie oddziałuje traci swój wpływ na Ciebie i próbuje zastraszyć czymś mocniejszym (tutaj to właśnie oznacza usunięcie tej mazi z siebie, zdarcie skóry - to osłabienie tego co na Ciebie działa; kolejno umieszczony niedaleko Ciebie wąż - to ten "straszak" jako rzekomy "mocniejszy", wsparcie dla tego, co Cię dręczy).

 

To, ze się pojawił - znaczy, ze wygrywasz! :) Oby tak dalej i oby dalej nastawienie było tak waleczne, jakie jest.

 

 

 

Proszę opisz wrażenia, pojedyncze słowa, uczucia - do czego ta kartka się odnosiła? Wszystkie skrawki jakie pamiętasz.

Zaprowadzimy porządek. :)

 

Dziekuje za interpretacje:)

Nie bede sie odnosic do wszystkiego, bo zagubilabym sie w tym cytowaniu:) ale faktycznie, chyba musze pogadac ze Stworca, ale tak bezposrednio:)Kurde, mysle, ze bardziej chodzi o poczucie winy, poczucie wartosci...z tymi serduchami niemowlat, wiesz jak to wygladalo w tej jednorazowej reklamowce, jakby tam byly podroby, kolor jasny cielecy, wywalilam to przez okno, w te paskudy za oknem...

Dziadek byl w porzo i na pewno jest w lepszym swiecie:)

 

Od dziecka mam obrzydzenie do robali, i takich roznych...

 

Tak mi przyszlo tez do glowy, czy to, ze tak pamietam ten sen, ze byl tak okropny, czy nie dalam przystepu zlym niesprawdzonym mocom...skusilam sie na wrozbe za ciezka kase w telewizorni...

wkrecilam sie jak nic...

nie byla zbyt pomyslna, jakas ingerenecja chirurgczna, ale ponoc niegrozna i mam ufac lekarzom...pod koniec roku...

Zawsze to jednak jakis przekaz energii i daje dostep do siebie...nie wiem czy dobry, czy moja raczej wyobraznia nie dziala:)

 

Na tych kartkach papieru byly modlitwy, nie pamietam jakie, ale samo odwrocenie jednej z tych kartek, walilo im po oczach...

za nic nie moge sobie przypomiec...slowa byly czasem trudne do wymowienia, jezyk mi sie platal...nie moglam dojsc kolejnosci, bo tych kartek mialam sterte...chaos, zagubienie, lek, jakies przekonanie, ze maja byc tak przeczytane jak tam napisano i w jakiejs kolejnosci...wiedzialam, ze maja jakas moc, bo juz to wyprobowalam, ale byly tak wymieszane, ze tylko panika mnie ogarniala...niemoc...paraliz...a jednak jakies dzialanie mimo wszystko...

Sen sie skonczyl w trakcie tej szarpaniny...

 

Mysle, ze wygrywam, ale kurna zle sie cos czuje i to mi oslabia mojego ducha :)

 

Ufff...okropny ten sen...a jednak musi cos znaczyc, i dziekuje za interpretacje jeszcze raz:)

 

Pozdrawiam

Anika

Link to comment
Share on other sites

Witam!

A zadam ci pytanie- co uważasz odnośnie wróżenia w kontekście czy powinno się czasem zaglądać w przyszłość czy jest to strefa mroku i jest zakazana? Odpowiedz tylko szczerze bo ja mam całkiem inny pogląd na twój sen.

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68

Hej:)

 

Nie jest to strefa zakazana, ale trzeba uwazac chyba na tego kto wrozy...miec zaufanie...mysle nad pewnym kontaktem ze sprawdzona wrozka...

byc moze tez pokutuja u mnie zaszlosci prochrzescijanskie, ktore wyraznie mowia o niebezpieczenstwie takich kontaktow...

Kiedys juz mialam stycznosc z cyganka, ktora skutecznie, w zlosci chyba, zaburzyla moje poczucie wartosci...

 

Obecnie jestem poza religiami konkretnymi, probuje poprzez medytacje i relaksacje dojsc do wiekszego poznania, spelnienia, zdrowia, itp..

 

Ten duzy waz ze snu kojarzy mi sie z kunadlinii i moich zlym samopoczuciem, byc moze po obudzeniu tej energii...poza tym mysle, ze sen nawiazuje do moich lekow,

ktorych troche jest...

