Jump to content

jak to opowiedziec?


bak
 Share

Recommended Posts

witam wszystkich chcialbym zapytac co moze znaczyc taki sen: znalazlem sie w jakiejs dzungli byl tam krokodyl schowany za dosc duzym lezacym pniem drzewa jak sie troche podsunalem chcial mnie zaatakowac. Nie jestem pewien co sie dalej stalo ale chyba odskoczylem i nic mi nie zrobil i obudzilem sie. czy ktos wie jak to zinterpretowac?

Link to comment
Share on other sites

bak, chyba ostatnio nieco się pogubiłeś... postaraj się pozbierać, bo czyha na Ciebie jakieś utajone niebezpieczeństwo. Jeżeli we śnie uskoczyłeś przed paszczą krokodyla, to znak, że powinieneś sobie poradzić.

 

 

Pozdrawiam.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • Kuroi Neko
      By Kuroi Neko
      Hej. Miałam dziś niesamowity sen, proszę o pomoc w interpretacji!
       
      Śniło mi się, że byłam w lesie, las był duży, nieco ponury, z szerokimi wydeptanymi drogami oraz ogromnymi drzewami, pokrzywionymi, powyginanymi, też jakimiś takimi nieco ponurymi, ale przede wszystkim były olbrzymie, silne, stare. Szłam lasem na imprezę, która miała się odbyć gdzieś w środku lasu, w pobliżu też szło parę osób, więc czułam się bezpiecznie, w sensie widziałam, że oni też się tam wybierają, nie byłam więc sama w gąszczu drzew itp, powoli się już ściemniało, choć ogólnie było dość szaro.
       
      Zeszliśmy w głównej drogi i przedzierając się przez drzewa chcieliśmy iść w głąb lasu, ale nagle stało się coś dziwnego, nastąpił z głębi lasu wybuch! Sporą część drzew, ludzi, sprzętu wyrzuciło niedaleko nas, każdy zaczął uciekać ile sił w nogach, ratuj się kto może... Drzewa, które miały przecież tak grube trzony, tak mocne korzenie wyleciały z środka tego lasu jak za jakąś magiczną, niesłychaną siłą, zresztą na jednym wybuchu nie poprzestało, uciekając z lasu kolejne drzewa były jakby 'wyrzucane'. Biegłam sama, ale nie byłam przerażona, raczej opanowana, skoncentrowana by wybiec poza teren lasu.
       
      W końcu wybiegłam, na skraju lasu była mała polana i zaraz wielki budynek starej, opuszczonej szkoły, to był już w sumie obskurny pustostan. Sporo osób postanowiło się tam ukryć, nikt nie wiedział co się właściwie stało, chcieliśmy choć chwilę odpocząć w budynku, mieliśmy nadzieję zostać tam na noc, byliśmy na skraju jakiegoś małego, dziwnego miasteczka, wszystko wyglądało jak w jakimś horrorze albo thrillerze...
       
      Wydawałoby się, że sytuacja się uspokoiła, nad ranem część osób postanowiła wyjść się przejść w okolicy, a część spróbować wrócić do domów, gdy nagle kolejny wybuch! Tym razem las ogarnął wielki pożar, te wielkie drzewa znów wylatywały na ogromne odległości jak rzucone, uciekałam byle by nie zostać jednym z tych drzew zabita. Część osób trzeba było obudzić w budynku i kazać im uciekać, gdy byłam na pierwszym piętrze po innych w jakiś sposób pożar dostał się już do budynku, to była dosłownie kwestia minuty. Nie mieliśmy szans zejść schodami, ostrzegłam innych i sama wybiegłam przez wybite wielkie okno, nawet zbyt długo się nie zastanawiałam, czułam tylko ten skok adrenaliny. Na dole już każdy biegł w kierunku miasteczka, byle do ulicy i złapać jakąś pomoc. Okazało się, że w miasteczku trwała ewakuacja.
       
