Jump to content

jezioro, łódź, topielec...


KSL
 Share

Recommended Posts

witam, chciałbym znowu poprosić o wyjaśnienie kolejnego mojego dziwnego snu...

 

no więc tak...

znajduję się w małej łódce... można by powiedzieć że taki mini jacht z żaglem :P za sterem znajdywała się kobieta, brunetka, nie wiem kim ona mogła być, ale na pewno ją znałem, przynajmniej tak odczuwałem, była fajna (czyt. sexi :P) płynęliśmy przez jezioro.. według mnie było to jez. Niegocin (w giżycku), ponieważ w oddali było widać na brzegach takie same budynki itd... przynajmniej mi się wydawało, że to było to jezioro. w pewnym momencie zauważyłem, że w wodzie pływa jakiś przedmiot, niebieski, jakby folia, albo materiał z namiotu, kiedy sięgnąłem żeby unieść to, okazało się, że pod tym był topielec, kobieta... wtedy dopłyneliśmy do jakiegoś betonowego brzegu, ja wyskoczyłem z tej łodzi. nad brzegiem był jakby czyjś dom, a raczej okazała willa, tam też była jakaś kobieta i powiedziałemjej co się dzieje... ni z tąd ni z tamtąd pojawił się jakiś facet, dość duży, w brązowym garniturze i nie wiem jak ale znaleźliśmy się wszyscy nad brzegiem jeziora, gdzie na betonie leżała wyciągnieta już z wody kobieta, dalej przykryta tym niebieskim materiałem, ja nie chciałem na to patrzeć, ale nie wiem czemu uniosłem ten materiał i zobaczyłem jej twarz, była dla mnie nie znajoma, ale przeraziłem się, bo była tak dziwna, jakby przesiąknięta tą wodą i trochę rozpuszczona/rozszarpana. ja wtedy zacząłem biec do łodzi, która powoli odpływała razem z kobietą z którą płynąlem i w ostatniej chwili udało mi się wskoczyć na tę łódź i zobaczyłem tylko jak się z tyłu zakotłowała woda od raptownego ruszenia silnikiem motorowym... i się zakończyło.

 

może ktoś wyjaśnić, co znowu się w mojej głowie bzdura??

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

chciałbym zapytać, czy ktoś pomoże w wyjaśnieniu powyższego snu, czy raczej muszę szukać rozwiązania w innym miejscu??

jeszcze tak zapytam - czy to wogóle normalne mieć takie sny?? miewam różnego rodzaju "zryte" sny, o nie których "boję" się mówić czy pisać.... w związku z tym - może ze mną jest coś nie tak, może powinienem udać się do jakiegoś specjalisty z dziedziny psychologi/psychiatrii??

z góry dziękuję za okazane zainteresowanie i pomoc...

Link to comment
Share on other sites

KSL,

 

Jeżeli nie uzyskasz odpowiedzi do jutra, postaram się pomóc.

Dziś już padam, a jutro raniutko znowu do pracusi. Odpowiem wieczorem.

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Witaj KSL,

 

Wygląda na to, że okrętem Twojego życia sterują emocje, popędy, co z czasem może przyczynić się do pojawienia pewnych kłopotów.

Na razie Twoje droga życiowa jest dość prosta, nieco w oderwaniu od reszty społeczeństwa, otaczającej Cię zbiorowości.

 

Zauważasz jednak, że w życiu ważne są pewne wartości, ideały, moralność, równowaga. Zakończył się jakiś etap Twojej przemiany osobowości.

Doszedłeś do granicy między Twoją świadomości i podświadomością.

Nadszedł czas na poznanie samego siebie. Podjęcie decyzji dotyczącej przyszłości.

 

Powinieneś opanować żądzę imponowania innym, przestać ukrywać własną osobowość i uciekać przed prawdą o sobie. To nie prowadzi do niczego dobrego.

Jeżeli spojrzysz w głąb siebie zobaczysz, że taki wizerunek nie jest dobrze odbierany przez otoczenie.

 

może ktoś wyjaśnić, co znowu się w mojej głowie bzdura??

Nic się nie bzdura, tylko dojrzewa Twoja podświadomość i w ten sposób daje znać o sobie.