 

Pozdrawiam

Anika

 

Aha, moglbys przedstawic swoj poglad na temat mojego snu?:)

bede wdzieczna:)

Edited by Anika68
Link to comment
Share on other sites

Witam!

Teraz mam jasność co do prawdopodobnego znaczenia twoich snów - cyganka która kiedyś powiedziała coś nie halo..........- powrót myślowy po wrózbie telewizyjnej i stąd te zaburzenia, dodatkowo może cos nie tak jest z twoją medytacją zbyt mocno pracujesz nad jedną z czakr stąd nadmierne jej rozbudzenie i przypomnienie świadomości o tym że cos jest nie bardzo.......... Podobne obrazy senne można uzyskać po nadmiernej "pracy" nad czakrą trzeciego oka. Dodatkowo przy medytacji jestes narażona na wizyty "nie proszonych gości" którzy chętnie podłączają się do twojej osoby i przed zaczęciem medytacji zawsze należy sie skontaktować z duchami opiekuńczymi w celu ochrony. Mam nadzieje że zaraz na ten temat powie nam wiecej Sosnowiczanin bo ja nie jestem w te klocki zbyt mocny a może on nam coś wyjaśni. Mam takie przemyślenia ze wzgledu na ten lewy oko w który to wchodzi robak bo lewa strona jest stroną intucyjną zaś oko świadczy że coś jest nie do końca dobrze z odbiorem informacji intuicyjnych tak jakby cos cie okłamywało. Daleki jestem w łączeniu wszystkiego z demonami bo w tym przypadku internet jest największym demonem który do nas dociera oczami i niszczy nasze wnętrze i takie tam ble ble ble. Nie przeczę nawiedzenia się zdarzają ale nie szukajmy diabłów za każdym rogiem trzeba podejść do tego spokojnie i poprostu obserwować - szukac błędu zmieniać i obserwować jeżeli sny się uspokoją to znaczy że znaleźliśmy przyczynę jeżeli nie szukamy dalej aż do skutku. W przypadku gdy nie dajemy sobie rady ze znalezieniem błedu powodującego zakłócenia energetyczne w naszym ciele szukamy osoby która nam pomoże takie dolegliwości zdiagnozować i porawić to co robimy źle.

Pozdrawiam:

Sławomir

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68

Dziekuje za interpretacje:)

 

Mysle, ze moze byc w tym sporo prawdy, jestem samoukiem jesli chodzi o medytacje:)

poza tym te emocje i nadwrazliwosc:)

Tak sobie mysle, ze skupie sie poki co na modlitwie, ewentualnie synchronizacji i prawidlowym rozmieszczeniem energii:)i ochronie, tak dla spokojnosci ducha:)

 

Przyznam, ze Wasze interpretacje mnie uspokoily, w tym sensie, ze nabieram pewnosci, ze nie jest ze mna tak zle:)

 

Troche jestem pogubiona i dlatego szukam jakby porady, u tych co maja wieksze mozliwosci widzenia...ale wylazi ze mnie straszny trzesiportek;) hehe

 

 

 

Pozdrawiam

Anika

Link to comment
Share on other sites

Witam!

Dalczego Kaffko uważasz że medytacja to zawsze wstrzymanie myśli? Jeżeli sie żarliwie modlimy do Boga to własnie medytujemy - przypomnij sobie jak modlił sie Jan Paweł II i powiedz mi że to nie była "medytacja" on wyłączal się z konaktów ze światem tak że można go było wynieść. Nie wiem dlaczego mój zwrot odnośnie diabła za każdym rogiem wzięłaś do siebie ja nie oceniam twojej interpretacji lecz odnioslem się do demonów w snach nie krytykuje twojego podejścia do snów wiem co to znaczy przeczulenie na pewne sprawy po pewnych doświadczeniach mam to samo ale na punkcie sygnałów zdrowotnych wynikających ze snów. Ani Ty ani ja nie jesteśmy w stanie takich doświadczeń z naszego życia wymazać przez co czasami nasze interpretacje są skrzywione. Powoduje to że "lamka kontrolna" zapala sie nam częściej niż u innych czasmi budząc śmieszność ale w innych przypadkach wykrywając najmniejsze przekazy niosące zagrożenie co innym wogóle umyka uwadze. Dobrze że jesteś na forum bo czasem nadwrażliowość na pewne tematy czyni z ciebie wspaniałe narzędzie pomocy innym a przeciez po to tu jesteś. A że czasem się mozemy nie zgadzać co do syboliki sprawa normalna wystarczy że dwie osoby opiszą ten sam przedmiot bez podania jego nazwy a my będziemy próbować na podstawie opisu zgadnąc co to za rzecz i myśę że odpowiedzi moga nas zdecydoanie rozczarować. Z każdej naszej odpowiedzi osoba śniąca sama wybiera to co jej sen dla niej oznacza bo ostateczna interpretacja zawsze należy do niej.

