Jump to content

15.10.09 - Spotkanie z dawnym przyjacielem po latach.


Michcioboom
 Share

Recommended Posts

14-15.10.09 Środa-Czwartek

 

 

Jestem na jakiejś belce lub desce nad dość dużym dołem w podłodze prawdopodobnie w jakimś budynku. (Nie jest mi wygodnie)

Na dole jest ciemmno, bardzo nie wiele widać ale dostrzegłem tam swojego starego towarzysza który zdezerterował i uciekł (to druga część snu i nie pamiętam jego imienia) z jakiejś wioski czy czegoś takiego. (czułem złość)

Krzyczał coś do mnie lecz nie pamiętam co, ja mu odkrzyknąłem i rzuciłem coś metalowego co miałem przy ręce, coś wyglądającego jak duży masywny shuriken tylko tępy. (wyładowałem się)

Krzyczał że mu rękę zmiażdżyłem gdyż leżał krzyżem przygnieciony drewnem i betonem na brzuchu oraz prawej ręce w którą trafiłem tym metalowym czymś. (zrobiło mi się przykro, że zaatakowałem przyjaciela, w dodatku nie mogącego się bronić)

Ja mu odkżyknąłem że tylko lekko skaleczyłem przyglądając się uważnie. (skrucha, po tym że nagle stał się ludzki a nie jak gdy zdezerterował)

Wtedy powiedział bym poszukał mu jakiejś zbroi czy pancerza. (cieszyłem się, że się nie obraził)

Zgodziłem się i odszedłem, poszedłem do czegoś jakby rury klimatyzacji.

Znalazłem dwa choć nie wiem gdzie były i poszedłem po trzeci. (lekkie zmęczenie)

Byłem na deskach pod samym strzelistym dachem i przeszedłem przez rurę klimatyzacyjną. (strach lekki)

Znaczy tylko zniszczyłem cienką osłonkę wejścia i po drugiej stronie zobaczyłem dalszy ciąg belek i poddasza oraz uchwyt, coś jak poręcz przy schodkach do sklepu.

Wtedy się obejżałem i zobaczyłem że towarzysz się wydostał i siedzi skulony pod ścianą. (radość)

Obróciłem się spowrotem i złapałem się tej poręczy po czym odskoczyłem i znalazłem trzecią zbroję, dwie poprzednie wsadziłem do kieszeni ( : D ) a trzecią miałem w ręce. (poczucie spełnienia)

Były to stare zbroje które pamiętam już z pierwszej części snu.

Gdy się puściłem, byłem w jakiejś jaskini z przepaścią i tylko jednym pasem ziemi na którym stałem obok przyjaciela. (pewność siebie)

Poprosił o zbroję więc chciałem mu dać tę którą trzymam, lecz powiedział że to zwykła mongolska (lub wojownicza, nie pamiętam) więc sięgnąłem pozostałe.

Jedna była niebiesko-żółta a druga aksamitna czerwona, obie królewskie.

Gdy rozwinąłem niebiesko-żółtą pokazało się łoże z śpiącym, może martwym królem.

Podskoczyłem i zaczęłem chwilowo latać trzymając tył łóżka za oparcie takie jak są w szpitalnych łóżkach.

Towarzysz ostatecznie założył tą mongolską, mówiąc że i tak się zdobędzie królewską złotą, mongolska była żółta, szarawa, w ciemniejsze paski. Solidnie zrobiona.

Wyruszyliśmy.

Nagle w wędrówce natrafiliśmy na miejsce dziwne, było tam coś w rodzaju schodka z ziemi, na którym postawiłem prawą nogę. (zamyślenie)

Oraz obok jakby schody na których się siedzi (drewniane).

Powiedziałem "Tutaj straciłeś kiedyś towarzysza" , odpowiedział "Tak, w drodze powrotnej" , powiedziałem "Ale tutaj" . (zadowolenie)

Zaczął opowiadać a ja to widziałem w oczach:

Widziałem dwóch mężczyzn jadących na koniach w zbroi podobnej do tej mongolskiej. (ciekawość)

słyszałem także towarzysza jak opowiadał "Jechaliśmy tam atakowani przez kogoś, gdy wjechaliśmy do bramy on [tu imie] nie wytrzymał i zawrócił". (strach)

Podczas tego widziałem jak mężczyźni wjeżdżają w ciemną, jakąś bramę zamkową (my z tamtąd przed chwilą chyba wyszliśmy). (zamyślenie)

Nagle zaraz po tym jak wjechali padła strzała przed wejściem, prawdopodobnie wroga i wyjechał mężczyzna na brązowym koniu z wojennym okrzykiem. (strach)

Skręcił w prawo i za nim towarzysz mój na białym koniu który także tam skręcił. (strach)

Teraz widziałem kilkoro ludzi strzelających z łuków, wśród nich przyjaciel i jego dawny towarzysz. (smutek)

Chowali się za czymś w rodzaju paskowanego muru, przy kolumnie jednej mieścił się człowiek bokiem, było tych kolumn wiele. (smutek że zaraz jego przyjaciel zginie)

Wszyscy do siebie strzelali z łuków lub kusz. (przygnębienie)

Pociski wroga odbijały się od tego pseudo muru. (iskra nadziei)

Chwilowo byłem jednym z wojowników który się schował po nie tej stronie muru, szybko uciekłem w stronę drugiego końca i już miałem się schować, gdy się nagle obraz się przeniósł.

Byliśmy teraz kawałek dalej przy jakiś trawach, było nas trzech. (strach, że nie ma gdzie uciec)

Towarzysze coś do mnie mówili, lecz nie pamiętam co. (myślenie)

Widziałem coś dużego zbliżającego się w naszą stronę od łąk. (strach)

Miałem pochodnię w ręku więc podpaliłem trawy. (nadzieja)

Ogień szybko się rozprzestrzeniał, jeden z towarzyszy był wśród traw, a my dwaj obok siebie przy murze. (zaciekawienie)

Słyszałem jeszcze tylko śmiech i się obudziłem.

 

Tego dnia nie działo się wiele, był dzień nauczyciela więc nie szło się do szkoły, poprzedniego dnia we wtorek miałem wycieczkę do warszawy, a że wymiotuję w autobusie, ciężko ją zniosłem.

Jednakże na wieczór przypomniało mi się że w czwartek mam konkurs z matematyki, trochę się pokłóciłem z rodzicami i siostrą, pouczyłem się po czym jak usłyszałem że siostra nie idzie w piątek do szkoły bo ma konkurs.

Postanowiłem także nie iść do szkoły, rodzicom pomysł ten się nie spodobał ale ostatecznie nie poszedłem.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...