 

jeszcze tak zapytam - czy to wogóle normalne mieć takie sny?? miewam różnego rodzaju "zryte" sny, o nie których "boję" się mówić czy pisać.... w związku z tym - może ze mną jest coś nie tak, może powinienem udać się do jakiegoś specjalisty z dziedziny psychologi/psychiatrii??

Twoje sny wcale nie są zryte.

Nasza podświadomość koduje przekaz, dlatego że sami świadomie nie dopuszczamy tych informacji do siebie.

Niektóre sny, np. o zabijaniu, zjadaniu ludzi nie oznaczają, że mamy coś nie tak pod sufitem.

Wyrażają one nasz potrzeby, do których nie chcemy się przyznać na jawie.

Często ukazują nasze lęki, stare, na siłę zapomniane przeżycia, które w istotny sposób wpływają na nasz sposób postrzegania świata.

Ich uporządkowanie pozwala na uwolnienie się od wielu lęków, uprzedzeń itp.

Systematyczne, regularne tłumaczenie snów pozwala nam na lepsze poznanie siebie :)

 

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

  • Similar Content

    • decadencemoth
      By decadencemoth
      Dzień dobry
      Od dłuższego czasu borykam się z rozwikłaniem zagadki znaczenia mojego snu. Proszę o pomoc bądź wskazówki w zrozumieniu symboli oraz znaczenia snu.
       
      W ciepłą, bezchmurną noc ocknęłam się na brzegu pięknego, spokojnego jeziora. Pełnia księżyca oświetlała liczne egzotyczne krzewy okalające brzeg owej sadzawki. Przechodząc wzdłuż linii brzegowej zauważyłam klatkę, w której uwięzione były trzy kobiety. Niestety nie pamiętam jak do tego doszło, ale w kolejnej scenie postacie te były już wolne. Byłam zdumiona i zaintrygowana. Nawiązując z nimi kontakt zaproponowano mi wejście do jeziora. Nie bałam się głębi wody i związanego z tym niebezpieczeństwa. Weszłam do wody i ku mojemu zdziwieniu zaczęłam rodzić. Nie trwało to jednak długo, szybko znalazłam się na brzegu z nowo narodzonym dzieckiem.
      Gdy stanęłam na brzegu z dzieckiem w rękach spojrzałam w niebo. Na atramentowej tafli sklepienia widziałam znaki i liczby. Kilkakrotnie ktoś mówił mi, że mój syn Vincent urodził się 7 października w roku sokoła, pod drugą gwiazdą. Pamiętam też, że w miejscowości, w której się znajdowałam obowiązywał kult świętego kraba.
      Kolejna scena dotyczy natomiast bezpośredniej interakcji z moim pierworodnym, który nie wyglądał jak noworodek, zaś jak co najmniej 2-letnie dziecko. Potrafił on również mówić, i to jak! Jego głos był delikatnym i jasnym dźwiękiem anielskim. Emanował on boską uzależniającą energią. Byłam pełna miłości do niego, czułam, że nigdy go nie opuszczę i że już zawsze będziemy razem. Jednakże wiedziałam, że ta mała istota jest wielka duchowo, wiedziałam, że przewyższa mnie w każdym niefizycznym aspekcie. Czułam, że został on obdarzony ponad naturalną wiedzą, doświadczeniem i inteligencją. W prezencie podarowałam mu małą, kulistą skałę wulkaniczną. Dziecko przyjęło mój prezent i w tym momencie mój sen dobiegł końca.
       
      Gwoli wyjaśnienia nigdy nie rodziłam oraz nie mam dzieci. Dodatkowo intuicyjnie czuje powiązanie tego snu z mitologią starożytnego Egiptu.
       
      Proszę o pomoc i z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
      Pozdrawiam
    • ssandi
      By ssandi
      Witam.
       
      Wczoraj zasnęłam po południu i miałam bardzo dziwny sen. Proszę o jego interpretację, gdyż mnie niepokoi.
       
      Śniło mi się, że szłam przez moje obecne miasto zamieszkania, jednak momentami wyglądało jak zmodyfikowane moje miasto rodzinne. Pisałam smsy z moim chłopakiem, z którym miałam się spotkać na dworcu autobusowym, w kierunku którego zmierzałam. Dodam, że w moim śnie dworzec ten znajdował się w swojej starej lokalizacji, niż tam gdzie jest obecnie położony. Z smsów pamiętam tylko tyle, że dostawałam od chłopaka smsy o treści: "gdzie jesteś?", "za ile będziesz?", a ja odpisywałam coś w stylu "już niedługo".
       