Pozdrawiam:

Sławomir

Link to comment
Share on other sites

Ja tu zauważam jeden paradoks w medytacji a mianowicie skupienie się na Bogu otwiera nas na świat.

Ale wracając do zagadnienia ja medytację również rozumiem jako skupieniem myśli i rozważanie jednego tematu tak dogłębnie oczywiście modlitwa do Boga ( nie mechaniczne klepanie "zdrowasiek") jest bardzo zblizona do medytacji a daje jedna bardzo istotną rzecz a mianowicie ochronę przed "nieproszonymi gośćmi" bo rozmawiamy z Istotą która sama w sobie jest jedną wielką ochroną. Reasumując lepiej się gorliwie modlić niż byle jak medytwać i w tej kwestii pewnie sie zgadzamy.

Pozdrawiam Kaffusiu !

Sławomir

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68
To znaczy wiesz, wróżba za kasiorę to w tym momencie jeden pikuś - w porównaniu z codzienną zgodą "tak, chcę" poprzez medytację (rozumiem w sensie - wyczyszczenia głowy, medytacji nicości) i rozwój kundalini. To przede wszystkim tutaj masz ten (częstszy) "przepływ energii i dostęp do siebie", jak to sama określiłaś. :)

 

To znaczy - ja nie mówię że to jest złe. Są różne systemy.

Ja mówię o tym, ze to NIE JEST dla danego człowieka - jeśli sam w sobie czuje przed tym opór.

Sama mówisz przecież o oporach chociażby do wróżb - na zasadzie "zaszłosci prochrześcijańskich". A jak są tu, to są i na innych płaszczyznach. To dalej ten sam odnośnik.

 

 

Mysle, ze jednak medytacja a wrozenie to insza bajka:)

Opory sa, na zasadzie powtorki z rozrywki, skojarzen...zbyt biore pewne rzeczy do siebie i mnie to gniecie potem...

Medytacja i podobne, interesuja mnie ze wzgledu na mozliwosc wiekszego tez poznania, oswiecenia, lepszej jakosci zycia...

 

Lewa strona jest stroną intuicyjną, a więc kontaktu z nieświadomością. A więc - światem duchowym - niezależnie jak kto go sobie klasyfikuje. Okłamywało - jakby to co dostrzega sama Anika, nie było do końca tym czym jest naprawdę. Było fałszem w sferze duchowości.

Ale... jest też stroną bierną - odbioru. Kontaktu który "sam" przychodzi, nie tego którego sami chcemy, o który sami zabiegamy.

Strona też jakiejś bezbronności, defensywy.

A z tego wszystkiego dalej wychodzi - kontakt niechciany, bierny, "obrona".

 

Obrona przed maszkarami jeno!:paker:

chaos, bezbronnosc to o czym piszesz jest w snach jak czuje zagroznie...

wielokrotnie np. mam sny, ze jest jakies zagrozenie i proboje sie gdzies dodzwonic i za nic nie moge...

 

Anik, jedno albo drugie. :)

 

Z jednej strony masz modlitwę - z pakietem odcięcia się od tego, zaniechania praktyk - a prowadzącą do ochrony Boga.

Z drugiej strony - masz synchronizację, przepływy energii i zabieganie o ochronę w sensie energetycznym - czyli skupianie się na własnym potencjale, bo widać opiekunów duchowych niespecjalnie. Jak na tej drugiej opcji wychodziłaś, sama widzisz. ;)

 

 

Modlitwa nie wyklucza medytacji, a nawet jest wskazana:)

To mozna pieknie polaczyc, a nawet trzeba, jak sie nie chce np. przywolac intruzow.

 

 

To właśnie taki nieporządek w Twoim życiu.

Wiesz że coś jest w stanie pomóc, coś jest dobre, ale nie wiesz do końca co.

Panuje "chaos, zagubienie, lęk"... rytualność - "ma być przeczytane tak jak tam napisano w odpowiedniej kolejności"...