      Ja razem z paroma innymi osobami, które uciekały w pobliżu złapaliśmy przy ulicy starszego faceta, który w ramach pomocy postanowił nas 'ewakuować' swoją dorożką z 2 pięknymi, silnymi, czarnymi końmi, poza tym na ulicy szalały w popłochu samochody, w oddali było widać wielki pożar, cały budynek starej szkoły był już w płomieniach, pomyślałam o osobach, których nie zdążyłam ostrzec, czy obudzić...
      Staliśmy przy dorożce, była ograniczona liczba miejsc... Teoretycznie jak policzyłam max mogłoby wejść 10-12 osób na ścisk, ale spojrzałam na tą dorożkę i na te biedne konie, pomyślałam, że to przecież będzie ogromny ciężar, że umęczymy te zwierzęta, a z takim obciążeniem też nie wiadomo na ile one dadzą radę w ogóle dowieźć nas do najbliższego miasta. Postanowiłam więc, że zabieramy tylko 8 osób, reszta się zgodziła, powiedzieli, że spróbują złapać jakieś auto na podwózkę, było nas po prostu za dużo, a liczył się czas. Odjechaliśmy i udało nam się dojechać do dużego miasta.
       
      Sen bardzo mocny... Co oznacza?
    • pudukhepa
      By pudukhepa
      Śnił mi się las, przez który przebiegała ruchliwa szosa. Będąc w tym lesie zobaczyłam na szosie dwa małe zwierzątka. Z daleka wyglądały jak szczeniaki, więc podbiegłam do nich i próbowałam je przenieść w głąb lasu, z dala od drogi, po której jeździło bardzo dużo samochodów. Ale mając je już na rękach zdałam sobie sprawę z tego, że to małe niedźwiadki. Okazało się, że towarzyszyła im matka i chociaż z początku zachowywała się spokojnie, to gdy już odłożyłam niedźwiadki na ziemię, niedźwiedzica zaczęła mnie atakować - a ja próbowałam przed nią uciec. Generalnie nie była bardzo duża, gdy poruszała się na czterech łapach to była wielkości psa, ale mimo wszystko bardzo się jej bałam. A potem, pod koniec snu w tym lesie pojawił się drugi niedźwiedź - tym razem o wiele większy, potężniejszy, bardziej agresywny i do tego polarny. Nie mam zielonego pojęcia co może oznaczać niedźwiedź we śnie, czy ktoś mógłby mi pomóc?
      Pozdrawiam
    • patrycja97
      By patrycja97
      Dla mojego chłopaka śniło sie, że byłam w ciąż6 i chyba gdzieś sobie poszłam, on i znajomi mnie szukali i znalezli w lesie, w którym sama urodziłam zdrowe dziecko. Co taki sen miałby oznaczać?
    • Sukier
      By Sukier
      Witam. Ostatniej nocy śniłem o tym, że jestem w lesie. Biegłem między drzewami, pod górę. W oddali słyszałem krzyczących ludzi i śmiejące się dzieci. Ziemia była miękka, mimo że zapadałem się w nią biegłem nadal.
      Wywróciłem się i czułem błoto na każdym kawałku ciała. Usłyszałem kruka (albo wrone, nie jestem pewny). Czułem jak lata nade mną i kracze. Leżąc w bezruchu na tej ziemi, coś mnie uderzyło, coś na mnie spadło. Było o mnie zaczepione. To był kruk, szarpał się we wszystkie strony kracząc coraz słabiej.
      Czułem jak zapadam się coraz niżej, a ptak wraz ze mną. Słyszałem moje serce. Wnet kruk zaczął ruszać skrzydłami i krakać w rytmie mojego serca. Czułem jak go wchłaniam. On już się poddał.
      W tym okropnym bezruchu chciałem go puścić, lecz gdy tylko się ruszyłem- zbudziłem się.
      Proszę o interpretację, nie daję mi to spokoju.
      Naczytałem się trochę o krukach, że są oznaką złych wieści, śmierci, mądrości, proroctwa itp. ale wciąż czuję, że jestem dalej niż bliżej.
      Z góry dziękuję za odpowiedzi
    • mashet
      By mashet
      Parę lat temu dowiedziałam się, że znajoma ma kontakt z duchami... a raczej jak siebie żartem nazwała- jest czarownicą... wiele rzeczy od tamtego dnia się działo, jednak- dowiedziałam się, że jeden nasz wspólny znajomy parał się magią niekoniecznie tą dobrą... potrafił wywierać wpływ na ludziach... pisze o tym zebyście wiedzieli że miałam doczynienia z takimi ludzmi...
       