      Przechodziłam przez centrum miasta, które w połowie wyglądało jak miasto mojego obecnego zamieszkania, a w połowie jak zmodyfikowane (tzn. nie wyglądało dokładnie tak jak w rzeczywistości, jednak wiedziałam co to za miasto) miasto rodzinne. Ostatecznie nie dotarłam na dworzec, a mój chłopak nie występował we śnie. Było słonecznie, a niebo bezchmurnie, było ciepło. Drzewa były zielone i miały liście. Nagle zobaczyłam wielu kibiców z mojego rodzinnego miasta, ubranych w pomarańczowe koszulki, którzy śpiewali piosenki kibicowskie. Pamiętam, że było ich bardzo wielu, bardzo dobrze się bawili i stali wzdłuż takiej długiej, podłużnej poręczy na chodniku. Wtedy nagle zjawiła się moja mama i powiedziała, że jakiś kibic ma do mnie pytanie. Okazało się wtedy, że jestem kelnerką i mam na sobie fartuszek. Pamiętam, że zdziwiłam się, że jest ciepło i nie marznę, bo powinna być zima, a było ciepło jak latem, choć zdaje się, gdzieniegdzie leżał śnieg. Podeszłam do baru. Mieścił się w podłużnym drewnianym budynku, na którym były szyldy marek piwa, a na zewnątrz były długie, podłużne, drewniane stoły. Mama wskazała mi kibica, który siedział po drugiej stronie stołu. Miał ok. 30 lat, miał na sobie niebieską koszulkę. Pamiętam, że grzecznie wypytywał mnie o jezioro, a ja udzielałam na nie odpowiedzi, byłam zorientowana w temacie. Nie pamiętam teraz dokładnie treści pytań i odpowiedzi. Jednak ta rozmowa o jeziorze sprawiła, że musiałam się nad nie wybrać, by coś sprawdzić.
       
      Pamiętam, że zeszłam schodkami w dół z piaszczystej górki. Za mną pozostawała część rozrywkowa miasta. Stałam kilkanaście metrów od linii jeziora. Co ciekawe, jezioro znajdowało się w centrum miasta zamieszkania. Była piękna pogoda, ciepło, niebo bezchmurne. Ciężko mi określić wielkość jeziora, ale widziałam tataraki wzdłuż brzegu i jakiś drewniany pomost w tle. Ja znajdowałam się w małej, piaszczystej zatoczcce. Nad samym brzegiem jeziora było drzewa, którego liściaste, zielone gałęzie, zwisały nad taflą wody. Jeziora zaś było czyste, woda niebieska, spokojna. Na plaży krzątało się kilku kibiców, jednak ubranych normalnie, a nie w barwy klubowe, którzy porządkowali teren. W oczy rzuciła mi się biała, przydrożna kapliczka, wewnątrz której była Maryja odziana w niebieskie szaty, wykonująca gest błogosławieństwa. Kapliczka była bardzo blisko brzegu jeziora, na jej szczycie znajdował się mały krzyż. Niedaleko kapliczki, na niewielkim piaszczystym wzniesieniu, był wbity w ziemię krzyż przydrożny z jasnego drewna. Przed nim klęczał biały anioł ze skrzydłami, który się modlił. Wydaje mi się, że przez chwilę na mnie patrzył. Jeden z kibiców w ramach porządkowania terenu, wyrwał krzyż z ziemi i przeniósł go w inne miejsce na plaży.
       
      Jezioro nadal było spokojne, ale wyłoniły się z niego kilka, może 3-4, zombie. Kibice, anioł i kapliczka zniknęli. Wciąż było pogodnie i słonecznie. Wiedziałam, że mam do czynienia z martwymi stworzeniami. Zombie były wielkości młodych, dorosłych mężczyzn. Były ubrane normalnie, jednak ich odzież była zabłocona. Poruszały się bardzo powoli, były ustawione w trójkątnym szyku. Ten, który był najbliżej mnie miał powykręcane, niesymetryczne ciało, powykręcaną zieloną twarz, zdaje się pokrytą bąblami. Nie pamiętam jak wyglądała reszta, jednak też była odrażająca. Zerwałam się z miejsca i szybko pobiegłam do mamy. Siedziała przy stole koło baru, gdzie było pełno ludzi: kibiców i jakiś zwyczajnych. Powiedziałam jej o zbliżających się zombie, które wyłoniły się z jeziora, wiedziałam, że idą tu skrzywdzić ludzi i bardzo się bałam, ale moja mama zbagatelizowała moje wieści, mówiąc, że wymyślam i nie ma się czym przejmować, po czym oddała się dalszej beztroskiej zabawie z kibicami.
       