Gdzie tu relaks, gdzie tu radość. :)

To takie sztuczne otępiacze na zasadzie "jestem grzeczną dziewczynką, robię tak jak mnie nauczono". Sztuka nad jakość.

Nie ma w Tym Ciebie, nie odnajdujesz w tym siebie. :)

 

Chaos, brak spójności. Brak stałych, sprawdzonych rozwiązań.

 

Jak sie nazbieral gruz z calego zycia, trudno po paru m-cach wejsc na szczyt i zobaczyc raj, zamiast kamulcow.

To jest praca, np. wiesz jak trudno jest prawidlowo oddychac podczas medytacji?

coraz lepiej mi idzie, ale nie jestem nawet w polowie drogi, zwlaszcza, ze zycie potrafi dowalac coraz to nowe no powiedzmy, juz nie glazy, a kamyczki:usmiech2:

 

Pozdrawiam

Anika

Link to comment
Share on other sites

Anika, te sny to właśnie ten gruz który Ci się uzbierał i ruszył w trakcie oczyszczania medytacją. Zjawisko takich "demonicznych" snów wcale nie jest czymś dziwnym w trakcie oczyszczania się- po prostu podświadomość w której siedzi ten śmietnik jest do niego przywiązana i nie bardzo chce się z nim rozstać :)

Generalnie ja bym powiedziała, że charakter snów skazuje na problem ze słabym splotem słonecznym (nie możność znalezienia kartki, problemy z pozbyciem się pijawek), być może jest za słaby :) Można też podejrzewać, że masz na utrzymaniu jakiegoś wampirka energetycznego- pijawki :)

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68
Anika, te sny to właśnie ten gruz który Ci się uzbierał i ruszył w trakcie oczyszczania medytacją. Zjawisko takich "demonicznych" snów wcale nie jest czymś dziwnym w trakcie oczyszczania się- po prostu podświadomość w której siedzi ten śmietnik jest do niego przywiązana i nie bardzo chce się z nim rozstać :)

Generalnie ja bym powiedziała, że charakter snów skazuje na problem ze słabym splotem słonecznym (nie możność znalezienia kartki, problemy z pozbyciem się pijawek), być może jest za słaby :) Można też podejrzewać, że masz na utrzymaniu jakiegoś wampirka energetycznego- pijawki :)

 

Witaj:)

 

Ufff...nocka bez wiekszych koszmarkow, juz na pewno nie takich:)

 

Wampirka poszukam! wredota, bedzie ze mnie wysysal resztki energii !grrr....:nerwus:

 

A jak temu splotowi dodac sily?wiesz? oprocz ukatrupienia wampirka oczywiscie:)

 

Dzieki za interpretacje i zycze mielego wtorku:)

Anika

Link to comment
Share on other sites

Hmmm są różne sposoby na pracę z czakrami. Chyba najskuteczniejszy to ten kiedy znajdujesz przyczynę słabości w sobie. Można oczywiście wesprzeć się różnymi dodatkowymi sposobami jak wizualizacje, przebywanie na słońcu (splot słoneczny to słońce) czy mudry. Ja chętnie korzystam z mudr, ale to już co kto lubi :)

To samo dotyczy wampirka- dobrze jest się zastanowić czemu pozwalam na podjadanie nas, co takiego mamy w sobie:)

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68
Hmmm są różne sposoby na pracę z czakrami. Chyba najskuteczniejszy to ten kiedy znajdujesz przyczynę słabości w sobie. Można oczywiście wesprzeć się różnymi dodatkowymi sposobami jak wizualizacje, przebywanie na słońcu (splot słoneczny to słońce) czy mudry. Ja chętnie korzystam z mudr, ale to już co kto lubi :)

To samo dotyczy wampirka- dobrze jest się zastanowić czemu pozwalam na podjadanie nas, co takiego mamy w sobie:)

 

dziury jakies mam i latwo wyssac chyba....:glupek2_na:

 

gdzies tez czytalam, ze energia moze wyciekac, uciekac, cos podobnego...jakimis kanalami i widac to jak ktos widzi aure czleka...

 

wampirki moge miec w pracy, bo tam glowny stresol jest...chyba, ze jakis wampirek niewidzialny, to juz nie wiem...

 

ech...ciezkie jest zycie ludzia...:bukiet_na:

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68
Ja tu zauważam jeden paradoks w medytacji a mianowicie skupienie się na Bogu otwiera nas na świat.

