Jump to content

Najdziwniejszy i najbardziej realistyczny sen ever.


rosomak37
 Share

Recommended Posts

Witam!

 

Proszę o dokładną interpretację tego, jakże dziwnego snu. Był on tzw. snem świadomym, mogłem w nim często decydować co robić.

 

Ostatnio w moim życiu dzieją się dziwne rzeczy, bo ja już tak mam, że moje życie jest bardzo ciekawe. Podam kilka informacji, które mogą być przydatne przy interpretacji. Trzy tygodnie temu zostawiła mnie narzeczona. To ona jest opisana w tym śnie jako czarnowłosa kobieta. Byłem z nią rok, ale byłem (i nadal jestem) pewien, że to było właśnie to. Powiedziała, że nadal mnie kocha i jak zmienię niektóre zachowania, to do mnie wróci, bo ją raniłem. Typowa gadka, nie zostawia się kogoś jak się go kocha, ale niech będzie, była ze mną więc musi mieć swoje odchyły. Nigdy mnie nie okłamała, teraz też z nikim nie jest, jak podają moi przyjaciele. Ogólnie brzmi to chamsko, dlatego olałem ją i utraciłem wszelki kontakt – tylko w ten sposób mogę sprawić, aby zechciała do mnie wrócić, pokazując, że bez niej świetnie sobie radzę, aby zachciała walczyć i zauważyła, że utraciła coś wspaniałego – bawię się więc i spotykam z innymi, udając, że wszystko jest si. Takie dziwne kobiety już są i trzeba z nimi dziwnie postępować. Więc niby ją olewam i nie mam kontaktu, a jednak próbując ją nawet wyrzucić z myśli, nie mogę. Chcę wiedzieć czy z nią wszystko w porządku, czy nie jest chora itd. No nie ważne. Jest jeszcze taka sprawa, byłem zazdrosny o jej kolegę z uczelni, który jej pomagał w nauce. W sumie tym, że byłem zazdrosny, pokazałem, że jestem słaby i że on jest zagrożeniem, czym w jej podświadomości rozbudziłem jej chęć do bycia z nim. Z tym, że on się jej nie podoba. Nie jest z nim, nie chce być (tak słyszeli jej znajomi od niej, podstępem to wyciągnąłem), on nie jest w jej typie. No bo to taki frajer jest trochę, teraz się zastanawiam, jak mogłem być o niego zazdrosny ;/ No nie ważne. Kolejna rzecz – przyjaciel, który się pojawia w śnie – to jest były mojej byłej narzeczonej, jej pierwszy facet. W sumie to mu ją odbiłem, wcześniej mu mówiąc, że się w niej zakochałem i ma jej pilnować, bo nie chcę być przeciwko niemu. Odpuścił, stwierdzając, że mamy tego nie zepsuć. Pozostał naszym przyjacielem, odsuwając się jednocześnie w cień. Nadal nie rozumiem tej wspaniałomyślności… A teraz pojawia się w tym śnie w takim dziwnym miejscu… Ważna także informacją jest, że odzyskałem utracony kontakt z moją poprzednia dziewczyną, spotkaliśmy się kilka razy. Okazało się, że ona nadal mnie kocha, ale ja nie daję jej nadziei, choć czasem chciałbym czuć do niej to, co czuję do narzeczonej, bo była dziewczyna okazuje i okazywała mi więcej serca. Zawsze jest tak, że pragniemy tego, co nieosiągalne… Przejdźmy do snu.

 

Pojawiłem się w pałacu. Ściany były jasnopiaskowego koloru, takiego jak w grze Harry Potter i komnata tajemnic, kto widział ten wie. Okna duże, przejrzyste, pałac mniej więcej XVII wiek. W środku było jasno, ponieważ był bardzo słoneczny dzień. Po pałacu, który był hotelem, przechadzało się sporo ludzi, wszyscy elegancko ubrani, jakby był to jakiś bal, choć światło wskazywało, że było dopiero południe. Były drewniane duże schody. Co było później, nie pamiętam – następną rzeczą, na jaką zwróciłem uwagę, to była jakaś łazienka, choć może wcale jej w śnie nie było… Jasne pomieszczenie z białymi płytkami, słoneczne. Nie wiem jednak, czy sobie nie dorobiłem tej wizji już po obudzeniu. Przejdźmy dalej. Pamiętam, że wszedłem do pewnego pokoju, dużego, pałacowego. Mógł mieć 10 metrów w głąb i na szerokość jakieś 6. Ściany po lewej stronie nie widziałem, nie zwróciłem na nią uwagi, ale była to pewnie zwykła ściana. Naprzeciwko mnie, też zwykła ściana, mógł być tam jakiś obraz, ale nie wiem. Wiem, że dalsza część pomieszczenia była mniej oświetlona, ze względu na okno, które znajdowało się na ścianie prawej, ale nie zajmowało jej całej długości. Pod oknem stało drewniane łóżko, a na nim, ku mojemu zdziwieniu ujrzałem leżącą moja była, którą wciąż kocham i jej byłego, mojego poprzednika, który był i nadal jest (o dziwo) moim przyjacielem. On leżał pod oknem nieruchomo, z głową w moją stronę, na brzuchu, blond włosy ułożone były tak, że nie było widać jego twarzy, jednak od razu go rozpoznałem. Owinięty był w białe, zmięte prześcieradło, tak, że wystawała tylko głowa. Obok niego leżała, wsparta na łokciach moja była, tez owinięta w prześcieradło. Było widać, że pod nim nic nie ma. Przeszła mnie wtedy myśl, że na pewno oni tego ze sobą nie robili, ale może sam chciałem siebie upewnić, nie wiem. Miała rozwichrzone, rozlokowane czarne włosy, ciemniejsze niż zawsze. Wyglądała tak, jak kiedyś gdy byliśmy razem w górach. Elegancko i wyzywająco. Trochę strasznie. Na ustach miała szminkę, a na szyi jakiś łańcuszek z zawieszką. Patrzyła na mnie z przenikliwym, wiedźmowym uśmiechem. Była piękna. Pamiętam, że podszedłem do przyjaciela i spojrzałem na niego. Odsunąłem mu włosy z twarzy. To na pewno był on. Wyglądał jakby spał, ale nie mam pewności, możliwe że nie żył. Choć przeszła mnie myśl, że żyje. Odsunąłem się krok do tyłu, a ona zaczęła wstawać. Jej bosa stopa pojawiła się na czerwonym wielkim dywanie, który zajmował całą powierzchnię pokoju. Stała owinięta w prześcieradło i patrzyła na mnie z triumfującym uśmiechem. Przypomniała mi sukuba, potwora, który uwodzi, uprawia seks, a następnie zabija ofiarę.