      Obudziłam się z poczuciem strachu. Kiedy widziałam te zombie, realnie czułam strach.
       
      Od razu mówię, że w rzeczywistości nie mam styczności z kibicami i nie jestem kelnerką. Nie lubię także motywu zombie w filmie czy w literaturze. Jednak ostatnio ciągle słyszę o śmierci osoby dla kogoś bliskiej (np. przed Wielkanocą zmarła mama mojego kolegi). Czy to może być powiązane?
       
      Co ten sen może oznaczać?
       
      Proszę o interpretację.
    • salamina
      By salamina
      Dzisiejszej nocy miałam sen, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Czułam że odnosi się do tego co teraz przeżywam i odsłania pewną część mnie, którą usiłuję poznać. Sama dokonałam pewnej interpretacji, jednak nie mam doświadczenia i nie wiem czy w tym właśnie kontekście będzie ona spójna.
      Sen trwał długo, dotyczył codziennych sytuacji przedstawionych w abstrakcyjny sposób. Właściwy sen zaczął się gdy wyszłam na zewnątrz i zaczęłam iść miejską ulicą. Szłam i szłam, stwierdziłam że przyjemniej będzie jechać rowerem i już nim jechałam. Po drodze minęłam wilka w obroży, który wzbudził moją sympatię, próbowałam go zawołać, ale nie zwracał na mnie uwagi. Dlatego też pojechałam dalej. I dalej. Z czasem minęłam miasto i wjechałam do lasu, co prawda droga wciąż była asfaltowa, jednak z czasem zaczęło brakować na niej miejsca dla mnie i musiałam zjechać na boczną drogę, która biegła równolegle do tej, którą właśnie opuściłam. Jechałam wśród drzew, wciąż szukając jakiejś drogi zjazdowej, którą mogłabym dostać się z powrotem na główną drogę. Jednak ta się nie pojawiała, lub była zbyt błotnista by przejechac nią rowerem. Dlatego stwierdziłam, że pojadę dalej w głąb lasu. Jechałam i podziwiałam widoki, ponieważ dzień był piękny i słoneczny. W pewnym momencie zobaczyłam jezioro, droga którą jechałam nie kończyła się, tylko prowadziłą w głąb jeziora. Dla mnie jednak był to koniec drogi i już zabierałam się żeby obkręcić rower i wrócić tą samą drogą, gdy zauważyłam ile zwierząt znajduje się w tym jeziorze. Bobry, wydry z każdej strony w każdym wieku, nawet młode łapały pyszczkami wodę. I kiedy tak podziwiałam ten obraz i zdecydowałam się zostać usłyszałam złowrogie warczenie psa, był to duży, masywny, ciemny pies, rasy rottweiler, który doskoczył do mnie i chciał się na mnie rzucić. Ogromnie się przeraziłam, pomyślałam że ten pies zaraz mnie rozszarpie i nikt nigdy nie odnajdzie mojego ciała. W tym momencie się obudziłam.
      Jeśli do interpretacji pomoże opis mojej obecnej sytuacji, podzielę się tym prywatnie.
    • furtek27
      By furtek27
      Witam dzisiaj śnił mi się dziwny sen czy można prosić o interpretacje? bo jakoś nie trzyma się to kupy
      Więc od początku:
       