Ale wracając do zagadnienia ja medytację również rozumiem jako skupieniem myśli i rozważanie jednego tematu tak dogłębnie oczywiście modlitwa do Boga ( nie mechaniczne klepanie "zdrowasiek") jest bardzo zblizona do medytacji a daje jedna bardzo istotną rzecz a mianowicie ochronę przed "nieproszonymi gośćmi" bo rozmawiamy z Istotą która sama w sobie jest jedną wielką ochroną. Reasumując lepiej się gorliwie modlić niż byle jak medytwać i w tej kwestii pewnie sie zgadzamy.

Pozdrawiam Kaffusiu !

Sławomir

 

Mnie medytacja bardziej pasuje do nie skupiania sie, nie myslenia:)

ewentualnie wizualizacji...

 

Pozdrowka

Anika

Link to comment
Share on other sites

Guest Anika68

Zastanów się, czy te opory wynikają ściśle z chrześcijaństwa, z którym się już nie utożsamiasz - czy po prostu są Twoim własnym znakiem ostrzegawczym.

Twojego jestestwa. Prawem naturalnym w Tobie. Które może zostawać właśnie naruszane.

 

Czy cel jaki osiągasz - to cel którego szukasz w swoich praktykach duchowych.

I czy to odpowiedni kierunek.

 

Ja już nie będę przynudzać w tym temacie. :)

 

Pozdrawiam Wszystkich czytających! ;)

 

Mozesz przyznudzac:)

 

Mysle, ze to rozsadek, logika, płaty mozgolowe;)

Kazda moc mozna wykorzystac zle, kogos skrzywdzic, rowniez siebie, wykorzystac do zlych celow. Ale ponoc to wraca, wiec nie wiem czy warto...chyba, ze ktos przeszedl na ciemna strone mocy:chytry_na:

W chrzescijanstwie tez sa rozne dary, a przeciez nie zawsze wykorzystywane byly do szczytnych celow:)

 

Milusiej srody:)

:chytry_na:

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • Biurowy
      By Biurowy
      Byłem jakby u siebie, ale pokój był zupełnie inny, wysoki sufit i prawie bez mebli, było jedynie łóżko i półka na książki. Pokój jakby był przeznaczony do remontu, malowania. Gdzieś pojawiła się postać niskiego człowieka, prawie jak hobbita, to był diabeł, nie bałem się go zupełnie. Chciał mnie przestraszyc w jakis sposób, ale nie bałem sie go, odczułem nawet w jakis sposób przyjazne podejście do niego. Ja go widziałem ale poza mną nikt inny. Rozmawiałem z moim tatą, a szatan ciągle mnie rozpraszał mówiąc coś w tym samym czasie, zagłuszając moje myśli i słowa. W jakiś sposób panowałem nad diabłem, nie pozwalałem mu źle się zachowywać, traktowałem go jak kolegę, bez lęku. Nie mogłem odgonić go w imię Jezusa, bo powiedział, że zajmuję się tarotem i odmawia mi takiego prawa. Sytuacja przenosi się na klatke schodową w bloku z cegły. Diabeł stał na "balkoniku klatki" bawił się pająkiem spuszczając go na sieci w dół i w górę za plecami mojego taty, który tam stał (był chyba tez mniejszy pająk tam). Pająk był duży i niejadowitym, jak tarantula. Nie wzbudzało to we mnie lęku, dodatkowo było parę innych małych pająków. Spuszczał je na klatce schodowej na pojedynczej pajęczynie, a ja kazałem mu przestać i przestawał. Obecność diabła mi nie przeszkadzała, nawet traktowałem go jak kolegę, którego tylko ja widzę. Chociaż wiedziałem, że bardzo trudno go będzie upilnować, mi nie przeszkadzał bo nie czułem żeby mógł mieć władzę nade mną, wręcz przeciwnie to ja miałem nad nim w pewien sposób.
       
      Jak to rozumieć?
    • ssandi
      By ssandi
      Witam.
       
      Wczoraj zasnęłam po południu i miałam bardzo dziwny sen. Proszę o jego interpretację, gdyż mnie niepokoi.
       