      Wiele razy w nocy wsłuchiwałam się w życie domu, w siebie... i pewnej nocy (mimo że było to około 5lat temu-nadal pamiętam każdy szczegół)... przyśniło mi się, że byłam w lesie... wyszłam z lasu na jakąś ciemną polanę, a na środku niej stała wielka katedra, podchodzac bliżej zauważyłam, że jest z talii kart... jakas postac stała bądź unosiła się opodal drzwi, ale nie zwróciła mojej uwagi..
       
      Weszłam do środka, pomieszczenie wyglądało jak kazdy z kościołów, do jakiego weszlibyście pod wieczór- żółte światła palące się w nawach i przy ołtarzu. było pusto... mniej więcej w połowie drogi do ołtarza, snop białego światła padł na ścianę za ołtarzem, w lewym rogu dostrzegłam wąski korytarz. Weszłam do środka i znalazłam się w ogromnym pomieszczeniu, było bardzo jasno, pomieszczenie znacznie większe niz wskazywać mogłoby wygląd katedry z zewnątrz. Nie bałam się. Całe pomieszczenie było puste, oprócz wielkiej chrzcielnicy na środku. Za nią był kamienne krzesło.. podeszłam do chrzcielnicy i zauważyłam jakąś postać przy krześle/tronie... nie powiedziała nic, ale usłyszałam w głowie, żebym zajrzała do chrzcielnicy.
       
      Otworzyłam pokrywę, zajrzałam i nie wiem jak ale wpadłam do środka, nie byo tam wody- tak jakbym pływała w powietrzu, zorientowałam się, że dno jest teraz za moimi stopami. wyszłam z chrzcielnicy w przepięknym miejscu, stała ona na polanie, na wzgórku. na niebie widziałam dwa księżyce, po lewej stronie ciemny las, po prawej szklane góry... wiedziałam podświadomie że na tych górach jest moja koleżanka, natomiast w lesie czeka znajomy (od magii...), coś przyciągało mnie do lasu, jednak w głowie słyszałam tylko słowa znajomej, że nie powinnam iśc do lasu...
       
      Wtedy obudizłam się bądź ocknęłam, dzień później nie dawało mi to spokoju, leżąc w łóżku powróciłam krok po kroku do momentu gdzie przerwał mi się sen... i jednak poszłam w stronę lasu, będąc ciekawa co tam jest. przeszłam przez linię lasu i znalazłam się na polanie, gdzie była wydeptana gliniana ścieżka. Przeszłam ścieżkę do połowy, przy koncu ścieżki pod lasem zobaczyłam znajomego tego kolegi, od magii, który powiedział, żebym poszła za nim, bo tamten juz czeka. Zrobiłam krok za nim, i nagle z ziemi wyrosło pnącze, jakiś bluszcz, który złapał mnie za kostki, oplótł się o tułów, nie mogłam się ruszyć. Ten chłopak ponaglił mnie, a wtedy pojawił się znajomy przede mną i pogłaskał mnie po policzku... gdy tylko cofnął rękę i poszedł do tego chłopaka, bluszcz wbił mi się w policzek w miejscu gdzie mnie dotknął. nie poszłam dalej, przebudziłam się.
       
      co o tym sadzicie?
×
×
  • Create New...