      Śniło mi się, że zaczęłam pływać w rzece, a później znalazłam się w jeziorze. Mimo, że pływać nie umiem w rzeczywistości to dość dobrze mi to szło.
      Kolor wody był no taki realistyczny taki jak jest w rzekach. Moje odczucia to było zdziwienie i jakby szczęśliwa, że potrafię pływać. Później zauważyłam pomost, więc się wspięłam po drabince i gdy znalazłam się na pomoście było dużo ludzi i w tle było słychać jak ktoś śpiewa, mimo ze się przepycham przez ten tłum nie zobaczyłam kto śpiewa, ale piosenki były uderzająca podobne do Stachurskiego?! chyba tak ; )
      I tu jakby zaczyna się druga część snu? nie wiem jak to nazwać, ale w jednym momencie znalazłam się w innym miejscu (kojarzę to miejsce) z jakimś nieznanym chłopakiem (chłopak był wysoki w czarnych krótkich włosach) i nie pamiętam już dokładnie, ale chyba Mnie i Tego chłopaka ktoś zawołał do takiego domku (zaniedbany) Gdy weszliśmy do tego domku o dziwo była moja jakby przełożona z pracy z inna pracownicą. Moja przełożona jakby tego chłopaka zaczęła podrywać i w jednej chwili zaproponowała nam czyli Mi i temu nieznanemu chłopakowi "zabawę" (no wiecie o co chodzi). Chłopak po namowach zgodził się, ale ja powiedziałam "nie jestem żadna homo i nie skorzystam" i po prostu wyszłam oburzona. i to by było na tyle
       
      Nie wiem skąd taki pokręcony sen dlatego coś mi tu nie pasuje tym bardziej z tą przełożoną czemu mi takie coś zaproponowała, gdzie ta kobieta jest przed 40 i raczej jest normalną osobą, a ten chłopak ? W ogóle go nie znam.
      Jakby co jestem orientacji hetero i ostatnio mam dużo problemów rodzinnych
       
      z Góry dziękuje i pozdrawiam ; )
    • Norbi1392
      By Norbi1392
      Witam serdecznie!
      Wiem, że jest to mój pierwszy post na tym forum, i nie ukrywam, że ze względu na mój sen na nie natrafiłem i się zarejestrowałem, lecz jeśli się gdzieś rejestruję mogę obiecać, że nie jestem "jednopostowym" użytkownikiem Tyle słów o mnie
       
      Aktualnie, proszę o wytłumaczenie mojego snu, gdyż ostatnio nie układa mi się pod pewnymi względami najlepiej.
       
      A oto sen:
       
      Leciałem (zwyczajnie umiałem latać machając rękami) i sprawiało mi to olbrzymią przyjemność. Nagle znalazłem się nad jeziorem (dodam, iż pamiętam te jezioro z czasów dzieciństwa, lecz dokładnie nie wiem skąd). Tak jak kiedyś te jezioro było piękne i czyste a ludzie się w nim kąpali, tak przy moim locie było ono zniszczone, brudne i brak jakichkolwiek ludzi. Zleciałem trochę niżej, a na brzegu gdzie kiedyś była plaża było tylko błoto i zauważyłem dziewczynkę która utknęła w tym błocie. Podleciałem w celu pomocy, lecz przestraszyłem się tego błota i nie chciałem go dotknąć z obawą dotknięcia ziemi. W końcu niechcący dotknąłem tego błota i automatycznie zostawiając dziewczynkę odleciałem. Leciałem przed siebie, ominąłem drzewo, następnie ominąłem kruka (zwyczajnego, żadnej magii) za którym leciałem aż w końcu doleciałem do miasta. W mieście miałem "ostre lądowanie" tak jak bym nie umiał już latać. Uderzyłem o ziemię i próbowałem się unieść w powietrze, lecz już się nie dało, nie mogłem się unieść, a ludzie w mieście patrzyli na mnie jak na chorego psychicznie człowieka.
       
      Co to wszystko może oznaczać ? Wiem, że dużo symboli ma lot, błoto, kruk, lecz jak to połączyć i o co może chodzić ?
      Czy ktoś jest w stanie pomóc w rozwikłaniu tej "zagadki" ?
       
      Dodam tylko, iż żaden z elementów wcześniej mi się nie śnił, nie jest powodem oglądanych filmów lub innych wydarzeń z życia rzeczywistego, a jezioro nie ma dla mnie żadnego znaczenia, było to jezioro gdzie gdzieś przez przypadek się kąpałem, lecz tak jak już pisałem, żadnej tęsknoty bądź innych odczuć z nim nie miałem. Najważnejszym czynnikiem w tym śnie (przynajmniej ja tak odczułem) Był lot oraz błoto. Kruk sam w sobie był w moim odczuciu tylko ptakiem, mógł być to gołąb bądź coś innego, gdyż zwyczajnie go wyprzedziłem, jakby był niczym, nic nie wartym ptakiem.
×
×
  • Create New...