      Śniło mi się, że szłam przez moje obecne miasto zamieszkania, jednak momentami wyglądało jak zmodyfikowane moje miasto rodzinne. Pisałam smsy z moim chłopakiem, z którym miałam się spotkać na dworcu autobusowym, w kierunku którego zmierzałam. Dodam, że w moim śnie dworzec ten znajdował się w swojej starej lokalizacji, niż tam gdzie jest obecnie położony. Z smsów pamiętam tylko tyle, że dostawałam od chłopaka smsy o treści: "gdzie jesteś?", "za ile będziesz?", a ja odpisywałam coś w stylu "już niedługo".
       
      Przechodziłam przez centrum miasta, które w połowie wyglądało jak miasto mojego obecnego zamieszkania, a w połowie jak zmodyfikowane (tzn. nie wyglądało dokładnie tak jak w rzeczywistości, jednak wiedziałam co to za miasto) miasto rodzinne. Ostatecznie nie dotarłam na dworzec, a mój chłopak nie występował we śnie. Było słonecznie, a niebo bezchmurnie, było ciepło. Drzewa były zielone i miały liście. Nagle zobaczyłam wielu kibiców z mojego rodzinnego miasta, ubranych w pomarańczowe koszulki, którzy śpiewali piosenki kibicowskie. Pamiętam, że było ich bardzo wielu, bardzo dobrze się bawili i stali wzdłuż takiej długiej, podłużnej poręczy na chodniku. Wtedy nagle zjawiła się moja mama i powiedziała, że jakiś kibic ma do mnie pytanie. Okazało się wtedy, że jestem kelnerką i mam na sobie fartuszek. Pamiętam, że zdziwiłam się, że jest ciepło i nie marznę, bo powinna być zima, a było ciepło jak latem, choć zdaje się, gdzieniegdzie leżał śnieg. Podeszłam do baru. Mieścił się w podłużnym drewnianym budynku, na którym były szyldy marek piwa, a na zewnątrz były długie, podłużne, drewniane stoły. Mama wskazała mi kibica, który siedział po drugiej stronie stołu. Miał ok. 30 lat, miał na sobie niebieską koszulkę. Pamiętam, że grzecznie wypytywał mnie o jezioro, a ja udzielałam na nie odpowiedzi, byłam zorientowana w temacie. Nie pamiętam teraz dokładnie treści pytań i odpowiedzi. Jednak ta rozmowa o jeziorze sprawiła, że musiałam się nad nie wybrać, by coś sprawdzić.
       
      Pamiętam, że zeszłam schodkami w dół z piaszczystej górki. Za mną pozostawała część rozrywkowa miasta. Stałam kilkanaście metrów od linii jeziora. Co ciekawe, jezioro znajdowało się w centrum miasta zamieszkania. Była piękna pogoda, ciepło, niebo bezchmurne. Ciężko mi określić wielkość jeziora, ale widziałam tataraki wzdłuż brzegu i jakiś drewniany pomost w tle. Ja znajdowałam się w małej, piaszczystej zatoczcce. Nad samym brzegiem jeziora było drzewa, którego liściaste, zielone gałęzie, zwisały nad taflą wody. Jeziora zaś było czyste, woda niebieska, spokojna. Na plaży krzątało się kilku kibiców, jednak ubranych normalnie, a nie w barwy klubowe, którzy porządkowali teren. W oczy rzuciła mi się biała, przydrożna kapliczka, wewnątrz której była Maryja odziana w niebieskie szaty, wykonująca gest błogosławieństwa. Kapliczka była bardzo blisko brzegu jeziora, na jej szczycie znajdował się mały krzyż. Niedaleko kapliczki, na niewielkim piaszczystym wzniesieniu, był wbity w ziemię krzyż przydrożny z jasnego drewna. Przed nim klęczał biały anioł ze skrzydłami, który się modlił. Wydaje mi się, że przez chwilę na mnie patrzył. Jeden z kibiców w ramach porządkowania terenu, wyrwał krzyż z ziemi i przeniósł go w inne miejsce na plaży.
       
      Jezioro nadal było spokojne, ale wyłoniły się z niego kilka, może 3-4, zombie. Kibice, anioł i kapliczka zniknęli. Wciąż było pogodnie i słonecznie. Wiedziałam, że mam do czynienia z martwymi stworzeniami. Zombie były wielkości młodych, dorosłych mężczyzn. Były ubrane normalnie, jednak ich odzież była zabłocona. Poruszały się bardzo powoli, były ustawione w trójkątnym szyku. Ten, który był najbliżej mnie miał powykręcane, niesymetryczne ciało, powykręcaną zieloną twarz, zdaje się pokrytą bąblami. Nie pamiętam jak wyglądała reszta, jednak też była odrażająca. Zerwałam się z miejsca i szybko pobiegłam do mamy. Siedziała przy stole koło baru, gdzie było pełno ludzi: kibiców i jakiś zwyczajnych. Powiedziałam jej o zbliżających się zombie, które wyłoniły się z jeziora, wiedziałam, że idą tu skrzywdzić ludzi i bardzo się bałam, ale moja mama zbagatelizowała moje wieści, mówiąc, że wymyślam i nie ma się czym przejmować, po czym oddała się dalszej beztroskiej zabawie z kibicami.
       