 

Obraz zniknął. Schodziłem po pałacowych schodach, które wychodziły na wielką, jasną salę. W niej ustawione było mnóstwo kwadratowych stolików z białymi obrusami, przy nich siedziały pary. Za stolikami była ściana z olbrzymim oknem, poprzecinanym wspornikami. Pomieszczenie było bardzo słoneczne, za nim widać było park. Czułem niesmak przez to, co widziałem (byłą z byłym/przyjacielem), ale nie dziwiło mnie to za bardzo. Wyszedłem do tego parku, chociaż nie mam pojęcia jak to zrobiłem. Tam także panie w sukniach z parasolkami przeciwsłonecznymi i panowie w smokingach, przechadzali się. Pałac ustawiony był na lekkim wzniesieniu, chcąc zejść na dół zauważyłem małą dróżkę wydeptaną w trawie, długości mniej więcej 4 m, kąt nachylenia jakieś 30 stopni. Była nieco błotnista, nie wiedziałem jak złapię przyczepność. Ześlizgnąłem się po niej na doł, balansując, aby się nie przewrócić. Pod koniec drogi poślizgnąłem się i upadłem. Wstałem szybko, mając nadzieję, że nikt tego nie widział i nikt nie będzie się ze mnie śmiał. Będąc już na dole poszedłem kawałek do przodu, i spojrzałem na marynarkę. Przewróciłem się na lewy łokieć i w tym miejscu marynarka była brudna od błota. Poszedłem dalej ścieżką, w stronę słońca. Po prawej ode mnie, nieco wyżej znajdowała się mało ruchliwa ulica, a za nią zabytkowe budynki secesyjne. Po lewej zaś pasmo drzew, równoległe do dróżki, która szedłem, a za nim kolejna dróżka. Przeskoczyłem między drzewami i poszedłem lewą dróżką. Jeszcze bardziej po lewej był druciany płot, a za nim jakieś hałdy ze żwiru czy śmieci. Czarne góry. Poszedłem do przodu i za jakieś 200 metrów wyszedłem na ulicę, za którą nie było budynków. Nie wiem co tam było, plac? Skręciłem w lewo. Nie było chmur. Nadal szedłem wzdłuż płotu drucianego, a za nim były góry ze śmieci. Podszedłem do śmietnika, koło jakiś straganów. Otworzyłem go i wyrzuciłem do niego przytulankę, pieska, którą wyjąłem z plecaka. Zawróciłem. Kawałek dalej zastanowiłem się i stwierdziłem, że przecież mogę tą Przytulankę sprzedać na allegro. Zawróciłem i otworzyłem śmietnik. Pani ze straganu powiedziała „właśnie, przecież możesz sprzedać te zabawki”. Obok mnie pojawił się chłopak, mógł mieć 18 lat lub mniej, krótko obcięte ciemne włosy, młodzieńczy wąsik, chudy, ubrany w zwykłe ciuchy. Był dla mnie przyjazny, choć w ogóle go nie znałem. W koszu było teraz dużo więcej Przytulanek. Zacząłem w nim grzebać i wyciągać ich coraz więcej, on też wyciągał. Inne śmieci znikały, w końcu w koszu były same Przytulanki. Nagle kosz płynnie zmienił się w stół z białą ceratą czy obrusem, taki jak na straganach. Na nim stały Przytulanki oraz metalowe figurki z brązu, mosiądzu, miedzi, z różnymi szlachetnymi kamieniami. Powiedziałem do chłopaka, który też wybierał ze mną Przytulanki, że wezmę jeszcze tą – i pokazałem na jakąś figurkę z brązu, która miała jakiś biały jasny kamień na górze. Przecież to nie będzie kradzież. Wszystkie te figurki były małe, miały maks 7 cm wysokości. Ta akurat miała dużo rąk, wyglądała jak jakiś hinduski bożek, a z białego lśniącego kamienia była chyba wykonana głowa. Nie wziąłem jej jednak. Obudziłem się.

 

Co to znaczy? Jeszcze raz proszę o dokładną interpretację. Pozdrawiam!

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...