anane Napisano 5 Września 2009 Napisano 5 Września 2009 (edytowane) Witam, Przedwczoraj miałam, po raz kolejny, dziwny sen, po którym bałam się zasnąć, bo był tak rzeczywisty... Byłam w lesie (liściastym, zielonym, całkiem ładnym) w katedrze stojącej na małej polanie wśród drzew. Katedra była drewniana, z jasnych desek. Wchodziłam razem z dwiema osobami na jej wieżę (jedną był ktoś, kogo czułam że znam, a drugą dziewczyna, która nas oprowadzała). Katedra była opuszczona, choć światła się np. w niej świeciły, było czysto. Dziewczyna powiedziała, że nikt tu już nie przychodzi po tajemniczym zniknięciu młodzieży. Grupa młodych ludzi przyszła tam nocą, aby sprawdzić, czy prawdziwa jest legenda o grasującej tam bestii. I nigdy nie wrócili, nie znaleziono po nich żadnego śladu. Później widziałam we śnie, że poszłam tam nocą z grupą jakichś znajomych (choć nie przypominam sobie, żeby to byli moi realni znajomi). Naprzeciwko katedry wbiliśmy kij, na którym pouwiązywaliśmy jakieś balony. Ja stałam ciągle blisko kija i obserwowałam, jak wszyscy biegają gdzieś wkoło, szukając tej bestii. I nic się nie działo do czasu. Nagle ujrzałam, jak z krzaków wyskoczyła ta "bestia". Wyglądem przypominała jakiegoś szamana - ze skórą wokół bioder, wymazana jakąś ciemną farbą, łysa, obwieszona jakimiś naszyjnikami, z toporkiem o kamiennym ostrzu. Na moich oczach zabiła jedną z osób - ciosem w głowę, krew się lała :/ Ja byłam jedyną osobą, która widziała tę bestię, inni nie widzieli co się dzieje. I wszyscy zginęli. Mi przerażonej i płaczącej jakoś udało się uciec. Nie oglądam TV, a tym bardziej horrorów, więc nie wiem, skąd się taki sen mógł wziąć. Czy moja podświadomość próbuje mi coś powiedzieć? Edytowane 5 Września 2009 przez anane
Rekomendowane odpowiedzi