      Obudziłam się z poczuciem strachu. Kiedy widziałam te zombie, realnie czułam strach.
       
      Od razu mówię, że w rzeczywistości nie mam styczności z kibicami i nie jestem kelnerką. Nie lubię także motywu zombie w filmie czy w literaturze. Jednak ostatnio ciągle słyszę o śmierci osoby dla kogoś bliskiej (np. przed Wielkanocą zmarła mama mojego kolegi). Czy to może być powiązane?
       
      Co ten sen może oznaczać?
       
      Proszę o interpretację.
    • mate33
      By mate33
      Witam,
      pierwszy raz piszę na tym forum.
      Mam pewien problem, który po krótce przedstawie.
      Chodzi o moją relacje z dziewczyną, która uległa rozpadowi, a zaczęło to się dziać po tym jak dziewczyna pojechała w tym roku na konwent ezoteryczny do Gdańska i poznała tam pewną starszą parę ezoteryków. Do tego czasu związek nasz był udany i tryskał miłością, a na wspólnym naszym zdjęciu widoczny był nawet róż. Codzienne sms i wogóle super kontakt. Po konwencie dziewczyna zaczęła się dziwnie zachowywać, unikać kontaktu. Tydzień później spotkaliśmy się w pewnym mieście gdzie mieliśmy się udać do jej "nowo" poznanych znajomych. Umówiliśmy się na rynku, ale "coś" blokowało nasze spotkanie przez 2 godz! Zaraz po naszym spotkaniu pojawiła się ta kobieta i widząc nas z zachwytem oznajmiła "och jaka piękna prawdziwa miłość". Od razu miałem co do niej dziwne odczucie. Pojechaliśmy do niej. Dziewczyna jak by w nią zapatrzona. Na miejscu poznałem jej partnera, taki "blado wampiryczny" typ, a w domu wielgachny ołtarzyk różnych bóstw i w ogóle ezoteryczny klimat. Różę, którą podarowałem mojej dziewczynie on wziął i sobie zostawił (nie wiem czemu ale jak bym był w jakimś amoku, że nie umiałem zareagować), a wogóle to strasznie adorował moją dziewczynę mnie ignorując jakby. Przespaliśmy się u nich i następnego dnia pojechaliśmy z nimi na 3 dniową wycieczkę. Wspomniałem dziewczynie na osobności, że nie podobają mi się i ich "nie czuje", a dziewczyna na ogół łagodna i spokojna, z wielką złością i agresją strasznie ich broniła, ludzi których ledwo co poznała! Potem miała miejsce dziwna sytuacja, pojechaliśmy na wodospad i ku mojemu zaskoczeniu dziewczyna się rozebrała, wskoczyła pod wodospad, a ten typ jej robił zdjęcia wbrew moim upomnieniom, a potem dziewczyna podeszła do niej i jak by przed nią klękła na boku i coś tam gadały. Mieliśmy wyjechać po 3 dniach, bo mieliśmy inne plany, ale dziewczyna nagle chciała zostać z nimi i w ogóle zmieniać plany. Ruszyliśmy jednak 2 dni później. Lecz z każdym dniem nasza relacja zaczęła się pogarszać, a dziewczyna dziwnie się zachowywać. Pojechaliśmy na rainbow na Słowację i w całym tym tłumie ludzi znalazła nas parka młodych ludzi, którzy tylko spytali się (lecz jak by utwierdzili się tylko), że jesteśmy znajomymi od tych ludzi i znikli (strasznie dziwne to!). Z planów dłuższego pobytu (a czułem się tam dziwnie strasznie) po 4 dniach wyjechaliśmy do kraju i Krakowie pomimo wcześniejszych naszych wspólnych planów dziewczyna mnie opuściła i odjechała. Oczywiście początkowo starałem się działać i walczyć o związek. Po miesiącu spotkaliśmy się lecz skończyło się na irracjonalnych zachowaniach z mojej jak i jej strony (jak by ktoś mną sterował!). Nazajutrz wyjechała, znów moje próby nawiązania kontaktu, lecz w niewielkim stopniu działały. Pytając się dziewczyny jaki jest powód rozstania nie udzieliła mi do dziś jednoznacznej odpowiedzi. Nawet napisała, że nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Kilka dni temu "przypadkiem" spotkaliśmy się na ulicy lecz była całkiem zablokowana na mnie i po chwili rozmowy odeszła.
      Mam przypuszczenie, że ta para ezoteryków rzuciła jakiś urok czy coś na nas i przejęła jak by kontrole nad moją dziewczyną. Dziewczyna jest młoda i była to jakby pierwsza jej styczność ze światem ezoteryki i obawiam się, że ktoś mógł to zauważyć czy też odczuć i wykorzystał to. I w ogóle na tym konwencie poznała jakąś dziewczynę która jej powiedziała, że jest pierwszy raz narodzona w tym świecie, że jesteśmy rodzeństwem i w ogóle.
      Proszę o pomoc wszelkie osoby jasnowidzące, mające wgląd czy potrafiące zweryfikować tę sytuację.
      Psychicznie podupadłem strasznie, nie potrafię przestać myśleć o dziewczynie, a bardzo mi zależy, zresztą przed tą całą sytuacją, dziewczyna była również zapatrzona we mnie, zresztą pierwszy raz czułem, że komuś na mnie zależy.
      Mam oczywiście nasze wspólne zdjęcie jak i zdjęcie tej kobiety, którą podejrzewam o dokonanie złego czyny.
      Proszę pomóżcie bo sobie już nie radzę z tym wszystkim. Dziękuje
    • greenheels
      By greenheels
      Witam,
      Mój chłopak lubi różne gady, obecnie ma 4 pają ki ptaszniki w terrariach i bardzo by chciał mieć węża, ale skutecznie wybijam mu ta myśl z głowy.
      Ostatnio śniło mi się, że byłam u niego, a dwa węże, żólty i zielony, na jakichś gałęziach, wiły się na suficie nad nami i prosiłam go, żeby je zabrał, bo się boje imam wrażenie, że ten żółty się na mnie czai, i pokłóciliśmy się o to. I ja wyciągnęłam rękę w górę, a w tym momencie żółty "puścił" się gałęzi częściowo gryząc mnie w prawą dłoń od zewnątrz. I chwile później obudziłam się przerażona i nie mogłam zasnąć.
      Czuje, ze ten sen miał dla mnie jakis przekaz więc proszę o interpretacje.
    • motyl69
      By motyl69
      Hej czy może ktoś spróbować zinterpretować mój sen.. nie daje mi spokoju, cały dzień chodzę zdenerwowana i czuję lęk..
       
      Śniło mi się, że jestem chora (nie wiem na co) żeby się pozbyć choroby muszę połknąć węża. Wąż był ogromny ok 3-4m, czarny, nieżywy, na moich oczach ktoś odrąbał mu pół głowy tak że została tylko jego żuchwa. Musiałam na szyji ciasno zawiązać sobie sznurek aby go nie zwymiotować podczas połykania.. Sprawdziłam czy jest dobrze, po połknięciu ssało mnie od środka i czułam ból, nie było szans, że cokolwiek ze mnie wyjdzie po połknięciu. Węża miałam połykać od ogona i jego pół głowy miało wystawać z moich ust, po to by go później wyjąć.. Podczas połykania.. nastąpiła zmiana zamiast w gardło.. mój chłopak wkładał mi dziwne przedmioty do pochwy.. węża miałam połknąć nieco później, bardzo się tego bałam. Nastąpiła zmiana.. i zobaczyłam moją koleżankę która się powiesiła. Niedaleko niej był mąż przyjaciółki (mają teraz problemy małżeńskie i są na skraju rozstania). Poinformowałam innych przyjaciół, że tamci się powiesili... Przyjaciółka, której mąż się powiesił.. pochwaliła mi się, że go trącała, żeby obijał się o słup.. miała to być ich nowa chora erotyczna zabawa.. Tylko że on nie żył..
       
      Bardzo dziwny sen.. ciągle mam w głowie tego gigantycznego węża... i obraz znajomych, którzy wisieli...
       
      Bardzo proszę o interpretację..
×
×
  • Create New...